Fraszki - Kochanowski, Jan - ebook
Wydawca: Fundacja Nowoczesna Polska Kategoria: Edukacja Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 96 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Przeczytaj fragment ebooka

Opinie o ebooku Fraszki - Kochanowski, Jan

Fragment ebooka Fraszki - Kochanowski, Jan

Jan Kochanowski

Fraszki

Publikacja zrealizowana w ramach projektu WolneLektury.pl

Na podstawie: Kochanowski, Jan (1530-1584), Dzieła polskie, tom 1, Państwowy Instytut Wydawniczy, wyd. 8, Warszawa, 1976

Ten utwór nie jest chroniony prawem autorskim i znajduje się w domenie publicznej, co oznacza, że możesz go swobodnie wykorzystywać, publikować i rozpowszechniać

[Dedykacja]

Fraszki tym książkom dzieją: kto się puści na nie
Uszczypliwym językiem, za fraszką nie stanie.
 

Księgi pierwsze

Do Baltazera

Nie dziw, żeć głowa, Baltazarze, chora;
Siedziałeś wedle głupiego doktora.
 

Do Chmury[1]

Mówiłem ja tobie, Chmura,
Że przy kuchni bywa dziura;
Aleś mnie ty nie chciał wierzyć,
Wolałeś swym grzbietem zmierzyć.
 

O tymże[2]

Wierzę, od początku świata
Nie były tak suche lata;
Oczy nasze to widziały:
Chmury się w rzekach kąpały.
 

Do gospodyniej

Ciebie zła lwica w ogromnej jaskini
Nie urodziła, moja gospodyni,
Ani swym mlekiem tygrys napawała;
Gdzieżeś się wżdy tak sroga uchowała,
Że nie chcesz baczyć na me powolności
Ani mię wspomóc w mej wielkiej trudności?
O którą samażeś mię przyprawiła,
Że chodzę mało nie tak jako wiła.
Wprawdzie żeć się już nie wczas odejmować;
Ja ciebie muszę rad nierad miłować.
Ty się w tym pomni, masz li mię mieć g’woli
Z mej dobrej chęci czyli po niewoli.
 

Do gościa[3]

Jeśli darmo masz te książki,
A spełna w wacku[4] pieniążki,
Chwalę twą rzecz, gościu–bracie,
Bo nie przydziesz ku utracie;
Ale jesliś dał co z taszki[5],
Nie kupiłeś, jedno fraszki.
 

Do gościa

Nie pieść się długo z mymi książeczkami,
Gościu, boć rzeką: „Bawisz się fraszkami.”
 

Do Hanny

Chybaby nie wiedziała, co znaczy twarz blada
I kiedy kto nie g’rzeczy, Hanno, odpowiada,
Często wzdycha, a rzadko kiedy się rozśmieje
Tedy nie wiesz, że prze cię moje serce mdleje?
 

Do Jakuba

Że krótkie fraszki czynię, to, Jakubie, winisz?
Krótsze twoje nierówno, bo ich ty nie czynisz.
 

Do Jana[6]

Radzę, Janie, daj pokój przedsięwzięciu swemu,
Bo bądź krótko, bądź długo, przedsię przydzie k’temu,
Że się człowiek obaczy, a co mu dziś miło,
To mu będzie za czasem wstyd w oczu mnożyło.
rozkosz, którą teraz tak drogo szacujesz,
Puścisz taniej po chwili, gdy prawdę poczujesz.
A tak, co ma czas przynieść, uprzedź go ty raczej,
Odmień swój bieg, a żagle nakręć w czas inaczej!
Świadomeś słów łaskawych i pięknej postawy,
Zdradę widzisz, znajże więc, co przyjaciel prawy!
A ty, o morska Wenus, chluśni z raz tej paniej,
A pomści się wzdychania i moich z łez na niej!
 

Do Jósta

Wiesz, coś mi winien; miejże się do taszki[7],
Bo cię wnet włożę, Jóstcie, między fraszki!
 

Do Kachny

Pewnie cię moje zwierciadło zawstydzi,
Bo się w nim, Kachno, każdy szpetny widzi.
 

Do Marcina

A więc by ty, Marcinie, przed tym nie ugonił,
Co to siedzi jako wróbl, a oczy zasłonił;
Niech on chwali Żmudzinki, że bywają trwałe;
By miał mądzie jako sam, tedy przedsię małe.
 

Do Mikołaja Firleja

Jesliby w moich książkach co takiego było,
Czego by się przed panną czytać nie godziło,
Odpuść, mój Mikołaju, bo ma być stateczny
Sam poeta, rym czasem ujdzie i wszeteczny.
 

Do Mikołaja Mieleckiego[8]

Nie dar jaki kosztowny, ale co przemogę,
Dam ci parę wirszyków, Mielecki, na drogę:
Boże daj, być się dobrze na wszytkim wodziło,
Byś we zdrowiu oglądał, na co patrzać miło.
Na mię bądź łaskaw, jakoś zawżdy okazował;
Nie był ten łaskaw, kto do końca nie miłował.
 

Do miłości

Chyba w serce, Miłości, proszę, nie uderzaj,
Ale na każdy członek inszy śmiele zmierzaj!
 

Do paniej

Co usty mówisz, byś w sercu myśliła,
Barzo byś mię tym, pani, zniewoliła;
Ale kiedy mię swym miłym mianujesz,
Podobno dawnym zwyczajom folgujesz.
 

Do paniej

Imię twe, pani, które rad mianuję,
Najdziesz w mych rymiech często napisane,
A kiedy będzie od ludzi czytane,
Masz przed inszymi, jesli ja co czuję[9].
 
Bych cię z drogiego marmoru postawił,
Bych cię dał ulać i z szczerego złota
(Czego uroda i twa godna cnota),
Jeszcze bych cię czci trwałej nie nabawił.
 
I mauzolea, i egiptskie grody
Ostatniej śmierci próżne być nie mogą[10];
Albo je ogień, albo nagłe wody,
Albo je lata zazdrościwe zmogą;
 
Sława z dowcipu[11] sama wiecznie stoi,
Ta gwałtu nie zna, ta się lat nie boi.
 

Do paniej

Pani jako nadobna, tak też i uczciwa!
Patrząc na twą wdzięczną twarz, rymów mi przybywa,
Które jeśli się ludziom kiedy spodobają,
Nie więcej mnie, niż tobie, być powinne mają.
 

Do Pawełka

Kiedy żorawie polecą za morze,
Nie bywaj często, Pawełku, na dworze,
Aby na tobie nie poklwali[12] skóry,
Mnimając, żeś ty z Pigmeolów[13] który.
 

Do Pawła

Dobra to, Pawle (możesz wierzyć), szkoła,
Gdzie każą patrzać na poślednie koła.
Człowiek, gdy mu się wedle myśli wodzi,
Mnima, że prosto nie po ziemi chodzi;
Ale nietrwała rozkosz na tym świecie,
Upadnie jako kwiat za kosą lecie.
 

Do Pawła

Pawle, rzecz pewna, u twego sąsiada
Możesz długiego nie czekać obiada,
Bo w mej komorze szczera pajęczyna,
W piwnicy także coś na schyłku wina.
Ale chleb (według przypowieści) z solą
Każę położyć prze cię z dobrą wolą.
Muzyka Muzyka będzie, pieśni też dostanie,
A k’temu płacić nie potrzeba za nie,
Bo się tu ten żmij rodzi tak okwito,
Lepiej daleko niż jęczmień, niż żyto.
Przeto siądź za stół, mój dobry sąsiedzie,
Boś dawno bywał przy takiej biesiedzie,
Gdzie śmiechu więcej niż potraw dawają:
Ale poetom wszytko przepuszczają.
 

Do Pawła Stępowskiego[14]

Sam pannę ściskasz, sam się zakazujesz[15],
Sam w ucho szepcesz, sam, Pawle, całujesz,
Wszytkoś sam zabrał, ani się dasz pożyć[16]
A jeszcze by cię do fraszek nie włożyć?
 

Do Stanisława

Co mi Sybilla prorokuje ninie?
„Źle trzem powiada o jednej pierzynie.”
Znać, Stanisławie, że się ta pieśń była
Mym towarzyszom dobrze w głowę wbiła.
Bom ja sam jeden został z tej drużyny,
Co pociągali na się tej pierzyny.
Oni już tylko legają po parze,
Ja przedsię ziębnę samotrzeć do zarze.
 

Do Walka

Walku mój, tym mię nie rozgniewasz sobie,
Że się me fraszki kiepstwem zdadzą tobie.
Bych ja też w nich był baczył statek jaki,
Wierz mi, nie byłby tytuł na nich taki.
 

Epitafium dziecięciu

Byłem ojcem niedawno, dziś nie mam nikogo,
Co by mię tak zwał, takem w dzieci zniszczał srogo.
Wszytki mi śmierć pożarła; jedno śmierć połknęło,
Haftkę lichą połknąwszy, tak swój koniec wzięło.
 

Epitafium dziecięciu

Ojcze, nade mną płakać nie potrzeba,
Moja niewinność wniosła mię do nieba;
Bodaj tak wiele tobie przyczyniła,
Ile mnie sroga śmierć lat ukrzywdziła.
 

Epitafium Jędrzejowi Żelisławskiemu

W jegoż gospodzie o wieczornej chwili
Żelisławskiego niewinnie zabili
Swowolni ludzie; kto chce słowo miłe
Dać temu grobu, przeklinaj opiłe!
 

Epitafium Kosowi[17]

Z żalem i z płaczem, acz za twe nie stoi,
Mój dobry Kosie, towarzysze twoi
W ten grób twe ciało umarłe włożyli,
Którzy weseli wczora z tobą byli.
Śmierć za człowiekiem na wszelki czas chodzi;
Niech zdrowie, niech nas młodość nie uwodzi,
Bo ani wzwiemy, kiedy wsiadać każą[18],
A tam ani płacz, ani dary ważą.
 

O tymże[19]

Wczora pił z nami, a dziś go chowamy;
Ani wiem, czemu tak hardzie stąpamy?
Śmierć nie zna złota i drogiej purpury,
Mknie po jednemu jako z kojca kury.
 

Epitafium Krysztofowi Sienieńskiemu

Tylko cię tu na ziemię szczęście ukazało,
Dalej cię mieć, Krysztofie, na świecie nie chciało.
Czy to gorzej, czy lepiej? Wy sami widzicie,
Którzy tego i tego świata smak pomnicie.
 

Epitafium Wojciechowi Kryskiemu[20]

Płaczą cię starzy, płaczą cię i młodzi,
Dwór wszystek w czerni prze cię, Kryski, chodzi,
Abowiem ludzkość i dworstwo przy tobie
W jednymże za raz pochowano grobie.
 

Drugie Temuż[21]

Hiszpany, Włochy i Niemce zwiedziwszy,
Królowi swemu cnotliwie służywszy
Umarłeś, Kryski, i leżysz w tym grobie;
Mnieś wielki smutek zostawił po sobie.
A płacz próżny i żałość w tej mierze,
Tym więtszą i płacz, i żałość moc bierze.
 

Epitafium Wysockiemu[22]

Urodziłem się w Prusiech, Wysockim mię zwano,
Umarłem w młodym wieku i tu mię schowano.
U śmierci w tejże cenie młody co i stary,
Napadnie li jej na raz, nie da doróść miary.
 

Na Barbarę[23]

Jakoś mi już skaczesz słabo,
Folguj sobie, miła Barbaro, proszę cię.
 
Czart rozskakał tego swata,
Nie dba nic, choć kto ma lada co przed sobą.
 
Okazuje swoje sztuki,
Alboć nie wie, że masz w Nuremberku[24] towar?
 
Ale ty wżdy nie bądź głupia,
Nieznajomym nie daj dudkować przed sobą.
 
Nie zwierzaj się leda komu,
Nie puszczaj mnichów do dobrego mieszkania
 
.
I kapłanów się wystrzegaj,
Raczej sama zawżdy letanije śpiewaj!
 
A chcesz li mię słuchać dalej,
Moja Barbaro, nie szacuj dobrych ludzi!
 
Zawżdy raczej szukaj zgody,
Niech za cię skacze, kto młotem dobrze robi.
 
Możesz odpruć i te wzorki,
Czyście tak nama z paciorkowym biczykiem.
 
A nie dufaj w żadne czary,
I pod pierzem szpetny staroświetski bieret.
 
Wiedzże, co masz czynić z sobą,
Bo lisi ogon[25] za towar nie uchodzi.
 
A łotrowie, co to widzą,
W oczy pięknie, w kącie szykują swe draby.
 
Domyślajże się ostatka,
Wszakeś już swym dziatkom marcypan rozdała.
 

Na butnego

Już mi go nie chwal, co to przy biesiedzie
Z zwycięstwy na plac i z walkami jedzie;
Takiego wolę, co zaśpiewać może
I co z pannami tańcować pomoże.
 

Na Fortunę[26]

W tym się Fortuny radzić nie potrzeba:
Chowaj swe dobrze, coć Bóg życzył[27] z nieba;
A kiedy będziesz miał pogodę na co,
Łapaj jej z przodku, z tyłu nie masz za co.
 

Na frasowne

Przy jednym szczęściu dwie szkodzie Bóg daje.
Głupi nie widzi, więc Fortunie łaje;
Baczny, co dobrze, to na wirzch wykłada,
A co nie g’myśli, to pilnie przysiada.
 

Na frasownego

Nie frasuj się na sługi, żeć się pożarli;
Trzeźwi słudzy z trzeźwimi pany pomarli.
 

Na gospodarza

Posadziłeś mię wprawdzie nie nagorzej[28],
Ale by trzeba mięsa dawać sporzej;
Przed tobą widzę półmisków niemało,
A mnie się ledwie polewki dostało.
Diabłu się godzi takowa biesiada!
Gościem czy świadkiem ja twego obiada!
 

Na grzebień

Nowy to fortel a mało słychany:
Na śrebrną brodę grzebień ołowiany[29].
 

Na hardego

Nie bądź mi hardym, chociaś wielkim panem,
Jam nie starostą ani kastellanem,
Ale gdy namniej podweselę sobie,
Siła mam w głowie panów równych tobie.
 

Na hardego

Nie chcę w tej mierze głowy psować sobie,
Bych się, mój panie, miał podobać tobie;
Widzę, żeś hardy mnie też na tym mało[30],
Kiedy się tobie tak upodobało.
 

Na kogoś

Wyganiasz psa z piekarniej ba, raczej sam wynidź,
Bo tu jednak masz diabła[31] u kucharek czynić.
 

Na Konrata

Milczycie w obiad, mój panie Konracie;
Czy tylko na chleb gębę swą chowacie?
 

Na łakome

Na umyśle prawdziwe bogactwa zależą;
Pod nim srebro i złoto, i pieniądze leżą;
A temu bogatego imię będzie służyć,
Który szczęścia swojego umie dobrze użyć.
Ale kto ustawicznie leży nad liczmany,
Tylko tego słuchając, gdzie przedajne łany,
Ten równie jako pszczoła plastry w ul układa,
A drugi nic nie robiąc miód gotowy jada.
 

Na matematyka

Ziemię pomierzył i głębokie morze,
Wie, jako wstają i zachodzą zorze;
Wiatrom rozumie[32], praktykuje komu[33],
A sam nie widzi, że ma kurwę w domu.
 

Na Matusza

„Matusz wąsów” lepiej rzec; bo wielką kładziemy
Rzecz pod małą, kiedy „wąs Matuszów” mówiemy.
 

Na miernika

Kiedyście się tych pomiarów tak dobrze uczyli,
Że wiecie, ilekroć koło obróci się w mili,
Zgadnicież mi, wiele razów, niż jeden raz minie,
Magdalena pod namiotem żywym[34] duszą kinie[35].
 

Na młodość

Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli,
Którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli.
 

Na nabożną

Jesli nie grzeszysz, jako mi powiadasz,
Czego się, miła, tak często spowiadasz?
 

Na nieodpowiedną

Odmów, jeślić nie po myśli; daj, masz li dać wolą;
Słuchając słów niepotrzebnych mię uszy bolą.
 

Na niesłowną

Miałem nadzieję, że mi zyścić miano,
Tak jako było z chucią[36] obiecano;
Ale co komu rzecze białagłowa,
Pisz jej na wietrze i na wodzie słowa.
 

Na niesłownego

Powiem ci prawdę, że rad obiecujesz,
A obiecawszy, potym się nie czujesz;
Fraszką by cię zwać, lecz to jeszcze mniejsza:
Jest w moich książkach fraszka stateczniejsza.
 

Na pany

Ciężko mi na te teraźniejsze pany:
Siebie nie baczą, a ganią dworzany.
„W on czas pry czystych zapaśników było,
Szermierzów, gońców, i wspomnieć miło.
A dziś co młodzi pachołcy umieją?
Jedno w się wino jako w beczkę leją.”
Prawda, że wielka w sługach dziś odmiana,
Ale też trudno o takiego pana,
O jakich nam więc starszy powiadali;
Oni się w męstwie, w dzielności kochali,
Dziś leda Żyda z workiem pieprzu wolą
Nie dziw, że rzadko za tarczami kolą.
 

Na pieszczone ziemiany

Gniewam się na te pieszczone ziemiany,
Co piwu radzi szukają przygany.
Nie pij, ci się pierwej będzie chciało,
Tedyć się każde dobrym będzie zdało.
 

Na pijanego

Nie darmo Bakcha[37] z rogami malują,
Bo pijanego i dzieci poczują.
Niech głowa, niech mu służą dobrze nogi
Sama postawa ukazuje rogi[38].
 
WolneLektury.pl

Na poduszkę

Szlachetne płótno, na którym leżało
Owo tak piękne w oczu moich ciało,
Przecz[39] tego smutny u Fortuny sobie
Zjednać nie mogę, aby głowie obie
Pospołu[40] na twym wdzięcznym mchu leżały,
A zobopólnych[41] rozmów używały?
Więcej nie śmiem rzec, bo i tak się boję,
Że z tych słów Zazdrość myśl rozumie moję.