Dom otwarty  - Michał Bałucki  - ebook
Wydawca: Literatura Net Pl Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Dom otwarty - Michał Bałucki

Epizod z życia poczciwej, choć nie pozbawionej śmieszności rodziny mieszczańskiej.

Państwo Żelscy, mieszczanie, na skutek snobistycznych zachcianek zaczynają naśladować styl życia bogaczy. Pewnego dnia postanawiają wydać bal, który okazuje się początkiem wielu komplikacji towarzyskich i rodzinnych.

Świetny humor sytuacyjny, ciekawie zarysowane postacie i interesujące obserwacje obyczajowe to niewątpliwe zalety tej sztuki komediowej z 1883 roku.

Opinie o ebooku Dom otwarty - Michał Bałucki

Fragment ebooka Dom otwarty - Michał Bałucki





Michał Bałucki

Dom otwarty

Literatura.net.pl

Gdańsk 2000




OSOBY:


WŁADYSŁAW ŻELSKI, urzędnik banku

JANINA, jego żona

KAMILA, jej siostra

TELESFOR, ich wuj

ADOLF, narzeczony Kamili

ALFONS FIKALSKI

WICHERKOWSKI

PULCHERIA, jego żona

CIUCIUMKIEWICZ, archiwista

KATARZYNA, jego żona

TECIA, MIECIA, MUNIA ich córki

LOLA

WRÓBELKOWSKI

FUJARKIEWICZ

MALINOWSKI

BAGATELKA

FRANCISZEK, służący

LOKAJ

Goście







Rzecz dzieje się w mieszkaniu Żelskich




AKT I


Salonik elegancki. - Portiery w oknach i przy drzwiach, stół na środku, nakryty dywanem.





SCENA PIERWSZA

WŁADYSŁAW, TELESFOR, KAMILA, ADOLF, później FRANCISZEK.



(Kamila z Adolfem siedzą przy pianinie,po lewej Telesfor i Władysław po prawej grają w szachy).


KAMILA (grając sonatę Beethovena)

Raz, dwa, trzy - raz, dwa, trzy. (Do Adolfa, siedzącego tuż obok niej) No, teraz pan.


ADOLF

(który zapatrzony w nią, zapomniał o grze na cztery ręce, ocknąwszy się)

A prawda - teraz ja (niby zabiera się do grania i zamiast grać, ogląda się na grających w szachy, a widząc ich zajętych, bierze prędko rękę Kamili i całuje dwukrotnie ogniście).


KAMILA (wyrywając szybko rękę)

Panie! bo jak mamę kocham, tak pan klapsa dostaniesz, jak nie będziesz spokojnie siedział.


ADOLF

(biorąc ją powtórnie) Jeszcze tylko ten jeden raz.


KAMILA (jak wyżej)

Panie! bardzo proszę - bo powiem wujaszkowi.


ADOLF

(błagalnie)

Panno Kamilo!


KAMILA

(głośno)

Wujaszku!


TELESFOR (z fajką w ustach, nie oglądając się, zapatrzony w szachy) 

A co tam takiego?


KAMILA

Bo tu pan, Adolf jest niegrzeczny.


TELESFOR (jak wyżej)

No, ho, Adolfku, bądź grzeczny, pocałuj ją w rękę na przeprosiny.


ADOLF (ucieszony)

A widzi pani, wujaszek pozwala (porywa jej rękę i obsypuje pocałunkami).



KAMILA (wyrywając mu rękę) 

Panie! bo się naprawdę pogniewam. Pan wiesz, że ja tego nie lubię. Graj pan.


ADOLF 

Zaraz (zaczyna grać).


KAMILA 

Przecież pan ma dwa takty pauzy.


ADOLF (przestaje grać) 

Prawda, dwa takty pauzy.


KAMILA

Ach, jaki pan dziś nieznośny! No, zaczynajmy (zaczyna grać). Raz, dwa, trzy - raz, dwa, trzy - teraz dopiero pan (grają oboje sonatę Beethovena, jednak tak, aby nie głuszyli rozmowy innych osób).


WŁADYSŁAW 

Na wuja pociąg.


TELESFOR

(zapatrzony w szachy, podnosząc palec do góry)

Zaraz, zaraz, bo ja tu mam planik kapitalny, tylko (nuci) „I chciałabym, i boję się". (Mówi) E! co tam! starosta albo kapucyn, naprzód! (Suwa piona i nuci) „Naprzód, naprzód marsz, rabiata, na podbicie reszty świata".


FRANCISZEK

(w białym fartuchu do pasa wychodzi z lewej strony z drugich drzwi i idzie do grających w szachy)

Proszę panów, pani się pyta, czy tu nakryć do kawy?


WŁADYSŁAW (zajęty szachami) To mógł wuj tu iść?


TELESFOR (zadowolony)

A mógł, mógł; ty się musisz zasłaniać, a ja idę wtedy" pionem na królową; a co? (nuci) „Czy widzisz na tej skale tego, co straszną trzyma broń?"


FRANCISZEK

Proszę panów, pani się pyta, czy ...


WŁADYSŁAW (opryskliwie)

Idź do diabła! nie nudź mię! nie widzisz, żem zajęty; skrzeczy i skrzeczy za uszami!


KAMILA (do Adolfa, grając)

Patrz pan na nuty, nie na mnie, bo się znowu pomylisz.


ADOLF 

Kiedy ja wolę na panią.

FRANCISZEK

(stojąc za Kamilą)

Proszę panienki ...


KAMILA 

Ale ja nie wolę. No, pilnuj się pan w takcie, raz, dwa, trzy (grają dalej).


FRANCISZEK

Proszę panienki... (Widząc, że go nie słyszą, odchodzi machnąwszy ręką) E! kto by się tam z nimi dogadał! (idzie w głąb na prawo).





SCENA DRUGA

CIŻ i JANINA z lewej, z drugich drzwi.



JANINA

(do Franciszka)

No, cóż?


FRANCISZEK (ruszając ramionami)

Proszę pani, kiedy tak wszyscy zajęci, że choć strzelaj za uszami, nie usłyszą.


JANINA

To nakryj tu i przynoś samowar.


FRANCISZEK

(idzie na prawo do drugich drzwi, skąd za chwilę wraca, nakrywa stół obrusem, znosi filiżanki, bułeczki w koszyczku etc.).


JANINA

(idzie do Władysława i opiera się na jego ramieniu) Przy kimże szczęście?


WŁADYSŁAW (roztargniony, odsuwając ją lekko) Zaraz, zaraz, moja droga, bo to ważny pociąg.


JANINA (zadąsana odchodzi)

A to grzecznie! nie ma co mówić (bierze robótkę z koszyczka leżącego na stoliku i siada na kanapie, na końcu oddalonym od Władysława).


TELESFOR

(wstaje zadowolniony i zapalając albo poprawiając fajeczkę, zbliża się do Janiny i mówi, wskazując na Władysława z filuternym uśmiechem)

Zły, bom mu zabił takiego klina, że będzie majster, jeżeli się z tego wykręci, o! patrz, jak mu zirzedła mina, (nuci na nutę poloneza) „Patrzaj, patrzaj, jaka mina- na dół wąs, w górę czupryna" - ram, tam, tam, tam, tam, tam, tam, tam. (Wracając do Władysława, staje naprzeciw niego przy stoliku i mówi z tryumfującą miną) No, cóż? Wymyśliłeś tam co mądrego?


WŁADYSŁAW 

E, Boże! cóż ja się namyślam? (Z naciskiem) Szach królowi i królowej.


TELESFOR

(zakłopotany, łapiąc go za rękę, w której trzymał figurę) Co? gdzie? jak? jakim sposobem?


WŁADYSŁAW Po prostu koniem.


TELESFOR (siada)

Ale ja tego nie widziałem, czekaj no.


WŁADYSŁAW

(tryumfująco)

A widzi wuj.


TELESFOR 

Ale bo ta tu przyszła (wskazuje na Janinę) i zabałamuciła mnie swoim gadaniem.


JANINA

(śmiejąc się ironicznie) Ja? (wzrusza ramionami).


WŁADYSŁAW (do Janiny z uśmiechem)

Wuj się wymawia tobą, jak ta tanecznica, co jej to w tańcu coś zawadzało.


TELESFOR (patrząc w szachy)

A niech go nie znam! a to mi dojechał! (Nuci) „Jak okropne przeznaczenie" ... ram, tam, tam, tam, tam, tam, ram, tam, tam, tam, tam, taro - „takie losu odmienienie" - ram (resztę bębni palcami).


WŁADYSŁAW (zwracając się do Janiny)

Czy mi się zdawało, duszyczko, że przed chwilą coś chciałaś ode mnie?


JANINA

Rychło w czas sobie przypomniałeś.


WŁADYSŁAW

No, nie gniewaj się, duszyczko, widzisz, byłem tak zajęty.


JANINA

E! nudni jesteście z tymi waszymi szachami; jak się zagracie, to dogadać się z wami nie można.


WŁADYSŁAW

Ze mną możesz mówić, ile ci się tylko podoba. Mnie to wcale nie przeszkadza, ja mogę wygodnie grać i rozmawiać.


JANINA 

Albo to prawda.


WŁADYSŁAW

Jak cię kocham. No, siadaj, siadaj tu bliżej. (Janina przesiada się na drugi koniec kanapy, bliżej Władysława).

Nie wiem, czy ci mówiłem, że wychodząc z biura, spotkałem Malwinkę?


JANINA 

Więc już wróciła?


WŁADYSŁAW 

Tak, i kazała ci powiedzieć ...


TELESFOR

E! cóż ty minie straszysz jakimiś tam szachami, kiedy ty przecież nie możesz ruszyć konia.


WŁADYSŁAW 

A to dlaczego?


TELESFOR 

No, bo odsłaniasz swojego króla.


WŁADYSŁAW

Prawda, gdzież ja miałem oczy?


TELESFOR (tryumfująco)

A! (nuci) „Chciało się Zosi jagódek, kupić ich za co nie miała" ... (Mówi) Teraz ty się broń od mata.


JANINA

(przysuwając się do Władysława) Więc co ci mówiła?


WŁADYSŁAW

(nieco niecierpliwie, zapatrzony w szachy) Kto taki?


JANINA 

No, Malwinka.


WŁADYSŁAW

(jak wyżej)

Jaka Malwinka?



JANINA 

Przecież sam mówiłeś.


WŁADYSŁAW (jak wyżej)

Moja droga, nie przeszkadzaj mi teraz.


JANINA

(wstaje, rzuca robótkę i wzrusza ramionami) I on to nazywa rozmową!


FRANCISZEK 

Proszę pani, kawa już przeciekła.


JANINA

Idę, idę (idzie do samowara, stojącego na stoliczku pod ścianą, nalewa kawę do filiżanek, które Franciszek zanosi na stół). Wujaszek czarną?


TELESFOR (wpatrzony w szachy)

Czarną, to się rozumie. (Nuci) „Czarny kolor jest ozdobą, czarno chodzą wszystkie stany".


KAMILA (z oburzeniem)

No, widzi pan, znowu się zmyliłeś! - nie, to coś okropnego, jak pan dziś nie uważa.


ADOLF

To może byśmy lepiej porozmawiali?


KAMILA

(wzrusza, ramionami i patrzy na niego z góry)

Pan też do rozmowy, Boże! Już naprzód wiem, co mi pan powiesz: „Ach! pani" albo: „Och! pani" - a dla odmiany czasem (naśladując jego błagalny głos) „Panno Kamilo!" Przyznasz pan sam, że to wcale nie zabawne.


ADOLF (obrażony)

Nudzi to panią? Skoro tak, to grajmy.


KAMILA

Grajmy. (Gdy Adolf zbyt mocno uderza w klawisze z irytacji) Co pan robisz? nie tak mocno.


JANINA

(do stolika szachowego zwrócona) Proszę panów do kawy.


TELESFOR

Zaraz, w tej chwili będzie koniec.


JANINA

Panie Adolfie, Kamilko! (Widząc, że nie słyszą, idzie żywo ku nim i stając za plecami, woła głośno) Proszę do kawy! Czyście pogłuchli?


KAMILA (zrywając się)

To pan Adolf tak się tłucze, że mało klawiszy nie połamie (robi mu gniewną minkę). Ehm, szkaradny pan jesteś! gniewam się na pana! (rzuca nuty na taboret i odchodzi do środkowego stołu).


ADOLF

(patrząc na nią z uśmiechem i czułością) Przeproszę.


KAMILA 

Pan byś ciągle przepraszał, nic z tego! (odchodzi, siada do kawy).


(Adolf składa nuty i idzie tam także za nią).


TELESFOR

(z zapałem)

Szach! mat!


JANINA 

Wujaszku, bo kawa ostygnie.


TELESFOR (wstaje)

Idę, idę, (zbliża się do stołu) powiadam wam, dałem mu takiego mata, że to ha!


JANINA

(przysuwając Telesforowi filiżankę) Służę wujowi.


TELESFOR (siada)

Kawka - wybornie, doskonale! (Pije) Pyszności! (Delektując się) Już to można powiedzieć, że my sobie tu w naszym kółku żyjemy jak w raju.


JANINA

(z przekąsem, półgłosem) Nie wszyscy.


WŁADYSŁAW

(patrząc na nią, z łagodnym wyrzutem) Janinko.


TELESFOR

(do Władysława)

Co ona mówi?


KAMILA

Że nam tu znowu nie tak bardzo przyjemnie, jak wujaszek myśli.


TELESFOR

A czegóż ty jeszcze chcesz, smarkulo jakaś? Masz chłopca jak malowanie, co po całych prawie dniach kamieniem siedzi przy tobie.

KAMILA

(z ironią)

To prawda, że kamieniem.


TELESFOR

Nie tak jak inny, co to odprawia konkury jak za pańszczyznę i patrzy tylko, jakby się wymknąć od panny na lampartkę (wstaje).


ADOLF

Panna Kamila wolałaby może takiego, byleby się umiał szastać, prawić komplementa, znosić z miasta nowinki, bajeczki.


KAMILA (z przekąsem)

A przynajmniej, żeby był zabawniejszym od pana.


TELESFOR

A cóż to, ma przed tobą na linie tańczyć czy co? Patrzcie ją, jaka mi. wybredna dama! Ta to ty nie wiem jak powinnaś dziękować Panu Bogu, że ci nadarzył takiego poczciwca, suszyć przynajmniej co piątek.


KAMILA

(pod nosem, zadąsana) Jeszcze czego!


TELESFOR

Albo Władysław, niech mi kto pokaże drugiego takiego męża! Co dzień z biura prosto, jak strzelił, do domu.


JANINA 

I do szachów.


TELESFOR

No, wielka rzecz, że sobie tam czasem parę partyjek ...


JANINA (z uśmiechem)

Powiedz, wuj, kilka, kilkanaście.


TELESFOR

Ale za to wieczór oddaję ci go do dyspozycji; mało ci jeszcze?


WŁADYSŁAW (z uśmiechem)

Musi jej być mało, skoro się nudzi.


TELESFOR

Czekaj, nie będzie się nudzić, niech no tylko zaczną się sypać dzieci jedno po drugim.


JANINA

(reflektuje go, wskazując oczami na Kamilą) Wujaszku!

TELESFOR

(zatykając sobie usta, na stronie)

Tam do diabła! zapomniałem na śmierć, że my tu m.amy pannę między sobą. (Krząka i mówi do Kamili) Te, tego, bo widzisz, ja mówiłem o tych bocianach, co to przynoszą .. .


KAMILA (naiwnie)

O jakich bocianach? - co, co?


WŁADYSŁAW

(wstając, bierze go na stronę)

Daj wuj pokój, nie tłumacz się, bo będzie jeszcze gorzej.






SCENA TRZECIA

CIŻ i PULCHERIA z głębi. - Wstają od stołu.



JANINA

(wstaje naprzeciw wchodzącej) A, pani Pulcheria!


PULCHERIA (ubrana okazale)

Cóż się z wami dzieje? (podaje rękę Janinie). Jak się masz, Kamilko? (Kłania się panom) Witam pana pułkownika.


TELESFOR

(który nakładał fajkę)

Sługa pani dobrodziejki.


PULCHERIA (siada)

Co się z wami dzieje? Myślałam, że was nie ma w Krakowie.


JANINA 

Dlaczego?


PULCHERIA

Bo was nigdzie nie widać, ani w kościele, ani w teatrze, ani na spacerach. Czy wiesz, panie Władysławie, co zaczynają mówić o panu?


WŁADYSŁAW 

Cóż takiego?


PULCHERIA

Że jesteś zazdrosny o żonę. Jak męża kocham!

WŁADYSŁAW

(z ironicznym uśmiechem)

O! a to dlaczego?


PULCHERIA 

Bo jej pan nigdzie nie pokazujesz.


TELESFOR (zapalając fajkę)

Pani dobrodziejko, przecież żona nie menażeria, żeby ją pokazywać.


PULCHERIA

Ale nie należy zamykać jej w domu. Ja, przyznam się państwu, umarłabym z nudów, żeby mi tak przyszło siedzieć z mężem dzień w dzień.


WŁADYSŁAW 

To bardzo pochlebnie dla męża.


PULCHERIA

Mój mąż wie o tym dobrze i dlatego stara się rozerwać mnie, jak może. Przedwczoraj na przykład byliśmy na balu akademickim..


WŁADYSŁAW 

Proponowałem i ja mojej żonie, ale nie chciała.


PULCHERIA

(mocno zdziwiona)

Dlaczego?


JANINA

Nie lubię balów publicznych.


PULCHERIA

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com