Bóg kocha homoseksualistów - pod red. dr hab. Mirosław Rucki - ebook
Wydawca: Wydawnictwo Agape Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 178 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Bóg kocha homoseksualistów - pod red. dr hab. Mirosław Rucki

Czym jest pociąg do osób tej samej płci? Czy skłonności homoseksualne są wrodzone? Czy można lub należy je leczyć? Czy Kościół potępia homoseksualistów? Na czym polega prawdziwa tolerancja? Na te i wiele innych pytań odpowiadają wybitni specjaliści: dr Gerard J.M. van den Aardweg, ks. dr hab. Dariusz Oko, dr Joseph J. Nicolosi, dr Philip M. Sutton a przede wszystkim sami homoseksualiści, którzy dają świadectwo tego, jak odkryli miłość Boga.

 

 

Opinie o ebooku Bóg kocha homoseksualistów - pod red. dr hab. Mirosław Rucki

Cytaty z ebooka Bóg kocha homoseksualistów - pod red. dr hab. Mirosław Rucki

Przyczyną jest tu niesłychany promiskuizm, którego się dopuszczają. 75% spośród najbardziej znanych, zdeklarowanych gejów w USA przyznało, że miało w życiu więcej niż stu partnerów seksualnych, a 28% wyznało, że więcej niż 1000 (!).

Fragment ebooka Bóg kocha homoseksualistów - pod red. dr hab. Mirosław Rucki







Teksty publikowane na łamach "Miłujcie się!"

Poznań 2013

Seria "Rok Wiary"

ISBN serii: 978-83-63759-01-8

Redaktor serii: ks. Mieczysław Piotrowski TChr

Redaktor: Mirosław Rucki

Projekt okładki: Paweł Fiszer

Zdjęcie na okładce: Carlos Caetano/Dreamstime.com

Korekta: Bartłomiej Grysa, Maria Kwiek USJK

Wydawnictwo Agape

ul. Panny Marii 4; 60-962 Poznań

e-mail: wydawnictwo@agape.org.pl

tel./fax (+48) 61 852 32 82

www.agape.org.pl; www.milujciesie.org.pl

Dział handlowy

tel./fax (+48) 61 852 32 80

e-mail: sklep@milujciesie.org.pl

Księgarnia internetowa:


Wprowadzenie

Książka ta zawiera zbiór artykułów dotyczących homoseksualizmu, opublikowanych wcześniej na łamach czasopisma „Miłujcie się!”. Autorzy zebranych tekstów starają się pokazać, że osoby ze skłonnościami homoseksualnymi mają prawo do otrzymania pomocy i taka pomoc może być im udzielona.

Richard Cohen, znany terapeuta, założyciel grup Desert Streams, stwierdził: „Nie ma osób homoseksualnych, są jedynie osoby heteroseksualne, które zatrzymały się na pewnym etapie rozwoju, przede wszystkim emocjonalnego. Wymagają zatem takiej terapii, w której głównym elementem jest integracja osobowości i dojrzewanie. Mówimy więc o osobach, które wymagają wsparcia terapeutycznego, by leczyły zranienia i dojrzewały emocjonalnie”. Wybitny holenderski terapeuta Gerard Aaardweg uważa: „Wyzdrowienie z homoseksualizmu jest przede wszystkim całościową przemianą emocjonalną lub zmianą osobowości”.

Generalnie terapia sprowadza się do odszukania i zrozumienia źródeł zranień emocjonal­nych, na bazie których rozwinął się homoseksualizm, a następnie uleczenia ich. Skuteczność terapii homoseksualizmu może mieć różne stopnie: o pełnej skuteczności mówimy, gdy dochodzi do trwałej zmiany orientacji z homo na heteroseksualną, czyli za­nika popęd płciowy do osób tej samej płci, a budzi się popęd do płci przeciwnej. Takie osoby za­zwyczaj wiążą się później z osobą płci przeciwnej, zakładając rodzinę. U innych może nie dojść do całkowitej zmiany orientacji, ale następuje znaczna poprawa, polega­jąca na wzra­stającym heteroseksualizmie, a pacjenci stwierdzają, że odnieśli znaczący pożytek z tera­pii, na przykład przez redukcję problemów towarzyszących.

Terapeuci wierzący dostrzegają dodatkowo, że wiara jest czynnikiem silnie wspierającym i wzmacniającym motywację do zmiany – osoby wierzące otrzymują dodatkowe wsparcie duchowe. Dr Nicolosi zauważa: „W towarzyszeniu osobom o orientacji homoseksualnej lepsze wyniki osiągają osoby zajmujące się duszpasterstwem niż terapeuci. Badanie znalazło przyczynę tego faktu: tera­peuci mają więcej nadziei”. Ksiądz John F. Harvey OSFS podkreśla: „Gdy przebaczenie i duchowość chrześcijańska stają się zasadniczą częścią terapii, procent wyleczeń z bólu emocjonalnego i płynących z niego zachowań homoseksualnych sięga 100%, pod warunkiem, że pacjenci rzeczywiście angażują się w proces uzdrawia­nia”.

Do książki dołączamy płytę „Homoseksualizm. Fakty i mity” z wykładami dra J. Nicolosiego, które wygłosił w Poznaniu w 2011 roku, oraz dra Philippa Suttona (wystąpienie w Warszawie, 2012 r.). Ci wybitni znawcy zagadnienia i doświadczeni terapeuci pomagają nam zrozumieć, czym jest homoseksualizm z naukowego punktu widzenia i w jaki sposób można pomóc ludziom mającym z nim problemy.

Niestety, bardzo silne na Zachodzie homolobby znacznie utrudnia terapię, a często wprowadza celowy bałagan pojęciowy. Na ten temat wypowiada się na łamach tej książki ks. Dariusz Oko, profesor Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i znawca tematu, który wielokrotnie był atakowany przez homolobbystów.

Mamy nadzieję, że książka ta przyczyni się do lepszego zrozumienia problemu homoseksualizmu i jego wpływu na nasze społeczeństwo

Zespół redakcyjny


Bóg kocha homoseksualistów

W ostatnich latach modne jest urządzanie tzw. parad równości – budzą one wiele kontrowersji, wiele sprzeciwu, a ich udane przeprowadzenie uważane jest w niektórych kręgach za sukces demokracji. Jak sama nazwa sugeruje, paradują tam ludzie, którzy czują się gorsi od innych, i usiłują udowodnić światu, że jednak gorsi nie są. Ich problemem jest uprawiany przez nich homoseksualizm.

Dlaczego uważam, że jest to problem? Dlatego, że ludzie wychodzą na ulicę demonstrować swoją równość wtedy, kiedy mają problem. A jednak nie wychodzą na demonstracje niepełnosprawni (choć mają naprawdę ciężkie życie i prawdziwe problemy szarej codzienności), nie wychodzą na demonstracje dyskryminowani i prześladowani chrześcijanie, nie wychodzą na demonstracje rodziny wielodzietne, które nie mają prawie żadnej realnej pomocy od państwa i ciągle są wyśmiewane przez otoczenie. Na łamach „Miłujcie się!” podejmujemy wiele trudnych tematów, wypowiadamy się przeciwko różnym grzechom (cudzołóstwo, masturbacja, bałwochwalstwo), ale tylko homoseksualiści przysyłają nam pogróżki, strasząc prokuraturą i sądami. Jeżeli więc mają problem i obnoszą się z nim, to czy można im jakoś pomóc? Wydaje się, że tak. Ja proponowałbym dołączyć do ich parady równości z plakatem: „Kochamy gejów, ale nienawidzimy homoseksualizmu”. Obawiam się jednak, że takie hasło nie zostałoby zrozumiane, dlatego chcę krótko wyjaśnić, o co chodzi.

Pismo św. uczy: „Oni to, mimo że dobrze znają wyrok Boży, iż ci, którzy się takich czynów dopuszczają, winni są śmierci, nie tylko je popełniają, ale nadto chwalą tych, którzy to czynią” (Rz 1,32).

Przede wszystkim należy sobie jasno powiedzieć: praktykowanie homoseksualizmu jest grzechem, który nie podoba się Bogu. Sprawa jest oczywista – Bóg stworzył doskonałe ciało człowieka, w którym każdy organ, każda komórka ma swoje miejsce i swoją funkcję. Oczy są do patrzenia, uszy do słuchania, odbyt do wydalania resztek pokarmu, narządy płciowe do kontaktów małżeńskich i powoływania do życia potomstwa... Czy „wynalazek” homoseksualistów, szukających przyjemności seksualnej wbrew naturze, może Boga radować? Obawiam się, że nie, skoro On nazywa te zachowania obrzydliwością, a prawo starotestamentalne nakazywało karę śmierci dla tych, którzy tak postępują pomimo zawarcia z Nim Przymierza (Kpł 18,22 oraz 20,13).

Czy jednak upoważnia to nas do „wydawania wyroków” na homoseksualistów? Oczywiście, że nie. Biblia uczy, że przez swoją śmierć Chrystus przyjął na siebie konsekwencje grzechów całej ludzkości, wszystkie ludzkie nieprawości zostały potępione w akcie śmierci Chrystusa, a przez Jego krew otrzymaliśmy przebaczenie i wyzwolenie z grzechu. Jest oczywiste, że chodzi o każdy grzech: i cudzołóstwo, i morderstwo, i homoseksualizm. Czy mamy prawo potępiać tych, komu Bóg przebacza? W żadnym wypadku! Nie wolno nam ich poniżać, dyskryminować, wyśmiewać. Ale również nie wolno nam udawać, że śmierć Chrystusa „uświęca” homoseksualizm jako taki. Niestety, według Biblii każdy, kto widzi grzeszącego i nie napomina go, ponosi odpowiedzialność za jego grzech... (zob. Ez 33,8).

Zatem wydaje się absolutnie konieczne rozdzielenie naszego podejścia do zachowań homoseksualnych od odnoszenia się do samych homoseksualistów. Osobom zawsze należy się miłość, szacunek i godność, ale grzech zawsze zasługuje na potępienie i odrzucenie. Bóg kocha wszystkich grzeszników, którzy są świadomi swojego grzechu i słabości i którzy zwracają się do Niego w sakramencie pokuty. Jednocześnie Bóg ubolewa nad losem tych, którzy uparcie trwają w jakimkolwiek grzechu, nie zważając na szansę zbawienia przez wiarę w zbawczą moc Krwi Chrystusa.

By nie zagłębiać się w rozważania na temat natury i przyczyn homoseksualizmu, wyjaśnię to na swoim przykładzie. Jestem zwykłym heteroseksualnym facetem, który czasami się podnieca na widok nieskromnie ubranej kobiety, który łatwo nawiązuje kontakty, który miewa nieraz okazje do przypadkowych kontaktów seksualnych. Za każdym razem mam dwie możliwości: albo ulec pokusie, albo nie ulec. Oczywiście, ulegając pokusie, można wymyślać wiele usprawiedliwień (np. mogę sobie wmawiać, że wszyscy to robią, że to jest normalne, że aktywność seksualna nie jest złem, że tu chodzi o prawdziwą miłość, a Bóg przecież jest miłością, więc nie będzie miał nic przeciwko temu), co nie zmienia faktu, iż cudzołóstwo jest grzechem, którego Bóg nie akceptuje. Wolę jednak zdecydowanie odrzucić samą myśl o możliwości popełnienia grzechu, unikać każdej okazji do grzechu, unikać nawet rozmów o rozpuście – ponieważ doznałem przebaczającej łaski Boga i nie chciałbym obrazić Chrystusa, który tak okrutnie musiał cierpieć z powodu moich grzechów.

Nigdy nie uwierzę, że popęd homoseksualny jest silniejszy od popędu heteroseksualnego. Nigdy nie uwierzę, że pokusie homoseksualnej nie da się oprzeć. Nigdy nie uwierzę, że homoseksualista nie jest w stanie zaniechać aktywności homoseksualnej i prowadzić normalne życie, unikając wszystkiego, co prowadzi do grzechu. Skoro jest to możliwe w przypadku każdego innego grzechu związanego z płciowością, to zapewne jest to możliwe w przypadku skłonności homoseksualnych. Nie mówię, że jest to łatwe, ale wyzwolenie z grzechu zawsze wymaga pewnego wysiłku. Warto jednak włożyć nieco trudu, by dojść do pełnej harmonii z Bogiem, kochającym i przebaczającym. Wówczas nie będą nikomu potrzebne żadne hałaśliwe parady równości, walki z domniemaną „dyskryminacją” ani procesy sądowe „obrażonych” homoseksualistów przeciwko tym, którzy homoseksualizmu uprawiać nie chcą.

Mirosław Rucki


Rewolucja seksualna i jej dzieci

Wobec czarnej fali

Jesteśmy świadkami tego, że współczesny świat zbiera tragiczne owoce buntu przeciwko Bożemu przykazaniu: „nie cudzołóż”. Ojciec Daniel Ange, autor książek Twoje ciało stworzone do miłości, Zraniony pasterz i wielu innych, zajął się tym zagadnieniem i odnajduje w obecnym świecie przełomu XX i XXI w. wieku symptomy odnowy, przypływu czystego powietrza, jakiegoś pragnienia powrotu do stanu niewinności. Księża Redaktorzy „Miłujcie się!” w ostatnich miesiącach 2000 roku dwukrotnie spotkali się z ojcem Danielem (w Medjugorie i w Rzymie), zapraszając go do stałej współpracy. Ojciec Daniel Ange całym sercem pragnie się włączyć w akcję propagowania ruchu czystości serca poprzez dwumiesięcznik „Miłujcie się!” w Polsce oraz w krajach byłego ZSRR.

„Rewolucja to matka pożerająca własne dzieci”. To stwierdzenie sprawdza się również w rewolucji, która przetacza się w XX wieku – w rewolucji seksualnej. Wielkie hasła zerwania z moralnością „mieszczańską”, zakłamaniem, na rzecz wolnej miłości, swobody obyczajowej, „triumfu uczuć”, zaspokajania pragnień, życiowego luzu – stworzyły rzeczywiście falę o takiej sile przypływu, że zalała ona niemal cały świat, burząc ład istniejący od wieków i podważając prawo ustanowione przez Boga. Historia pokazuje, że żadna rewolucja z prawem Bożym się nie liczyła i choć ruszała do boju pod hasłami dobra człowieka, to wkrótce obracała swoje ostrze przeciw niemu, jako jeszcze jedno potwierdzenie słów Chrystusa, że „beze Mnie nic uczynić nie możecie”. Natomiast chętnie zadomawiał się w niej szatan, pobudzając złe siły w człowieku i ostatecznie pogrążając go, zamiast go wyzwalać.

Rewolucja seksualna przyniosła zastraszające żniwo: miliony zdeprawowanej młodzieży, rozbitych małżeństw, sierot społecznych, aborcji (do 50 milionów rocznie), rozseksualizowanie sztuki, reklamy, mass mediów; rosnące zjawisko dewiacji erotycznych, homoseksualizmu, pedofilii, chorób przenoszonych drogą płciową (z ciągle nieopanowanym AIDS na czele), macierzyństwa nieletnich albo wręcz dzieci, małżeństw o jednym rodzicu, małżeństw niepłodnych… Przyczyn bezpłodności upatruje się w aborcji, w stosowaniu środków antykoncepcyjnych oraz w skażeniu środowiska.

Rewolucja, o której mowa, ma więc niebywały apetyt na własne dzieci, które chciała pozornie poprowadzić do wolności, miłości i szczęścia. Jej tragiczne żniwo wzięło się z buntu przeciw Bożemu przykazaniu: „Nie cudzołóż”. I teraz staje pytanie: gdzie szukać ratunku, co może powstrzymać tę wysoką falę przypływu, która zamiast wody niesie błoto, zamiast życia – śmierć i samounicestwienie?

Ojciec Daniel Ange widzi ten ratunek. W mroku naszego upadku Bóg zapala iskierki światła. Duch Boży nie opuszcza ludzkości, tak udręczonej. Na dnie rozpaczy Jego troska już jest w akcji. Wobec wirusa śmierci, budzącego trwogę, powołuje do życia przeciwciała: nadzieję w nowym pokoleniu, które okazuje się inne, nieprzewidziane, niespodziewane: pokolenie rozczarowane seksualnością typu mechanicznego czy wręcz zwierzęcego, przerażone AIDS, obrzydzone seksem opakowanym prezerwatywą, doprowadzone do mdłości nachalnością pornografii.

Ci młodzi już się buntują, choć tragicznie bezradni, przeciw niweczeniu wszystkiego, co najpiękniejsze, najświętsze, najcenniejsze w świecie. Oni już nie mogą dłużej być traktowani tak jak świnki morskie przez dorosłych, przerzucających na młodzież doświadczenie własnych porażek życiowych. Już nie mogą znieść tego błota, które zapaskudza największe wartości, jakie istnieją!

Nie mogą już dłużej być zachęcani do tego, aby wszystkiego spróbować, wszystkiego posmakować, bez boi ostrzegawczej, która by wskazywała, gdzie zaczyna się topiel. Nie mogą już dłużej być lekceważeni, zawsze uważani za niezdolnych do dania z siebie tego, co najlepsze, zawsze w swych pragnieniach redukowani do sfery zaspokojeń fizjologicznych. Tak jak młodzież, którą by w Chamonix, w Alpach, zamknąć w dyskotekach wtedy, gdy pragnie ona tylko jednego: zdobyć Mont Blanc. Młodzi pragną wspiąć się, połączeni linami, aż na sam szczyt! Już im obrzydła napastliwość, z jaką ośmiesza się to, co czyste, kpi z dziewictwa, obraca w żart czystość, lekceważy tych, którzy ją odważnie podejmują, a tymi, którzy – nieraz heroicznie – wyrzekają się stosunków seksualnych, pogardza się, nazywając ich nienormalnymi... Świat do góry nogami! Traktować jako margines ludzi, którzy są w awangardzie, jak zacofanych, niemodnych, ludzi, którzy są znakami lepszej przyszłości! Przedstawiciele tego nowego pokolenia mówią o tragizmie swego startu z miejsca, na którym zaciążyły z całą siłą bezwładu skutki rewolucji seksualnej. Ci młodzi mówią: „Wobec miłości jesteśmy pełni wahania: konsumpcja seksualna zachwalana przez poprzednie pokolenie – nie jest już dziś przez nas upragniona. Każdy z nas głęboko pragnie uwierzyć w miłość. Jednakże wobec bezładu uczuciowego naszych starszych braci liczne obawy krępują nasze pragnienie kochania.

Mnogość małżeństw, którym się nie udało, pociąga za sobą lęk: jaką wartość ma uczuciowe zaangażowanie, jeżeli potem zmienia się ono w rozczarowanie i pomyłkę? Traci się zaufanie w zdolność kochania samej czy samemu oraz bycia kochanym (kochaną). Wzrost liczby rodzin, w których jest jeden rodzic, budzi lęk przed ponownym zaangażowaniem się, lub prowadzi do szukania zaspokojenia w związkach nietypowych. A co najważniejsze, stwarza próżnię, w której daremnie szuka się wzorców. Dążymy do miłości, ale nie wiemy na co dzień, jak wygląda normalne małżeństwo. Wzorce serwowane przez mass media to więzi oparte na szybkim pożądaniu, w którym problem trwałości, przezwyciężania konfliktów jest zredukowany do zera. Miłość młodzieńcza, pozbawiona odpowiedzialności, często ograniczona do chwilowych połączeń, jest ukazywana jako model. Jeżeli miłość to efekt przelotnych uczuć, tak jak to sugerują przekazy medialne, czy można w niej odnaleźć odpowiedź na nasze pragnienie kochania? Miłość zatem utożsamia się z uczuciem – czas byłby więc synonimem jej wygasania, czy też mógłby być czynnikiem jej rozwoju, wzbogacania?”.

Młodzi z wyspy Reunion wołają: „Kobieta jest przedmiotem kpin w środkach masowego przekazu: czyż nie mamy matek, sióstr, które kochamy?! Skończyć z golizną i jatkami ukazywanymi przez debilne programy. Nie zbydlęcajcie nas!”. Czy jest więc już dziś środek zaradczy, który by mógł przerwać tę nadkonsumpcję seksualną, przyprawiającą o mdłości i grożącą śmiercią?

Jest on w zasięgu ręki, prosty i oczywisty – na imię mu czystość.

Nadzieja miłości – czystość

Jednym z największych dzieł Stwórcy jest życie. W wymiarze ludzkim to nie tylko życie biologiczne, ale także rozwój osobowości aż do pełni człowieczeństwa, odkrycie możliwości przeżywania i tworzenia, a także spotkania z drugim człowiekiem. Jeżeli tę pełnię widzi się tylko w seksie, bardzo szybko inne drogi rozwoju się zamykają. Człowiek staje wobec własnego skarlenia, upośledzenia. Aby miłość erotyczna nie prowadziła do takiego stanu, ale – przeciwnie – była jednym z bodźców rozwoju dojrzałości ludzkiej, wszechstronnej dojrzałości, musi ona współdziałać z czystością. Wtedy ta wspólna droga poprowadzi do prawdziwej miłości, wypełniającej tęsknotę ludzkiego serca za życiem, kochaniem, tworzeniem, spotkaniem, oddaniem i dawaniem życia.

Seks nie jest brudny. Jest stworzony przez Boga. Ma on służyć miłości, której nie można zredukować do kopulowania. Czystość dziś to bez porównania więcej niż profilaktyka wobec wirusa HIV. Jest ona ochroną miłości w całym znaczeniu tego słowa. Ochraniasz całego (całą) siebie: swoje ciało i swoje serce. To ona pozwala miłości uduchowić się, pogłębić, oczyścić, stać się autentyczną. Aby potem móc się wyrazić cieleśnie w całym swoim bogactwie.

Czystość to tak jak atmosfera okołoziemska, która pozwala światłu i ciepłu słońca dotrzeć na ziemię, nie zmieniając naszej planety w popiół. Aby zachować miłość, zachowajmy samych siebie na czas miłości, kiedy ma ona szansę trwać już na zawsze. Czuwajmy nad rodzajem naszej miłości dziś, aby jutro nasze dzieci nie ponosiły bolesnych skutków tych ran, któreśmy sobie zadali. Jutro miłości jest uwarunkowane czystością dnia dzisiejszego. Czystość dziś – to miłość i bezpieczeństwo jutro.

Pojawienie się syndromu, nazwanego AIDS, stało się ostrzeżeniem, że swawola seksualna, ta postulowana przez pozbawionych sumienia nauczycieli wychowania seksualnego „wesoła zabawa w łóżku” („byleś miał prezerwatywę”), jest drogą ku śmierci. Ale nawet bez tego ostrzeżenia byłaby to droga do śmierci – bo do zabicia miłości.

Młodzi zaczynają odkrywać czystość jako wartość ludzką, niezbędną po prostu dla ocalenia miłości. Stojąc wobec dylematów współczesności, rosnąca liczba młodych odpowiada: „Ustrzeżmy się cali. Basta! Dość tego!”. Postawę młodzieży wspierają ci, którzy mają odwagę mówić jej prawdę. Jeden z wielu lekarzy szukających środków zaradczych przeciw inwazji wirusa HIV mówi: „Czemu się boisz AIDS? AIDS jest rezultatem perwersji, w którą dorośli wciągnęli młodych. To grzech dorosłych, którzy nie powiedzieli prawdy o życiu seksualnym. Wyzwolenie z tego idzie przede wszystkim przez szacunek do własnego ciała. To ciało trzeba znać takim, jak go odkrywa nauka. Nie bójcie się AIDS. Nie lękajcie się przyszłości. Nie angażujcie się w przedwczesne stosunki seksualne, które są groźne dla Waszego zdrowia i dla Waszych serc. Młody o złamanym sercu nieraz nieświadomie wchodzi na drogę ku narkotykom, homoseksualizmowi...”.

Trzymajcie się razem, młodzi o oczach i twarzach jasnych, uśmiechniętych. Przekazujcie sobie dobrą nowinę: miłość jest tak ważna, bez niej idziemy do śmierci. Dlaczego tyle młodych ludzi umiera dziś z przedawkowania albo na skutek wirusa HIV? Bo nie są dostatecznie uświadomieni, co to jest miłość.

Kardynał Lustiger mówi: „Jest coś, co chciałbym powiedzieć właśnie młodym: starajcie się, by udało Wam się to, co poprzednie pokolenie zaprzepaściło. Musicie dokonać rehabilitacji miłości, musicie udowodnić sami sobie, że wierność jest możliwa, że czystość jest możliwa. Aby być czystymi, skorzystajcie z tych środków duchowych, które wam się daje, przez szacunek dla siebie samych i przez szacunek dla drugiej osoby. Nie ofiarowujcie sobie nawzajem śmierci. Być czystym to sposób kochania, to postawa miłości i szacunku dla własnego ciała”.

Nigdy się naprzód nie „kocha”. Najpierw się mówi o miłości, śpiewa o miłości. Przygotowuje do jej narodzin w sercu. Ciało to sprawa następnego etapu, jego czas przyjdzie później. Oczekuje się spotkania serc.

Ojciec Daniel Ange mówi do młodych: „Jeżeli oglądasz Canal+ z jego filmami o nagości, jeżeli kupujesz publikacje porno, jeśli wybierasz filmy o twardym seksie, jeżeli kontemplujesz fotki podniecające Twoje pragnienie używania – to może Cię uratować tylko czystość. Witaj, czystość”. Czuwaj nad swoim spojrzeniem, swoimi lekturami, swoim towarzystwem i módl się. Bóg wyjdzie naprzeciw Twemu pragnieniu wewnętrznej czystości i oczyszczenia. Seks nie jest brudny. Brudna jest chęć używania, aby użyć. Wykorzystać drugiego jako przedmiot użycia. Brudna jest myśl, że jesteś „ofiarą”, jeśli nie uprawiasz „miłości”.

Ojciec Daniel Ange mówi do duszpasterzy i wychowawców: „Język, którym musimy mówić, jest ponad to, co było dotychczas. Trzeba mu nadać siłę i ton, aby wyzwolić tylu młodych uzależnionych od seksualności, którą opanowują źle albo wcale. A to, ponieważ zbyt mało wychowawców i rodziców odważa się mówić im o jednej z najpiękniejszych przygód, jakie istnieją na ziemi: kochać. Ale nie byle gdzie i byle jak. Czystość zdobywa sobie po trosze uznanie, ale zbyt wolno u chrześcijan o anemicznej wierze, bo boją się, by ich nie posądzono o staroświeckość. Obawa przed »retro« zatrzymuje metro. Jest dziś wielkie wezwanie do młodych konsekrowanych. To oni mają sobą mówić, że żyć miłością, nie przechodząc przez sferę seksu, jest dziś rzeczywistością nieznaną, ignorowaną, a tymczasem jest wspaniałą historią miłości”.

Ksiądz Guy Gilbert, autor książki Ksiądz wśród bandziorów, dodaje: „Możemy ją przeżyć. Mamy o niej mówić, bo – wbrew utartym opiniom – czystość jest ideałem osiągalnym, wyzwalającym, który czyni ludzi wolnymi i szczęśliwymi”.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.