Grand (tw) - Janusz L. Wiśniewski - ebook
Wydawca: Wielka Litera Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 322 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Grand (tw) - Janusz L. Wiśniewski

"Pewnego lipcowego deszczowego poranka, przed wschodem słońca, na plaży przed sopockim Grand Hotelem bezdomny mężczyzna znajduje śpiącą tam znaną warszawską dziennikarkę..."

Tak zaczyna się nowa powieść Wiśniewskiego. Obrosły historią i legendami sopocki Grand Hotel staje się miejscem wydarzeń szczególnych, a autor, jak Anioł Podpatrywacz, towarzyszy ludziom, którzy spędzają w tym hotelu jeden krótki letni weekend. Niezauważony wchodzi do ich pokoi, prześwietla ich biografie, zasypia i budzi się w ich łóżkach. Opowiada o ich snach, porażkach, tęsknotach, marzeniach i cierpieniach. Hotel to często miejsce przemienienia. I o tym także jest ta książka. Dziennikarkę porzucił mężczyzna niepogodzony z jej sukcesem, dziadek niemieckiego pastora z sąsiedniego pokoju zabijał Polaków w pobliskim Stutthofie, nieutalentowany naukowiec z pokoju na trzecim piętrze najmuje autora do napisania habilitacji, rosyjski nowobogacki z apartamentu na drugim piętrze zakochuje się w ukraińskiej sprzątacze z hotelu. Atmosfera anonimowości hotelu pozwala bohaterom zrzucić swoje maski, a śledzący ich czytelnik na końcu dowie się prawdy, którą sam już dawno znał. Że wszystkim chodzi o miłość.

Opinie o ebooku Grand (tw) - Janusz L. Wiśniewski

Cytaty z ebooka Grand (tw) - Janusz L. Wiśniewski

Może dlatego, że mieli więcej czasu, a może dlatego, że jak się nic nie posiada i do posiadania niczego ponad podstawowe nie dąży, to żyje się bez tej chronicznej trwogi, bez tej nieustannej zadyszki, bez tego uczucia, że wokół szyi zaciska się sznur – i słyszy się lepiej, i widzi więcej, i smakuje z większym namysłem, i dokładniej myśli, bo bez pośpiechu.
Lubił Polskę. Od pierwszego dnia pierwszej wizyty czuł się tutaj dobrze. Mimo zewnętrznej siermiężności, a niekiedy wręcz biedy, mimo polskiego „jakoś to będzie”, polskiego niezorganizowania, polskich politycznych absurdów, polskich dróg, polskich kierowców, polskiego ortodoksyjnego katolicyzmu na granicy zacofania i dewocji, mimo polskiego antysemityzmu, mimo narodowego zarozumialstwa prowadzącego często do ksenofobii czy wręcz rasizmu, mimo polskiej homofobii, mimo sarmackiej czupurności, wrodzonego pesymizmu, niezdyscyplinowania bliskiego anarchii, szytego grubymi nićmi cwaniactwa na żenującym poziomie żuli spod budki z piwem, polskiej Polaka do Polaka nienawiści, polskiej kąśliwej, mściwej, plującej jadem, ślepej i głuchej kłótliwości, aby na końcu i tak „na moim proszem szanownego pana kurwa jego mać stanęło, no nie?” – pomimo tego wszystkiego Polskę lubił i od jakiegoś czasu był jej częścią.