Itinerarium. Moja podróż w głąb Europy - Jakub Skiba - ebook
Wydawca: Wydawnictwo Jedność Kategoria: Styl życia Język: polski Rok wydania: 2012

Itinerarium. Moja podróż w głąb Europy ebook

Jakub Skiba

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 258 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Itinerarium. Moja podróż w głąb Europy - Jakub Skiba

KSIĄŻKA ROKU 2012 w kategorii esej wyróżniona przez „Magazyn Literacki KSIĄŻKI”

Dzięki relacjom z podróży możemy poznawać obce kraje i życie codzienne ich mieszkańców, nie wychodząc z domu, ale najcenniejsze są te opowieści, które pozostawiają w nas ziarno mądrości zrodzonej z egzystencjalnych pytań stawianych w obliczu zderzenia kultur. W ten nurt wpisuje się niniejsza publikacja. Autor zafascynowany poznawaniem świata materialnego i duchowego prowadzi czytelnika po różnych regionach, przybliżając w sposób kompetentny i ciekawy ich architekturę, obyczaje i wierzenia. Zachęca, by wyruszyć wraz z nim w podróż do miejsc wciąż interesujących, choć niekiedy już prawie zapomnianych, i by dostrzec w historycznych wydarzeniach i dziełach sztuki wymowną aktualność dawnych poglądów, opinii, estetycznych wzorców. Zaprasza do refleksji, która sprawia, że poznawanie świata staje się najpiękniejszą podróżą – podróżą w głąb samego siebie. Jakub Skiba – Członek Zarządu Narodowego Banku Polskiego; wcześniej pełnił wiele ważnych funkcji w instytucjach państwowych: Najwyższej Izbie Kontroli, Ministerstwie Spraw Zagranicznych, Stałym Przedstawicielstwie RP przy ONZ, Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Głównym Urzędzie Statystycznym.

Opinie o ebooku Itinerarium. Moja podróż w głąb Europy - Jakub Skiba

Fragment ebooka Itinerarium. Moja podróż w głąb Europy - Jakub Skiba








Jakub Skiba

ITINERARIUM

Moja podróż w głąb Europy


Redakcyjna

© Copyright by Wydawnictwo Jedność 2012

Korekta:

Michał Łuczyński

Redakcja techniczna:

Wiktor Idzik

Zdjęcia:

ks. Rafał Dudała (45, 47, 80, 81)

ks. Paweł Tkaczyk (23, 32)

Archiwum Urzędu Miasta Puławy, Krzysztof Wójcik (63)

Archiwum Wydawnictwa Jedność (98, 99, 100, 105, 107, 109)

shutterstock.com: Elena Aliaga (9), Oskar Orsag (11), Guido Nardacci (19), Valery Bareta (20), Zvonimir Atletic (25, 34), Galina Mikhalishina (39), Alfa (40), Maurizio Farnetti (60, 97), Natalia Macheda (67), Chiakto (85), Carlos Munoz (126), Colin D. Young (138), Oleg Mit (186), Elias H. Debbas II (194)

Pozostałe zdjęcia ze zbiorów autora

Opracowanie graficzne okładki:

Justyna Kułaga-Wytrych

ISBN 978-83-7660-819-8

Wydawnictwo JEDNOŚĆ

25-013 Kielce, ul. Jana Pawła II nr 4

Dział sprzedaży tel. 41 349 50 50

Redakcja tel. 41 349 50 00

www.jednosc.com.pl

e-mail: jednosc@jednosc.com.pl

Skład wersji elektronicznej:

Marcin Satro

© Copyright Wydawnictwo JEDNOŚĆ


Dedykacja

Żonie i Córce,

moim towarzyszkom podróży


Słowo wstępne.
Podróżowanie ku mądrości

U antycznych korzeni naszej kultury uznany poeta i myśliciel, Pindar Stary, żyjący na przełomie VI i V wieku przed Chr., zwerbalizował znamienną zasadę: podstępny czas zagraża ludziom, myląc drogę życia1. Kolejne pokolenia w historii modyfikowały i precyzowały tę zasadę, ukierunkowując ludzkie drogi, by nie poddawały się imperatywowi czasu, ale sumowały mądrość, wiedzę, fascynację pięknem i dobrymi obyczajami. W kulturze Rzymu Horacy (65–8 przed Chr.) uświadamiał sobie, współczesnym i spadkobiercom dziedzictwa znad Tybru, że fugit invida aetas (ucieka zawistny czas) i dlatego imperatywem staje się zasada Carpe diem (wykorzystaj dzień)2. Jedni więc odnoszą zwycięstwo nad upływającym czasem zdobywając mądrość na studiach, w lekturze mądrych tekstów, by wykorzystać osiągnięcia intelektu i doświadczeń poprzednich pokoleń. Inni po mądrość pozwalającą zwyciężyć zawistny upływ czasu ruszają na drogi łączące ludzkie siedziby i kultury.

To migrowanie za wiedzą o sobie, świecie i innych ludziach zyskiwało z czasem literacki wyraz. Podróżnik stawał się koryfeuszem poszukiwania mądrości, świadkiem jej różnorodności w miejscach dalekich a potem mistrzem słowa w odtwarzaniu atmosfery, nastrojów i sposobów innych niż własne. Tak postępował pierwszy ze znanych poszukiwaczy wiedzy i mądrości, literacki bohater Sumerów z IV tysiąclecia przed Chr., Gilgamesz. Epos opisujący jego podróżowanie stał się swoistą matrycą dla opisów bogatego w wydarzenia podróżowania owocującego tekstem literackim. Gilgamesz, który wszystko widział po krańce świata, poznał morza i góry przemierzył, w mrok najgłębszy zajrzał, z przyjacielem pospołu wrogów pokonał. Zdobył mądrość, wszystko widział a przejrzał, widział rzeczy zakryte, widział tajemne, przyniósł wieści sprzed wielkiego potopu. Kiedy w drogę daleką wyruszył, zmęczył się ogromnie, przyszedł z powrotem. Na kamieniu wyrył powieść o trudach3.

Wydaje się, że ludziom intelektualnie rozbudzonym w każdej epoce towarzyszyło migrowanie za poznawaniem niewidzialnego świata – tego za linią horyzontu i tego w wymiarze tajemnicy życia pomimo zawistnego czasu. Tak widzieć należy m.in. klasyka podróżujących historyków i antycznych geografów, jakim był bez wątpienia Herodot (ok. 485 – ok. 425 przed Chr.). Wyznaje on mianowicie we wstępie do swoich Dziejów, jakimi kierował się motywami w podejmowaniu podróży i dokumentowaniu wydarzeń odległych niekiedy regionów znanego w antyku świata: Herodot z Halikarnasu przedstawia tu wyniki swych badań, żeby ani dzieje ludzkie z biegiem czasu nie zatarły się w pamięci, ani wielkie i podziwu godne dzieła, jakich bądź Hellenowie, bądź barbarzyńcy dokonali, nie przebrzmiały bez echa4. Dla pozyskiwania wiedzy i mądrości podejmował wzorem logografa, Hekatajosa z Miletu (ok. 500 przed Chr.), podróże do ludów Azji Mniejszej, wybrzeży Morza Czarnego aż po ujście rzeki Hypanis (Bohu) i dalej, do Scytów aż po Kolchidę. Podróżował też do Persji i Egiptu aż po Elefantynę na Nilu. Zwłaszcza zdumienie obyczajami Egipcjan stanowi do dzisiaj klasykę literackiej konfrontacji kultur. Ma ona wysoką wartość poznawczą, wskazuje na bogactwo różnic i ocen stosowanych w życiu opisywanych społeczności.

Taką formę literatury zrodzonej z migracji kontynuował też w Rzymie Juliusz Cezar (100–44 przed Chr.), opisujący w De bello gallico ziemie zachodniej Europy. W tym przypadku motywem podejmowania podróży były racje militarne, które obok handlowych stanowiły zwykle główną rację poznawania innych kultur.

Wraz z chrześcijaństwem migracje zyskały nową motywację – misyjno-ewangelizacyjną. Wzorem św. Pawła i innych apostołów Jezusa Chrystusa, katechizujących wybrane regiony ówczesnego theatrum mundi, wyruszały ekipy misyjne opisujące później obyczaje i sposoby głoszenia Dobrej Nowiny adresowane do kultur Afryki Północnej, Arabii, dalekich Indii i Persji oraz różnych ludów Europy. Z większych dokonań tego rodzaju podróżowania dla głoszenia Chrystusa odnotować należy misję św. Patryka z V w., potem mnichów iroszkockich, a także doświadczenia monastycznych grup braci mniejszych zw. peregrinantes propter Christum, z bratem Benedyktem Polakiem obecnym na szlakach azjatyckich na długo przez wyprawą Marco Polo do Chin.

Odkrycie Nowego Świata obu Ameryk w XV w. dla Europy zapoczątkowało konfrontację kulturową, w trakcie której do głosu doszły przede wszystkim motywy komercyjne. Ten rodzaj podróży podporządkowany zasadzie globalizacji ekonomiczno-ideowej wykazał liczne braki, których przezwyciężanie trwa praktycznie do dzisiaj. Nie dano bowiem posłuchu mądrej, krytycznej i realistycznej ocenie Bartłomieja de las Casas (zrodzonej z podróżniczej autopsji) o praktyce konfrontacji kulturowej konkwisty w Ameryce Łacińskiej. W Kraju Środka w XVI–XVII w. podróżujący z narażeniem życia jezuici tworzyć będą podstawy pod spory akomodacyjne pozwalające poznawanym w podróżach na Daleki Wschód rodzimym mechanizmom kulturowym wnosić do dziedzictwa uniwersalnego Kościoła własne, wielowiekowe tradycje.

Dzisiejszy narastający proces komunikacyjnego wiązania w jeden organizm wielorakich kulturowo środowisk owocuje coraz liczniejszymi relacjami z odbytych podróży, dzięki którym ich czytelnicy, nie ruszając się z miejsca, mogą czytać, usłyszeć w radio lub obejrzeć w telewizji lub filmie obce kraje, życie codzienne ich mieszkańców i postawić sobie egzystencjalne pytania o sens mądrości zawartej w polikulturowości.

W ten nurt poznawania mądrości wpisuje się niniejsza publikacja przygotowana przez Autora zafascynowanego poznawaniem świata materialnego i duchowego. Prowadzi on Czytelnika kompetentnie i ciekawie po różnych regionach, z ich architekturą, obyczajami i wierzeniami. Podróżuje on też przy tej okazji po chrześcijańskich dogmatach i obyczajach religijnych. Czyni to w sposób ciekawy, kompetentny i inspirujący, zachęcając wyruszających wraz z nim w podróż do miejsc wciąż interesujących, choć niekiedy już prawie zapomnianych. Autor więc nie tylko zachęca do wyruszenia w drogę, ale nadto plastycznie i z łatwością stosowanej stylistyki do zobaczenia, wczucia się i zrozumienia opisywanych treści. Jest jak przewodnik, który umiejętnie selekcjonuje najistotniejsze elementy opisu i tak je przedstawia, by wywołały u Czytelników zrozumienie i chęć poszerzenia zdobytej wiedzy. Czy to będą racje przemawiające za dogmatem o Eucharystii, o Niepokalanym Poczęciu, o miejscu i autorytecie Sybilli w Kościele, czy też przejmujące opisy dotyczące klasztoru Lerynów, losy joachimitów, objawień maryjnych czy wydarzeń z życia Kościoła w średniowiecznej Francji lub hiszpańskiego rytu mozarabskiego – za każdym razem Autor ujawnia głębokie racje uzasadniające prawdę, dobro i piękno opisywanych tematów.

Ten rys opracowania czyni z tej publikacji rodzaj niezbędnika dla inteligentnego Czytelnika, który w tych – wydawałoby się minionych już, historycznych – wydarzeniach i artefaktach może dostrzec wymowną aktualność rozpoznanych starych poglądów heterodoksyjnych, opinii czy estetycznych wzorców. Nihil novi sub sole… i Autor daje temu wyraz w swych erudycyjnych komentarzach. Tropi bowiem mądrość, a ta przemawia siłą swej argumentacji i fascynacją odkrywaną w każdej podróży prawdą, dobrem i pięknem.

Warto więc wyruszyć z Autorem drogą słów i obrazów, jakie rysuje nam przed oczami. Lektura tych tekstów ubogaconych artystyczną wizją różnych kultur, uporządkowaną artystycznie przez prof. Leszka Mądzika, zachęca do przeżycia intelektualnej przygody – swoistego podróżowania wyobraźnią do miejsc szczególnych, miejsc promieniujących głębokim symbolizmem i wiecznotrwałą aktualnością przesłania, jakie niosą dla kultury ogólnoludzkiej. Do tej mistycznej podróży ku transcendencji rozszczepionej na oddzielne rozdziały książki zachęcam wraz z Autorem. A że czasami niektóre jego sądy okażą się być może dyskusyjne, to tylko przysporzy publikacji dodatkowej wartości, jaką stanie się zachęta do własnych poszukiwań racji i argumentacji dla bycia „ludzkim pośród ludzi” spotykanych w drodze.

Każda podróż nastraja do takiej właśnie osobnej refleksji, stanowiącej w zasadzie najbardziej podstawową mądrość „podróżowania w głąb samego siebie”. Celował w tym, jak wiadomo, stoik, cesarz rzymski Marek Aureliusz (121–180 po Chr.), autor sentencji, która podsumowuje dydaktyczne sugestie płynące z tej książki: [Podróżujący] ustroni sobie szukają na wsi, nad morzem lub w górach… Wszystko to jest jednak bardzo niemądre, bo przecież można usunąć się, kiedykolwiek zechcesz, w głąb siebie. Nigdzie bowiem nie schroni się człowiek spokojniej i łatwiej jak do duszy własnej5.

Do tej podróży, przy okazji intelektualnego wędrowania ku mądrości miejsc i ludzi opisanych w tej książce zachęcam. Warto.

Lublin, 6 czerwca 2011 r.

Prof. Karol Klauza

1 Pindar, VIII Oda Istamijska, 2 przygotowana z okazji igrzysk sportowych rozgrywanych ku czci Posejdona w Przesmyku Korynckim.

2 Horacy, Carmina 1.11.7-8

3 Gilgamesz. Epos babiloński i asyryjski ze szczątków odczytany i uzupełniony także pieśniami szumeryjskimi przez Roberta Stillera, tłum. R. Stiller, Kraków 2008, s. 5.

4 Herodot, Dzieje, tłum. S. Hammer, Warszawa 2005, s. 19.

5 Marek Aureliusz, Rozmyślania, IV, 3; cyt. za: Sentencje i chreje greckie, oprac. M. i B. Awianowiczowie, Toruń 2008, s. 159.


I. CZARNE MADONNY

Trzy siostrzane romańskie kraje, trzy sanktuaria od wieków przyciągające pielgrzymów, trzy majestatyczne Czarne Madonny pochodzące z epoki średniowiecza, ale otoczone legendami, które odwołują się do dziejów dużo dawniejszych, sięgających samego zarania chrześcijaństwa. Le-Puy-en-Velay we francuskiej Owernii, Tindari na Sycylii oraz Montserrat w Katalonii to miejsca, które udało mi się odwiedzić, wyjątkowe ze względu na rolę, jaką odegrały w dziejach kultury i duchowości europejskiej, a zarazem typowe dla katolickiej południowo-zachodniej Europy, w której spotkać można pewnie kilka setek miejsc z otaczanymi kultem figurami Marii z Dzieciątkiem. Najbardziej interesujące z nich powstały przed rokiem tysięcznym i mają charakterystyczną postać siedzącej na tronie Matki Bożej przytrzymującej ponadnaturalnie dużymi rękoma małego, ale obdarzonego rysami dorosłego człowieka Jezusa, który jest umieszczony na kolanach Matki na wprost, unosząc w górę błogosławiącą dłoń. Matka i Syn mają szeroko otwarte i wpatrzone przed siebie oczy. W tej kompozycji, pozbawionej w zasadzie macierzyńskiego ciepła, poza lekkim przygięciem dłoni Marii obejmującej Jezusa, tak jednak, by nie zatrzymać Go dla siebie i nie oddzielić od wiernego ludu, uderza czarny kolor obu oblicz. Czerń świętych oblicz, która jednocześnie przyciąga i budzi lęk poprzez swoją wyrazistość i odmienność od normatywnego w Europie koloru skóry, w sposób magiczny poruszając najgłębsze pokłady ludzkiej duszy.

Montserrat, klasztor benedyktynów

Wizerunki te jakby promieniują potężną dawką świętości, wypełniając nią całą przestrzeń macierzystej świątyni i rozprzestrzeniając wokoło na otaczający krajobraz, który stanowi niezbędne tło dla objawiającej się w centrum tajemnicy.

We wszystkich trzech opisywanych tutaj miejscach krajobraz jest nadzwyczajny, jakby dla podkreślenia, że święte figury znajdują upodobanie w miejscach obdarzonych pięknem i potęgę natury, z którą łączą je tajemnicze więzi.

Już sama nazwa Montserrat (kat. „postrzępiona góra”) wskazuje na wyjątkową scenerię najważniejszego sanktuarium Katalonii, położonego ok. 40 km od Barcelony w środku wynurzającego się z otaczającej równiny samotnego masywu górskiego. Nieprawdopodobne formacje skalne zerodowanych zlepieńców, powstałe pod wpływem czynników atmosferycznych, stanęły u podstaw legendy o ukształtowaniu całego masywu przez anioły.

Sycylijskie Tindari położone jest na przylądku, efektownie wznoszącym się nad morzem naprzeciw wulkanicznych Wysp Liparyjskich. Tuż pod stromym klifem, na którym znajduje się sanktuarium, rozpościera się piękna piaszczysto-żwirowa laguna, zwana Laghetti di Marinello, która, zdaniem wielu pielgrzymów, w 1982 r. uformowała się na kształt głowy Matki Bożej.

Le-Puy w Owernii znajduje się w środku wulkanicznego krajobrazu, pełnego wysokich, skalnych iglic o rudawym kolorze. Budziły one zawsze fascynację swoimi formami i na ich szczytach umieszczano aż do czasów współczesnych sanktuaria i wielkie posągi świętych postaci, jako „znaki” przejawiającej się tutaj „świętości”, w obliczu całej potęgi i groźnej piękności natury.

Tindari, widok na lagunę Laghetti di Marinello

Podobnie jak te trzy przykładowe miejsca, pozostałe sanktuaria Madonn z Dzieciątkiem położone są również z reguły w okolicach odznaczających się szczególnymi walorami krajobrazu. Te najbardziej fascynujące, z figurami Czarnych Madonn, najliczniejsze są w południowej Francji, w szczególności w wyżynnej Owernii, ale spotykane są także w Hiszpanii, Włoszech, Szwajcarii, Austrii i Niemczech. Jak twierdzą historycy sztuki, pochodzą one przede wszystkim z epoki romańskiej, najwcześniejsze z nich powstały prawdopodobnie w IX w., kiedy na Zachodzie, a zwłaszcza właśnie w Owernii, pojawił się ikonograficzny typ Madonny w Majestacie, inaczej Sedes Sapientiae (łac. Tron Mądrości). Została w ten sposób odnowiona wczesnobizantyńska tradycja kultu maryjnego, znana na Zachodzie z fresków i mozaik w kościołach: San Apollinare Nuovo w Rawennie (pocz. VI w.), św. Eufrazjusza w Porec

u (1. poł. VI w.) czy Santa Maria Antiqua w Rzymie (VII/VIII w.). Nawiązywała ona być może także do jeszcze odleglejszych w czasie wzorców, bowiem najstarsze wyobrażenia Marii – Matki na Zachodzie pojawiły się w katakumbach i powstały w czasach jeszcze przed Edyktem Mediolańskim (313 r.), legalizującym chrześcijaństwo w Cesarstwie Rzymskim.

Le-Puy-en-Velay, panorama miasta z zespołem katedralnym

W odróżnieniu od bizantyńskich Madonn, nowe wizerunki powstałe na Zachodzie na przełomie I i II tysiąclecia po Chr. miały formę trójwymiarowych rzeźb, a nie ikon, fresków czy mozaik, i pojawiły się przede wszystkim na obszarach nie objętych dominacją polityczną i kulturową Bizancjum. Stanowiły jednak dokładny odpowiednik bizantyńskich ikon typu Hodegetria, których kult, obok innych typów przedstawień maryjnych jak Eleusis Platytera, rozwijał się wtedy intensywnie po przezwyciężonym niedawno ikonoklazmie. Jak się sądzi, figury były używane w trakcie procesji, w związku z nowym typem obrzędowości masowej, który wtedy upowszechniał się w świecie zachodnim. Ważną cechą charakterystyczną dla religijnej roli przedstawień maryjnych, zarówno na Wschodzie jak i na Zachodzie, było przypisywanie im niekiedy „cudownego pochodzenia”, wzorem takich sławnych wizerunków Chrystusa Acheiropoeitos jak obrazy z Edessy, Kamulii w Kapadocji oraz z kaplicy Santa Sanctorum na Lateranie. Wiązało się to z chęcią wzmocnienia przeciwnych ikonoklazmowi proklamacji II Soboru w Nicei z 787 r., bowiem utrzymywanie, że przynajmniej niektóre wizerunki świętych postaci „nie mogły być uczynione ludzką ręką”, czyniło bezpodstawnymi zarzuty ikonoklastów o uleganie przez ich czcicieli pogańskiej idolatrii. W konsekwencji pojawiły się opowieści o cudownym pojawianiu się tych wizerunków w różnych miejscach w otaczającej przyrodzie lub przywiezieniu ich ze Wschodu, gdzie miały być rezultatem bezpośredniego kontaktu z Obliczem Pańskim, jak Mandylion z Edessy, lub zostać stworzone przez ludzi, działających pod wpływem natchnienia Boskiego, co odnosiło się przede wszystkim do ewangelisty św. Łukasza.

Le-Puy-en-Velay, fasada katedry

W ciągu kilku następnych wieków kult maryjny uległ przemianom, a wraz z nim zmieniły istotnie swoją formę wizerunki Madonny. Szczególnie istotny był wiek XII, w którym pod wpływem takich wielkich postaci zachodniego chrześcijaństwa jak Anzelm z Canterbury i św. Bernard z Clairvaux oraz coraz szerszego oddziaływania duchowości cysterskiej, zwracano coraz większą uwagę na Marię w sferze teologii, obrzędowości i sztuki. Typowym przedstawieniem maryjnym owych czasów stała się scena Jej ukoronowania, znana z tak wielu portali katedr gotyckich. Były to czasy, kiedy ponownie, po dobie tworzenia dogmatów o unii hipostatycznej w osobie Bogoczłowieka – Jezusa Chrystusa w III–IV w. po Chr., głębiej uzmysławiano sobie tajemnicę Wcielenia i zwracano coraz większą uwagę na ludzki, obok Boskiego, wymiar Zbawiciela. W ramach tego nowego klimatu duchowego wizerunki Marii z Dzieciątkiem coraz częściej, tak jak niegdyś w późnoantycznym malarstwie katakumb, zaczęły nabierać charakteru Macierzyństwa w całym swoim doczesnym wymiarze i sentymentalnej czułości, tracąc hieratyczność i transcendentną siłę oddziaływania romańskich Matek Boskich w Majestacie. Gotyckie Madonny, wdzięcznie przechylone w stojącej postawie, uśmiechające się do naturalistycznie przedstawionego Dzieciątka trzymanego na ramieniu były tak odległe od swoich nadludzkich poprzedniczek, jak rozświetlona przez barwne witraże gotycka katedra w całej swojej strzelistej radości od skomponowanej z przestrzennych modułów świątyni romańskiej z przyciemnioną, skłaniającą do wewnętrznej kontemplacji atmosferą.

Fenomen romańskich Czarnych Madonn trzeba właśnie rozpatrywać w kontekście atmosfery właściwej tej epoce, odwołującej się do boskości jako tajemniczej potęgi przejawiającej się w groźnej, przekraczającej wymiar ludzki, naturze. Jak zauważył Andre Malraux w swoim dziele „Le musée imaginaire de la sculpture mondiale”: „Świętość Czarnych Madonn jest z kamiennej krypty, a nie bazyliki ze złota” i oznacza to tajemniczą więź z ziemią i skałą, podłożem chtonicznych mocy. Faktycznie większość z tych Madonn umieszczona była w podziemnych kryptach lub niskich kapliczkach, organicznie wrośniętych w okoliczną naturę, a kolor czarny stanowił być może wyraz ich więzi z pierwotną materią. Zarówno właściwe dla tradycji grecko-rzymskiej Demeter i Persefona czy Artemida-Diana, jak wchłonięta i przetransformowana przez tę kulturę egipska bogini Izyda oraz liczne boginie celtyckie, jak Rigantona, Brigantia czy Belisama stanowią pierwotne odniesienia religijno-mitologiczne, które mogły ujawnić się w procesie formowania się wizerunku Czarnej Madonny, pomimo całkowicie odrębnego, chrześcijańskiego źródła Jej kultu, jako Matki Boga – Theotokos. Wizję taką wyraził wprost w 1777 r. francuski geolog Faujas de Saint-Fond, który po przebadaniu nieistniejącej już pierwotnej figury Czarnej Madonny z Le-Puy-en-Velay stwierdził (jak się wydaje, całkowicie bezzasadnie), iż była ona sporządzona na sposób mumii egipskiej i wobec tego musiała być pierwotnie rzeźbą Izydy z Horusem na kolanach, czczoną ciągle w epoce chrześcijańskiej ze względu na kontynuację tych samych pierwotnych potrzeb religijnych. Dzisiaj podkreśla się, że bardziej prawdopodobne było celtyckie niż egipskie, podłoże kultu Czarnych Madonn, zwłaszcza tych, wywodzących się z terytorium Francji. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że twierdzenie o bezpośrednim ich związku z jakąkolwiek konkretną tradycją pogańską jest nadużyciem. Mówiąc wprost: wydaje się, że kult Czarnych Madonn wywodzi się z samego jądra chrześcijańskiej duchowości średniowiecza. W tym kontekście najbardziej zastanawiające jest, że w epoce romańskiej, kiedy powstawały pierwsze z tych rzeźb, nie były one prawdopodobnie czarne, lecz pokryte polichromią, a sam proces dodatkowego, sztucznego poczerniania przeszły później, od XV do XIX w. Jak twierdzą współcześni historycy sztuki, być może doszło do tego pod wpływem ugruntowywania się w dojrzałym i późnym średniowieczu wizji Marii jako Mater Dolorosa, a kolor czarny zastosowano jako oznakę smutku Matki przewidującej stratę Syna. Zamiast dosłowności przedstawienia Piety, dochodziłaby w przypadku figur Czarnej Madonny do głosu metafora, w mistycznym ujęciu łącząca treść teologiczną z właściwym ludowej religijności symboliczno-magicznym kolorytem. Taki pogląd znajduje swoje oparcie w czysto chrześcijańskim uzasadnieniu barwy Czarnych Madonn, wywodzącym się ze słów z Pieśni nad pieśniami: Nigra sum sed formosa (łac. „Jestem czarna, lecz piękna”, Pnp 1,4), które zresztą umieszczono w formie napisów pod figurami w Montserrat i Tindari. Warto także zauważyć, że figury Madonn służyły również jako chrześcijańskie relikwiarze, często zawierające przedmioty związane z życiem Marii.

Fascynacja, jaką budziły i wciąż budzą Czarne Madonny, związana, jak to określił jeden z francuskich badaczy, un peu de peur (fr. „z odrobiną strachu”), zapewnia im w dalszym ciągu żywy, popularny kult religijny. Z drugiej jednak strony zajmują one także miejsce w licznych teoriach o gnostycko-mistycznym charakterze. Współcześni zwolennicy ezoteryzmu twierdzą np., że figury te są upostaciowaniem gnostyckiej, żeńskiej idei Sophii Achamoth, która zrodziła Demiurga „zwanego Stwórcą lewej i prawej dłoni”, a ich nienaturalnie powiększone ręce odpowiadają wizerunkom ludzkich postaci tworzonym przez Katarów i Bogumiłów (np. na tajemniczych cmentarzach ze stelami, zwanych stec

ki w Bośni-Hercegowinie). Podobnie szukają oni wytłumaczenia czarnego koloru Madonn w symbolice poezji trubadurów prowansalskich, którzy opiewali i adorowali Notre Dame de la Nuit (fr. „Naszą Panią Nocy”). Są też tacy uczeni, którzy twierdzą, że Czarnych Madonn w ogóle nie było (sic), ponieważ ich zabarwienie jest wyłącznie wynikiem wielowiekowego okopcenia dymem otaczających świec. Wszystkie te tezy odrywają się chyba jednak od samej istoty fenomenu Czarnych Madonn, bowiem wizyty w Le-Puy, Tindari lub Montserrat przekonują naocznie, że Czarne Madonny są rzeczywistością i wciąż stanowią żywe ośrodki chrześcijańskiej religijności maryjnej w sekularyzującej się Europie Zachodniej.

Le-Puy-en-Velay, figura Czarnej Madonny w ołtarzu katedry

Figura umieszczona aktualnie w kaplicy Świętego Sakramentu katedry w Le-Puy, będącej jednym z najwspanialszych przykładów architektury romańskiego kościoła typu pielgrzymkowego we Francji, jest współczesną kopią słynnego wizerunku, który w trakcie Rewolucji Francuskiej 8 czerwca 1794 r. został przewieziony na wozie gnoju na główny plac miasta (Place du Martouret) i spalony. W trakcie tej rytualnej, barbarzyńskiej „egzekucji”, która miała stanowić ostateczne rozprawienie się lokalnych władz rewolucyjnych z chrześcijaństwem, ze schowka w tylnej stronie figury wypadł jakiś pergamin, jednak nikt nie odważył się go uratować i w ten sposób tajemnica pochodzenia figury została na zawsze pogrzebana w płomieniach. Jej istnienie było bowiem potwierdzone jednoznacznie dopiero od XV w. i prawdopodobnie to nie do niej odnoszą się wczesne przekazy z XI w., mówiące o kulcie figury maryjnej w Le-Puy oraz legendy o jej wschodnim pochodzeniu i o francuskim królu, sukcesorze Chlodwiga I (nie wiadomo, czy był to Dagobert, Chlodwig II, czy też Ludwik IX Święty), który miał ją ofiarować sanktuarium po powrocie z Lewantu.

Le-Puy-en-Velay, posąg Notre Dame de France

Legendy te nie są jednak prawdopodobne, podobnie jak zupełnie już fantastyczne podanie o wyrzeźbieniu figury przez proroka Jeremiasza w Ziemi Świętej, bowiem Wschód judeochrześcijański nie posiadał prawie w ogóle tradycji tworzenia trójwymiarowych wizerunków świętych postaci. Wspomniany wcześniej francuski geolog Faujus de Saint-Fond oddał potomnym nieocenioną przysługę, ponieważ pozostawił bardzo precyzyjny opis i rysunek pierwotnej figury. Dzięki temu opisowi wiemy, że nie bardzo przypominała ona klasyczną, romańską Madonnę w Majestacie. Miała ona pod koniec XVIII w. całkowicie czarny kolor, w przeciwieństwie do czasów wcześniejszych o sto lat, kiedy dostępne nam źródła określiły ją jako przyciemnioną, co może świadczyć, że w międzyczasie naturalny proces czarnienia figury wzmocniono i przyśpieszono malowaniem. Obecnie, poza wspomnianą kopią z kaplicy Świętego Sakramentu, wykonaną na podstawie rysunku Faujusa de Saint-Fond, w głównym ołtarzu katedry w Le-Puy znajduje się XVIII- -wieczna, niezbyt dosłowna, choć również czarna, kopia figury zniszczonej w czasie Rewolucji Francuskiej.

Harmonijnie wkomponowany w krajobraz „masyw” katedry w Le-Puy wznosi się na wzgórzu ponad miastem, u stóp wysokiego wulkanicznego stożka, który zwieńczono w latach 60. XIX w. ogromnym posągiem Notre Dame de France, wykonanym z armat zdobytych na Rosjanach w trakcie wojny krymskiej. O pradawności kultów religijnych w tym miejscu świadczy fakt, że pod ołtarzem znajduje się czczony niegdyś na tym wzgórzu dolmen druidów. W czasach rzymskich, kiedy sanktuarium celtyckie zastąpiła świątynia Saturna, obecne wzgórze katedralne nosiło miano Mont Anis. Pierwotne sanktuarium chrześcijańskie powstało tutaj w późnej starożytności, po objawieniach, w trakcie których Matka Boska poprosiła pewną majętną miejscową kobietę o wzniesienie kościoła.

Tindari, figura Czarnej Madonny w ołtarzu bazyliki

Ciemne kamienne mury katedry w zestawieniu z czerwonawymi skałami wulkanicznymi na tle pokrytego białymi cumulusami letniego, błękitnego nieba – oto widok, który przez stulecia witał i żegnał pielgrzymów przybywających na odbywające się dawniej 5 sierpnia święto Matki Bożej Śnieżnej, do tego najważniejszego niegdyś maryjnego sanktuarium Francji, położonego na szlaku pielgrzymkowym do Santiago de Compostela.

Madonna Nera (wł. Czarna Madonna) z Tindari umieszczona jest w głównym ołtarzu wybudowanego w latach 60. XX w., pełnego zdobień kościoła, w miejscu, gdzie w starożytności prawdopodobnie rozciągała się ówczesna zabudowa miejska. Do dzisiaj, w odległości 200 m na zachód od sanktuarium, na tym samym wysokim klifie ponad morzem można zwiedzać okazałe pozostałości rzymskiego miasta Tyndaris, w tym ruiny bazyliki, agory teatru oraz kilku rzymskich domów rozciągających się wzdłuż ulicy Decumanus, a także długi łańcuch murów broniących niegdyś dostępu do miejscowości od południa. Kult figury posiadającej typowo romańskie cechy poświadczony jest w miejscowym sanktuarium dopiero od XVI w., ale musiała ona powstać oczywiście wiele set lat wcześniej. Nieprawdopodobna jest jednak historia o jej bardzo wczesnym, bizantyńskim rodowodzie i cudownym przybiciu do brzegu w skrzyni, w okresie ikonoklazmu. Tradycja ta jednak musi się wiązać z niechętną reakcją Italii na ikonoklazm i stanowić demonstrację lokalnego przywiązania do świętych wizerunków, na przekór Konstantynopolowi. Pod Madonną z Dzieciątkiem widnieje sławna sentencja: Nigra sum sed formosa. Wśród wielu legend związanych z tym miejscem, na uwagę zasługuje cudowne uformowanie przez Matkę Boską wspomnianej już wcześniej piaszczystej laguny położonej pod klifem, by uchronić dziecko jednej z pielgrzymujących kobiet, które nagle wypadło jej z rąk.

Z tarasu przed bazyliką rozpościera się jeden z najpiękniejszych na Sycylii widoków na bezkresne, lazurowe płaszczyzny morza, przylądek Capo di Milazzo oraz wulkaniczne Wyspy Liparyjskie w oddali, które wieczorem przybierają fioletową barwę na tle intensywnie różowego nieba.

Tindari, bazylika

Czarna Madonna z Montserrat nosi przydomek La Moreneta (kat. „Czarnulka”) i pochodzi zdaniem historyków sztuki z XII w., wbrew tradycji głoszącej, że odnalezienie figury nastąpiło na początku IX wieku. Może to oznaczać, że znana nam rzeźba miała swoją poprzedniczkę, która uległa zniszczeniu w jakiejś zawierusze dziejowej. Obecna figura początkowo raczej nie była czarna, specjaliści twierdzą, że twarz i ręce Madonny oraz Dzieciątka nabrały tej barwy na skutek naturalnych procesów utleniających. Kapliczka nadbudowana nad grotą Santa Cova, w której cudowna figura miała pojawić się pasterzom, jest jakby przyklejona do stromej skalnej ściany opadającej w pobliżu strumienia Rio Llobregat w kierunku Barcelony. Legenda mówi o tym, że odnaleziona figura nie dawała się przenieść do dużego kościoła w położonej niżej Manresie i dlatego trzeba było dla niej wybudować na miejscu kaplicę. Z biegiem czasu, potrzeby wynikające z ogromnego napływu pielgrzymów, także tych odwiedzających sanktuarium na drodze do Santiago de Compostela czy Rzymu, stworzyły konieczność wybudowania kilkaset metrów dalej ogromnego kompleksu klasztornego ze wspaniałą, romańską świątynią. Do tego właśnie kościoła przeniesiono figurę i umieszczono ją w centralnym ołtarzu. Tam została w 1881 r. ukoronowana i ogłoszona patronką Katalonii. Kościół był w trakcie swojej historii kilkakrotnie przebudowywany, głównie ze względu na zniszczenia wojenne, dokonane przez wojska francuskie w trakcie wojen napoleońskich, a później oddziały republikańskie w trakcie wojny domowej z lat 1936–1939. W czasie tej drugiej zawieruchy wymordowano dwudziestu trzech benedyktynów opiekujących się sanktuarium, jednak sama La Moreneta ocalała. Od 1947 r. umieszczona jest w kaplicy sanktuarium, zwanej Salą Tronową. Ogromną rolę religijną i kulturową sanktuarium Czarnej Madonny w Montserrat wzmacnia fakt, że w miejscowej bibliotece przechowuje się bezcenną Llibre Vermeil (łac. Czerwona Księga) z ok. 1399 r. (nazwa wywodzi się od koloru skóry, w którą oprawiono księgę), stanowiącą wykorzystywane do dzisiaj kompendium średniowiecznych lokalnych tradycji liturgicznych i muzycznych oraz przewodnik pielgrzymkowy do Montserrat. Wspaniała jest także lokalna tradycja śpiewu gregoriańskiego w wykonaniu Scholi Escolanii, której istnienie w klasztorze jest poświadczone od XIII w. Codzienny występ tego zespołu, odbywający się w godzinach południowych, jest niezapomnianym uzupełnieniem wizyty w sanktuarium. W  trakcie pobytu w Montserrat należy odbyć wędrówkę po okolicznych górach, na których znajduje się wiele opuszczonych kapliczek i pustelni. Z wijących się górskich ścieżek, wśród śródziemnomorskiej roślinności, rozpościerają się zapierające dech widoki na kompleks klasztorny oraz na położoną kilkaset metrów niżej Nizinę Katalońską. Wagoniki kolejki linowej pokonują tę różnicę wysokości, przewożąc pielgrzymów do sanktuarium. W oddali, zasnute gęstniejącą mgiełką, widnieją zabudowania aglomeracji barcelońskiej. Przy odrobinie szczęścia można usłyszeć dobiegający z zabudowań klasztornych wspaniały hymn maryjny ze zbioru Llibre Vermeil Stella splendens in monte (łac. „Gwiazda błyszcząca na górze”) w wykonaniu Scholi Escolanii. La Moreneta sprawuje pieczę nad całym tym zakątkiem ziemi od 1200 lat.

Montserrat, La Moreneta

Trzy Czarne Madonny są świadectwem szerokiego zjawiska religijnego i estetycznego o bardzo nieuchwytnych cechach. Historycy sztuki mają duże trudności z określeniem, kiedy, w jaki sposób i dlaczego pojawiły się te figury, bowiem żadna z hipotez nie da się zastosować do wszystkich znanych obecnie i w przeszłości ich przykładów. Nigdy jednak, pomimo pogańskich skojarzeń i pewnych spekulatywnych teorii o gnostycko-mistycznym charakterze, kult Czarnych Madonn nie wyszedł poza ramy chrześcijańskie, o czym pośrednio świadczy agresja, jaka rozpętała się przeciwko tym rzeźbom w trakcie kolejnych fal antykatolickiego ikonoklazmu: podczas Reformacji, Rewolucji Francuskiej i wojny domowej w Hiszpanii. Wrogowie Kościoła musieli obawiać się potężnej mocy oddziaływania Czarnych Madonn na masy wiernych. W tym zakresie mieli zresztą rację; do dzisiaj Madonny z Dzieciątkiem o ciemnych twarzach i dłoniach przyciągają setki tysięcy pielgrzymów, na przekór sekularyzacyjnym tendencjom współczesnego świata.

Czarne Madonny królują dalej w swoich pięknie położonych sanktuariach i przenikliwym, nieco hipnotyzującym spojrzeniem wpatrują się w dusze wiernych i otaczający ich świat, wzywając do sięgnięcia w głąb duchowej tradycji, sięgającej I tysiąclecia chrześcijaństwa…

BIBLIOGRAFIA

J. Bolewski, Biała Bogini, Czarna Madonna, Warszawa 2005

S. Cassagnes Brouquet, Vierges Noires, Rodez 2000

F. Debaisieux, F. Graveline, Vierges romanes, Cher 2007

G. Duby, Czasy katedr. Sztuka i społeczeństwo 980–1420, Warszawa 1986

J. Le Goff, Un Moyen Âge en image, Paris 2007

H.W. Haussig, Historia kultury bizantyńskiej, Warszawa 1969

J. Herrin, The Formation of Christendom, Princeton 1989

Historia Chrześcijaństwa. T. V, Ekspansja Kościoła rzymskiego 1054–1274, Warszawa 2001

E. Jastrzębowska, Sztuka wczesnochrześcijańska, Warszawa 1988

Z. Krzak, Od matriarchatu do patriarchatu, Warszawa 2007

F. i G. Lanzi, Miejsca Święte Chrześcijan. Najsłynniejsze sanktuaria i pielgrzymki świata, Kielce 2006

Leksykon liturgii, oprac. ks. B. Nadolski TChr, Poznań 2006

M. Pomarat, La Vierge Noire du Puy, b.m.w., b.d

D. de Rougemont, Miłość a świat kultury zachodniej, Warszawa 1999

Sanktuaria w Europie, Warszawa 2002

V. Turner, E.L.B. Turner, Obraz i pielgrzymka w kulturze chrześcijańskiej, Kraków 2009


II. PATRONKA ORTODOKSJI Z PÓŁNOCNEGO WYBRZEŻA ADRIATYKU

Droga z Akwilei do Grado przez pierwsze kilka kilometrów przebiega przez płaską jak stół nadmorską równinę Friuli, żyzną i poprzecinaną kanałami, by następnie wkroczyć na 5-kilometrową groblę wiodącą poprzez lagunę, zupełnie taką samą jak dojazd do Wenecji. Krajobraz jest majestatyczny; wokół rozciągają się rozległe, spokojne płaszczyzny wody, z kęp trzciny wzbijają się stada wodnych ptaków, a horyzont ogranicza linia miejskiej zabudowy z wieżami odległych kościołów. Grado jest niewielkie, liczy ledwie kilkanaście tysięcy mieszkańców. Ze względu na silny napór fal na ten najdalej wysunięty na północ skrawek wybrzeża Adriatyku, stare miasto jest odgrodzone od morza betonowym wałem, wzdłuż którego prowadzi spacerowa aleja. Skręcając w głąb staromiejskich uliczek, po około dwustu metrach dochodzi się do wydłużonego placyku, z wznoszącą się pośrodku kolumną z charakterystycznym, patriarszym krzyżem o dwóch zmniejszających się ku górze poziomych ramionach. Przy krańcach placyku, z obu stron wznoszą się dwa położone równolegle do siebie, wczesnośredniowieczne ceglane kościoły z VI w., zachowane w idealnym stanie. Oba kościoły posiadają wnętrza o podobnym planie i wystroju; trzy nawy przedzielone podpartymi marmurowymi kolumnowymi arkadami, zwieńczonymi rzeźbionymi kapitelami, nadto ceglane, nietynkowane ściany, a na posadzce wspaniałe kamienne mozaiki. Mniejszy kościół, Santa Maria Della Grazie, posiada dodatkowo charakterystyczną przegrodę ołtarzową, poprzedniczkę ikonostasu, zwaną templonem. Przy większym kościele – katedrze wznosi się wysoka kampanila, a także obszerne ośmioboczne, baptysterium oraz krużganek, w którym ulokowano bardzo bogate lapidarium, z wielką ilością tablic nagrobnych, inskrypcji oraz płaskorzeźb pochodzących z lokalnych kaplic i cmentarzy. Absydę katedry pokrywa rozległy fresk ukazujący Chrystusa tronującego w mandorli, a w bocznej kaplicy ustawiono kamienny tron patriarszy z bogato rzeźbionymi płytami oparciowymi.

Grado, fasada kościoła Santa Maria Della Grazie

Przerywana krzykiem mew cisza otaczająca ten zespół zabytkowych budowli, z nieustającym szumem morskich fal w tle, pomaga wczuć się w szczególną historię Grado, które przed kilkunastoma wiekami odegrało ważną rolę w ugruntowaniu się specyficznej tożsamości chrześcijaństwa łacińskiego. Kluczem do tej zaskakującej i zapomnianej historii jest pochodząca z zupełnie innego regionu Morza Śródziemnego święta Eufemia, której wezwanie nosi katedra w Grado. Pomimo braku związków biograficznych z tą częścią Europy, jej obecność jest zauważalna w wielu innych miejscowościach północno-zachodniego wybrzeża Adriatyku, zarówno we włoskiej Friuli jak i w chorwackiej obecnie Istrii, a nawet dalej na południe, w Dalmacji. Zaczynając od nieodległej od Gardo Akwilei, pod okazałym zespołem romańskiej bazyliki patriarchalnej, zbudowanej na bazie wcześniejszej świątyni z IV w., usytuowano w XI w. kryptę z cyklem hagiograficznych fresków, ukazujących m.in. historię św. Eufemii. Zmierzając dalej, ku południu, wizerunek świętej odnajdujemy w zespole wspaniałych VI-wiecznych mozaik bazyliki eufrazyjskiej w istryjskim Porecu, na eksponowanym miejscu łuku tęczowego oddzielającego absydę od nawy głównej. Jeszcze dalej znajduje się malowniczy Rovinj, będący prawdziwym ośrodkiem kultu św. Eufemii. Jej relikwie czci się w starożytnym sarkofagu umieszczonym w klasycystycznym w obecnej formie kościele wieńczącym wcinające się w morze staromiejskie wzgórze. Ponadto w dalmatyńskim Splicie odnajdujemy kościół pod wezwaniem św. Eufemii w zabudowanym w średniowieczu antycznym zespole Pałacu Dioklecjana.

Poreč, bazylika Eufrazyjska, św. Eufemia, mozaika z łuku tęczowego

Prawdopodobnie nie jest to kompletna lista świątyń pod jej wezwaniem i wizerunków w regionie, który we wczesnym średniowieczu był łącznikiem w przekazywaniu idei religijnych, artystycznych i politycznych pomiędzy Wschodem a Zachodem, dzięki korzystnemu położeniu wzdłuż głównych morskich szlaków komunikacyjnych. Kult św. Eufemii przybył bowiem nad Adriatyk w VI w. z samego centrum Cesarstwa Bizantyńskiego.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.