Jak pies z kotem czyli kobieta i mężczyzna na co dzień - Katarzyna Miller, Miłosz Brzeziński - ebook
Wydawca: Zwierciadło Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2012

Jak pies z kotem czyli kobieta i mężczyzna na co dzień ebook

Katarzyna Miller, Miłosz Brzeziński

5 (1)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 229 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 6 godz. 34 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Jak pies z kotem czyli kobieta i mężczyzna na co dzień - Katarzyna Miller, Miłosz Brzeziński

Wyjątkowy tandem damsko-męski o relacjach... damsko-męskich oczywiście. Katarzyna Miller – znana, lubiana i chętnie czytana psycholożka, poetka i psychoterapeutka oraz Miłosz Brzeziński – ceniony trener i psycholog biznesu.

Autorzy zastanowią się czy kobiety i mężczyźni zawsze żyją ze sobą jak przysłowiowy pies z kotem. I czy jest w tej relacji miejsce na prawdziwą przyjaźń.

Katarzyna Miller – psycholożka, psychoterapeutka, filozofka i poetka z ponad trzydziestoletnią praktyką terapeutyczną w zakresie terapii indywidualnej, małżeńskiej i grupowej. Wykładowczyni na podyplomowych Gender Studies na Uniwersytecie Warszawskim oraz na licznych warsztatach rozwojowych dla kobiet. Autorka książek: Nie bój się życia, Kup kochance męża kwiaty oraz trzech tomików wierszy: Stołeczek, Ból jest jedwabiem oraz Fontanna miłości. Współautorka Bajek rozebranych (z Tatianą Cichocką), Chcę być kochana tak jak chcę. Rozmowy terapeutyczne (z Ewą Konarowską), Być kobietą i nie zwariować (z Moniką Pawluczuk). Na stałe związana ze miesięcznikiem „Zwierciadło".

Miłosz Brzeziński- topowy polski trener z międzynarodowym certyfikatem coacha ICC. Konsultant CNBC Biznes i TVN w zakresie psychologii biznesu. Autor obrazoburczych felietonów, obrzydliwych recenzji i rewolucyjnych artykułów na temat biznesu w teorii i w praktyce. Profesor Działań Skutecznych w Instytucie Kreowania Skuteczności. Konsultuje celebrytów, dziennikarzy i najwyższą kadrę menedżerską w Polsce. Denerwuje. Wyzłośliwia się. Zmusza do myślenia. Ma dwa życiowe motta ( Prawdziwa pasja, to wydzieranie światu wiedzy 24 godziny na dobę oraz Wyróżnij się albo zgiń) i dwa rodzaje wizytówek (poważne i niepoważne).

Opinie o ebooku Jak pies z kotem czyli kobieta i mężczyzna na co dzień - Katarzyna Miller, Miłosz Brzeziński

Cytaty z ebooka Jak pies z kotem czyli kobieta i mężczyzna na co dzień - Katarzyna Miller, Miłosz Brzeziński

Tak, mamy stechnologizowany świat, w  którym szybciej rośnie wiedza o  tym, jak przedłużać życie, niż co z  nim robić. Bo zawsze znajdą się pieniądze na badania nowej technologii, ale nie tego, jak mądrze siebie i  innych traktować. Bo technologię można sprzedać i  potem z  nicości pojawia się na przykład taki bohater jak ten, który stworzył Facebooka. I  cały świat nagle się przyjaźni!! Tylko czy naprawdę ? Romeo i  Julia pokazywali, jak krótka i  złudna jest chwila zaślepienia, obietnicy „wiecznej, prawdziwej” miłości, a  ludzie sobie na ten temat i  tak z  lubością ciemnotę wciskają. I  czekają na coś, co nie nadchodzi, i  marnują sobie życie. W  głębi swych niedokochanych serc czekają, że nareszcie będą uznani, przyjęci, pokochani i  zrozumiani naprawdę przez własnych rodziców, a  jeśli nie przez nich, to chociaż przez partnera. Co w  tym świecie rzadko następuje. Zdarza się stan zaślepienia seksualno-miłosnego, który jest niczym taka króciutka, niezwykle nęcącą próbka. Jak w  reklamie. I  każdy potem chce, żeby tak już było zawsze. Dziewczyny pielęgnują w  sobie jak skarb największy iluzję, że on będzie mnie kochał już zawsze, więc mam już ułożone życie . To jest groza. Takie oczekiwania. Zaślepienie i  totalna iluzja.
Życie to nie jakaś próba generalna przed drugim, prawdziwym życiem i  teraz sobie możemy przejęczeć całe dnie, bo to coś zmieni „następną razą”. Nie będzie żadnej „następnej razy” –  jak powiedział Kwinto w Vaban k .
mam z  mężczyznami takie doświadczenia, że często wychodzą z  domu od mamy z  poczuciem, że wystarczy, że się urodzili. Faktycznie. W  domu dla dziecka powinno wystarczyć, że się urodziło. Nikogo o  to nie prosiło i  w  ogóle na wychowywaniu dzieci wychodzą lepiej rodzice, które je wspierają, przygotowując do bycia dorosłymi. Ale to przygotowanie –  uważam – powinno zawierać ostrzeżenie, że za progiem „immunitet wyjątkowości” przestaje działać. W  domu faktycznie wystarczy, że się urodzisz, i  jesteś kimś wyjątkowym, ale niestety próg domu jest granicą raju. Za tą granicą musisz zapracować. Za tą granicą ciężko o  bezwarunkową miłość, wyrozumiałość, chęć zrozumienia i  słuchanie fochów po pięćdziesiąt razy. Tylko mamy, a  czasem „taty” tak umieją. Dom jest jednym z  nielicznych miejsc na świecie, w  których kogokolwiek interesuje twoja osobowość. Poza domem ludzi obchodzi raczej to, co widać. Wizerunek. A  nie to, co i  dlaczego czujesz. Niewielu chce słuchać twoich wynurzeń z  czystej troski, opowieści, jak to sobie wsadzasz korbę w  brzuch i  wiercisz, wszystko się kotłuje, a  świat cię uwiera.
Rodzice, nawet ci z  tych określanych jako gorsi, i  tak mają więcej cierpliwości i  szlachetnej, bezinteresownej woli słuchania takich smutów niż niejeden tak zwany przyjaciel. Kto okantuje dziecko i  wmówi mu, że dalej w  świecie też tak wszyscy na nie czekają, żeby tylko było i  uzdrawiało obecnością, jak na mesjasza, Buddę, Jezusa, deleguje odpowiedzialność uświadomienia mechanizmów społecznych terapeutom. To też znamię naszych czasów i  tego –  jak powiedziałaś –  narcyzmu. A  głównie tego, że jest nieciężko. Bo jak jest ciężko, to żadnej społeczności po prostu nie stać na utrzymywanie darmozjadów! Każdy musi pracować, żeby wszyscy przeżyli.
Dziewczynkom nie jest tak dobrze, o  nie! I  naprawdę wiem, co mówię, jako dziewczynka i  jako wiekowa terapeutka. To, co wyeksplikowałeś, jest źródłem męskiej roszczeniowości. Źródłem damskiej roszczeniowości (bo i  ona przecież występuje) jest zaś najczęściej marzenie o  zadośćuczynieniu przez ukochanego za wszystkie braki zachwytu i  czułości w  domu nieotrzymane. (Jak zawsze zdarzają się wyjątki po obu stronach).
Bo mężczyzna w  ogóle, zauważ, jest stworzeniem takim sinusoidalnym. Pojawia się i  znika. Trochę jest i  potem go nie ma. Nawet mentalnie, jak siedzi w  domu, to go często nie ma. Ma momenty zrywu i  potem musi odpocząć. Gdyby Bóg była kobietą, to siódmego dnia też miałaby pewnie coś do roboty. Mężczyzna funkcjonuje, jakby miał chorobę afektywną dwubiegunową fabrycznie wbudowaną w  płeć. Lubi skrajności. Wśród facetów jest więcej prezesów, ale i  więcej bezdomnych. Naprawiają w  domu, naprawiają, a  potem miesiąc nic nie robią. Jest nawet taki dowcip: „Mężczyzna, jak mówi, że naprawi, to naprawi, i  nie trzeba mu o  tym przypominać co sześć miesięcy!”. Kobieta ma tendencję do równego rytmu, mozolnego, codziennego. Lepiej znosi przewlekły ból. Facet lepiej znosi ból mocny, ale krótki. Jakieś feministki pociągnęły kiedyś wątek, że gdyby faceci mieli miesiączkę, to byłyby to ustawowo dni wolne od pracy. Ale idźmy dalej po tej męskiej sinusoidzie. Facet ma skłonność do atakowania i  potem natychmiast zapadania w  sen, jak rycerze w  Tatrach, do czasu, aż znowu potrzeba supermana.
radzi albo nie chce sobie radzić z  domowymi i  żonowymi kwestiami, najbardziej zyskuje na wizerunku, kiedy go nie ma. Bo jak jest, to ciągle słyszy, że mu coś nie wychodzi, nie tak się dzieckiem zajmuje, nie uczestniczy tyle, ile by chciała, nie pomaga, nie wspiera, nie partneruje. Chociaż w  jego mniemaniu się stara i  kombinuje. Ile by się jednak starał i  kombinował, zawsze coś będzie nie tak. Kasę przyniesie, to go nie ma. Jest, to kasy nie ma, bo mało zarabia. Poszedł na wycieczkę z  dziećmi, a  sąsiad zrobił w  tym czasie żonie kuchnię. Kuchnię zrobił, to żona przyszła z  nosem na kwintę, bo śniło jej się, że dostała naszyjnik, i  się obudziła, i  jej się przykro zrobiło. Daj spokój!
Występuje też w  przyrodzie spora liczba facetów zawieszających się na swoich kobitach jak dziecię mocno nieletnie, roszczeniowych, zrzędzących, marudnych, wiecznie niezadowolonych. Niezadowoleni są z  siebie oczywiście, ale lubią to „zaprojektować” na swoją damę. Taki to oby jak najczęściej był w  delegacji. Ale po co taki w  ogóle komukolwiek?!
zupełnie niechcący pop-psychologia jest przetłoczona kobietami i  zrobiła się taka kobieca. Że mężczyźni bez względu na to, co powiedzą i  zrobią, zawsze będą nie tacy jak trzeba i  będzie można z  ich zapatrywań dworować, dewaluować je i  wmawiać, że facet jest jak zwierzę. I  to tępe.
U  nas chłopiec może być, kim chce, pod warunkiem że chce być wazonem. Najlepiej wysłać go do szkoły, zanim jego mózg jest zdolny do skupienia się, i  zdiagnozować adhd , bo ostatnie badania wskazały, że 40 procent chłopców ma adhd zdiagnozowane błędnie! Oni po prostu tacy są, jak są normalni! Nie używają krzeseł do siedzenia, tylko do gimnastyki artystycznej!
W  skrajnych przypadkach można kogoś pieprznąć, gdy na przykład próbuje podszczypywać twoją dziewczynę, to możesz mu dołożyć, i  wilk syty, i  owca cała, bo wiesz, że sobie pieprznąłeś i  nikt ci tego w  życiu nie odbierze, a  jednocześnie to jest po części społecznie akceptowalne. Oczywiście społecznie nieakceptowalnych zachowań też jest wiele. Mężczyźni według statystyk odpowiadają za 90 procent przestępstw i  stanowią 70 procent ofiar. Ponad 90 procent dzieci sprawiających kłopoty wychowawcze to chłopcy, 85 procent dzieci mających kłopot z  nauką to też chłopcy, 90 procent skazanych w  więzieniach to mężczyźni. Nie powiesz mi przy tym wszystkim, że społeczeństwo wie, co robić z  mężczyznami, bo coś tu nie gra ewidentnie!
No bo na początku to tak wygląda. Musi być tych zaskoczeń wiele. Historie z  życia ciągle nowe, „ach, jaki on ciekawy”, „ach, jaka ona ciekawa”, obiady w  miejscach nietuzinkowych, kwiat za wycieraczką samochodu rano, choć jeszcze nie mieszkamy razem (więc musiał przyjechać ze świtaniem). Nic nie może być normalne, tylko za każdym razem katalizować strzał chemii. Nawet zaręczyny powinny być jak defibrylator przyłożony do głowy: pierścionek zaręczynowy to on do loda wepchnął i  było fajnie, bo ona jadła, dolizała się, on na kolana, ona wypluwa, ryczą oboje… Drugi raz w  teatrze na schodach, a  ślub to był w  ogóle na szczycie wodospadu, potem sesja foto na tle ruder, bo to taki kontrast i  wyjątkowe, a  wodospad kaskadował w  tle i  na koniec do ruczaju przyszedł jelonek, żeby spić z  dziobka skowronkowi krople rosy. I  noc poślubna też piękna, a  jak rzygaliśmy, to tęczą, a  potem jak w Zmierzch u on mnie przemienił w  wampira i  zawsze byłam młoda, i  z  nim sklejona biegałam po rosie. O, tak…
świetnie wiem, jak dziewczynki za te kretyńskie iluzje płacą spaskudzonym życiem. Pytam dziewczyn: „Czy wiecie, czego chcą kobiety?”. Mówią: „Miłości, szczęścia”. A  to nieprawda –  dziewczynki chcą więcej . Jak są w  Nicei, to chcą być w  Paryżu. Dlaczego? A  dlatego, że „w  Paryżu jeszcze nie byliśmy”. A  jak są w  Paryżu, to chcą być w  Zimbabwe. Jak dał pierścionek nad ruczajem, to jeszcze powinien obsypać różami z  samolotu. Bo jeden taki tak zrobił i  koleżanka tamtej koleżanki tak miała. I  to nieszczęsne złudzenie, że to na pewno znaczy, że on tak strasznie kocha, i  to na zawsze.
Grzeczne dziewczynki upatrują swojej wartości w  tym, czy ktoś jest z  nich zadowolony i  czy je chwali wprost, bo jak tego nie usłyszą, nie wiedzą, że są coś warte. A  już najistotniejszy jest ten aspekt „Czy jestem warta tyle, by mnie kochać?”…
„O, rany! Ja na to patrzę i  czuję, jak ten wodospad moje ciało dosłownie uprowadza, ale mu pozwolę! To jest coś nieprawdopodobnego, takie obezwładniające i  chcę się temu poddać, taka mała się czuję, tak nie mogę tego ogarnąć!”. I  łzy ci płyną do oczu. Znasz to uczucie, bo każdy zna. To jest supersprawa. I  raczej nie myślisz wtedy: „Kurna, jakby był z  lewej nieco ten wodospad, toby jednak był ładniejszy, boby się komponował z  tym szczytem nad nim bardziej”. Daj spokój! Jak ustawisz filtr w  życiu na to, że komuś albo czemuś czegoś brakuje, to od tej chwili masz przechlapane. Brak poduszki zmarnuje ci życie!
szukamy równowagi: nie być do końca zadowolonym i  szukać poprawy jakości życia, starać się, przegrywać, wygrywać i  mieć satysfakcję, nie akceptować średniakowatości, bo z  tego bierze się rozwój (samorozwój także), a  jednocześnie akceptować rzeczy i  ludzi, jakimi są, bo od tego przybywa wiele spokoju i  pięknych chwil.
o  facetach, czego oni sami czasem nie wiedzą. Poziom testosteronu we krwi nie tylko koreluje z  wypadaniem włosów w  wieku dojrzałym, ale też z  egocentryzmem. Czternastoletni facet ma o  osiemset procent więcej testosteronu niż dziesięciolatek! To jest taki koktajl atomowy, że zalewa mu głowę i  krocze. Taka egocentryczna bomba może zabić każdego i  pożre się nawet z  płytą chodnikową! Każdy zdrowy, nastoletni facet wie, że każda laska na świecie nie jest z  nim tylko i  wyłącznie dlatego, że go nie zna. Że nawet Angelina Jolie chciałaby być z  nim albo przynajmniej go adoptować! Nie rozumiecie tego, dziewczyny. My tak mamy i  co nam teraz zrobicie?
Pierwsza: mężczyźni przechodzą przez ten okres życia, który jest niesamowicie egocentrycznym okresem. Nic nie widzą poza tym, że są super. Dlatego w  pewnym sensie historia o  księżniczce, która mówi: „Udowodnij, że mnie kochasz”, a  ty idziesz i  zabijasz smoka, jest bardzo sensowna. Bo facet udaje się na walkę ze smokiem wewnątrz siebie. Idzie na wyprawę, żeby zrobić coś dla kogoś . To jest jedna z  prawd dojrzałych mężczyzn, którą dojrzali mężczyźni dzięki ciężkiej pracy rozumieją, pomimo mydlącego oczy egotestosteronu: nie jesteś najważniejszy i  twoje życie nie jest tylko twoje. Mężczyźni, którzy nie dożywają tego „męskiego oświecenia” i  nie idą zawalczyć o  coś trudnego, narażając swoje życie dla czyjegoś, pogrążają się w  cierpieniu rozdarcia. Chłopiec, żeby stać się mężczyzną, musi się wyrwać z  egocentryzmu. To jedna sprawa. I  jest druga. Mówiłem, że chłopak, dojrzewając, ma w  głowie i  sercu testosteronową bombę atomową, która dosłownie nie pozwala mu się na niczym skupić i  zakrzywia rzeczywistość, ustawiając go w  centrum wszechświata, każe próbować wszystkiego, popisywać się, kogucić, bo na pewno nic mu się nie stanie, gdyż „jesteś supermanem, a  twój członek mierzy łokcie trzy”!
w  tradycyjnych plemionach wyznaczają więc chłopcom trudny i  żmudny trening: cierpliwości, wytrwałości, odpowiedzialności, wstrzemięźliwości i  siły, by nabrali wprawy w  kierowaniu tym ciałem i  ciągłym kiełznaniu sportowego silnika wewnątrz.
tatuś przestaje dotykać swojej córeczki, jak ona podrasta, bo nie wie, jak to robić. Wstydzi się swojego pożądania i  zachwytu nią jako dorastającą kobietą. Jest niedojrzałym chłopcem, któremu nie wyszło z  jej matką, za co nieźle od niej obrywa. Jest zazdrosny o  każdego chłopaka córki i  wyzywa ją od dziwek albo latawic, kiedy ona się nimi interesuje. A  matka jej nie lubi za to, że kiedyś ojciec ją lubił i  że teraz jest młoda i  może uda jej się pożyć, tak jak się matce nie udało.