Demokracja - opium dla ludu - Erik von Kuehnelt-Leddihn - ebook
Wydawca: Prohibita Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 164 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Demokracja - opium dla ludu - Erik von Kuehnelt-Leddihn

[font=verdana, geneva]Wierzysz, że demokracja to najlepszy system rządów, jaki stał się udziałem ludzkości? Wierzysz, że demokracja najlepiej broni twoich praw, jest sprawiedliwa, twój głos ma realne znaczenie, a ty masz wpływ na rzeczywistość polityczną? Jeśli tak uważasz to bezwzględnie musisz poznać pracę Demokracja – opium dla ludu, w której Autor poddaje system demokratyczny dogłębnej analizie. Książka jest o tyle niebezpieczna, że po jej lekturze Czytelnik już nigdy nie będzie patrzył na demokrację łaskawym okiem i pokładał w niej swoich nadziei na lepsze jutro.[/font]

[font=verdana, geneva]

[/font]

[font=verdana, geneva]Austriacki mistrz pióra z bezlitosną siłą rozbija w proch wszystkie fałsze i sofizmaty apologetów demokracji. [/font]

[font=verdana, geneva]Prof. Jacek Bartyzel[/font]

[font=verdana, geneva]

[/font]

[font=verdana, geneva]Demokracja – opium dla ludu? jest dowodem niezwykłej erudycji i świeżości spojrzenia autora.[/font]

[font=verdana, geneva]Prof. Grzegorz Kucharczyk[/font]

[font=verdana, geneva]

[/font]

[font=verdana, geneva]Kuehnelt-Leddihn skutecznie budzi czytelnika z demokratycznego letargu.[/font]

[font=verdana, geneva]Jerzy Wolak, „Polonia Christiana”[/font]

[font=verdana, geneva] [/font]

[font=verdana, geneva]To, co wyróżnia pisarstwo Kuehnelta-Leddihna to styl, w którym profesorska uczoność miesza się z lekkim gawędziarskim tonem.[/font]

[font=verdana, geneva]Tomasz Gabiś[/font]

[font=verdana, geneva]Erik von Kuehnelt-Leddihn (1909-1999) – austriacki monarchista (legitymista), historyk idei, pisarz i publicysta – to jedna z największych postaci dwudziestowiecznej myśli konserwatywnej. I to w wymiarze transatlantyckim. Jego twórczość pisarska i publicystyczna dostarczyła bowiem nieocenionej inspiracji intelektualnej dla powstającej po II wojnie światowej amerykańskiej myśli konserwatywnej (zwłaszcza jej tradycjonalistycznego skrzydła). Kuehnelt-Leddihn współpracował z wieloma amerykańskimi pismami konserwatywnymi, m.in. z magazynem „The National Review”; jest również autorem wielu książek, wśród których najważniejszymi wydają się być Liberty or Equality oraz Leftism, From de Sade and Marx to Hitler and Marcuse. W języku polskim ukazały się: Ślepy tor. Ideologia i polityka lewicy 1789-1984 i Przeciwko duchowi czasów oraz powieść Jezuici, burżuje, bolszewicy.[/font]

Opinie o ebooku Demokracja - opium dla ludu - Erik von Kuehnelt-Leddihn

Cytaty z ebooka Demokracja - opium dla ludu - Erik von Kuehnelt-Leddihn

Pretekstem do napisania tej książki jest niczym nieuzasadnione przekonanie wielu ludzi, że wydarzenia 1989 roku zagwarantowały liberalnej demokracji żywot wieczny. I tak, wysoki urzędnik Departamentu Stanu USA o pięknie brzmiącym nazwisku Francis Fukuyama (w tłumaczeniu: „góra przynosząca szczęście”) napisał książkę pt. Koniec historii. Twierdzi w niej, że
Każde „zdrowe” państwo opiera się na autorytecie, który odbija się echem w sercach i umysłach jego obywateli, ale jako skutek, wytwór zepsucia (i słabości) człowieka państwo jako ostateczna instancja musi mieć także możliwość karania. „(Władza) nie na próżno nosi miecz” (List do Rzymian, 13,4). Ale państwo, które „zaczyna” od miecza, przemocy i strachu, jest tyranią.
W rzeczywistości demokracja nie jest jednak wymarzonym „samorządem”, lecz zaledwie władzą większości nad mniejszością. Nasze status quo, przynależność do grona „rządzących” lub „rządzonych”, to dzieło czystego przypadku. Prawda dociera do nas zwykle dopiero po wyborach. Wcześniej wyborca nie wie na pewno, co osiągnie lub straci, wrzucając swój głos do urny. Ponadto nawet półinteligent nigdy nie zgadza się do końca z programem partii, który z założenia musi uwzględniać interesy wielu grup wyborców. A zatem nawet wówczas, gdy zwycięży „jego” partia, przynajmniej w niektórych dziedzinach będzie „rządzony” wbrew swojej woli.
Perfekcyjnym „edenizmem” jest jedynie anarchia, brak jakiegokolwiek rządu, choć John Stuart Mill powiedział, że nasze życie byłoby wówczas „zwierzęce, przerażające i krótkie”. § 23. Co dziwne, to właśnie Rousseau (który często stał w opozycji do obowiązujących idei) stwierdził, że wprowadzenie demokracji jest niemożliwe, ponieważ musiałyby w niej żyć nie ludzie, lecz anioły.
Parlament nie ma problemów z wyjęciem spod prawa jakiejś mniejszościowej (lub niereprezentowanej w parlamencie) grupy, choćby nienarodzonych. Przypomnijmy sobie Niemców Sudeckich, którym wskutek uchwały przedkomunistycznego rządu Czechosłowacji odebrano wszystko, łącznie z ziemią. Uchwała dotknęła jedną czwartą obywateli, ale przeszła zgodnie z prawem „demokratyczną” większością głosów. (Nawet popełnione na nich przestępstwa, na przykład morderstwa i gwałty, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, zostały z czasem demokratycznie uznane za legalne.) Przesiedlenie było czymś nieludzkim, ale z demokratycznego punktu widzenia całkowicie zgodnym z prawem, więc wypędzeni nie mogą żądać odszkodowania.
Nawet w stosunku do decyzji, które mogą złamać wielce wychwalane „prawa człowieka”, ustawy podjęte większością głosów są pierwszym i zarazem ostatnim źródłem prawa. W związku z tym nie należy zapominać, że Sądy Najwyższe i Trybunały Konstytucyjne są obsadzane sędziami nominowanymi przez partie, a te często podejmują decyzje po myśli większości.
Zasada rządów większości nie ma ani teologicznego ani filozoficzno-racjonalnego lub w ogóle jakiegokolwiek naukowego uzasadnienia. Większość może nawet największą niesprawiedliwość nazwać dobrem. Jednoznaczne ostrzeżenie znajdujemy w II Księdze Mojżeszowej (XXIII, 2): „Nie łącz się z wielkim tłumem, aby wyrządzić zło. A zeznając w sądzie, nie stawaj po stronie tłumu, aby przechylić wyrok”.
Faktem jest, że po długiej przerwie niektóre regiony starożytnej Hellady wróciły do demokracji już na wyższym poziomie kulturalnym, przede wszystkim w Attyce, Atenach i jej koloniach. Przez jakiś czas demokracja chełpiła się tym, że zawarła sojusz z zasadą wolności, lecz demokracja ateńska propagowała postawę totalitarną i egalitarną, wyrażającą się między innymi w ostracyzmie, a ponadto miała wyraźnie totalitarne zapędy, czego dowodem choćby kara śmierci, na którą skazano otwarcie antydemokratycznego Sokratesa. (To między innymi tu należy szukać źródła antydemokratycznej postawy Platona, ucznia Sokratesa, oraz Arystotelesa, ucznia Platona, który, przerażony powrotem demokracji do Aten, uciekł do Chalkidy, żeby nie podzielić losu Sokratesa.)
Istnieje też inna, często wykorzystywana formuła: vox populi – vox dei. Ale w rzeczywistości jest to wypaczenie słów Hezjoda, który chciał przez to powiedzieć, że powtarzanej przez wszystkich pogłoski nie sposób skutecznie zanegować. Staje się nieśmiertelna niczym bóstwo, nawet jeśli nie ma nic wspólnego z prawdą.
Madariaga stwierdził, że podstawą naszej kultury jest śmierć dwóch mężczyzn: filozofa (Sokratesa) i Syna Bożego. Obaj zostali skazani na śmierć vox populi, demokratycznie. Wyroki podobały się wielu, co było absolutnie po myśli postulatu utylitarysty Jeremy’ego Benthama, iż rządzenie ma oznaczać „największą szczęśliwość możliwie największej liczby” ludzi. (The greatest happiness of the greatest number).
Natura (z wyjątkiem świata minerałów) nie zna równości ani identyczności. Wszystko, co identyczne, jest także równe, ale nie odwrotnie. Pod względem wartości dziesięć monet dziesięciofenigowych równych jest monecie jednomarkowej, choć przecież nie są z nią
W mitologii greckiej znajdziemy opowieść o rozbójniku Prokruście, który napadał na podróżnych i torturował ich, dopasowując do rozmiarów swojego łoża. Zbyt krótkich rozciągał tak długo, aż pękały im stawy, zbyt długim przycinał nogi. Równość (i identyczność) można zatem stworzyć jedynie dzięki ingerencji z zewnątrz, ograniczając wolność, stosując przemoc.

Fragment ebooka Demokracja - opium dla ludu - Erik von Kuehnelt-Leddihn







Dedykuję

Pamięci znamienitych szwajcarskich i amerykańskich myślicieli, których prace, przemówienia, rady i wskazówki były dla mnie nieocenioną pomocą w pracy badawczej i publicystycznej.

Henry Frédéric Amiel

Henry Adams

Johann Jacob Bachofen

Fisher Ames

Hans Urs v. Balthasar

Irving Babbitt

Johann Caspar Bluntschli

Bernard Iddings Bell

Emil Brunner

Mel Bradford

Carl J. Burckhardt

Orestes Brownson

Jacob Burckhardt

James Burnham

Benjamin Constant de Rebecque

James Fenimore Cooper

Jeremias Gotthelf

Alexander Hamilton

Carl Ludwig v. Haller

Ross J. S. Hoffmann

Friedrich Emanuel v. Hurter

Russell Kirk

Charles Ramuz

James Madison

Gonzague de Reynold

Herman Melville

Denis deRougemont

H. L. Mencken

Phillip v. Segesser

Gouverneur Morris

Rodolphe Toepffer

William Graham Sumner

Alexander Vinet

George Ticknor

Eric Voegelin

John Adams

Richard M. Weaver


Słowo wstępne

Wolność demokraty nie polega na tym, że może powiedzieć wszystko, co myśli, ale na tym, że nie musi myśleć o wszystkim, co powie.

Nie ma takiej bzdury, w którą nie byłby gotów uwierzyć współczesny człowiek, o ile dzięki temu uniknie wiary w Chrystusa.

Nicolas Gómes Davila, Einsamkeiten ... (Samotności)

Pretekstem do napisania tej książki jest niczym nieuzasadnione przekonanie wielu ludzi, że wydarzenia 1989 roku zagwarantowały liberalnej demokracji żywot wieczny. I tak, wysoki urzędnik Departamentu Stanu USA o pięknie brzmiącym nazwisku Francis Fukuyama (w tłumaczeniu: „góra przynosząca szczęście”) napisał książkę pt. Koniec historii. Twierdzi w niej, że ponieważ demokracja zwyciężyła praktycznie na wszystkich frontach, nie są już możliwe jakiekolwiek zasadnicze zmiany w rozumieniu klasycznej „historii”. Ale jakiś czas później pojawiło się dementi: prezydent Peru, Alberto Fujimori („las glicynii”), również z pochodzenia Japończyk, korzystając z pomocy armii, najzwyczajniej w świecie odesłał parlament do domu.

„Optymizm” Fukuyamy przywodzi na pamięć sekretarza stanu Roberta Dansingua, który w 1918 roku był święcie przekonany, że nadchodzące zwycięstwo demokracji oznacza kres konfliktów zbrojnych, ponieważ demokracja to przecież „ludowładztwo”, a zatem, skoro wszystkie narody są gotowe do życia w pokoju, nie dopuszczą do wybuchu kolejnych wojen.

Obecnie jedynie jedna trzecia państw – członków ONZ ma liberalno-demokratyczne konstytucje, podczas gdy przygniatająca większość pozostałych krajów członkowskich nazywa siebie „demokratycznymi” na przekór rzeczywistości i wbrew oczywistym faktom. Nic dziwnego, skoro już w 1849 roku Francois Guizot napisał: „Potęga słowa demokracja jest tak wielka, że żaden rząd, ani żadna partia nie potrafi istnieć, ani nie uwierzy w swoje możliwości, bez umieszczenia tego słowa na swoim sztandarze”.

Państwo, którym zajmiemy się tu dokładniej (patrz § 16) jest nieszczęściem, spowodowanym przez ludzką ułomność i niedoskonałość. I choćby tylko dlatego analiza jakiejkolwiek formy ustrojowej państwa, nawet demokracji, nie może wypaść nadmiernie pozytywnie. Analiza taka jest jednak czymś nieodzownym, ponieważ oczekiwania, jakie „nowoczesny człowiek” ma wobec demokracji, są często doprawdy wyjątkowe.

Wspomnijmy w tym miejscu pochwałę monarchii, która padła z ust w zasadzie niechętnie przez nas cytowanego Charlesa Maurrasa. Ów żarliwy obrońca francuskiej monarchii powiedział niegdyś: „Le moindre mal, la possibilité du bien» („Najmniejsze zło, szansa na coś dobrego”). Czytając hymny pochwalne na cześć demokracji, można jedynie pomarzyć o podobnej wstrzemięźliwości...

System, w którym żyjemy sobie dziś naprawdę miło i spokojnie, to liberalna demokracja. Elementy demokracji i liberalizmu splotły się ze sobą tak bardzo, że niektórzy przestali je odróżniać i nieustannie mylą je ze sobą. Ich połączenie można traktować jako historyczny przypadek, a całą jego magię tworzy element liberalny, to znaczy wolnościowy. Czynnik demokratyczny ma charakter egalitarno-totalitarny, lecz niestety amatorski, który nie jest w stanie poradzić sobie z problemami kurczącej się Ziemi oraz nie tylko coraz większej, ale także coraz bardziej skomplikowanej wiedzy, połączonej z rosnącym zainteresowaniem ludzi, zadających coraz więcej pytań, na które demokracja po prostu nie zna odpowiedzi. Najbardziej palącym problemem naszych czasów jest ratowanie wolności, byśmy nie doczekali chwili, gdy liberalną demokrację zastąpi totalna tyrania.

Podjąłem się dokonania analizy demokracji z pozycji teisty, liberała i racjonalisty, przy czym jedno warunkuje drugie, ale właśnie jako racjonalista muszę traktować ludzką naturę „realistycznie”. Ta zaś niewiele ma wspólnego z racjonalizmem lub moralnością. Obie te cechy są zaledwie marginalne. Pisanie owej „analizy” było dla mnie pewnym szokiem, ponieważ dożyłem czasów, gdy nasz parlament w pełni demokratycznie usankcjonował masowe mordowanie nienarodzonych, wybierając przy tym zdaje się najbardziej cyniczną formę „ułaskawienia”.[1] To zaledwie jeden przykład z całego szeregu ustaw i przypisów, które – nie tylko zresztą u nas – godzą w egzystencję człowieka i dzielą społeczeństwo. Ewangelicki biskup krajowy Austrii, dr Oskar Sarkausky, powiedział wówczas, że powróciliśmy na drogę prowadzącą prosto do Auschwitz. Wściekłe protesty, które były reakcją na te słowa, potwierdzają jedynie opinię Napoleona: „Il n’y a que la vérité qui blesse” („Rani jedynie prawda”).

[1] 1 Ustawa z 1975 roku stanowi, że aborcja jest „nielegalna


I
Demokracja i liberalizm

§ 1. „Demokracja” to greckie słowo oznaczające „władzę” ludu. Demos znaczy tu tyle, co lud, choć czasami używa się tego terminu na określenie ludzi niskiego stanu, czyli plebsu. Kratos wskazuje na silną władzę i różni się przez to od słowa arché, które opisuje władzę jako siłę „kierującą”, „pierwotną”, co znajduje swój wyraz w „monarchii” lub „hierarchii”.

§ 2. Demokracja odpowiada na pytanie, kto powinien rządzić; w tym wypadku: „większość równych pod względem politycznym obywateli, która dokonuje tego osobiście albo poprzez swych wybranych (większością głosów) przedstawicieli”. Demokracja kieruje się zatem dwiema podstawowymi zasadami: zasadą rządów większości i zasadą równości politycznej. Nie wolno jej mylić z demofilią lub samym egalitaryzmem. Bogaty, gardzący parlamentaryzmem arystokrata – monarchista może być demofilem, czyli człowiekiem życzliwym ludowi, ale nie demokratą.

§ 3. (Prawdziwy) liberalizm nie zajmuje się kwestią, kto powinien sprawować władzę. Istotny jest przede wszystkim sposób rządzenia. Podstawowa zasada brzmi następująco: bez względu na to, kto w danej chwili dzierży ster władzy, pojedynczy obywatel powinien cieszyć się możliwie największą wolnością, która nie zagraża jednak dobru wspólnemu. „Tyle wolności, ile to tylko możliwe, tyle przymusu, ile to konieczne”. Podstawą liberalizmu jest zatem wolność.

§ 4. Władca absolutny może być demofilem, może być władcą liberalnym, ale nie demokratycznym. Demokracja połączona z liberalizmem może być wolnościowa i tolerancyjna, ale także totalitarna i ciemiężąca naród w najrozmaitszy sposób: ma prawo wprowadzić choćby zakaz spożywania alkoholu, gnębić ludzi podatkami czy brutalnie prześladować mniejszości.

§ 5. Obecnie na Zachodzie mamy przeważnie do czynienia z syntezą demokracji i liberalizmu. To skłania, rzecz jasna, wielu współczesnych do przypisywania demokracji cech liberalnych. I tak na przykład prześladowanie jakiejś etnicznej, rasowej lub religijnej mniejszości jest uznawane za „niedemokratyczne”, chociaż przepełniona nienawiścią większość znajduje w tym procederze ogromne upodobanie.

Tego typu postępowania nie powinno się jednak określać mianem „niedemokratycznego, ale „nieliberalnego”. Nie istnieje coś takiego jak wolności demokratyczne, istnieją wolności liberalne. Nowożytny renesans demokracji w kształcie nadanym jej przez Rewolucję Francuską wykreował demokrację nieliberalną!

§ 6. Formą państwa idealną dla demokracji jest republika. Monarchia może być demokratyczna, gdy przez przypadek większość narodu opowie się za monarchą i przeniesie nań wszelkie prawa. Monarchia może też wejść w związki z demokracją i stworzyć swoistą pośrednią formę państwa. Z takim przypadkiem mamy do czynienia wówczas, kiedy monarchę wybiera naród, lub gdy autorytet państwa opiera się na dwóch czynnikach: na władcy i przedstawicielach narodu, którzy dosłownie dzielą między sobą władzę.

Istnieją jednak także monarchie pozorne lub „psychologiczne”, w których monarcha pełni jedynie funkcje pośredniczące, mediacyjne, bądź reprezentacyjne. Weźmy choćby Wielką Brytanię, gdzie jest wprost nie do pomyślenia, aby panujący odmówił ratyfikowania ustawy parlamentu. (Nie zapominajmy jednak, że w XVII wieku, po zamordowaniu króla, Anglia przeżyła okres rządów republiki.)

§ 7. Demokracja występuje w dwóch formach: bezpośredniej i pośredniej. W tej pierwszej obywatele decydują większościowo in persona, w pośredniej wybierają swoich przedstawicieli, którzy następnie podejmują decyzje w głosowaniu większościowym. Dlatego też „czystą” demokracją jest jedynie jej forma bezpośrednia. Najrozmaitsze ruchy polityczne łączy obecnie skłonność do włączania do rządów kolejnych instrumentów plebiscytarnych, od inicjatyw obywatelskich przez referenda po plebiscyty.

Gdyby demokracja była naprawdę rzeczą dobrą, to najlepszym ze wszystkiego byłoby maksimum demokracji.

§ 8. W demokracji liberalnej występuje nieuchronna sprzeczność między wolnością a równością, które wykluczają się wzajemnie, bowiem możemy być albo wolni albo równi.

§ 9. Natura (z wyjątkiem świata minerałów) nie zna równości ani identyczności. Wszystko, co identyczne, jest także równe, ale nie odwrotnie. Pod względem wartości dziesięć monet dziesięciofenigowych równych jest monecie jednomarkowej, choć przecież nie są z nią identyczne. Chcąc zaprowadzić równość, trzeba użyć siły. Jeśli nasz żywopłot ma być równy „jak pod linijkę”, trzeba go regularnie przycinać. Aby osiągnąć równość topograficzną, należałoby zniwelować góry, a uzyskanym materiałem wypełnić doliny. Gdyby wszyscy ludzie mieliby być równi pod względem intelektualnym, wszystkich głupich i leniwych trzeba by zmusić do wysiłku umysłowego, a mądrych na siłę ogłupić.

W mitologii greckiej znajdziemy opowieść o rozbójniku Prokruście, który napadał na podróżnych i torturował ich, dopasowując do rozmiarów swojego łoża. Zbyt krótkich rozciągał tak długo, aż pękały im stawy, zbyt długim przycinał nogi. Równość (i identyczność) można zatem stworzyć jedynie dzięki ingerencji z zewnątrz, ograniczając wolność, stosując przemoc.

§ 10. Ludzie nie są identyczni: różnice występują nawet między bliźniętami jednojajowymi. I wbrew ideologii demokratycznej nie są też równi ani umysłowo ani fizycznie. Analizując różne formy ludzkiej aktywności, bez trudu zauważamy, że nie wszyscy są tak samo utalentowani i zaradni – w ostatnim przypadku naturalnie na własną odpowiedzialność (przypomnijmy sobie nowotestamentową przypowieść o talentach!)[2]. Ludzie różnią się między sobą także pod względem intelektualnym i moralnym. Gdyby Judasz Iskariota i Jan Chrzciciel byli „równi przed Bogiem”, chrześcijaństwo musiałoby wówczas nie tylko usunąć ze skarbca wiary Sąd Ostateczny, ale w ogóle przestać funkcjonować. Nowy Testament mówi o wolności (eleutheria), ale nie o równości. Nauka katolicka nie wspomina o równości na ziemi, w niebie czy w czyśćcu; wszyscy są równi chyba jedynie w cierpieniu doświadczanym w ogniu piekielnym. (Reformatorzy Kościoła mieli podobne zdanie, choć negowali istnienie czyśćca).

§ 11. Sprawiedliwość nie oznacza zatem równości, choć „nowoczesny człowiek”, żyjący w cieniu demokratycznej ideologii, tak właśnie uważa. Prawdziwą podstawową zasadą sprawiedliwości jest natomiast: „Każdemu to, co mu się należy”, czyli suum cuique, jak pisał między innymi Ulpian. Pamiętajmy jednak, że tam, gdzie mamy do czynienia z wydajnością i jakością, musimy stosować równą miarę, ponieważ jest to warunkiem obiektywnej oceny.

§ 12. Demokraci zbyt często mówią o „dyskryminacji”, gdy ktoś zamierza dokonać wartościującej analizy poszczególnych ludzi lub zbiorowości. A przecież gdy szukamy naszej „drugiej połowy”, oceniamy przyjaciół, lekarza, nauczyciela, krawca, artystę, fryzjera, partnera do uprawiania sportu, adwokata, kolegę i choćby przedstawiciela narodu w parlamencie, stawiamy jakąś osobę ponad inną. Całe życie jest niekończącym się wyborem, dokonywanym dzięki naszej potentia ad utrumlibet, czyli wolnej woli: kto wybierze A, automatycznie „dyskryminuje” B. Odmówienie komuś zatrudnienia z powodu jego rasy, wieku, płci, wyglądu lub poziomu wykształcenia może się wydawać „niesprawiedliwe i dyskryminujące”, ale w pewnych okolicznościach mamy z tym do czynienia naprawdę bardzo często. Kobiety nie mają czego szukać w kopalnianych sztolniach, ignoranci w uniwersyteckich katedrach, a kto odmawia czarnoskórej sopranistce objęcia roli Zygfryda w operze Wagnera, na pewno nie jest „seksistą” ani tym bardziej rasistą.

Powiedzenie: „One man is a good as any other man, if not a bit better”[3] lub „Nobody is indispensable»[4] jest trickiem, zdradzającym nihilistyczną ideologię demokratów, w którą ludzie naprawdę szczerze wierzą, choć gdy przyjdą po rozum do głowy, po dojrzałym namyśle, nigdy jej nie praktykują. Nawet najbardziej zagorzały demokrata, jeśli poważnie zachoruje, wezwie najlepszego lekarza. Lekarze, ale także monterzy, pianiści, tenisiści i choćby artyści nie są „równie dobrzy” ani „tak samo kiepscy”.

§ 13. Liberalna demokracja jest natomiast egalitarna politycznie. Nie ma dla niej różnicy między wiedzą a ignorancją ani w przypadku wyborców ani wybranych. Czyni zatem z polityki specjalny obszar, specyficzną dziedzinę, w której obowiązują prawa inne, niż te, obowiązujące w codziennym życiu. W tym wypadku ideologia wypiera rozum, przezorność i doświadczenie. Innymi słowy: zdrowy ludzki rozsądek.

§ 14. Demokracja jest również (nieświadomie) antypluralistyczna, ponieważ wie (a przynajmniej przeczuwa), że ma optymalne szanse na sukces, skoro wyborcami są ludzie, którzy mogą zostać ujednoliceni i sprowadzeni do wspólnego mianownika nie podług wieku, ale dzięki propagandzie, „selekcji”, wykorzystywaniu możliwości, jakie daje władza, przede wszystkim zaś dzięki szkołom, środkom masowego przekazu, naciskowi społecznemu i procedurom urzędowym. Owe metody sprawdzają się tu i ówdzie, a wówczas partie stają się zaledwie „odcieniami” jednego i tego samego światopoglądu, dzięki czemu mogą prowadzić konstruktywną debatę i są gotowe iść na kompromis.

Nie zapominajmy jednak, że demokracja jest totalitarna już w samym „zarodku”, ponieważ jej niedoścignionym ideałem jest „w pełni upolityczniony naród”, gdzie każdy obywatel angażuje się politycznie. (Już w starożytnych Atenach obywatela, idiótes, który nie uczestniczył w życiu politycznym i nie okazywał zainteresowania tą dziedziną funkcjonowania państwa, traktowano z najwyższą pogardą.)

§ 15. Liberalna demokracja opiera się zatem nie na dwóch, ale na trzech filarach: a) wolności wziętej z liberalizmu; b) rządach większości; c) równości. Wolność i równość jako czynniki wykluczające się nawzajem mogą stać się przyczynami prawdziwego rozdarcia, a do tego dochodzi również kolejny problem: liberalna demokracja ze swoimi wybieranymi w wolnych wyborach parlamentami jest wprawdzie ukierunkowana ideologicznie, ale jedynie w pewnych „ramach”, w których to za sprawą swojej liberalności, musi tolerować praktycznie wszystkie światopoglądy (względnie ideologie) i nie może odrzucić a priori ich roszczeń tyczących władzy. A jeśli jednak mimo wszystko zdecyduje się na ten krok, nie może już dłużej uchodzić za „wolnościową”.

[2] Ewangelia św. Mateusza 25:29 (przyp. tłum.).

[3] Każdy jest równie dobry, jak inny, a może nawet trochę lepszy (przyp. tłum.).

[4] Nikt nie jest niezastąpiony (przyp. tłum.).


II
Demokracja jako władza

§ 16. Demokracja rości sobie pretensje do bycia formą „samorządu”, dzięki czemu nie istnieje już dramat bycia rządzonym. Znalezienie się pod czyimś panowaniem jest jednak integralną częścią klątwy, która wskutek grzechu pierworodnego spadła na całą ludzkość. Jej pierwszą ofiarą była Ewa: „Ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą”(Księga Rodzaju 3,16). W rezultacie państwo (bo nie społeczeństwo) jest produktem upadku, a posługując się językiem „świeckim” – wytworem ludzkiej nieudolności. Człowiek potrzebuje usystematyzowanego i jasno określonego prawa, arbitrażowej władzy oraz „autorytarnego” kierownictwa. Jest jedynie okruchem społeczeństwa, lecz właśnie choćby dlatego miękkie, „cielesne” społeczeństwo potrzebuje mocnego szkieletu państwa.

§ 17. Co się zaś tyczy prawa, należy je „znaleźć”, nie zaś konstruować ex vacuo. Bądź co bądź musi ono mieć „oprawę”, musi zostać skodyfikowane. (Czyste prawo zwyczajowe, które zachowało się jeszcze tu i ówdzie, w zależności od kręgu kulturowego, różni się siłą z jaką spaja naród). Kwestie prawne to domena prawników, którzy, wszyscy bez wyjątku, są narażeni na uleganie ludzkim słabościom, a co za tym idzie pomyłkom. Teologia, medycyna, a także prawo i filozofia są, podobnie jak technika, dziedzinami wiedzy, których człowiek „doskonały”, człowiek sprzed „upadku” w ogóle nie potrzebował, gdyż są one jedynie „kulami”, „środkami pomocniczymi”. Nie odnosi się to jednak do sztuki, twórczej w najściślejszym znaczeniu tego słowa, która jest wyraźnym dowodem na to, iż człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga.

§ 18. Co stanowi podstawę autorytetu? Dlaczego okazujemy posłuszeństwo nawet wówczas, gdy nie zagraża nam żadna kara? Autorytet to siła zakotwiczona bardzo głęboko w każdym człowieku, choć „inspirowana” z zewnątrz. Jesteśmy posłuszni, bo kochamy tych, którzy nam rozkazują (weźmy na przykład miłość dzieci do rodziców, lub uczucia, jakimi poddani darzą niekiedy swojego władcę), bo czujemy do nich ogromny szacunek (przykładem tego jest choćby uwielbienie i respekt okazywane nauczycielowi albo mądremu przełożonemu). Pamiętajmy także o posłuszeństwie z rozsądku, gdy na przykład bez szemrania wykonujemy polecenia policjanta kierującego ruchem, dzięki czemu unikamy wypadku.

Istnieje też inna, czysto egzogeniczna przyczyna uległości: strach przed „karą” w przypadku nieposłuszeństwa: człowiek jest potulny, ponieważ boi się, że będzie musiał odpokutować za naruszenie przepisów, praw czy norm społecznych, bez względu na to, czy ocenia je jako sensowne czy przeciwnie, jako kompletnie niedorzeczne.

§ 19. Każde „zdrowe” państwo opiera się na autorytecie, który odbija się echem w sercach i umysłach jego obywateli, ale jako skutek, wytwór zepsucia (i słabości) człowieka państwo jako ostateczna instancja musi mieć także możliwość karania. „(Władza) nie na próżno nosi miecz” (List do Rzymian, 13,4). Ale państwo, które „zaczyna” od miecza, przemocy i strachu, jest tyranią. (Podobnie jest z Bogiem: trzeba Go przede wszystkim kochać, a jedynie w ostateczności czuć przed Nim bojaźń.)

§ 20. Samorządność to wyraz myślenia w kategorii „raju”, marzenie, aby nigdy nie być rządzonym, próba ominięcia jednej z klątw, rzuconych niegdyś na Adama i Ewę. Powrotem do raju mają być także wyzwolenie się od konieczności pracy lub przynajmniej złagodzenie przymusu pracy „w pocie oblicza”[5] (dzięki rozwojowi techniki), bezbolesne porody (lub ich unikanie dzięki środkom antykoncepcyjnym), naturyzm, medycyna (która jest już w stanie przedłużyć życie) czy choćby balsamowanie ciała po śmierci. Wspomniane tendencje balansują między rzeczywistością a iluzją i nigdy nie da się ich w pełni zrealizować. Nie są one jednak sprzeczne z prawem.

§ 21. W rzeczywistości demokracja nie jest jednak wymarzonym „samorządem”, lecz zaledwie władzą większości nad mniejszością. Nasze status quo, przynależność do grona „rządzących” lub „rządzonych”, to dzieło czystego przypadku. Prawda dociera do nas zwykle dopiero po wyborach. Wcześniej wyborca nie wie na pewno, co osiągnie lub straci, wrzucając swój głos do urny. Ponadto nawet półinteligent nigdy nie zgadza się do końca z programem partii, który z założenia musi uwzględniać interesy wielu grup wyborców. A zatem nawet wówczas, gdy zwycięży „jego” partia, przynajmniej w niektórych dziedzinach będzie „rządzony” wbrew swojej woli.

§ 22. Perfekcyjnym „edenizmem” jest jedynie anarchia, brak jakiegokolwiek rządu, choć John Stuart Mill powiedział, że nasze życie byłoby wówczas „zwierzęce, przerażające i krótkie”.

§ 23. Co dziwne, to właśnie Rousseau (który często stał w opozycji do obowiązujących idei) stwierdził, że wprowadzenie demokracji jest niemożliwe, ponieważ musiałyby w niej żyć nie ludzie, lecz anioły. (Contrat Social, III. 4.)

[5] Księga Rodzaju, 3, 19 (przyp. tłum.).


III
Demokracja – rys historyczny

§ 24. Z historycznego punktu widzenia demokrację można traktować jako najbardziej pierwotną formę prymitywnej państwowo-społecznej syntezy, co potwierdza zresztą również szereg etnologów. Najprymitywniejsze ludy były i będą sterowane demokratycznie. Stanie się to, czego zapragnie i co postanowi większość, wobec opornych zaś zastosuje się przymus społeczno-polityczny, który ich w końcu zglajszachtuje. Jednostki zdobędą wiodącą pozycję w społeczeństwie dopiero po osiągnięciu wyższego poziomu rozwoju, gdy uświadomią sobie potęgę tkwiącą w umiejętności panowania nad tłumem i „oczarują go” wiedzą, doświadczeniem, odwagą, zdecydowaniem albo brutalnością. W ten sposób tworzy się psychologiczna podstawa wodzostwa”, monarchii elekcyjnej lub dziedzicznej.

§ 25. Z ideologicznego punktu widzenia, Rousseau, który wieszczył powrót do natury, miał zupełną rację, ponieważ powrót do demokracji oznacza cofnięcie się do pierwotnego stanu natury.

§ 26. Faktem jest, że po długiej przerwie niektóre regiony starożytnej Hellady wróciły do demokracji już na wyższym poziomie kulturalnym, przede wszystkim w Attyce, Atenach i jej koloniach. Przez jakiś czas demokracja chełpiła się tym, że zawarła sojusz z zasadą wolności, lecz demokracja ateńska propagowała postawę totalitarną i egalitarną, wyrażającą się między innymi w ostracyzmie, a ponadto miała wyraźnie totalitarne zapędy, czego dowodem choćby kara śmierci, na którą skazano otwarcie antydemokratycznego Sokratesa. (To między innymi tu należy szukać źródła antydemokratycznej postawy Platona, ucznia Sokratesa, oraz Arystotelesa, ucznia Platona, który, przerażony powrotem demokracji do Aten, uciekł do Chalkidy, żeby nie podzielić losu Sokratesa.)

§ 27. Wydarzenia historyczne dały Platonowi impuls do opracowania (powtórzonej przez Polibiusza) teorii anakyklosis, zgodnie z którą monarchia ma skłonność do przekształcania się w oligarchię, ewoluującą w stronę demokracji, ukoronowaniem której jest tyrania demagoga (demagogós). Jego teoria została w znacznej mierze potwierdzona przez historię nowszą i najnowszą, głównie opisana w niej ostatnia faza, kiedy to „przywódca (a może raczej uwodziciel?) ludu” staje się władcą absolutnym.

§ 28. Pewne formy demokracji mogły zaistnieć i trwać przede wszystkim w regionach górskich, zamieszkiwanych przez niewielkie jednostki polityczne, na przykład w Alpach, Pirenejach, w Norwegii i Islandii; nie sprawdzą się jednak na rozległych terenach lub w republikach-miastach (miastach Rzeszy lub hanzeatyckich), które bez wyjątku były rządzone w sposób arystokratyczno-oligarchiczny. Dotyczy to również szwajcarskich miast-kantonów z ich patrycjatem. W niektórych wiejskich kantonach Szwajcarii istniały i nadal istnieją czyste, tzn. bezpośrednie demokracje (patrz także § 7.).

§ 29. Drugie gwałtowne odrodzenie się demokracji to okres Rewolucji Francuskiej, która mimo wyraźnej „czerwonej nici” ludzkiego „tytanizmu” przeszła kilka faz: początkowo tworzyła liberalną syntezę z monarchią, następnie stała się nieliberalną demokracją, która bardzo szybko nabrała cech terroryzmu i totalitaryzmu , by ostatecznie zamienić się w tyranię.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.