Broad Peak. Niebo i Piekło - Bartłomiej Dobroch, Przemysław Wilczyński - ebook
Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 466 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 14 godz. 47 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Broad Peak. Niebo i Piekło - Bartłomiej Dobroch, Przemysław Wilczyński

Kto ponosi etyczną odpowiedzialność za tragedię na Broad Peaku? Czy można było uniknąć tragedii? Bezprecedensowy raport podzielił środowisko górskie. Dlaczego kazano zniszczyć stenogramy przeprowadzonych rozmów, zaraz po ogłoszeniu raportu?

Autorzy próbują odpowiedzieć na te pytania, analizując krok po kroku najważniejsze wydarzenia podczas polskiej wyprawy na Broad Peak w 2013 roku. Przeprowadzają dramatyczne rozmowy ze świadkami wydarzeń, przyjaciółmi tragicznie zmarłych i ich rodzinami. Dokonują wiwisekcji etyki polskiego himalaizmu. Piszą też o granicach pasji, zastanawiają się, czy wspinaczka jest hymnem wolności, czy też raczej najwyższe góry powinniśmy nazywać Himalajami egoizmu?
Żeby zrozumieć co tak naprawdę stało się na Broad Peaku, musimy zajrzeć wstecz, do romantycznej historii polskiego himalaizmu, która jak w soczewce skupiła się na Polskim Broad Peaku.

Opinie o ebooku Broad Peak. Niebo i Piekło - Bartłomiej Dobroch, Przemysław Wilczyński

Cytaty z ebooka Broad Peak. Niebo i Piekło - Bartłomiej Dobroch, Przemysław Wilczyński

Są dwie wartości: wolność i bezpieczeństwo, tak do znudzenia powtarzam. Obie są absolutnie konieczne dla godnego czy choćby znośnego ludzkiego życia – mówi w wywiadzie udzielonym Justynie Dąbrowskiej Zygmunt Bauman [55] . – Tu szkopuł kolejny: nie można ich pogodzić. Jeszcze nikt nie znalazł tego arystotelesowskiego złotego środka. Zawsze brakuje nam albo trochę wolności, albo trochę bezpieczeństwa. To Freud
Pogoda na fotografiach szczytowych, które robią sobie na tle strzelistego trójkąta K2 , jest równie wspaniała jak na archiwalnych fotografiach pierwszych zdobywców. Na zdjęciach stoją w rozpiętych polarach. – Pamiętam, że w obozach były minusowe temperatury w nocy, ale nie więcej niż dziesięć, piętnaście stopni. Zimą na Evereście, jak wchodziliśmy na Przełęcz Południową, mieliśmy trzydzieści parę stopni mrozu w ciągu dnia – opowiada Walenty Fiut, uczestnik słynnej wyprawy zimowej na najwyższy szczyt świata z 1980 r. – W dzień na Broad Peaku mieliśmy nawet plus, na szczycie ściągaliśmy kurtki goreteksowe. W obozach zdejmowaliśmy buty, wygrzewaliśmy nogi. Mam nawet takie zdjęcie z Krzyśkiem. To jest przepaść – porównuje letnie i zimowe warunki Walenty Fiut.
zorganizowanie wiosną 1982 r. – wraz z Jackiem Jaworskim i Januszem Hierzykiem – tatrzańskiego obozu szkoleniowego dla funkcjonariuszy ZOMO , w tajnym celu pozyskania informacji na temat pacyfikacji kopalni Wujek. Podstęp się udał i powstał raport taterników, sporządzony ręcznie w trzech egzemplarzach, który miał trafić do przywódców Solidarności. Niestety, wszystkie egzemplarze zaginęły lub zostały zniszczone, a prawdziwe intencje Szafirskiego i jego kolegów przez lata pozostały w środowisku nieznane. Taterników dotknął ostracyzm – większość kolegów pracę z zomowcami odpowiedzialnymi za największą zbrodnię okresu stanu wojennego uznała za zdradę.
Według Lwowa na Broad Peaku popełniono błędy, które obciążają wszystkich. – Podstawowym było to, że poszli atakiem czwórkowym. Druga dwójka powinna iść jako odwód. Kolejny, najważniejszy chyba błąd był jednak taki, że nie zawrócili mimo niedoczasu. Trzeci, że gdy Bielecki doszedł już do wierzchołka, wszyscy inni nie zawrócili – ocenia Lwow.
Uważam, że raport jest do kitu – mówił na łamach „ Tygodnika ” jeszcze we wrześniu. – Dokument opiera się na fundamentach ideałów, które powyżej 7500 m w zimie nie funkcjonują. Znam dobrze historię polskiego himalaizmu: do każdej wyprawy pochodzącej ze złotych lat 80. czy 90. można by się przyczepić według „klucza Broad Peak”. Że ktoś od kogoś się odwiązał, ktoś kogoś „opuścił”. Dlaczego komisja i raport akurat w sprawie Broad Peaku? Dlaczego nie w sprawie lawiny na Evereście, gdzie w 1989 r. zginęło pięć osób? Dlaczego nie w sprawie śmierci Artura Hajzera? Według Lwowa na Broad Peaku popełniono błędy, które obciążają wszystkich. – Podstawowym było to, że poszli atakiem czwórkowym. Druga dwójka powinna iść jako odwód. Kolejny, najważniejszy chyba błąd był jednak taki, że nie zawrócili mimo niedoczasu. Trzeci, że gdy Bielecki doszedł już do wierzchołka, wszyscy inni nie zawrócili – ocenia Lwow.
To prawda, że niektórzy konsultanci nie byli, jak napisaliśmy, powyżej 8000 m zimą. To nasz błąd. Podobnie błędem było niezapytanie o opinię Aleksandra Lwowa: czasami rozwiązania najprostsze przychodzą do głowy jako ostatnie.
A jednak skala zarzutów pozwala na wniosek, że raport był dokumentem dla niektórych uczestników miażdżącym. Zespół PZA wytknął wyprawie zaniechanie w rozmieszczeniu tlenu, brak ustaleń taktycznych na wypadek słabego tempa wspinaczki, brak ustaleń co do nieprzekraczalnej godziny odwrotu, zbyt późne wyjście uczestników z obozu IV na szczyt, brak reakcji na niedoczas, a wcześniej – po decyzji Małka i Bieleckiego o rozwiązaniu się w drodze na szczyt – zerwanie integralności zespołu.
Jedna z pierwszych tego rodzaju spraw dotyczyła przecież Wiesława Stanisławskiego, który zginął w Tatrach w 1933 r. Kilka lat wcześniej on i jego partner zostawili za sobą kolegę, schodząc z Doliny Stawów Białaczańskich. Szedł z tyłu, zmarł z wychłodzenia w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Nikomu wtedy nie przyszło do głowy, że Zbigniew Gieysztor, bo o nim mowa, idąc po płaskim nie będzie w stanie sam się poruszać. Tutaj był jeszcze jeden dodatkowy element: Stanisławski miał na sobie sweter Gieysztora, który – być może – uratowałby temu drugiemu życie. – Problemy etyczne dotyczące zachowań ludzkich w sytuacjach ekstremalnych istnieją zresztą od zawsze nie tylko w górach – dodaje historyk. – Są w okopach, na wojnie, w obozie koncentracyjnym.
Milcząco zakładamy, a w każdym razie media zakładają, że ci wspinacze i wspinaczki są szczególnie godnymi zainteresowania i szacunku przedstawicielami społeczności, która powinna się troszczyć o ich los, niepokoić się i boleśnie przeżywać ich śmierć – jakby to była ofiara poniesiona w naszym wspólnym imieniu. Co potwierdza Prezydent Rzeczypospolitej, dając patronat skrajnie ryzykownemu pomysłowi ostatniej ofiary. Poprzednicy Artura Hajzera dostawali pośmiertnie medale, jakby lepiej było umrzeć wyżej . – I pytał na koniec: – Po co propagować tak niebezpieczny pomysł na życie, czy raczej pomysł na śmierć?
Są dwie wartości: wolność i bezpieczeństwo, tak do znudzenia powtarzam. Obie są absolutnie konieczne dla godnego czy choćby znośnego ludzkiego życia – mówi w wywiadzie udzielonym Justynie Dąbrowskiej Zygmunt Bauman [55] . – Tu szkopuł kolejny: nie można ich pogodzić. Jeszcze nikt nie znalazł tego arystotelesowskiego złotego środka. Zawsze brakuje nam albo trochę wolności, albo trochę bezpieczeństwa. To Freud odkrył, że życie jest ustawicznym handlem wymiennym między wolnością a bezpieczeństwem. Coś za coś.
Będąc już na miejscu dostajemy wiadomość z Polski, że zaraz po Broad Peaku idziemy na K2 . Hmm... Tylko że my nic o tym nie wiemy. Szybko się okazało, że Jacek Hugo-Bader udzielił wywiadu przed wyjazdem, no i strzelił sobie w kolano. „Siekierka” [44] jak to przeczytał dostał białej gorączki. Uważam, że Jacek HB nie miał złych intencji, ale siedząc w tym fachu powinien sprawdzić, jak jest. Jako że załatwiał wizy, dostał dokumenty z agencji. Broad Peak i  K2 są na jednym formularzu i przy górze daje się krzyżyk. Często przed K2 wspinacze łoją BP dla aklimatyzacji. No, nie zauważył, że krzyżyk był tylko przy jednej górze.
Rozwijaliśmy się, mieliśmy już swoje sklepy na Słowacji, w Czechach i później trzy w Wiedniu. I to był już chyba gwóźdź do trumny, bo tam rynek jest bardzo trudny, konkurencja rozbudowana, a koszty potworne – tłumaczy Janusz Majer. – Najpierw straciliśmy markę Alpinus, na której był ustanowiony zastaw, a w końcu musieliśmy ogłosić upadłość spółki – dodawał we wspomnianym artykule Hajzer. Zabezpieczeniem kredytu jest bowiem też w tym wypadku znak towarowy. Od banku odkupuje go Euromark, bezpośredni konkurent firmy Hajzera i Majera, który handlował marką Campus. Po paru latach wprowadzi na rynek swojego Alpinusa. Hajzer i Majer stają się więc ofiarami własnego sukcesu, podobnie jak zresztą wiele firm, które zanotowały szalony rozwój w latach 90., w okresie wielkich biznesowych wzlotów. Jednak nie poddają się. Podobnie jak na Lhotse, gdzie gorzki smak porażki tylko wzmagał w Hajzerze chęci do kolejnej próby. – Udało nam się wyjść w miarę obronną ręką, straciliśmy co prawda markę, ale udało się utrzymać załogę, produkcję i kontynuowaliśmy historię firmy – opowiada Iza Hajzer. Nowa firma „Mount” wprowadza na rynek wyroby pod marką Alpin’s. Ale to okazuje się rozwiązaniem tymczasowym. Szybko dochodzą do wniosku, że muszą stworzyć zupełnie od podstaw, nie bazując na dawnym skojarzeniu i sentymencie, nową markę. HiMountain – to nazwa nawiązująca do wysokich gór, ale też kryjąca zręcznie inicjały prezesów.