Gwiazdozbiór psa - Petter Heller - ebook
Wydawca: Insignis Media Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 345 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 10 godz. 14 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Gwiazdozbiór psa - Petter Heller

Hig przeżył epidemię grypy, która niemal doszczętnie wytrzebiła ludzkość. On sam stracił żonę i przyjaciół. Teraz mieszka w hangarze na małym opuszczonym lotnisku wraz z psem i jedynym sąsiadem – mizantropem nie rozstającym się z bronią.

W swojej cessnie 182 z 1956 roku Hig zabezpiecza strefę ochronną lotniska, a od czasu do czasu wymyka się w góry, by łowić ryby i udawać przed samym sobą, że wszystko jest jak dawniej. Kiedy jednak w pokładowym radiu natrafia na transmisję z innego lotniska, budzi się w nim skrywana głęboko nadzieja, że gdzieś istnieje inne, lepsze życie, podobne do tego, które utracił. Ryzykując wszystko, Hig wyrusza na wyprawę tam, skąd nie będzie już mógł powrócić, nie tankując: kieruje się do źródła zaszumionego sygnału radiowego. To, co go czeka i z czym musi się zmierzyć, jest zarazem i lepsze, i gorsze od czegokolwiek, czego mógł się spodziewać.

Gwiazdozbiór psa to porywająca i wzruszająca, tyleż zabawna, co przejmująco smutna opowieść o człowieku, który wiedzie życie w ziejącym pustką, przepełnionym poczuciem straty świecie; opowieść o tym, czym gotów jest zaryzykować, by wbrew wszystkiemu odzyskać więź z innymi, miłość i pełnię człowieczeństwa

*

„Dla tych, którzy myślą, że Droga Cormaca McCarthy'ego to ostatnie słowo w postapokaliptycznej beletrystyce”.

(z recenzji Glena Duncana, autora bestsellera Ostatni wilkołak)

„Spróbuj z wrażliwością artystyczną Hemingwaya opisać świat, w którym mutacja grypy wytrzebiła ponad dziewięćdziesiąt dziewięć procent populacji. Dodaj do tego mężczyznę ze złamanym sercem, wędką, kilkoma strzelbami i małym samolotem. Nie zapomnij o psie! A teraz wyobraź sobie, że ów mężczyzna pielęgnuje w sobie więcej nadziei, niż podpowiada rozsądek, karmiony obrazami wyniszczonego i pozbawionego przyszłości świata. Więcej wiary. Więcej apetytu na miłość. Właśnie to dał nam w swojej przepięknie napisanej powieści Peter Heller”.

(z recenzji Scotta Smitha, autora bestsellerów Prosty plan i Ruiny)

Opinie o ebooku Gwiazdozbiór psa - Petter Heller

Cytaty z ebooka Gwiazdozbiór psa - Petter Heller

Więc zastanawiam się, skąd ta potrzeba opowiadania. Jakiegoś ożywienia tego martwego bezruchu przemożnego piękna. Tchnięcia życia przez opowiadanie. Pewnie na przekór strategii Bangleya żeby zabić praktycznie wszystko co się rusza.
skarpetkami. Oddychałem i dziękowałem czemuś, co nie było do końca Bogiem, czemuś, co wciąż tu było. Prawie mogłem sobie wyobrazić, że nadal jest przedtem, kiedy byliśmy młodzi a wiele rzeczy wciąż żyło.
ryby zawsze przez całe życie odnajdywałem w sobie to co najlepsze. Moje skupienie i ostrożność, moją skłonność do ryzyka i moją miłość. Cierpliwość. Niezależnie od tego co się działo. Zacząłem łowić ryby zaraz po śmierci Taty i próbowałem je łowić tak, jak moim zdaniem robiłby to on. Co dziś wydaje się trochę dziwne: próba naśladowania człowieka, którego nigdy nie widziałem z wędką w ręku, i to z zapamiętaniem syna, któremu ten człowiek nigdy właściwie nie miał okazji być ojcem.
Byliśmy jak małżeństwo, które nie umie już mówić prawdy o tym co najważniejsze. Nigdy nie kłamałem Melissie w żadnej sprawie poza moim przekonaniem, że przeżyje grypę. Wiedziała, że to kłamstwo, i nie miała mi go za złe. I tak była zbyt chora, żeby się przejmować czy wyzdrowieje.
Czy można kochać tak rozpaczliwie że życie jest nie do zniesienia? Nie mówię o nieodwzajemnionej, mówię o życiu wewnątr z tej miłości. W jej wnętrzu i w rozpaczy. Bo wiedząc że się skończy, bo wszystko. Się kończy.
Czekać, aż zacznie się twoje prawdziwe życie. Być może koniec był najprawdziwszy. Zrozumieć to, kiedy jest już za późno. Teraz wiem, że kochałam go bardziej niż cokolwiek na ziemi i wszędzie indziej. Bardziej niż Boga, episkopalnego, z mojego wyznania.
Tym właśnie jesteśmy, to robimy: próbujemy się przecisnąć, napinamy sieć, sieć która nie istnieje. Jej węzły trzymają tylko tak mocno jak nasze własne przekonania. Nasz własny strach. Ha. Przyznaj się: nie masz zielonego pojęcia co robisz, nigdy nie miałeś. Mimo wszystkich sieci na świecie, realnych i nierealnych. Kręciłeś się w kółko w bezładnej migotliwej ławicy płynąc za ogonem ryby przed tobą. W zasadzie. Żywiąc się czymkolwiek co znajdywałeś tam, gdzie akurat byłeś. Nawet z miłością swojego życia czułeś się tak, jakby dopisało ci szczęście, jakby w każdej chwili mogła zniknąć w tłumie. I zniknęła.
Co? To wszystko wydawało się nierealne. Spojrzałem za siebie, a ona stała odwrócona bokiem, wgłębienia w dole jej pleców, idealna krągłość jej słodkiego tyłka. Ja. Ta krągłość mnie dobija. Zakręt śmierci. Zamrugałem.
Jezu Chryste, Hig, nie odwracaj się, nie zamykaj oczu. Oddychaj, stary! Masz na to patrzeć, kretynie! To nie jest nietakt. Obrazisz ją, jeśli nie będziesz patrzył. Co ty sobie kurwa myślisz, że dla kogo to ma być, to dla ciebie! Przecież nie przechodziła tędy przypadkiem. To wszystko huczało mi w głowie. Mówiłem sobie: okaż jej szacunek, zachowuj się jak dorosły człowiek. Chłoń każdy szczegół. Dostajesz od niej dawkę czystego szczęścia. Bądź wdzięczny.
Myśli dawniej uporządkowane, dopasowane do siebie, teraz były skonsternowane, niepewne, przygnębione, jak te kudłate norweskie kucyki, które rosyjski profesor wywiózł na Syberię, czytałem o tym przedtem. Próbował odtworzyć epokę lodowcową, mnóstwo trawy i zwierząt i mało ludzi. Gdyby wiedział, co się szykuje, znalazłby sobie inne hobby. Połowa kucyków zdechła, podejrzewam, że z tęsknoty za lasami Skandynawii, a druga połowa kręciła się przy stacji badawczej, dostawała ziarno a potem i tak zdechła. Tak czasem zachowują się moje myśli.
Tak czasem zachowują się moje myśli. Kiedy jestem zdenerwowany. Kiedy coś mnie dręczy i nie chce odpuścić. Są w miarę w porządku, to znaczy działają, ale często wydają się zagubione, trochę smętne, jakby zastanawiały się, czy nie powinny być dziesięć tysięcy mil stąd w miejscu, gdzie milion mil kwadratowych porastają chłodne świerki. Czasem nie mam pewności, czy moje myśli nie pierzchną w zarośla.
Czasami w tamtych dniach, łowiąc z Jasperem ryby w Sulphur, osiągałem swój kres. To znaczy miałem wrażenie, że serce mi pęknie. Pęknięte to nie to samo co złamane. Jakby nie było w stanie pomieścić jak piękne. Też nie to, nie tylko piękno. Jakieś moje dopasowanie. To nieduże zakole z gładkich kamieni, pochyłe ściany skał. Zapach świerków. Mały łosoś Clarka, który krążył cicho w ciemnej wodzie stawu. I nawet nie trzeba dziękować. Wystarczy być. Wystarczy łowić. Wystarczy pójść nad strumień, ciemnieje, chłodnieje, to wszystko jest częścią. Mnie, w jakiś sposób. Melissa w tym samym kręgu. Ale inna, bo
Najbardziej podobał mi się ilustrowany przewodnik po stworzeniach żyjących w stawie. Jakiś bardzo młody czytelnik zrobił notatki ołówkiem na każdej stronie. Pod obrazkiem wydry: Kocham wydrę Pod piżmakiem: Kocham piżmaka Bóbr: Kocham bobra
Stałem na skraju nowego ogrodu, patrząc jak słońce dotyka gór i czerwieni przekopaną ziemię i strumyczki wody i mogę powiedzieć, że czułem w środku coś na kształt szczęścia. Nigdy bym tego nie nazwał. Nie wtedy. Ze strachu. Ale nazywam to teraz.
Czy można kochać tak rozpaczliwie że życie jest nie do zniesienia? Nie mówię o nieodwzajemnionej, mówię o życiu wewnątr z tej miłości. W jej wnętrzu i w rozpaczy. Bo wiedząc że się skończy, bo wszystko. Się kończy.
Nigdy żadnego rozstrzygnięcia. Ani jednego. Żadnych decyzji, żadnego domknięcia. Wóz toczy się na swoje miejsce. Wystarczy jeden obrót. Jeden obrót kół i jesteśmy inni, już nigdy tacy sami. Nigdy. Nawet te gwiazdy. Nawet one niszczeją, rozpadają się, łączą, dzielą. Zamykam oczy. Tylko to coś w środku. To coś co porusza się w środku pływa w bólu jak ślepa ryba wiecznie pływa. To coś żyje pozostaje. Odnawia, odnawia miłość i ból. Miłość jest korytem strumienia a wypełnia je ból. Co dzień wypełnia je łzami.