Droga do raju  - Juliet Landon - ebook
Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Droga do raju - Juliet Landon

Piękna Adorna Pickering wodzi za nos licznych dworzan Elżbiety I; pozwala się adorować, fl irtuje, lecz zawsze w ostatniej chwili umyka. Można by sądzić, że ta gra ją bawi. Tymczasem, mimo że z pewnością pochlebia jej zainteresowanie mężczyzn, w gruncie rzeczy nie chce poddać się ich władzy. Obawia się utraty niezależności, choć jest ciekawa miłości, o ktorej jeszcze nic nie wie. Ten sekret odkrywa przystojny i władczy sir Nicholas Rayne. Postanawia zdobyć Adornę.

Opinie o ebooku Droga do raju - Juliet Landon

Fragment ebooka Droga do raju - Juliet Landon







Juliet Landon

Droga do raju

Tłumaczyła Bożena Kucharuk

Harlequin


Drogie Czytelniczki!


Z wielką przyjemnością - ponieważ umilamy Wam czas ciekawą lekturą

- oraz z nie mniejszą satysfakcją - bo najwyraźniej romans historyczny Harlequina cieszy się dużą popularnością – informujemy, że od kwietnia będziecie miały do wyboru aż trzy powieści miesięcznie. Przypominamy, że co drugi miesiąc wydajemy książkę w serii Wielki Romans Historyczny, a w tym roku przygotowaliśmy dla Was, między innymi, trzy tytuły znakomitej Georgette Heyer.

A jakie powieści w tym miesiącu pozwolą Wam oderwać się od nie zawsze przyjaznej codzienności?

Juliet Landon zaprasza na dwór królowej Elżbiety I z dynastii Tudorów,

często uważanej za najwybitniejszego władcę Anglii. To za czasów Elżbiety I Anglia przeżywała okres rozkwitu Z drugorzędnego państwa wyrosła na morską potęgę, rozwinął się handel, rozkwitła sztuka i kultura. Droga do raju to powieść, która odsłania sekrety życia królewskiego dworu i opowiada o pięknej, acz płochej Adornie Pickering i jej miłosnych perypetiach. Paula Marshall osadziła swą książkę w realiach angielskiej regencji.

W Zrządzeniu losu przypadkowo dochodzi do spotkania dwóch silnych osobowości: stanowczej młodej kobiety przyzwyczajonej do decydowania o sobie i mężczyzny niechętnemu wszelkim ograniczeniom. Czy zauroczenie ma szansę przekształcić się w miłość?

Meg Alexander upodobała sobie okres regencji. Bohaterka jej powieści

unika nieszczęścia, a kto wie, czy nie tragedii, dzięki troskliwości i zapobiegliwości przyjaciół. Przyjaźń i kochanie na dobre zagości w jej do niedawna pełnym udręki życiu.







Harlequin. Każda chwila może być niezwykła.


Czekamy na listy


Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21


Tytuł oryginału: One Night In Paradise

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2003

Redaktor serii: Barbara Syczewska-Olszewska

Opracowanie redakcyjne: Maria Dutkowska

Korekta: Zofia Firek






© 2003 by Juliet Landon

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans Historyczny są zastrzeżone.

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4

Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa

Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona

ISBN 978-83-238-2885-3

Indeks 339083

ROMANS HISTORYCZNY – 186

Konwersja: Nexto Digital Services




Rozdział pierwszy




23 czerwca 1575, Richmond, Surrey


W dniu, w którym królowa Elżbieta I udała się na polowanie, zdolność Adorny Pickering do zachowania spokoju została wystawiona na ciężką próbę. W królewskim parku w Richmond Adorna zasłynęła nie tyle swoją znakomitą jazdą konną, co pełnym gracji wjechaniem wprost do Tamizy oraz odważnym, acz mało wiarygodnym stwierdzeniem, że nic takiego się nie stało. Choć dziewczynie udało się wzbudzić współczucie i podziw samej królowej, wśród zebranych był mężczyzna, którego niefortunny wypadek Adorny poruszył w zgoła odmienny sposób.

Wszystko zaczęło się tak dobrze… Letnie słońce zwiastowało bezwietrzny dzień, wprost idealny na polowanie z sokołem, której to rozrywce jej królewska mość oddawała się z upodobaniem przy okazji każdego pobytu w Richmond. Park był rozległy, pełen jeleni i ptactwa wodnego, a świta wytwornych dworzan królowej, spowitych w barwne szaty, dumnie wyprostowanych na pięknych koniach i pyszniących się swoją pozycją przydawała temu miejscu dodatkowego blasku i splendoru.

Jako córka królewskiego mistrza zabaw, Adorna miała możliwość obracania się w wysokich sferach. I to właśnie ojciec uświadomił jej ostatnio, że życie w Richmond, w pobliżu królewskiego dworu ma wiele zalet.

Adorna miała wśród gości królowej wielu adoratorów, którzy rozpromieniali się na jej widok i słali jej powłóczys te spojrzenia. Trzeba przyznać, że jej olśniewająca uroda i jasnozłociste włosy mogły budzić podziw. Siedząc na wspaniałej, przystrojonej w błękitną uprząż klaczy, którą tydzień temu otrzymała w prezencie na swoje dwudzieste urodziny, przyciągała uwagę zgromadzonych mężczyzn. Przy jej boku jechał Peter Fowler, młody dworzanin, który w głębi duszy miał nadzieję, że związek z córką wysoko postawionego urzędnika królewskiego przyspieszy jego karierę. Z całą pewnością nie był on obojętny na wdzięki Adorny, jednak to raczej ogromna ambicja i plany na przyszłość sprawiły, że dziś rano towarzyszył pannie Pickering.

Wśród połyskliwych kolorów, wirujących pióropuszy i wesoło biegających pomiędzy końskimi kopytami spanieli goście czekali, aż królewskie sokoły zostaną wreszcie wypuszczone, a kaczki zmuszone do poderwania się do lotu. Jednak młoda i płochliwa klacz Adorny postanowiła zaprotestować przeciwko całemu temu zamieszaniu. Trzęsąc się ze strachu i próbując uciec przed nieznośnym trzepotem kaczych skrzydeł, niespokojnie dreptała w miejscu. Adorna z trudem powstrzymywała ją od zderzania się z innymi końmi, których właściciele, zaabsorbowani przebiegiem polowania, nie zauważali zagrożenia. W końcu, pewna, że kryzys został ostatecznie zażegnany, Adorna skupiła uwagę na szybujących sokołach, które właśnie upuściły dwie z upolowanych kaczek do rzeki.

Wszyscy zastanawiali się teraz, jaki śmiałek odzyska dla królowej tę trzepoczącą zdobycz. Nikt nie spostrzegł, że narowista klacz Adorny, wbrew woli i protestom właściciel ki, zdecydowała się odegrać rolę tego śmiałka i z całą stanowczością i determinacją ruszyła w stronę rzeki. Tymczasem wśród głośnych krzyków i wybuchów śmiechu ktoś próbował wyłowić kaczki, używając rapiera zamiast wędki, a jakiś inny ochotnik zdecydował się na desperacki skok w odmęty Tamizy, byle tylko uratować zdobycz i zyskać uznanie monarchini. Ona sama również dała się wciągnąć w tę dziką zabawę, zaśmiewając się do rozpuku. Nikt natomiast, nawet Peter, nie zauważył, jak klacz Adorny, z bezradną właścicielką na grzbiecie, coraz bardziej zbliżała się do brzegu.

– Peter, pomóż mi! – zdołała jeszcze krzyknąć Adorna, lecz zainteresowany kaczkami mężczyzna nie usłyszał jej słów. Sięgnęła po szpicrutę, żeby zmusić klacz do odwrotu. Nie zdążyła jednak i szpicruta zamiast trafić nieposłusznego konia, z głośnym świstem przecięła lustro wody. Pomoc nadeszła niespodziewanie; jakiś dobrze zbudowany męż czyzna wjechał na koniu do rzeki i w momencie, kiedy silny prąd Tamizy omal nie porwał Adorny, zdecydowanym ruchem chwycił jej klacz za uzdę i z ogromnym trudem i poświęceniem poprowadził ją ku brzegowi.

Starając się nie spaść z konia i bezpiecznie dotrzeć na ląd, Adorna nie zwracała większej uwagi na powierzchowność wybawiciela. Zdołała jedynie zauważyć, że był on na tyle silny, żeby wyrwać lejce z jej rąk i wyciągnąć konia z błotnistej wody aż na sam brzeg.

Przystając z dala od wiwatującego tłumu, Adorna odzyskała wreszcie głos.

– Dziękuję, bardzo dziękuję – powiedziała, kurczowo ściskając łęk siodła, kiedy klacz gwałtownie szarpnęła do przodu. – Dzięki Bogu, ktoś mnie wreszcie zauważył.

To szczere podziękowanie zostało jednak źle odczytane.

– Niech się pani zastanowi, czy to aby na pewno dobry sposób na przyciągnięcie uwagi – rzekł z dezaprobatą mężczyzna. – Te oklaski są dla królowej, a nie w dowód uznania dla pani wyczynu. W przyszłości proszę raczej pozostawić odzyskiwanie zwierzyny psom.

Adorna nie wierzyła własnym uszom. Lubiła mieć ostatnie słowo, jednak ta kąśliwa, opryskliwa uwaga sprawiła, że z wrażenia na chwilę odjęło jej mowę. Już zamierzała odpowiedzieć na tę zuchwałość, gdy wtem poczuła, że wybawca bezceremonialnie zdejmuje ją z konia i stawia na ziemi.

– Pan wybaczy, ale miałam na myśli swoje kłopotliwe położenie – odgryzła się Adorna, jednocześnie odtrącając wyciągniętą ku niej dłoń. – Gdybym chciała, jak pan to sugeruje, zwrócić na siebie uwagę zebranych, to, proszę mi wierzyć, nie wjechałabym do rzeki w momencie, kiedy oczy całego dworu zwrócone były w innym kierunku. Pragnę panu również oznajmić, że nie brałam udziału w wyławianiu zagubionej zdobyczy. Czy, zanim się pan oddali, mogłabym pozbawić go jeszcze jakichś urojeń? – Zrzuciła z ramion przemoczoną błękitną pelerynę i zwróciła się w kierunku Petera, który właśnie zsiadł z konia i uklęknął.

– Peter! – zawołała – Wstań z kolan, co ty ro… Och! – Jej tajemniczy wybawca również klęczał. Tłum rozstąpił się nagle i także Adorna głęboko się skłoniła, widząc naprzeciw siebie królową na pięknym gniadym koniu.

– Ponoć wałachy lepiej nadają się na polowania – powiedziała. – Pani klacz jest piękna, ale czy nie brakuje jej ogłady? – Królowa, uosobienie łaskawości i miłosierdzia, wydawała się szczerze współczuć Adornie, co dla nieszczęsnej dziewczyny stanowiło miłą odmianę po grubiańskim potraktowaniu jej przez nieznajomego.

Adorna nie mogła przepuścić takiej okazji. Spojrzała na swojego wybawiciela z wyniosłą miną, po czym zwróciła się do królowej.

– Wasza królewska mość jest nadzwyczaj uprzejma. Chciałabym jednak zauważyć, że moja klacz jest jeszcze młoda, ale nie potrafię znaleźć żadnego usprawiedliwienia dla braku dobrych manier u niektórych z nas. – Nie było najmniejszej wątpliwości, do kogo skierowała tę uwagę. Adresat uszczypliwego komentarza posłał Adornie gniewne spojrzenie, a wśród gości królowej, niczym odgłos pękającego lodu, rozniósł się drwiący śmiech.

Adorna była pewna, że ma przed sobą najbardziej zadufanego w sobie, butnego i niewychowanego, ale zarazem i najprzystojniejszego mężczyznę, jakiego zdarzyło jej się spotkać. Musiał zwrócić też uwagę królowej, która otaczała się wyłącznie dobrze zbudowanymi młodzieńcami o nieprzeciętnej urodzie. W istocie, nieustraszony wybawiciel Adorny miał ciemne oczy i czarne, gęste, zaczesane do tyłu włosy, na których nadal widoczny był ślad po aksamitnej czapce zdjętej w obecności monarchini. Kiedy królowa pozwoliła mu powstać, Adorna zwróciła uwagę na jego długie i muskularne nogi oraz mocne uda, rysujące się pod obcisłymi spodniami. Granatowy aksamitny strój nieznajomego idealnie komponował się z błękitnym ubiorem Adorny. Niestety, upodobanie do okryć wierzchnich w kolorze niebieskim zdawało się jedyną rzeczą, która ich łączyła.

Wciąż rozbawiona królowa zwróciła się w końcu do mężczyzny.

– Sir Nicholasie, najwyraźniej nie tyle ważny jest sam czyn, co sposób, w jaki się go dokonuje. Jeżeli następnym razem to ja wpadnę do rzeki, będę oczekiwała od pana znacznie więcej taktu i delikatności.

Skłoniwszy się, sir Nicholas odważnie uśmiechnął się do królowej.

– Wasza królewska mość – zaczął – prędzej księżyc wpadnie do rzeki, aniżeli ty, miłościwa pani.

– Mam nadzieję, że ma pan rację – odparła królowa, przyjmując komplement i ponownie zwracając się do Adorny. – Panno Pickering, doprawdy niewiele jest kobiet, które wyglądałyby równie pięknie jak pani po tak dramatycznym przeżyciu. Żywię głęboką nadzieję, że mimo wszystko zostanie pani z nami.

Adorna zrozumiała, że nie powinna sprzeciwiać się woli królowej.

– Dziękuję, wasza królewska mość. Pragnę pozostać do samego końca.

– Proszę tak uczynić – odrzekła królowa. – Proszę się również nie wahać i skorzystać z pomocy sir Nicholasa, który nauczy pani niepokornego konia moresu. Niechaj dotrzyma pan towarzystwa tej miłej damie – rzuciła w jego stronę.

On zaś ponownie skłonił się królowej, pokornie przyjmując powierzone mu zadanie. Jednak Adorna nie chciała oddać się pod opiekę tego grubianina. Zamierzała oddalić się w stronę Petera Fowlera, kiedy usłyszała ironiczny głos tuż za swoimi plecami.

– Panna Pickering, córka sir Thomasa. No proszę…

Adorna spojrzała w stronę sir Nicholasa.

– A pan, jak sądzę, jest jednym z koniuszych, co zresztą wyjaśniałoby, dlaczego jesteś bardziej uprzejmy w stosunku do koni niż do ich właścicieli. Dobrze, że tego samego nie można rzec o pańskim zwierzchniku. – Nie było tajemnicą, że przełożony sir Nicholasa jest szaleńczo zakochany w królowej.

– Mój zwierzchnik, droga pani, nie musiał jeszcze wyciągać jej królewskiej mości z rzeki na oczach całego dworu. To nie ta rącza klacz potrzebuje lekcji dobrych manier, lecz pani. Proszę mi wierzyć, że jej królewska mość właśnie to miała na myśli.

Tymczasem klacz, teraz już łagodna jak baranek, w najlepsze zajadała słodkie przysmaki z ręki sir Nicholasa.

Adorna z furią rzuciła się w jego stronę.

– Bzdura! Nikt nie przemawia tak szczerze jak królowa! Gdyby miała na myśli moje złe maniery, dałaby mi to jasno do zrozumienia. A teraz pragnę dotrzymać jej towarzystwa, tak jak sobie tego życzyła. Doprawdy, dziękuję za pańską pomoc i zwalniam pana od wszelkich zobowiązań. Proszę dalej prawić grzeczności swoim koniom.

– Ależ pani! – Ostry ton Petera Fowlera sugerował, że pozwoliła sobie na zbyt wiele. – Ten pan to sam sir Nicholas Rayne, zastępca głównego koniuszego królewskiego.

Zanim Adorna zdołała pozwolić sobie na kolejną złośliwość, sir Nicholas z uśmiechem skłonił się przed Peterem.

– A pan, panie Fowler?

– Jestem naczelnikiem straży – odpowiedział Peter.

Adorna nie miała ochoty na swobodniejszą rozmowę ze swym wybawcą. Podziękowawszy mu, popatrzyła błagalnie na Petera, chcąc, by pomógł jej wsiąść na konia, jednak sir Nicholas był szybszy. Jednym susem znalazł się przy Adornie, chwycił ją w pasie i posadził w siodle tak, jakby była małą dziewczynką.

Przy tej czynności przez chwilę poczuła na policzku dotyk jego szyi i ramienia; musnęła ją miękka biała kreza, zdobiąca niebieski wams i owionął delikatny zapach piżma. Po chwili zobaczyła świat z właściwej perspektywy. Sir Nicholas cofnął dłonie. Przyglądał się jej zuchwale i uważnie, znacznie dłużej, niż wypadało. Zmieszana, zamrugała oczami, wzięła od niego wodze, a potem czekała, aż wraz z Peterem odlepi mokrą tkaninę sukni od jej nóg i uformuje w fałdy.

Orszak królowej zaczął się oddalać.

– Dziękuję, sir Nicholasie – powiedziała oschłym tonem Adorna w stronę jego niebieskiej aksamitnej czapki z kołyszącymi się białymi i złocistymi piórami. – Myślę, że powinien pan już iść.

Nie odpowiedział. Przejął wodze swego konia od masztalerza i wskoczył na siodło, po czym zrównał się z wierzchowcem Adorny i, ku jej oburzeniu, dał Peterowi znak ruchem głowy, że będzie im towarzyszył.

Nim dotarli do pól rozpościerających się za rzeką, Adorna zdołała się opanować na tyle, że jadący obok mężczyźni mogli odnieść wrażenie, iż czuje się doskonale. Oczywiście było to dalekie od prawdy. Jasnoniebieska suknia nasiąkła wodą tak, że przemoczyła siodło, które stało się ciepłe, kleiste i boleśnie ocierało uda; klacz miała ubłocony zad, a lśniące dzwoneczki przy uprzęży, zazwyczaj wydające srebrzyste dźwięki, pobrzękiwały głucho. Co gorsza, Adornę niepokoiła obecność jej wybawcy, który z niewiadomych powodów uparł się jej towarzyszyć. Dobrze pamiętała dotyk jego dłoni; nie zamierzała jednak dać po sobie poznać, że wywarł na niej jakiekolwiek wrażenie.

Jak życzyła sobie tego królowa, podjechali do zgromadzonych na polowaniu, co pogorszyło nastrój Adorny. Zmieniwszy sokoła wędrownego na rzadki okaz sokoła białozora, królowa trzymała go, zakapturzonego, na przegubie. Gdy jakaś czapla z głośnym klekotem wzbiła się w niebo, sokół został uwolniony, by poszybować wyżej, po czym nagle zanurkował i spadł na ofiarę tak, że wystawił ją chartom, których szybkość gwarantowała bezpieczeństwo cennemu drapieżcy. Zebrani wyrazili uznanie okrzykami i oklaskami, po czym zostali zaproszeni na piknik.

Adorna podeszła do stojącej na skraju grupy przyjaciół i sięgnęła po jedzenie roznoszone przez młodych paziów. Starała się zachowywać tak, jakby incydent nad rzeką nie wywarł na niej żadnego wrażenia. Przyjaźnie odnosiła się do Petera, jednak jej oczy wydawały się żyć swoim życiem, i bez przerwy kierowały się w stronę dobrze zbudowanego mężczyzny w granatowym stroju. Zanosząc się głośnym śmiechem, zmierzał w stronę dam dworu.

Ubrane całe na biało, młode kobiety stanowiły doskonałe tło dla rdzawozłocistej sukni królowej. Podobnie jak Adorna, monarchini miała na głowie kapelusz z wysoką główką, ozdobiony piórami przy rondzie, kaft an przypominający męski wams, zapięty aż po szyję, i suto marszczoną spódnicę. Jednak podczas gdy strój Adorny był skromnie ozdobiony, ubiór królowej mienił się od błyszczących sznurów, łańcuchów, wisiorów i klejnotów, umieszczonych na wszystkich możliwych powierzchniach, nie wyłączając śnieżnobiałej koronkowej krezy.

Suknia Adorny pomału wysychała. Wkrótce uczestnicy polowania mieli wyruszyć na poszukiwanie czapli i żurawi, a także skowronków dla mniejszych sokołów. Adorna podeszła do klaczy, która stała przywiązana do drzewa i popijała wodę z wiadra.

– Dobrze się czujesz, moja śliczna? – powiedziała cicho, patrząc na ubłocony zad konia. – Mogło się to dla nas źle skończyć. Mam nadzieję, że niedługo dojdziesz do siebie.

– To zależy głównie od jeźdźca – odezwał się jakiś głos.

Nie chcąc rozpoczynać kolejnego starcia, Adorna zacisnęła usta i z czułością przesunęła dłonią po końskim zadzie. Zamierzała dokładnie obejrzeć nogi klaczy. Sir Nicholas położył rękę przy dłoni Adorny. Z niechętnym podziwem patrzyła, jak po mistrzowsku, a jednocześnie niezwykle czule i delikatnie bada zwierzę.

– Pewnie jest pani ciekawa, jakie wyciągnąłem wnioski – powiedział. – Klacz jest cała i zdrowa po kąpieli w rzece. Myślę, że bez trudu da się ją uspokoić, ale najpierw powinno się jej pokazać, kto tu jest panem. – To mówiąc, gładził aksamitne boki zwierzęcia. Adorna była pewna, że te słowa dotyczą zarówno jej, jak i klaczy. – To rasowe stworzenie – dodał – ale nie dla amatorów. – Przy tych słowach spojrzał na stojącego nieopodal Petera Fowlera, którego policzki zaróżowiły się od gniewu.

Adorna była w głębi duszy zadowolona, że sir Nicholas uważa Petera za jej ukochanego, gdyż zapewniało jej to ochronę. Wstydziła się dreszczyku emocji, który poczuła, przekonując się, że początkowo nieprzychylnie usposobiony wybawca ma ochotę z nią pofl irtować. Złośliwa odpowiedź sama wydobyła się z jej ust.

– Proszę nie przejmować się wymaganiami mojej klaczy – rzuciła ostro. – Moimi zresztą też nie. Do tej pory doskonale radziłyśmy sobie bez pańskiej pomocy i proszę sobie nie wyobrażać, że jeden bohaterski wyczyn sprawi, iż stanie się pan dla nas niezbędny. Myślę, że powinien udać się pan do swego zwierzchnika, który pana potrzebuje. Życzę miłego dnia.

Zamierzała odejść, jednak zagrodził jej drogę, kładąc dłoń na siodle.

– O nie, pani – powiedział karcącym tonem, nie podnosząc jednak głosu. – Już trzeci raz każe mi pani odejść. Istnieje bardzo ograniczona liczba osób, które mają prawo mi rozkazywać, i z pewnością nigdy nie będzie się pani do nich zaliczać. Co więcej, kiedy królowa prosi, żebym zajął się damą, będę to czynił, dopóki nie odwoła polecenia. Jeśli to się pani nie podoba, powinna pani zgłosić swe uwagi naszej monarchini. A teraz, droga pani, proszę się przygo tować do wsiadania na konia. – Po tym ostrzeżeniu chwycił ją w ramiona.

Powinna była się tego spodziewać, gdyż już wcześniej dał się poznać jako człowiek działający bez zastanowienia. Co dziwne, czuła się obezwładniona jego bliskością. Jego twarz znalazła się tuż przy jej twarzy. Nie posadził jej na koniu, jak poprzednio, tylko mocno ją trzymał, uniemożliwiając walkę o uwolnienie.

– Ośmiela się pan mnie obrażać – powiedziała cicho Adorna. – Może być pan pewien, że mój ojciec o wszystkim się dowie. – Mówiąc to, była pewna, że ojciec nigdy nie usłyszy o tym, co się stało, z jej ust, i że nawet jeśli ten śmiałek istotnie ją obraził, to zarazem przyprawił o mocne bicie serca. Inni mężczyźni przejęliby się jej groźbą. Ojcem Adorny był sir Thomas Pickering, mistrz zabaw, przewyższający tego zuchwalca pozycją.

Sir Nicholas nie był jednak zaniepokojony w najmniejszym nawet stopniu.

– Myślę, że się nie dowie – odpowiedział.

Owionął ją swym oddechem; była pewna, że chciał, by poczuła jego bliskość, tak jak nieułożony koń powinien przyzwyczaić się do obecności człowieka i jego wymagań. Sir Nicholas miał pięknie wykrojone wargi, prosty nos, silnie zaznaczone łuki brwi i wyraziste oczy w kolorze brązowego jaspisu, z ciemnymi rzęsami. Sądząc po twarzy, musiał mieć około trzydziestu lat.

– Proszę mnie puścić!

Uniósł ją z uśmiechem i posadził w siodle, po czym dotknął palcem jej szpicruty.

– Jest tylko po to, by ładnie wyglądać. Nie trzeba jej używać. Ogiery tego potrzebują, ale klacze nie.

Adorna czuła się teraz dużo bezpieczniej.

– A źrebice? – zapytała. – A wałachy?

Na jego twarzy znów pojawił się uśmiech, który po chwili zniknął. Sir Nicholas najwyraźniej zauważył, że Adornie wróciła odwaga.

– Proszę mi przypomnieć, żebym następnym razem powiedział pani o tych pierwszych. Na temat wałachów mam wiadomości, które w żaden sposób nie mogą być pani przydatne.

Dobrze wiedziała, że i tym razem żadne z nich nie mówiło o koniach.


Popołudnie minęło jej w oszołomieniu. W pewnej chwili Peter Fowler, wyraźnie źle oceniając sytuację, zapytał:

– Czemu jest pani taka milcząca? Czyżby kąpiel w rzece tak panią zdeprymowała? Szkoda, że nie pozwolono pani pojechać do domu i się przebrać. Wróciłaby pani z powrotem, zanim jej królewska mość zdążyłaby zauważyć pani zniknięcie.

To przynajmniej było bliskie prawdy, jako że dom Adorny znajdował się zaledwie pół mili od pałacu. Sir Thomas i lady Marion mieszkali tam, gdy królowa przebywała w Richmond. Mieli też inne posiadłości położone obok królewskich rezydencji w pobliskich hrabstwach. Życie na dworze stwarzało wiele pokus, a lady Marion, urocza matka Adorny, nie zamierzała zostawiać przystojnego męża na pastwę kobiet, z którymi musiał się kontaktować. Jako mistrz zabaw, spotykał więcej ludzi niż przeciętny urzędnik, będąc odpowiedzialnym za kostiumy i efekty sceniczne, służące rozrywce jej królewskiej mości. Sprawy organizacji rozmaitych imprez były na dworze traktowane niezmiernie poważnie, gdyż rozrywka stanowiła przeciwwagę dla trudnych problemów wagi państwowej.

Sir Thomas miał nadzieję, że tego dnia Adorna będzie mu towarzyszyć, jednak kiedy Peter Fowler zwrócił się doń z prośbą o pozwolenie na zabranie córki na polowanie i piknik z udziałem królowej, nie miał serca mu odmówić. Mimo to uważał, że Fowler nie powinien robić sobie żadnych nadziei w związku z Adorną: z jej urodą i koneksjami, córkę stać było na znacznie lepszego kandydata.

Rodzice byli niezwykle dumni z córki: Adorna miała jasnoblond włosy i pięknie wyrzeźbioną twarz, ogromne szaroniebieskie oczy z gęstymi, długimi rzęsami i pełne wargi, których, o ile było im wiadomo, nigdy nie całował żaden mężczyzna. Być może trafiło się to jedynie chłopcom w czasie Bożego Narodzenia. Nie trzeba dodawać, że Adorna wzbudzała ogromne zainteresowanie; tak wielkie, że sir Thomas i lady Marion byli krytykowani przez członków rodziny za to, że pozwalają jej na zbytnią wybredność. W wieku dwudziestu lat, twierdzili, Adorna powinna już być żoną i matką. Należało sprawić, by porzuciła nierealne wyobrażenia i poślubiła najbogatszego kandydata, tak jak czyniły to inne, rozsądne kobiety.

Szczęśliwie dla Adorny, jej rodzice ignorowali te rady, świadomi, że dwór królewski jest istną wylęgarnią intryg i romansów, że pełno tu złamanych serc i rozpadających się małżeństw, oszustw i zdrad. Adorna rzadko przebywała w najbliższym otoczeniu królowej. Monarchini nigdy zresztą na to nie nalegała, szanując poglądy Pickeringa, który uważał, że młode atrakcyjne dziewczyny stają się często obiektem męskiej adoracji z nie zawsze szlachetnych pobudek. Jej królewska mość w przeszłości miała już dość problemów z sześcioma młodymi druhnami, które straciły dziewiczą cześć tak szybko, że i na królową padł cień jako na strażniczkę ich moralności.

Mimo wszystko królowa pamiętała o istnieniu Adorny Pickering, a ponieważ lubiła sir Thomasa i jego żonę, zaprosiła całą utalentowaną rodzinę na służbę. Było to korzystne dla obu stron; królowa lubiła otaczać się urodziwymi, zdolnymi ludźmi. Mimo że sir Thomas wciąż pozostawał jednym z pracowników Wielkiej Garderoby zarządzanej przez sir Johna Fortescue, jego pozycja stawiała pewne wymagania, wśród których było pokazywanie się w najlepszym towarzystwie.

Możliwość przebywania na królewskim dworze bez konieczności stałego uczestnictwa w życiu towarzyskim cieszyła Adornę, zwłaszcza że dom rodzinny znajdował się bardzo niedaleko, a ojciec zawsze był pod ręką, gotów służyć pomocą w razie niebezpieczeństwa. Niejeden raz skutecznie odstraszył natrętów, a krycie się pod jego skrzydłami stało się niezawodnym sposobem Adorny na zbyt śmiało sobie poczynających adoratorów, młodych i starych, którzy zamierzali sięgnąć po więcej, niż była skłonna im zaoferować. Chociaż w Sheen House, jej domu znajdującym się tuż obok pałacu, roiło się od gości, w modnie zaprojektowanym wnętrzu z wieloma krętymi korytarzami znajdowało się kilkanaście miejsc, w których mogła się schronić.

Było jeszcze stosunkowo wcześnie i miała ochotę zobaczyć, jak ojciec sobie radzi. Przejście z Sheen House wraz ze służącą nie stanowiło żadnego problemu; wystarczyło zrobić parę kroków ulicą nazwaną niedawno Paradise Road i przejść przez bramę pałacowego ogrodu.

Ku niezadowoleniu sir Thomasa, musiał on dzielić niewielką przestrzeń z Wielką Garderobą, w której przechowywano część ubrań królowej; inne znajdowały się w Londynie. W rezultacie krawcy i kuśnierze, hafciarze, malarze, szewcy i inni rzemieślnicy pracowali ramię przy ramieniu. Artystyczny talent Adorny często się przydawał; potrzebni byli ludzie z fantazją i umiejętnościami plastycznymi do projektowania dekoracji, rekwizytów, efektów specjalnych i kostiumów do wielu dworskich przedstawień.

Tego dnia Adorna usiadła w zacisznym kąciku i zajęła się przeglądaniem wystawnych strojów i fantazyjnych masek przygotowanych na bal, który miał się odbyć w pałacu pod koniec tygodnia. Wcześniej pomogła zaprojektować kostiumy, wybrać tkaniny i biżuterię, a także skonstruować misterne przybrania głowy i peruki, jako że wszystkie damy na dworze uparły się, by mieć bujne blond włosy. Uniosła jedną z masek i przytrzymała ją nad cienką suknią o barwie morskiej zieleni, ozdobioną złocistymi frędzlami. Przechyliła głowę, by ocenić efekt.

– Włóż ją – poradził ojciec. – To najlepszy sposób, żeby zobaczyć, jak się prezentuje.

– To mi raczej nie pomoże.

– Tobie nie, ale mnie bardzo. – Uśmiechnął się. Chcąc zrobić mu przyjemność, Adorna wzięła maskę i suknię ozdobioną srebrnymi i złotymi gwiazdami, po czym udała się w kąt oddzielony parawanem od reszty pomieszczenia. Maybelle, służąca, pośpieszyła jej z pomocą, chociaż Adorna nie miała na sobie krynoliny ani gorsetu z fiszbinami. Po niedługim czasie wyszła zza parawanu, by pokazać się ojcu, lecz sir Thomas Pickering przebywał teraz w towarzystwie sir Johna Fortescue oraz swego pomocnika.

Adorna stropiła się, gdyż nie miała na sobie odpowiedniej bielizny, a poza tym jasnozielona suknia ozdobiona gwiazdami nie była jeszcze gotowa. Na szczęście maska wodnej boginki zasłaniała jej zarumienioną twarz, gdy wstydliwie przysłoniła biust, przytrzymując dwa brzegi tkaniny. Suknia miała tylko jeden rękaw; drugie ramię Adorny było nagie.

Zanim zdołała się cofnąć, mężczyźni zobaczyli ją w roli półnagiej morskiej nimfy i natychmiast przystąpili do rozmowy na temat kosztów ośmiu strojów: biało-złotej tkaniny jedwabnej z weneckimi frędzlami i spódnic z plecionkami ze srebrnej tkaniny, masek, stroików, butów, pończoch, trójzębów i innych akcesoriów… a wszystko razy osiem.

– Włóż stroik, kochanie – poprosił sir Thomas. – Który to ma być? Ten? – Uniósł przybranie głowy w kształcie muszli, okryte srebrzystą tkaniną z zieloną siatką, mającą imitować wodorosty, i podał Maybelle.

– Ojcze, wolałabym nie… jeśli można – zaprotestowała Adorna.

Została jednak przegłosowana przez trzech mężczyzn; stroik został umieszczony na jej głowie, a maska naciągnięta na twarz, tak że Adorna zmuszona była do patrzenia na świat przez otwory na oczy. Pomyślała, że będzie musiała poprawić tę maskę przed balem. Usłyszała pomruki zadowolenia.

– Muszę już iść – mruknęła przez maleńki otwór wokół ust. – Proszę mi wybaczyć.

Odwróciła się jak ślepiec. Czyjaś ręka chwyciła ją za ramię, powstrzymując przed wpadnięciem na kogoś stojącego z tyłu. Znajomy głos sprawił, że Adorna szybko uniosła maskę, zaczepiając nią o włosy i stroik na głowie. Suknia rozchyliła się na piersi; na szczęście Maybelle szybko ją chwyciła. Adorna zdążyła jednak zobaczyć nieskrywane zaciekawienie w oczach sir Nicholasa.

– Nie najlepszy dziś dzień dla wodnych nimf – odezwał się cicho, puszczając jej ramię i cofając się, by mogła przejść.

Adorna szybko chwyciła czerwoną tkaninę z najbliższego stołu i się nią okryła.

– To nie jest uliczna zabawa! – powiedziała ostro.

Sir Thomas próbował załagodzić sytuację.

– W porządku, moja droga. Sir Nicholas przyszedł tu z polecenia koniuszego koronnego, który chce wiedzieć, ile bagaży weźmiemy w drogę do Kenilworth. Nie odsyłaj tego biedaka, zanim nie wypełni swojej misji. Inaczej to ja będę musiał udzielić odpowiedzi jego lordowskiej mości.

Adorna minęła sir Nicholasa i wróciła za parawan, kipiąc z wściekłości, że ten mężczyzna kolejny raz zastał ją w kłopotliwym położeniu.

– Wszystko w porządku – szepnęła Maybelle. – Nic nie widział.

– Do diabła z nim! – mruknęła Adorna. – Belle, zwiąż mi włosy i okryj tą siatką. O, tak jest lepiej.

Drugie wyjście zza parawanu było nie mniej teatralne niż pierwsze, jako że miała teraz na sobie dzienną suknię w rdzawym kolorze, a do tego fantazyjnie zarzuconą na ramiona błyszczącą czerwoną tkaninę, ciągnącą się z ramienia aż na podłogę. Czerwień wspaniale komponowała się z rdzawą barwą sukni, a kontrastowała ze złotą siatką na włosach upiętych w grecki węzeł.

Zdumieni jej przemianą i oszołomieni na widok tak czystego piękna, czterej mężczyźni przerwali rozmowę.

– Szybka zmiana, nimfo – rzekł z uśmiechem sir Thomas.

Sir Nicholas wyraził się z większą precyzją.

– Zamiana wody w ogień.

Sir John odchrząknął, po czym powiedział:

– Sir Thomasie, widzę, że projekty kostiumów na bal są gotowe. Mam nadzieję, że nikomu pan nie powie o tym, co tu widział, sir Nicholasie. Przebrania muszą pozostać tajemnicą aż do dnia balu. – Sir John surowo popatrzył na młodszego mężczyznę spod siwiejących brwi.

– Doskonale to rozumiem. Zapewniam pana, że nikt nie usłyszy ode mnie ani słowa na ten temat. Hrabia Leicester planuje wiele atrakcji na czas letnich podróży jej królewskiej mości i również zależy mu na zachowaniu dyskrecji.

– O właśnie – przypomniał sobie sir Thomas. – Chciał pan wiedzieć, ile wozów potrzebujemy na garderobę. A może przyszedłby pan do nas na kolację w sobotę? Lady Marion i ja zamierzamy świętować mój awans w gronie przyjaciół. Ci dwaj dżentelmeni również będą naszymi gośćmi. Czy ma pan wybrankę serca, sir Nicholasie?

– Nie, jeszcze nie.

Adorna uznała, że ojciec palnął głupstwo, zapraszając sir Nicholasa do domu. Oznaczało to, że już kompletnie nie będzie miała gdzie się schronić przed niechcianym adoratorem.

Sir Thomas najwyraźniej spodziewał się, że córka pochwali jego pomysł. Popatrzył na nią wyczekująco z uniesionymi brwiami.

– Adorna…?

Wyraz jej twarzy powiedział mu wszystko.

– Nie ma pan jeszcze damy serca, sir Nicholasie. Doskonale się składa. Jutro przybędzie do nas kuzynka Hester i żona zastanawiała się, kto może być jej partnerem. Teraz problem sam się rozwiązał.

Sir Nicholas skłonił się przed Adorną.

– Dziękuję. Nie mogę doczekać się spotkania z kuzynką Hester. Czy ona jest…?

– Tak, jest córką świętej pamięci sir Williama Pickeringa, jego spadkobierczynią. A teraz zechcą mi panowie wybaczyć.

Sir Nicholas odłączył się od grupy w tym samym czasie. Nie zamierzał tak łatwo pozwolić Adornie odejść. Zrównał z nią krok, co pewien czas wymijając pracujących przy warsztatach. Udało mu się wcześniej dojść do drzwi.

Spiorunowała go wzrokiem.

– Tym razem nie potrzebuję pomocy przy wsiadaniu na konia. Zostawiłam go w domu.

– Idzie pani pieszo? W tym? – Wskazał czerwony materiał.

– Owszem, w tym, tak długo jak pan będzie się na mnie gapił.

– A jeśli przestanę? – Uśmiechnął się łobuzersko.

Westchnęła i popatrzyła w stronę rozmówców ojca.

– Proszę załatwiać swoje sprawy, a moje zostawić mnie. Zajmuje się pan nie tym, co trzeba.

– Przyzwyczaję się do tego. Podobnie jak pani.

– Nie sądzę. Zobaczymy, jak poradzi pan sobie z kuzynką Hester.

– Czy kuzynka Hester będzie w kostiumie zainspirowanym żywiołem wody, czy ognia?

– W żałobie – odparła krótko Adorna. – Życzę miłego dnia.








Rozdział drugi




Zapytana przez ojca, dlaczego tak nieuprzejmie potraktowała sir Nicholasa Rayne’a, Adorna odpowiedziała niezbyt przekonująco, że ten mężczyzna jej nie obchodzi.

Sir Thomas uznał to wyjaśnienie za dalece niewystarczające.

– Mam nadzieję, że nie jestem tak opryskliwy dla tych, którzy niezbyt mnie obchodzą, gdyż w przeciwnym razie nie utrzymam się długo na swym stanowisku. Czy za twoim zachowaniem kryje się coś jeszcze? – Był niezwykle bystry.

Wysoki, elegancki, z siwymi włosami i brodą, sir Thomas cieszył się opinią człowieka sprawiedliwego, co pozwalało mu utrzymywać przyjaźnie we wszystkich dworskich kręgach.

– Nie, ojcze. Nic.

– To dobrze zapowiadający się młody człowiek. Hrabia ma o nim bardzo dobre zdanie.

– Wiem, ojcze. Mam nadzieję, że kuzynka Hester również go polubi.

– W takim razie może i ty będziesz udawać, że go lubisz, choćby przez wzgląd na nas.

– Dobrze, ojcze. Przepraszam.

– Jest więcej wart niż Fowler wraz ze swoim długim tytułem.

– Och, ojcze!

– Adorno, masz już dwadzieścia lat i nie możesz wiecznie przeganiać wszystkich kandydatów na męża. Niektórzy uważają, że…

– Nie, ojcze, błagam, żebyś niczego takiego nie robił. Na pewno rozpoznam tego właściwego mężczyznę, kiedy go zobaczę, a do tego czasu w zupełności wystarczy mi Peter jako opiekun.

– Doprawdy? W takim razie radzę ci się lepiej rozglądać, bo nadszedł już czas, żebyśmy z twoją matką zostali dziadkami. Czy ty czasem nie jesteś trochę zbyt wybredna, moja droga? – Delikatnie dotknął palcem jej policzka.

– To możliwe, ojcze.

Adorna wcale nie uważała się za osobę zbyt wybredną, jeśli chodzi o mężczyzn, chociaż skłonna byłaby się zgodzić, że trochę idealizuje małżeństwo. Nigdy nie przeżyła prawdziwej miłości i mogła opierać swoje wyobrażenia jedynie na relacjach przyjaciółek, opowieściach o królu Arturze i mitologii greckiej. Zdawała sobie sprawę, że nie są to najbardziej wiarygodne źródła, lecz nie miała dostępu do innych. W rezultacie wierzyła, że bezbłędnie rozpozna tego jedynego, gdy tylko się pojawi. Aroganccy, pewni sie bie młodzieńcy nie wchodzili w rachubę. Nie potrafiła jednak wyjaśnić, dlaczego wciąż myślała o sir Nicholasie Raynie, który przecież tak daleko odbiegał od jej ideału. Przed oczami cały czas miała jego twarz i sylwetkę.

Śmieszyły ją docierające do niej okrężną drogą plotki na temat tego, że niektórzy uważają ją za nieprzystępną, głównie dlatego, że nie była przygotowana na związanie się z mężczyzną na czas dłuższy niż kilka tygodni. Wiele przyjaciółek i przyjaciół z dzieciństwa było już matkami i ojcami, jednak Adorna i kilka bliskich jej osób póki co cieszyło się wolnością. Pomyślała, że królowa musi być w pewien sposób zadowolona ze swego wolnego stanu. Podczas gdy innych pochłaniało szukanie drugiej połowy i tworzenie małżeństwa, Adorna cieszyła się męską adoracją z bezpiecznej odległości. Wodziła za nos kandydatów, nikomu jednak nie dając pierwszeństwa i z nikim nie wiążąc się na poważnie. Uważała to za niewinną zabawę, która toczyła się pod jej całkowitą kontrolą. Miała wrażenie, że bierze udział w jednej ze sztuk pisanych przez jej brata, po których aktorzy zmieniają ubranie i spokojnie idą do domu.

Obecne zatroskanie ojca wydało jej się irytujące. Wyraźnie dał do zrozumienia, że nie będzie jej pomagał tak jak dawniej. Nie ulegało też wątpliwości, że sir Nicholas Rayne wydał mu się mężczyzną, którego gotów byłby uznać za zięcia, gdyby Adorna stanowczo nie oświadczyła, że to nie jest odpowiedni kandydat. Przy tym wszystkim trudno byłoby jej powiedzieć, kogo tak naprawdę szuka. Podobnie jak przyjaciółki, uważała, że kokieteria i płochość są naturalne u kobiety, natomiast u mężczyzny stają się poważnymi wadami. Kandydat na męża musi być stały w uczuciach, gotów do ciągłej adoracji, wiecznego zabiegania o względy wybranki, a przecież żadnej z tych cech nie sposób było przypisać sir Nicholasowi Rayne’owi, zastępcy koniuszego koronnego. Niech się zajmuje końmi, a ona pozostanie wierna swym ideałom.

Sheen House był najwygodniejszą rezydencją Pickeringów, położoną blisko miejsca pracy sir Thomasa, gdy królowa przebywała w Richmond. Był to zarazem ulubiony dom Adorny, graniczący z jednej strony ze starym klasztorem wzniesionym przez dziadka królowej w czasie, gdy przebudowywał stary, zniszczony przez pożar pałac. Sheen Palace w nowym kształcie został nazwany Richmond od nazwy włości w północnym Yorkshire, ulubionej siedziby Henryka VII.

Okazała rezydencja została wzniesiona na brzegu Tamizy. Pałacowe ogrody otaczały klasztor, mający swój własny ogród, nazywany rajskim, od strony wschodniej. Po rozwiązaniu klasztorów przed czterdziestoma laty domostwo pomału popadało w ruinę, kamienie wykorzystywano na innych budowach, piękny ogród zarósł chwastami i obecnie służył pałacowym gościom jako miejsce samotnych spacerów. Droga przechodząca obok Sheen House, klasztoru i prowadząca wzdłuż południowego muru pałacowego ogrodu w stronę rzeki, została nazwana Paradise Road.

Większość ziem klasztornych była widoczna z ogrodu sir Thomasa Pickeringa. W klasztornej winnicy i sadzie uwijali się teraz pałacowi ogrodnicy. Reszta zabudowań Richmond ciągnęła się wzdłuż rzeki na południe. Większość domów została zbudowana z drewna i otoczona rozległymi ogrodami i sadami. Miejsce to wydawało się bardzo odległe od hałaśliwego, zadymionego Londynu.


Sheen House wzniesiono z różowej cegły, podobnie jak sam pałac, na planie litery E od imienia Elizabeth. Ostatnio w ogrodzie przybył pawilon, w którym lady Marion wydawała przyjęcia, i to właśnie tam Adorna i Maybelle zostały powiadomione o przybyciu kuzynki Hester. Niewielka ośmiokątna budowla znajdowała się w rogu ogrodu, przy brukowanej ścieżce prowadzącej od fontanny, na tyle daleko od domu, że zdążyły zdjąć fartuchy i rzucić je na schody przed powitaniem gościa.

Spodziewały się, że zastaną kuzynkę Hester odmienioną, jako że ostatnio widziały ją jako dziesięcioletnie dziecko w czasie jednej z rzadkich wizyt jej ojca w Sheen House. Ojciec Hester nigdy się nie ożenił, nawet z jej matką, nieznaną damą dworu, która zgodziła się na to, by córkę wychowała jedna z zamężnych sióstr sir Williama. Adornie udało się ukryć zdziwienie, jednak Hester zachowała się bardzo spontanicznie.

– Och! – wyszeptała. – Och… eee… pani Adorna? – Hester przenosiła wzrok z Adorny na Maybelle i z powrotem. Mimo że o rok starsza od Adorny, wciąż była bardzo nieśmiała. Mięła w dłoniach czarne rękawiczki z koźlęcej skórki jak ściereczkę do naczyń.

Lady Marion położyła rękę na ramionach dziewczyny.

– Mów do niej po prostu Adorna – poprosiła łagodnym tonem. – Jesteś przede wszystkim kuzynką sir Thomasa, bardziej niż naszych dzieci, koniecznie więc zwracaj się do nas po imieniu. Sir Thomas, Seton i Adrian przyjdą później.

Słowa, które miały wprawić młodą damę w nastrój radosnego oczekiwania, wywołały wręcz odwrotny skutek. Hester wyglądała tak, jakby miała ochotę rzucić się do ucieczki.

Adornie zrobiło się jej żal. Uśmiechnęła się i wyciągnęła ręce do kuzynki, jednak Hester nie odpowiedziała takim samym gestem.

– Witaj, kuzynko Hester. Na pewno jesteś zmęczona po podróży z St Andrews-Underhill – zauważyła Adorna, chociaż nie było specjalnego powodu, żeby kuzynka czuła znużenie, jako że jej nowy dom znajdował się tuż obok katedry Świętego Pawła w centrum Londynu.

– Tak – powiedziała szeptem Hester, błądząc wzrokiem po białych stiukach i tapetach. – Tutaj jest tak cicho i spokojnie. Pamiętam, że spodobało mi się to już wiele lat temu.

– No cóż – odezwała się lady Marion, prowadząc Hester ku bogato rzeźbionym dębowym schodom. – Wiele się od tego czasu zmieniło i teraz jesteś niezależną kobietą, możesz robić, co ci się tylko podoba. Bądź naszym gościem tak długo, jak będziesz chciała.

Próżno byłoby szukać oznak zadowolenia na twarzy Hester. Była najwyraźniej przerażona tym, że będzie musiała podejmować samodzielne decyzje. Sir William Pickering, kuzyn sir Thomasa, zmarł na początku roku, pozostawiając Hester cały majątek i dom w Londynie.

– Przyjechałaś tu ze służącą? – zapytała Adorna. – Jeśli nie, Maybelle będzie służyła nam obu. Zapewniam cię, że doskonale zna się na najnowszych uczesaniach. Chodźmy do przeznaczonego dla ciebie pokoju. Twoje bagaże zostaną potem wniesione na górę.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com