Dzieci pani Onufrowej - Anna Lisicka - ebook
Wydawca: Inpingo Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 111 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Dzieci pani Onufrowej - Anna Lisicka

Dzieci pani Onufrowej” to powieść dla młodzieży nowelistki i publicystki Anny Lisickiej (1829–1916) wydana w 1878 roku. Obecne wydanie książki zostało przygotowane przez firmę Inpingo w ramach akcji „Białe Kruki na E-booki”. Utwór poddano modernizacji pisowni i opracowaniu edytorskiemu, by uczynić jego tekst przyjaznym dla współczesnego czytelnika.

Opinie o ebooku Dzieci pani Onufrowej - Anna Lisicka

Fragment ebooka Dzieci pani Onufrowej - Anna Lisicka






Spis treści

  1. ROZDZIAŁ I
  2. ROZDZIAŁ II
  3. ROZDZIAŁ III
  4. ROZDZIAŁ IV
  5. ROZDZIAŁ V
  6. ROZDZIAŁ VI
  7. ROZDZIAŁ VII
  8. ROZDZIAŁ VIII
  9. ROZDZIAŁ IX
  10. ROZDZIAŁ X
  11. ROZDZIAŁ XI
  12. ROZDZIAŁ XII
  13. ROZDZIAŁ XIII
  14. ROZDZIAŁ XIV
  15. ROZDZIAŁ XV
  16. ROZDZIAŁ XVI
  17. ROZDZIAŁ XVII
  18. ROZDZIAŁ XVIII
  19. KOLOFON

ROZDZIAŁ I

„Wejrzyjcie na ptaki powietrzne, iż ci nie sieją, ani żną, ani zbierają do gumien, a Ojciec Wasz Niebieski żywi je. A żeście Wy niedaleko ważniejsi niż oni”.

Mt 2.7, w. 26

„Bojowanie jest żywot człowieka na ziemi, a jako dni najemnicze, dni jego”. Słowa te Joba zastosować było można do całego życia dziś już dogorywającej zwolna pani Onufrowej. „Bojowanie” był jej żywot, „bojowanie” z biedą, z pracą, z nieszczęściem, z chorobą. „Najemnicze dni” szybkim krokiem dążyły do kresu. Od czasu do czasu, osłabionym głosem odzywała się chora do siedzącego obok jej łoża staruszka w zakonnej sukience.

– Ojcze, wiesz dobrze, że nie mam co życia żałować... Stęskniona jestem za wiecznym spoczynkiem... Już ani ręce te pracować nie mogą, ani myśli do głowy przychodzić nie chcą... Mnie już czas, wielki czas... Ale jak pomyślę o dzieciach... Boże mój! Boże! Co oni beze mnie poczną? Biedna moja Anusiu... srogie ciebie czeka życie...

– Córko – odrzekł łagodnym głosem sługa Boży, tobie się należy spoczynek. Na nich kolej pracować, walczyć, cierpieć, a na niebo sobie zasługiwać. Czy myślisz, że im Bóg swej łaski odmówi dlatego, że biedne sieroty bardziej jej jeszcze od innych potrzebują? A od czego wiara twoja, jeżeli powątpiewasz o miłosierdziu Opatrzności? Od czego cały ten twój żywot poczciwej pracy, ciężkich prób, niezmiennego poddania się wyrokom Boskim, jeżeli w ostatniej chwili myślisz, że ci Bóg zasług twoich nie policzy, a gorących modlitw nie wysłucha? „Dam wam spoczynek, mówi Pan – boście znaleźli łaskę przede mną. Znam was wszystkich po imieniu. Udzielę wam wszystkich dóbr moich”. Pamiętaj na słowa te Jezusa, znajdziesz w nich niewyczerpane źródło spokoju i zaufania. U stóp Jezusa, który do siebie dziatki przygarniał i maluczkich ukochał, złóż wszelkie trwogi o los twoich dzieci, On ich nie opuści, ja ci to mówię w Jego imieniu. Nie zakłócaj sobie ostatnich dni życia niepokojem bolesnym dla twego serca, a grzesznym względem Boga, który nie odmówiwszy tobie nigdy łaski Swej świętej, nie dał ci prawa, abyś dziś o miłosierdziu Jego powątpiewała. Nie patrz już na ziemię. Patrz w niebo, tylko w niebo. Pamiętaj, że Bóg ci policzy każdą pracę, każdą boleść, każdą łzę twoją. Nic z twego życia nie będzie zmarnowanego. Powtarzaj ciągle „Sursum Corda”, patrz w Niebo, Bóg z tobą, córko. Jutro raniutko, przyjdę do was. Wstał Ojciec Hilary, znakiem Krzyża świętego pobłogosławił chorą, która go z serdecznym uszanowaniem w rękę pocałowała, potem wodę w szklance przy łóżku stojącej odświeżył, do lampki nocnej oleju dolał i cichym krokiem z pokoju wyszedł, zajrzawszy jeszcze obok do izdebki. Ścisnęło mu się mimowolnie serce na widok tych trojga istot, które według ostatniego wyroku lekarza, lada dzień sierotami zostać miały.

– Biedne dzieci! – pomyślał – śpią spokojnie, ale życie ich spokojnym nie będzie. Niech im ta zacna, bogobojna matka wyprosi w niebie sił i wytrwałości. Trzeba będzie o nich pamiętać.

Pani Onufrowa tymczasem, ręce złożywszy do modlitwy, powtarzała co chwilę, cichym głosem „Sursum Corda”. Tęsknota za Niebem zwolna duszę jej całą ogarniała. Świat ziemski, kłopoty jego, biedy, cierpienia, żałoby, coraz to bardziej z oczów traciła i gdy około północy zasnęła snem spokojnym, taki łagodny, opromieniony wyraz osiadł na jej czole, że już chyba Aniołowie z Nieba do snu ją usypiali.


ROZDZIAŁ II

„Nie troszczcież się tedy o jutrze. Albowiem jutrzejszy dzień o swoje potrzeby troskać się będzie. Dosyćże ma dzień na swej nędzy”.

Mt 2.7, w. 34

Nazajutrz Ojciec Hilary odprawiwszy raniutko Mszę św. na intencją chorej, podążył o ile pozwalał wiek podeszły, do jej mieszkania. Szósta biła godzina na ratuszowym zegarze, gdy do drzwi zastukał. Nikt się nie odezwał. Nieco tym milczeniem zaniepokojony, wszedł do pokoju. Dziwnie piękny a wzruszający czekał go tam obraz: opromieniona pierwszym brzaskiem wschodzącego słońca, piękna tą pięknością jednej tylko śmierci właściwą, leżała postać pani Onufrowej. Na twarzy jej, na ustach jakby lekkim uśmiechem rozwartych, na rękach swobodnie do modlitwy złożonych, tak wyraźnie malował się ów spokój wieczny, za którym dusza jej tęskniła, że patrząc na nią, sędziwy zakonnik pomyślał niemal z zazdrości uczuciem: „Szczęśliwa! Kiedyż i mnie się ten spokój dostanie!”. Lecz wnet inne owładnęło nim wrażenie, gdy ujrzał klęczącą u stóp łóżka dzieweczkę, tak ogromem nieszczęścia przygnębioną, że ani słów, ani łez, ani wejrzenia znaleźć nie mogła, żeby wynurzyć, co się w sercu jej działo. Ukląkł Ojciec Hilary przy zmarłej; cicho, gorąco się modlił, potem zwolna, półgłosem odmawiać zaczął litanią za umarłych; gdy doszedł do wyrazów „za duszami tych, których szczególnie za żywota kochaliśmy i które nas także kochały” biedna sierota, głosem przerywanym łkaniem, poczęła odpowiadać „Zmiłuj się nad nimi”.

Skończywszy litanią, kazał zakonnik dzieweczce wstać.

– Kiedyż matka skończyła? – zapytał.

– Nie wiem Ojcze, nie wiem – odrzekła dzieweczka, zanosząc się od wielkiego płaczu. – O godzinie 5 zbudził mnie dzwonek Waszego kościoła; zmówiłam Anioł Pański, potem weszłam po cichu do pokoju Matki... zastałam ją tak, jak ją widzisz... umarła sama... nie miał jej kto oczu zamknąć... błogosławieństwa nam swego nie dała... uściskać ją raz jeszcze za życia, rąk jej ucałować nie mogłam... O mój Ojcze, mój Ojcze! To okropne... Mama tu kończyła ten swój święty żywot... a ja tam spałam...

Mówiąc to, biedne dziecko załamywało ręce drżąc całe z wielkiego bólu, który serce jej przeszywał.

– Okropne dla ciebie, Anusiu, i bardzo, bardzo bolesne, ale matce Bóg miłosierny oszczędził widoku twojej boleści... twoich łez, oszczędził ostatniego pożegnania tak rozdzierającego dla serca macierzyńskiego. Błogosławiła wam z głębi duszy, błogosławieństwo to w moje złożyła ręce, ja ci go w jej imieniu udzielam.

Anusia upadła na kolana, składając ręce.

– Myślała o was bezustannie... za was się modliła, troszczyła o wasz los. Teraz, Bóg ją do siebie powołał... troski jej skończyły się. Zasnęła snem sprawiedliwych. Nie żałuj jej tego spokoju. Owszem, niech ci to będzie osłodą w nieszczęściu, że ta dobra, kochana matka, która tak uciążliwe miała życie, dziś na łonie Boga Wszechmocnego odbiera wynagrodzenie za wszystko, co z dopuszczenia Bożego na ziemi cierpliwie znosiła. Łzy twoje i głęboki żal podzielam serdecznie Anusiu, ale wśród tych łez i tego żalu o jedną rzecz ciebie proszę, to jest żebyś pamiętała, że będąc córką bardzo świątobliwej matki, masz obowiązek naśladowania jej; bądź przekonana, że ona nad wami z Nieba czuwać będzie. Idź teraz do kościoła na chwilkę. Ciężki krzyż twój złóż u stóp krzyża Chrystusowego. Tam proś o światło, o siłę, o odwagę.

– A dzieci? – odrzekła na to Anusia, ku drzwiom izdebki łzawe zwracając oczy. – Ja przy dzieciach zostanę do twego powrotu.


ROZDZIAŁ III

„Przetoż Wam powiadam: wszystko o cokolwiek modląc się prosicie, wierzcie, że otrzymacie a stanie się Wam”.

Mk 11, w. 24

Gdy w godzinę później wróciła Anusia do domu, modlitwą nieco pokrzepiona, zastała Ojca Hilarego i Siostrę Reginę, po którą tenże był posłał, pocieszających biedne dzieci, nieutulone w żalu. Zacny zakonnik wysyłając Anusię do kościoła, podjął się był dzieciom powiedzieć o śmierci matki, chcąc i tak już ciężko przygnębionej dzieweczce oszczędzić bolesnego tego zadania. Ujrzawszy starszą siostrę, rzuciły się w jej objęcia z wielkim płaczem, Anusia zaś tuląc je do łona, czuła, że odtąd całe jej życie rodzeństwu winno być poświęcone.

– Oh! Anusiu, Anusiu, co my bez mamy poczniemy! – wołała dziesięcioletnia Ludwinia. – Czyż to być może, że ona już nie żyje?...

I to mówiąc, rwała się ku drzwiom pokoju, w którym zwłoki matki leżały, lecz nagłą zdjęta trwogą i poszanowaniem, drzwi tych otworzyć nie śmiała. O cztery lata młodszy od niej Jaś, nie dobrze rozumiał, o co chodzi, bo dzieci nie rozumieją całej grozy śmierci. Płakał, bo widział płaczące siostry, nie zdawał sobie wszakże sprawy z powodu tych łez. Po chwili, wziąwszy siostrę za rękę:

– Anusiu – zawołał – pójdźmy do mamy, ona tylko śpi, śpi długo, bo chora, ale my ją tak prosić będziemy, tak będziemy ją po rękach całować, że się obudzi. Zobaczysz Anusiu, jak jej powiem, że już zawsze grzeczny będę, że przy pacierzu nie będę łapał much, że w kościele kręcić się nie będę na wszystkie strony, że dziś jeszcze douczę się „Kiedy ranne wstają zorze” to mnie mama w głowę pocałuje i powie: „Dobrze, mój Jasieczku, bądź dobry, to ci Pan Jezus pobłogosławi”.

Serdeczna prostota chłopczyny rozczuliła wszystkich do głębi serca. Wziął go Ojciec Hilary na kolana, podczas gdy Siostra Regina zwolna otwierała drzwi od pokoju zmarłej.

– Jasiu – rzekł zakonnik poważnym głosem wskazując ręką na postać pani Onufrowej – mama słyszy twoje słowa, słyszy je z Nieba dokąd ją Pan Bóg powołał do swojej chwały, bo była dobra, pobożna, pracowita, miłosierna. Pamiętaj, coś mamie obiecał: że będziesz grzeczny, pilny w nauce, posłuszny, pobożny. Odtąd we wszystkim musisz słuchać Anusi, bo tak mama kazała. Słuchając Anusi, będziesz słuchał mamy. Bóg was nie opuści, moje dzieci, jeśli wy się Boga trzymać będziecie. Matka nad wami czuwa, za was się modli. Póki się będziecie starali we wszystkim słuchać udzielanych wam przez nią przestróg i rad; póki w sercach waszych żadna nie postanie myśl, której byście przed tą ukochaną, a dziś już zmarłą matką wyjawić nie mogli, dopóty błogosławieństwo Boże nad wami spoczywać będzie. Nieszczęście wasze jest bardzo wielkie; wielkie też będzie miłosierdzie Boskie. Siostra Regina obiecała, że tu przy was zostanie w tych pierwszych ciężkich chwilach. Wszak tak Siostro?

– Tak, jest, wielebny Ojcze, Matka Przełożona pozwoliła mi tu pozostać aż po pogrzebie pani Onufrowej. Ludwini i Jasiowi kazała co rano na cały dzień tam do nas chodzić; Siostry się nimi zajmą i tylko na noc do domu wracać będą. Tym sposobem Anusia przez te pierwsze dni nie będzie potrzebowała o nich się kłopotać, a ja jej tu we wszystkim dopomogę i pocieszę ile będę mogła.

– Bóg Wam zapłać, wielebny Ojcze, Bóg zapłać kochana Siostro – z rozrzewnieniem rzekła Anusia – to już pewno modlitwy matki naszej ukochanej takich nam opiekunów wyprosiły.