Jak przezwyciężyć smutek życia? Duchowe spojrzenie na depresję. - Anselm Grün - ebook
Wydawca: Jedność Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2009

Jak przezwyciężyć smutek życia? Duchowe spojrzenie na depresję. ebook

Anselm Grün

4 (1)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 184 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 5 godz. 4 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Jak przezwyciężyć smutek życia? Duchowe spojrzenie na depresję. - Anselm Grün

Na depresję cierpi coraz więcej osób. Przyczyny tej choroby oraz sposoby jej leczenia są badane intensywnie zarówno w psychologii, jak i w medycynie, rzadko natomiast przyglądamy się duchowej stronie depresji. Anselm Grün pokazuje, że również Biblia i tradycja religijna znają problem smutku i przygnębienia i że mogą być inspiracją do innego, bardziej ludzkiego sposobu spojrzenia na depresję.

Anselm Grün ur. w 1945 r., doktor teologii, benedyktyn, zarządza opactwem w Münsterschwarzach. Jako znany doradca duchowy prowadzi kursy medytacji uwzględniające psychoterapie, kontemplacje i post. Autor licznych publikacji.

Opinie o ebooku Jak przezwyciężyć smutek życia? Duchowe spojrzenie na depresję. - Anselm Grün

Fragment ebooka Jak przezwyciężyć smutek życia? Duchowe spojrzenie na depresję. - Anselm Grün

Ty­tuł ory­gi­na­łu: Wege durch die Depression

Spi­ri­tu­el­le Impulse

Co­py­ri­ght © Ver­lag Her­der Fre­iburg im Breisgau 2008

© Co­py­ri­ght for the Po­lish edi­tion by Wy­daw­nic­two Jed­ność, Kiel­ce 2009

Tłumaczenie

Mag­da­le­na Jałowiec-Sawicka

Re­dak­cja i korekta

Pau­li­na Zaborek

Re­dak­cja techniczna

Wiktor Idzik

Pro­jekt okładki

Ju­sty­na Kułaga-Wytrych

ISBN 978-83-7660-528-9

Wy­daw­nic­two Jedność

25-013 Kiel­ce, ul. Jana Paw­ła II nr 4

Dział sprze­da­ży: tel. 041 349 50 50

Redakcja: tel. 041 368 11 10

www.jednosc.com.pl

e-mail: jednosc@jednosc.com.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Spis treści

  • Wpro­wa­dze­nie
  • Section
  • 2. Blo­ka­da du­cho­wa i cie­le­sna
  • 3. Oczy za­mknię­te na ota­cza­ją­cy nas świat
  • 4. Uciecz­ka przed smut­kiem
  • 5. Kie­dy nie po­tra­fi­my spro­stać wła­snym wy­ma­ga­niom
  • 6. Wy­czer­pa­nie z roz­pa­czy
  • 7. De­pre­sja w ob­li­czu kło­po­tów
  • 8. Kie­dy je­ste­śmy zbyt wraż­li­wi dla tego świa­ta
  • 9. Kie­dy brzy­dzi­my się ży­ciem
  • 10. Kie­dy od­no­si­my suk­ce­sy, a mimo to cier­pi­my na de­pre­sję
  • 11. Za­mknię­cie się w ne­ga­tyw­nym mo­no­lo­gu we­wnętrz­nym
  • 12. Kie­dy nie po­tra­fi­my się wy­do­stać ze sta­rych sche­ma­tów
  • 13. Do­szu­ki­wa­nie się winy za wszyst­ko w so­bie sa­mym
  • 14. Kie­dy nie mo­że­my się za­do­mo­wić w swo­im ży­ciu
  • 15. Od­da­wa­nie się nie­speł­nio­nym ży­cze­niom
  • 16. We­wnętrz­ne spa­ra­li­żo­wa­nie przez stra­tę, ja­kiej do­zna­li­śmy
  • 17. Kie­dy nie mo­że­my zna­leźć spo­ko­ju
  • 18. Roz­cza­ro­wa­nie z po­wo­du na­wro­tu de­pre­sji
  • 19. Tę­sk­no­ta za uczu­cio­wo­ścią i głę­bią
  • 20. W dro­dze przez „ciem­ną noc du­szy”
  • Za­koń­cze­nie
  • Przypisy

Wpro­wa­dze­nie

Depre­sja w co­raz więk­szym stop­niu sta­je się cho­ro­bą spo­łecz­ną. Jest już dru­gą naj­częst­szą przy­czy­ną, dla któ­rej lu­dzie nie po­ja­wia­ją się w miej­scu pra­cy. Sza­cu­je się, że w Niem­czech licz­ba osób cier­pią­cych z po­wo­du cho­ro­by de­pre­syj­nej wy­ma­ga­ją­cej le­cze­nia się­gnę­ła bli­sko czte­rech mi­lio­nów oraz że 20 pro­cent oby­wa­te­li tego kra­ju raz w ży­ciu za­cho­ru­je na de­pre­sję. Trud­no po­wie­dzieć, dla­cze­go de­pre­sja co­raz czę­ściej wy­stę­pu­je w na­szym spo­łe­czeń­stwie. Z pew­no­ścią moż­na po­dać na to wię­cej niż je­den powód.

Wie­le osób czu­je się dziś skon­fron­to­wa­nych ze zbyt wy­gó­ro­wa­ny­mi wy­ma­ga­nia­mi w pra­cy, w ro­dzi­nie, w wy­cho­wa­niu dzie­ci, w ra­dze­niu so­bie ze swo­im ży­ciem. W świe­cie, w któ­rym pra­wie wszyst­ko wy­da­je się moż­li­we do zro­bie­nia, du­sza re­agu­je de­pre­sją, po­nie­waż czu­je, że nie wszyst­ko za­le­ży od na­szej woli. Ko­lej­nym istot­nym po­wo­dem jest z pew­no­ścią brak umia­ru nie tyl­ko w kon­sump­cji, ale rów­nież w od­nie­sie­niu do ob­ra­zu wła­snej oso­by. Nie za­wsze mo­że­my być naj­lep­si, naj­pięk­niej­si, naj­bar­dziej inteligentni.

Na­stęp­ną przy­czy­ną wzro­stu wy­stę­po­wa­nia de­pre­sji jest przy­bra­nie pa­to­lo­gicz­nych wy­mia­rów przez ludz­kie cier­pie­nie. Je­śli cier­pie­nie i smu­tek nie mogą być już nie­od­łącz­nym ele­men­tem ży­cia, wte­dy re­agu­je­my de­pre­sją. Tak pi­sze psy­cho­log i dzien­ni­kar­ka Ur­su­la Nu­ber: „Je­śli cier­pie­nie nie może już ist­nieć w spo­łe­czeń­stwie, któ­re jest tak bar­dzo za­ko­cha­ne w po­wo­dze­niu i suk­ce­sie, wte­dy wzra­sta ry­zy­ko, że wkrót­ce bę­dzie­my żyli w de­pre­syj­nym spo­łe­czeń­stwie. W spo­łe­czeń­stwie, w któ­rym każ­dy cier­pią­cy czło­wiek bę­dzie okre­śla­ny jako de­pre­syj­ny albo psy­chicz­nie «pod­ła­ma­ny»”. Za­sad­ni­cza po­sta­wa uni­ka­nia cier­pie­nia, jaką moż­na stwier­dzić w dzi­siej­szych cza­sach, ale rów­nież co­raz częst­sze przy­pad­ki we­wnętrz­ne­go wy­pa­le­nia się, cier­pie­nia z po­wo­du osa­mot­nie­nia i nie­ra­dze­nia so­bie z nie­umiar­ko­wa­ną swo­bo­dą, a tak­że z wszech­obec­ną kon­ku­ren­cją pro­wa­dzą do de­pre­syj­ne­go na­stro­ju społeczeństwa.

Psy­chia­tra Paul Kiel­holz z Ba­zy­lei przy­czy­nę wzra­sta­nia licz­by przy­pad­ków de­pre­sji do­strze­ga w roz­pa­dzie tra­dy­cji: „Istot­nym po­wo­dem de­pre­sji jest nie tyl­ko roz­pad ro­dzi­ny, lecz tak­że utra­ta wię­zi re­li­gij­nych”. Dla psy­chia­try i psy­cho­te­ra­peu­ty Da­nie­la Hel­la co­raz więk­sza mo­bil­ność sta­no­wi dla czło­wie­ka trud­ne do spro­sta­nia wy­zwa­nie i od­ci­na go od ko­rze­ni prze­szło­ści. De­pre­sja jest czę­sto wo­ła­niem o po­moc du­szy sprze­ci­wia­ją­cej się po­zba­wie­niu ko­rze­ni i prze­cią­że­niu trud­ny­mi wy­ma­ga­nia­mi w wy­ni­ku co­raz szyb­ciej następujących zmian.

Cho­ciaż licz­ba osób cho­rych na de­pre­sję sta­le wzra­sta w na­szym spo­łe­czeń­stwie, otwar­ta roz­mo­wa na te­mat de­pre­sji bywa nadal te­ma­tem tabu. De­pre­sja uwa­ża­na jest za coś, co naj­le­piej prze­mil­czeć. W prze­ciw­nym ra­zie na­ra­ża­my się na nie­bez­pie­czeń­stwo, że inni będą o nas mó­wi­li. Lu­dzie wolą roz­ma­wiać o wrzo­dach żo­łąd­ka albo o wiecz­nych bó­lach gło­wy niż o de­pre­sjach, któ­re nas do­ty­ka­ją. Na­wet ewen­tu­al­na roz­mo­wa o raku przy­cho­dzi nam z więk­szą ła­two­ścią niż o roz­pa­czy, bra­ku od­wa­gi i bez­gra­nicz­nym przy­gnę­bie­niu, któ­re ogar­nia znienacka.

Pe­wien me­na­dżer opo­wia­dał mi o swo­im zna­jo­mym, któ­ry do nie­daw­na z bra­wu­rą ra­dził so­bie z ży­ciem. W cza­sie jaz­dy sa­mo­cho­dem na waż­ne spo­tka­nie na­gle cały zlał się po­tem i nie mógł już da­lej je­chać. Dia­gno­za le­ka­rza, do któ­re­go udał się po tym zda­rze­niu, brzmia­ła: „de­pre­sja”. Do­tknę­ła ona tego me­na­dże­ra, po­dob­nie jak jego przy­ja­ciół, cał­ko­wi­cie nie­ocze­ki­wa­nie. Byli skon­ster­no­wa­ni, że aku­rat tak sil­ny i od­no­szą­cy suk­ce­sy męż­czy­zna cier­pi na wła­śnie cho­ro­bę. Ale de­pre­sja może do­tknąć każ­de­go. Dla­te­go waż­ne jest, by otwar­cie o niej roz­ma­wiać i szu­kać spo­so­bów od­po­wied­nie­go ra­dze­nia so­bie z nią.

Ja­kiś czas temu po­czu­łem in­spi­ra­cję do na­pi­sa­nia książ­ki o du­cho­wym po­dej­ściu do de­pre­sji. Mia­łem też już kon­kret­ne po­my­sły, jak mógł­bym za­brać się za ten te­mat. Licz­ba ksią­żek po­świę­co­nych de­pre­sji wzbu­dza­ła oczy­wi­ście moją nie­pew­ność. A mimo to uświa­do­mi­łem so­bie, że du­cho­we ra­dze­nie so­bie z de­pre­sja­mi nie zo­sta­ło do tej pory uwzględ­nio­ne w tej sa­mej mie­rze, co psy­cho­lo­gicz­no-psy­chia­trycz­ny wy­miar tej cho­ro­by. I dla­te­go ośmie­lam się zre­ali­zo­wać moje za­mie­rze­nia. Chciał­bym przy tym oprzeć się na Bi­blii i uwzględ­nić rów­nież tra­dy­cję Oj­ców Pu­sty­ni tych wcze­snych mni­chów, dla któ­rych w czwar­tym wie­ku na­szej ery pro­ble­ma­ty­ka smut­ku, nie­chę­ci i ospa­ło­ści była bar­dzo waż­na. Mni­si ci żyli jak pu­stel­ni­cy, sa­mot­ni na pu­sty­ni, i bar­dzo do­kład­nie ob­ser­wo­wa­li swo­je my­śli i uczu­cia. Już oni opi­sy­wa­li de­pre­syj­ne na­stro­je, któ­re prze­szka­dza­ły im w ży­ciu i od­ry­wa­ły od modlitwy.

Ta książ­ka nie ma więc po pro­stu po­wta­rzać tego, co zo­sta­ło już na­pi­sa­ne na te­mat de­pre­sji. Za­le­ży mi ra­czej, by to, co już wie­my, sta­no­wi­ło tło, w opar­ciu o któ­re świa­do­mie zwró­cę się ku Bi­blii i tra­dy­cji re­li­gij­nej. Psy­chia­tria i psy­cho­te­ra­pia ze swo­imi moż­li­wo­ścia­mi ra­dze­nia so­bie z de­pre­sją za­in­spi­ro­wa­ły mnie do tego, by w Bi­blii oraz w tra­dy­cji re­li­gij­nej szu­kać spo­so­bów zbli­że­nia się do nich na in­nej płasz­czyź­nie, mia­no­wi­cie du­cho­wej. Obie dys­cy­pli­ny po­zy­ska­ły istot­ną wie­dzę na te­mat de­pre­sji, któ­rą musi uwzględ­nić każ­dy, kto pra­cu­je z de­pre­syj­ny­mi osobami.

W prze­szło­ści sta­wia­no jed­no­znacz­ną gra­ni­cę mię­dzy tak zwa­ny­mi „en­do­ge­nicz­ny­mi” de­pre­sja­mi z jed­nej stro­ny a „ek­to­ge­nicz­ny­mi” albo „re­ak­tyw­ny­mi” de­pre­sja­mi z dru­giej. De­pre­sje en­do­ge­nicz­ne jak wy­ni­ka z tych za­ło­żeń uwa­run­ko­wa­ne fi­zycz­nie, na­to­miast te re­ak­tyw­ne rze­ko­mo po­ja­wia­ją się jako od­po­wiedź na do­świad­cze­nie utra­ty, na prze­cią­że­nie zbyt wy­gó­ro­wa­ny­mi wy­ma­ga­nia­mi albo też na wzbra­nia­nie się przed waż­ny­mi kro­ka­mi w ży­ciu. Za ty­po­we de­pre­sje re­ak­tyw­ne uwa­ża­no de­pre­sje z wy­czer­pa­nia, de­pre­sje po roz­pa­dzie związ­ku mał­żeń­skie­go, po śmier­ci ko­cha­ne­go czło­wie­ka, jak rów­nież de­pre­sję wie­ku śred­nie­go i de­pre­sję wie­ku podeszłego.

Obec­nie je­ste­śmy bar­dziej ostroż­ni przy tym po­dzia­le na „we­wnętrz­ne” i „ze­wnętrz­ne” przy­czy­ny cho­ro­by. Nie my­śli się już w ka­te­go­riach „albo albo”. Py­ta­nie, czy de­pre­sja jest uwa­run­ko­wa­nia psy­chicz­nie czy fi­zycz­nie, jest już samo w so­bie nie­wła­ści­wie za­da­ne. Cho­ro­ba ma za­wsze dwie stro­ny, fi­zycz­ną i du­cho­wą. Dla­te­go też obec­nie mó­wi­my ra­czej o lek­kiej, śred­niej i po­waż­nej depresji.

W kon­se­kwen­cji rów­nież w te­ra­pii nie roz­wa­ża się już al­ter­na­ty­wy: le­cze­nie far­ma­ko­lo­gicz­ne albo psy­cho­te­ra­pia. Psy­cho­te­ra­peu­ci re­ago­wa­li w prze­szło­ści ra­czej nie­przy­chyl­nie na leki an­ty­de­pre­syj­ne. Na­to­miast psy­chia­trzy sta­wia­li przede wszyst­kim na far­ma­ko­lo­gicz­ne roz­wią­za­nia. Te­raz te­ra­peu­ci i psy­chia­trzy pra­cu­ją ra­mię w ra­mię. A to z pew­no­ścią do­bry kie­ru­nek rozwoju.

Szwaj­car­ski dzien­ni­karz Ru­edi Jo­su­ran, któ­ry pu­blicz­nie przy­znał się do de­pre­sji, tak pi­sze o wła­snych do­świad­cze­niach z le­kar­stwa­mi: „Przy­ję­cie po­mo­cy po­le­ga­ją­cej na za­sto­so­wa­niu le­ków było czymś, co przez dłu­gi czas od­rzu­ca­łem, po­nie­waż bu­rzy­ło mój ob­raz świa­ta. Ab­so­lut­nie nie pa­so­wa­ło mi to, że kil­ka mi­li­gra­mów okre­ślo­nej sub­stan­cji może prze­su­nąć na właśc we miej­sce ja­kiejś za­chwia­nia w moim mó­zgu. Dzi­siaj mu­szę przy­znać, że le­kar­stwa przy­nio­sły efek­ty. one ogrom­ną ulgą dla bar­dzo wie­lu lu­dzi i ich bli­skich, a dla mnie oso­bi­ście sta­no­wi­ły de­cy­du­ją­cy prze­łom. Cie­szę się, że nie­za­leż­nie od tego, co bę­dzie da­lej, mogę w każ­dej chwi­li się­gnąć po leki i to w prze­ko­na­niu, że mnie usta­bi­li­zu­ją i wy­rwą z dziu­ry”. Jo­su­ran zna po­gląd, że przy po­mo­cy le­karstw tyl­ko prze­sła­nia się praw­dzi­we pro­ble­my i prze­szka­dza cho­re­mu w pra­cy nad nimi. Od­po­wia­da na to: „Tak na­iw­nie mogą się wy­po­wia­dać tyl­ko lu­dzie, któ­rych de­pre­sja nig­dy nie do­tknę­ła. Gdy wi­dzę, że ktoś to­nie, na­tych­miast rzu­cam mu koło ra­tun­ko­we, za­miast naj­pierw ana­li­zo­wać, dlaczego wpadł do wody”.

Z pew­no­ścią trze­ba w tej kwe­stii do­bre­go wy­czu­cia. lu­dzie, któ­rzy uwa­ża­ją, że wszyst­kie pro­ble­my moż­na roz­wią­zać przy po­mo­cy pi­gu­łek oraz tacy, któ­rzy zbyt dum­ni, by się­gać po leki. Albo też przyj­mu­ją wpraw­dzie środ­ki an­ty­de­pre­syj­ne, ale od­sta­wia­ją je zbyt wcze­śnie i w związ­ku z tym po­now­nie wpa­da­ją w „czar­ną dziu­rę”. Kto jako dusz­pa­sterz albo psy­cho­te­ra­peu­ta ma do czy­nie­nia z de­pre­syj­ny­mi oso­ba­mi, musi zdo­być się na po­ko­rę, by przy­znać, że nie wszyst­ko moż­na wy­le­czyć wy­łącz­nie dzię­ki dusz­pa­ster­skim czy te­ra­peu­tycz­nym roz­mo­wom. Musi wie­dzieć, kie­dy po­wi­nien ode­słać swo­ich klien­tów z de­pre­sją do le­ka­rza specjalisty.

Kie­dy pi­szę o du­cho­wym po­dej­ściu do de­pre­sji, je­stem prze­ko­na­ny o tym, że cho­ro­ba ta jest du­cho­wym wy­zwa­niem i że du­cho­wa dro­ga może po­móc w po­ra­dze­niu so­bie z nią. Mo­dli­twa ma jak naj­bar­dziej uzdra­wia­ją­cą moc. Nie­któ­rzy są­dzą jed­nak, że wy­star­czy się tyl­ko po­mo­dlić, a de­pre­sja znik­nie. Gdy z roz­cza­ro­wa­niem od­kry­wa­ją w któ­rymś mo­men­cie, że tak nie jest, po­pa­da­ją w jesz­cze głęb­szą roz­pacz i brak ener­gii do ży­cia. Du­cho­wa dro­ga musi też za­wsze uwzględ­niać psy­chicz­ny i fi­zycz­ny stan oraz z wdzięcz­no­ścią przyj­mo­wać po­moc psy­chia­trycz­ną i psy­cho­lo­gicz­ną. Każ­dy, kto uwa­ża, że po­przez mo­dli­twę może po­ko­nać de­pre­syj­ną cho­ro­bę i od­rzu­cić wszel­ką po­moc te­ra­peu­tycz­ną, nie do­ce­nia na­le­ży­cie tego, co daw­ni mni­si na­zy­wa­li „po­ko­rą”. Po­ko­ra to od­wa­ga do tego, by zejść w do­li­nę de­pre­syj­ne­go na­stro­ju i po­ka­zać go Bogu. Ale po­ko­ra ozna­cza rów­nież przy­zna­nie się przed sa­mym sobą do tego, że mimo wszel­kiej bo­skiej po­mo­cy po­trze­bu­ję tak­że lu­dzi, któ­rzy pod­da­dzą mnie fa­cho­we­mu leczeniu.

Waż­niej­sze i wy­mow­niej­sze od kla­sy­fi­ka­cji de­pre­sji jest opi­sa­nie de­pre­syj­nych prze­żyć. Jo­su­ran, Ho­eh­ne i Hell pi­szą: „De­pre­syj­ne prze­ży­cia po­zba­wio­ne wszel­kiej ra­do­ści, za­in­te­re­so­wa­nia i ener­gii, bez­rad­ne, po­zba­wio­ne od­wa­gi, uczuć i wię­zi”. Oso­by cho­re na de­pre­sję opi­su­ją swo­je do­świad­cze­nia w ob­ra­zach ta­kich jak pust­ka, nie­obec­ność wszel­kich prze­ja­wów ży­cia, za­wie­sze­nie ży­cia, za­ha­mo­wa­nie eg­zy­sten­cji, by­cie ży­wym umar­łym, skost­nia­łym, jako stan du­cho­we­go pa­ra­li­żu albo jako ciem­ną noc.

Da­niel Hell zwra­ca uwa­gę na dwa nie­bez­pie­czeń­stwa w po­dej­ściu do de­pre­sji. Pierw­sze z nich po­le­ga na chę­ci zre­du­ko­wa­nia każ­dej de­pre­sji do le­żą­cej u jej pod­staw przy­czy­ny oraz chę­ci po­pra­co­wa­nia nad prze­szło­ścią. Po­nie­waż jed­nak oso­by cier­pią­ce na de­pre­sję po­strze­ga­ją swo­ją prze­szłość wy­łącz­nie ne­ga­tyw­nie, „po­przez zbyt wcze­sne włą­cze­nie pra­cy nad prze­szło­ścią do­tych­cza­so­wa dro­ga przez ży­cie może zo­stać za­ciem­nio­na i prze­su­nię­ta w per­spek­ty­wę winy i wsty­du”. Dru­gie nie­bez­pie­czeń­stwo po­le­ga na po­strze­ga­niu de­pre­sji tyl­ko po­przez jej symp­to­my, ta­kie jak za­bu­rze­nia snu i ape­ty­tu, czy za­ha­mo­wa­nie my­śle­nia i kon­cen­tra­cji. W ten spo­sób cho­ro­ba zo­sta­je urze­czo­wio­na i prze­oczo­ny zo­sta­je cha­rak­ter jej prze­sła­nia. W ob­li­czu tych dwóch nie­bez­pie­czeństw, jak twier­dzi Hell, istot­ne jest, by przyj­rzeć się de­pre­syj­nym prze­ży­ciom, roz­po­znać ich sens i włą­czyć do swo­je­go ży­cia. Je­śli cho­dzi o symp­to­my de­pre­sji, to chce­my się ich przede wszyst­kim po­zbyć. Pró­bu­je­my „otrzą­snąć się z de­pre­syj­nych prze­żyć, tak jak pró­bu­je­my się po­zbyć bru­du czy po­ten­cjal­nych in­tru­zów”. Symp­to­my sta­ją się cia­łem ob­cym, któ­re zwal­cza­my. Ale tym sa­mym od­bie­ra­my so­bie szan­sę na zro­zu­mie­nie wszyst­kie­go, co prze­ży­wa­my w sta­nie de­pre­sji i włą­cze­nia tego do kon­cep­cji swo­je­go ży­cia. De­pre­sja za­wsze chce nam coś po­wie­dzieć. Ma ona dla nas ja­kieś prze­sła­nie. Chce nas za­pro­sić do po­da­nia w wąt­pli­wość na­szych miar i spoj­rze­nia in­ny­mi ocza­mi na ta­jem­ni­cę życia.

Mimo ko­niecz­nej ostroż­no­ści wo­bec kla­sy­fi­ka­cji de­pre­sji po­moc­ne bę­dzie wy­ja­śnie­nie kil­ku po­jęć. W kla­sycz­nej ter­mi­no­lo­gii mówi się o jed­no­bie­gu­no­wej i dwu-bie­gu­no­wej de­pre­sji. Ta ostat­nia do­ty­czy psy­cho­zy ma­nia­kal­no-de­pre­syj­nej [obec­nie czę­ściej na­zy­wa­nej cho­ro­bą afek­tyw­ną dwu­bie­gu­no­wą, CHAD przyp. red.], w któ­rej fazy de­pre­sji wy­stę­pu­ją na­prze­mien­nie z fa­za­mi ma­nia­kal­ny­mi, pod­czas któ­rych nie zna się umia­ru w swo­ich dzia­ła­niach i pra­wie wca­le nie po­trze­bu­je snu. Wśród de­pre­sji jed­no­bie­gu­no­wych roz­róż­nia­my de­pre­sję za­ha­mo­wa­ną, w któ­rej czu­je­my się we­wnętrz­nie spa­ra­li­żo­wa­ni i nie mo­że­my na nic zna­leźć sił; de­pre­sję agi­to­wa­ną, któ­ra prze­ja­wia się du­żym nie­po­ko­jem i pu­stym ak­ty­wi­zmem, oraz ma­sko­wa­ną de­pre­sję, któ­ra ukry­wa się czę­sto za fi­zycz­ny­mi symp­to­ma­mi, ta­ki­mi jak bóle gło­wy, do­le­gli­wo­ści żo­łąd­ko­we, utra­ta ape­ty­tu i za­wro­ty głowy.

W tra­dy­cji re­li­gij­nej zna­ny jest fe­no­men „ciem­nej nocy”, w któ­rą lu­dzie wpa­da­ją na swo­jej du­cho­wej dro­dze. Dla­te­go też na koń­cu ni­niej­szej książ­ki chciał­bym na­pi­sać o związ­ku „ciem­nej nocy” z depresją.

Pra­gnę roz­po­cząć od ob­ra­zów de­pre­sji, któ­re zna­la­złem w Bi­blii oraz w tra­dy­cji re­li­gij­nej, przede wszyst­kim u oj­ców pu­sty­ni. Wy­bra­łem te ob­ra­zy, któ­re opi­su­ją na­stro­je de­pre­syj­ne i symp­to­my cho­ro­bo­we. W po­szcze­gól­nych roz­dzia­łach chciał­bym po­łą­czyć te opi­sy de­pre­syj­nych sta­nów z wy­bra­ną bi­blij­ną przy­po­wie­ścią albo z du­cho­wą me­to­dą z tra­dy­cji re­li­gij­nej. Cho­dzi przy tym o po­ka­za­nie, że po­win­ni­śmy włą­czać na­szą cho­ro­bę de­pre­syj­ną do swo­jej dro­gi du­cho­wej, a nie omi­jać ją. Chciał­bym rów­nież wzmoc­nić w Czy­tel­nicz­kach i Czy­tel­ni­kach na­dzie­ję, że mo­dli­twa i me­dy­ta­cja oraz wszyst­kie du­cho­we prak­ty­ki, któ­re ofe­ru­je nam tra­dy­cja re­li­gij­na, do­brą dro­gą zbli­że­nia się do de­pre­sji oraz ra­dze­nia so­bie z nią.

Nie cho­dzi mi więc o sys­te­ma­tycz­ny opis isto­ty i te­ra­pii de­pre­sji. Ob­ra­zy bi­blij­ne nie za­wsze moż­na też jed­no­znacz­nie przy­po­rząd­ko­wać tej czy in­nej for­mie de­pre­sji. A przede wszyst­kim te­ra­peu­tycz­ne kro­ki, ja­kie wska­zu­je nam Bi­blia, nie chcą su­ge­ro­wać, że nie po­trze­bu­je­my już le­karstw ani te­ra­pii. Cier­pią­cy na de­pre­sję czło­wiek po­wi­nien sko­rzy­stać z po­mo­cy me­dycz­nej, psy­chia­trycz­nej i psy­cho­lo­gicz­nej, któ­ra po­zy­tyw­nie wpły­nie na stan jego zdro­wia. Ale wy­miar du­cho­wy może wspie­rać pro­ces le­cze­nia. Ob­ra­zy de­pre­sji i te­ra­peu­tycz­ne kro­ki, któ­re na­po­ty­kam w Bi­blii, po­ka­zu­ją, jak moż­na re­ago­wać na de­pre­sję tak­że w spo­sób du­cho­wy. Du­cho­we po­dej­ście do de­pre­sji może po­móc zo­ba­czyć cho­ro­bę w in­nym świe­tle, włą­czyć do re­li­gij­nej wę­drów­ki i roz­po­znać w niej szan­sę na du­cho­wej dro­dze. Pa­trząc w ten spo­sób, de­pre­sja nie­ko­niecz­nie jest już czymś, co opa­no­wu­je całe na­sze życie.

Do ta­kie­go po­dej­ścia do de­pre­sji po­trze­ba po­ko­ry ze stro­ny te­ra­peu­ty i dusz­pa­ste­rza tak samo jak ze stro­ny cier­pią­ce­go na de­pre­sję czło­wie­ka. Wy­le­cze­nie w przy­pad­ku de­pre­sji może ozna­czać cza­sem znik­nię­cie cho­ro­by. Ale wy­le­cze­nie czę­sto ozna­cza też, że nadal mamy do czy­nie­nia z de­pre­sją, lecz pod­cho­dzi­my do niej w inny, bar­dziej ludz­ki spo­sób. Nie­kie­dy po­trze­ba przy­zna­nia się przed sa­mym sobą, że de­pre­sja po­zo­sta­nie za­da­niem na całe ży­cie: to nie obok niej pro­wa­dzi dro­ga do Boga, ale przez nią. Chcie­li­by­śmy się po­zbyć de­pre­sji. By­ło­by to już bar­dzo dużo, gdy­by­śmy mo­gli się od niej ode­rwać. Ale ode­rwać mo­że­my się tyl­ko od cze­goś, co wcze­śniej przyj­mie­my i za­ak­cep­tu­je­my. Dla­te­go też pierw­szy krok po­le­ga na tym, by się bli­żej po­znać z de­pre­sją i po­jed­nać się z nią. Wte­dy stra­ci swo­ją moc. A być może sta­nie się to­wa­rzysz­ką, któ­ra wciąż bę­dzie przy­po­mi­na­ła o tym, by au­ten­tycz­nie żyć, by czer­pać swo­je siły z głęb­szych ko­rze­ni i osta­tecz­nie od­dać się miłości Boga.

Chciał­bym roz­po­cząć od kil­ku opo­wie­ści o uzdro­wie­niu, w któ­rych Je­zus pro­szo­ny jest przez cho­rych o po­moc. Ich cho­ro­by moż­na zro­zu­mieć jako wy­raz de­pre­sji. W opo­wie­ściach o uzdro­wie­niach, któ­re prze­ka­zu­je nam Bi­blia, nig­dy nie cho­dzi jed­no­znacz­nie o wy­le­cze­nie de­pre­sji. Jed­nak gdy uwzględ­ni­my fakt, że de­pre­sja ukry­wa się czę­sto za cie­le­sny­mi symp­to­ma­mi, spo­sób, w jaki Je­zus ob­cho­dzi się z cho­ry­mi oraz „me­to­dy te­ra­pii” ja­kie sto­su­je, moż­na in­ter­pre­to­wać rów­nież w od­nie­sie­niu do de­pre­sji. Czy­ni­my to z okre­ślo­nej per­spek­ty­wy: opo­wie­ści o uzdro­wie­niach za­pra­sza­ją nas do tego, by ze swo­imi de­pre­syj­ny­mi na­stro­ja­mi od­dać się w ręce Je­zu­sa i po­pro­sić Go, aby wy­le­czył rów­nież na­szą cho­ro­bę i zmie­nił nasz nastrój.

W opo­wie­ściach o uzdro­wie­niach Je­zus nig­dy nie wy­stę­pu­je jako cza­row­nik bez­bo­le­śnie uwal­nia­ją­cy lu­dzi od cho­rób, na któ­re cier­pią. Ra­czej nie­ustan­nie kon­fron­tu­je ich z ich wła­sną praw­dą. Spoj­rze­nie na praw­dę jest czę­sto samo w so­bie wy­star­cza­ją­co bo­le­sne. Spo­sób, w jaki Je­zus pod­cho­dzi do cho­rych, jak ich trak­tu­je i uzdra­wia, może nam więc po­ka­zać moż­li­wo­ści ra­dze­nia so­bie z na­szą wła­sną de­pre­sją. Te­ra­peu­ci i dusz­pa­ste­rze mogą roz­po­znać w tym moż­li­wość re­ago­wa­nia na pa­cjen­tów z de­pre­sją. Te­ra­peu­tycz­ne kro­ki, któ­re Je­zus po­ko­nu­je wraz z cho­ry­mi, kro­ka­mi na dro­dze do uzdro­wie­nia rów­nież dla nas samych.

Section

1. Kie­dy nie moż­na ścier­pieć sie­bie sa­me­go

Ludzie cier­pią­cy na de­pre­sję czę­sto ucie­ka­ją przed in­ny­mi. „Po­nie­waż spo­tka­nie z dru­gim czło­wie­kiem sta­je się dla nich nie­bez­pie­czeń­stwem utra­ty po­czu­cia wła­snej god­no­ści”, jak pi­sze Da­niel Hell. Oba­wia­ją się, że zo­sta­ną od­rzu­ce­ni, a przy tym cał­ko­wi­cie za­tra­cą sie­bie.

Lu­dzie cier­pią­cy na de­pre­sję mają trud­no­ści z za­ak­cep­to­wa­niem sie­bie. A kon­se­kwen­cją tego jest uczu­cie od­rzu­ce­nia przez wszyst­kich. Mają ni­skie po­czu­cie wła­snej war­to­ści, uwa­ża­ją, że inni jesz­cze uj­mu­ją im war­to­ści i nie trak­tu­ją po­waż­nie. Czę­sto po­wsta­je przy tym błęd­ne koło. Kto nie po­tra­fi za­ak­cep­to­wać sie­bie, prze­sad­nie ocze­ku­je sza­cun­ku ze stro­ny in­nych. Ale swo­ją nie­na­sy­co­ną żą­dzą uzna­nia lu­dzie ci od­py­cha­ją od sie­bie wszyst­kich, któ­rzy sta­ra­ją się ich za­ak­cep­to­wać. Bli­scy za­czy­na­ją się bać, że zo­sta­nie wy­ssa­na z nich cała ener­gia albo że zo­sta­ną wy­ko­rzy­sta­ni. Krew­ni osób cier­pią­cych na de­pre­sję mają czę­sto wra­że­nie, że po­zba­wia­ni są wszyst­kich sił. A więc wy­co­fu­ją się. Albo też chcą za­jąć się cier­pią­cym na de­pre­sję mę­żem, czy cier­pią­cą na de­pre­sję żoną, ale on lub ona boją się bli­sko­ści i wy­co­fu­ją się. Ta­kim wy­co­fa­niem się cier­pią­cy na de­pre­sję czło­wiek zmu­sza swo­je­go part­ne­ra do tego, by ten wciąż się o nie­go trosz­czył. Ale im bar­dziej part­ner się trosz­czy, tym bar­dziej cho­ra oso­ba wy­co­fu­je się w swo­ją de­pre­sję. A to wy­wo­łu­je u bli­skich po­czu­cie nie­pew­no­ści oraz wzbu­dza agre­sję, a cza­sem spra­wia, że oni sami też po­pa­da­ją w de­pre­sję. Moż­na by są­dzić, że krew­ni wy­czu­li w de­pre­sji stłu­mio­ną agre­sję cho­re­go i prze­ję­li ją od nie­go.

Czę­sto de­pre­sja jest me­cha­ni­zmem obron­nym. Po­nie­waż bo­imy się in­nych, mu­si­my scho­wać się za ochron­ny­mi mu­ra­mi de­pre­sji. Oso­by cier­pią­ce na de­pre­sję czę­sto od­czu­wa­ją głę­bo­kie wy­ob­co­wa­nie w sto­sun­ku do swo­ich bli­skich. Pew­na cier­pią­ca na de­pre­sję ko­bie­ta opi­su­je to w na­stę­pu­ją­cy spo­sób: „Bie­gnie się i ude­rza gło­wą w mur, żeby stwo­rzyć ja­kieś wię­zi, ale to nie­moż­li­we. Od­wie­dzi­ny mo­ich bli­skich to noc­ne kosz­ma­ry, w któ­rych lu­dzie przy­po­mi­na­ją zja­wy, a dzie­ci są bla­de – tak po­zba­wio­ne pra­gnień z mo­jej stro­ny. Pust­ka wy­peł­nia prze­strzeń mię­dzy mną a moim mę­żem, tak że nie mogę przejść na dru­gą stro­nę”.

Oso­by cier­pią­ce na de­pre­sję nie po­tra­fią się z ni­cze­go cie­szyć, z żad­nej wi­zy­ty, z żad­nej po­chwa­ły. Wszyst­ko jak­by prze­pły­wa obok. To­wa­rzy­sząc ta­kiej oso­bie, czu­ję czę­sto, że ze szcze­gól­nie przy­ja­znym na­sta­wie­niem i uwa­gą pró­bu­ję pod­cho­dzić do de­pre­syj­ne­go pa­cjen­ta. Ale gdy z jego stro­ny nie wi­dać żad­nej re­ak­cji, je­stem roz­cza­ro­wa­ny. Pod­czas na­stęp­nej roz­mo­wy będę ra­czej chro­nić sie­bie, aby unik­nąć po­czu­cia, że moje sta­ra­nia tra­fia­ją w pust­kę.

Ewan­ge­li­sta Ma­rek opi­su­je, jak pe­wien trę­do­wa­ty pod­cho­dzi do Je­zu­sa i pro­si Go o po­moc. Pada przed Nim na ko­la­na i bła­ga: „Je­śli ze­chcesz, mo­żesz mnie oczy­ścić” (Mk 1,40)1. Jako trę­do­wa­ty, czło­wiek ten jest od­izo­lo­wa­ny. Musi miesz­kać poza wio­ską i nie wol­no mu zbli­żać się do zdro­wych. Stał się obcy dla tych lu­dzi. Moż­na so­bie wy­obra­zić, jak wy­glą­da­ją miesz­ka­nia tych wy­ob­co­wa­nych. Nie ma tam żad­nej na­dziei. Wszyst­ko jest prze­siąk­nię­te de­pre­syj­nym na­stro­jem. Trę­do­wa­ty nie może już znieść swo­jej izo­la­cji i pod­cho­dzi do Je­zu­sa. Roz­po­zna­je swo­ją bez­sil­ność wo­bec wy­do­sta­nia się z błęd­ne­go koła od­rzu­ce­nia sie­bie sa­me­go i od­rzu­ce­nia przez in­nych. My­śli, że Je­zus może po­zba­wić go tych pro­ble­mów, że Je­zus wy­le­czy jego de­pre­sję, nie kon­fron­tu­jąc go z jego wła­sną rze­czy­wi­sto­ścią. Ale Je­zus nie speł­nia tego ży­cze­nia. Dzia­ła su­we­ren­nie. Ufa w moż­li­wo­ści cier­pią­ce­go na de­pre­sję czło­wie­ka, któ­ry czu­je się trę­do­wa­ty, od­rzu­co­ny, wy­klu­czo­ny. Je­zus bu­dzi w nim jego wła­sną moc.

Pierw­szy krok w kie­run­ku wy­le­cze­nia po­le­ga na tym, że Je­zus współ­czu­je czło­wie­ko­wi cier­pią­ce­mu na de­pre­sję. Jed­nak to współ­czu­cie nie może pro­wa­dzić do prze­sad­nej tro­skli­wo­ści. W prze­ciw­nym ra­zie de­pre­sja ra­czej się utrwa­li. De­pre­syj­ne za­cho­wa­nie czę­sto wy­wo­łu­je u bli­skich „ochra­nia­ją­cy efekt współ­czu­cia”, co zda­niem Hel­la może prze­ro­dzić się ra­czej w ry­zy­ko dla dłu­go­ter­mi­no­we­go roz­wo­ju cier­pią­cych na de­pre­sję lu­dzi, je­że­li współ­czu­cie po­zo­sta­nie je­dy­nym po­żyt­kiem, jaki de­pre­syj­nej oso­bie wy­da­je się moż­li­wy do osią­gnię­cia”. Współ­czu­cie może kryć w so­bie ry­zy­ko – rów­nież dla te­ra­peu­ty – że sam wpad­nie w de­pre­sję. Musi on od­czu­wać ra­zem ze swo­im de­pre­syj­nym pa­cjen­tem, musi wczuć się w jego po­ło­że­nie. Ale po­trze­bu­je też pew­nej gra­ni­cy, aby mógł za­cho­wać wła­sne źró­dła ener­gii.

Je­zus łą­czy swo­je współ­czu­cie z ak­tyw­nym dzia­ła­niem. Dla­te­go też dru­gi krok Jego te­ra­pii po­le­ga na tym, że wy­cią­ga rękę i na­wią­zu­je kon­takt z de­pre­syj­nym czło­wie­kiem. Pró­bu­je do nie­go do­trzeć. Bu­du­je dla nie­go most, aby mógł się otwo­rzyć na nowe wię­zi. W ob­co­wa­niu z cier­pią­cy­mi na de­pre­sję krok ten wy­ma­ga nie­raz du­żych po­kła­dów cier­pli­wo­ści, po­nie­waż oso­by te są za­mknię­te w so­bie i re­agu­ją lę­kiem na pró­by na­wią­zy­wa­nia kon­tak­tu przez te­ra­peu­tę. Ale gdy dusz­pa­sterz czy te­ra­peu­ta nie da­dzą się od­stra­szyć temu za­mknię­ciu się w so­bie pa­cjen­ta, lody chło­du emo­cjo­nal­ne­go mogą po­wo­li od­ta­jać i uda­je się stwo­rzyć więź.

Trze­ci krok: Je­zus do­ty­ka trę­do­wa­te­go. Nie­któ­rzy te­ra­peu­ci do­świad­cza­ją tego, że bez­na­dziej­ność de­pre­syj­nych osób za­ra­ża ich sa­mych. Two­rzą me­cha­ni­zmy obron­ne, aby nie zo­sta­li po­cią­gnię­ci w dół i po­zba­wie­ni ca­łej ener­gii. Po­dob­nie rzecz się ma z krew­ny­mi i przy­ja­ciół­mi. Chcą się zbli­żyć do de­pre­syj­ne­go czło­wie­ka, ale jed­no­cze­śnie boją się, że mógł­by on po­zba­wić ich wszyst­kich sił. Albo też oba­wia­ją się, że ścią­gną na sie­bie ten cały chwast zgorzk­nie­nia, uża­la­nia się nad sobą i oskar­ża­nia, a tym sa­mym ubru­dzą się tym. Aby chro­nić sie­bie, za­cho­wu­ją dy­stans. Ale im bar­dziej się dy­stan­su­ją, tym bar­dziej oso­ba cier­pią­ca na de­pre­sję lgnie do nich. Jej ocze­ki­wa­nia wo­bec tych lu­dzi sta­le ro­sną.

Je­zus nie boi się do­tknąć cho­re­go. On spo­czy­wa w so­bie czy też w Bogu. Dla­te­go też de­pre­sja cho­re­go nie może Go do­się­gnąć. On nie może zo­stać wy­rwa­ny ze swo­je­go cen­trum. Na we­wnętrz­ne źró­dło, któ­re w Nim try­ska, nie ma ne­ga­tyw­ne­go wpły­wu fakt, że pod­cho­dzi On z czu­ło­ścią do cho­re­go i do­ty­ka go. Te­ra­peu­ci, któ­rzy oba­wia­ją się, że zo­sta­ną za­in­fe­ko­wa­ni po­przez roz­pacz i we­wnętrz­ną pust­kę cier­pią­ce­go na de­pre­sję czło­wie­ka, mogą uczyć się od Je­zu­sa ochra­nia­nia wła­sne­go cen­trum. Kto sta­no­wi jed­ność z Bo­giem, ten nie boi się cho­rych lu­dzi ani też ich za­ra­ża­ją­ce­go i wy­wo­łu­ją­ce­go cho­ro­by od­dzia­ły­wa­nia na in­nych. Kto ma kon­takt z we­wnętrz­ną prze­strze­nią ci­szy, do któ­rej ża­den czło­wiek nie ma do­stę­pu, ten może otwar­cie po­dejść do cho­re­go na de­pre­sję. Po­nie­waż oso­ba ta wie, że jest w niej prze­strzeń chro­nio­na przed ciem­no­ścią i cha­osem dru­gie­go czło­wie­ka. W ten prze­strze­ni ci­szy dusz­pa­sterz, te­ra­peu­ta jest w peł­ni ze sobą. Spo­czy­wa tam w so­bie, a jed­no­cze­śnie w Bogu. Opie­ra­jąc się na tym we­wnętrz­nym spo­ko­ju może do­tknąć cho­re­go na de­pre­sję i po­czuć jego cier­pie­nie, tak jak uczy­nił to Je­zus.

Czwar­ty krok: Je­zus uzdra­wia cho­re­go sło­wa­mi: „Chcę, bądź oczysz­czo­ny!” (Mk 1,41). Sło­wa te moż­na by prze­tłu­ma­czyć w na­stę­pu­ją­cy spo­sób: „Chcę, abyś był oczysz­czo­ny. Je­stem przy to­bie. Ak­cep­tu­ję cię. Dla mnie je­steś oczysz­czo­ny. Ale te­raz to tak­że two­je za­da­nie, aby się oczy­ścić, być przy so­bie, za­ak­cep­to­wać sie­bie ta­kim, ja­kim je­steś”. Je­zus jest po stro­nie de­pre­syj­ne­go czło­wie­ka. Jest bli­sko nie­go, idzie z nim jego dro­gą. Ale nie przej­mu­je od nie­go jego de­pre­sji. Ra­czej rzu­ca mu wy­zwa­nie, by sam zro­bił to, co leży w jego mocy.