Dlaczego powinniśmy zostać katolikami - Andreas Theurer - ebook
Wydawca: Wydawnictwo Agape Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 97 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Dlaczego powinniśmy zostać katolikami - Andreas Theurer

Ewangelicki pastor zadaje w książce swoim współbraciom prowokacyjne pytanie: „Dlaczego nie staniemy się katolikami?” Szczegółowo analizuje powody, które stoją za trwającym rozłamem między wyznaniami chrześcijańskimi: sprawę papieża i jego nieomylności, znaczenie tradycji apostolskiej, kult Maryi i świętych, sprawę odpustów i czyśćca, naukę o wierze i dobrych uczynkach, jak również kwestię okazałej liturgii z użyciem kadzidła w ociekających złotem kościołach... i dochodzi do zaskakujących wniosków.

Andreas Theurer (ur. 1966) napisał tę książkę, będąc pastorem Krajowego Kościoła Ewangelickiego Wirtembergii. Jego żona Gudrun była w tym czasie członkinią Synodu Krajowego i Rady Starszych. Oboje byli wielkimi zwolennikami jedności Kościoła.

Wkrótce po publikacji książki w lecie 2012 roku pastor Theurer został z jej powodu suspendowany. Pod koniec października 2012 roku małżonkowie przeszli na katolicyzm i obecnie pracują jako dyplomowani teologowie w diecezji augsburskiej.

Opinie o ebooku Dlaczego powinniśmy zostać katolikami - Andreas Theurer

Fragment ebooka Dlaczego powinniśmy zostać katolikami - Andreas Theurer







 


Dlaczego nie staniemy się katolikami?

Gdyby to pytanie zadano chrześcijaninowi wyznania ewangelickiego, którego sposób myślenia jest świadomie i zdecydowanie protestancki, prawdopodobnie znalazłby cały szereg powodów i argumentów tłumaczących, dlaczego w żadnym wypadku nie wyobraża sobie, by mógł zostać katolikiem. Wiele z tych argumentów przyszłoby mu na myśl spontanicznie, bez zastanowienia się – tak głęboko są one osadzone w świadomości ewangelików. Pewnie dodałby, że w Kościele katolickim też są wierzący chrześcijanie, a oba wyznania mają sporo wspólnego, ostatecznie jednak byłby przekonany, że istnieje o wiele za dużo różnic, by na poważnie rozważać kwestię pojednania Kościołów. Nic poza okazyjnymi wspólnymi projektami i nabożeństwami ekumenicznymi nie może mieć miejsca, dopóki Kościół katolicki z papieżem na czele nie odejdzie od swojego „niebiblijnego nauczania” i nie zaprzestanie powstrzymywania postępującego zjednoczenia Kościołów przez swoje surowe „antyekumeniczne nakazy”.

„Dlaczego nie jesteś katolikiem?” – prawdę mówiąc, to pytanie pojawia się nadzwyczaj rzadko. I wielu chrześcijan wyznania ewangelickiego nigdy nie zaprząta nim sobie głowy. Bez wahania akceptuje się fakt, że w Niemczech istnieją dwa wielkie Kościoły, jak gdyby było to czymś najbardziej oczywistym na świecie. W najlepszym wypadku tylko ludzie, którzy żyją w tzw. „mieszanych małżeństwach” – takich, w których małżonkowie są różnego wyznania – przejmują się tą sprawą; większość zdaje się nic przeciwko niej nie mieć.

Tymczasem brak jedności wśród chrześcijan – to skandal!

To skandal, że chrześcijaństwo od stuleci jest podzielone i według ludzkiej miary jeszcze przez stulecia podzielonym pozostanie, ponieważ niewiele jest osób gotowych krytycznie spojrzeć na tę sprawę i poddać w wątpliwość nie tylko pozycję drugiej strony, ale i swoją własną.

To skandal, ponieważ chodzi tu przecież o Ciało Chrystusa, a szczerym życzeniem naszego Pana jest, by Jego lud pozostawał zjednoczony w wierze i modlitwie, zjednoczony w wyznaniu wiary i służbie potrzebującym.

Mimo to większość ewangelików bez wahania akceptuje podział, zrzucając winę na katolików, a być może nawet uznając wielość chrześcijańskich Kościołów – podobnie jak różnorodność stworzenia – za jeszcze jeden cud Boży.

Dziwne!

Dlaczego nie staniemy się katolikami? Tak, dlaczegóż by nie? Czy mamy prawo z taką łatwością zaakceptować fakt, że chrześcijaństwo jest podzielone i z powodu naszej obojętności wobec Męki Chrystusa ten podział będzie się utrwalać? Czy jako naśladowcy Jezusa nie jesteśmy zobowiązani, by poznać przyczyny trwającego podziału? By stwierdzić, czy są to przyczyny na tyle ważkie, żeby utrzymywać istniejący podział w obliczu narastającej dechrystianizacji, a nawet antychrystianizacji naszego świata? Czy mamy wystarczające powody, aby nie być katolikami?

Ta książeczka skierowana jest przede wszystkim do protestantów, dla których wiara jest najwyższą wartością i którzy tę swoją wiarę chcą świadomie powiązać z autorytetem Pisma Świętego. Mam nadzieję, że wyjaśni ona pewne zagadnienia w obrębie religii rzymskokatolickiej, a jednocześnie postawi przed ewangelikami pytanie, czy podziałów w chrześcijaństwie nie dałoby się wyeliminować krok po kroku – by ostatecznie osiągnąć to, o co Jezus prosił swojego Ojca w niebie w tzw. Modlitwie Arcykapłańskiej: „Pragnę, aby wszyscy byli jedno” (J 17,21).

„Spójrz na podziały,

Przed którymi żaden człowiek nie może się obronić!

Zbierz, wielki Pasterzu ludzi,

Tych wszystkich, którzy zabłądzili!

Zmiłuj się, Panie!”

(„Śpiewnik ewangelicki”[1], 262,3)

Powody, by nie być katolikiem

Najczęściej wymieniane powody, dla których ewangelicy nie decydują się zostać katolikami, są następujące:

• papież i jego nieomylność;

• kult Maryi i świętych;

• odpusty;

• wiara katolików w zbawienie przez dobre uczynki, a nie przez samą wiarę;

• pompatyczna forma nabożeństw, z kadzidłem oraz rozwlekłą i trudną do zrozumienia liturgią.

Niektórzy idą dalej i utrzymują, jakoby Kościół katolicki był największą sektą na świecie, ponieważ źródła Objawienia upatruje poza Biblią także w tradycji. Albo zarzucają mu, że wzywanie świętych jest formą spirytyzmu – kontaktowaniem się ze zmarłymi!

Z drugiej strony często zazdrościmy Kościołowi katolickiemu, który wciąż zwraca na siebie największą uwagę, który uzyskuje ogólny posłuch dla głoszonych przez siebie niepopularnych prawd, którego nauczanie cechuje jasność i spójność, podczas gdy w Kościołach ewangelickich rozbrzmiewa wielogłosowy chór rozmaitych poglądów.

Ale również ze strony katolickiej pojawia się gwałtowna krytyka protestantyzmu, któremu odmawia się statusu Kościoła. Czy to tylko zwyczajna katolicka arogancja – czy też winni są temu również ewangelicy – że w chrześcijaństwie wciąż istnieje rozłam?

Cóż więc jest powodem długotrwałego rozbicia Kościołów chrześcijańskich i w jaki sposób możemy dojść do wspólnego rozumienia spornych tematów, by jedność uczynić możliwą? Tak postawione pytanie jest myślą przewodnią tej książki. Być może, uda mi się również pomóc choćby niektórym poszukującym w znalezieniu odpowiedzi na nie.

Istotę większości sporów teologicznych między katolicyzmem a protestantyzmem stanowi różna ocena statusu Biblii i tradycji. Podczas gdy według nauczania ewangelickiego Pismo Święte jest jedyną i wystarczającą podstawą i odniesieniem dla wszystkich pytań, dotyczących wiary, Kościół katolicki uznaje również możliwość, wręcz potrzebę, wykładni oraz uzupełnienia relacji biblijnej poprzez tradycję Kościoła, w której mieści się między innymi ustny przekaz nauki apostołów.



[1] Tłumaczenie własne (przyp. tłum.).


W jakim stosunku wobec siebie znajdują się Pismo i tradycja?

Podejmując ten trudny temat, chciałbym na wstępie zadać dość prowokujące pytanie:

Co było pierwsze? Pismo czy tradycja?

Moja odpowiedź brzmi: Oczywiście, że tradycja!

Biblia, zwłaszcza Nowy Testament, oraz kanon ksiąg biblijnych są „produktem” kościelnej tradycji, a nie na odwrót!

Już w pierwszych tygodniach po zesłaniu Ducha Świętego nowo ochrzczeni naśladowcy Jezusa zbierali się i odprawiali nabożeństwa, wspólnie świętowali Wieczerzę Pańską, chrzcili, błogosławili, uzdrawiali, czytali Pismo Święte (oczywiście „Stary Testament”!), czynili dobro, odpuszczali grzechy, prosili o przebaczenie; niektórzy z nich zmarli, nieliczni odpadli od wiary.

Jaki był ich punkt odniesienia? Skąd wiedzieli, jak należało organizować wspólnotę?

Oczywiście pytali apostołów, którzy byli z Jezusem przed Jego zmartwychwstaniem i po nim. I oczywiście udzielali sakramentów tak, jak ich nauczyli apostołowie.

Nie ma w Nowym Testamencie żadnego opisu ówczesnej liturgii, bo i po co miałby Paweł opisywać zakładanym przez siebie gminom przebieg chrztu? Wszyscy wiedzieli, jak to robić, i robili to regularnie.

Po co miałby ktokolwiek opisywać dokładnie przebieg bierzmowania albo święceń na urząd diakona bądź kapłana? Widocznie nie było żadnej potrzeby wyjaśniania w listach tych rytuałów, praktykowanych już od jakiegoś czasu. Z wyjątkiem Koryntu: tu Paweł musiał wyraźnie podkreślić kilka szczegółów odnośnie Komunii i zaznaczyć, że każdy, kto ich nie przestrzega, nie należy do Kościoła Chrystusowego (1 Kor 11)! Ale nawet w tym wypadku Paweł nie opisał całego rytuału od nowa, a jedynie punkty, w których skrytykował praktykę Koryntian, ponieważ odbiegała od przyjętego konsensusu.

I kiedy po upływie dziesięcioleci Ewangelie oraz listy apostolskie Pawła, Piotra, Jana, Jakuba i Judy były już napisane – czyż powiedziały gminy swoim przywódcom: „Dosyć waszego ustnego przekazu i tego, co mówili wam wasi poprzednicy! Sprawdźmy w Pismach, jak powinna wyglądać gmina chrześcijańska!”?

Albo czy po wiekach, gdy powszechnie ustalono, które pisma winno się zaliczać do Nowego Testamentu, a które nie – czy należało od tego momentu zapomnieć o wszelkich innych przekazach? Cóż za absurdalny pomysł!

Co do tego, że Pismo Święte nie zawiera wszystkiego, co powiedział i uczynił Jezus, i że znaczną część Jego nauczania przekazano ustnie – jest o tym wzmianka w samej Ewangelii: „Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać” (J 21,25)[2].

W każdym razie Kościół pierwszych wieków powstawał na fundamencie żywego przekazu. Od którego momentu ten przekaz należy odłożyć na bok? Po śmierci ostatniego apostoła? Po ukazaniu się pierwszego nowotestamentowego listu? (I gdzie należało zrezygnować z dotychczasowego ustnego przekazu? Tylko w gminach autora listu i jego odbiorców? Czy we wszystkich gminach świata?) A może po ukazaniu się ostatniego nowotestamentowego listu? (Ale skąd było wiadome, że to już ostatni?) Czy dopiero po ostatecznym ustaleniu kanonu Nowego Testamentu?



[2] Cytaty biblijne za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu (Biblia Tysiąclecia), wyd. Pallotinum, Poznań 2003; wydanie internetowe, www.biblia.deon.pl (przyp. tłum.).


Jak powstał kanon Nowego Testamentu?

W roku 30 albo 33 naszej rachuby czasu miały miejsce takie wydarzenia, jak śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, wniebowstąpienie oraz zesłanie Ducha Świętego w dzień Pięćdziesiątnicy. W następnych dekadach zostały napisane i rozpowszechnione poprzez odpisy Ewangelie. Każda nowo utworzona gmina zabiegała o to, by posiąść jeden egzemplarz. Listy apostołów pisane do pojedynczych gmin lub osób były przekazywane dalej, od gminy do gminy, by mogły być czytane podczas nabożeństw.

Z biegiem czasu pojawiły się kolejne księgi, uznane później za niekanoniczne – zwłaszcza nowe Ewangelie. O ich autorach stwierdzono wszakże, że nie mieli prawdziwej wiedzy o Jezusie, Jego życiu i nauczaniu.

W końcu trzeba było się jednak zastanowić, które spośród wciąż rosnącej liczby chrześcijańskich pism należało uznać za obowiązujące. Z III wieku dotarła do nas lista ksiąg[3], które były zalecane do użytku podczas nabożeństw.

Kryterium było następujące: na nabożeństwach miały być czytane wszystkie pisma, pochodzące od apostołów bądź ich uczniów. Tak więc, było to kryterium nie merytoryczne, ale czysto formalne: autorstwo! Późniejsze pisma bynajmniej nie zostały uznane za fałszywe albo niepotrzebne – stwierdzono tylko, że nie nadają się do nabożeństwa. O liczne teksty przez jakiś czas toczyły się spory: były to zwłaszcza Pasterz Hermasa, Księga Jubileuszów oraz Objawienie Jana. Tylko to ostatnie dzieło uzyskało w końcu trwałe miejsce w kanonie. Inne stosunkowo wczesne teksty, na przykład Ewangelia Tomasza albo Ewangelia Piotra, zostały uznane przez Kościół za wątpliwe albo wynikające z błędnego nauczania.

Obowiązujący do dzisiaj w Kościele katolickim, a także w innych, odłączonych od niego później, Kościołach kanon pojawił się w liście wielkanocnym egipskiego patriarchy Atanazego z 367 roku. Wyliczał on pisma nowotestamentowe, tak jak robimy to do dziś. To właśnie jest (pomijając Stary Testament) „Pismo Święte” – zbiór pism pochodzących od apostołów bądź ich uczniów. W nauczaniu wszystkich Kościołów mówi się o tych pismach, że zostały ustanowione i natchnione przez Ducha Świętego, nawet jeśli merytoryczne znaczenie tego natchnienia bywa tłumaczone bardzo różnie przez różnych teologów.

Na pomysł, by uznać taki kanon pism nowotestamentowych za jedyną podstawę do ustanowienia bądź zniesienia obrzędów kościelnych, z pominięciem ustnej tradycji apostolskiej, jego twórcy w najlepszym wypadku tylko pokręciliby głowami w geście braku zrozumienia.

Dygresja

1. Dlaczego Stary Testament u katolików zawiera więcej ksiąg niż u nas?

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.