Dziennik na nowy wiek - Józef Hen - ebook
Wydawca: WAB Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2009

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 711 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Dziennik na nowy wiek - Józef Hen

Mozaika drobnych i wielkich zdarzeń, spotkań, refleksji, lektur; panorama kilku lat życia bogatego, twórczego i pełnego. W Dzienniku na nowy wiek spotkamy Józefa Hena, który zachwycał nas kolejnymi tomami Nie boję się bezsennych nocy, ale też Hena, który wciąż na nowo powraca do nieśmiertelnych bohaterów swoich książek: Michela Montaigne’a czy Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Fascynujące jest śledzenie pisarza przy pracy – czytając Dziennik, asystujemy przy narodzinach aż trzech książek: Mojego przyjaciela króla, Brulionów profesora T. i Pingpongisty. Poznajemy źródła inspiracji, widzimy dojrzewanie pomysłów, rozwiązań fabularnych, ewolucję postaci, a także reakcje pierwszych czytelników i radość autora; czasem irytacja z powodu niemiłej recenzji. Zainteresowania autora Nowolipia są bardzo rozległe – czyta m.in. Bertranda Russella i Isaiaha Berlina, Henry’ego Jamesa i Maksyma Gorkiego, Gombrowicza, Herlinga-Grudzińskiego i Miłosza. Jeździ przy tym na spotkania autorskie, widuje się z przyjaciółmi, nie stroni od polityki i nie przestaje myśleć nad kolejną książką. Nienasycony apetyt na życie i niezwykła aktywność twórcza Józefa Hena wzbudzają podziw.

Opinie o ebooku Dziennik na nowy wiek - Józef Hen

Cytaty z ebooka Dziennik na nowy wiek - Józef Hen

W „Ermitażu” na wernisażu fotograficznym „Kwiaty Jerozolimy” artystki Nili Epstein. Rozmowa z dyrektorem Łazienek, profesorem Markiem Kwiatkowskim – naturalnie o Stanisławie Auguście. Chętnie podejmie się wprowadzenia do promocji mojej książki. Poznaję grupę weteranów z „Baszty”, „Zo ś ki” i „Parasola” (jedna czcigodna para z Montrealu), przybyli tu, bo podczas powstania warszawskiego zaatakowali „Gęsiówkę” i uwolnili uwięzionych w tym obozie Żydów. „Radosław”, mówią, kazał im potem pilnować uwolnionych więźniów, żeby nikt ich nie zabił.
(Jeszcze raz stwierdzam, że z latami to nie my się tak zmieniamy, co świat wokół nas: schody stają się coraz wyższe, drogi coraz dłuższe, pakunki cięższe; ostatnio dodałem do tego jeszcze jedno spostrzeżenie: kobiety coraz piękniejsze, ale coraz leniwiej emanują seksem.)
Z panią ambasador Kostaryki, tęgą jejmością, która zagaduje mnie w jidysz i jest zachwycona, że ja jej odpowiadam. Jej ojciec jest z Nowolipia! Nowolipie i Kostaryka – dokąd tylko tych żydowskich tułaczy nie zaniosło! No, ale stanowisko ambasadora – to nie jest taki fatalny rezultat tułactwa…
Posłanka Renata Beger miała oświadczyć, że dla niej głównym wskazaniem jest: skromność, skromność, skromność. Nie przychodzi jej do głowy, że takie hasło świadczy o nieskromności. Jestem kimś niezwykłym, ale nie dam wam tego odczuć, będę skromna, chociaż to wcale niełatwe. (Przypomina się, co powiedział Churchill o wicepremierze Attlee: „To bardzo skromny człowiek. I trzeba przyznać – nie bez powodu”.) Zdarzyło się pewnej aktorce, że podczas sceny erotycznej, w której miała odgrywać rozkosz, dostała orgazmu. Reżyser rozwrzeszczał się: „Jak ty to zagrałaś?! Jak początkująca!”
Bóg jako nasz makler giełdowy. Można robić pieniądze i zbawić duszę, jeśli „wstąpi się do wyznawców zakonu wielkiego Chopry”. Niektóre artykuły tej wiary „potwierdzają tylko, że bardzo trudno sparodiować ten rodzaj książek”. Na przykład: „Jeśli Pan Bóg dzwoni, odbierz telefon”. Albo: „Pieniądze to sposób, w jaki Bóg mówi dziękuję”.
Najpierw był Fukuyama, a potem jego profesor Huntington – profesor poszedł tropem ucznia. Uczeń „wymazał nazizm i stalinizm ze swojej relacji o ostatnich dwustu latach, ponieważ mu nie pasowały do jego tezy”. Sformułowanie „teoria globalnego chaosu” nadało, miażdży Wheen, „pozory naukowości ordynarnym uogólnieniom Huntingtona”. Niewykluczone, podejrzewa, że „paru sztuczek nauczył się od postmodernistycznych intelektualistów”. Watykanem nowej wiary był Yale. Wśród pontifeksów – Derrida. Uczono, relacjonuje Barbara Ehrenreich, że „świat jest niczym innym, jak społecznie skonstruowanym «tekstem».” Jedno z jej dzieci (studia za 25 tys. USD rocznie!) opowiadało, że „na niektórych zajęciach można mieć obniżony stopień za użycie słowa „rzeczywistość” bez cudzysłowu". Rzeczywistości nie ma! Świat zewnętrzny jest fikcją. Czy również wtedy, kiedy przekazuje panu profesorowi całkiem rzeczywistą pensję?
się. O książce wydanej rok wcześniej przez Muzę, Jak brednie podbiły świat (How Mumbo-Jumbo Conquered the World), dowiedziałem się przypadkiem z jakiejś notki i od razu pomyślałem: To coś dla mnie. Pani Ania z księgarni na Wiejskiej sprowadziła mi ją (Dzięki.) Czytam: miód na moje stęsknione serce. Wszyscy szarlatani, wszyscy, którzy sprytnie zdobywali sławę proroków nowoczesności, mącąc ludziom w głowach, przygwożdżeni. Od Fukuyamy i Huntingtona po Chomsky'ego.
Niespodziewany telefon: Aleksander J. Wieczorkowski. Erudyta, koneser, ostre pióro, przed laty podpora „Współczesności”. (Może jakichś jego walorów i dokonań nie wymieniłem, to przepraszam.) U początku swojej drogi z jakichś powodów, które już mi się zatarły, postanowił mnie „zniszczyć”: udowodnię, napisał, że słynne opowiadanie Bokser i śmierć jest bez sensu. Miał prawo tak myśleć – czemu nie – ale intencja artykułu była brzydka. Minęło ze dwadzieścia lat, wydałem Nie boję się bezsennych nocy i p. Wieczorkowski zadzwonił do mnie skruszony. Spytał: „Czy pan pamięta, co ja o panu napisałem?” Ja: „Pamiętam, ale nie pamiętam tego panu”. Stosunki stały się bliskie. I
Na peronie czeka p. Renata z sekretariatu PIW, jedziemy taksówką na Piłsudskiego, do hoteliku „Sienkiewiczówka”. Podobno dom ten był własnością Sienkiewicza, tu miał pisać Quo vadis?, ja na to, że w pewnym muzeum napoleońskim pokazują małą czaszkę z objaśnieniem: „A to czaszka Napoleona, kiedy miał pięć lat”.