Felix, Net i Nika oraz Pułapka Nieśmiertelności - Rafał Kosik - ebook
Wydawca: Powergraph Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski

Felix, Net i Nika oraz Pułapka Nieśmiertelności ebook

Rafał Kosik

3 (1)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 673 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 20 godz. 28 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Felix, Net i Nika oraz Pułapka Nieśmiertelności - Rafał Kosik

Felix, Net i Nika, warszawscy gimnazjaliści, podczas szkolnej zabawy halloweenowej dostają tajemnicze zadanie od Ponurego Żniwiarza. Co wyniknie z gry, w którą wciągnie przyjaciół? W kim zakocha się samotny dotąd Felix i co ukrywają podziemia Warszawy? Czy nieśmiertelność to dar, czy przekleństwo?

Akcja, humor i ważne pytania. Czwarta część polskiej, bestsellerowej serii dla nastolatków nie zawiedzie Was!

Opinie o ebooku Felix, Net i Nika oraz Pułapka Nieśmiertelności - Rafał Kosik

Cytaty z ebooka Felix, Net i Nika oraz Pułapka Nieśmiertelności - Rafał Kosik

—  Przed chwilą spotkałem dziwnego gościa —  Felix wciąż ściskał w  dłoni czarną kopertę. —  Powiedział, że jest Ponurym Żniwiarzem. —  A  dlaczego ponurym? —  rzucił beztrosko Net. —  Kombajn mu się zepsuł?
Felix ustawiał kartkę pod różnymi kątami, aż ujrzał błyszczące, jakby napisane lakierem bezbarwnym, litery. —  „Oczekujcie więcej” —  przeczytał. —  I  wręczył ci to Ponury Żniwiarz? —  upewnił się Net. —  Pan Śmierć? Taki z  kosą? —  Tak wyglądał. —  Niezły tekst, zważywszy na osobę posłańca —  Net nachylił się nad kartką. —  Oczekujcie więcej… I  pewnie jeszcze napisany krwią? —  Szczerze mówiąc, wolę nie sprawdzać —  mruknął Felix. Złożył kartkę, wsunął do koperty i  z  trudem wepchnął do kieszeni spodni pod tekturową obudowę nogi robota. —  Eee… wyrzućmy to —  nieudolnie próbował bagatelizować Net. —  To pewnie reklama supermarketu: Oczekujcie więcej! 100 g salcesonu świętokrzyskiego gratis. Nie warto sobie zawracać tym głowy.
—  Co właściwie jest za tymi drzwiami? —  zastanowił się robot. —  Komórka techniczna? Podszedł bliżej i  wyciągnął rękę. —  Nie dotykaj klamki… —  głosem skazanego na porażkę poprosił wodnik. —  To ponad moje siły —  robot położył już na niej dłoń. —  Chociaż nie naciskaj… —  To silniejsze ode mnie… —  robot zaczął naciskać klamkę.
Spod ulicy Marszałkowskiej dla widzów programu Niusy czy Niuanse mówiła Ilona Bogucka. Dziękujemy, Ilono… —  Co to za program? —  zapytał Net. —  Wymiot-news? Paw-wiadomości? Haft-fakty? Nika zachichotała, a  Felix tylko uśmiechnął się pod nosem.
Kto to w  ogóle jest? —  zapytał Net, z  obrzydzeniem przyglądając się małemu. —  Bratanek, siostrzeniec? —  Wychodzi na to, że ciocieniec —  odparł Felix. —  A  ja myślałem, że ciocieniec to takie miejsce, gdzie zamyka się wredne ciotki —  odparł Net, zabijając wzrokiem Maxia. —  Masz pod ręką piłę łańcuchową czy coś w  tym stylu?
—  A  ty nie powinieneś już iść spać? —  Net groźnie nachylił się nad ciocieńcem. —  Małe dzieci powinny wcześnie kłaść się spać. Inaczej mózgi im się przeprogramowują. —  Oszukujesz… —  Maxio poświęcił mu sekundę swojej uwagi. —  A  przeprogramować ci mózg? Gdzieś tu jest spawarka…
Faszerowałaś go? —  zapytała dyskretnie. —  A  powinnam? —  odpowiedziała pytaniem mama. —  Niekoniecznie, ale na pewno powinnaś go wypatroszyć przed upieczeniem. —  Wypatroszyć? Masz na myśli?… —  Mama gestem pokazała wyciąganie wnętrzności z  kurczaka. Babcia przytaknęła zdecydowanie. —  Myślisz, że ktoś zauważy? —  wyszeptała mama. Babcia energicznie pokiwała głową. Mama westchnęła i  mruknęła: —  Caban nie zauważy…
Uch… —  mama zasłaniała nos dłonią. —  Zdecydowanie trzeba było go wypatroszyć przed pieczeniem. Powinnam się dokładnie trzymać przepisu. Myślałam, że kurczaki są gotowe do… pieczenia. Specjalnie pytałam sprzedawcę na bazarze, czy jest świeży.
Dzisiejsza impreza to właściwie są obchody z  okazji odzyskania niepodległości przez nasz dom… Znaczy… z  okazji wykopania stąd pasztetowej ciotki. —  To może nazwiemy ją… —  Net spojrzał na piekarnik —  zapiekanka „cebulowa radość po rozstaniu”?
—  Co to było?! —  dopiero teraz wykrzyknął wzburzony Net. —  Niedźwiedź gruntowy?! Bawół mazowiecki? Koniokret? Krokodyl? —  Krokodyle tak nie tupią —  zauważył Felix. —  No, to ten był parzystokopytnym krokodylem! —  Net zacisnął pięści i  spojrzał w  ziemię.
planszą. Układanie zdań okazało się nad wyraz proste. Najpierw ułożyli „Zielony pelikan wypielił rzemiosło”, potem „Krnąbrny Stefan wysycha wczoraj jamnika”, „Ziemiowisko pełne kuromiotów” aż wreszcie „Stołobus zasmaczony wygibaśnie”. Dosyć szybko doszli do wniosku, że nie o  to chodzi.
Drukarka ma niezależny generator językowy —  wyjaśnił robot. — I  czasem mam syndrom obcej drukarki. Ze szczeliny wysunęła się taśma „Albo syndrom obcej głowy. Mózg jest w  brzuchu, a  to bliżej mnie.” — Brzuch mi aspiruje —  robot rozłożył wszystkie ramiona. — Ale jak mu wyjmę rolkę z  taśmą, to się przefrazuje. Dyscyplina musi być. Drukarka wypluła kawałek taśmy z  napisem „Srata tata”.
To był diabeł! —  mówiła kobieta. — Latał nad ulicą! Uczepił się szyldu, potem czarami sprawił, że i  Florek zaczął latać. Jak się zmęczył czynieniem czarów, podłożył bombę za zaworem gazowym. Portret pamięciowy przedstawiał brzydszą wersję Arnolda Schwarzeneggera z  kozimi rogami.
Ściślej mówiąc, był to tylko telefon komórkowy przypięty do potężnego akumulatora. —  Czyli mógł wybuchnąć w  każdej chwili? —  nalegała reporterka. — Niezupełnie —  policjant zaczynał się plątać. — To był tylko telefon i  akumulator. —  Ale to mogło być niebezpieczne? —  No… mpffff… Gdyby kogoś mocno uderzyć tym w  głowę… —  A  więc mogło! —  ucieszyła się reporterka. — Zagrożenie było realne, proszę państwa. Dziękujemy panu porucznikowi.
Przedarli się przez pajęczynę taśm ostrzegawczych —  zapisu rozmów wewnętrznych Roznakina z  ostatniego kwadransa. Zdaje się że zaczął od „Zupełnie nieistotny kawałek podłogi”, przeszedł przez „Taśma ogradzająca zupełnie nieistotny kawałek podłogi” i  „Taśma ogradzająca taśmę ogradzającą zupełnie nieistotny kawałek podłogi”, a  po którymś razie zakończył na „Fatal semantical error: please restart your printer” . Kawałek dalej stał Roznakin i  chichotał metalicznie. — Zawiesiła się! —  wskazał na swój brzuch. — Nareszcie spokój.
OK, już poprawione —  oznajmił Maurycy. —  Są cztery przyciski nawigacyjne. Pierwszy otwiera zdjęcie klasowe, drugi listę uczniów, trzeci to link do takiego małego referatu, który napisaliśmy, o  konieczności rozwoju internetu —  tu spojrzał z  ukosa na Eftepa —  a  czwarty przedstawia plan ewakuacji szkoły na wypadek pożaru. —  Czyli, jak się zacznie palić —  Net szepnął na tyle głośno, że wszyscy usłyszeli —  to najpierw przybiegamy tu i  sprawdzamy, gdzie są najbliższe schody…
—  Co za bzdury… —  Pamiętasz, jak cię opisywała ta baba w  telewizji? —  zapytał Net. — Miałeś świecące na czerwono oczy i  latałeś. Ten opis Bazyliszka ma tyle samo wspólnego z  rzeczywistością. —  Przecież to legenda —  przypomniał Felix. —  Chociaż tak właśnie powstają legendy… Za dwieście lat ludzie będą czytać legendę o  latającym diable warszawskim. —  A  co nam tuptało pod piwnicą szkoły? Mamutant?
Wierszem to powiedz, a  i  tak mnie nie przekonasz. Wiem, że jak się zgodzę i  tam dojdziemy, to zaczniesz mnie namawiać, żebyśmy zajrzeli do środka. A  potem żebyśmy zajrzeli za jeszcze jeden róg, a  tam będą takie fajne schodki z  fikuśną poręczą, które przecież gdzieś prowadzą. Jak już zejdziemy tymi schodkami, to okaże się, że dalej są fajne drzwiczki z  mosiężną klameczką…
Przecież to legenda! —  Owszem. Złota Kaczka jest legendą, ale skarb już może niekoniecznie. —  Stary! —  Net złapał się za głowę. —  Właśnie zwątpiłem w  twój rozsądek. Może lepiej kupmy ponton i  płyńmy szukać skarbów Atlantydy? — 
Od tego czasu Stary Kacper posunął się w  wieku tak bardzo, że nie żyje od dwustu lat —  zaczął tłumaczyć Net. —  Nazwa zmieniała się pewnie z  milion razy: Karczma Łysej Zofii, Oberża Szczerbatego Jakuba, Gospoda Garbatego Zdzicha, Restauracja Grubego McDonalda… Wiem, o  czym myślisz. Ty chcesz tam iść. Ale na szczęście nic z  tego.