I co tu zrobić? Poradnik dla zmagających się z codziennością - Anselm Grün - ebook
Wydawca: Wydawnictwo Jedność Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2009

I co tu zrobić? Poradnik dla zmagających się z codziennością ebook

Anselm Grün

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 217 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka I co tu zrobić? Poradnik dla zmagających się z codziennością - Anselm Grün

Każdego dnia wiele osób zwraca się do Anselma Grüna z pytaniami, które ciążą im na sercu. Przedstawiają mu konkretne problemy, a on bez względu na to, czy chodzi o trudne relacje międzyludzkie, mobbing w miejscu pracy, problemy między rodzicami i dziećmi czy zagubioną tożsamość, zawsze obdarza człowieka zaufaniem. Rzucając nowe światło na konkretne, codzienne problemy zwykłych ludzi, zachęca ich do szukania rozwiązania we własnym sercu. Podpowiada i stara się inspirować, ale jednocześnie przypomina, że trzeba zawsze najpierw spytać siebie „Kim jestem? Co stanowi tajemnicę mojego człowieczeństwa?”.

Opinie o ebooku I co tu zrobić? Poradnik dla zmagających się z codziennością - Anselm Grün

Fragment ebooka I co tu zrobić? Poradnik dla zmagających się z codziennością - Anselm Grün






Anselm Grün

I co tu zrobić?

Poradnik dla zmagających się z codziennością

Opracował Anton Lichtenauer


Tytuł oryginału: Was soll ich tun?


Antworten auf Fragen, die das Leben stellt


Copyright © Verlag Herder Freiburg im Breisgau 2008


© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Jedność, Kielce 2009


Tłumaczenie

Magdalena Jałowiec-Sawicka


Redakcja i korekta

Michał Rowiński


Redakcja techniczna

Wiktor Idzik


Projekt okładki

Justyna Kułaga-Wytrych


ISBN 978-83-7660-533-3


Wydawnictwo Jedność

25-013 Kielce, ul. Jana Pawła II nr 4

Dział sprzedaży: tel. 041 349 50 50

Redakcja: tel. 041 368 11 10

www.jednosc.com.pl

e-mail: jednosc@jednosc.com.pl


Wprowadzenie

Codziennie otrzymuję listy, w których ludzie opisują swoje problemy. Chcą, abym podsunął im jakieś rozwiązanie. Pragną wiedzieć, co powinni zrobić w konkretnej sytuacji. Pytają o sens i szukają pomocy oraz ukierunkowania w problemach życia codziennego. Nie chcą jednak prostego rozstrzygnięcia swoich wątpliwości, lecz impulsów, które pozwolą im samodzielnie pokonać trudności. Z licznych pytań, które otrzymuję i które codziennie docierają do redakcji czasopism ilustrowanych, można wnioskować, że coraz więcej ludzi nie wie dzisiaj, jakimi drogami powinni podążać.

Dotyczy to z pewnością nie tylko życia prywatnego. Menadżerowie, którzy muszą dostosować swoje przedsiębiorstwa do szybkich przemian zachodzących na rynku, radzą się ekspertów, podobnie jak politycy w trudnych kwestiach zasięgają rady w instytutach naukowych. Już od dawna istnieją nie tylko „klasyczne” poradnie wychowawcze czy małżeńskie. Dużą popularnością cieszą się doradcy personalni, doradcy klienta, specjaliści od spraw wizerunku, żywienia, ubezpieczeń czy finansów. Doradztwo w niemal wszystkich dziedzinach życia stało się działalnością usługową przynoszącą duże zyski, a socjologowie nazwali to zjawisko „doradztwem społecznym”.

Życie staje się coraz bardziej niepewne, decyzje ludzi nie są kształtowane przez tradycję lub inne trwałe punkty odniesienia. Świat jako całość jest coraz bardziej naznaczony ryzykiem, pozbawiony jednoznaczności i przejrzystości. Wskutek tego każdy człowiek staje się w coraz większym stopniu indywidualnym autorem własnego życia. Jak opisuje to jeden z psychologów, ludzie coraz częściej wchodzą w coś na kształt labiryntu autodezorientacji, badania i upewniania samych siebie. Zdani jednak na siebie są tak bardzo zaabsorbowani własnymi kłopotami, że nie potrafią prawidłowo włączyć się w codzienną rzeczywistość. Wielu z nich odczuwa wielką potrzebę znalezienia wyjścia z tego labiryntu. Pytają innych, w jaki sposób zapewnić sobie pomyślność w życiu oraz co powinni zrobić w konkretnej sytuacji.

I co tu zrobić? – pytanie to nie jest niczym nowym. Jest to odwieczne ludzkie pytanie, które nurtowało już filozofów greckich. Obok pytań „Kim jestem?” i „Czym jest byt?” było ono zasadniczą kwestią, nad którą zastanawiali się filozofowie. Św. Łukasz Ewangelista aż trzykrotnie każe pytać ludziom, którzy przyszli do Jana Chrzciciela: „Co mamy czynić?”. Kiedy zaś św. Piotr wystąpił w dniu Pięćdziesiątnicy, poruszył głęboko serce słuchaczy, którzy także pytali go: „Co mamy czynić?” (Dz 2,37). Jest to więc pytanie, które wciąż stawiamy, gdy jesteśmy bezradni, gdy nie wiemy, co będzie dalej, ale również wtedy, gdy coś nas bardzo porusza. Pytamy wówczas siebie, w jaki sposób powinniśmy odpowiadać życiem na takie czy inne głębokie doświadczenie.

Kiedy przychodzi mi na myśl filozofia grecka, np. filozofia Sokratesa, wówczas pytanie o właściwe postępowanie nabiera dla mnie pewnych sympatycznych cech. Jednak kiedy rozważam je w oderwaniu, pojawia się obawa, że ma ono charakter zbyt moralizujący.

Z punktu widzenia moich założeń duchowych i psychologicznych istotne jest, by zadać pytanie: Kim jestem? Co stanowi tajemnicę mojego człowieczeństwa i zbawienia? Dopiero wtedy ważne staje się pytanie o postępowanie, które musi wypływać z nowego doświadczenia.

Z drugiej strony, coś się we mnie wzdryga przed postawieniem pytania: „Co mam zrobić?”, ponieważ kojarzą mi się z tym zbyt proste rozwiązania, przedstawiane w licznych poradnikach. Mówi się, że dobra rada jest zawsze w cenie, więc chciałbym się ustrzec przed udzielaniem tanich rad: wskazówek, które niczym plastry są naklejane na rany pytającego lub brzmią jak recepta, którą trzeba jedynie dokładnie zrealizować, aby osiągnąć określony rezultat.

Fińskie przysłowie mówi, że „dobra rada jest jak śnieg: im ciszej pada, tym dłużej leży”. Bardzo mi się podoba to zdanie. Pragnę więc raczej udzielać cichych odpowiedzi na pytania, w nadziei, że to, co powiem, będzie mogło trwać dłużej i wpływać na dusze Czytelników i Czytelniczek.

Radą nazywamy również wspólnotę obradujących. W języku niemieckim słowo „rada” (Ratschlag) przywołuje przede wszystkim obraz zadawania pytającemu ciosu naszą radą, a więc dawania skutecznego impulsu. Jednak właściwie słowo to oznacza, że wyznaczamy pewien krąg dla doradztwa. Taki obraz najbardziej mi odpowiada. Nie chciałbym udzielać rad, które uderzałyby w pytającego, lecz które wyznaczałyby krąg umożliwiający szukanie jakiegoś rozwiązania w zakreślonej przez niego przestrzeni.

Jeszcze bardziej niż słowo „rada” lubię słowo „rekomendacja”, oznaczające, że próbuję pytającemu coś polecić. Niemieckie słowo „polecać” (empfehlen) jest powiązane ze słowem „rozkazywać” (befehlen). Jednak pierwotnie „polecać” nie miało nic wspólnego z „nakazywać”, lecz raczej z „powierzać”, „przekazywać”. Język religijny zna jeszcze to słowo w znaczeniu „powierzać swoją duszę Bogu”. Chciałbym więc powierzyć Czytelnikom do rozważania odpowiedzi, których udzielam, aby w ich sercach ukształtowały się najlepsze rozwiązania dręczących ich problemów.

Moimi odpowiedziami zamieszczonymi w tej książce nie zamierzałem nikomu podsuwać ostatecznych recept. Jednak niewątpliwie osobom pytającym pomaga fakt, gdy ktoś przygląda się ich sytuacji z innej perspektywy. Zmiana perspektywy poszerza kąt widzenia, pomaga zobaczyć dany stan rzeczy inaczej, wyraźniej. Nagle w świetle odpowiedzi, którą daje obca osoba, pytający może znaleźć wyjście z trudnej sytuacji.

Zastanawiając się nad stawianymi mi pytaniami, nie snuję rozważań długo, roztrząsając problem na wszystkie strony, lecz wsłuchuję się w siebie, próbuję uchwycić słowa, które pojawiają się we mnie. Wiem, że nie jestem w stanie znaleźć ostatecznych odpowiedzi. Przede wszystkim jednak nie potrafię rozwiązać ludzkich problemów. Rozwiązanie każdy musi znaleźć sam. Ja mogę tylko sformułować kilka pomysłów i mieć nadzieję, że przyniosą one jakiś skutek. Przemyślenia drugiego człowieka mogą być pomocne, ponieważ poszerzają perspektywę ulegającą coraz większemu zawężeniu. Czasami człowiek tkwi w martwym punkcie, jest tak bardzo pochłonięty swoimi problemami, że nie potrafi ich właściwie włączyć w otaczającą go rzeczywistość. W takim przypadku dobrze jest wykonać krok wstecz i z dystansem, dokładnie się przyjrzeć, czy nie można jednak postrzegać własnego życia także w innym świetle.

Swoje odpowiedzi opieram na własnych doświadczeniach, lecz oczywiście również na własnym profilu duchowym oraz na tym, czego nauczyłem się od psychologów. Nie robię przy tym rozróżnienia, czy moja odpowiedź ma charakter bardziej psychologiczny, czy bardziej duchowy. Oba aspekty: psychologiczny i duchowy są dla mnie ważne. Piszę to, co mi podsuwa moja intuicja lub – lepiej powiedzieć – Duch Święty. Powierzam swoje słowa pytającemu, aby wszedł w kontakt z własną ufnością i aby zapoznając się z moimi słowami, zamienił je na własne i powiązał z własnym życiem. Słowa, które piszę jako odpowiedzi na listy, mają zapewnić ochronę człowiekowi, który czuje się dręczony przez swoje troski i kłopoty. Słowa te mają być niczym dom, w którym może on ze spokojem zastanowić się nad swoim życiem i zaczerpnąć nowych sił do radzenia sobie z nim.

Podczas pisania tej książki miałem oczywiście również wątpliwości, czy wolno mi posłużyć się pytaniami tak dużej liczby ludzi. Wszystkie przywoływane pytania oddzieliłem więc od konkretnej sytuacji osobistej i uogólniłem w ten sposób, by nie można było zidentyfikować tożsamości pytającego. Podobnie niektóre z przysłanych mi pytań umieściłem w szerszym kontekście, tak aby stały się bliskie jak największej liczbie Czytelników. Nie powtarzałem również odpowiedzi, które zapisywałem w prywatnych listach. Owe listy były dla mnie jedynie tłem i punktem wyjścia, gdy formułowałem poniższe odpowiedzi. Miałem też przy tym zawsze przed oczyma ludzi, którzy mogą mieć podobne pytania. Mam więc nadzieję, że wielu Czytelników odnajdzie siebie w niniejszej książce oraz że podczas czytania moich odpowiedzi znajdą pomoc we własnych problemach.


RODZICE I DZIECI, RODZINA

Kiedy się nawiązuje bliższą rozmowę z innymi ludźmi, niemal zawsze pojawia się temat stosunku do własnych rodziców. Każdy ma jakieś urazy z dzieciństwa i problemy w obecnej relacji do rodziców. To normalne, że nosimy różne zranienia, jednak w pewnym momencie powinniśmy przestać obwiniać za nie rodziców i przejąć odpowiedzialność za swoje dzieciństwo. Było ono takie, jakie było, z jego pozytywnymi i negatywnymi przeżyciami, z jego zdrowymi korzeniami i z urazami, jakich doświadczyliśmy. Naszym zadaniem jest pogodzenie się ze zranieniami i przemiana ran w perły – jak mówi Hildegarda z Bingen. Właśnie w tej sferze, w której zostaliśmy zranieni, możemy również odkrywać i rozwijać osobiste zdolności. Już w starożytnej Grecji krążyła mądra sentencja, że tylko ranny lekarz jest w stanie leczyć, albowiem zdolny do okazywania współczucia jest ten, kto poznał, czym jest cierpienie.

Często jest tak, że rany wyniesione z dzieciństwa odbijają się na aktualnym stosunku do rodziców. Tylko wtedy, gdy człowiek pojedna się ze swoją przeszłością, jest w stanie zaakceptować rodziców takimi, jacy są, nie czyniąc im wyrzutów z powodu odniesionych zranień. Człowiek musi porzucić własne oczekiwania wobec rodziców, aby umiał pozostawić ich w spokoju i by dostrzegał również ich dobre strony. Wszyscy mamy w sobie obraz idealnej matki i idealnego ojca, lecz nasi rodzice nie odpowiadają tym oczekiwaniom. I wcale nie muszą im odpowiadać. Czasami ubolewamy też nad tym, że nasi rodzice są tacy, jacy są: że matka jest oziębła, a ojciec słaby, że nie potrafią być dla nas podporą. Jednak jeżeli ubolewamy nad tym, co uważamy za deficyt u rodziców, to odkrywamy także ich mocne strony. Bądź co bądź jakoś poradzili sobie w życiu i ciekawi nas ich filozofia życiowa: Co stanowiło dla nich wsparcie? W jaki sposób poradzili sobie z wyzwaniami z zewnątrz? Co zrobili z własnymi zranieniami? Jaką sztukę życia wypracowali dla siebie? Zastanawiamy się nad życiem rodziców, nad tym, kim się stali, nad ich sposobem podchodzenia do problemów, nad przeżywaniem miłości i troski, które wnieśli do rodziny.

Innym ważnym tematem jest stosunek do dzieci. Wszyscy rodzice mają jak najlepszą wolę wychowania dobrze swoich dzieci, lecz nierzadko dochodzą do granic własnych możliwości. Czasami odnoszą wrażenie, że dzieci im się wyślizgują, że kroczą całkowicie innymi drogami. Wówczas wzmaga się poczucie winy. Właśnie w sferze wychowywania dzieci i towarzyszenia im w okresie młodości szczególnie mocno doświadczamy, że jesteśmy zdani na błogosławieństwo Boga. Czy to, co robimy dla dzieci, zależy wyłącznie od nas samych? Nic nam nie da powoływanie się na „autorytet” książek dotyczących wychowania oraz zamartwianie się, że nasze postępowanie nie odpowiada pewnym idealnym wyobrażeniom. Ważniejsze jest wychowanie dzieci w wielkiej trosce i miłości, z zaufaniem do własnych odczuć. Ważna jest ufność w to, że kiedyś wzejdzie ziarno, jakie zasialiśmy w dzieciach. Jeśli zaś rozwijają się one inaczej, rodzice powinni wierzyć, że ich dzieci mają anioła, który towarzyszy im na manowcach i rozdrożach, i że sprowadzi je kiedyś na najlepszą dla nich drogę, która doprowadzi je do pełni życia.


Zawsze bardzo martwiliśmy się o nasze dziecko i troskliwie je wspieraliśmy. W szkole próbowaliśmy wszystkiego, co było możliwe: perswazji, nagród, drogich korepetycji… Ale moje dziecko nie daje sobie rady z przejściem do liceum. Sama pochodzę z prostej rodziny, ale dzięki szczęśliwym okolicznościom mogłam studiować i wiem, jak wiele w naszym społeczeństwie zależy od tego, aby nie pozostawać w tyle. Oczywiście nie chcę wywierać na dziecko zbyt dużej presji, jednak z drugiej strony prawdopodobnie bez tego daleko nie zajdziemy.

Ile możemy wymagać od naszego dziecka?

Każde dziecko jest jedyne w swoim rodzaju i ma szczególne uzdolnienia. Nie zawsze muszą to być zdolności intelektualne. Jeśli dziecko nie radzi sobie z przejściem do liceum, to jeszcze nic wielkiego się nie dzieje. Przypuszczalnie ma inne zdolności, które należy odkryć i rozwijać. Nie należy również przenosić na dziecko własnych oczekiwań. O wiele bardziej pomocne może być wczucie się w nie. Jakie są jego mocne strony? W jakiej dziedzinie może rozwinąć skrzydła? Co się w nim kryje? Proszę spróbować uwierzyć, że Państwa dziecko znajdzie własną drogę, na której będzie wiodło udane życie. Pomyślność jednak nie musi zawsze wyglądać tak, jak sobie wyobrażamy.

Czasami dzieci mają „spóźniony zapłon”, „budzą się” dopiero po jakimś czasie, a potem idą do liceum, na studia albo uczęszczają na kursy, na których się dokształcają. Istnieje wiele sposobów na udane życie. Zaufajcie własnemu dziecku i uwierzcie, że dobry Bóg pamięta o nim i że towarzyszy mu anioł stróż, prowadząc je drogą, na której będzie wzrastać w sposób niepowtarzalny i niezwykły.

Mówi Pani o presji, bez której nie da się zrobić kroku naprzód. Oczywiście dziecko nie może ulegać kaprysom, lecz potrzebuje wyzwania i granic, o które musi się ocierać. Bez wyzwania i bez granic dziecko nie będzie wzrastać, lecz dla rodziców jest to zawsze swego rodzaju spacer na krawędzi: Jak ciasne będą postawione przez nas granice? Jak wiele można wymagać od dzieci? Ważne jest, abyśmy nie przerzucali na dziecko własnych oczekiwań, lecz pytali, czego ono potrzebuje, by mogło rozwijać swoje zdolności. Niektóre dzieci wykorzystują niestety słabsze uzdolnienia jako wymówkę i po prostu zniechęcają się. Jednak taka postawa nie wychodzi im na dobre. Stawiajcie więc swojemu dziecku wyzwania, lecz w taki sposób, aby umożliwić rozwój tego, co w nim tkwi. Uwierzcie w dziecko, a wiara pozwoli mu wzrastać.

Rodzicom potrzeba również nadziei na pojawienie się tego, czego jeszcze nie dostrzegają. Nadzieja nie oznacza jednak posiadania określonych oczekiwań wobec dziecka. Chodzi raczej o nadzieję w imieniu dziecka, o nadzieję na rozwój tego, co jeszcze w nim ukryte. Nadzieja rodziców jest najlepszym nawozem dla ukrytego ziarna, które pragnie rozkwitnąć w dziecku.


W młodości otrzymałem dość surowe i obarczone licznymi zakazami wychowanie, zwłaszcza w dziedzinie seksualności. Cierpię przez to do dzisiaj i chciałbym oszczędzić swoim dzieciom takiego wychowania, pełnego strachu i gróźb. One by zresztą tego prawdopodobnie nie zaakceptowały. Nie chciałbym również jednak popadać w wychowywaniu w zupełną dowolność, którą dostrzegam dokoła.

Jak należy wyznaczać granice?

Proszę porozmawiać z dziećmi o tym, jakie jest Pana zdanie na temat seksualności, a następnie opowiedzieć o swoich doświadczeniach w tej sferze: o surowym wychowaniu, lecz także o wzorcach, które w doświadczaniu seksualności uznaje Pan za słuszne. Jeśli zgadzacie się co do jej znaczenia, wówczas możecie również wyznaczać granice. Granice nie są dowolne. Poprzez granice przypomina Pan jedynie o prawdziwym sensie seksualności, który uzgodniliście w rozmowie. Jeżeli nie osiągnęliście zgody, proszę zaufać swojej intuicji. Jeśli dzieci są jeszcze za młode na podejmowanie odpowiedzialnych decyzji związanych z życiem seksualnym, wówczas może Pan po prostu zaufać własnemu odczuciu.

Może Pan dać dzieciom jasno do zrozumienia, że nie zgadza się na przykład na to, aby przyjaciółka, która nie ma jeszcze 16 lat, nocowała w jednym pokoju z synem. Być może dzieci uznają Pana za człowieka ograniczonego i staroświeckiego, ale jeśli jest Pan o czymś przekonany, proszę nie dać się zastraszyć takimi zarzutami. Jest to próba zmuszenia do wycofania swoich decyzji. Tak naprawdę jednak dzieci tęsknią za jasno wyznaczonymi granicami. Nawet jeśli narzekają z tego powodu, to będą Pana szanować i jednocześnie ocierać się o te granice. Rzecz jasna nie można też stawiać dowolnych granic. Potrzeba tu gruntownych przemyśleń. Właśnie w świecie, który zdaje się na wszystko pozwalać, dzieci pragną przejrzystych zasad, lecz pragną również być rozumiane i traktowane poważnie. Dlatego proszę zapytać dzieci, jak one same postrzegają seksualność i jakie mają oczekiwania wobec tej sfery. Wielu młodych ludzi ma całkiem zdrowe wyczucie istoty seksualności, którą można uważać za dającą szczęście wtedy, gdy doświadczamy poczucia bezpieczeństwa, więzi, akceptacji i wierności.


Mamy troje dzieci. W jaki sposób możemy je dobrze wychować na ludzi świadomych swej wartości, wdzięcznych, pomocnych i wrażliwych religijnie, jeśli są to wartości, które w codziennym życiu naszej „społeczności zwycięzców i typów rozpychających się łokciami” nie odgrywają już prawie żadnej roli?

Co jest najważniejsze w wychowywaniu dzieci?

Ważne jest, abyście Państwo przekazali swoim dzieciom komunikat, że są wartościowe i niepowtarzalne. Nie da się tego okazać słowami. Dzieci muszą to wyczuć przez sposób, w jaki je traktujecie. Wartości czynią życie wartościowym. Wartości pokazują nam naszą własną godność. Nie można nakazać wdzięczności, lecz można jej nauczyć, jeśli na przykład sami podczas modlitwy przy stole podziękujecie za posiłek i gdy wieczorem wraz z dziećmi podziękujecie za wszystko, co dziś otrzymaliście od Boga. Natomiast gotowości do niesienia pomocy dzieci uczą się właśnie poprzez konkretne zachowania w rodzinie, uczestnictwo w różnych czynnościach w domu, przy zmywaniu naczyń, robieniu zakupów, sprzątaniu. Z pewnością zachowanie społeczne, którego dzieci uczą się w rodzinie, będzie owocowało w przyszłości. Poprzez moralne apele nie można wymusić gotowości do pomocy, ale konkretne przeżycia z pewnością zostawią swój ślad w sercach dzieci.

Nawet jeśli czasami dziecko się gubi, to owo doświadczenie wyniesione z domu zostaje w jego sercu i nieustannie będzie się pojawiać w dalszym życiu. Czasami oczywiście pomocna może być rozmowa z dziećmi o tym, co czyni człowieka wartościowym: o jego wartości decyduje nie to, jak drogie ubrania nosi on na sobie lub jakim autem jeździ, lecz wartość jego wnętrza. Ten, kto szanuje wartości, sam jest wartościowym człowiekiem, a inni szanują jego wartość. Dzieci również to wyczuwają, a to je wewnętrznie umacnia.


W jaki sposób możemy reagować jako rodzice, gdy cały świat znajduje się pod tak wielkim wpływem mediów, a dzieci nie potrafią już rozmawiać ze swoimi przyjaciółmi, jeśli nie mają najnowszych komórek lub nie oglądali w telewizji programów, o których opowiadają ich koledzy z klasy.

Jak możemy chronić nasze dzieci przed światem mediów?

Nie dadzą Państwo rady całkowicie uchronić dzieci przed mediami. Nie da się zbudować świata, w którym media by nie istniały. Można jednak wychować dzieci, korzystając z mediów w sposób umiarkowany. Zamiast ciągłego pasywnego oglądania telewizji byłoby lepiej, gdyby dzieci pobawiły się z sobą lub z rodzicami. Telewizja jest często tylko przejawem braku zainteresowania. Jeśli dzieci czują bliskość rodziców, nie uzależnią się od telewizji. Ważne jest przekazanie dzieciom poczucia własnej wartości na tle innych dzieci. Jeśli ktoś je posiada w wystarczającym stopniu, nie musi konkurować z innymi, chwaląc się najnowszą komórką czy oglądaniem konkretnych programów telewizyjnych. Dzieci powinny raczej z dumą mówić, że nie czują potrzeby oglądania tego czy innego programu. Socjolog Helmut Schelsky wyraził kiedyś opinię, że elity odznaczały się zawsze ascezą, a więc świadomą rezygnacją z przyjemności lub konsumpcji.

Jeśli ktoś chce wychować dzieci na ludzi pewnych siebie, musi wytyczać granice nie po to, żeby czegoś zakazywać, lecz aby dać dzieciom szansę prawdziwego rozwoju. Ten, kto notorycznie siedzi przed telewizorem lub komputerem, nie rozwija się duchowo. Rodzicom potrzebna jest jednak wystarczająca doza pewności siebie, gdy dzieci zarzucają im, że inni noszą markowe ciuchy, mają najnowszą komórkę i wolno im oglądać wszystko w telewizji. Poprzez takie zarzuty dzieci chcą, żeby rodzice mieli wyrzuty sumienia, i poddają ich próbie, czy dadzą się nabrać czy też pozostaną nieugięci. Jeśli rodzice w rozmowie z dziećmi zachowają przejrzyste zasady, wywrze to na dzieciach wrażenie. Właściwie czekają one na to, aby ich rodzice nie byli tacy, jak inni rodzice, którzy spełniają wszystkie życzenia dzieci tylko po to, by mieć święty spokój. Nawet jeśli dzieci robią Wam teraz wyrzuty, to kiedyś w przyszłości będą z Was dumni. Powiedzą wówczas: „Moi rodzice przynajmniej troszczą się o mnie. Poświęcają mi uwagę, a nawet spierają się ze mną i nie ustępują tak od razu”. Dzieci mają dobre wyczucie tego, czy ich rodzice mają odwagę dyskutować z nimi lub czy są zbyt tchórzliwi i robią to, co wszyscy. Potrzebna jest im zarówno odwaga, jak i czułe zainteresowanie ze strony rodziców. Tylko w ten sposób można im odpowiednio zakomunikować, że są inne wartości niż posiadanie tego wszystkiego, co mają inni.


Mam 39 lat i jestem w ciąży z pierwszym dzieckiem. Bardzo cieszę się z tego powodu. Mój ginekolog radzi mi, abym zrobiła sobie szybko badania prenatalne, przyjaciółki również próbują mnie do nich przekonać. Tak naprawdę nie chcę się na to zgodzić i uważam, że życie należy przyjmować takim, jakie ono jest. Zauważam jednak, i podobnie sądzi mój partner, że ostatecznie pozostanę osamotniona w swej postawie.

Jak pokonać lęk przed urodzeniem upośledzonego dziecka?

Proszę zaufać własnym odczuciom. Nawet jeśli pozostanie Pani osamotniona z tym problemem, to jest to Pani odczucie i jest ono ważniejsze niż opinie przyjaciółek. Chciałbym dać tylko dwa przykłady znane mi z autopsji. Pewien lekarz doradzał dwóm kobietom aborcję, ponieważ dzieci mogły być upośledzone. Obie zdecydowały się jednak urodzić dziecko i w obu przypadkach dzieci są do dziś zdrowe. Badania prenatalne przewróciły do góry nogami siedem czy osiem miesięcy życia obu matek i wtrąciły je w duże konflikty sumienia. Diagnoza nie zawsze jest też trafna. Często powstaje ze strachu przed możliwym upośledzeniem dziecka. Proszę oddać siebie i swoje dziecko w ręce Boga i mieć ufność, że Jego dłonie Was chronią.

Nawet gdyby dziecko było upośledzone, może się stać błogosławieństwem dla rodziny. Proszę się zdać na Boga – da to Pani poczucie wolności i ufności. Proszę również porozmawiać ze swoim partnerem o tym, co wywołuje jego obawy. Mężczyźni często uważają, że wszystko da się zrobić i wszystko można kontrolować, jednak ta zasada nie dotyczy dziecka. Dziecko jest zawsze tajemnicą. Także zdrowe dziecko może przysporzyć trosk, a upośledzone może się stać błogosławieństwem. Zawsze powinniśmy się zgadzać na ten dar i mieć wiarę oraz ufność, że Bóg uczyni z rozwijającego się w łonie dziecka niepowtarzalną i jedyną w swoim rodzaju osobę, która stanie się dla nas wielkim błogosławieństwem.


Mamy dziecko upośledzone od urodzenia. Nasze małżeństwo niemal rozpadło się z powodu tego brzemienia. Dopóki mała będzie z nami – a skończyła osiem lat – będziemy mogli jej pomagać i wspierać ją. Obawiam się jednak tego, co może spotkać moją córkę później. Dzisiejsze społeczeństwo nie daje słabszym żadnych szans.

Co się stanie, gdy nie będziemy mogli pomóc naszej niepełnosprawnej córce?

Przede wszystkim mogą być Państwo wdzięczni. Dajecie swojej córce tak wiele miłości i pomagacie jej z wszystkich sił. Miejcie też ufność, że nie troszczycie się o nią sami. Oczywiście nie powinniście pozostawiać tej troski wyłącznie Bogu, lecz proszę wierzyć, że trzyma On pieczę nad córką i że może Was odciążyć. W owej ufności znajdziecie również całkiem konkretne rozwiązania. Istnieją przecież różne domy opieki, które umożliwiają upośledzonym dzieciom lepsze życie. Czasami niepełnosprawni czują się w tych instytucjach tak jak w domu. Nie pozwólcie, aby sparaliżował Was lęk, lecz wsłuchujcie się w niego, rozmawiajcie z nim. Wyobrażenia związane z szukaniem dla córki sposobów na to, by potrafiła żyć swoim życiem, mogą wywołać obawy, jednak dopóki żyje ona z Wami, dostrzegajcie codziennie jej tajemnicę. Nie tylko my dajemy upośledzonemu dziecku coś z siebie – ono również nam coś daje. Posiada czasami głębię, która otwiera spojrzenie na tajemnicę naszego życia. Zapytajcie samych siebie, jakie jest przesłanie, które dziecko kieruje do Was, do Waszej rodziny, jakie – oprócz ciężaru – wnosi ono błogosławieństwo.


Mój mały synek, który skończył właśnie cztery lata, lubi się ubierać w ubrania dziewczęce. Moja matka ostrzega mnie, że kiedyś może się stać homoseksualistą. Z jednej strony nie chciałabym się za bardzo tym przejmować, lecz z drugiej strony zauważam, jak mocno mnie to niepokoi.

Czy mój syn będzie homoseksualistą?

Jeśli pozwoli sobie Pani na niepokój w związku z zachowaniem syna, to on to zauważy. Najlepiej by było, gdyby porozmawiała Pani z nim o tym, lecz nie w tonie troski czy wręcz zarzutu. Proszę nie przenosić własnych obaw na pytania, które będzie Pani zadawać synowi.

Jest rzeczą jak najbardziej naturalną, że Pani syn jest ciekawy, że sprawdza własną tożsamość. Proszę potraktować jego zachowanie jako ciekawość, jako badanie typowe dla wczesnego dzieciństwa, pozwalające uchwycić różnice między chłopcem i dziewczynką. Proszę go po prostu zapytać, co mu się tak bardzo podoba w ubraniach dziewczęcych, lecz nie umieszczać w pytaniach żadnych podtekstów. Proszę zwyczajnie z nim porozmawiać o jego zachowaniu. Może go Pani również zapytać, czy wolałby być dziewczynką, czy chłopcem i dlaczego.

Im spokojniej i bardziej otwarcie porozmawia Pani z synem, tym wcześniej minie ta całkiem normalna faza. Jeśli będzie Pani reagowała ze zbytnią troską, to bardzo możliwe, że syn tylko na dłużej utknie w tym okresie rozwoju. Wówczas nauczy się sposobu na przywiązanie Pani do siebie i zwrócenia na siebie Pani uwagi.

Z pewnością synowi wyszłaby na dobre zabawa z innymi chłopcami. Korzystne będzie również, jeśli będzie się nim interesował ojciec – będzie to ważny element rozwoju tożsamości chłopca. Jednakże nie ma jednolitego obrazu mężczyzny. Każdy chłopiec musi w sobie sam wykształcić osobistą tożsamość męską.


Wychowaliśmy córkę w duchu chrześcijańskim. Ku naszej radości studiowała nawet teologię przez trzy semestry. Potem poznała w Izraelu Palestyńczyka, muzułmanina, zakochała się w nim i wyszła za niego za mąż. Została muzułmanką, urodziła dzieci i zamieszkała w Palestynie. Jej mąż nie pozwala jej obecnie przyjechać do nas i pokazać nam naszych wnuków. Zadajemy sobie pytanie:

Jaki sens ma dialog z islamem?

Dobrze rozumiem Państwa cierpienie. Nie móc zobaczyć własnych wnuków to wielka zniewaga. Czujecie się bezsilni, ponieważ córka jest całkowicie poddana swojemu mężowi. To sprzeciwia się naszym wyobrażeniom o małżeństwie i o wolności. Patrzenie na to, że córka sama w pewnym stopniu już się poddała, sprawia ból. Być może na początku była zafascynowana tym, że młody człowiek tak radykalnie potrafi żyć wiarą. Być może też zaślepiła ją miłość. W obecnej sytuacji możecie Państwo jedynie mieć nadzieję i modlić się, aby to trudne położenie stopniowo się zmieniało, zarówno położenie córki, jak i jej męża.

Ten, kto się zamyka w swoim świecie, zawsze odczuwa strach, a gdy ludzie są pod wpływem strachu, bardzo ciężko nawiązać z nimi jakiś dialog. Strach bowiem zamyka oczy na to, czym żyje drugi człowiek. Proszę nie tracić nadziei, że pewnego dnia ujrzycie swoje wnuki. Być może dzieci same wyrwą się z tego zamknięcia. Mają anioła, który je poprowadzi. Proszę ufać, że anioł je pokieruje na najlepsze dla nich drogi.

Dopóki ktoś się boi, nie będzie w stanie prowadzić dialogu. Człowiek wypełniony strachem nie jest do tego zdolny. Ale są też inni muzułmanie, tolerancyjni i otwarci na dialog. Do tego dialogu powinni Państwo wnieść również swoje doświadczenie nieudanego spotkania z islamem. Będzie ono chronić przed tanim kompromisem i wyostrzy spojrzenie na rzeczywistość.


Co prawda kocham swoją matkę, lecz czasami cierpię z powodu miłości, jaką mi okazuje. Mama szuka u mnie miłości, której sama nigdy nie doświadczyła od własnej matki, i przekracza przy tym często granice, na przykład wtrącając się w moje życie lub opowiadając bez przerwy swoim znajomych o mnie i o moich rzekomych sukcesach.

Jak wyznaczać granice, nikogo przy tym nie raniąc?

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com