Wydawca ebooka: Fabryka Słów Wydawca audiobooka: Biblioteka Akustyczna Kategoria: Fantastyka i sci-fi Język: polski

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 406 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz na:

tablecie MP3
smartfonie MP3
komputerze MP3
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 10 godz. 24 min Lektor: Tomasz Sobczak

Opis ebooka Charakternik - Jacek Piekara

Jacek Piekara odmalowuje mroczną i brutalną wizję Rzeczypospolitej po śmierci Jana III Sobieskiego. Z jej zaściankami, zwadami i karczmami pełnymi rębajłów, gotowych sprzedać szablę temu, kto więcej zapłaci - choćby samemu diabłu. "Gdybym żył w tamtych czasach, sam zaciągnąłbym się do kompanii charakternika Myszkowskiego. A jeśli bym urodził się krytykiem, powiedziałbym, że to jedna z najlepszych książek o Rzeczypospolitej XVII wieku od czasów... Komudy" (Jacek Komuda, twórca fantastyki szlacheckiej, pisarz i historyk)."

Opinie o ebooku Charakternik - Jacek Piekara

Cytaty z ebooka Charakternik - Jacek Piekara

Pomyślał, że tak mógłby wyglądać palec samej kostuchy i Bogiem a prawdą zbytnio się nie pomylił. A potem nie czuł, nie słyszał, nie widział już nic. Nawet wystrzału z kaczej nogi, który zdruzgotał mu szczękę razem z kością policzkową oraz skronią, wyrywając podniebienie wraz z połową języka. Pan Myszkowski (bo to on był, rzecz jasna, strzelcem) odstąpił trzy kroki, by wyjść spoza oparów, i dmuchnął na wściekle kopcące lufy. – Ot, jak słowo szlacheckie w dym się zamieniło – powiedział ni to do siebie, ni to do trupa siwego szlachciury.
A mało to żołnierzy udawało szlachciców, choć ojcowie ich jeszcze gnój widłami przerzucali i przed panem dziedzicem czapką zamiatali drogę? Ba, ku zgryzocie i utrapieniu całego narodu szlacheckiego trafiali się również ambitni i rozgarnięci chamowie, którzy herbowych udawali, zwłaszcza kiedy udało im się liznąć nieco łaciny. Może więc pan Myszkowski należał do tego właśnie rodzaju ludzi? Ale któż to mógł sprawdzić, nie mówiąc już o wyciągnięciu konsekwencji!