Gdzie żyją demony - Frater U. D. - ebook
Wydawca: ILLUMINATIO Łukasz Kierus Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 134 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Gdzie żyją demony - Frater U. D.

Oto książka, z której dowiesz się wszystkiego, co chciałbyś wiedzieć na temat ezoteryki i okultyzmu. To idealne źródło odniesienia dla osób praktykujących wszystkie dziedziny magii, w którym bez dogmatyzmu wyjaśnione zostały najczęstsze wątpliwości z tej tematyki.

W krótkich, ale wyczerpujących i pełnych humoru odpowiedziach w formie esejów zaprezentowane zostały szczegółowe informacje z szerokiego wachlarza magicznych tematów, od sekretnych zakonów i złośliwych duchów po podróże astralne, czarną magię i Aleistera Crowleya.

Ciocia Klara – gadatliwe, opijające się kawą i dosyć bezpośrednie alter ego słynnego maga – odpowiada na najczęściej powtarzające się pytania na temat magii. Gdzie żyją demony? Czym jest magia sigili? Czy zakon Ordo Templi Orientis „wymyślili” magię seksualną? Czy Eliphas Lévi był „oświeconym mistrzem” magii? Czy powieści o Harrym Potterze zawierają prawdziwą wiedzę magiczną?

Znajdziesz tu odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące magii!

Opinie o ebooku Gdzie żyją demony - Frater U. D.

Fragment ebooka Gdzie żyją demony - Frater U. D.








WSTĘP


Podczas warsztatów, seminariów i licznych rozmów z innymi magami Frater U? D? często pytany jest o różnorodne kwestie dotyczące magii i okultyzmu. Wiele z tych zagadnień można dość zwięźle wyjaśnić, wobec czego autor niniejszej publikacji zdecydował, że forma pytań i odpowiedzi będzie najbardziej odpowiednią metodą zaprezentowania wybranych kwestii.

Któż byłby bardziej predestynowany do udzielenia odpowiedzi na te pytania, jeśli nie nasza stara gadatliwa ciocia Klara – zabawne i żywiołowe alter ego autora? Od dłuższego czasu odpisuje ona na listy czytelników, siedząc przy swoim antycznym biurku, popijając kawę i paląc jednego papierosa za drugim. Biurko to, nakryte czarną ażurową serwetą, należało niegdyś do starego arcybiskupa ściętego podczas Rewolucji Francuskiej. Ciocia Klara siedzi tam, odpowiadając na pytania i udzielając porad związanych z praktyczną magią i wieloma innymi kwestiami oraz dzieląc się historycznymi oraz bieżącymi informacjami, których nigdzie indziej nie znajdziesz.

Nic więc dziwnego, że czytelnicy niemieckiego czasopisma poświęconego magii pt. „Anubis” pisali do cioci Klary liczne listy z zapytaniami. Rubryka z jej odpowiedziami zatytułowana Świątynia ukojenia cioci Klary, w całości przytoczona w niniejszej publikacji, zawsze była lubianą przez czytelników częścią tego czasopisma.


CZY POTRZEBUJĘ MISTRZA?


Mam 27 lat. Od wielu lat fascynuje mnie magia. Przeczytałem na jej temat już wiele książek. Mój problem polega na tym, że nie wiem, jak zacząć ją praktykować bez nauczyciela czy mistrza. Jak mam znaleźć taką osobę? Nie chcę popełnić żadnych błędów.

Thomas B. z F.

Drogi Thomasie!

Z pewnością nie jesteś sam. Wielu ludzi pasjonuje się magią, ale nie ma możliwości przejścia odpowiedniego szkolenia. Pamiętaj jednak, że większość magów to samoucy! Nie obawiaj się próbować! Innymi słowy – by umiejętnie praktykować magię, musisz tylko ruszyć tyłek i ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Żaden mistrz nie zwolni Cię z etapu praktykowania podstawowych umiejętności – sam musisz przez to przejść. Żaden nauczyciel nie uchroni Cię też przed skokiem na głęboką wodę, jaki wcześniej czy później będziesz musiał wykonać, by zacząć uczyć się metodą prób i błędów.

To nie mistrza potrzebujesz. Tak naprawdę potrzeba Ci odwagi, by w końcu wziąć sprawy w swoje ręce. Marcin Luter powiedział kiedyś: „Niepewny zad nigdy nie wyda dobrych pierdów”. Nie bój się więc podjąć ryzyka i po prostu spróbuj. Pójdź do lasu i odpraw Rytuał Pentagramu, wezwij duchy ziemi lub naładuj sigil magiczną mocą. Wkrótce zaczniesz zdawać sobie sprawę, że magia przyjmuje Cię jako swego adepta z otwartymi ramionami. Ale będziesz musiał sam podjąć to wyzwanie i wykorzystać szansę!

Jeśli masz wątpliwości co do pewnych technicznych szczegółów praktykowania magii, spróbuj odnaleźć ludzi mających więcej doświadczenia w tej kwestii lub postaraj się wziąć udział w kilku warsztatach i seminariach. Zawsze pamiętaj o dwóch rzeczach: (1) Nauczyciel sam się zjawi, gdy uczeń będzie na to gotowy. Tak przynajmniej twierdzą mistrzowie Wschodu; (2) „Mistrz” tak czy inaczej jest tylko katalizatorem mającym doprowadzić Cię do twego prawdziwego mistrza. Jeżeli chcesz już teraz ujrzeć jego oblicze, pójdź do łazienki i spójrz w lustro.

Będę Cię obserwować!

Ciocia Klara


CZY POWINNAM DOŁĄCZYĆ DO JAKIEGOŚ MAGICZNEGO ZAKONU?


Czy wstąpienie do jakiegoś magicznego zakonu jest dobrym pomysłem, jeżeli chce się odbyć odpowiednie szkolenie w zakresie uprawiania magii?

Karin D. z K.

Droga Karin!

Tak i nie. Zacznę od „nie”. Większość magicznych zakonów składa się z garstki członków o bardzo zróżnicowanych kwalifikacjach, dlatego też nie poświęca się tam zbyt wiele czasu na prawidłowe szkolenie nowicjuszy. Jak by nie patrzeć, wszędzie trudno o dobrych nauczycieli. Dokumentacja oraz sekretne archiwa takich zakonów często nie zawierają nic poza informacjami, jakie możesz znaleźć w każdej dobrej książce na temat magii (nawiasem mówiąc, takie książki też trudno znaleźć). Poza tym niekiedy autorami takich publikacji są członkowie podobnych zakonów. Bywa, że magiczny zakon tworzy grupa miłośników napojów alkoholowych zainteresowanych ezoteryką. Kiedy więc osoba początkująca zaczyna dostrzegać, co kryje się za tajemniczą otoczką zakonu, może być bardzo rozczarowana.

Jest jednak druga strona medalu zdecydowanie przemawiająca za członkowstwem w magicznym zakonie: chodzi o pole mocy takiego stowarzyszenia. Większość początkujących ma problemy ze zrozumieniem, że prawdziwym celem zakonu nie jest przekazywanie informacji, lecz raczej stopniowe wprowadzanie członków do określonego pola mocy (w tym sensie poziomy i stopnie wtajemniczenia nie są nagrodami za uzyskanie pewnego poziomu wiedzy, ale kamieniami milowymi wyznaczającymi zadania i cele, jakie jeszcze należy wykonać lub osiągnąć. Dlatego często słyszy się o „wypełnieniu” danego stopnia). Niewiele można powiedzieć o polu mocy danego zakonu. Możesz jedynie zaufać swemu instynktowi oraz intuicji. Niepisana zasada mówi, że jeśli od początku nie czujesz się komfortowo w polu mocy danego zakonu, powinnaś świadomie unikać wszelkich kontaktów z tym stowarzyszeniem. Być może jego energia jest generalnie niekompatybilna z Twoją, bądź też nie jest to dla Ciebie odpowiedni czas na kontakt z taką mocą.

Życzę wszystkiego dobrego!

Ciocia Klara


CZY MAGIĘ ZAWSZE NALEŻY PRAKTYKOWAĆ ZA POMOCĄ RYTUAŁÓW?


Czy magię zawsze musimy praktykować za pomocą rytuałów? Nie mogę znieść całej tej teatralizacji wokół magii! Uważam, że to głupie. Naprawdę działa mi to na nerwy i prawdę mówiąc, wydaje mi się odpychające.

Peter Z. z W.

Drogi Peterze!

Magia rytualna jest tylko jedną z wielu dziedzin sztuki magicznej. Na przykład: kiedy mag ładuje sigile lub podróżuje do sfery tattw, technicznie rzecz biorąc nie ma to wiele wspólnego z odprawianiem rytuałów. To samo tyczy się innych działań magicznych, takich jak podróże astralne czy uzdrawianie za pomocą magicznego zwierciadła. Jednak nie podoba mi się Twoje wyrażenie „teatralizacja wokół magii”. Muszę Cię w tym miejscu ostrzec.

Czym właściwie są rytuały? Jest to nic innego jak dramaturgiczna interpretacja magicznego aktu woli połączona z choreografią gestów magicznej energii – tak zawsze naucza Frater U? D? Powinniśmy pamiętać, że podświadomość uważana jest za główne źródło magicznej mocy (magis) oraz że funkcjonuje za pomocą symboli i bodźców czuciowych, nie dbając przy tym o przyjęty zakres estetycznego uroku. Jest niczym małe dziecko domagające się wyraźnych, jaskrawych kolorów, napuszonej sentymentalności, emocjonalizmu i przyciągającej oko przesady. Dobry i doświadczony mag uprawiający magię rytualną zdaje sobie z tego sprawę i będzie odgrywał rolę Cezara, gdy sytuacja będzie tego wymagać – czyli zastosuje wyraźne, jaskrawe kolory, naiwny sentymentalizm itd. Wtedy podświadomość natychmiast dołączy do zabawy i ze wszystkich sił będzie starała się wywołać pożądany obiekt (przy okazji dodam, że rytuały dziękczynne są takie istotne właśnie dlatego, że działają na podświadomość jako nagroda – w pewnym sensie to coś w rodzaju psychologicznego działu public relations).

Pewien cynik powiedział kiedyś, że nikt nigdy nie stracił na tym, że zbyt nisko oceniał publiczność. Prawda ta odnosi się nie tylko społeczeństwa, ale także – a może zwłaszcza – do ludzkiej podświadomości. Bądź więc ostrożny z tego typu osądami i miej więcej szacunku do dziecka, które żyje w Twoim umyśle. To ono przecież każdego dnia ofiarowuje Ci wiele darów. Nikt nie jest w stanie zmusić Cię do polubienia rytuałów, ale proszę, byś przez chwilę pomyślał o zasadach, według których się je odprawia. Nie zapominaj też, że rytuały realizują religijne potrzeby wielu ludzi oraz wypełniają potrzebę wykonywania świętych obrzędów – obie te potrzeby są w nas bardzo głęboko zakorzenione. Co do reszty – pamiętaj, że nie wszystkie rytuały są takie same; możesz z pewnością ułożyć ich bardziej „estetyczne” formy, jeśli tego właśnie chcesz. Jeżeli nie będą one przesadnie zintelektualizowane, wszechświat nazywany przez nas świadomością na pewno je zaakceptuje.

To tyle nauk na dziś,

Ciocia Klara


CZY MAGICZNA ŚCIEŻKA JEST KOMPATYBILNA Z FILOZOFIĄ WSCHODU?


Gdzie mogę znaleźć informacje na temat różnic pomiędzy filozofiami wschodnimi, takimi jak te wyznawane w Indiach, a różnymi magicznymi ścieżkami? Czym zasadniczo różnią się techniki wschodnie od zachodnich? Nie chciałbym ich błędnie identyfikować. Jak mogę szybko i skutecznie zgłębić ten temat? Czy magiczna ścieżka może być niewłaściwa? A może jest lepsza niż ścieżka zen?

Manfred K. z F.

Drogi Manfredzie!

A niech mnie! Co za lawina pytań! Zabierzmy się zatem za nie. Co do Twego pierwszego pytania: nie mam zielonego pojęcia, skąd przyszedł Ci do głowy pomysł, że „wschodni” i „magiczny” to zupełnie co innego. Zapewniam Cię, że nie istnieje w literaturze zbyt wiele źródeł podających taki podział. Może zmylił Cię powszechnie i zresztą błędnie przyjmowany pogląd, że ścieżki Wschodu bywają „mistyczne”, zaś Zachodu – „magiczne”. Jest to oczywiście nieprawda, co możesz łatwo zauważyć w wielu magicznych systemach w obrębie taoizmu, takich jak starożytna tybetańska religia Bön, hinduski tantryzm i wiele innych. Wszystkie tego typu nurty pozostają pod silnym wpływem elementów szamańskich i dlatego można je równie poprawnie określić mianem „magicznych”.

Wspomniany wyżej powszechny i mylnie przyjmowany pogląd opiera się na czymś zupełnie zwyczajnym – na sposobie, w jaki te wschodnie systemy mistyczne są nam przedstawiane: w końcu ich język, obyczaje i kultura są dla nas, ludzi Zachodu, zupełnie obce. Musimy wobec tego polegać na innych, którzy starają się przybliżyć nam orientalne idee. W tym przypadku działa stara niepisana zasada „kto pierwszy, ten lepszy”. Na przykład niektóre osoby bardzo się denerwują, gdy spotykają magów praktykujących jedynie na pięciu czakrach, a nie siedmiu. Jedynym powodem braku przyzwyczajenia do tego systemu jest fakt, iż na języki Zachodu przetłumaczono znacznie więcej źródeł traktujących o systemie siedmioczakrowym niż o innych wschodnich systemach czakr (istnieje na przykład siedem systemów wykorzystujących 64 czakry, a nawet zdarzają się takie operujące na 144 czakrach!).

Z powodu braku informacji ludzie często tkwią w błędnym przekonaniu, że może istnieć tylko jeden „właściwy” system. Z tego też powodu członek jakiegoś zachodniego społeczeństwa automatycznie uważa, że ścieżki Wschodu muszą zawsze być mistyczne. Pamiętajmy jednak: nie istnieje coś takiego jak jedna prawidłowa ścieżka Wschodu, tak jak nie ma tylko jednej właściwej ścieżki Zachodu.

W obu systemach stosuje się zasadniczo te same techniki. Jest tylko kilka znaczących różnic, jeśli spojrzeć przez pryzmat wszystkich kulturowych niuansów. Imiona przyzywanych bóstw (lub demonów) są inne, a także odmienne bywają niekiedy podstawowe struktury rytuałów i drugorzędne dyscypliny. Na przykład chińscy magowie nieczęsto odnoszą się w swojej praktyce do astrologii (jeśli chińska astrologia może być w ogóle porównywana z naszym zachodnim rozumieniem tego zagadnienia; jest to raczej rodzaj codziennych lub obejmujących cały rok wróżb podobnych do tych, jakie znali starożytni Egipcjanie), ani nie używają żadnych symboli z hebrajskiej Kabały. Za to znaczącą rolę odgrywa tam symbolizm wyroczni I Ching.

Jednak pomimo tych wszystkich powierzchownych różnic, podstawowe zasady magii są prawie zawsze takie same. Zależności w stylu „chęć + wyobraźnia + trans = magia” obowiązują wszystkich na całym świecie: od niepiśmiennych szamanów z Syberii, przez dorzecze Amazonki i literacką magię z europejskiej opowieści o Fauście, po muzułmańską magię Koranu.

Swoją drogą to ciekawe, że mówisz o „błędnym identyfikowaniu”. Prawdopodobnie masz na myśli fundamentalne stwierdzenie wyznawane w wielu wschodnich systemach magicznych, że nasz świat to wedyjska Maja, co często bywa niewłaściwie tłumaczone jako „iluzja”. Niewłaściwie w takim sensie, że ta, tak zwana „iluzja” jest bardzo prawdziwa i dlatego istotna. Jak to ładnie określił stary mistrz Aleister Crowley: „Cały wszechświat jest iluzją, której trudno się pozbyć”.

„Błędna identyfikacja” mogłaby zatem mieć miejsce, gdybyśmy chcieli zaprzeczyć iluzorycznej naturze stworzenia i przekonywali samych siebie, że jesteśmy czymś, co jest stałe i trwałe, a więc nie jest iluzją (powiedziałby tak taoista, próbując przekonać samego siebie, że wszystko, co w ogóle jest stabilne, może istnieć – z wyjątkiem zmiany).

Niekiedy magia nazywana jest też „sztuką” iluzji. Wystarczy sięgnąć po talię Tarota i spojrzeć na kartę Maga, którą wcześniej nazywano powszechnie „Żonglerem”. Mag uważany jest za mistrza iluzji posługującego się iluzjami ze zręcznością jarmarcznego żonglera. Nie oznacza to jednak, że rezultaty praktyk magicznych stanowią jedynie stek kłamstw i oszustw (chociaż sceptycy mogą uważać, że tak właśnie jest!). Wyniki te są jedynie względne, tak jak wszystko inne. Możesz „szybko i skutecznie zgłębić temat” przede wszystkim poprzez praktykowanie magii na co dzień. W końcu jedynym celem takich działań jest osiągnięcie pewnych efektów. Więc – albo jesteś w stanie odprawiać magię, albo nie. Jeżeli podejdziesz do niej empirycznie, nie będziesz mógł sam siebie oszukać.

Z drugiej jednak strony, drogi Manfredzie K., mam wrażenie, że bardziej interesuje Cię uzyskanie tak zwanej „absolutnej” odpowiedzi. Jesteś prawdopodobnie osobą zorientowaną na mistycyzm – w innym przypadku w ogóle nie zadałbyś swego ostatniego pytania. Muszę więc na to pytanie odpowiedzieć. Tak, oczywiście, ścieżka magiczna może dla niektórych ludzi nie być odpowiednia. Właściwie częściej bywa to regułą niż wyjątkiem. Bez zbytnich przechwałek mogę tu z pewnością stwierdzić, że magowie zawsze byli częścią nielicznego, elitarnego kręgu – pomimo faktu, iż wielu duchownych lubi głosić, że jest wręcz przeciwnie. Jeżeli kiedykolwiek wspomnisz katolickiemu księdzu o ewidentnie szamańskich elementach Komunii Świętej, sakramentów lub innych uświęconych aktów (w tym o nekromancji, duchach „fetyszy”, a nawet o pewnym rodzaju boskiego kanibalizmu zwanym teofagią), na pewno go tym zdenerwujesz. Byłby prawdopodobnie bardzo zszokowany, gdybyś posunął się do porównania magii do „matki”, nie zaś „problematycznego dziecka” (jego) religii.

Magia polega na „robieniu” czegoś, na podejmowaniu działania i byciu aktywnym. Mag przejmuje kontrolę nad swoim przeznaczeniem. Dlatego też osoba uprawiająca magię może być ateistą, chociaż taka sytuacja zdarza się wyjątkowo. Mag usiłuje podbić Królestwo Niebieskie tylko za pomocą swoich rąk. W przeciwieństwie do niego mistyk cechuje się bardziej kontemplacyjną naturą i pokłada wiarę w łaskę Boga (można też powiedzieć, że mistyk jest mniej buntowniczy niż mag oraz że woli być posłuszny. W końcu nie bez powodu „patronem” zachodniej magii jest Lucyfer, niosący światło, wyzywająco krzyczący Non serviam! do swego stwórcy – mistycy uznaliby ten niesłychany czyn za akt niesubordynacji).

Reasumując, postaraj się zapamiętać, że zen i magia wcale nie wykluczają się nawzajem – wręcz przeciwnie! Jeśli na przykład podążasz „aktywną ścieżką zen”, jak podczas ćwiczenia azjatyckich sztuk walki, Twoja głowa wypełniona jest historiami o magicznych zdolnościach mistrzów sztuk walki. Podobnie rzecz się ma z zazen. Istnieje tylko jedna zasada: „Rób, co chcesz, ale rób to dobrze”! Każdy mag powinien się z tym zgodzić, nie sądzisz?

Oczywiście jeśli wolisz medytować niż uprawiać magię, proszę bardzo. Jak już powiedziałam, nie każdy rodzi się, by zostać magiem, zaś ocenianie ludzkich predyspozycji byłoby niepoważne. Żadna ścieżka nie jest lepsza niż inna (ani też bardziej „uświęcona”, „prawdziwa” czy określana jakimś innym głupim przymiotnikiem wymyślonym przez teologów – także ezoterycznych!).

Proszę, nie pytaj mnie, którą ścieżką powinieneś podążać. To naprawdę zależy tylko od Ciebie. W każdym razie już jestem spóźniona na kawę z przyjaciółkami,

Ciocia Klara


CZY NIEKTÓRE STARE ZAKONY SĄ NAPRAWDĘ TAK STARE, JAK TWIERDZĄ ICH CZŁONKOWIE?


Wiele książek na temat magii wspomina o magicznej tradycji tajnych starożytnych stowarzyszeń i bractw, jakie przypuszczalnie istnieją od czasów Atlantydy. Czy tkwi w tym choć ziarno prawdy?

Sigrid T. z A.

Droga Sigrid!

W powyższym stwierdzeniu może tkwić nieco lub nawet dużo prawdy – w zależności od tego, jak na to spojrzeć.

Powiedzmy sobie uczciwie: z punktu widzenia historii większość podobnych stwierdzeń to po prostu kompletna bzdura! Wielu zakonom trudno jest oprzeć się pokusie przystrojenia się w piórka starożytnego pochodzenia zgodnie z przekonaniem, że „stare równa się dobre”. Istnieje na przykład pewna organizacja różokrzyżowców, która zuchwale twierdzi, że Sokrates i Echnaton byli niegdyś jej członkami! Theodor Reuss, który – oprócz wielu innych zajęć – był powszechnie znany z dostarczania fałszywych informacji, przekonał pewnego razu Rudolfa Steinera do nabycia uprawnień pewnego zakonu za 1,5 tysiąca reichsmarek (w tamtych czasach była to kupa pieniędzy!). Dzięki temu nabytkowi Steiner mógł osiągnąć dziesiąty stopień wtajemniczenia O. T. O. i stać się Rex Summus na długo przed tym, jak „Stary Poczciwy 666” Aleister Crowley w ogóle został członkiem tego zakonu!

Nawet Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku miał czelność sfałszować (dość nieudolnie) pewne dokumenty po to, by rzekomo „udowodnić” swą prawdziwość. Jednak młodsze pokolenia członków odbierają tę obsesję wokół prawomocności jako całkiem niedorzeczną. Tacy ludzie często podchodzą dość krytycznie do swego pochodzenia oraz rodzinnych dogmatów i nie uważają już, że wszystko, co stare i przekazywane z pokolenia na pokolenie od razu musi być dobre. Co więcej, posługując się znów przykładem Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku, muszę przyznać, że nawet zakon ze wspaniałymi założeniami może rozlecieć się na kawałki z powodu niepotrzebnych przeszkód, takich jak ujawnienie tego rodzaju oszustw.

W miejsca, gdzie historia danego zakonu nie trzyma się kupy, wymyśla się nieraz opowieści o „duchowym pochodzeniu” czy nawet „reinkarnacji”, by dane stowarzyszenie uchodziło za bardziej znaczące. Tymczasem na potwierdzenie podobnych wymysłów często przytaczane są wątpliwe źródła, takie jak „sekretne archiwa Watykanu”. Zważywszy na to, że państwo papieskie z zasady nigdy temu nie przeczy, metoda ta staje się dość pewna, zwłaszcza jeśli pamiętamy, że zawsze byli, są i będą ludzie skłonni wierzyć w takie rzeczy. Tyle w kwestii niedowierzania historiom o pochodzeniu różnych zakonów.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com