Dar duszy - Robert Schwartz - ebook
Wydawca: ILLUMINATIO Łukasz Kierus Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 451 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Dar duszy - Robert Schwartz

Niniejsza książka to dar Twojej duszy. Dzięki niej oczyścisz i uzdrowisz swój umysł i ciało oraz uwolnisz się od cierpienia i traumy.

To już druga książka Roberta Schwartza – po Odważnych duszach – która zgłębia tematykę zaplanowanych przed narodzinami doświadczeń. Tym razem autor zmierzył się ze szczególnie trudnymi emocjami – przedstawił historie osób, które przeżyły takie traumy, jak: samobójstwo, choroba psychiczna, poronienie, aborcja czy gwałt, oraz przeanalizował je, bazując na informacjach przekazanych z „drugiej strony” za pomocą mediów i channelerów.

Świadomość, iż dusza wykoncypowała przeżycie takich wydarzeń, może wydawać się przerażająca i trudna do zaakceptowania. Ale na tym właśnie polega planowanie przedurodzeniowe. Jeśli przyjrzysz się przyczynom, które doprowadziły do zaplanowania takich doświadczeń, uzdrowisz swoje rany – głęboko ukryte wzorce bezwartościowości, bezsilności czy gniewu.

Pamiętaj, że wszelkie zdarzenia w Twoim życiu mają sens. Nie są karą od Boga ani dziełem przypadku. To, co Ci się przytrafia, kieruje Twoją uwagę na emocje, z jakimi powinieneś się zmierzyć w tym wcieleniu, na Ziemi. Prowadzi również do głębokiego zrozumienia siebie oraz buduje ścieżkę przebudzenia i oświecenia.

Przyjmij tę uzdrawiającą moc życiowych wyzwań, które dusza zaplanowała jeszcze przed Twoimi narodzinami. Pozbądź się poczucia winy i napełnij miłością, zrozumieniem oraz współczuciem wobec samego siebie. Uzdrów się, a odkryjesz, że jesteś najdzielniejszą z istot, która miała odwagę wcielić się w ziemskim wymiarze i zaplanować sobie tak traumatyczne zdarzenia.

Opinie o ebooku Dar duszy - Robert Schwartz

Cytaty z ebooka Dar duszy - Robert Schwartz

Było to rozwiązanie, które umożliwiło uwzględnienie aspektu fizycznego. Wiele stanów psychicznych, których nie można wyleczyć na poziomach umysłowym i emocjonalnym, ostatecznie objawia się w ciele fizycznym,
Po kilku latach, po przejściu terapii metodą focusingu, Mikaela poddawała się terapii biodynamicznej, która jest podobnym systemem uzdrawiania. Została stworzona przez francuską terapeutkę Gerdę Boyesen ** . – W terapii biodynamicznej uzdrowiciel wykorzystuje
– Focusing * – odpowiedziała, odnosząc się do nazwy konkretnej metody uzdrawiania. – Został wynaleziony przez terapeutę Eugene’a Gendlina, który nie był zadowolony z dostępnych wówczas metod psychoterapii. Odkrył, że samo rozmawianie o problemach jest „kręceniem się w kółko” i, w większości przypadków, do niczego nie prowadzi. Należy nawiązać kontakt ze swoimi
emocjami i zlokalizować części ciała, w których się je odczuwa. Następnie trzeba skoncentrować się na wybranym obszarze ciała. Pozwala to na nawiązanie kontaktu ze swoim wnętrzem. Pojawiają się wówczas wyobrażenia, przeświadczenia, emocje, a także wspomnienia sytuacji lub wydarzeń. Znajdują się one w komórkach, z którymi się komunikujemy. Ostatecznie chodzi o to, aby poczuć wszystko to, co się w tobie zgromadziło. Gdy emocja zaczyna „wychodzić” na zewnątrz, ciało porusza się i wykręca.

Fragment ebooka Dar duszy - Robert Schwartz










Uwagi dla czytelników

Wielu ludzi nie stać na kupowanie książek. Moją misją jest udostępnienie uzdrawiających informacji jak największej liczbie osób, także i tym, którzy nie mogą pozwolić sobie na zakup tej publikacji. Poproście swoją bibliotekę o zamówienie tej książki lub przekażcie jej swój egzemplarz, gdy już go przeczytacie. Ten prosty akt życzliwości wpłynie na życie wielu ludzi.

Dziękuję wam za pomoc w zwiększaniu u ludzi z całego świata uzdrawiającej świadomości związanej z planowaniem przedurodzeniowym.

Z wdzięcznością,

Robert Schwartz

rob.schwartz@yoursoulsplan.com


Czy chcielibyście poznać plan swojego życia?

Robert Schwartz jest doradcą oraz wykwalifikowanym hipnoterapeutą, specjalizującym się w regresjach do przeszłych wcieleń oraz do życia pomiędzy wcieleniami. Ten pierwszy rodzaj regresji polega na cofnięciu się w czasie do poprzedniego wcielenia lub wcieleń, w celu lepszego zrozumienia obecnej inkarnacji. W regresji do życia pomiędzy wcieleniami można natomiast przenieść się do istnienia przed swoimi narodzinami, a co za tym idzie, odkryć, co dokładnie sobie zaplanowaliśmy i dlaczego. Takie sesje są nieocenione w odkrywaniu głębszego celu życia. Pozwalają zrozumieć sens własnych przeżyć, uświadomić sobie, dlaczego pewne schematy powtarzają się w naszym życiu, dlaczego pojawili się w nim pewni ludzie oraz czego pragnęliśmy się nauczyć, nawiązując z nimi relacje. Sesje te mogą przynieść fizyczne i emocjonalne uzdrowienie, wybaczenie, większy spokój i poczucie szczęścia oraz głębokie zrozumienie tego, kim jesteśmy i dlaczego się tu inkarnowaliśmy.

Jeśli nie chcecie poddawać się hipnozie, Robert może zaoferować wam sesje ogólnego doradztwa duchowego, podczas których – korzystając ze swojej wiedzy na temat planowania przeurodzeniowego – pomoże wam odnaleźć sens waszego życia. W trakcie takich sesji Robert często korzysta z opracowanych przez siebie ćwiczeń, skutecznie pomagających w zrozumieniu własnych Boskich Atrybutów (ang. Divine Virtues), które zapragnęliśmy pielęgnować i wyrażać w obecnym wcieleniu. Większość ludzi przed narodzinami planuje rozwijanie kilku konkretnych cech, a doświadczenia życiowe odgrywają istotną rolę w tym procesie. Za pomocą Ćwiczenia Boskich Atrybutów (ang. Divine Virtues Exercise) dowiadujecie się, jakie są to cechy – innymi słowy, zyskujecie poszerzoną świadomość na temat celu oraz planu swojego życia.

Więcej informacji uzyskacie na stronie Roberta: www.yoursoulsplan.com lub pisząc na adres e-mail: rob.schwartz@yoursoulsplan.com. Zapraszamy też do odwiedzenia polskiej strony poświęconej książkom Roberta:

www.OdwazneDusze.pl


Mamie i Tacie

– kocham was

oraz

Rebecce i Calvinowi,

Marcii i jej zwierzakom,

Carolyn i Cameronowi,

Beverly,

Mikaeli,

a także

ich bliskim.


Nie wiemy, jak wysoko jesteśmy

Dopóki nie przyjdzie nam powstać

A wtedy – jeśli swój plan spełniamy

Sylwetkami nieba dotykamy*

– Emily Dickinson

* Tłumaczenie własne.


Podziękowania

Jestem dozgonnie wdzięczny osobom, których historie znalazły się w tej książce. Mieliście odwagę otworzyć się przede mną i przed całym światem. Szczerze i w bardzo poruszający sposób opowiedzieliście o swoich najtrudniejszych życiowych wyzwaniach. Zainspirowaliście mnie. Wzruszyliście. Byliście moimi nauczycielami. Dziękuję wam za to.

 

Dziękuję również:

 

  • Barbarze Brodsky i Aaronowi, Pameli Kribbe i Jeszui, Corbie Mitleid, a także Staci Wells i jej duchowemu przewodnikowi, za to, że byliście moimi nauczycielami. Wasza mądrość i miłość przemawiają ze stronic tej książki. Bardzo wiele ofiarowaliście całemu światu. Czuję się zaszczycony, że mogłem z wami współpracować.

 

  • Liesel, miłości mojego życia, za uczucie, wsparcie i wglądy oraz za to, że wierzysz we mnie i w moją pracę. Dokonałem dobrego wyboru przed swoimi narodzinami. Chociaż jestem pisarzem, nigdy nie uda mi się wyrazić słowami, jak bardzo cię kocham.

 

  • Mojej siostrze Deborah, szwagrowi Jerry’emu i uroczym siostrzenicom – Sydney i Riley, za waszą miłość i wsparcie, jakiego udzielaliście mi podczas pisania tej książki oraz przez całe moje życie. Dziękuję, że zawsze przy mnie jesteście.

 

  • Debbie Mayo i doktorowi Gregowi Karchowi, za przeczytanie i skomentowanie niektórych rozdziałów. Wasze uwagi były nieocenione, a czytelnicy tej książki z pewnością odczują wasz uzdrawiający wkład. Dziękuję wam za troskę.

 

  • Deborah Bookin, za to, że pozwoliłaś mi napisać większą część tej książki w The Crystal Bee (www.crystalbee.com) – miejscu pełnym słodyczy, ciepła i inspiracji. Jestem wdzięczny za wspólne spacery, posiłki i wspaniałe rozmowy.

 

  • Mojej kuzynce Emily Fleisher, za drobiazgową korektę oraz niezwykłą życzliwość i hojność.

 

Podziękowania kieruję również do Sue Mann – za jej wnikliwą analizę edytorską, Jana Campa – za niezwykłą okładkę, oraz Jilla Ronsleya – za wspaniałą makietę wnętrza książki. Praca z wami, już po raz kolejny, przypominała współpracę z drużyną gwiazd. Dziękuję Jaine Howard, najnowszemu członkowi naszego zespołu, oraz Ednie Van Baulen, za wspaniałe transkrypcje. Lisie Burroughs dziękuję za piękne fotografie na tylną okładkę tej książki.

Dziękuję Ricie Curtis i Sylvii Hayse za pomoc w upowszechnianiu moich książek oraz koncepcji planowania przedurodzeniowego na całym świecie. Rito, życzę ci mnóstwa radości z przebywania na emeryturze. Będę za tobą tęsknił.

Książka ta nie powstałaby bez wytężonej pracy wielu innych osób, które dzieliły się ze mną swoją wiedzą oraz udzielały mi wsparcia. Chciałbym w szczególności podziękować Johnowi Friedlanderowi, Bobowi i Cynthii Dukesom, Jill Caro, Serenicie Meese, Omiri, Kathy Long, Joyce’owi Fricke’owi i Joshowi Mendelowi.

Często powtarzam, że nie jestem jedynym autorem moich książek, ale członkiem zespołu, przebywającym w ciele fizycznym. Dziękuję wszystkim istotom duchowym za to, że współpracują ze mną i się przeze mnie przejawiają. Książka ta jest zarówno moim, jak i waszym dziełem.


Prolog

Miałam cztery lub pięć lat, gdy zaczęły się te koszmary. Czasem śniło mi się, że spada na mnie ogromny, czarny pająk. Jego podbrzusze otwierało się, by mnie pożreć, a jego szpony zaciskały się na mojej twarzy. Innym razem potężny rekin wypływał nagle spode mnie, szczerząc swoje lśniące, ostre jak brzytwa zęby, a jego paszcza przyjmowała postać straszliwej, czarnej otchłani, która chciała mnie pochłonąć. Śniło mi się też, że prastary, drapieżny ptak, z dziobem przypominającym nóż, pikuje z sufitu, aby zanurkować w moim sercu. Nie zawsze w moich koszmarach pojawiały się zwierzęta. Czasem ściany sypialni kurczyły się lub z mroku wyłaniało się coś na kształt szponów. Zawsze jednak towarzyszyło mi poczucie, że czeka mnie śmierć.

Budziłam się przerażona w środku nocy. Wiedziałam, że znajduję się w swojej sypialni, ale te potwory nie znikały – nadal je widziałam i słyszałam. Wciąż wydawało mi się, że tam są i zaraz mnie zabiją! Krzyczałam i szamotałam się z pościelą, aż w końcu lądowałam na podłodze w ciemnym, pustym pokoju. Serce biło mi jak oszalałe i nie mogłam nabrać powietrza.

W świecie Harry’ego Pottera istota o imieniu Boggart opuszcza swoją kryjówkę, by przyjąć postać twoich największych lęków. Aby ją pokonać, musisz wyobrazić sobie obiekt, którego się obawiasz, w taki sposób, który wydaje ci się zabawny lub niedorzeczny. Koszmary, które męczyły mnie przez kilkadziesiąt lat (a którym towarzyszyły przytłaczające napady depresji oraz obsesji), dziś wydają mi się absurdalne, niczym kiepski horror. Żałuję, że nie znałam technik Harry’ego Pottera, gdy byłam przerażoną, małą dziewczynką.

Wielu ludzi wyobraża sobie, że celem oraz rezultatem prawdziwego uzdrowienia są intensywne momenty boskiej ekstazy, a otwarcie się na wieczność sprawi, że Wszechświat porwie ich w swój galaktyczny wir lub napełni ich głębokim spokojem i w ten sposób odkryją Boga. To nie tak. Takie chwile pojawiają się znienacka i zwykle znikają w równie szybki i tajemniczy sposób. Przynoszą ze sobą przebudzenie, więc wszyscy pragniemy, by trwały jak najdłużej. Ze swojego doświadczenia wiem jednak, że żadna terapia, medytacja, wiedza ani praktyka nie pozwolą nam pozostać na szczycie już na zawsze.

Prawdziwym celem i nagrodą jest osiągnięcie takiego stanu, w którym na co dzień (lub prawie codziennie) jesteśmy pogodni, radośni i entuzjastycznie nastawieni do życia. Dzień, w którym poczułam, że tego „dokonałam”, był tym samym dniem, w którym uświadomiłam sobie, że od dawna nie miewam już koszmarów. Co ważniejsze, zauważyłam, że nie dokuczają mi depresja ani obsesje, nie czuję się atakowana ani bezradna. Stało się dla mnie jasne, że niczego już nie poszukuję. Znalazłam to, czego szukałam, i uczyniłam to swoim sposobem na życie. Teraz jestem niemal zawsze szczęśliwa – najczęściej bez żadnego konkretnego powodu.

Moje życie stało się łatwiejsze i atrakcyjniejsze. Doceniam wszystkich ludzi, miejsca i rzeczy, gdyż to właśnie dzięki nim nabrało ono kolorów. W końcu czuję się wolna i przepełnia mnie radość. Do takiego właśnie uzdrowienia dochodzi, gdy podążasz zgodnie z planem swojej duszy. Takie uzdrowienie jest możliwe – nie tylko dla mnie, lecz dla wszystkich.

Dzięki niemu czuję się jak w niebie, będąc tu, na Ziemi”.

— Mikaela Christi (Rozdział 7. Zaburzenia psychiczne)


Przedmowa

Jako dziecko byłem ofiarą przemocy emocjonalnej ze strony mojej matki. Zaplanowałem to jeszcze przed swoimi narodzinami.

Pisząc, iż sam zaplanowałem to doświadczenie, mam na myśli to, że wykoncypowała je moja dusza. Nie jestem od niej oddzielony; ona zawiera w sobie moje ciało i energię – całość mojej świadomości. A jednak jest czymś więcej niż ja sam, podobnie jak słońce jest czymś więcej niż jego pojedynczy promień. Moja dusza, jak i twoja, jest rozległa, ekspansywna, nieograniczona oraz zawsze świadoma jedności ze wszystkimi innymi istotami. W miarę jak zdobywam wiedzę i rozwijam się, coraz bardziej dostrajam się do swojej duszy, dzięki czemu może ona, za moim pośrednictwem, wyrażać swoją mądrość, miłość i radość. Moja i twoja dusza oraz, tak naprawdę, wszystkie inne dusze, są zbudowane z energii bezwarunkowej miłości. Wiem, że to prawda, ponieważ – jak przeczytacie później – sam tego doświadczyłem.

Moje największe wyzwania życiowe, łącznie z przemocą, jakiej zaznałem jako dziecko, zostały zaplanowane na planie duchowym jeszcze przed moimi narodzinami, aby przyspieszyć mój rozwój. Jeśli jednak dusza jest miłością, dlaczego planuje takie przeżycia? To dobre pytanie – zadawałem je sobie przez całe życie. Poszukiwanie na nie odpowiedzi doprowadziło mnie do napisania tej książki.

Doświadczyłem dotkliwej i skrajnej przemocy. Chociaż nie znęcano się nade mną bezustannie, przemoc stanowiła nieodłączną część mojego codziennego życia. Szczegóły nie są tutaj istotne. Najważniejsze jest zrozumienie, dlaczego i w jaki sposób dochodzi do takich sytuacji. Przez stulecia ludzkość rozwijała się poprzez cierpienie. Jeśli jednak chcemy wykroczyć poza ten schemat rozwoju, potrzebujemy głębszego zrozumienia.

Ustalenia pomiędzy moją duszą a duszą mojej matki wynikały w dużej mierze z przeszłego wcielenia, kiedy to byłem kobietą, a moja obecna matka była moim synem. Moje małżeństwo nie należało do udanych. W końcu udało mi się je zakończyć i zabrać ze sobą syna, ale moja decyzja o opuszczeniu męża doprowadziła nas do ubóstwa. Syn obwiniał mnie o to i miał do mnie ogromny żal. Umarłem we względnie młodym wieku – mój syn był już dorosły. Został jednak sam, pogrążony w biedzie. Poczuł się przeze mnie opuszczony.

Mój syn (a obecnie moja matka) aż do śmierci nie mógł poradzić sobie ze złością, jaką odczuwał w stosunku do mnie z powodu ubóstwa oraz poczucia opuszczenia. Złość ta stała się częścią jego duszy, energią, która potrzebowała uzdrowienia. Kierując się miłością, moja dusza umożliwiła uzdrowienie tego gniewu w relacji, w której nasze role (matki i syna) zostały odwrócone. Symbolizuje to intencję dusz do „odwrócenia” (uzdrowienia) gniewu. Najlepszą i najbardziej optymalną sytuacją sprzyjającą takiemu uzdrowieniu był najprawdopodobniej taki układ, w którym mój syn z poprzedniego wcielenia miał możliwość okazania mi swojego gniewu. Dlaczego? Ponieważ do głębokiego uzdrowienia dochodzi wtedy, gdy odczuwamy negatywną emocję, ale nie pozwalamy się jej ponieść. (Stłumienie polega na wyparciu „negatywnej” emocji ze świadomości. Mam jednak na myśli samo odczucie emocji, a nie pozwolenie jej na to, by nami zawładnęła.) Gdyby mój syn z poprzedniego wcielenia nie uzyskał pewnej władzy nade mną, mógłby nie mieć okazji do wyrażenia swojego gniewu. Taki był plan naszych dusz – plan, na który zgodziłem się, nim jeszcze przyszedłem na ten świat.

Planując te doświadczenia, moja dusza kierowała się jeszcze innymi pobudkami. Przez co najmniej kilka swoich przeszłych wcieleń nie potrafiłem siebie kochać. Dusze uczą się poprzez przeciwieństwa – moja zdecydowała się na naukę miłości poprzez kontakt z agresywną matką. (Nasze dusze wiedziały, że dojdzie do przejawów przemocy, ale miały nadzieję na ostateczne uzdrowienie.) Na poziomie osobowości decyzja ta może wydawać się sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem, a nawet bezsensowna. Nasze dusze jednak często opracowują takie plany życiowe, dzięki którym zwrócimy uwagę na najbardziej istotne „problemy” i nie będziemy w stanie już ich więcej ignorować. Pozorny brak miłości ze strony mojej matki (która tak naprawdę bardzo mnie kocha, podobnie jak ja ją) odzwierciedlał mój brak miłości do samego siebie. Wybierając syna z poprzedniego wcielenia na matkę, moja dusza zmotywowała czy też zmusiła mnie do zrozumienia pewnej palącej potrzeby: „Naucz się kochać samego siebie”.

Mój ojciec, który zmarł w czasie, gdy pisałem tę książkę, odgrywał istotną rolę w moim planie życiowym. Chociaż szczerze mnie kochał (i nadal kocha) i nie znęcał się nade mną, nie potrafił okazać mi w dzieciństwie uczucia, które mógłbym rozpoznać jako miłość. Na prośbę mojej duszy zgodził się nieustannie mnie krytykować oraz wyrażać zbyt surowe opinie na mój temat. Jego krytyka oraz brak czułości miały służyć mi w taki sam sposób, jak agresja ze strony matki. Miały skierować mnie do własnego wnętrza, abym odkrył płomień miłości do samego siebie i podsycał go przez całe swoje życie. Płomień ten, przypominający na początku bardzo małą, ledwo zauważalną iskrę, z czasem stawał się coraz jaśniejszy. Im więcej dowiaduję się na temat mojego planu życiowego, tym bardziej doceniam odwagę, jaką wykazałem się, podejmując takie, a nie inne decyzje życiowe i przejawiając gotowość do zmierzenia się z ich konsekwencjami. Rozwijam szacunek oraz umacniam miłość do samego siebie.

Co ciekawe – mój ojciec nie potrafił pojąć koncepcji planowania wcieleń, co zapewne było częścią naszych wspólnych ustaleń przedurodzeniowych. Niemniej jednak, w ostatnich latach swojego życia, w obliczu nieuchronnej śmierci, udzielał mi ogromnego wsparcia w podążaniu moją ścieżką życiową oraz w związku z moją twórczością pisarską. (Ponadto, obydwaj wyznaliśmy sobie, że się kochamy.) Na kilka tygodni przed jego powrotem do Ducha, zacząłem mu czytać fragmenty tej książki. Słuchał ich bardzo uważnie, a potem spoglądał na mnie i mówił z rozbrajającą szczerością: „Nie mam pojęcia, o czym piszesz, ale to jest doskonałe!”. Nie mogłem powstrzymać śmiechu, ale byłem głęboko poruszony jego słowami. Po śmierci dołączył on do grupy istot duchowych, które pomogły mi napisać tę książkę – co wydaje mi się zarówno gestem wspaniałej miłości, jak i ujmującej ironii.

W swoich poprzednich wcieleniach nie potrafiłem uzyskać emocjonalnej niezależności, co także przyczyniło się do wyboru takiej, a nie innej matki. Co to jest „emocjonalna niezależność”? Od Ducha dowiedziałem się, że oznacza ona uznanie siebie za główne źródło dobrego samopoczucia. Poprzez zaplanowanie mojego życia w taki sposób, w jaki ja to zrobiłem, moja dusza doprowadziła do pojawienia się okoliczności, które zmusiły mnie do samostanowienia o swoim samopoczuciu. Podobnie jak miłość do samego siebie, tak i niezależność emocjonalna jest moją lekcją życiową, którą nadal staram się opanować.

W swoich poprzednich wcieleniach czułem się bezradny. Wszystkie dusze natomiast pragną uzdrowić nasze błędne przekonania, także i te, które zaprzeczają ich prawdziwej naturze. One wiedzą, że drzemie w nich ogromna siła. Właśnie dlatego moja dusza zaplanowała, bym narodził się w takiej rodzinie, która odzwierciedli przekonanie o mojej bezsilności. Z tego powodu, z całą mocą ujawniła przede mną problem, który domagał się uzdrowienia.

Moim niestrudzonym towarzyszem w poprzednich wcieleniach było również poczucie bezwartościowości. Warto zdać sobie jednak sprawę z tego, że dusze są iskrami Boskości, a my jesteśmy przejawami naszych dusz, więc także rozpalamy Boskość. Jak przeczytacie w dalszej części książki, odczucia i przekonania związane z bezsilnością lub bezwartościowością są głównymi czynnikami motywującymi duszę do zaplanowania doświadczeń, które odzwierciedlą te aspekty jaźni. Takie odczucia i przekonania są przeważnie, w dużej mierze (lub nawet całkowicie) nieuświadamiane. Dopiero doświadczenia życiowe ukazują nam je, dzięki czemu docierają one do naszej świadomości i mogą zostać uzdrowione. Plany życiowe, które mają na celu rzucenie światła na kwestie bezsilności lub bezwartościowości, są często jednymi z najtrudniejszych, ponieważ zakładają naukę poprzez przeciwieństwa – uwzględniają przeżycie takich doświadczeń, jak przemoc w dzieciństwie, kazirodztwo czy gwałt.

***

To już druga moja książka związana z tematyką przyczyn planowania określonych sytuacji życiowych przed narodzinami. Różni się ona od poprzedniej pod trzema względami.

W pierwszej książce omawiałem planowanie samych trudnych wyzwań życiowych, a niniejsza książka obejmuje dwa dodatkowe zagadnienia – relacje ze zwierzętami oraz duchowe przebudzenie. Moi czytelnicy często pytają bowiem o plany powzięte wspólnie z ich ukochanymi zwierzętami. A jako że żyjemy w czasach, w którym powszechnie mówi się o duchowym przebudzeniu, uznałem, że warto poruszyć także ten temat.

Po drugie, książka ta obejmuje szerszy aspekt uzdrawiania. Nasze dusze nie chcą, byśmy tkwili uwięzieni w cierpieniu. W przypadku przeżycia traumy, niezależnie od tego, czy zostało to zaplanowane przed narodzeniem, czy też nie, dusza będzie dążyła do uzdrowienia i próbowała nam w tym pomóc. Tak naprawdę uzdrowienie zależy od wielu czynników, z których najważniejszymi są wytrwałość i zaradność. Dusza zawsze będzie nam towarzyszyć w tych zmaganiach i zaprowadzi nas do celu. Nawet to, że udało wam się znaleźć tę książkę, świadczy o waszej otwartości na wskazówki duszy.

Po trzecie, niniejsza książka zgłębia tematykę szczególnie trudnych, zaplanowanych przed narodzinami doświadczeń, takich jak gwałt. Świadomość, iż dusza wykoncypowała przeżycie takiego wydarzenia (w roli sprawcy lub ofiary), może wydawać się przerażająca i trudna do zaakceptowania. Nie chcę jednak nikogo straszyć, ale sprawić, by te aspekty planów życiowych przedostały się do świadomości zbiorowej. Wówczas będziemy mogli wspólnie uzdrowić swoje rany – ukryte wzorce bezwartościowości, bezsilności oraz gniewu – a tym samym położyć kres gwałtom i innym przejawom przemocy. Długo zastanawiałem się, czy poruszać te trudne tematy. Czułem się odpowiedzialny za to, czym dzielę się z czytelnikami. Ale zaprzeczanie temu, że Ziemia jest okrągła, nie sprawi, że stanie się ona płaska. Na podobnej zasadzie możemy negować fakt, że traumatyczne przeżycia, takie jak gwałt, często (chociaż z pewnością nie zawsze) zostają zaplanowane jeszcze przed naszymi narodzinami. Nie spowoduje to jednak, że takie plany znikną. One będą miały miejsce. Jeśli pragniemy stworzyć świat wolny od traum, musimy z odwagą i uczciwością przyjrzeć się przyczynom, które doprowadziły do zaplanowania przez nas takich doświadczeń, a następnie je uzdrowić.

Nie doświadczyłem gwałtu w obecnym wcieleniu, więc nie jestem świadom tego, jak wielkie cierpienie wywołuje. Jako osoba, nad którą znęcano się w dzieciństwie, wiem jednak, jak to jest czuć się bezradną ofiarą, i mam silną motywację do rozwoju oraz uzdrowienia. Doświadczenia mojego dzieciństwa skierowały moją uwagę na to, czym powinienem się zająć i czego chce ode mnie moja dusza w trakcie mojego obecnego wcielenia na Ziemi. Świadomość istnienia zjawiska planowania przedurodzeniowego nie tylko zwiększyła moją motywację do rozwoju oraz pomogła skoncentrować się na istotnych aspektach mojego życia, ale także nadała sens moim przeżyciom z dzieciństwa. Jestem głęboko przekonany, że żadne z nich nie było przypadkowe. Wiem, że nie zostałem ukarany przez gniewnego Boga ani okrutny Wszechświat, a to, co się wydarzyło, służy ostatecznie mojemu najwyższemu dobru.

W prologu przeczytaliście wypowiedź Mikaeli. Jej cierpienie było niewyobrażalne, a jednak doprowadziło ją do głębokiego zrozumienia samej siebie jako duszy. Gdy spytałem ją, co czuje po tym, co przeżyła, odpowiedziała: „Warto było przez to przejść, by dotrzeć tu, gdzie teraz jestem”.

Doświadczenia z dzieciństwa budowały moją ścieżkę do uzdrowienia i przebudzenia, podobnie jak choroba psychiczna Mikaeli. Zamiast traktować wszelkie wyzwania życiowe jako bezsensowne cierpienie, spójrzmy na nie z perspektywy duszy i uzdrówmy swoje głębokie rany, które to cierpienie wyzwalają. Niech wszelkie doświadczenia omówione na kartach tej książki oraz wyzwania, z którymi wszyscy się zmierzamy, posłużą nam jako narzędzia do uzdrowienia, przebudzenia i oświecenia.


Wprowadzenie

W niniejszej książce przedstawiam perspektywę, która okazała się dla mnie niezwykle pomocna i uzdrawiająca. Mam nadzieję, że podobnie będzie w waszym przypadku. Jeśli czujecie, że proponowane przeze mnie podejście rezonuje z wami, oznacza to, iż stanowi ono również część waszej ścieżki duchowej. Rezonans ten może przejawić się intuicyjnym poczuciem, że przekazywane przeze mnie słowa są słuszne. Czym jest jednak to odczucie i skąd ono pochodzi?

Jego źródłem jest dusza świadoma wszystkich naszych myśli, słów i działań. Niektóre z nich wydają się nam właściwe, inne nie. Te intuicyjne odczucia są bezpośrednimi wskazówkami od duszy. Ona jest tuż przy nas i zagląda nam przez ramię, szepcząc: „Tak, to jest dobre” lub „Nie, to nie jest droga dla ciebie”. Ufajcie tym odczuciom. Starajcie się zwracać uwagę na to, czy z czymś harmonizujecie, czy też nie. Jeśli teraz, podczas czytania tej książki, nie macie takiego poczucia, odłóżcie ją na bok. Lecz jeśli słowa zapisane na jej kartach przemawiają do was, dopuśćcie do siebie możliwość, że to dusza was do niej doprowadziła. Proszę was, byście kontynuowali lekturę, nawet jeśli wasz umysł z trudem akceptuje pogląd, że pewne (a być może nawet wszystkie) doświadczenia życiowe zostały przez was zaplanowane jeszcze przed narodzinami.

Kurs cudów* naucza, że „właściwe postrzeganie wymaga dobrania odpowiedniego narzędzia”. Próby uchwycenia sensu książki, którą trzymasz w rękach, za pomocą umysłu przypominają usilne starania zmierzenia temperatury za pomocą wagi łazienkowej: to nie jest właściwe narzędzie. Co jest zatem odpowiednim instrumentem? To proste – jest nim serce, wyższa od umysłu forma intelektu. Nawet jeśli coś wydaje się wam nielogiczne i bezsensowne, możecie czuć, że jest prawdziwe. Zaufajcie temu odczuciu.

Przeczytacie tutaj historie ludzi, którzy – podobnie jak wy – zaplanowali swoje życie przed narodzinami. Długo omawiałem z nimi ich doświadczenia, a następnie zgłębiałem ich plany życiowe z czterema niezwykle utalentowanymi osobami zajmującymi się mediumizmem oraz channelingami. Musiałem dostarczyć im niezbędnych informacji: imię i nazwisko danej osoby, jej datę urodzenia, imiona członków rodziny i innych ludzi, których rolę uznali za wartą omówienia, a także krótkiego opisu sytuacji życiowej, na której mieliśmy się skupić. Było to niezbędne, by medium lub channeler** mogli uzyskać dostęp do właściwych danych z Kroniki Akaszy – niefizycznego zbioru wszelkich informacji na temat ziemskich wydarzeń, łącznie z planowaniem przedurodzeniowym.

Kronika Akaszy nie jest statyczna, niczym ziemska biblioteka, lecz stanowi żywy, dynamiczny twór reagujący na konkretne potrzeby lub intencje pytającego, jak również na określone okoliczności, w których zostało zadane pytanie. Każda osoba zajmująca się mediumizmem lub channelingami uzyskuje informacje od Ducha w odrębny, wyjątkowy sposób; dlatego też poszczególne media docierają do różnych aspektów zaplanowanego przez daną osobę wcielenia. Z tego powodu większość ludzi, których historie opisuję w tej książce, odbyła sesje z kilkoma takimi mediami. Uzyskaliśmy dzięki temu pełniejszy i bogatszy wgląd w przyczyny zaplanowania określonych doświadczeń przed narodzinami.

Na początku każdej sesji najczęściej zadaję Duchowi kluczowe pytanie: „Czy to doświadczenie zostało zaplanowane przed narodzinami, a jeśli tak, to dlaczego?”. Dalsza dyskusja i zgłębianie zagadnienia zależą od odpowiedzi na nie. W większości przypadków uzyskałem od zainteresowanych pozwolenie na pytanie, w ich imieniu, o różne kwestie. Indywidualne wywiady oraz sesje z mediami i channelerami zostały zaprezentowane w postaci dialogów lub dłuższych wypowiedzi.

Zarówno wtedy, gdy przytaczam w tej książce rozmowy z Duchem, jak i inne dialogi, posługuję się takimi terminami, jak: wyższyniższy, dobryzły oraz pozytywny i negatywny. Mają one na celu odzwierciedlenie i zobrazowanie ludzkiej perspektywy, ale nie służą ocenianiu. Dusza nie ocenia, nie klasyfikuje ani nie postrzega Wszechświata w sposób hierarchiczny. Jest świadoma, że wszystko jest Jednością.

Od momentu narodzin mamy wolną wolę i w dowolnej chwili możemy odstąpić od poczynionych przed narodzeniem planów. Wszyscy to czasem robimy, stwarzając tym samym (czyli przyciągając wibracyjnie) doświadczenia, które wydawały się mało prawdopodobne przed naszymi narodzinami. Czytając zamieszczone tutaj historie, możecie zadawać sobie pytania, czy zaplanowaliście określone przeżycia. Bardzo pomocnym pytaniem jest: „Jeśli zaplanowałem to doświadczenie przed narodzeniem, dlaczego to zrobiłem?”. Zadanie sobie tego pytania pozwoli wam wykorzystać daną sytuację życiową do własnego rozwoju, na którym z pewnością wam zależało, jeśli faktycznie wykoncypowaliście swoje doznania. Rozwój jest ważniejszy niż fakt, czy dane doświadczenie naprawdę zostało zaplanowane.

Aby uchwycić sens historii przedstawionych w dalszej części tej książki – a tym samym zrozumieć swoje życie – musicie zdać sobie sprawę z tego, że Wszechświat jest energią wibracyjną o określonej częstotliwości. Każda osoba, zwierzę, roślina, obiekt, słowo, myśl, odczucie, przekonanie (świadome i nieświadome) oraz działanie mają swoją wyjątkową wibrację. Spożywane przez was pokarmy oraz noszone ubrania wibrują na określonych częstotliwościach. Samochód również ma swoją określoną wibrację. Jeśli przemalujecie go na inny kolor, wtedy jego wibracja ulegnie zmianie. We Wszechświecie opartym na wibracjach podobne przyciąga podobne. Innymi słowy, wibracje waszych słów, myśli, odczuć, przekonań i działań przyciągają pasujące do nich doświadczenia. Takie powiedzenia, jak: „Wszystko idzie jak z płatka” i „Nieszczęścia chodzą parami” odzwierciedlają intuicyjne rozumienie tej zasady. Gdy jesteśmy szczęśliwi lub nieszczęśliwi, przyciągamy do siebie doświadczenia o tej samej wibracji, które utwierdzają nas w naszym szczęściu lub nieszczęściu. Wibracje odgrywają istotną rolę zarówno w planowaniu wcielenia przed narodzinami, jak i w jego uzdrawianiu. Zagadnienie to omówię w dalszej części książki.

Być może odczuwacie pokusę, by od razu przejść do rozdziałów, które bezpośrednio was dotyczą. Zyskacie jednak pełniejsze i głębsze zrozumienie, jeśli przeczytacie wszystkie historie po kolei. Różnego rodzaju doświadczenia często zostają zaplanowane z tych samych powodów, dlatego też, czytając historie innych ludzi, które pozornie różnią się od waszych, możecie zyskać głębszy wgląd w to, co sami przeżywacie.

Niektóre przedstawione tu doświadczenia są bardzo dramatyczne. Jeśli przeżyliście coś równie trudnego, proszę was, byście poprosili o towarzystwo kogoś wam bliskiego na czas lektury. Na kartach tej książki staram się udzielić wam pełnego miłości wsparcia w kroczeniu po duchowej ścieżce, ale nic nie zastąpi opieki zaufanej osoby. Przed swoim narodzeniem bardzo mądrze i rozważnie wybraliśmy swoich bliskich. Zaplanowaliśmy, z kim odbędziemy wspólną życiową podróż. Zachęcam was zatem do wyciągnięcia ręki po pomoc ku osobie najbliższej waszemu sercu i poproszenia ją o wspólne przejście przez ten proces.

To również może być częścią waszego życiowego planu.

Przewodnicy

Osoby, które podzieliły się ze mną swoimi historiami, to: Marcia, Carolyn, Rebecca, Beverly. Niezbędnych wskazówek i porad udzielili natomiast media i chennelerzy: Barbara Brodsky, Pamela Kribbe, Corbie Mitleid, Staci Wells.

***

Już w chwili, gdy sięgnęliście po tę książkę, wkroczyliście na ścieżkę, która oświetli wasze życie oraz nada mu głębszy sens. Przed rozpoczęciem tej przygody zapewne zastanawiacie się, kim są wasi przewodnicy, co jest jak najbardziej zrozumiałe. To mądre i przepełnione miłością osoby zajmujące się mediumizmem oraz channelingiem, a także istoty duchowe, z którymi miałem zaszczyt współpracować i od których wiele się nauczyłem. Ponieważ książka ta koncentruje się głównie na planowaniu trudnych doświadczeń przed narodzinami, oni sami otwarcie i szczerze mówią o swoich wyzwaniach życiowych.

Barbara Brodsky

„W 1972 roku, po urodzeniu pierwszego z trójki moich dzieci, straciłam słuch. Było to traumatyczne doświadczenie – wyobraźcie sobie, że nie jesteście w stanie usłyszeć śmiechu ani płaczu swojego nowo narodzonego dziecka! Dla mojego męża również było to ciężkie przeżycie, trudno nam było się porozumiewać. Ale zarówno przez niego, jak i moich przyjaciół czułam się kochana. Wciąż też wykładałam rzeźbę na miejscowej uczelni. Nadal więc, pod wieloma względami, prowadziłam bogate i radosne życie. A jednak czułam się odcięta od świata. Żyłam w koszmarze izolacji. Zadawałam sobie pytanie: „Dlaczego ja?”. Zastanawiałam się, czy zostałam ukarana, czy Bóg mnie opuścił. W końcu, przepełniona wielkim cierpieniem i gniewem, zaczęłam błagać o pomoc.

Następnego ranka, jak każdego innego od ponad dwudziestu lat, medytowałam w pozycji siedzącej w salonie. Nagle wyraźnie poczułam czyjąś obecność. Zauważyłam nawet twarz tej istoty przypominającej mężczyznę. Zastanawiałam się, czy to halucynacja, czy to się dzieje naprawdę, i obie możliwości wydały mi się równie przerażające. Od owej istoty biło tak jasne białe światło, że na początku musiałam odwracać głowę. Trudno było stwierdzić, czy ona je wytwarzała, czy nim promieniowała. Ale widziałam ją wyraźnie: miała przenikliwe, niebieskie oczy, wystające kości policzkowe i wysokie czoło, białe włosy oraz długą brodę sięgającą klatki piersiowej. Drżałam w jej obecności, a jednocześnie czułam płynącą od niej głęboką miłość, tak mi znaną, choć niepodobną do niczego, czego zaznałam w tym wcieleniu. Jej obecność podziałała na mnie uspokajająco. Powoli wzbierała we mnie radość, aż mój lęk całkowicie zniknął.

Nie twierdzę, że było to dla mnie zwyczajne doświadczenie. Po chwili poszłam do kuchni, by napić się herbaty. Gdy wróciłam, mężczyzna wciąż tam stał. Nadal zastanawiałam się, czy to nie halucynacja. Za każdym razem, gdy na niego spoglądałam, miałam wrażenie, że cierpliwie czeka, aż będę gotowa. Emanowały z niego moc, a jednocześnie głęboki spokój. Nie bałam się go, czułam przepływ ogromnej miłości. Towarzyszyło mi także poczucie łagodności i więzi z jakiejś bliżej nieokreślonej przeszłości, a białe światło działało na mnie kojąco, niczym świecąca w ciemności latarnia.

Medytowałam w jego obecności przed dwa dni, nim ośmieliłam się odezwać. W końcu zapytałam go, kim jest. Odpowiedział krótko, że jest moim nauczycielem.

 

Barbara: Dlaczego się tu pojawiłeś?

 

Aaron: Jesteś gotowa. Uczysz się rozpoznawać reakcje, które tworzą karmę. Jesteś w stanie wysłuchać tych słów bez udziału ego tworzącego karmę. Uważaj na ego. Nie pozwól mu zablokować swojej otwartości.

 

Barbara: Od czego zaczniemy?

 

Aaron: Cierpisz. Zacznijmy od wspólnego zbadania przyczyn twojego cierpienia oraz znalezienia sposobu na jego zakończenie.

 

Barbara: Czy ono kiedykolwiek się kończy?

 

Aaron: Tak. Z całą pewnością tak.

 

Barbara: W momencie śmierci?

 

Aaron: Myślisz, że przekroczenie bramy śmierci zmieni twój sposób doświadczania? Cierpienie kończy się, gdy odkrywasz, kim jesteś, i zdajesz sobie sprawę z całości istnienia. Nie „twojego” istnienia, lecz Istnienia. Następnie przestajesz wierzyć w ograniczoną tożsamość, w jaźń jako odrębną całość. Nie zaprzeczam istnieniu jaźni o imieniu Barbara, ale nie jest ona tym, czym myślisz, że jest. Ludzie uznają jaźń za zbiór formy, uczuć, myśli, spostrzeżeń i świadomości. Ale to wszystko istnieje jedynie na powierzchni. Gdy tworzysz odrębną tożsamość, pragniesz, by twoje ciało, twoje myśli i świadomość były inne. Pojawia się cierpienie. Ale nie spieszmy się zbytnio. Mamy wystarczająco dużo czasu na wspólne wykonanie tej pracy. Przygotujmy solidne fundamenty, nim zaczniemy budować wyższe piętra.

 

Potem udzielił mi więcej informacji na temat tego, nad czym powinnam pracować. Następnie wykonał krok do tyłu i znów doświadczyłam tego świetlistego, wszechogarniającego światła. Płakałam.

 

Aaron: Nie musisz być taka poważna. Raduj się.

 

Po tym spotkaniu, za każdym razem, gdy zasiadałam do medytacji, pojawiał się przy mnie Aaron, cierpliwie czekając, aż rozprawię się ze swoimi lękami. Siadał naprzeciwko mnie, czułam jego obecność. Wiedziałam, że przyjęcie jego nauk wymaga ode mnie głębokiego zaangażowania. Musiałam być ze sobą szczera i wziąć za siebie pełną odpowiedzialność.

Chciałam czerpać z jego nauk i wykroczyć poza swoje cierpienie, ale bardzo się bałam. Nie Aarona, lecz zmian, które miały nastąpić w momencie, gdy zaakceptuję rzeczywistość i jego nauki. Nie byłam pewna, czy jestem gotowa na to, by wypuścić wszystkie żale, złość i lęk, które w sobie trzymałam. Czułam się jak małe, zalęknione dziecko, które chciałoby pogłaskać ogromnego psa, ale się boi.

Nigdy nie odczułam żadnej presji ze strony Aarona. Dał mi tyle czasu i przestrzeni, ile potrzebowałam. To sprawiło, że z każdym dniem coraz bardziej mu ufałam. Każdy postawiony przeze mnie krok był bowiem tylko i wyłącznie moim wyborem, dokonanym we właściwym dla mnie czasie.

Aaron zapewniał mnie także, że niczego nie muszę się wyzbywać. Wtedy jeszcze tego nie rozumiałam.

– Otwórz się na prawdę, którą budują twoja wrodzona życzliwość, dobroć i współczucie, a wtedy te stare wzorce [emocje] same odejdą – mówił. – Nie pozostanie nic, co mogłoby je podtrzymywać.

Emanował niesamowicie silnym uczuciem miłującej akceptacji. Wszystko, co mówił, przepełnione było mądrością i doprowadzało mnie do nowych wglądów. Nie miałam nic do stracenia – zaufałam mu i pozwoliłam się prowadzić.

Tak właśnie poznałam Aarona i rozpoczęłam podróż, która odmieniła moje życie i mnie uzdrowiła. Była także istotna dla mojego męża i naszej relacji. Teraz, po czterdziestu czterech latach małżeństwa, wspominamy nasze dawne problemy ze śmiechem i z rozrzewnieniem, mimo że nagromadzone przez te wszystkie lata gniew i dezorientacja, powstałe na skutek mojej głuchoty, były dla nas bardzo bolesne.

Pewnego razu moi przyjaciele zapytali mnie, czy także mogą porozmawiać z Aaronem. Zgodziłam się, ale nie wiedziałam, jak miałaby taka rozmowa przebiegać. Aaron poprosił mnie, bym powtarzała na głos to, co od niego usłyszę. Wtedy ktoś zauważył:

– To jest channeling.

– Co to jest channeling? – zapytałam.

Na początku było to trudne, ponieważ musiałam uważać na to, by moje ego i własne przekonania nie zakłócały przekazu Aarona. Z czasem zyskałam większą wprawę i coraz więcej ludzi zaczęło zgłaszać się do mnie po wskazówki. Miałam poczucie, że spełniam tym swoją powinność.

Ludzie prosili mnie również, bym opowiedziała im o technikach medytacyjnych, których nauczył mnie Aaron. Przez dwadzieścia lat praktykowałam medytację vipassana (rodzaj medytacji, która polega na obserwacji myśli, odczuć i wrażeń fizycznych). Aaron pomógł mi zgłębić tę praktykę i nauczyć jej innych. Ta forma medytacji jest głównym punktem jego nauki. Pozwala głębiej zakorzenić się w teraźniejszości, stać się świadkiem swojego życia, zamiast nieustannie się z nim zmagać. Po wielu latach wykonywania pracy rzeźbiarskiej, zapragnęłam poświęcić się w pełni tej nowej dziedzinie.

Wkrótce potem jedna z wielu osób, które zgłaszały się do mnie na medytację i sesje z Aaronem, zasugerowała mi stworzenie organizacji non profit, wspierającej moją pracę. W ten sposób powstało Deep Spring Center for Meditation and Spiritual Inquiry. Działamy już od ponad dwudziestu lat – prowadzimy zajęcia i organizujemy wyjazdy oraz pomoc społeczną w hospicjach i więzieniach.

Z ogromną radością przyglądałam się, jak moi trzej synowie dorastali z Aaronem, który z czasem stał się członkiem naszej rodziny. Mogłam obserwować, jak oswajają się z rzeczywistością duchową. Dzielenie się naukami Aarona z innymi oraz pomaganie ludziom również przynosi mi olbrzymią satysfakcję. Wszyscy zadają te same pytanie: «Kim jestem? Dlaczego tu jestem? Jak mam wykonać pracę, dla której tu przyszedłem? Dlaczego jest tutaj tyle cierpienia?». W końcu zrozumiałam, że realizuję plan swojej duszy”.

Aaron Brodsky***

„Pozdrowienia i wyrazy miłości dla wszystkich. Jestem Aaron. Czym i kim jestem? Czym i kim jesteście? Jaka jest między nami różnica? A może nie ma żadnej?

Wszyscy jesteśmy istotami światła. Co to oznacza? Niektórzy z was są być może zaznajomieni z medytacyjnym doświadczeniem odłączenia się ego od ciała. Ludzie, którzy tego doświadczyli, wiedzą, że tym, co pozostaje, jest światło. To wszystko. Tylko światło – energia i świadomość. Nie ma żadnego ego. Nie ma poczucia samego siebie ani drugiego człowieka. Nie ma trwałych form, indywidualnych myśli, samolubnej woli ani żadnej osobistej świadomości. Poza oddzieloną jaźnią istnieje czysta świadomość, czysty serco-umysł. Esencja istnienia przejawia się jako promieniste światło, czysty dźwięk, świadomość, inteligencja i energia. Tym właśnie jesteście. Tym właśnie jestem.

Ewoluując, przyjmujemy dowolną formę materialną, która najlepiej posłuży naszemu rozwojowi oraz aktualnemu zapotrzebowaniu na naukę, wedle zgromadzonej przez nas karmy. Ziemia przypomina szkołę. Jesteście tu w ciele fizycznym, by poprzez to doświadczenie nauczyć się tego, czego pragniecie. Ja sam wyewoluowałem poza ciało fizyczne, dlatego już go nie posiadam. Niemniej jednak, wciąż się czegoś uczę i nadal przyjmuję pewną formę, która najlepiej mi służy w przyswajaniu nauk.

Mam jednak inną perspektywę niż ludzka. Mogę korzystać z mądrości, jakie zebrałem podczas swoich poprzednich wcieleń na Ziemi, jak również z wiedzy, jaką uzyskałem w trakcie pięciuset ziemskich lat życia poza waszym wymiarem. Rzeczywistość, w którą wkroczyłem, jest pozbawiona iluzji oddzielonej małej egoistycznej jaźni. Mogę telepatycznie komunikować się z inną duszą lub duszami (naraz). Ponieważ ego nie istnieje, nie musimy obawiać się wstydliwych sytuacji ani ukrywać przed sobą niedoskonałych wyborów. Jesteśmy ze sobą całkowicie szczerzy i dzielimy się wszystkim. Każda istota otwarcie odsłania przed innymi wszystkie swoje wglądy i przeżycia. To sprawia, że mogę czerpać również z cudzego doświadczenia. Uczę się także głębokiego współczucia; po części wynika to z tego, czego chcę nauczać innych. Przypominacie mi o bólu związanym z byciem człowiekiem oraz o tym, by nie oceniać drugiej istoty, ale zachować otwarte, kochające serce.

Mogę korzystać z wiedzy, jaką zdobyłem w trakcie wielu inkarnacji. W swoim ostatnim wcieleniu na ziemskim planie byłem buddyjskim mnichem Therawady**** w Tajlandii, mistrzem medytacji. Zebrałem w nim całą swoją wiedzę oraz wglądy z wielu wcieleń, dzięki czemu odnalazłem wolność [wyzwoliłem się z koła reinkarnacji] oraz mogłem pomóc wielu innym istotom w odkryciu ich ścieżki życiowej.

Nie nauczam jednak tylko z perspektywy tajskiego mistrza. Wielokrotnie wcielałem się również jako mnich. W wielu moich inkarnacjach praktykowałem różne odmiany buddyzmu, ale to tylko niewielka część mojego doświadczenia. Równie często byłem chrześcijańskim zakonnikiem, księdzem lub zajmowałem wyższe pozycje w hierarchii kościelnej. Byłem muzułmaninem, żydem, sufim, taoistą oraz wyznawcą wielu innych religii. Miałem już wszystkie kolory skóry, płeć męską i żeńską oraz żyłem w wielu różnych kulturach. Wędrowałem po lasach, zamieszkiwałem jaskinie i cudowne świątynie. Modliłem się w norach i pałacach. Głodowałem i żyłem w luksusie, gdy wokół mnie głodowali inni. Byłem człowiekiem szlachetnym i mordercą. Kochałem i nienawidziłem, zabijałem i wielbiłem. W skrócie, doświadczyłem prawie wszystkiego, co można przeżyć w ludzkiej rzeczywistości. Tak jak i wy.

Co to znaczy odczuwać współczucie wobec drugiej osoby? Czy dostrzegacie w sobie negatywny potencjał? Czy potraficie powstrzymać się od potępienia tyrana na rzecz współczucia wobec jego bólu i sytuacji życiowej? Nie oznacza to usprawiedliwiania jego czynów, lecz odczuwanie współczucia, akceptacji i bezwarunkowej miłości.

Pamiętajcie, że rozwój jest procesem. Osoba nieustannie przebywająca w przestrzeni bezwarunkowej miłości, doskonałego współczucia oraz akceptacji nie musiałaby wcale tu być ani zdobywać wiedzy w ludzkim ciele.

Pozwólcie, że powrócę do swojej obecnej perspektywy. Przekazuję wam wiedzę zdobytą dzięki doświadczeniu tych wszystkich istot, którymi byłem – zarówno mordercy (i jego bolesnych lekcji), jak i ukochanego mistrza (i jego mądrych nauk). Ale przemawiam do was także ze swej obecnej perspektywy, świadom iluzji wszelkich form oraz tego, że wszyscy jesteśmy światłem i energią powoli ewoluującą w kierunku świętości i jasności, w miarę rozpuszczania się jaźni i ego.

Nie nauczam buddyzmu ani żadnego «-izmu», pozostających z dala od Prawdy. Znam tylko dwie prawdy: Boga i Miłość. Wszelkie religie są jedynie ścieżkami prowadzącymi do zrozumienia tych prawd, dlatego w rzeczywistości są jednym i tym samym.

Na początku wszyscy jesteśmy iskrami doskonałego światła [Boga] i ewoluujemy, przyjmując formę materialną. Rozwijamy się, gdy wzmacniamy swoją światłość i jasność, wyzbywając się cienia, aż do momentu, gdy świecimy niczym małe słońca. Gdybyśmy teraz, na moim obecnym etapie ewolucji, umieścili moją esencję przed doskonałą światłością, zobaczylibyśmy krawędzie formy i cień. Esencja doskonale rozwiniętej istoty byłaby niezauważalna na tle doskonałego światła. Wszyscy ewoluujemy w kierunku tej idealnej przezroczystości, nieskazitelnej pustki.

Każdy z was powinien przyswoić moje nauki we właściwy sobie sposób. Ja mogę udzielić wam jedynie wskazówek. Prawdziwa nauka wynika z waszego własnego doświadczenia. Jeśli to, co mówię, jest dla was przydatne i dostarcza wam cennych wskazówek, wykorzystajcie to. Jeśli tak nie jest, zignorujcie to i podążajcie za swoją wewnętrzną mądrością.

Dziękuję za możliwość kontaktu z wami. Mam nadzieję, że to, co powiedziałem, was zainteresowało. Być może pewnego dnia ponownie się spotkamy i będę mógł odpowiedzieć na kolejne wasze pytania. Pamiętajcie jednak, że wszelkie odpowiedzi są już wam dostępne – tkwią w waszych sercach. Praktykujcie, a sami będziecie w stanie je wydobyć.

Pozostańcie w miłości,

Aaron”.

Corbie Mitleid

„Witajcie, przyjaciele. Nazywam się Corbie Mitleid. Mam zaszczyt uczestniczyć w procesie tworzenia kolejnej książki Roba, który poprosił mnie, bym opowiedziała wam, kim jestem oraz jak się tu znalazłam. Moja historia składa się z dwóch części. Pierwsza dotyczy tego, jak rozwinęłam zdolności metapsychiczne, które umożliwiły mi pracę z moimi klientami. Druga natomiast przedstawia kilkadziesiąt lat mojego rozwoju, zgłębiania siebie oraz pracy z własnym cieniem. Obie są ze sobą ściśle powiązane.

Od 1973 roku zdobywam wiedzę na temat różnych form nauczania, doradztwa i uzdrawiania. W 1994 roku, w trakcie zgłębiania kilku moich poprzednich wcieleń, doszło do uaktywnienia się moich zdolności. Bez jakichkolwiek instrukcji, wykonałam uzdrawianie poprzez dotyk oraz pracę z energią na odległość. Okazało się również, że mogę służyć jako pośrednik pomiędzy istotami niefizycznymi a tymi, które aktualnie przyjęły ciało ludzkie. Dowiedziałam się także, że jestem bramą do Domu dla dusz, które utkwiły w Szarej Przestrzeni (czyli dla zmarłych, którzy z jakiegoś powodu nie mogą sami powrócić do Światła). Ponadto odkryłam, że odbieram przekazy duchowe (od Wyższych Jaźni) na potrzeby ludzi, którzy poszukują odpowiedzi na pytania związane ze swoimi wyzwaniami życiowymi.

Dziś pragnę nie tylko poznawać nowe techniki, ale także wniknąć w głąb siebie, by wyzbyć się swoich lęków, uprzedzeń, ocen i ego – wszystkiego, co stoi na drodze bezwarunkowej miłości i współczucia.

Jeśli chodzi o drugą część mojej historii – dotyczącą moich osobistych wyzwań życiowych – wielu z was już ją poznało, ponieważ podzieliłam się nią na łamach pierwszej książki Roba, jako osoba o imieniu Doris.

Miałam bardzo burzliwe życie. Narodziłam się w rodzinie dysfunkcyjnej, skoncentrowanej wokół uzależnionej od alkoholu matki. Ale to właśnie ona (w ramach naszego planowania przedurodzeniowego) skłoniła mnie do odpowiedzi na najważniejsze pytanie w moim życiu: «Czy będę szanować samą siebie i swoją seksualność (a tym samym wszystkich innych kobiet) oraz kochać swoje ciało takim, jakim je stworzyłam?».

Gdybym już na samym początku postanowiła kochać samą siebie, moje życie byłoby znacznie łatwiejsze. Wybrałam jednak trudniejszą drogę, znaną mi z wielu innych wcieleń. Zaowocowało to kilkudziesięcioma latami zmagań: dwa nieudane małżeństwa, trzykrotna walka z rakiem piersi (z dwiema amputacjami) oraz życie pełne niezliczonych doświadczeń w sferze seksualnej, które odzwierciedlały moje głębokie poczucie bezwartościowości. A jednak nie zamierzałam się poddawać. Przez cały ten czas powtarzałam sobie: Wierzę, że Bóg jest kochający i wiem, że jestem z nim połączona. To wszystko musi mieć jakiś sens! W jaki sposób mi to służy?

Próbowałam znaleźć odpowiedź na to nurtujące mnie pytanie, korzystając z wielu różnych technik. W trakcie tych poszukiwań odkryłam dewizę, która stanowi esencję mojego obecnego życia i moich nauk: Opuść lęk i wkrocz w nieustraszoność – i wzbij się w powietrze! Zaakceptowałam całą swoją istotę, swoje wady i zalety. Pokochałam to wszystko i zrozumiałam, iż wszelkie moje przeżycia zostały stworzone przez życzliwy Wszechświat, który pragnie pomóc mi się uzdrowić. W ten sposób w pełni zrealizowałam plan, jaki przyjęłam jeszcze przed swoimi narodzinami i doszłam do miejsca, w którym pomagam ludziom poradzić sobie z ich życiowymi wyzwaniami.

W tej książce przyjmuję rolę «kapłanki-gawędziarki». Mój dar polega na uzyskiwaniu dostępu do szczegółowych informacji z poprzednich wcieleń. Oglądam ludzkie inkarnacje jak filmy: widzę scenografię i kostiumy, poznaję scenariusz, dialogi i fabułę. Odbieram również przekazy od Wyższych Jaźni – dusz – umożliwiające uzyskanie pełniejszego, głębszego wglądu w przyczyny wybrania określonej ścieżki w życiu danego człowieka.

Chociaż niektórym może się to wydać dziwne, uważam się za niesamowitą szczęściarę, że mogłam przeżyć takie życie, jakie sobie wybrałam. Dzięki niemu rozwinęłam współczucie, poczucie humoru, wytrwałość i hojność ducha. Z przyjemnością, przy każdej możliwej okazji, przywracam ludziom nadzieję i dzielę się z nimi perspektywami rozwoju.

Tysiąckrotne dzięki”.

Staci Wells

„Odkąd sięgnę pamięcią, widzę i słyszę duchy, postrzegam aurę i porozumiewam się telepatycznie ze zwierzętami. Mam również poczucie, że «znam» innych ludzi.

Przy moich odczytach (ang. readings) oraz w innej pracy metafizycznej pomagają mi dwaj przewodnicy duchowi. Jeden z nich, który współpracował ze mną przy wszystkich moich odczytach, zarówno w przypadku tej, jak i pierwszej książki Roberta Schwartza, jest moim głównym duchowym przewodnikiem. Towarzyszy mi przez całe moje życie. Nigdy nie podał mi swojego imienia, dlatego nazywam go po prostu Duchem. Objawia mi się w postaci starego i mądrego czarodzieja. Zawsze trzyma w ręku dużą księgę oprawioną w brązową skórę. Na jej okładce widnieje pozłacany napis Księga Wcieleń (ang. Book of Lives). Większość z nas zidentyfikowałaby ją jako Kronikę Akaszy, ale Duch celowo ukazał mi ją w ten sposób. Dzięki temu łatwiej było mi zrozumieć, czego ona dotyczy, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Chociaż czasy mojego dzieciństwa już dawno minęły, napis ten nie uległ zmianie.

Myślę, że to właśnie dzięki relacji z Duchem pozostałam przy zdrowych zmysłach, mimo że dorastałam w dysfunkcyjnej rodzinie. Gdy działo się coś złego, szłam do swojego pokoju lub wychodziłam na zewnątrz i znajdowałam jakiś zaciszny kąt. Wówczas pojawiał się mój przewodnik duchowy, by zabrać mnie w astralną podróż, porozmawiać ze mną lub po prostu posiedzieć ze mną w ciszy. Nauczył mnie medytować, gdy byłam jeszcze dzieckiem – miałam wówczas jedenaście lub dwanaście lat. Nie przekazał mi żadnych skomplikowanych nauk – nauczył mnie po prostu zwykłej, podstawowej medytacji, służącej połączeniu się z moją Wewnętrzną Istotą oraz wzmocnieniu połączenia ze Wszystkim, co istnieje (ang. All That Is). Gdy byłam w gimnazjum, a potem w liceum, często objawiał się tuż obok mnie lub za szybą sali lekcyjnej i zapraszał do wspólnej medytacji. Słuchałam go. Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie upomniano mnie, że wagaruję.

Pamiętam wyraźnie, jak zadałam mu pytanie: «Jak to wszystko wygląda z poziomu duszy?». Miałam wówczas czternaście lat i właśnie wtedy, po raz pierwszy, samodzielnie odwiedziłam sklep ze zdrową żywnością. Czekając na autobus powrotny, byłam świadkiem wypadku samochodowego. Dostrzegłam wtedy falę energii traumy, pochodzącą od pasażerów pojazdów oraz obserwatorów tego wydarzenia. Zadałam Duchowi pytanie: «Dlaczego jedni ludzie doświadczają pewnych sytuacji, a inni nie?». Od tamtej pory często o to pytam.

Pewnego ranka, gdy miałam dwadzieścia jeden lat, obudziłam się i zobaczyłam Ducha, stojącego przy moim łóżku. Czekał, aż się wyśpię. Było to dla mnie coś nadzwyczajnego, zapewniam was. Objawił mi się tak, jakim go jeszcze nigdy nie widziałam. Jego postać była większa i jaśniejsza, bielsza niż kiedykolwiek wcześniej. Wydobywały się z niego oślepiające, białe promienie światła, co było dość szokującym widokiem dla moich zaspanych oczu.

– Czy jesteś gotowa na Pracę? – zapytał.

W tym momencie wiedziałam już, że naprawdę zaplanowałam swoje życie jako istota służąca innym (ang. being of service). Pożegnałam się ze swym marzeniem o zostaniu kolejną divą a la Barbara Streisand. Pogodziłam się z tym, że zostanę profesjonalnym medium i będę musiała zmienić styl życia oraz wprowadzić zmiany w życiu osobistym, związane z tą właśnie misją.

Od tamtej pory moja podróż była pełna wzlotów i upadków, prób i zmagań, wyzwań i nagród, których jest zbyt wiele, by móc o każdym z nich tutaj wspomnieć. Wszystko to służyło mojej duszy oraz przyswajaniu lekcji karmicznych, które wybrałam sobie w tym wcieleniu. Pracując z Duchem przez całe życie, rozwinęłam znacznie głębsze współczucie, które wzmocniło moją zdolność służenia wyższemu dobru innych ludzi. Widzę również wyraźnie, że doświadczenia mojego życia doprowadziły mnie do tego miejsca, w którym teraz jestem. Przez cały ten czas wiele się nauczyłam o naturze, intencjach i motywacjach duszy, a także zdobyłam cenne informacje odnośnie do ludzkiej ścieżki ewolucyjnej.

Pewnego dnia zadzwonił do mnie Robert Schwartz i powiedział, że chce napisać książkę na temat planowania przedurodzeniowego. Poprosił mnie o odczyty, które chciałby w niej zamieścić. Poczułam szczerość jego intencji. Serce (podobnie jak mój przewodnik duchowy) aż podskoczyło mi z podekscytowania, a z ust automatycznie wydobyło się słowo: tak. Szybko ustaliliśmy termin pierwszego spotkania. Rob zadawał wówczas mi pytania, których jeszcze nigdy nie słyszałam – a było ich mnóstwo. Najczęściej z jego ust padało to, które dotyczyło mojej zdolności odbioru jakichś informacji lub dialogów pochodzących z sesji planowania wcieleń. Wiedziałam, że potrafię robić takie rzeczy. Już wcześniej miałam pewne przebłyski, ale nigdy nie proszono mnie, bym się na nich tak silnie koncentrowała.

Jestem przekonana, że wspólnie z Robertem Schwartzem zaplanowaliśmy współpracę nad tymi książkami. Gdy przeczytałam jego pierwszą książkę, wypełniło mnie poczucie spełnienia. Moja czakra serca rozszerzyła się z wdzięcznością i radością na myśl, że planowanie przedurodzeniowe jest esencją mojej metapsychicznej świadomości, jaką przekazuję innym.

Dziękuję wam, drodzy czytelnicy, za możliwość spełnienia mojej dharmy – służenia innym – oraz przekazywania informacji na temat planowania przeurodzeniowego”.

Przewodnik duchowy Staci

„Jestem tym, który komunikuje się ze Staci. Stanąłem przed nią dawno temu, przed jej narodzinami, zadając jej pytanie: «Czy chcesz pracować w ten sposób?», a ona ochoczo się zgodziła. Staci, podobnie jak ja, podjęła się misji pozyskiwania wiedzy i mądrości. Z tego powodu wiele lat temu nawiązaliśmy ze sobą więź. Znaleźliśmy się wtedy w jednym miejscu, w nieskończenie wielkiej Bibliotece Wiedzy (lub, jak mawiacie, „po drugiej stronie”), gdzie doprowadziły nas nasze poszukiwania. Staci rozpoznała mnie, ponieważ nasze grupy dusz od czasu do czasu się ze sobą kontaktowały. W miarę jak jej dusza coraz bardziej pragnęła pozyskać wiedzę i uniwersalną mądrość związaną z uzdrawianiem, poprzez praktykowanie uniwersalnego współczucia, energia jej duszy oraz ścieżki życiowej zaczęła harmonizować z moją. Wiele razy współpracowaliśmy w okresach pomiędzy wcieleniami, a czasem także w formie fizycznej [w ludzkim ciele]. Nadal harmonizujemy ze sobą i podążamy razem, chociaż tylko jedno z nas aktualnie posiada formę fizyczną oraz ludzką świadomość.

Ja sam z pochodzenia nie jestem ludzką duszą, chociaż kilka razy wcielałem się na ziemskim planie. Nie wybrałem ludzkiej ścieżki ewolucyjnej, jak większość czytelników tej książki, lecz postanowiłem przede wszystkim zgłębiać systemy planetarne, w których nauka i inżynieria są głównymi celami rozwojowymi istot, które przyjęły tam formę fizyczną.

Im więcej się uczyłem, tym bardziej uświadamiałem sobie, że wszystko jest ze sobą połączone i wzajemnie powiązane. Kiedyś, w jednym z okresów życia pomiędzy wcieleniami, postanowiłem głębiej zbadać tę kwestię i poczuć łączność ze Wszystkim, co istnieje. Natychmiast zostałem przyciągnięty do Ziemi, uzyskując w ten sposób dostęp do pola ludzkiej świadomości.

Wcieliłem się na Ziemi czterokrotnie, po raz pierwszy jako mężczyzna, żyjący w VI w. n.e. Byłem spokojnym, dociekliwym chłopcem, który szybko nauczył się czytać i opracowywał formuły uzdrawiających eliksirów z płodów ziemskich. Po osiągnięciu wieku dorosłości, prowadziłem koczowniczy tryb życia. Wędrowałem od jednej wioski do drugiej, oferując wszędzie swoją pomoc i lecząc ludzi. Polegałem na swojej wiedzy o roślinach i kwiatach, którymi się żywiłem, dopóki nie ugościli mnie jacyś życzliwi ludzie, oferując mi jedzenie i dach nad głową. W trakcie tego wcielenia wiele nauczyłem się na temat istot ludzkich oraz ich cierpienia.

W innym swoim ludzkim wcieleniu byłem księdzem żyjącym w X w., zamieszkującym Zakon Św. Benedykta. Mogłem wtedy dużo czytać i wędrować, z czego swobodnie korzystałem.

Kolejna moja ziemska wizyta nie bez przyczyny była bardzo krótka – umarłem w dziewiątym roku życia. Celem tamtego wcielenia było doświadczenie intensywnych, podstawowych ludzkich emocji, dzięki czemu mogłem lepiej zrozumieć strukturę ludzkiego życia i świadomości. Ciało, które przyjąłem, zgromadziło w sobie ogromny ładunek emocjonalny w bardzo krótkim czasie, dlatego szybko wypaliło się, a przyczyną śmierci było pęknięcie aorty. W swojej świadomości oraz duszy zachowałem wiedzę, jaką zdobyłem podczas tego krótkiego wcielenia, i cały czas mam do niej dostęp.

W ostatnim ziemskim wcieleniu żyłem w XVIII w., w czasach wielkich kompozytorów. Było to jedyne wcielenie, w którym razem z istotą, która nosi teraz imię Staci, przyjęliśmy formę fizyczną w tym samym miejscu i czasie. Staci pałała wtedy ogromną miłością do muzyki, podobnie jak teraz, i należała do małej grupy wokalistów, popularnych w środowisku kompozytorów. Często występowała w przedstawieniach wystawianych na europejskich dworach królewskich. W trakcie gdy załatwiałem sprawy biznesowe dla króla (Jerzego III), przeszedłem obok pomieszczenia, w którym odbywał się koncert. Czystość głosu Staci i złożoność muzyki sprawiły, że stanąłem przy drzwiach i zasłuchałem się z podziwem.

Tego dnia nawiązaliśmy przyjaźń, która przypomina naszą obecną relację. Często dzielę się z nią bowiem swoją wiedzą podczas wielu naszych długich rozmów. Byłem oficerem angielskiego królewskiego dworu, pisarzem, posłannikiem oraz uniżonym sługą króla – niczym współczesny asystent. Dzięki temu mogłem korzystać z wielu wygód, podróżować, mieć dostęp do osobistych bibliotek oraz innych zbiorów wiedzy, a także być świadkiem, jak podejmowane decyzje wpływają na życie ogromnej liczby ludzi. Król ufał mi, a ja dowiodłem, że jestem godzien jego zaufania. Byłem świadkiem wielu istotnych wydarzeń i równie wiele się wtedy nauczyłem.

W okresach pomiędzy wcieleniami, gdy znajduję się w swoim prawdziwym Domu (którego nazywacie światem duchowym lub niebem), robię wiele rzeczy i nawiązuję kontakt z licznymi duszami – nie tylko tymi, które przyjęły formę fizyczną. Przede wszystkim kontynuuję naukę, przekazuję wiedzę i uzdrawiam. Gdy Staci skontaktowała się ze mną przed swoim narodzeniem, wyraziła pragnienie współpracy, która umożliwiłaby jej dalsze zdobywanie wiedzy i przekazywanie filozofii duchowej opartej na samoświadomości. W trakcie naszej rozmowy ustaliliśmy, że jej pomoc przyjmie formę channelingów. Miała przemawiać z intencją uzdrawiania świadomości, czyli pomagać ludziom w poznaniu samych siebie i swej duszy, aby tym samym mogli uleczyć swoje rany. Jej celem miało być uświadomienie sobie głębokiego połączenia pomiędzy własnym ciałem fizycznym a zamieszkującą go duszą oraz wniesienie do świata idei sprzyjających porozumieniu i rozwojowi. Chciała również zachować świadomość «drugiej strony życia». W trakcie swoich licznych wcieleń wypełnionych miłością, służbą i rozwojem duchowym, stworzyła własną skarbnicę wiedzy i poszerzyła swą świadomość. Przeniosła całą tę mądrość do swojego ciała, chociaż większość pozostała ukryta w jej podświadomości, czekając na ponowne odkrycie w procesie życiowym. Pozostałą wiedzę uzyskuje ode mnie.

Ludzka forma i świadomość fascynują mnie ogromem bogactwa, emocjonalną głębią i złożonością doświadczeń oraz tyloma możliwościami nauki w jednym przejawie życia! Gdy nie biorę czynnego udziału w waszym świecie, zwykle obserwuję go lub angażuję się w nie z miejsca zwanego «niewidzialnym światem». To właśnie stamtąd komunikuję się ze Staci, a w tym momencie – za jej pośrednictwem – z wami wszystkimi”.

Pamela Kribbe

„Poznałam Jeszuę [hebrajskie imię Jezusa] w wieku trzydziestu trzech lat. Pojawił się w moim życiu po tym, jak przeszłam głęboką transformację osobowości. Zrezygnowałam wówczas ze swojej kariery akademickiej, rozwiodłam się z mężem oraz zmieniłam miejsce zamieszkania. Astrolog powiedział mi kiedyś, że jednym z moich życiowych wyzwań będzie stopniowe rezygnowanie ze «starego» i otwieranie się na «nowe». Najtrudniej było w przypadku budowania relacji interpersonalnych. Miałam skłonności do emocjonalnego uzależniania się od partnera i zatracania się w związkach do tego stopnia, że nie potrafiłam wyznaczać granic. Moje duchowe przebudzenie zaczęło się tak naprawdę od «złamanego serca».

W wieku dwudziestu sześciu lat robiłam karierę akademicką i pisałam doktorat na temat współczesnej filozofii sztuki. Jako żona naukowca byłam przyzwyczajona do bardzo racjonalnej perspektywy. Spotkałam wtedy mężczyznę, również filozofa. Prowadziłam z nim niesamowite rozmowy na tematy metapsychiczne i duchowe. Już wcześniej interesowałam się duchowością i ezoteryką, ale przez pewien czas tłumiłam w sobie te zainteresowania. Głęboko pokochałam tego mężczyznę i byłam przekonana, że jest miłością mojego życia. Wydawało mi się, że on również chce spędzić ze mną życie. Byłoby nam jak w bajce, gdyby nie to, że w tej historii nie przewidziano szczęśliwego zakończenia.

Gdy się rozwiodłam, on postanowił wrócić do swojej byłej dziewczyny. Byłam zdruzgotana i nagle zupełnie straciłam zainteresowanie filozofią akademicką. Napisałam pracę doktorską w wieku dwudziestu dziewięciu lat, ale na tym skończyłam swoją karierę na uczelni. Podejmowałam się różnych prac i zaczęłam czytać wiele książek z dziedziny duchowości i ezoteryki. Poznałam kobietę – nauczycielkę duchową zajmującą się odczytami parapsychicznymi (ang. psychic reader). Spotkanie to zapoczątkowało moją głęboką, wewnętrzną transformację. Pomogła mi ona uświadomić sobie mój emocjonalny ból, pochodzący z okresu wczesnego dzieciństwa, jak również z różnych wcieleń, które zaczęłam sobie przypominać.

Cierpienie to wiązało się głównie z poczuciem samotności – takiej, która stanowi nieodłączoną część życia, nawet jeśli pozostajemy w relacji partnerskiej. Z pomocą tej kobiety zaczęłam rozumieć, że tylko wtedy, gdy w pełni pogodzę się z tym, iż jestem samodzielną, wyjątkową i niezależną istotą, będę mogła nawiązać głęboką więź z drugim człowiekiem. Miałam skłonność do dostrajania się do innych i przejmowania ich energii. Musiałam się nauczyć stawiać granice i odmawiać. Miałam również tendencję do podróżowania poza ciałem, zamiast ugruntowywania się i ześrodkowania we własnej istocie. Kobieta ta nauczyła mnie, że prawdziwa duchowość nie polega na ucieczce ani na wzbijaniu się ponad ludzkie emocje, ale na kontakcie z nimi oraz współczuciu dla ludzkiego aspektu naszego istnienia. Zaczęłam rozumieć – bardziej sercem niż umysłem – co to znaczy być ugruntowanym i uczciwym wobec samego siebie. To było dla mnie prawdziwe objawienie! Po raz pierwszy w życiu poczułam się wyzwolona.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com