Ekstaza Gabriela - Sylvain Reynard - ebook
Wydawca: Akurat Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 547

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 15 godz. 43 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Ekstaza Gabriela - Sylvain Reynard

Po romantycznych wakacjach we Włoszech, podczas których profesor Emerson wprowadzał Julię w tajniki wyrafinowanych, seksualnych rozkoszy, oboje wracają do monotonnego, akademickiego życia. Wkrótce jednak nad głowami wybitnego uczonego i jego młodej kochanki gromadzą się chmury. Profesor staje przed wyborem: walczyć o kobietę, dla której stał się kimś znacznie więcej niż tylko przewodnikiem po świecie zmysłowych doznań, czy podzielić los Dantego i zgodzić się na wygnanie?

Opinie o ebooku Ekstaza Gabriela - Sylvain Reynard

Cytaty z ebooka Ekstaza Gabriela - Sylvain Reynard

Dlaczego pozwalamy ludziom źle traktować dzieci? Dlaczego nie bronimy chorych i słabych? Dlaczego pozwalamy żołnierzom wyciągać naszych sąsiadów z domów, kazać im nosić opaski z gwiazdą i ładować ich do bydlęcych wagonów? To nie Bóg jest zły – to my.
lumpeksu. Na pierwszy rzut oka wyglądała bogato i dobrze. Ale Julia spojrzała drugi raz i zobaczyła coś, czego nie widzieli inni – dziewczynę z małego miasteczka wstydzącą się swych robotniczych korzeni i pragnącą się od
bardzo mnie kochasz. Proszę. Potrzebuję czuć, że mnie pragniesz. Ściągnął brwi. – Oczywiście, że cię pragnę, Julio. Nie chcę cię jedynie wykorzystywać. Nie była typem kobiety, która stawia wiele żądań, a te które stawiała, były niemal zawsze dobre. I niemal zawsze dotyczyły

Fragment ebooka Ekstaza Gabriela - Sylvain Reynard











Sylvain Reynard

Ekstaza Gabriela


Tytuł oryginału: Gabriel’s Rapture

Projekt okładki: Irina Pozniak

Redakcja: Grażyna Muszyńska

Redakcja techniczna: Zbigniew Katafiasz

Konwersja do formatu EPUB: Robert Fritzkowski

Korekta: Julia Celer

Copyright © 2012 by Sylvain Reynard

All rights reserved including the right of reproduction

in whole or in part in any form.

This edition published by arrengement with the Berkeley Publishing

Group, a member of Penguin Group (USA) Inc.

For the cover illustration copyright © iStockphoto.com/pascalgenest

For the cover illustration copyright © iStockphoto.com/egeeksen

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2013

© for the Polish translation by Marcin Mutermilch

ISBN 978-83-7758-365-4

Wydawnictwo Akurat

Warszawa 2013

Wydanie I


Prolog

Florencja, rok 1290

Kartka wypadła na podłogę z drżącej dłoni poety. Siedział nieruchomo kilka minut niby posąg. Potem wstał, głośno zgrzytając zębami, i wzburzony wybiegł z domu, nie zwracając uwagi na meble i delikatne przedmioty, ignorując współmieszkańców.

Była tylko jedna osoba, którą pragnął teraz zobaczyć.

Pospiesznie przemierzał ulice, biegł niemalże, w miarę gdy zbliżał się do rzeki. Stanął na skraju mostu, ich mostu, i przez łzy wypatrywał na brzegu najmniejszego choćby śladu swej ukochanej.

Nigdzie jej nie było.

Nigdy nie wróci.

Jego ukochana Beatrycze zniknęła.


A ja o wtórnym z królestw śpiew ułożę,
Gdzie się duch ludzki z grzesznej myje pleśni,
Gotując stanąć na niebieskim dworze.

Dante Alighieri, Boska Komedia,
Czyściec, Pieśń I, 46.


Rozdział 1

Profesor Gabriel Emerson czytał najświeższe wydanie florenckiej „La Nazione”, siedząc nago na łóżku w swoim apartamencie Palazzo Vecchio w Gallery Hotel Art. Obudził się wcześnie i zadzwonił po obsługę hotelową, ale nie mógł się oprzeć i wrócił do łóżka, by spojrzeć raz jeszcze na śpiącą młodą kobietę. Leżała na boku, cicho oddychając, miała zaróżowione policzki od wpadających przez ogromne okna promieni słonecznych, a w jej uchu skrzył się diamentowy kolczyk.

Zachwycająco pognieciona pościel pachniała seksem i drzewem sandałowym. Spojrzenie jego szafirowych oczu przesunęło się leniwie po nagiej skórze dziewczyny i jej długich ciemnych włosach. Gdy wrócił do lektury, poruszyła się i jęknęła. Zatroskany Emerson odrzucił gazetę.

Uniosła kolana do piersi, zwijając się w kłębek. Mruczała coś pod nosem i Gabriel przysunął się bliżej, by usłyszeć co, lecz nie był w stanie rozróżnić słów.

Nagle jej ciałem wstrząsnął dreszcz, a z ust wyrwał się rozdzierający okrzyk. Wymachiwała rękami, walcząc z okrywającą ją pościelą.

– Julianno? – Delikatnie położył dłoń na jej ramieniu, ale skuliła się i odsunęła od niego.

Zaczęła, mamrocząc, wymawiać jego imię, raz po raz, a w jej głosie słychać było panikę.

– Julio, jestem tutaj – Gabriel podniósł głos. Ponownie wyciągnął rękę w jej stronę, gdy usiadła nagle, głośno łapiąc powietrze.

– Dobrze się czujesz? – Mężczyzna przysunął się bliżej, opanowując pragnienie, by ją objąć. Oddychała nierówno. Podniosła drżącą dłoń do oczu, kiedy badał ją czujnym spojrzeniem.

– Julio?

Po długiej, pełnej napięcia chwili spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.

– Co się stało? – Zmarszczył brwi.

– Miałam koszmar – odparła, przełykając ślinę.

– Czego dotyczył?

– Byłam w lesie za domem twoich rodziców, w Selinsgrove.

– Dlaczego miałabyś śnić o czymś takim? – Gabriel uniósł brwi, aż zetknęły się z ciemnymi oprawkami jego okularów.

Julia zaczerpnęła powietrza, podciągając pościel pod samą brodę. Biała tkanina pochłonęła jej drobną postać i ułożyła się niby obłok na materacu. Dziewczyna przypominała mu ateński posąg.

– Julianno, porozmawiaj ze mną. – Emerson delikatnie przesunął palcami po jej skórze.

– Sen zaczął się cudownie – powiedziała wreszcie. – Kochaliśmy się pod gwiazdami, zasnęłam w twoich ramionach. Kiedy się obudziłam, ciebie nie było. – Skurczyła się pod przenikliwym spojrzeniem jego oczu, ale on nie ustępował.

– Śniło ci się, że kochałem się z tobą, a potem cię zostawiłem? – powiedział to chłodno, by zamaskować niepokój.

– Już raz obudziłam się w sadzie bez ciebie – przypomniała mu cicho.

Ogień w jego brzuchu zgasł natychmiast. Wrócił myślami do owego magicznego wieczoru sześć lat wcześniej, kiedy rozmawiali i obejmowali się niewinnie. Obudził się nazajutrz rano i odszedł, zostawiając śpiącą nastoletnią wówczas dziewczynę samą. Z pewnością jej zdenerwowanie było zrozumiałe i budzące współczucie.

– Kocham cię, Beatrycze. Nie opuszczę cię. Wiesz o tym, prawda? – Odginał jej zaciśnięte palce jeden po drugim i całował ze skruchą.

– Bolałoby bardzo, gdybym miała cię teraz stracić.

Ze zmarszczonym czołem Gabriel objął Julię ramieniem, przyciskając jej policzek do swej piersi. Wspomnienia kłębiły mu się w głowie, gdy wracał pamięcią do tego, co wydarzyło się poprzedniego wieczoru. Po raz pierwszy zobaczył ją nagą i wprowadził w tajniki miłości. Ona podzieliła się z nim swą niewinnością; uznał, że uczynił ją szczęśliwą. Był to z pewnością jeden z najlepszych wieczorów jego życia. Zastanawiał się nad tym przez chwilę.

– Żałujesz wczorajszej nocy? – zapytał.

– Nie. Cieszę się, że byłeś moim pierwszym. Tego chciałam, od kiedy się poznaliśmy.

– To zaszczyt być twoim pierwszym. – Pochylił się, nie spuszczając wzroku z dziewczyny. – Ale chcę być też twoim ostatnim. – Dotknął jej policzka, przesuwając kciukiem po skórze.

Uśmiechnęła się i uniosła wargi na spotkanie jego ust. Zanim zdążył ją objąć, telefon odezwał się dźwiękiem kurantów Big Bena.

– Nie zwracaj na niego uwagi – wyszeptał Gabriel z naciskiem, napierając na jej ciało.

– Myślałam, że ona nie będzie już do ciebie dzwonić. – Spojrzenie Julii pobiegło ku iPhonowi leżącemu na biurku.

– Nie odbieram, więc nie ma to znaczenia. – Uniósł prześcieradło i ukląkł pomiędzy jej nogami. – W moim łóżku istniejemy tylko my.

Szukała wzrokiem jego spojrzenia, gdy ich nagie ciała zetknęły się.

– Nie myłam zębów. – Odwróciła głowę, kiedy Gabriel pochylił się, by ją pocałować.

– Nieważne. – Dotknął ustami jej szyi, wyczuwając językiem przyspieszony puls.

– Chciałabym się najpierw umyć.

– Nie pozwól, by Paulina zniszczyła to, co mamy. – Zirytowany, wsparł się na łokciu.

– Nie robię tego. – Próbowała wyślizgnąć się spod niego, zabierając prześcieradło, ale zdążył je złapać. Spojrzał na nią sponad okularów z łobuzerskim błyskiem w oku.

– Potrzebuję tego prześcieradła, żeby pościelić łóżko.

Jej wzrok przesunął się z białej tkaniny, którą ściskała w dłoni, na jego twarz. Gabriel wyglądał jak pantera gotowa do skoku. Rozejrzała się za częściami garderoby rozrzuconymi po podłodze. Były poza jej zasięgiem.

– O co chodzi? – zapytał, skrywając uśmiech.

Julia zarumieniła się i mocniej chwyciła materiał. On, chichocząc, puścił swój koniec i złapał dziewczynę w ramiona.

– Nie musisz się wstydzić. Jesteś piękna. Gdyby spełniło się moje życzenie, już nigdy nie założyłabyś żadnego ubrania.

Złapał ustami płatek jej ucha, delikatnie dotykając lśniącego klejnotu. Był pewny, że jego przybrana matka, Grace, byłaby szczęśliwa, wiedząc, że jej kolczyki trafiły do Julii. Złożył jeszcze jeden krótki pocałunek na jej szyi, a potem odwrócił się, by usiąść na krawędzi łóżka.

Julia wślizgnęła się do łazienki, ale zdołał jeszcze zobaczyć kuszący zarys jej pleców, gdy, tuż przed drzwiami, odrzuciła prześcieradło, którym była owinięta.

Szorując zęby, myślała o tym, co się wydarzyło. Seks z Gabrielem był niezwykle emocjonującym doświadczeniem i jeszcze teraz jej serce drżało na samo wspomnienie. Nie było to zaskakujące, biorąc pod uwagę ich wspólną historię. Pragnęła go od czasu, gdy spędzili w jabłoniowym sadzie romantyczną noc, po której Julia obudziła się sama. Gabriel zapomniał o niej, pogrążając się w alkoholowo-narkotykowym nastroju. Minęło sześć długich lat, zanim zobaczyła go ponownie, a on jej nie poznał.

Kiedy spotkała go pierwszego dnia seminarium magisterskiego na Uniwersytecie w Toronto, był atrakcyjny, lecz zimny, niczym odległa gwiazda. Nie przypuszczała wtedy, że zostanie jego kochanką. Nie uwierzyłaby, że ten porywczy i arogancki profesor odwzajemni jej uczucie.

Istniało tyle rzeczy, o których wcześniej nie miała pojęcia. Seks był jedną z tych rzeczy. Doznała zazdrości, jakiej nie doświadczyła nigdy dotąd. Myśl o Gabrielu robiącym to, co robili ze sobą, z jakąś inną kobietą, a w jego przypadku raczej z wieloma innymi kobietami, była dla niej torturą.

Julia wiedziała, że jego romanse były inne od tego, co łączyło ich oboje – że w tych związkach nie było głębszego uczucia. A jednak rozbierał tamte kobiety, widział je nagie, wchodził w nie. Ile z nich pragnęło go potem? Paulina. Ona i Gabriel pozostawali w kontakcie już długo po tym, jak wspólnie poczęli i stracili dziecko.

Nowe seksualne doznania pozwoliły Julii spojrzeć inaczej na jego przeszłość i myśleć o Paulinie z większym współczuciem. Teraz bała się jeszcze bardziej, że mogłaby stracić Gabriela na rzecz jej albo jakiejś innej kobiety.

Chwyciła krawędź toaletki, czując, jak zalewa ją fala niepewności. Gabriel kochał ją; wierzyła w to. Ale był też dżentelmenem, który nigdy nie przyznałby się do tego, że ich związek nie satysfakcjonuje go w pełni. A co z jej własnym zachowaniem? Zadawała pytania i mówiła, podczas gdy większość kochanków zapewne milczałaby. Uczyniła naprawdę niewiele, aby go zadowolić, a kiedy próbowała, powstrzymywał ją.

Przypomniały jej się słowa byłego chłopaka, wwiercające się krzykiem w jej umysł niczym klątwa:

Jesteś oziębła.

Będziesz kiepska w łóżku.

Odwróciła wzrok od lustra, zastanawiając się, co mogłoby się stać, gdyby Gabriel nie był z niej zadowolony. Widmo seksualnej zdrady podniosło złowrogi łeb, ożywiając wspomnienie Simona w łóżku z jej współlokatorką.

Wyprostowała się. Jeżeli przekona Gabriela, by okazał cierpliwość i uczył ją, była pewna, że zdoła go zadowolić. Kochał ją. Da jej szansę. Należała do niego, tak jakby wypalił swe imię na jej skórze.

Wchodząc do sypialni, Julia zauważyła, jak znika za drzwiami prowadzącymi na taras. Na biurku stał piękny purpurowy wazon z kolorowymi irysami. Inny kochanek zamówiłby czerwone róże, ale nie Gabriel.

Otworzyła liścik zatknięty wśród kwiatów:

Moja najdroższa Julianno,

dziękuję ci za Twój bezgraniczny dar.

Jedynym, co posiadam wartościowego, jest moje serce.

Należy ono do Ciebie.

Gabriel

Przeczytała liścik dwukrotnie, czując, jak w jej sercu wzbiera uczucie miłości i ulgi. Nie były to słowa mężczyzny niezaspokojonego lub rozczarowanego. Wyglądało na to, że nie podzielał jej obaw, jakiekolwiek by nie były.

Gabriel, bez okularów i koszulki, opalał się na materacu. Patrząc na jego dwumetrowe muskularne ciało, Julia miała wrażenie, że nawiedził ją sam Apollo. Wyczuł jej obecność; otworzył oczy i zachęcił ją, żeby usiadła mu na kolanach. Zrobiła to, a on objął ją i pocałował namiętnie.

– Hej, ziemia do Julii – mruknął, zdejmując jej zagubioną rzęsę z policzka. Przyjrzał się uważnie twarzy dziewczyny. – Co się stało?

– Nic. Dziękuję za kwiaty. Są piękne.

– Proszę bardzo. Ale wyglądasz na zaniepokojoną. Chodzi o Paulinę? – Musnął wargami jej usta.

– Jestem zła, że do ciebie dzwoni, ale nie o to chodzi. – Jej twarz pojaśniała. – Dziękuję ci za liścik. Było w nim to, co tak bardzo chciałam usłyszeć.

– Cieszę się. – Uścisnął ją mocniej. – Powiedz mi, co cię trapi.

– Czy wczoraj dostałeś wszystko, czego oczekiwałeś? – Przez chwilę bawiła się paskiem szlafroka, a potem ujęła jego dłoń. Spojrzała na niego.

– Dziwne pytanie. – Gabriel odetchnął gwałtownie, zaskoczony.

– Wiem, że dla ciebie to nie było to. Nie byłam zbyt… aktywna.

– Aktywna? O czym ty mówisz?

– Nie robiłam wiele, by cię zadowolić. – Spłonęła rumieńcem.

– Zadowoliłaś mnie ogromnie. Wiem, że byłaś zdenerwowana, ale przeżyłem wspaniałe chwile. Należymy do siebie – w każdym sensie. Co jeszcze cię niepokoi? – Pogłaskał czubkiem palca jej zarumieniony policzek.

– Zażądałam, żebyśmy zamienili się miejscami, kiedy wolałeś, żebym była na górze.

– Nie zażądałaś, raczej poprosiłaś. Szczerze, Julianno, chciałbym usłyszeć, jak czegoś ode mnie żądasz. Chciałbym wiedzieć, że pragniesz mnie tak samo desperacko jak ja ciebie. – Rozluźnił się i zarysował w powietrzu kilka kółek wokół jej piersi. – Marzyłaś, by twój pierwszy raz był taki, a nie inny. Ja chciałem ci to ofiarować, ale czułem niepokój. A co, jeżeli nie jest ci dobrze? Jeżeli nie jestem wystarczająco ostrożny? Wczorajsza noc dla mnie także była pierwszą.

Wypuścił ją z ramion, by podać jej śniadanie – kawę latté i tacę z jedzeniem. Były na niej: ciastka i owoce, tosty i krem orzechowo-czekoladowy, jajka na twardo i ser, a także kilka pralinek Bacio Perugina, które boy, zachęcony sutym napiwkiem, pobiegł kupić podobnie jak ekstrawagancko wyglądający bukiet irysów w parku botanicznym Giardino dell’Iris.

– Zamówiłeś ucztę. – Julia odwinęła czekoladkę i zjadła ją, przymykając oczy na znak odczuwanej przyjemności.

– Obudziłem się dziś rano głodny jak wilk. Poczekałbym na ciebie, ale… – Potrząsnął głową, sięgnął po winogrono i wycelował w Julię z łobuzerskim błyskiem w oku. – Otwórz usta.

Posłuchała go, a on włożył jej do ust winogrono, kusicielsko przeciągając palcem po jej dolnej wardze.

– Bardzo proszę, musisz to wypić. – Podał jej kieliszek wody sodowej z sokiem żurawinowym.

– Jesteś nadopiekuńczy. – Julia przewróciła oczami.

– Tak się zachowuje mężczyzna, który jest zakochany i chce, żeby jego ukochana była zdrowa, aby mogli się kochać bez końca. – Potrząsnął głową i mrugnął do niej szelmowsko.

– Nie będę pytać, skąd znasz się na takich sprawach. Daj mi to. – Chwyciła kieliszek i opróżniła zawartość do dna. Spojrzała na Gabriela, gdy ten zachichotał.

– Jesteś zachwycająca.

Pokazała mu język, po czym nałożyła sobie jedzenie.

– Jak się czujesz? – zapytał z wyrazem troski na twarzy.

– W porządku. – Julia przełknęła kawałek sera Fontina.

Zacisnął usta, jakby ta odpowiedź mu się nie spodobała.

– Fizyczna miłość zmienia relacje między mężczyzną a kobietą – stwierdził.

– Hm, nie jesteś zadowolony z powodu tego, co zrobiliśmy? – Jej zaróżowione policzki zbladły nagle.

– Oczywiście, że jestem zadowolony. Próbuję się tylko dowiedzieć, czy ty też. A po tym, co dotąd powiedziałaś, martwię się, że nie.

– Kiedy byłam na studiach, koleżanki z akademika zbierały się czasami i rozmawiały o swoich chłopakach. Któregoś wieczora zaczęły opowiadać o swym pierwszym razie. – Julia skubała brzeg szlafroka, unikając badawczego wzroku Gabriela. – Tylko niektóre miały dobre wspomnienia. – Przygryzła koniuszek palca. – Pozostałe historie były straszne. Jedna dziewczyna była molestowana jako dziecko. Kilka zostało zmuszonych do seksu przez narzeczonego lub chłopaka, z którym poszły na randkę. A kilka stwierdziło, że ich pierwszy raz był zupełnym nieporozumieniem – chłopak sapał głośno i szybko skończył. Myślałam, że jeżeli to wszystko, na co mogę liczyć, wolę pozostać dziewicą.

– To straszne.

Julia utkwiła wzrok w tacy z jedzeniem.

– Chciałam być kochana. Postanowiłam, że wolę czysty platoniczny związek od relacji seksualnej. Wątpiłam, bym kiedykolwiek znalazła kogoś, kto dałby mi jedno i drugie. Simon z pewnością mnie nie kochał. Teraz jestem w związku z bogiem seksu i nie mogę dać mu tej przyjemności, jaką on daje mnie.

Gabriel uniósł brwi.

– Bogiem seksu? Mówiłaś to już wcześniej, ale wierz mi, nie jestem…

Uciszyła go i spojrzała mu prosto w oczy.

– Ucz mnie. Wiem, że ostatnia noc nie była dla ciebie tak satysfakcjonująca jak zwykle, ale obiecuję, że jeżeli będziesz cierpliwy, poprawię się.

– Chodź tutaj. – Gabriel zaklął pod nosem. Przyciągnął ją ku sobie i objął. Milczał przez chwilę, a potem głośno westchnął.

– Zakładasz, że moje dotychczasowe doświadczenia seksualne były całkowicie satysfakcjonujące, ale to nieprawda. Dałaś mi to, czego nigdy wcześniej nie miałem – miłość i seks jednocześnie. Jesteś moją jedyną kochanką w prawdziwym tego słowa znaczeniu.

– Oczekiwanie na kobietę i jej urok są dla tego doświadczenia kluczowe. Z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że twoje powaby i moje oczekiwania były nieporównywalne z wszystkim, co dotąd znałem. Dodaj do tego doświadczenie pierwszego seksu w życiu… Brak mi słów. – Pocałował ją delikatnie na znak, że mówi poważnie.

Julia skinęła głową, ale coś w tym geście zaniepokoiło go.

– Przyrzekam, że ci nie kadzę. – Umilkł, jakby starannie rozważał to, co miał zamiar powiedzieć. – Ryzykując oskarżenie o bycie neandertalczykiem, powinienem zapewne wyznać, że twoja niewinność jest ogromnie pociągająca. Myśl o tym, że to ja mógłbym cię uczyć seksu… że ktoś tak skromny może być jednocześnie tak namiętny… – urwał, przyglądając się jej uważnie. – Mogłabyś stać się bardziej biegła w sztuce miłości, ucząc się nowych sztuczek i pozycji, ale nie staniesz się bardziej atrakcyjna albo seksualnie pociągająca. Nie dla mnie.

Julia nachyliła się i pocałowała go.

– Dziękuję za tak troskliwe zajęcie się mną ostatniej nocy – wyszeptała, a jej policzki spłonęły różem.

– Co do Pauliny, załatwię to. Proszę, przestań o niej myśleć.

– Opowiesz mi o swoim pierwszym razie? – Julia skupiła się ponownie na jedzeniu, pokonując pokusę, by odpowiedzieć przekornie.

– Wolałbym nie.

Zajęła się ciastkiem, próbując wymyślić bezpieczniejszy temat. Od razu przyszły jej do głowy ekonomiczne problemy Europy.

– Pamiętasz Jamie Roberts? – Gabriel potarł dłońmi oczy, zasłaniając je na chwilę. Wiedział, że łatwo może skłamać, jednak po tym, co mu dała, Julia zasługiwała na to, by poznać jego sekrety.

– Oczywiście.

– Z nią straciłem dziewictwo. – Opuścił dłonie.

Julia uniosła brwi. Jamie i jej dominująca matka nigdy nie były dla niej zbyt miłe, zawsze czuła do nich awersję. Nie miała pojęcia, że konstabl Roberts, prowadząca śledztwo w sprawie Simona który miesiąc wcześniej napadł na Julię, była pierwszą kochanką Gabriela.

– Nie było to jakieś wielkie doświadczenie – powiedział cicho. – Rzekłbym nawet, że z gatunku tych, które zostawiają blizny. Nie kochałem jej. Było oczywiście wzajemne przyciąganie, ale nie było prawdziwego uczucia. Chodziliśmy do liceum w Selinsgrove. Jednego roku siedzieliśmy razem na historii. – Wzruszył ramionami. – Flirtowaliśmy i spędzaliśmy miło czas po szkole i wreszcie…

– Jamie była dziewicą, ale skłamała i powiedziała, że nie jest. W ogóle nie zwracałem uwagi na to, co mówi. Byłem głupim samolubem. – Zaklął. – Powiedziała, że nie bolało bardzo, ale była krew. Czułem się jak zwierzę, odtąd zawsze tego żałowałem. – Gabriel skulił się i Julii wydawało się, że dostrzega emanujące z niego poczucie winy. Od jego opowieści zrobiło jej się niemal niedobrze, ale z drugiej strony sporo ona wyjaśniała.

– To straszne. Tak mi przykro. – Uścisnęła jego dłoń. – To dlatego wczoraj byłeś taki strapiony?

Skinął głową.

– Zwiodła cię.

– Nie ma usprawiedliwienia dla mojego zachowania, przed czy po. – Odchrząknął. – Uważała, że jesteśmy w związku, ale ja nie byłem zainteresowany. To oczywiście pogarszało sprawę. Awansowałem z bycia zwierzęciem na bycie zwierzęciem i zarazem dupkiem. Po latach spotkałem ją w Święto Dziękczynienia i poprosiłem o wybaczenie. Była niezwykle wspaniałomyślna.

– Zawsze czułem się winny tego, że źle ją potraktowałem. Od tego czasu trzymam się z dala od dziewic. – Przełknął głośno ślinę. – To znaczy trzymałem się aż do wczoraj.

– Myśli się, że pierwszy raz ma być słodki, lecz rzadko tak jest. Kiedy ty wczoraj martwiłaś się o mnie, ja martwiłem się o ciebie. Może byłem nadopiekuńczy, zbyt ostrożny, ale nie zniósłbym zranienia ciebie.

– Byłeś bardzo delikatny i bardzo szczodry. Zaznałam rozkoszy, jakiej wcześniej nie dane mi było doświadczyć, a to dlatego, że kochałeś mnie nie tylko ciałem. Dziękuję ci. – Julia odstawiła śniadanie i pogłaskała go po twarzy.

Pocałował ją mocno, jakby na potwierdzenie wypowiedzianych słów. Julia zamruczała, gdy przesunął dłońmi po jej włosach, objęła jego szyję. Gabriel opuścił ręce i z wahaniem rozsunął poły jej szlafroka. Podniósł głowę, spoglądając pytająco.

Julia skinęła głową.

– Jak się czujesz? – Zaczął od całowania karku, następnie chwycił wargami płatek jej ucha.

– Wspaniale – szepnęła, kiedy jego usta z powrotem skupiły się na jej szyi.

– Boli cię? – Przesunął się, by móc widzieć twarz Julii; jego dłoń spoczęła na podbrzuszu dziewczyny.

– Trochę.

– A więc powinniśmy zaczekać.

– Nie!

– Czy to, co powiedziałaś wczoraj o kochaniu się tutaj, było na poważnie? – Zaśmiał się, a jego usta wygięły się w charakterystycznym uwodzicielskim uśmiechu.

Jego głos tak ją rozpalił, że zadrżała, ale odwzajemniła uśmiech, owijając jego włosy wokół palców i przyciągając go do siebie. Rozsunął poły jej szlafroka i zaczął badać krągłości obiema dłońmi, a potem pochylił się, by pocałować jej piersi.

– Dzisiaj rano byłaś nieśmiała. – Odcisnął nabożny pocałunek nad sercem dziewczyny. – Co się zmieniło?

– Zapewne zawsze będę nieco nieśmiała w kwestii nagości. Ale chcę ciebie. Chcę, żebyś patrzył mi w oczy i mówił, że mnie kochasz, kiedy będziesz we mnie wchodził. Zapamiętam to na całe życie. – Dotknęła zarysu dołeczka w jego brodzie.

– Będę ci o tym przypominał – szepnął.

– Zimno ci? – Zdjął jej szlafrok i ułożył kochankę na plecach.

– Nie, gdy mnie obejmujesz – odparła cicho z uśmiechem. – Nie wolałbyś, żebym tym razem to ja była na górze? Chciałabym spróbować.

– Ktoś mógłby cię zobaczyć, kochanie. A na to nie mogę pozwolić. Nikt poza mną nie ma prawa oglądać tego cudownego ciała. – Szybko zrzucił szlafrok, bokserki i położył się na niej, ujmując w dłonie jej twarz.

– Chociaż sąsiedzi i przechodnie będą mogli cię usłyszeć… w ciągu najbliższej godziny… – Zachichotał, gdy nabrała gwałtownie powietrza, a dreszcz rozkoszy przebiegł jej ciało od stóp do głów.

– Chcę sprawdzić, ile razy zdołam cię zadowolić, zanim nie będę mógł się już dłużej powstrzymywać. – Pocałował, odgarniając włosy z twarzy Julii.

– To mi się podoba. – Uśmiechnęła się.

– Mnie też. A teraz chciałbym cię usłyszeć.

Błękitne niebo zarumieniło się, widząc tę namiętną miłość, a florenckie słońce uśmiechnęło się, ogrzewając kochanków swym blaskiem. Kawa i mleko na stoliku obok wystygły, urażone tym, że je zignorowano.

Po krótkiej drzemce Julia skorzystała z laptopa od Gabriela, by napisać maila do ojca. W skrzynce odbiorczej czekały na nią dwie ważne wiadomości. Pierwsza była od Rachel:

Julku!

Jak się masz?

Czy mój brat zachowuje się odpowiednio?

Spałaś z nim już?

Tak, wiem, że to ZUPEŁNIE niestosowne pytanie, ale pomyśl, gdybyś spotykała się z kimś innym, już byś mi o tym powiedziała.

Nie dam Ci żadnej rady. Próbuję nie myśleć o tym zbyt wiele.

Daj mi tylko znać, że jesteś szczęśliwa, a on traktuje Cię odpowiednio.

Aaron przesyła najlepsze pozdrowienia.

Kocham Cię,

Rachel

PS Scott ma nową przyjaciółkę. Nie chce zbyt wiele o niej mówić, więc nie wiem, jak długo ze sobą chodzą. Wciąż go proszę, żeby mi ją przedstawił, ale odmawia. Może ona jest wykładowczynią?

Julia zachichotała, zadowolona, że Gabriel jest pod prysznicem i nie czyta jej przez ramię. Zirytowałby się na siostrę za tak osobiste pytania. Zastanowiła się nad odpowiedzią, a potem wystukała na klawiaturze:

Cześć Rachel,

hotel jest piękny. Gabriel jest dla mnie bardzo dobry i podarował mi diamentowe kolczyki Waszej matki. Wiedziałaś o tym?

Czuję się z tego powodu winna, więc powiedz mi, jeżeli uważasz, że to nie w porządku.

Co zaś do Twojego drugiego pytania…

Tak.

Gabriel traktuje mnie dobrze i jestem BARDZO szczęśliwa.

Pozdrów Aarona ode mnie.

Cieszę się na nasze spotkanie bożonarodzeniowe.

Kocham,

Julia

PS Mam nadzieję, że dziewczyna Scotta jest wykładowczynią. Gabriel będzie miał używanie do końca życia.

Druga wiadomość była od Paula. Można było wyczytać z niej, że marniał z tęsknoty za nią, ale był też wdzięczny, że Julia pielęgnowała ich przyjaźń. Wolał przemilczeć własne pragnienia, niż stracić ją na dobre. I musiał przyznać, że cała promieniała od czasu, kiedy zaczęła się spotykać ze swoim chłopakiem Owenem.

(Chociaż nie odważyłby się tego napisać).

Hej Julio,

szkoda, że nie było okazji pożegnać się przed Twoim wyjazdem.

Mam nadzieję, że będziesz miała udane święta.

Mam dla Ciebie prezent.

Dasz mi swój adres w Pensylwanii, żebym mógł go wysłać?

Jestem z powrotem na farmie i próbuję znaleźć czas na pisanie pracy pomiędzy rodzinnymi spotkaniami a pomaganiem ojcu.

Powiedzmy, że w moim dziennym grafiku sporo miejsca zajmuje nawóz…

Czy chciałabyś coś z Vermontu?

Może własnego cielaczka?

Wesołych Świąt,

Paul

PS Słyszałaś, że Emerson zaakceptował konspekt pracy magisterskiej Christy Peterson? Wygląda na to, że adwent to naprawdę czas cudów.

Julia wpatrywała się w ekran, raz po raz przebiegając wzrokiem treść postscriptum. Nie była pewna, co o tym myśleć. Doszła do wniosku, że Gabriel mógł przyjąć konspekt Christy, dlatego że ta mu zagroziła.

Nie chciała myśleć o czymś tak nieprzyjemnym na wakacjach, ale wiadomość nie dawała jej spokoju. Wystukała krótką odpowiedź, podając Paulowi adres, a potem napisała do ojca, żeby powiedzieć, iż Gabriel traktuje ją jak księżniczkę. Zamknęła laptopa i westchnęła.

– A cóż to się dzieje? – usłyszała głos Gabriela.

– Myślę, że przez resztę podróży nie będę sprawdzać poczty.

– Dobry pomysł.

Odwróciła się. Stał przed nią, jeszcze mokry po prysznicu, ze zmierzwionymi włosami i z białym ręcznikiem wokół bioder.

– Jesteś piękny – wyrzuciła z siebie, nie zastanawiając się.

– Panno Mitchell, czyżby kręcili panią mężczyźni w ręczniku? – Zaśmiał się i przyciągnął ją do siebie.

– Być może jest to tylko jeden konkretny mężczyzna.

– Dobrze się czujesz? – Uniósł brwi w geście oczekiwania, a na jego twarzy odbiło się pragnienie.

– Odczuwam lekki dyskomfort, ale było warto.

– Musisz mi powiedzieć, jeżeli sprawiam ci ból, Julianno. Nie ukrywaj takich rzeczy przede mną. – Jego oczy zwęziły się.

– To nie ból, Gabrielu, jedynie dyskomfort. Nie zwróciłam na niego uwagi w trakcie, ponieważ myślałam wtedy o czym innym – a właściwie o kilku innych rzeczach. Bardzo mnie rozpraszałeś. – Przewróciła oczami.

– Musisz zacząć pozwalać mi rozpraszać cię pod prysznicem. Znudziły mi się samotne kąpiele. – Uśmiechnął się i cmoknął ją w szyję.

– Dobry pomysł. A ty jak się czujesz?

– Zastanówmy się… głośny, namiętny seks z moją ukochaną najpierw pod dachem, potem pod gołym niebem… Tak, powiedziałbym, że czuję się wspaniale. – Udawał, że zastanawia się nad odpowiedzią.

– Obiecuję, że nie zawsze będziesz odczuwała dyskomfort. Z czasem twoje ciało nauczy się mnie rozpoznawać. – Tkanina jej szlafroka była wilgotna od kropli wody z jego skóry.

– Już cię rozpoznaje. I tęskni za tobą – wyszeptała.

Gabriel odsunął kołnierz szlafroka dziewczyny i pocałował ją w ramię. Uścisnął ją lekko, podszedł do łóżka, wyjął opakowanie proszków przeciwbólowych i podał Julii.

– Muszę pędzić do Uffizi na spotkanie, a potem odebrać nowy garnitur u krawca. – Wyglądał na zatroskanego. – Nie będzie ci przeszkadzało, jeśli pójdziesz kupować sukienkę sama? Towarzyszyłbym ci, ale przez to spotkanie mam niewiele czasu.

– Ależ skąd.

– Jeżeli będziesz gotowa za pół godziny, możemy wyjść razem.

Weszła za nim do łazienki, zapominając o Chriście i Paulinie.

Po prysznicu stanęła przed jedną z toaletek, susząc sobie włosy. Gabriel stał przy drugiej. Spoglądała na niego raz po raz, obserwując, jak z wojskową precyzją przygotowuje się do golenia. Wreszcie zrezygnowała z prób nałożenia szminki i po prostu patrzyła, oparta o umywalkę.

Gabriel, wciąż tylko z ręcznikiem zawieszonym nisko na biodrach, pieczołowicie się golił. Jego lśniące szafirowe oczy za czarnymi oprawkami okularów były zmrużone w skupieniu, wilgotne włosy miał nienagannie uczesane.

Julia skryła uśmiech na myśl o jego perfekcjonizmie. Gabriel najpierw rozmieszał mydło na gęstą pianę za pomocą pędzla z czarnym drewnianym trzonkiem, a następnie, namydliwszy twarz, zabrał się do golenia, używając staromodnej maszynki z żyletką.

(Dla niektórych profesorów uniwersytetu jednorazówka zwyczajnie nie jest dość dobra).

– Co takiego? – Odwrócił się, spostrzegłszy, że Julia niemalże pożera go wzrokiem.

– Kocham cię.

– Ja też cię kocham, skarbie. – Wyraz jego twarzy złagodniał.

– Jesteś pierwszym nie-Brytyjczykiem, jakiego znam, który używa tego określenia.

– To nieprawda.

– Jak to?

– Richard zwykł zwracać się tak do Grace. – Spojrzał na nią smutno.

– Richard jest staromodny, w najlepszym tego słowa znaczeniu. – Uśmiechnęła się. – Ogromnie mi się podoba, że ty też taki jesteś.

– Nie jestem aż taki staromodny, bo inaczej nie kochałbym się z tobą namiętnie pod gołym niebem. I nie fantazjował o zapoznaniu cię z niektórymi z moich ulubionych pozycji z kamasutry. – Gabriel prychnął i wrócił do golenia. – Ale jestem pretensjonalnym starym bykiem i okropnie się ze mną mieszka. Będziesz musiała mnie ujarzmić. – Puścił do niej oko.

– A jak mam tego dokonać, profesorze Emerson?

– Nigdy nie odchodź… – urwał i odwrócił się, by na nią spojrzeć.

– Ja bardziej martwię się, że mogłabym stracić ciebie.

– A więc nie masz się o co martwić. – Pochylił się i pocałował ją w czoło.


Rozdział 2

Julia wyszła z sypialni, czując lekkie zdenerwowanie. Gabriel zapłacił z góry za jej zakupy w miejscowym butiku Prady. Wybrała szafirową taftową kreację bez rękawów z dekoltem w szpic, plisowaną u dołu. Przypominała jej suknię, jaką Grace Kelly nosiła w latach pięćdziesiątych. Pasowała idealnie.

Jednak szefowa butiku zasugerowała, by unowocześnić jej wygląd za pomocą akcesoriów, więc Julia dobrała elegancką kopertówkę ze srebrnej skóry i parę pomarańczowych skórzanych szpilek, które wydały jej się niebezpiecznie wysokie. Zestawu dopełniał czarny kaszmirowy szal.

Teraz pełna wahania stała w salonie. Jej oczy błyszczały. Długie, lekko kręcone włosy spływały na plecy. Miała na sobie diamentowe kolczyki Grace i sznur pereł.

Gabriel siedział na kanapie, wprowadzając ostatnie poprawki do tekstu wykładu. Ujrzawszy dziewczynę, zdjął okulary i wstał.

– Wyglądasz oszałamiająco. – Pocałował ją w policzek i obrócił, by móc podziwiać jej suknię. – Podoba ci się?

– Jest wspaniała. Dziękuję ci, Gabrielu. Wiem, że kosztowała fortunę.

Przeniósł wzrok na jej buty.

– Coś nie tak? – Zamrugała.

Odchrząknął, nie przestając wpatrywać się w jej stopy.

– Hm… twoje buty… one są… ach… – urwał.

– Ładne. Nieprawdaż? – Zachichotała.

– O wiele więcej niż ładne – odparł nieco ochrypłym głosem.

– Cóż, profesorze Emerson, jeżeli spodoba mi się pański wykład, być może będę je nosić po tym, jak…

Gabriel poprawił krawat i uśmiechnął się łobuzersko. – W porządku, dopilnuję, by spodobał się pani mój wykład, panno Mitchell. Nawet jeżeli będę musiał wygłosić go osobiście, w łóżku. I to nie w mojej sypialni, tylko w naszej – podkreślił.

Zarumieniła się, a on przyciągnął ją ku sobie i objął.

– Musimy iść – powiedział, całując jej włosy.

– Poczekaj. Mam dla ciebie prezent. – Zniknęła na moment i wróciła z niewielkim pudełkiem ozdobionym znakiem firmowym Prady.

– Nie musiałaś tego robić. – Gabriel wyglądał na zaskoczonego.

– Chciałam.

Uśmiechnął się i ostrożnie uniósł wieczko. Wyjął bibułkę i znalazł w środku jedwabny szafirowy krawat w lekki wzorek.

– Podoba mi się. Dziękuję. – Pocałował ją w policzek.

– Pasuje do mojej sukni.

– Teraz wszyscy będą wiedzieli, że należymy do siebie. – Ściągnął swój zielony krawat, cisnął go na stolik i zaczął zawiązywać podarunek od Julii.

Nowy garnitur Gabriela został uszyty przez jego ulubionego miejscowego krawca. Był czarny, jednorzędowy, z rozcięciami po bokach. Dziewczynie niezmiernie się podobał, ale jeszcze bardziej podobała jej się atrakcyjna postać, którą okrywał.

Nie ma nic bardziej seksownego niż mężczyzna zakładający krawat, pomyślała.

– Mogę? – zaproponowała, gdy bezradnie rozglądał się w poszukiwaniu lustra.

Skinął głową i pochylił się, kładąc dłonie na jej biodrach. Poprawiła mu krawat i odwróciła kołnierzyk, a jej dłonie przesunęły się po rękawach marynarki i zatrzymały na mankietach.

– Poprawiłaś mi krawat, kiedy zabrałem cię do Antonio’s. Siedzieliśmy wtedy w aucie. – Spojrzał na nią dziwnie.

– Pamiętam.

– Nie ma nic seksowniejszego niż kobieta, którą kochasz, poprawiająca ci krawat. – Ujął jej dłonie. – Zrobiliśmy wielki postęp od tamtej pierwszej nocy.

Julia wyprostowała się, by go pocałować, uważając, żeby nie pobrudzić przy tym szminką jego ust.

– Nie wiem, jak uda mi się dzisiaj wieczorem utrzymać z dala od ciebie florenckich amantów. Musisz cały czas być bardzo blisko mnie. – Nachylił głowę i przysunął usta do jej ucha.

Zapiszczała, gdy ją uniósł, żeby w końcu porządnie ją pocałować. W rezultacie ona musiała poprawić sobie makijaż, a oboje jeszcze raz przejrzeć sie w lustrze przed wyjściem z pokoju.

Gabriel trzymał ją za rękę przez całą drogę do Uffizi i nie puścił, kiedy szli po schodach na drugie piętro, prowadzeni przez dość pękatego jegomościa w czarnym krawacie w tureckie wzory, który przedstawił się jako Lorenzo, osobisty asystent dottore Vitaliego.

Professore, obawiam się, że pana potrzebujemy. – Lorenzo spoglądał to na Gabriela, to na Julię, zerkając ukradkiem na ich złączone dłonie.

Gabriel wzmocnił uścisk.

– To jest – jak to się mówi – na ekran? PowerPoint? – Lorenzo wskazał na salę za sobą, gdzie zaczynali już się zbierać goście.

– Panna Mitchell ma zarezerwowane miejsce – rzekł Gabriel z naciskiem, zirytowany, że Lorenzo ją ignoruje.

– Tak jest, professore. Osobiście będę towarzyszył pańskiej fidanzata[1]. – Lorenzo skłonił się Julii z szacunkiem.

Już miała zaprotestować przeciwko temu określeniu, ale Gabriel przycisnął usta do grzbietu jej dłoni, szepcąc coś do niej. Potem zniknął, a Julia została odprowadzona na swe honorowe miejsce w pierwszym rzędzie.

Rozejrzała się dyskretnie po sali, zauważając obecność przedstawicieli florenckiej śmietanki towarzyskiej, profesury i lokalnych dygnitarzy. Wygładziła suknię, a szelest tafty pod palcami sprawił jej przyjemność. Biorąc pod uwagę wygląd pozostałych gości i obecność grupy fotografów, Julia była zadowolona, że jest dobrze ubrana. Nie chciała przynieść wstydu Gabrielowi przy tak ważnej okazji. Wykład miał być wygłoszony w sali Botticellego, poświęconej najwspanialszym dziełom artysty. Pulpit stał pomiędzy Narodzinami Wenus a Madonną z owocem granatu, a na prawo od widowni wisiała Wiosna. Obraz po lewej został zdjęty, a w jego miejsce powieszono duży ekran, na którym miała być wyświetlana prezentacja Gabriela. Dziewczyna zdawała sobie sprawę, że możliwość wygłoszenia wykładu w takim miejscu to rzecz niezwykła, i w duchu pomodliła się w podzięce za tak wielkie błogosławieństwo. Studiując we Florencji na trzecim roku, odwiedzała salę Botticellego co najmniej raz na tydzień, a czasem częściej. Jako nieśmiała amerykańska studentka nie wyobrażała sobie, że dwa lata później znajdzie się w tej samej sali jako towarzyszka światowej sławy eksperta od Dantego. Czuła, jakby wygrała los na loterii.

W pomieszczeniu tłoczyło się około stu osób, część stała z tyłu. Julia obserwowała, jak Gabriel przedstawiany jest kolejnym ważnym gościom. Był mężczyzną bardzo atrakcyjnym, wysokim o surowej urodzie. Podobały jej się jego okulary i to, jak idealnie leżał na nim elegancki, ciemny garnitur.

Kiedy zniknął jej z oczu, nasłuchiwała jego głosu. Gawędził przyjaźnie z różnymi ludźmi, gładko przechodząc z włoskiego na francuski, z francuskiego na niemiecki i z powrotem na włoski.

(Nawet jego niemczyzna brzmiała seksownie).

Julii zrobiło się gorąco na wspomnienie jego nagiego ciała rozciągniętego nad nią podczas miłosnych uniesień; wyobraziła sobie, jak Gabriel wygląda pod garniturem. Zastanawiała się, czy on ma podobne myśli, kiedy na nią patrzy, i gdy tak rozmyślała, spojrzał na nią i puścił jej oko. Ten filuterny gest przypomniał jej poranne interludium na tarasie i po ciele dziewczyny przebiegł przyjemny dreszcz.

Gabriel słuchał uprzejmie, podczas gdy dottore Vitali przedstawiał go publiczności, skrupulatnie wymieniając jego osiągnięcia, co zajęło prawie kwadrans. Przygodnemu obserwatorowi Gabriel wydałby się zrelaksowany, niemalże znudzony. O jego zdenerwowaniu świadczyło tylko to, jak bezwiednie przekładał kartki z notatkami, będące jedynie zarysem wykładu, który miał wygłosić. W ostatniej chwili poczynił pewne zmiany w treści wykładu. Nie mógł mówić o muzach, miłości i pięknie, nie wspominając o orzechowookim aniele, który tak dzielnie oddał mu się poprzedniej nocy. Julia była jego natchnieniem, i to od czasu, kiedy zobaczył ją jako siedemnastolatkę. Nosił przy sobie jej wizerunek jak talizman przeciwko mrocznym demonom nałogu. Była dla niego wszystkim i na Boga, zamierzał powiedzieć to publicznie.

Po wielu komplementach i oklaskach zajął wreszcie miejsce za pulpitem i zwrócił się do zgromadzonych płynnie po włosku:

– Mój dzisiejszy wykład będzie dość nietypowy. Nie jestem historykiem sztuki, a jednak opowiem wam o muzie Sandro Botticellego, pięknej Simonetcie Vespucci, La Bella Simonetta. – W tym momencie wzrokiem poszukał Julii.

Uśmiechnęła się, próbując powstrzymać rumieniec zalewający jej policzki. Znała historię Botticellego i pięknej Simonetty. Zmarła w wieku zaledwie dwudziestu dwóch lat, a na florenckim dworze tytułowano ją Królową Piękna. Porównanie do Simonetty przez Gabriela było naprawdę wielkim komplementem.

– Podejmuję ten kontrowersyjny temat jako profesor literaturoznawstwa, traktując prace Botticellego jako przedstawienia rozmaitych żeńskich archetypów. To, jak Simonetta była blisko Botticellemu i do jakiego stopnia była natchnieniem jego obrazów, jest z historycznego punktu widzenia przedmiotem sporów. Mam nadzieję pominąć niektóre z tych kwestii, by skupić się na prostym wizualnym porównaniu kilku postaci.

– Zacznę od pierwszych trzech slajdów. Rozpoznają w nich państwo rysunki ołówkiem i tuszem przedstawiające Dantego i Beatrycze w Raju.

Gabriel sam zachwycił się ich pięknem, przypomniawszy sobie pierwszy raz, kiedy zaprosił Julię do domu. Tamtej nocy pojął, jak bardzo chce ją zadowolić, jak pięknie wygląda, gdy jest szczęśliwa. Nieruchomy wizerunek Beatrycze porównywał z Julią. Siedziała skupiona, zwrócona ku niemu swym pięknym profilem, podziwiając rzemiosło Botticellego. Gabriel chciał, żeby na niego spojrzała.

– Zwróćmy uwagę na twarz Beatrycze. – Jego głos złagodniał, gdy napotkał wzrok swej ukochanej. – Najpiękniejszą twarz…

– Zaczynamy od muzy Dantego i postaci Beatrycze. Chociaż nie potrzebuje być przedstawiana, pozwolę sobie podkreślić, że Beatrycze reprezentuje miłość dworską, poetyckie natchnienie, wiarę, nadzieję i dobroczynność. Jest ideałem żeńskiej perfekcji, zarazem inteligentna i współczująca, przepełniona tym rodzajem bezinteresownej miłości, jaka może pochodzić tylko od Boga. Inspiruje Dantego, by mógł stać się lepszym człowiekiem.

Urwał na chwilę i dotknął swego krawata. Leżał idealnie, ale jego palce pozostały na moment na błękitnym jedwabiu. Julia zamrugała i Gabriel wiedział, że został zrozumiany.

– Przyjrzyjmy się teraz twarzy bogini Wenus.

Wszyscy obecni poza Emersonem utkwili wzrok w Narodzinach Wenus. On spoglądał sponad notatek, obserwując, jak publiczność podziwia jedno z najważniejszych i największych dzieł mistrza.

– Wydaje się, że Wenus ma twarz Beatrycze. Raz jeszcze podkreślę, że nie interesuje mnie tutaj kwestia historycznego modela. Proszę tylko o zauważenie wyraźnych podobieństw pomiędzy obiema postaciami. Reprezentują one dwie muzy, dwa typy idealne, jeden teologiczny, drugi świecki. Beatrycze jest kochanką duszy; Wenus jest miłośnicą ciała. La Bella Botticellego ma obie twarze – miłości ofiarnej, agape, i miłości płciowej, czyli eros.

Zniżył głos i Julia poczuła, jak przeszły ją ciarki.

– W portrecie Wenus nacisk położony jest na jej fizyczną urodę. Chociaż reprezentuje ona miłość seksualną, okazuje godną szacunku skromność, chwytając pukiel włosów, by okryć swą nagość. Zauważmy poważne, powściągliwe spojrzenie oraz ułożenie dłoni na piersiach. Wstydliwość bogini nie pomniejsza erotyzmu wizerunku, lecz przeciwnie, wzmaga go. – Zdjął okulary dla lepszego efektu i spojrzał prosto na Julię. – Wielu ludzi nie zauważa, że skromność i słodycz charakteru wzmacniają ich erotyczny powab.

Julia bawiła się zapięciem torebki, starając się nie drgnąć. Gabriel założył okulary.

Eros to nie żądza. Według Dantego żądza to jeden z siedmiu grzechów śmiertelnych. Miłość erotyczna może obejmować seks, ale nie jest doń ograniczona. Eros to wszechpochłaniający ogień zauroczenia i uczucia, który zapala się w stanie zakochania. I wierzcie mi, kiedy mówię, że pod każdym względem dalece przewyższa swych rywali.

Julia nie mogła nie zauważyć lekceważącego tonu, jakim wypowiedział słowo „rywale”, podkreślonego dodatkowo machnięciem ręki. Wyglądało to tak, jakby jednym gestem odrzucał wszystkie poprzednie kochanki, a jego lśniące szafirowe oczy spoglądały prosto na nią.

– Każdy, kto choć raz był zakochany, zna różnicę pomiędzy erosem a chucią. Nie ma porównania. Drugie jest jedynie pustym, rozczarowującym cieniem pierwszego.

– Można by oczywiście argumentować, że niemożliwością jest, by jedna osoba, jedna kobieta, ucieleśniała ideał zarówno agape, jak i eros. Jeżeli wybaczą mi państwo tę ekstrawagancję, pozwolę sobie zasugerować, że sceptycyzm tego rodzaju jest formą mizoginii. Tylko mizogin mógłby twierdzić, że kobiety są albo świętymi, albo uwodzicielkami – dziewicami albo dziwkami. Oczywiście kobieta, a także mężczyzna, może być i jednym, i drugim – muza może być kochanką zarówno duszy, jak i ciała.

– Teraz przyjrzyjmy się obrazowi znajdującemu się za mną, Madonnie z owocem granatu.

Ponownie oczy widowni zwróciły się ku jednemu z płócien Botticellego. Gabriel z zadowoleniem zauważył, jak Julia rozmyślnie bawi się kolczykiem, jakby rozumiała jego słowa i przyjmowała je z radością. Jakby wiedziała, że on wypowiada swą miłość do niej poprzez sztukę. Zrobiło mu się ciepło na sercu.

– Znów widzimy tę samą twarz, tutaj powtórzoną w postaci Madonny. Beatrycze, Wenus i Maria – trójca kobiet idealnych, każda o tej samej twarzy. Agape, eros i czystość, uderzająca do głowy kombinacja, pod wpływem której każdy mężczyzna padłby na kolana, gdyby udało mu się znaleźć jedną osobę ucieleśniającą wszystkie te trzy cechy.

W tym momencie w sali rozległo się kaszlnięcie brzmiące, jakby miało zagłuszyć pogardliwą uwagę. Wściekły, że mu przeszkadzają, Gabriel spojrzał ponad ramieniem Julii w kierunku drugiego rzędu. Kaszlnięcie powtórzyło się niczym dla lepszego efektu, a pomiędzy wyraźnie zirytowanym Włochem i Gabrielem rozpoczął się pojedynek na spojrzenia.

Świadom, że mówi do mikrofonu, Emerson zmiął w ustach przekleństwo i rzuciwszy przeciwnikowi ostre spojrzenie, mówił dalej.

– Niektórzy badacze utrzymują, że Ewę w raju skusiło nie jabłko, lecz owoc granatu. W odniesieniu do obrazu Botticellego wielu twierdzi, że granat symbolizuje krew Chrystusa w jego cierpieniu i jego nowe życie po zmartwychwstaniu.

– Z mojego punktu widzenia granat reprezentuje rajski owoc, z Madonną jako drugą Ewą i Chrystusem jako drugim Adamem. Malując Madonnę, Botticelli nawiązuje do pierwszej Ewy, archetypu kobiecości, piękna i kobiecego towarzystwa.

– Posunę się dalej, stawiając tezę, że Ewa jest również ideałem kobiecej przyjaźni, przyjaciółką Adama, a zatem ideałem philia, miłości wypływającej z przyjaźni. Ten ideał uosabia również przyjaźń Marii i Józefa.

Głos mu się załamał, więc sięgnął po szklankę z wodą. Coś w porównaniu Julii i Ewy sprawiło, że poczuł się odsłonięty, bezbronny; obudziło się wspomnienie tamtej nocy, kiedy dał jej jabłko i trzymał ją w objęciach pod gwiazdami. Wśród publiczności, zdziwionej, że przerwa na łyk wody zamienia się w antrakt, podniósł się szmer. Rumieniąc się, Gabriel podniósł wzrok, by raz jeszcze spojrzeć na ukochaną, rozpaczliwie szukając w jej oczach zrozumienia. Rubinowe usta Julii rozchyliły się w pełnym otuchy uśmiechu. Gabriel odetchnął.

– Muza Botticellego jest świętą, kochanką i przyjaciółką, nie postacią wyciętą z papieru czy infantylną fantazją. Jest realna, skomplikowana i nieskończenie fascynująca. To kobieta do wielbienia.

– Jak z pewnością państwo wiecie, precyzja greki pozwala nam mówić bardziej szczegółowo o różnych rodzajach miłości. Osoby zainteresowane znajdą współczesne ujęcie tego tematu w Czterech miłościach C.S. Lewisa.

Odchrząknął i uśmiechnął się ujmująco do zgromadzonych.

– Rozważmy wreszcie obraz na lewo ode mnie, Wiosnę. Można by się spodziewać, że twarz muzy Botticellego znajdziemy w centralnym punkcie przedstawienia. Przyjrzyjmy się jednak Florze po prawej. Znowu zdradza ona wyraźne podobieństwo do Beatrycze, Wenus i Madonny.

– Co ciekawe, Flora pojawia się na tym obrazie dwukrotnie. Przesuwając się od centrum płótna w prawo, widzimy Florę w ciąży, brzemienną dzieckiem Zefira. Sam Zefir znajduje się przy prawej krawędzi, unosząc się pomiędzy drzewami pomarańczy nad drugim przedstawieniem Flory, tym razem jako nimfy-dziewicy. Na jej obliczu maluje się lęk. Ucieka ona z objęć swego przyszłego kochanka, rzucając wstecz paniczne spojrzenie. Jako ciężarna jest jednak spokojna. Bojaźń zastąpiło zadowolenie.

Julia poczuła wypływające na policzki gorąco na myśl o tym, jak dobry był dla niej Gabriel poprzedniej nocy. Był łagodny i delikatny, w jego ramionach czuła się wielbiona. Zadrżała, wspominając mit o Florze i Zefirze, i pomyślała, że chciałaby, aby wszyscy kochankowie obchodzili się równie łagodnie ze swoimi partnerkami-dziewicami, jak uczynił to Gabriel.

– Flora symbolizuje spełnienie miłości fizycznej i macierzyństwo. Jest ideałem storge, miłości rodzinnej, miłości matki do dziecka, a także miłości pomiędzy kochankami, których wzajemne oddanie nie jest oparte wyłącznie na seksie czy przyjemności, lecz wynika ze świadomej decyzji poślubionych sobie partnerów.

Julia, chyba jedyna w całej sali, spostrzegła, jak bieleją knykcie jego palców, gdy chwycił się pulpitu. Zauważyła lekkie drżenie w jego głosie, kiedy wymawiał słowa „brzemienna” i „macierzyństwo”.

Ściągnął brwi, przekładając notatki, by zebrać się w sobie. Julia od razu spostrzegła, jak czuje się bezbronny, i z trudem opanowała odruch, by podejść i objąć go. Tymczasem zaczęła stukać obcasem jednego z pantofli o podłogę. Gabriel zauważył ten ruch i przełknął z trudem ślinę, a potem mówił dalej.

– Wcześni badacze Wiosny uważali, że Flora jest podobna do pięknej Simonetty, muzy Botticellego. Jeżeli to prawda, przynajmniej na poziomie czysto wizualnym, to możemy stwierdzić, że La Bella Simonetta jest inspiracją dla postaci Flory, Beatrycze, Wenus i Madonny, bowiem wszystkie cztery noszą to samo oblicze.

– Mamy zatem ikony agape, eros, philia i storge reprezentowane przez jedną twarz, jedną kobietę – Simonettę. Innymi słowy, można by argumentować, że Botticelli dostrzegał w swojej ukochanej muzie wszystkie cztery typy miłości i wszystkie cztery ideały kobiecości: świętą, kochankę, przyjaciółkę i żonę.

– Na koniec wróćmy jeszcze do Beatrycze. Nie jest przypadkiem, że natchnienie dla jednego z najsłynniejszych dzieł literatury włoskiej nosi oblicze Simonetty. Mając przed sobą takie piękno, taką dobroć, jaki mężczyzna nie chciałby mieć jej u swego boku nie tylko na jakiś czas, ale na całe życie?

Powiódł po sali poważnym spojrzeniem.

– By zacytować słowa poety: „ukazała się już szczęśliwość twoja”. Dziękuję państwu.

Gabriel zakończył przemowę przy wtórze entuzjastycznego aplauzu, a Julia połykała łzy, ogarnięta falą wzruszenia. Dottore Vitali wszedł z powrotem na podwyższenie, dziękując profesorowi Emersonowi za pouczający wykład. Niewielka grupa lokalnych polityków wręczyła Gabrielowi kilka prezentów, w tym medalion przedstawiający Florencję. Julia nie wstawała, mając nadzieję, że podejdzie do niej. Otoczyli go jednak słuchacze, w tym kilkoro nadgorliwych historyków sztuki.

(Uważano bowiem jeżeli nie za zuchwałość, to co najmniej za przejaw zarozumiałości, by zwykły profesor literaturoznawstwa analizował klejnoty koronne kolekcji Uffizi).

Julia z wahaniem podeszła bliżej Gabriela, który odpowiadał na pytania grupki dziennikarzy. Pochwyciła jego spojrzenie, a on uśmiechnął się krótko, przepraszająco, po czym wrócił do pozowania do zdjęć. Rozczarowana, postanowiła przejść się po sąsiednich salach, by obejrzeć obrazy, aż dotarła do swego ulubionego, Zwiastowania pędzla Leonarda da Vinci. Stała blisko, zbyt blisko w istocie, przyglądając się detalowi marmurowej kolumny na płótnie, kiedy ktoś odezwał się do niej po włosku.

– Podoba się pani ten obraz?

Julia podniosła wzrok, by napotkać spojrzenie czarnowłosego mocno opalonego mężczyzny. Był wyższy od niej, ale nie za bardzo, i muskularnie zbudowany. Miał na sobie bardzo kosztowny czarny garnitur z pojedynczą czerwoną różą w butonierce. Rozpoznała w nim jednego ze słuchaczy, który siedział za nią podczas wykładu.

– Tak, bardzo – odparła po włosku.

– Zawsze podziwiam głębię, jaką Leonardo nadaje swoim dziełom, zwłaszcza cieniowanie i detale kolumn.

Uśmiechnęła się i zwróciła ponownie ku obrazowi.

– Temu właśnie się przyglądałam, a także piórom skrzydeł anioła. Są niesamowite.

– Proszę pozwolić mi się przedstawić. Jestem Giuseppe Pacciani. – Dżentelmen skłonił się.

Julia zawahała się, bowiem jego nazwisko coś jej mówiło. Dzielił je z człowiekiem podejrzewanym o bycie największym seryjnym zabójcą w historii Florencji.

Mężczyzna zdawał się czekać na jej odpowiedź, opanowała więc chęć ucieczki.

– Julia Mitchell. – Wyciągnęła dłoń w uprzejmym geście, on jednak z zaskoczenia ujął ją między swe dłonie i podniósł do ust, patrząc jej w oczy w momencie, gdy składał pocałunek.

– Jestem oczarowany. Chciałbym też powiedzieć, że pani uroda dorównuje urodzie pięknej Simonetty. Zwłaszcza w świetle dzisiejszego wykładu.

Dziewczyna odwróciła wzrok i szybko zabrała dłoń.

– Pozwoli pani, że zaproponuję jej coś do picia. – Szybkim gestem zatrzymał kelnera z tacą i wziął dwa kieliszki szampana. Stuknęli się i unieśli je do ust.

Julia upiła łyk spumante Ferrari z uczuciem ulgi, bo dzięki temu mogła uniknąć natarczywego wzroku Paccianiego. Był czarujący, ale bała się go, zwłaszcza z powodu jego nazwiska.

Uśmiechnął się do niej żarłocznie.

– Jestem profesorem literaturoznawstwa na uniwersytecie. A pani?

– Studiuję Dantego.

– Ach, il Poeta. Ja również specjalizuję się w Dantem. Gdzie pani studiuje? Nie tutaj. – Jego wzrok przesunął się z jej twarzy na ciało i buty, by ponownie skupić się na twarzy.

– Na Uniwersytecie w Toronto. – Cofnęła się o spory krok.

– Ach! Kanadyjka. Jedna z moich byłych uczennic studiuje tam teraz. Być może się znacie. – Podszedł bliżej.

– Toronto to duży uniwersytet. Zapewne nie. – Julia postanowiła nie oświecać go w kwestii swojego obywatelstwa i ponownie cofnęła się o krok.

Giuseppe uśmiechnął się, obnażając bardzo proste białe zęby, które zalśniły dziwnie w muzealnym świetle.

– Czy zna pani Perseusza uwalniającego Andromedę Piera di Cosimo? – Wskazał na jeden z wiszących obok obrazów.

– Tak. – Julia skinęła głową.

– W jego stylu są elementy flamandzkie, dostrzega je pani? Proszę również zauważyć postaci stojące w tłumie. – Wskazał na grupę osób po prawej stronie malowidła.

Julia podeszła bliżej, by móc się lepiej przyjrzeć. Giuseppe stanął obok niej, o wiele za blisko, obserwując, jak studiuje obraz.

– Podoba się pani?

– Tak, ale wolę Botticellego. – Wpatrywała się uparcie w płótno, mając nadzieję, że jemu znudzi się stanie tak blisko i odsunie się wreszcie.

(Najlepiej na drugi brzeg Arno).

– Jest pani studentką profesora Emersona?

– Nie. Ja… studiuję u kogoś innego. – Przełknęła głośno.

– Uważany jest za dobrego według standardów północnoamerykańskich, dlatego zaproszono go tutaj. Jednak jego wykład był nieporozumieniem. A jak pani odkryła Dantego?

Była gotowa polemizować z jego opinią o wykładzie, kiedy Pacciani dotknął jej włosów.

Drgnęła i cofnęła się natychmiast, ale jego ramiona były długie i jego dłoń powędrowała za jej dłonią. Otworzyła usta, by go zganić, kiedy ktoś obok warknął głośno.

Pacciani i Julia odwrócili się powoli i ujrzeli Gabriela, z oczami ciskającymi gromy, z dłońmi na biodrach, rozpościerającego poły marynarki niby wściekły paw swój tren.

Podszedł krok bliżej.

– Widzę, że poznał pan moją narzeczoną. Sugeruję, żeby trzymał pan dłonie przy sobie, chyba że jest pan gotów je stracić.

– Rozmawialiśmy kilka minut. Nie wspominała o panu. – Giuseppe skrzywił się, a potem jego twarz wygładziła się w uprzejmy uśmiech.

Julia nie czekała, aż Gabriel wyrwie Paccianiemu ramiona ze stawów, plamiąc w ten sposób nieskazitelne podłogi Uffizi krwią. Stanęła pomiędzy dwoma mężczyznami i położyła dłoń na piersi Emersona.

– Gabrielu, to jest profesor Pacciani. On też jest specjalistą od Dantego.

Mężczyźni wymienili spojrzenia i Julia zdała sobie sprawę, że to Pacciani był tym, który grubiańsko zakłócił wykład, kaszląc i komentując pod nosem.

Włoch podniósł ręce w żartobliwym geście poddania się.

– Przepraszam po tysiąckroć. Po tym, jak patrzył pan na nią w trakcie swojego, hm… przemówienia, powinienem był wiedzieć, że należy do pana. Proszę o wybaczenie, Simonetto. – Spojrzał jej prosto w oczy, a jego usta rozchyliły się w szyderczym uśmiechu.

Na dźwięk sarkazmu w jego głosie Gabriel podszedł krok bliżej, zaciskając pięści.

– Kochanie, muszę gdzieś odstawić kieliszek. – Julia potrząsnęła pustym kieliszkiem po szampanie, mając nadzieję, że odwróci uwagę Gabriela.

– Pan z pewnością wie, gdzie to odstawić. – Gabriel wziął kieliszek i podał go Paccianiemu.

Chwycił dłoń Julii i pociągnął ją za sobą. Goście w sali Botticellego rozstępowali się przed nimi niby Morze Czerwone przed Mojżeszem.

Dziewczyna widziała, że kolejne osoby przyglądają się im ze zdziwieniem, i jeszcze bardziej poczerwieniała.

– Dokąd idziemy?

Skierował ją do bocznego korytarza i przeszli na sam jego koniec, daleko poza zasięgiem słuchu pozostałych gości. Wepchnąwszy Julię w ciemny kąt, ustawił ją pomiędzy dwiema dużymi marmurowymi rzeźbami na wysokich postumentach. Czuła się przez nie przytłoczona.

Chwycił jej torebkę i odrzucił na bok. Odgłos skórzanego przedmiotu uderzającego o podłogę odbił się echem po korytarzu.

– Co z nim robiłaś? – Jego oczy płonęły, a policzki były zaróżowione, co było u niego rzadkim zjawiskiem.

– Gawędziliśmy tylko, kiedy on…

Gabriel pocałował ją namiętnie, jedną dłonią mierzwiąc jej włosy, drugą zsuwając w dół po sukni. Jego impet sprawił, że oparła się nagimi plecami o zimną ścianę muzeum. Naparł na nią całym ciałem.

– Nie chcę więcej widzieć na tobie rąk innego mężczyzny.

Rozwarł jej wargi, wchodząc w głąb językiem, podczas gdy jego dłoń ześlizgnęła się na jej pośladki. Julia uświadomiła sobie, że do tej pory za każdym razem, kiedy jej dotykał, był delikatny. Ale nie teraz. Jakaś jej część była rozpalona, pragnęła go. Inna zastanawiała się, co by zrobił, gdyby kazała mu przestać…

Podniósł jej prawą nogę, założył na swoje biodro i przylgnął do niej.

Czuła go przez tkaninę sukni, słysząc, jak tafta szeleści niby dysząca kobieta. Suknia najwyraźniej chciała więcej.

– Co muszę zrobić, byś stała się moją? – jęknął z ustami przy jej ustach.

– Jestem twoja.

– Nie dzisiaj po południu, zdawałoby się. – Wessał jej dolną wargę do ust i chwycił ją zębami. – Nie zrozumiałaś mojego wykładu? Każde słowo, każdy obraz był dla ciebie.

Jego dłoń wsunęła się pod sukienkę, głaszcząc skórę na udzie, aż dotarła do gumki opasującej biodra.

– Dzisiaj bez podwiązek? – Odsunął się, by na nią spojrzeć.

Potrząsnęła głową.

– A więc co to jest? – Szarpnął za gumkę.

– Majtki – wydyszała.

Jego oczy zalśniły w półmroku. – Jakiego rodzaju majtki?

– Stringi.

Uśmiechnął się niebezpiecznie, a potem przycisnął wargi do jej ucha. – Mam rozumieć, że założyłaś je dla mnie?

– Tylko dla ciebie. Zawsze.

Bez ostrzeżenia Gabriel dźwignął Julię, przyciskając ją do zimnej ściany. Z ustami przy jej szyi, naparł na nią biodrami. Długie smukłe obcasy jej pantofli zacisnęły się na krągłościach jego pośladków. Unieruchomił ją spojrzeniem dzikich szafirowych oczu.

– Chcę cię. Teraz.

Chwycił gumkę i zerwał ją. Nagle Julia była naga. Sięgnął do tyłu, by schować stringi do kieszeni marynarki, a jej szpilki wbiły mu się w pośladki tak mocno, że skrzywił się z bólu.

– Wiesz, jak trudno było mi opanować się po wykładzie? Jak bardzo pragnąłem wziąć cię w ramiona? Pogawędki były torturą, kiedy wszystko, czego chciałem, to było to.

– Szkoda, że nie możesz zobaczyć, jak seksownie wyglądasz oparta o ścianę, z nogami owiniętymi wokół mnie. Chcę cię takiej i chcę, żebyś szeptała moje imię.

Gabriel zanurzył język w dołku poniżej jej gardła, Julia zamknęła oczy. Namiętność walczyła w niej o lepsze z rozsądkiem, który nakazywał jej go odepchnąć, by zyskać chwilę do namysłu. W tym usposobieniu Gabriel był niebezpieczny.

Nagle usłyszała echo głosów w korytarzu. Gwałtownie otworzyła oczy.

– Ani słowa – wyszeptał. – Jego wargi dotknęły jej skóry i poczuła, jak wyginają się w uśmiechu. – Odgłosy kroków i wesołego śmiechu przybliżały się. Gabriel podniósł głowę, zbliżając usta do jej ucha.

Kroki ucichły zaledwie kilka metrów od nich i Julia usłyszała dwa męskie głosy rozmawiające po włosku. Z biciem serca wytężała słuch, by wykryć najmniejsze poruszenie. Gabriel głaskał ją delikatnie, połykając ustami wydawane przez nią dźwięki. Raz na jakiś czas szeptał jej czułe słówka – rzeczy, które sprawiały, że się rumieniła.

Jeden mężczyzna zaśmiał się donośnie. Zaskoczona Julia podniosła głowę, co Gabriel wykorzystał, by pocałować ją w szyję skubnął przy tym zębami delikatną skórę dziewczyny.

– Proszę, nie gryź mnie.

Szmer głosów odbijał się echem wokół nich. Trwało to chwilę, ale wreszcie powaga jej słów dotarła do niego. Odsunął głowę od jej szyi. Stykali się tak mocno, że czuł bicie jej serca. Zamknął oczy, jakby urzeczony jego rytmem. Kiedy otworzył je ponownie, ogień w nich już przygasł. Julia starannie zapudrowała bliznę po ugryzieniu Simona, lecz Gabriel znalazł ją i lekko powiódł po niej palcem, a potem pocałował. Odetchnął bardzo, bardzo powoli i potrząsnął głową.

– Jesteś jedyną kobietą, która mi kiedykolwiek odmówiła.

– Nie odmówiłam ci.

Obejrzał się za siebie, podglądając dwóch starszych dżentelmenów pogrążonych w rozmowie. Byli dość blisko, by go zauważyć, gdyby spojrzeli w jego stronę.

– Zasługujesz na więcej niż być przyciskaną do ściany przez zazdrosnego kochanka. I wcale nie uśmiecha mi się być przyłapanym przez naszego gospodarza. Wybacz mi. – Odwrócił się do Julii i uśmiechnął się smutno.

Pocałował ją i dotknął kciukiem miejsca poniżej jej nabrzmiałej dolnej wargi, usuwając odrobinę szkarłatnej szminki z bladej skóry.

– Nie zamierzam nadużyć zaufania, które widziałem wczorajszej nocy w twoich oczach. Kiedy będę w odpowiednim nastroju i będziemy mieli muzeum tylko dla siebie… – Jego oblicze pociemniało, gdy pogrążył się w fantazjowaniu. – Innym razem, być może.

Zdjął stopy Julii ze swych pośladków i postawił na ziemi, pochylając się, by wyprostować brzeg jej sukni. Tafta zaszeleściła niemal bezgłośnie pod jego dotykiem, a potem smutno umilkła. Na szczęście dottore Vitali i jego rozmówca wybrali akurat ten moment, aby powrócić do reszty towarzystwa, odgłosy ich kroków stopniowo oddalały się.

– Bankiet ma się rozpocząć wkrótce. Obraziliby się, gdybym nie został. Ale kiedy już znajdziemy się w domu… – Utkwił w niej wzrok. – Ściana naszego pokoju będzie pierwszym przystankiem.

Skinęła głową, czując ulgę, że nie jest już na nią zły. Mówiąc szczerze, perspektywa seksu pod ścianą niepokoiła ją, ale też bardzo podniecała.

Gabriel poprawił spodnie i zapiął marynarkę, pragnąc, by jego ciało uspokoiło się. Próbował przygładzić włosy, ale udało mu się osiągnąć tylko to, że wyglądały jeszcze bardziej tak, jakby właśnie zaciągnął swą kochankę w ciemny kąt muzeum, żeby się z nią kochać. Seks w muzeum to z pewnością szczególny wyrzut sumienia dla niektórych profesorów.

(Ale nie należy nim gardzić bez wcześniejszego spróbowania).

Julia poprawiła mu włosy i wyprostowała krawat, sprawdzając, czy na twarzy lub kołnierzyku nie ma śladów szminki. Kiedy skończyła, podniósł jej torebkę i szal i oddał je z pocałunkiem. Uśmiechając się znacząco, głębiej wcisnął jej majtki w kieszeń marynarki, by nie wystawały. Dziewczyna zrobiła próbny krok. Brak bielizny sprawił, że czuła się zaskakująco wolna.

– Mógłbym wypić cię jak szampana – szepnął.

– Chciałabym, żebyś nauczył mnie sztuki uwodzenia. – Wspięła się na palce, by pocałować go w policzek.

– Tylko jeżeli nauczysz mnie kochać tak, jak kochasz.

Poprowadził ją pustym korytarzem i schodami w dół na pierwsze piętro, gdzie rozpoczynał się bankiet.

Profesor Pacciani wrócił do swego mieszkania przy Pałacu Pitti nad ranem, chwiejnym krokiem. Nie było to rzadkie zjawisko.

Zaklął upuściwszy klucze, przez chwilę walczył z nimi, a potem wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. Poszedł do małego pokoju, gdzie spali jego czteroletni bliźniacy, i pocałował ich, po czym, powłócząc nogami, podreptał do gabinetu. Zapalił papierosa, czekając, aż komputer się uruchomi, po czym zalogował się do swojej poczty. Nie zaglądając do skrzynki odbiorczej, skreślił krótki list do swej byłej studentki i kochanki. Nie kontaktowali się ze sobą od czasu, gdy skończyła studia. Wspomniał o profesorze Emersonie i jego bardzo młodej kanadyjskiej fidanzacie. Nadmienił, że chociaż wydana przez Oxford University Press monografia pióra Emersona zrobiła na nim duże wrażenie, to jego wykład pachniał pseudointelektualizmem, na który naprawdę nie powinno być miejsca w nauce. Powinno się być albo intelektualistą i akademikiem, albo mówcą publicznym i artystą estradowym, ale nie jednym i drugim. Czy coś takiego właśnie – pytał cokolwiek grubiańsko – uchodzi za doskonałość na północnoamerykańskich uniwersytetach?

Zakończył wiadomość wyraźną i drobiazgową propozycją seksualnego rendez-vous, najlepiej późną wiosną. Potem dopalił papierosa w ciemnościach i dołączył do żony w ich małżeńskim łożu.


Rozdział 3

Christa Peterson miała udane dzieciństwo, więc naprawdę nie było usprawiedliwienia dla jej złośliwej natury. Miała dwoje rodziców, którzy bardzo kochali i siebie, i swą jedyną córkę. Ojciec był szanowanym onkologiem w Toronto, a matka bibliotekarką w Havergal College, elitarnej prywatnej szkole dla dziewcząt, do której Christa uczęszczała od przedszkola do klasy dwunastej. Chodziła do szkółki niedzielnej. Przystąpiła do bierzmowania w kościele anglikańskim. Studiowała Księgę Wspólnej Modlitwy Thomasa Cranmera, jednak żadna z tych rzeczy nie poruszyła jej serca. Kiedy zaś skończyła piętnaście lat, odkryła potęgę kobiecej seksualności. Odkąd ją odkryła, ta stała się dla niej nie tylko walutą, lecz także ulubioną bronią.

Najlepsza przyjaciółka Christy, Lisa Malcolm, miała starszego brata imieniem Brent. Brent był przystojny. Wyglądał jak typowy absolwent Upper Canada College, prywatnej szkoły dla chłopców kształcącej synów z bogatych rodzin. Miał jasne włosy i ciemnoniebieskie oczy, był wysoki i dobrze zbudowany. Ścigał się w ekipie wioślarskiej Uniwersytetu w Toronto i z powodzeniem mógłby zagrać w reklamie Old Spice’a.

Brent podobał się Chriście od początku, ale w ogóle nie zauważał młodszej o cztery lata koleżanki siostry. Pewnego razu jednak, nocując u Lisy, Christa natknęła się na Brenta w drodze do łazienki. Zauroczyły go jej długie ciemne włosy, duże orzechowe oczy i młodzieńcze ponętne kształty. Pocałował ją delikatnie i musnął palcami jej pierś. Potem wziął ją za rękę i zaprosił do swojego pokoju. Po trzydziestu minutach pieszczot Brent był gotów na więcej. Christa wahała się, ponieważ była dziewicą, więc Brent zaczął składać jej wszelkiego rodzaju ekstrawaganckie obietnice – oferował prezenty, romantyczne randki, a wreszcie zegarek z nierdzewnej stali marki Baume & Mercier, który dostał od rodziców na osiemnaste urodziny.

Chriście podobał się zegarek. Znała go dobrze, bowiem Brent się z nim wszędzie obnosił. Pragnęła zegarka niemalże bardziej niż jego samego.

Brent zapiął podarunek na jej przegubie, a ona przyglądała się, zachwycając się chłodnym dotykiem metalu i tym, jak łatwo przesuwał się wzdłuż jej szczupłego przedramienia. Był to symbol. Znak, że pożąda jej tak bardzo, iż jest gotów oddać jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie posiada. Poczuła się pożądana… i potężna.

– Jesteś taka piękna – wyszeptał. – Nie skrzywdzę cię. Ale na Boga, pragnę ciebie i obiecuję, że będzie ci dobrze.

Christa uśmiechnęła się i pozwoliła mu położyć się na wąskim łóżku, niby inkaska ofiara na ołtarzu, po czym oddała mu swe dziewictwo w zamian za wart trzy tysiące dolarów czasomierz.

Brent dotrzymał słowa. Był delikatny. Działał powoli. Pocałował ją, po czym delikatnie penetrował językiem wnętrze jej ust. Złożył hołd jej piersiom. Przygotował ją palcami i sprawdził, czy jest gotowa. Wchodząc w nią, był ostrożny. Nie było krwawienia. Tylko duże dłonie masujące jej biodra i niski głos instruujący ją po cichu, jak ma się rozluźnić, aż jej dyskomfort minął. Tak jak obiecywał, było jej dobrze. Brent sprawił, że poczuła się piękna i wyjątkowa. A kiedy było po wszystkim, trzymał ją w objęciach przez całą noc. Bo chociaż powodowały nim pobudki natury cielesnej, nie był złym chłopakiem.

Powtarzali swe spotkania wielokrotnie w ciągu następnych trzech lat, pomimo innych zobowiązań uczuciowych. Przed seksem Brent zawsze wręczał jej prezent.

Wkrótce potem był pan Woolworth, nauczyciel matematyki Christy w jedenastej klasie. Spotkania z Brentem nauczyły Christę wiele na temat mężczyzn, tego, jak odczytywać ich życzenia i pragnienia, jak ich podniecać i prowokować, jak owijać ich wokół palca i kusić.

Kusiła pana Woolwortha niemiłosiernie, aż złamał się i zaczął błagać ją o spotkanie w hotelu po szkole. Chriście podobało się, kiedy mężczyźni ją błagali. Gdy znaleźli się już w pokoju hotelowym, nauczyciel zaskoczył ją, wręczając jej srebrny naszyjnik od Tiffany’ego. Zapiął klejnot na szyi dziewczyny, pocałował ją delikatnie. W nagrodę Christa pozwoliła mu badać swoje ciało przez kilka godzin, aż zasnął, wyczerpany i zaspokojony.

Nie był tak atrakcyjny jak Brent, lecz za to o wiele bardziej doświadczony. Za każdy kolejny prezent pozwalała mu się dotykać na stare i nowe sposoby. Gdy ich romans dobiegł końca z powodu jej wyjazdu na Bishop University w Quebecu, Christa zdążyła już zgromadzić wielką ilość biżuterii i posiąść równie wielką wiedzę na temat seksu. Co więcej, stała się jedną z tych kobiet, które uważają pożerające mężczyzn kobiety-modliszki za wzór godny naśladowania.

Mniej więcej w czasie, gdy kończyła magisterium z badań nad renesansem na Universita degli Studi di Firenze, model jej związków ustalił się. Wybierała mężczyzn starszych i posiadających władzę. Podniecały ją zakazane romanse – im odleglejszy, im bardziej nieprawdopodobny, tym lepiej.

Przez dwa lata próbowała uwieść księdza z florenckiej katedry i zaraz przed ukończeniem studiów udało jej się to. Wziął ją w jedynym łóżku swego maleńkiego mieszkanka, ale zanim ją dotknął, zacisnął jej długie ciepłe palce na niewielkiej ikonie pędzla Giotta. Ikona była bezcenna. Ale to samo, pomyślała panna Peterson, można było powiedzieć o niej. Pozwalała mężczyznom się posiąść – lecz tylko za określoną cenę. I zawsze zdobywała facetów, na których jej zależało – nawet jeżeli wymagało to czasu. To znaczy aż do pierwszego roku jej studiów doktoranckich na Uniwersytecie w Toronto, gdzie poznała profesora Gabriela O. Emersona. Był bezwzględnie najbardziej atrakcyjnym i zmysłowym ze wszystkich mężczyzn, jakich kiedykolwiek poznała. Był też bardzo seksualny. Wszystkie pory jego ciała tchnęły surową namiętną cielesnością. Christa niemalże czuła jej zapach. Obserwowała go, jak poluje w swoim ulubionym barze. Zauważyła jego ukradkowe uwodzicielskie podejście i to, jak reagowały na niego kobiety. Studiowała go tak, jak studiowała italianistykę, i dobrze wykorzystała swą wiedzę. On jednak dał jej kosza. Nigdy nie spojrzał na jej ciało. Patrzył w jej oczy zimno, jakby nie była nawet kobietą. Zaczęła ubierać się bardziej prowokująco. Nigdy nie zerknął poniżej jej szyi. Próbowała być słodka i skromna. Okazywał zniecierpliwienie. Piekła mu ciasteczka i po kryjomu wkładała je do przegródki na korespondencję na uczelni. Pozostawały tam nietknięte tygodniami, aż panna Jenkins, sekretarka wydziału, wyrzucała je do śmieci z obawy przed robactwem.

Im bardziej profesor Emerson ją odrzucał, tym bardziej Christa go pragnęła. Im większa była jej obsesja, tym mniej zależało jej na prezentach. Oddałaby mu się za darmo, gdyby choć raz spojrzał na nią z pożądaniem.

Ale nie zrobił tego.

Kiedy wiosną 2009 roku nadarzyła się okazja, by spotkać się z nim w kawiarni Starbucks w celu omówienia jej pracy magisterskiej, myślała tylko o tym, żeby sprawdzić, czy spotkania nie dałoby się przedłużyć o kolację, być może nawet o wizytę w jego ulubionym Lobby. Będzie w swoim najlepszym nastroju, ale będzie też ponętna. Miała nadzieję, że wreszcie przestanie jej się opierać.

W ramach przygotowań do spotkania wydała sześćset dolarów na czarną sukienkę na ramiączkach od Bordelle, do tego dobrała podwiązki i czarne jedwabne rajstopy. Zrezygnowała z majtek. Za każdym razem, gdy podwiązki wbijały jej się w skórę, czuła podrażnienie. Zastanawiała się, co będzie czuła, gdy profesor Emerson wreszcie ją z nich uwolni, najlepiej zębami.

Pech sprawił, że w tym samym czasie do tego samego Starbucksa postanowili wybrać się również Paul i Julia. Christa wiedziała, że wszelka niestosowność z jej strony zostanie przez nich zauważona i zapamiętana. Profesor też się o tym dowie i z tego powodu może być bardziej powściągliwy niż zwykle.

Gdy więc Christa natknęła się na tych dwoje, była wściekła. Obraziła ich oboje, chciała by wyszli, zanim nadejdzie profesor. Zrobiła, co mogła, żeby to osiągnąć. Niestety, sprawy przybrały nieoczekiwany dla niej obrót. Emerson pojawił się wcześniej, niż się go spodziewała, i podsłuchał całą scenę.

– Panno Peterson. – Gabriel wskazał na stolik oddalony od Paula i Julii i dał znak Chriście, by poszła za nim.

– Profesorze Emerson, kupiłam panu venti latté ze śmietanką. – Próbowała wręczyć mu filiżankę, ale odsunął ją gestem.

– Tylko barbarzyńcy piją kawę z mlekiem po śniadaniu. Nie była pani nigdy we Włoszech? Nawiasem mówiąc, panno Peterson, śmietanka jest dla mięczaków. I grubych dziewcząt.

Odwrócił się na pięcie i podszedł do kontuaru, by zamówić kawę dla siebie, podczas gdy ona dzielnie starała się ukryć gniew.

Do diabła z tobą, Julianno. To wszystko twoja wina. Twoja i tego mnicha, pomyślała. Usiadła na krześle wskazanym jej przez Emersona; czuła się niemalże pokonana. Z miejsca, w którym siedziała, miała doskonały widok na pośladki profesora Emersona w szarych flanelowych spodniach. Zaokrąglone jak dwa jabłka. Dwa dojrzałe, smakowite jabłka.

Chciała ugryźć z nich kęs.

Po chwili Emerson wrócił wreszcie z kawą. Usiadł najdalej jak tylko się dało, rzecz jasna pozostając wciąż przy tym samym stoliku, i spojrzał na nią surowo.

– Muszę z panią porozmawiać o pani zachowaniu. Wcześniej jednak chciałbym wyjaśnić pewną sprawę. Zgodziłem się spotkać z panią tutaj, ponieważ miałem ochotę na kawę. W przyszłości będziemy spotykać się na wydziale, na normalnych zasadach. Pani wyraźne wysiłki stworzenia z nas pary nie powiodą się. Czy to jasne?

– Tak, proszę pana.

– Jedno moje słowo i będzie pani musiała szukać nowego promotora. – Odchrząknął. – W przyszłości będzie mnie pani tytułować „profesorem Emersonem”, nawet mówiąc o mnie w trzeciej osobie. Rozumiemy się?

– Tak jest, panie profesorze. – Och… profesorze. Nie masz pojęcia, jak bardzo chcę wołać twoje imię. Profesorze, profesorze, profesorze…

– Poza tym powstrzyma się pani od czynienia osobistych uwag na temat innych moich studentek, zwłaszcza panny Mitchell. Czy to jasne?

– Jasne.

W Chriście zaczynało się gotować, ale nie dała nic po sobie poznać. Całą winę zrzuciła teraz na Julię. Chciała się jej pozbyć. Tyle że jeszcze nie wiedziała, jak to osiągnąć.

– Tak, panie profesorze. – Jego protekcjonalny ton sprawił, że zjeżyła się wewnętrznie, ale prawdę powiedziawszy, gburowatość Emersona wydała jej się pociągająca. Chciała się z nim podroczyć, żeby zmiękł. Uwieść go, by robił jej niewypowiedziane rzeczy, by…

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.