Być naprawdę sobą. Jak żyć dojrzale i świadomie.  - Valerio Albisetti - ebook
Wydawca: Wydawnictwo Jedność Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2011

Być naprawdę sobą. Jak żyć dojrzale i świadomie. ebook

Valerio Albisetti

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 93 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Być naprawdę sobą. Jak żyć dojrzale i świadomie. - Valerio Albisetti

Uwolnienie się od życiowych neuroz, przezwyciężenie doświadczeń związanych z porażkami i odważne zwrócenie się ku przyszłości, miłość i sens życia „innego”, tego duchowego, które daje nadzieję wykraczającą poza doczesność – to tematy poruszane w tej książce. Autor wspomina swoją pisarską drogę, by raz jeszcze towarzyszyć czytelnikom w wędrówce po ścieżkach ludzkiego życia, często najeżonych trudnościami i usianych zniechęceniem, zwątpieniem, rozpaczą. Pokazuje, że aby bez lęku i bez wahania spoglądać daleko przed siebie, trzeba najpierw wniknąć głęboko w swoje wnętrze. Trzeba stać się w pełni świadomym, wolnym i dojrzałym człowiekiem.

Valerio Albisetti, psycholog i psychoterapeuta, jedna z najbardziej znaczących postaci współczesnej psychoanalizy, twórca psychoterapii personalistycznej. Wykładowca uniwersytecki, ceniony konsultant do spraw zarządzania, między-narodowy prelegent, autor licznych książek o tematyce psychoduchowej, prawdziwych bestsellerów tłumaczonych na wiele języków.

Opinie o ebooku Być naprawdę sobą. Jak żyć dojrzale i świadomie. - Valerio Albisetti

Cytaty z ebooka Być naprawdę sobą. Jak żyć dojrzale i świadomie. - Valerio Albisetti

Zatrzymanie, aby słuchać i widzieć czystym umysłem i sercem, by następnie móc przejść do działania. Nie powinniśmy spędzać życia bez działania czy działając w oderwaniu od swojego serca. Przeciwnie, musimy działać i weryfikować umiejętności naszego serca, naszych myśli.
Bo znajomość własnych ograniczeń i zintegrowanie ich prowadzi do pozytywnej koncepcji siebie, do wystarczającego szacunku dla samego siebie. W takiej koncepcji nawet popełniane przez nas błędy stają się ważnymi wskazówkami, przydatnymi do tego, by roztropniej pójść drogą naszego życia.
Aby rozpocząć drogę świadomości wewnętrznej, psychoduchowej, trzeba nauczyć się patrzeć na siebie z zewnątrz. Taki sposób obserwowania pomaga oderwać się, choć tylko na chwilę, od siebie. To uświadamia nam co robimy, jak żyjemy, jakie są intencje naszych czynów. A przede wszystkim pozwala dostrzec różnicę między tym, co odczuwamy, między tym, jacy jesteśmy naprawdę a jacy wydajemy się na zewnątrz, jak żyjemy w codzienności, w kontaktach z innymi.
tym, co się liczy, co sprawia, że czujemy się żywi, szczęśliwi, jest życie z pasją, w zgodzie z powołaniem, przeżywanie z entuzjazmem głębokich wartości, w które wierzymy, jak na przykład lojalność, konsekwencja, wierność, szacunek dla innych. Kiedy człowiek przywiązuje się ściśle do swoich podstawowych wartości, zawsze jest na dobrej drodze.
każdy z nas jest jedyny i niepowtarzalny, i że lojalnie i wiernie podąża za swoim powołaniem. Jeżeli nie będziemy trwale skupieni na samych sobie, na wartościach, w które wierzymy, na misji, jaką mamy do wykonania, na naszym powołaniu, wówczas doświadczymy wielkiej pustki.
Świadoma osobowość nie działa według schematów projekcji. Stoi zawsze sama przed sobą. Jest odpowiedzialna za własne emocje. Kiedy jakaś osoba przyjmuje pełną odpowiedzialność za siebie, już nie jest ofiarą. Już nie będzie mogła być ofiarą kogokolwiek czy czegokolwiek. Ponieważ nikt nie może sprawić, abyśmy czuli się ofiarą w tym, co odczuwamy
Jeśli żyjemy w zależności od innych, nieważne, przypodobując się im czy ich nienawidząc, oddajemy władzę nad naszymi emocjami, nad tym, co czujemy, nad tym, czym jesteśmy. Aby na nowo zawładnąć możliwością stania się panami naszego życia, odpowiedzialnymi za swoje emocje, trzeba, abyśmy uznali w sobie istnienie słabych konfliktowych stron, i nauczyli się rozmawiać z nimi. Abyśmy umieli je przekształcać. Potrzeba odwagi, aby stanąć przed tymi oczekiwaniami własnej osobowości, których wolimy nie dostrzegać, nie uznawać za własne. Potrzeba odwagi, aby stanąć przed tymi uczuciami, przed tymi emocjami, których się obawiamy, które sprawiają nam ból, stwarzają problemy, które każą nam się wstydzić za siebie samych.
Nasze nieprzyjemne strony są po to, aby wskazywać nam najbardziej ukryte, ale bardzo płodne drogi do poznania własnego „ja”, do kontynuowania naszej podróży wewnętrznej, aby uczynić ją kompletną, harmonijną i pełną. Trzeba poznać noc, aby docenić dzień.
Kiedy nie akceptujemy samych siebie takimi, jakimi jesteśmy; kiedy nie chcemy zobaczyć, co znajduje się w naszej drugiej półkuli, w mrocznej części, po ciemnej, ukrytej stronie, jesteśmy skłonni wyrażać oceny, dzielić, rozdzielać, doświadczać zawiści, zazdrości, nienawiści, ponieważ czujemy się winni.
Tylko ten, kto akceptuje upadki, kto żyje w imię rzeczywistości, życia, człowieczeństwa, nie naśladując wzorców nierealnych, złudnych, zimnych, sztywnych, składających się z reguł i wzorców, może wzrastać.
Trzeba raz na zawsze zrozumieć, że życie jest nasze i że jesteśmy powołani do przeżywania go w pierwszej osobie. Więcej, oznacza chodzenie z wyprostowanym kręgosłupem, z poszanowaniem siebie. Nie ma wymówek, alibi. Bóg daje nam taką możliwość. Nasz cel to znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego przyszliśmy na tę ziemię. Odkryć nasze zadanie, z pewnością nie stać i tylko obserwować, co robią inni. Lęk przed innymi sygnalizuje mały szacunek dla samego siebie. Kto nie ma szacunku dla siebie, kto się wstydzi, ostatecznie boi się tego, kogo spotyka. Uważa, że ma przed sobą co najmniej przeciwnika, którego trzeba się wystrzegać, nieprzyjaciela, czasem nawet wroga. Lęk przed życiem, przed przyszłością prowadzi do życia zawsze w defensywie. Taki człowiek boi się popełniać błędy. Rozpaczliwie stara się kontrolować tych, których spotyka, którzy go otaczają, a tak postępując, traci kontrolę nad sobą, nad swoim życiem. Tak postępując, nie żyje przy sobie, a jego życie napełnia się obawami. Przeraża się w obliczu trudności. Boi się tego wszystkiego, co może mu zagrażać, boi się pomylić, zrobić złe wrażenie. Jego osobowość kręci się wokół bezlitosnej świadomości, surowa wobec samej siebie, która karze siebie, dewaluuje.
Musimy zdać sobie sprawę, że życie jest nieskończenie intensywne i rozległe, zatem niemożliwe do kontrolowania, do kierowania i zaprogramowania w całości. Trzeba się zatem rzucić w nie, trzeba zaryzykować, przystąpić do gry. Mimo wszystko. Musimy przeżywać życie, nie dać się przez nie ponosić.
Przyzwyczailiśmy się być kochani tylko wtedy, gdy jesteśmy dobrzy i posłuszni. Natomiast miłość jest bezwarunkowa: mamy być kochani tylko z tego powodu, że żyjemy, dla naszego prawdziwego „ja”, bo jesteśmy mimo wszystko Bożym stworzeniem.
Trzeba się odważyć spojrzeć w głąb siebie i zaakceptować wszystkie swoje słabości, swoje ograniczenia. Aby to zrobić, nigdy nie można zapominać, że jesteśmy ludźmi omylnymi, że musimy spokornieć i wzrosnąć w człowieczeństwie.

Fragment ebooka Być naprawdę sobą. Jak żyć dojrzale i świadomie. - Valerio Albisetti








Valerio Albisetti

Być naprawdę sobą

Jak żyć dojrzale i świadomie



Tytuł oryginału: Di fronte alla vita

Tra passato e futuro

PAOLINE Editoriale Libri

© FIGLIE DI SAN PAOLO, 2009

Via Francesco Albani, 21-20149 Milano

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo JEDNOŚĆ, Kielce 2010

Przekład z języka włoskiego

Krystyna Kozak

Redakcja i korekta

Paulina Zaborek

Redakcja techniczna

Wiktor Idzik

Projekt okładki

Justyna Kułaga-Wytrych

Zdjęcie na okładce

Jupiter Images/EAST NEWS

ISBN 978-83-7660-518-0

Wydawnictwo JEDNOŚĆ

25-013 Kielce, ul. Jana Pawła II nr 4

Dział sprzedaży tel. 41 349 50 50

Redakcja tel. 41 349 50 00

www.jednosc.com.pl

e-mail: jednosc@jednosc.com.pl


Kobietom i mężczyznom

naszych czasów –

aby nie ignorowali

ostatecznego sensu życia


WPROWADZENIE

W książce tej pragnę uporządkować moją myśl – jej główne linie zostały już tu i ówdzie zarysowane w ponad trzydziestu moich publikacjach, które ukazały się nakładem wydawnictwa Edizioni Paoline w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat.

Świadomość psychoduchowa, transcendencja, chęć lub brak chęci uświadomienia sobie konieczności śmierci sprowadzone do jak najmniejszego stopnia osobistej neurozy, relacja z drugim człowiekiem, miłość, Pan Bóg... to wszystko tematy, które wspólnie omawialiśmy.

Niejako duchowy testament. Także dlatego, że w tym punkcie mojego życia jestem jeszcze bardziej przekonany, że zadaniem każdej istoty ludzkiej jest pozostawienie jakiegoś śladu swojego przejścia po ziemi. Jedni zostawiają dzieci, inni majątek materialny itp. A jeszcze inni pozostawiają przesłanie, idee.

Być nosicielami przesłania.

Nosicielami sensu.

Wydaje mi się, że to właśnie nasz przypadek.

Przez całe życie starałem się zrozumieć tajemnicę człowieczeństwa, zwłaszcza tajemnicę śmierci człowieka.

Śmierci nie jako czegoś, co kończy, ale jako stałego wymiaru życia, otwartego na transcendencję, otwartego na coś innego, co ma nadejść.

Wiedza o tym, że trzeba umrzeć, i pragnienie tej wiedzy były imperatywem, wyborem, delikatną nitką, która łączyła moje życie, codziennie.

Wszystko, co znajdziecie na tych kartach, sam jak najbardziej przeżyłem.

Czasami drogo za to płacąc.

Być może dlatego, że urodziłem się i żyłem w kraju i w czasach dotkniętych problemami. Ale kto ich nie ma…


I. PRAKTYKA ŻYCIA

W codzienności życia

Dużą część życia spędziłem obłożony pracą, pochłonięty okresami wytężonej działalności.

Nadmiernej działalności.

Przeżyłem też długie, trudne do określenia okresy bezczynności. Milczenia.

Przez lata próbowałem żyć jak eremita. W całkowitym oddaleniu od społeczności.

Może właśnie dlatego dziś zwracam uwagę na to, jak należałoby „znaleźć się” w codziennym życiu.

Zatrzymać się, a jednocześnie otworzyć na życie i działać, kiedy człowiek czuje się gotów.

We wzniosłej koncepcji własnego człowieczeństwa, własnego przebywania na ziemi, ważniejsze jest to, kim się jest, niż to, co się robi.

Nie oznacza to, oczywiście, bezczynności.

Oznacza nie tyle robić coś dla samego robienia czy utożsamiać się z osiągniętą pozycją lub wykorzystywać władzę dla władzy, lecz działać zgodnie ze swoją specyfiką, za swoim powołaniem wpisanym w jakiś plan.

Więcej odwagi wymaga zatrzymanie się i wsłuchanie we własne serce niż praca bez wytchnienia, w celu osiągnięcia stanowisk sukcesu w społeczeństwie i zdobycia większej ilości pieniędzy, aby mieć więcej władzy.

W społeczeństwie tak płytkim, tak oddanym pozorom i fasadowości jak obecne, nieustannie poddawanym bombardowaniu bodźcami sensorycznymi, wizualnymi i akustycznymi, często pozbawionymi sensu, gdzie wszystko musi być jak najszybciej skonsumowane, aktem rewolucyjnym staje się zatrzymanie wobec własnej wyjątkowości, aby posłuchać swojego powołania, aby popatrzeć w swoją przyszłość, aby zrozumieć swoją misję.

Zatrzymanie, aby słuchać i widzieć czystym umysłem i sercem, by następnie móc przejść do działania.

Nie powinniśmy spędzać życia bez działania czy działając w oderwaniu od swojego serca.

Przeciwnie, musimy działać i weryfikować umiejętności naszego serca, naszych myśli.

Protagoniści

Podróżując po świecie, zauważyłem, że ludzi naszych czasów łączy jedno: brak szacunku dla samych siebie.

Osobiście uważam, że stać się protagonistą własnego życia wcale nie znaczy być zadziornym, stanowczym, zwycięzcą, lecz przeciwnie: potrafić dostrzegać wartość również w swej niepewności, ograniczeniach, zwłaszcza w cierpieniu.

Być protagonistą znaczy pozwolić sobie na słabość.

Paradoksalnie, jeżeli te strony nas samych, których nie chcemy dostrzec czy przyjąć do wiadomości, nie zostaną uznane, staną się bardziej wybuchowe i nieuchronnie gwałtownie dotkną otaczających nas ludzi.

Dlatego osoba pewna siebie powinna nauczyć się akceptacji swoich stron niepewnych, słabych i zintegrować je w swojej osobowości.

Jeśli nie zaakceptujemy swoich słabych stron, przejdziemy przez życie rozbici i porozrywani.

Nie będziemy ludźmi.

Będziemy żyć w nienawiści do jednej ze swoich stron.

Pan Bóg pragnie natomiast, abyśmy zrozumieli również nasze najsłabsze strony. Pragnie, abyśmy pojęli tajemnicę naszego życia, jedynego, niepowtarzalnego, osobistego, a zatem wyznaczanego przez wszystkie nasze strony. Także te, które uważamy za słabe.

Byśmy żyli w pełni. Intensywnie, nie wymagając od samych siebie doskonałości.

W takiej koncepcji nie ma znaczenia chwalenie się swoimi zaletami, niepewnością, czy współzawodniczenie z innymi.

To niczemu nie służy. I nikomu.

Pewność siebie wchodzi w skład wewnętrznej harmonii, która później promieniuje również na zewnątrz, choć tego nie zauważamy.

Równie daremne jest poszukiwanie u innych domniemanej odpowiedzialności za własne negatywne przeżycia.

Trzeba zaprawiać się w pokorze, ale i w przekonaniu, że chcemy zostać protagonistami samych siebie.

Jeżeli przypadkiem znajdziemy się wśród tych, którzy

nigdy się nie mylą,

zawsze są rozsądni, pewni siebie,

a nawet czują się lepsi od innych,

nie wyrażają prawdziwych uczuć,

nie okazują przeżyć,

osądzają i oskarżają,

nigdy niczego się nie boją,

nie okazują słabości,

nie ryzykują...

trzeba się będzie zastanowić, czy ktoś w to uwierzy?

I nie ufać

karierowiczom, rywalizującym,

poszukiwaczom chwały i plotek,

oszczercom,

temu, kto nie odzywa się z wyrachowania,

temu, kto nie chce stracić prestiżu.

Kiedy masz kontakt ze swoim prawdziwym „ja”, czujesz się niezależny od opinii innych.

Uwzględniasz ją we właściwym wymiarze, ale bez przesady.

Wcale nie tak ważne są pochwały, które pochodzą z zewnątrz.

Nie powinny nas też tak bardzo ranić negatywne oceny; trzeba je uwzględniać, ale powściągliwie.

Nie należy szukać u innych powodów własnych słabości. One są i koniec.

Ważne, aby się ich wystrzegać, łagodnie.

Ale też nie należy mieć złudzeń – zbyt idealnych wizji własnej osoby.

Roztropnością jest jednoczesne przyjmowanie męstwa i słabości oraz poskramianie ich, cierpliwie żeglując ku jednoczącemu ośrodkowi.

W ten sposób buduje się siebie – spokojnie i harmonijnie.


II. PRACOWAĆ NAD SŁABOŚCIĄ

Ileż to razy sądzimy, że pomyliliśmy się we wszystkim. Że roztrwoniliśmy, zmarnowaliśmy życie, ponieważ nie osiągnęliśmy ideału, jaki sobie założyliśmy.

Ustaliliśmy z góry, że zostaniemy kimś ważnym w społeczeństwie, w zawodzie. Wyobraziliśmy sobie idealne życie małżeńskie, a straciliśmy z oczu samych siebie, nasze specyficzne cechy, nasze ograniczenia.

Często się zdarza, że ludzie bezkrytycznie utożsamiają się z panującymi wzorcami kulturowymi i społecznymi.

Wzorcami z założenia nieosiągalnymi, które pozostawiają zainteresowanego niezadowolonym, sfrustrowanym, zawsze gotowym konsumować, współzawodniczyć, aby próbować ograniczyć cierpienie z powodu poczucia nicości…

Należy postawić na wartości alternatywne, a nie na pseudowartości, które są ulotne i szybko się zużywają.

Do tego nadać wartość naszej utrwalonej bezsilności, naszej słabości.

Bo znajomość własnych ograniczeń i zintegrowanie ich prowadzi do pozytywnej koncepcji siebie, do wystarczającego szacunku dla samego siebie.

W takiej koncepcji nawet popełniane przez nas błędy stają się ważnymi wskazówkami, przydatnymi do tego, by roztropniej pójść drogą naszego życia.

Przeżyłem prawie całe swoje życie bez wybaczania sobie popełnionych błędów.

Dziś rozumiem, że błędy powinny służyć do tego, aby lepiej żyć, aby nie żyć gorzej.

Ponieważ błędy są doświadczeniami życiowymi.

Z drugiej strony, ten, kto nie akceptuje upadków, ciągle wierzy, nieświadomie, że jest wszechmogącym dzieckiem, jakim był.

Jesteś przybity?

Może czujesz się tak dlatego, że ciągle popełniasz te same błędy, mimo wszelkich wysiłków i prawych intencji.

Kto wie, ileż to razy postanawiałeś się zmienić, a potem zauważałeś, że nic w tobie się nie zmieniło, albo niewiele.

Na przykład na polu uczuciowym: Nie chcesz być zazdrosny, a jednak otwierają się dawne rany.

Pojawiają się na nowo przeżycia z dzieciństwa i z lat młodzieńczych – doświadczanie odrzucenia, braku miłości – i dobre postanowienia pryskają.

Uwolnić się, uwolnić się od przeszłości! W przeciwnym razie daje się jej władzę, by wyrządzała nam niepotrzebne zło. Będzie to odległy lub niedawny okres naszego życia, będzie to jakiś człowiek...

Nie wolno dawać przeszłości jakiejkolwiek władzy, by nadal nam szkodziła.

Jeśli bowiem dasz jej władzę, może się tak zdarzyć, że nie zapanujesz wystarczająco nad sobą.

Nie przyda się maskowanie obojętnością czy poczuciem wyższości. Nie przyda się ukrywanie w szalonej i nieustannej nadmiernej aktywności, by odsuwać od siebie wewnętrzną pustkę.

Pustkę, która prowadzi do samozniszczenia, do chęci wyrządzenia sobie krzywdy.

Dopiero kiedy ponownie w pełni zamieszkasz w swoim sercu, będziesz mógł żyć w spokoju, a nawet zdołasz przebaczyć.

Dopiero wtedy przebaczenie stanie się aktem wyzwalającym, nie aktem cierpienia.

Przebaczam, aby ostatecznie uwolnić się spod władzy drugiego człowieka.

Czasami człowiek się boi.

Boi się pomylić, ponieważ pomyłki przeżywa jako porażki całego człowieka.

Boi się kontrolować, przewidywać to, co niemożliwe, boi się ryzykować, boi się cierpieć.

Boi się umierać, ale przecież śmierć jest częścią życia: po śmierci czeka nas inne życie.

Człowiek nie akceptuje innego.

Nie akceptuje trudności,

nie akceptuje utraty,

nie akceptuje niepewności,

nie akceptuje kruchości,

nie akceptuje odrzucenia,

nie akceptuje wątpliwości,

nie akceptuje zmiany,

nie akceptuje straty.

Trzeba więc się nauczyć, że życie nie jest ani piękne, ani brzydkie, ani jasne, ani ciemne, ale jest radosnym kontrastem.

Dopóki współczesne pokolenia będą słuchać tych, którzy przekonują, że cierpienie i śmierć nie są oczywistościami, choć dotyczą przecież każdego z nas, dopóty nigdy nie poznają prawdziwej wielkości ludzkiego życia.

Bez cierpienia, bez śmierci nie ma wielkości, nie ma życia.

Człowiek staje się płytki, lekceważący, banalny, mierny, wulgarny – taki, jakimi często są pewni bohaterowie naszych czasów, kreowani przez mass media i reklamę. Bohaterowie wirtualni.

W realnym świecie nie żyją.

Uważają, że są potężni, ale w gruncie rzeczy przepełnia ich lęk. Dlatego chcieliby uciec przed rzeczywistością cierpienia i śmierci.

Owi bohaterowie uważają się za rzeczywistych, ale żyją w złudzeniu, ponieważ wcześniej czy później siłą rzeczy będą musieli, być może z goryczą i rozczarowaniem, zmienić zdanie: takie jest prawo życia!

Natomiast człowiek, którzy akceptuje swoją śmiertelność, swoją słabość, nie poddaje się ani nie staje agresywny, lecz jest aktywny, otwarty na zmiany; pełny życia. Prawdziwy optymista o zdrowym szacunku dla siebie.

Potrafi przemieniać sytuacje, ponieważ zdołał odmienić swoją słabość.

Kiedy zdrowy człowiek się pomyli, wie, że jest to chwila uznania własnych ograniczeń. Taka postawa będzie go prowadziła do coraz rzadszego popełniania błędów, gdyż wzmacnia w człowieczeństwie, a nie w doskonałości.

Dla tego typu ludzi błąd jest ważną wskazówką, przydatną do tego, by coraz głębiej poznawać własną specyfikę, swoją wyjątkowość, aby łatwiej kontynuować drogę swojego życia. W konsekwencji stają się coraz bardziej ludzcy również wobec innych, gościnni wobec tych, którzy ich otaczają, zdolni szanować odmienność drugiego człowieka, zdolni do harmonii z sobą samym i z innymi.

Spoglądać w to, co wewnętrzne

Żyją wśród nas ludzie, których bardziej pociąga to, co ktoś robi, co posiada w gotówce i jaki ma prestiż w społeczeństwie, bardziej to, co zewnętrzne niż to, czym człowiek jest jako osobowość, niż jego roztropność, zrównoważenie, zdolność człowieczeństwa.

Moim zdaniem stanowiska, wykonywana praca, sukces, pieniądze czy władza nabierają znaczenia tylko wówczas, gdy są wpisane w określoną koncepcję życia, wypływającą z własnego wnętrza, która powinna być wytworem świadomości, że to życie ma swój czas. Jest to czas nieokreślony dla nas, ale nie dla Autora życia, a zatem kluczowa jest tu akceptacja tego wszystkiego, co w konsekwencji prowadzi do postawienia sobie celu do osiągnięcia, do służenia jakimś ideałom, do bycia w pewien sposób użytecznym dla innych, dla ludzkości, dla świata.

Marzę, aby pewnego dnia tę wewnętrzną świadomość, która jest motorem całego naszego działania, a którą przechowuje się chronioną w ciszy serca, mogła przeżywać każda bez wyjątku ludzka istota.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com