Echo w płomieniach - Lee Child - ebook
Wydawca: Albatros Kategoria: Sensacja, thriller, horror Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 546 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Echo w płomieniach - Lee Child

Jack Reacher. Dawniej żandarm wojskowy, obecnie cień bez stałego miejsca zamieszkania, bez dokumentu ze zdjęciem, samochodu czy konta w banku. Pojawia się, by następnego dnia zniknąć bez słowa wyjaśnienia. Pod palącym słońcem Texasu, Jack spotyka na swojej drodze Carmen Greer - żonę bogatego właściciela pól naftowych. Czy można odmówić pomocy oszalałej ze strachu, pięknej kobiecie? Reacher zgadza się wystąpić w roli ochroniarza. Ale czy nieznajoma jest szczera, czy naprawdę była maltretowana przez męża, czy grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo? Inspirowana przez demony przeszłości spirala zacieśnia się coraz bardziej, ofiara staje się katem, kat zaś ofiarą. W poszukiwaniu prawdy Reacher jest zdany tylko na własny spryt i intuicję.

Opinie o ebooku Echo w płomieniach - Lee Child

Cytaty z ebooka Echo w płomieniach - Lee Child

Reacher wiedział z doświadczenia, że jeśli zadają podobne pytanie raz, to może wszystko rozejdzie się jeszcze po kościach. Ale jeśli pytają po raz drugi, to szykuje się rozróba. Sęk w tym, że brak odpowiedzi uznają zazwyczaj za dowód, że strach cię obleciał. Że są górą. Inna sprawa, że nie dopuszczają cię do głosu.
Jak było w więzieniu? W tych inteligentnych oczach na ułamek sekundy pojawił się błysk zaskoczenia. Potem powrócił do nich spokój. Dobra samokontrola, pomyślał Reacher. – Beznadziejnie. Byłeś tam kiedyś? I refleks.
Zasada jest taka, żeby nie wprowadzać z miejsca nerwowej atmosfery i jak najdłużej zwlekać z ostatecznym rozwiązaniem. Broń Boże, żadnej przemocy. Po szarpaninie zostają zawsze ślady – rozsiane i rozpryskane krew, włókna z ubrań, płyny ustrojowe.
Niezupełnie – powiedział. – To znaczy, w końcu chyba tak. Ale przez dziewięćdziesiąt dziewięć procent czasu dochodzenia, w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach pierwszorzędną rolę odgrywa wyczucie. Tak zwany nos. Dobry śledczy ma wyczucie ludzi.
Do rozpoczęcia studiów noszono mnie na rękach, potem wiodłam beztroskie życie w Los Angeles wśród tysięcy do mnie podobnych, a tu nagle stałam się śmieciem. Nie powiedzieli mi tego wprost, ale to było widać. Nienawidzili mnie, uważali za meksykańską dziwkę, która usidliła ich kochanego chłopca. Odnosili się do mnie z wymuszoną uprzejmością, bo myśleli chyba, że Sloop wkrótce się opamięta i mnie rzuci.
Słyszał tylko cichutki głos wewnętrzny, który powtarzał mu „dałeś się nabrać; dałeś się nabrać jak ostatni naiwniak”. Denerwował go ten głos, bo przecież on był zawodowcem, a zawodowiec nie powinien dawać takich plam.
Ilekroć zespół rozdzielał się na czas akcji, kobieta wyznaczała horyzont fiaska, czyli graniczną godzinę, do której powinni spotkać się wszyscy w umówionym miejscu. Jeśli ta godzina wybiła, a zespół nadal nie był w komplecie, należało brać nogi za pas na zasadzie ratuj się kto może.
mieć bardzo wysoką samoocenę, żeby nie ulec tego rodzaju sugestiom. A mnie, w zaistniałej sytuacji, tej samooceny brakowało. Odebrał mi poczucie godności. Przez dwa, a może i trzy lata myślałam, że to wszystko moja wina, i starałam się poprawić.
I dał nam tym samym do myślenia. Kazał nam się zastanowić, na ile prawdopodobne jest, że stanowimy centrum wszystkiego. Niby z czego miałoby wynikać, że jesteśmy jacyś wyjątkowi? Najlepsi z najgorszych? To ważne filozoficzne pytanie.
Zdawał się teraz na intuicję, na cichutkie podszepty płynące z podświadomości. Próba logicznej analizy wybiłaby go z tego swoistego transu, starał się więc stłumić wszelkie myśli i słuchać tylko tych głosów wewnętrznych. A one mówiły mu nie ten. Nie. Nie
Przez półtora roku nic nie robiłam. Myślałam, że mam czas. Myliłam się. Głupia byłam. Siedziałam od początku w pułapce, nie zdając sobie z tego sprawy, i ta pułapka się teraz zatrzasnęła, a ja nadal w niej siedzę.