Blaski i cienie życia małżonków. Z notatnika psychologa - Bogusław Borys - ebook
Wydawca: Wydawnictwo Jedność Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2010

Blaski i cienie życia małżonków. Z notatnika psychologa ebook

Bogusław Borys

3.5 (2)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 247 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Blaski i cienie życia małżonków. Z notatnika psychologa - Bogusław Borys

„Blaski i cienie życia małżonków to opis złożoności życia małżeńskiego, wielu przeciwstawnych doświadczeń. Opis doświadczania miłości, przyjaźni, bliskości intymnej, partnerstwa i więzi, wspólnoty i poczucia bezpieczeństwa. W większej części są to opisy doświadczeń trudnych. Wydaje się, że intencją Autora jest uwrażliwienie Czytelnika na to, co trudne, a jednocześnie nieuchronne we wspólnej drodze małżonków; może nawet przekonanie Czytelników, że trudności są naturalnie wpisane w losy małżeńskiej drogi przez życie. Są one naturalne, ponieważ trzeba się zmagać z budowaniem wspólnoty z zachowaniem autonomii; trzeba się uczyć, że rozumienie świata może być wieloznaczne; że nic nie jest dane raz na zawsze i wszystko zależy od tego, jak partnerzy będą dochodzić do uzgadniania i realizowania indywidualnych i wspólnych zadań małżeńskich i rodzinnych”.

Z „Przedmowy” prof. dr. hab. Jana Czesława Czabały

Bogusław Borys, dr hab., specjalista psycholog kliniczny, certyfikowany psychoterapeuta (Polskie Towarzystwo Psychiatryczne). Emerytowany kierownik Zakładu Psychologii Klinicznej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Wieloletni Konsultant Wojewódzki (województwo pomorskie) w dziedzinie psychologii klinicznej. Autor lub współautor ponad siedemdziesięciu publikacji naukowych. Promotor czterech ukończonych doktoratów i pięciu przygotowywanych prac doktorskich, a także opiekun około dwudziestu ukończonych prac magisterskich i licencjackich. Autor trzech pozycji książkowych o charakterze popularyzującym wiedzę psychologiczną (obecna jest czwartą). Żonaty (żona Elżbieta – lekarz pediatra), czworo dorosłych dzieci.

Opinie o ebooku Blaski i cienie życia małżonków. Z notatnika psychologa - Bogusław Borys

Fragment ebooka Blaski i cienie życia małżonków. Z notatnika psychologa - Bogusław Borys











Bogusław Borys

Blaski i cienie życia małżonków

Z notatnika psychologa


Elżbiecie – mojej żonie,

wymarzonej partnerce życiowej

i matce czworga naszych dzieci

Autor


© Copyright by Wydawnictwo JEDNOŚĆ, Kielce 2010


Redakcja techniczna

Wiktor Idzik


Ilustracje

Zbigniew Jujka


Projekt okładki

Justyna Kułaga-Wytrych


Rysunek na okładce

Zbigniew Jujka


ISBN 978-83-7660-539-5


Wydawnictwo JEDNOŚĆ

25-013 Kielce, ul. Jana Pawła II nr 4

Dział sprzedaży tel. 41 349 50 50

Redakcja tel. 41 349 50 00

www.jednosc.com.pl

e-mail: jednosc@jednosc.com.pl


Skład wersji elektronicznej:

Marcin Satro

© Copyright Wydawnictwo JEDNOŚĆ


Od autora

To już kolejny, czwarty zbiór tekstów, który proponuję Czytelnikom. Tym razem treść poszczególnych artykułów dotyczy bezpośrednio lub pośrednio problematyki życia małżonków, ale także ich relacji z najbliższymi, czyli dziećmi. Poruszam w nich zagadnienia różne, te kojarzące się sympatycznie z życiem małżeńskim, ale piszę też o zawiłościach i dramatach dwojga ludzi, którym – z różnych powodów – czasem bardzo trudno ze sobą być. W konsekwencji niekiedy decydują się na rozejście, co nie zawsze jest jednoznaczne z rozwiązaniem wszystkich dotychczasowych problemów. Pisząc o sympatycznych, ale także dramatycznych sytuacjach życia małżeńskiego i rodzinnego postanowiłem zatytułować ten zbiór: Blaski i cienie życia małżonków. Z notatnika psychologa. Ten ostatni człon tytułu określa niejako charakter zawartych tu tekstów. Pisze je psycholog, w stylu „notatnikowym”.

Pracując już bardzo wiele lat jako psycholog kliniczny, a także psychoterapeuta, zauważyłem, że – szczególnie w ostatnich kilku latach – większość spośród moich rozmówców zgłasza się do gabinetu z problemami małżeńskimi. Zastanawiałem się, skąd ten wzrost zapotrzebowania na tę problematykę, a także – dlaczego z tymi sprawami ludzie zwracają się do mnie? Jestem wprawdzie psychoterapeutą, ale przede wszystkim klinicystą, stąd – z założenia – problemy i zawiłości małżeńskiego życia niekoniecznie stanowiły istotną treść moich zawodowych zmagań. Okazuje się, że tematyka małżeńska stanowi generalnie duży procent problemów, z którymi ludzie przychodzą po pomoc psychologiczną do specjalistycznych gabinetów. Niekiedy zadawałem sobie pytanie, dlaczego, mimo mojego wyraźnie klinicznego rodowodu zawodowego, ludzie zwracają się z tymi problemami również do mnie? Zdarzało mi się pytać niekiedy moich rozmówców, w jaki sposób do mnie trafili. Okazuje się, że niektórzy ludzie przychodząc z bardzo trudnymi dla siebie sprawami przeprowadzają wcześniej swoisty wywiad na temat osoby psychologa, do którego się wybierają. Właściwie trudno się temu dziwić. To nie są przecież zwykłe rozmowy, o zwykłych sprawach. W ramach tego wywiadu pytają o kompetencje zawodowe, co jest oczywiste, ale w dociekaniach idą niejednokrotnie jeszcze dalej. Ważną informacją stają się też dane na temat osobistego życia samego psychologa. Jak się okazuje, nie bez znaczenia jest fakt, że jesteśmy z moją żoną w dobrym, stabilnym, wieloletnim związku małżeńskim, że posiadamy czworo dorosłych, dobrze realizujących się w życiu dzieci. Te informacje na temat mojego osobistego życia małżeńsko-rodzinnego okazują się ważne w kontekście problemów małżeńskich, z którymi ci ludzie się do mnie zgłaszają.

Zbiór tekstów zawartych w tej książce nie stanowi jakiegoś systematycznego, kompletnego opracowania na temat problematyki małżeńskiej. Nie ma też charakteru podręcznikowego ani nie stanowi czegoś w rodzaju poradnika małżeńskiego. Czytelnik, który chciałby przede wszystkim znaleźć w tych tekstach poradę małżeńską, będzie pewnie rozczarowany. Zawarte tu materiały nie stanowią też zamkniętej całości dotyczącej psychologicznych aspektów małżeństwa i rodziny. Poszczególne artykuły powstawały na przestrzeni ostatnich kilku lat i każdy z nich jest jakąś odrębną całością. Niektóre z nich były już publikowane wcześniej, w innym zestawieniu i w zmienionej formie, a także pod innymi tytułami. Całe to pisanie jest efektem moich przemyśleń i późniejszych refleksji związanych z treściami poszczególnych rozmów, które prowadziłem. Mam świadomość, że poruszane tu tematy czasem zachodzą na siebie w różnych tekstach, stąd pojawiają się pewne powtórzenia, które jednak występują w innym kontekście tej samej, szeroko rozumianej problematyki. Ktoś z moich Rozmówców, czytając niektóre z moich tekstów przed ich opublikowaniem, zapytał mnie, dlaczego one są takie krótkie i dlaczego tylko sygnalizuję poszczególne problemy, nie rozwijając ich później? Moim zamierzeniem było rzeczywiście przede wszystkim sygnalizowanie problemów; swoiste prowokowanie Czytelników do dalszych własnych przemyśleń i rozmów w gronie najbliższych na określony temat. Jeżeli tak by się działo, byłbym bardzo usatysfakcjonowany, bo to pisanie, które zawarłem w tym zbiorze, adresowane jest przede wszystkim do małżonków, zarówno tych, którym dobrze jest ze sobą, jak i tych, którzy znaleźli się na ostrym zakręcie swojej małżeńskiej drogi. Jedni i drudzy mają o czym rozmawiać, a te teksty – mam nadzieję – mogą być inspiracją do tych rozmów. Sądzę, że również ludzie młodsi, dopiero myślący o małżeństwie, mogą tu znaleźć coś interesującego dla siebie. Wszystkim potencjalnym Czytelnikom życzę więc owocnej lektury.

Słowo wprowadzające autora byłoby niepełne gdybym w tym miejscu nie podziękował wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do powstania tej książki.

W pierwszej kolejności dziękuję moim Rozmówcom, którzy powierzali mi swoje sprawy, stając się w ten sposób, w jakimś sensie, Współautorami tych tekstów. Spotkania i rozmowy z Nimi były również okazją do swoistej terapii dla mnie i naszego związku z Elżbietą – moją żoną. Bardzo serdecznie Wam dziękuję.

Słowa podziękowania kieruję również do Profesora Jana Czesława Czabały, z którym znamy się i współpracujemy od wielu lat, zawsze znajdując wspólny język. Serdecznie dziękuję za wnikliwe zapoznanie się z treścią tych tekstów przed ich opublikowaniem, za wyrażenie pozytywnej o nich opinii oraz za napisanie tekstu Przedmowy.

Z dużą przyjemnością przyjąłem zgodę Zbyszka Jujki na kolejne rysunkowe komentowanie moich tekstów. Jest to już trzecie nasze spotkanie na łamach wspólnie przygotowanej publikacji. Bardzo sobie cenię dowcip rysunkowy Zbyszka i uważam, że ten „pół żartem” wyrażony komentarz rysunkowy doskonale komponuje się nawet z najpoważniejszymi treściami. Dlatego, Zbyszku, jestem Ci wdzięczny za tę współpracę.

Dziękuję Wydawnictwu „Jedność” za gotowość do wydania kolejnej mojej pozycji. Szczególnie wdzięczny jestem Panu Dyrektorowi Tomaszowi Gorlowskiemu, z którym doskonale współpracuje się nam już niemal od dziesięciu lat.

Na koniec mam potrzebę podziękowania mojej Rodzinie – żonie i dzieciom, przede wszystkim za to, że byli pierwszymi, wcale nie pobłażliwymi, recenzentami poszczególnych moich tekstów. Niejeden raz zmuszony byłem do solidnych korekt napisanych już tekstów, ale przyznaję – wyszło to im na dobre. Dziękuję Wam Kochani!

Gdańsk, sierpień 2010 r.


Przedmowa

Profesor Bogusław Borys po raz kolejny dzieli się z nami swoimi refleksjami na temat złożoności ludzkiego życia. Tym razem są to refleksje dotyczące małżeństwa; dwojga ludzi, którzy z im tylko znanych powodów decydują się na „wyprawę we dwoje”, wyprawę przez życie, trudną do przewidzenia mimo nakreślonego celu i mimo wyposażenia w niezwykłe narzędzia potrzebne do takiej wyprawy: fascynację, miłość, przywiązanie, bliskość, zaufanie i nadzieję. Początek takiej wyprawy jest najczęściej radosny. Wyprawa we dwoje to jednak duże wyzwanie, to doświadczanie wielu uniesień i wielu rozczarowań, wielu sukcesów, ale także porażek, radości i rozpaczy. Życie rodzinne jest źródłem największych radości, ale także największego cierpienia.

Blaski i cienie życia małżonków to opis złożoności życia małżeńskiego, tych przeciwstawnych doświadczeń. Opis doświadczania miłości, przyjaźni, bliskości intymnej, partnerstwa i więzi, wspólnoty i poczucia bezpieczeństwa. W większej części są to opisy doświadczeń trudnych. Wydaje się, że intencją Autora jest uwrażliwienie Czytelnika na to, co trudne, a jednocześnie nieuchronne we wspólnej drodze małżonków; może nawet przekonanie Czytelników, że trudności są naturalnie wpisane w losy małżeńskiej drogi przez życie. Są one naturalne, ponieważ trzeba się zmagać z budowaniem wspólnoty z zachowaniem autonomii; trzeba się uczyć, że rozumienie świata może być wieloznaczne; że nic nie jest dane raz na zawsze i wszystko zależy od tego, jak partnerzy będą dochodzić do uzgadniania i realizowania indywidualnych i wspólnych zadań małżeńskich i rodzinnych.

Profesor Borys nie proponuje recepty na dobre małżeństwo. On jedynie daje nam okazję do refleksji nad tym, co jest ważne w małżeńskiej drodze, co może pomagać, a co utrudniać wspólne podróżowanie. To, co może ułatwiać, zdaniem Autora, to rozwiązywanie złożonych i wydawałoby się trudnych do pogodzenia zdarzeń w relacji małżeńskiej: zobowiązania i wolna przestrzeń, wspólnota i autonomia, troska o partnera i troska o siebie, dążenie do wspólnoty z zachowaniem różnorodności, akceptacja odmienności, wykorzystywanie doświadczanej radości, ale także złości. Nieumiejętność dostrzegania takich problemów, nieumiejętność reagowania na nie, poszukiwania sposobów rozwiązywania pojawiających się trudności jest źródłem wielu cierpień, a niekiedy poczucia zmarnowanego życia.

To, co jest w mojej ocenie najważniejsze w tej książce, to perspektywa, z jakiej Autor patrzy na opisywane doświadczenia małżeńskie. Uderza przede wszystkim zrozumienie dla złożoności relacji małżeńskich. To nie tylko różnorodność doświadczeń, ale także poszukiwanie wyjaśnień tej różnorodności. Autor niczemu się nie dziwi, stara się pokazać powody pojawiających się trudności i niespełnionych oczekiwań. Pokazuje, jak ważna jest umiejętność otwartości na różnorodność doświadczeń małżeńskich i rodzinnych. Osoby tworzące pary małżeńskie są różne, kontekst ich życia małżeńskiego i rodzinnego jest także zróżnicowany – to wyznacza niepowtarzalność doświadczeń, ale także okazje do tworzenia niepowtarzalnej jakości własnego związku. Inną cechą tych refleksji jest przekonanie Autora o tym, że o jakości doświadczeń rodzinnych nie decyduje brak doświadczeń trudnych, ale sposoby radzenia sobie z tymi trudnościami. Warunkiem skutecznego radzenia sobie jest poczucie wspólnoty udziału i odpowiedzialności za zdarzenia rodzinne, umiejętność dialogu we wspólnym poszukiwaniu sposobów radzenia sobie, umiejętność dostrzegania własnych ograniczeń i możliwości ich przekraczania przy udziale współmałżonka i innych członków rodziny.

To powoduje, że refleksje Autora nad trudnymi doświadczeniami małżeńskimi i rodzinnymi są optymistyczne. Trudne doświadczenia są udziałem obojga partnerów w etapie ich powstawania, przeżywania i korzystania z nich dla podnoszenia jakości małżeństwa. Przekaz Autora jest niezwykle ważny – dobre małżeństwo nie zależy od jakości osób je tworzących, nie zależy od ilości trudnych zdarzeń życiowych i zadań życiowych; zależy od otwartości na siebie i na doświadczenia życiowe i od gotowości ciągłego tworzenia wspólnoty bazującej na różnorodności osób ją tworzących.

Prof. dr hab. Jan Czesław Czabała


Małżeństwa trzeba się uczyć

Dwoje ludzi, często bardzo różnych pod wieloma względami, decyduje się na stworzenie życiowego duetu, którego konsekwencją najczęściej jest rodzina złożona z jednego, dwojga lub więcej dzieci… Duet, który tak naprawdę – w dużej mierze – wybiera się w nieznane, nawet gdy teoretycznie jest do życia dobrze przygotowany… Dwoje, którzy nie zawsze mieli okazję poznać się w trudnych, a niejednokrotnie ekstremalnych sytuacjach, postanawia ze sobą być na dobre i na złe… To nie jest proste zadanie. Żeby je zrealizować, nie wystarczy pełne optymizmu i wdzięku stwierdzenie: „kochamy się”. Tej „wyprawy we dwoje” trzeba się uczyć.

Gdzie jest taka szkoła?

Jakkolwiek banalnie to zabrzmi, odpowiedź jest względnie prosta. Pierwszą, podstawową, a jednocześnie najważniejszą szkołą tej sztuki jest dom. Własny, rodzinny dom. Szkoły, jak wiadomo, są różne. Bardzo dobre, nieco gorsze, złe i bardzo złe. Podobnie jest z tą szkołą, którą stanowi dom rodzinny. Niezależnie od oceny tej szkoły, jest ona bardzo ważna, bo treści w niej przekazywane docierają do dziecka od najwcześniejszych lat i przekazywane są codziennie. Ta wczesność i intensywność przekazu jest tu bardzo istotna.

Czego uczy się dziecko w tej szkole? Wszystkiego, co podstawowe i najważniejsze w relacjach z innymi ludźmi. Ci inni ludzie na tym etapie to przede wszystkim rodzice, ewentualnie rodzeństwo, może jeszcze babcia i dziadek. I to jest niemal cały świat dziecka na tym najwcześniejszym, wbrew pozorom, bardzo ważnym etapie. Tu dziecko uczy się otwartości na ludzi, tu doświadcza poczucia bezpieczeństwa opartego na zaufaniu. Tu kształtują się pierwsze zręby postaw „ku ludziom” lub „od ludzi”. Dziecko uczy się bycia pogodnym i radosnym, gdy do tego skłania je otaczająca atmosfera. Te dobre nawyki kształtują się oczywiście tylko wtedy, gdy ta szkoła jest dobra. To znaczy gdy ludzie, którzy tę szkołę tworzą i nadają jej ton, odnoszą się do siebie z szacunkiem, miłością, gdy często gości tu uśmiech i miłe słowa, które – nawet jeżeli dziecko ich nie rozumie – to brzmią sympatycznie. Istotą tych „lekcji” jest nie tyle teoretyczny przekaz, ile praktyka, czyli dzianie się, atmosfera, która temu wszystkiemu towarzyszy. Nie ma więc tu przedmiotu nazwanego „przygotowanie do małżeństwa”, ale wszystko to, co się w tym środowisku, w dziecku i wokół niego dzieje, jest faktycznie właśnie takim najbardziej podstawowym przygotowaniem do roli przyszłej żony czy męża. To przygotowanie, zarówno w sensie pozytywnym, jak i negatywnym – gdy dom jest pełen napięć, niepokoju, wzajemnej nieżyczliwości, wyzwisk i agresji, stanowi istotny fundament życiowej postawy, na której kształtować się będą określone nastawienia i zachowania wobec drugiego, człowieka w ogóle, wobec człowieka najbliższego także. Myliłby się jednak ktoś, kto sądziłby, że wystarczy dobra, ciepła atmosfera domowa we wczesnym i nieco późniejszym okresie dzieciństwa, by ukształtowała się automatycznie postawa, która w przyszłości będzie gwarantowała pełną gotowość do roli dobrego, dojrzałego partnera życiowego. Tak nie jest. Ten etap przygotowania kształtuje – wprawdzie bardzo ważne dla dalszej pracy – ale jedynie podstawy dobrego lub złego partnerstwa. Na tym fundamencie, nawet najbardziej solidnym, mogą wyrosnąć „nieudane budowle”, jeżeli zabraknie dalszej, sensownej nauki małżeństwa.

Następny etap

Z zamkniętego kręgu rodzinnego pierwszych miesięcy i lat życia, małe dziecko, poprzez piaskownicę, plac zabaw, przedszkole, początkowe klasy szkoły podstawowej, coraz bardziej wchodzi w świat rówieśników. Tu zaczynają się pierwsze formy koleżeństwa, pierwsze sympatie i antypatie. Stopniowo poszerza się i pogłębia krąg rówieśniczych kontaktów. Idąc dalej ścieżką szkolnej edukacji, dziecko, a potem młody człowiek poznaje coraz bardziej skomplikowane relacje społeczne. Uczy się koleżeństwa, lojalności, solidarności, przyjaźni, ale także doznaje czasem przykrości odrzucenia, zdrady oraz goryczy dziecięcych intryg. Wszystko to stanowi swoiste przygotowanie do życia społecznego w ogóle, nie wyłączając z tego sfery bliższych relacji emocjonalnych, z małżeństwem w przyszłości włącznie. W nieco późniejszym okresie edukacyjnym zaczynają nawiązywać się pierwsze sympatie „damsko-męskie”, pierwsze miłości. Jest to niezbędny etap uczenia się małżeństwa. Etap często bardzo „gorący” emocjonalnie, niepozbawiony wielu błędów i dramatów, ale trudno byłoby pominąć tę fazę w drodze do małżeństwa. Uwieńczeniem tego okresu „edukacji małżeńskiej”, poszerzonego o lata studiów czy pierwsze lata pracy zawodowej, jest najczęściej zawarcie małżeństwa lub też, ostatnio coraz częściej, decyzja o wspólnym zamieszkaniu pary w wolnym związku. Obawiam się, że dla sporej części młodych małżonków na tym kończy się gotowość do dalszej edukacji w tym zakresie. Akt ślubu dla niektórych wydaje się swoistym „dyplomem” ukończenia wszelkiej edukacji małżeńskiej i patentem potwierdzającym kompetencje bycia małżonkiem lub małżonką. Nic bardziej mylnego. Jeżeli taki „ekspert” od małżeństwa nie ocknie się z tego „letargu”, to niestety przyszłość związku wygląda mizernie i ma on raczej krótką perspektywę.

Kształcenie ustawiczne

Uwzględniając wszystkie wcześniejsze etapy „edukacji małżeńskiej” i zdobyte w tym zakresie doświadczenie, w momencie zawarcia małżeństwa zaczyna się prawdziwe „kształcenie ustawiczne” w zakresie uczenia się tego konkretnego związku. Bardzo ważna okazuje się tu dojrzałość młodych małżonków. Jej przejawem na tym etapie jest przede wszystkim świadomość potrzeby i otwartość na kontynuowanie uczenia się siebie we dwoje. Para, która w momencie rozpoczęcia wspólnego życia uważa, że ze względu na ich gorącą, niewzruszoną miłość, jest absolutnie odporna na wszelkie ewentualne zagrożenia dla ich związku i niczego więcej tu nie trzeba, jest w ogromnym błędzie. Jest to przejaw niedojrzałości, żeby nie powiedzieć naiwności tych młodych ludzi. Jeżeli szybko nie zreflektują się, że bazowanie na samej miłości po prostu nie wystarczy, będą się musieli zderzyć z brutalną rzeczywistością. Uczenie się małżeństwa to przede wszystkim coraz głębsze, wzajemne poznawanie się tych dwojga w różnych stanach psychicznych, w różnych okresach życia, w różnych okolicznościach. Wymaga to wzajemnej otwartości na siebie i bycia uważnym, wymaga empatii. Potrzeba tu wielu rozmów, by lepiej poznać wzajemne oczekiwania, mniej widoczne potrzeby (a nie tylko domyślać się ich), by dowiedzieć się, co rani, a co sprawia prawdziwą przyjemność. Życie w ogóle, życie małżeńskie również, jest nieustannym procesem. A zatem zjawiskiem dynamicznym. To, co ważne było wczoraj, niekoniecznie ważne jest dzisiaj, a może ważne będzie znowu jutro. Dynamika życia, w tym życia małżeńskiego, wymaga dużo dobrej woli (dobrego nastawienia do siebie). Wymaga otwartych wzajemnie na siebie oczu i uszu. Inaczej są ze sobą małżonkowie w pierwszej fazie małżeństwa, inaczej, gdy mają małe dzieci, jeszcze inaczej, gdy dzieci wyrosły, a zupełnie inaczej, gdy są znowu sami, bo ich dorosłe dzieci są już absolutnie niezależne. Jeżeli małżonkowie nie uwzględnią tej dynamiki związku, wówczas może się zdarzyć, że dobrze dotychczas funkcjonujące małżeństwo na pewnym etapie nagle przestaje się rozumieć. Małżonkowie zaczynają się szybko od siebie oddalać i ku zaskoczeniu znajomych, przyjaciół, a czasem i własnych, dorosłych dzieci postanawiają się rozejść.

Wieloletnie małżeństwa żywe emocjonalnie, żywe seksualnie – mimo wielu wspólnie spędzonych lat – uczą się siebie nawzajem do końca życia i nie są tą nauką zmęczone. Wręcz przeciwnie, można powiedzieć, że właśnie to ciągłe uczenie się siebie nawzajem stanowi siłę napędową żywotności i trwałości ich związków.


O dojrzałości nieco więcej

Mimo że zagadnienie dojrzałości psychicznej czy osobowościowej w kontekście problematyki małżeńskiej i rodzinnej pojawia się bardzo często – co jest dla mnie zupełnie zrozumiałe – to znalezienie dobrych, w miarę krótkich opracowań na ten temat nie jest rzeczą łatwą. W moim przekonaniu jednym z nielicznych przykładów takiego opracowania jest krótki zbiór esejów autorstwa Zdzisława Chlewińskiego zatytułowany: „Dojrzałość: osobowość, sumienie, religijność”. Pozwolę sobie oprzeć się na treści pierwszego z trzech esejów zatytułowanego: „Dojrzała osobowość”1.

Osobowość

Jest to pojęcie, które często gości w naszym słownictwie. Używając go, pewnie podkładamy pod to słowo jakieś treści, nie zawsze zastanawiając się nad istotnym sensem tego określenia. Mimo że osobowość stanowi nieobserwowalną rzeczywistość trudną do zdefiniowania, psychologia zna wiele definicji osobowości. Jeden z klasyków tej problematyki, Gordon Allport uważa, że osobowość to względnie stała, ale też dynamiczna, a zatem zmieniająca się struktura cech psychofizycznych konkretnego człowieka. Owa struktura powoduje, że człowiek myśli, czuje, działa w sposób dla siebie właściwy, w pewnym sensie niezależnie od okoliczności. Mimo względnej stałości osobowość człowieka zmienia się. Mają na to wpływ różne czynniki: wiek, zmiany fizjologiczne organizmu, otoczenie, podejmowanie różnych ról społecznych, bardzo trudne (traumatyczne) wydarzenia życiowe, a także oddziaływania wychowawcze i samowychowawcze.

Dojrzałość

Na początku warto zaznaczyć, że obraz dojrzałej osobowości zawiera różnice kulturowe, mimo istotnych podobieństw. Myliłby się ten, kto sądziłby, że dojrzałość eliminuje z życia ludzkiego wszelkie konflikty wewnętrzne i jakiekolwiek napięcia emocjonalne. Dojrzałości nie należy też utożsamiać z nieskazitelnością moralną czy doskonałością religijną lub jakąkolwiek inną doskonałością. Dojrzała osobowość jest pewnym ideałem – punktem odniesienia. Sądzę, że trudno byłoby nam znaleźć konkretny przykład człowieka idealnie dojrzałego emocjonalnie. To jest po prostu niemożliwe, bo nawet teoretycznie najbardziej dojrzały człowiek czasem zachowuje się trochę mniej dojrzale, a niekiedy wręcz niedojrzale. Kształtowanie się dojrzałej osobowości jest trwającym do końca życia procesem. Człowiek – jeżeli oczywiście świadomie dąży do tego – ma szansę stawać się coraz bardziej dojrzałym, przyjmując odpowiedzialność za własne życie i życie najbliższych, którzy są mu powierzeni. Czyni to w jedyny, niepowtarzalny sposób.

Są różne kryteria dojrzałej osobowości. Chlewiński sprowadza swoją koncepcję do trzech wymiarów. Do autonomiczności jednostki, do otwartości na innych ludzi oraz do wglądu w motywy własnego postępowania. Muszę powiedzieć, że jest mi to bliskie, dlatego posłużę się tym tokiem myślenia.

Autonomia

Autonomia, czyli wolność wewnętrzna jest efektem pracy nad sobą. Osobowość autonomiczna kształtuje się na bazie tego wszystkiego, co człowiek przyniósł ze sobą na świat. Ten swoisty „posag” stanowią geny, wzorce kulturowe, zwłaszcza te wyniesione z własnego domu, zaczerpnięte od osób najważniejszych. Ich sposób myślenia, widzenia świata. To wszystko jest w człowieku, ale w wyniku pracy wewnętrznej osobowość staje się coraz bardziej własna, niezależna, czyli wolna wewnętrznie. Jest to oczywiście czasem długotrwały proces. Wyznacznikiem tej wolności są własne, autentyczne przekonania i uznawany system wartości. U osoby dojrzałej decydującą rolę odgrywają motywy aktualne, zwłaszcza te mające swoje podłoże we własnych przekonaniach i uznawanym systemie wartości. Nie oznacza to jednak, że taki człowiek jest automatycznie uwolniony od swojego „posagu” czy może lepiej „bagażu”. Nie, byłoby to czymś nienaturalnym. „Posagowa przeszłość” pozostaje w każdym człowieku. Dojrzałość pozwala ją jednak dostrzec, mieć jej świadomość i kontrolować tam, gdzie przeszkadza w dojrzałych wyborach. Dojrzałość pozwala korygować i uaktualniać obraz własnej osoby. Pozwala też wypracować własny styl życia. Człowiek autonomiczny nie potrzebuje stałego wzmacniania ze strony otoczenia, by móc kontynuować i realizować swoje plany życiowe. Aby realizować tak rozumianą dojrzałość, człowiek potrzebuje określonego systemu wartości, który uznaje za własny. To on pozwala temu człowiekowi porządkować własne działania, pozwala czynić własne życie coraz bardziej znaczącym.

Otwartość na ludzi

Istotną cechą dojrzałej osobowości jest przede wszystkim allocentryczne – jako przeciwieństwo egocentrycznego – nastawienia do ludzi. Oznacza to traktowanie drugiego człowieka jako osoby, czyli wartości samej w sobie. Taka postawa wobec człowieka nie pozwala na traktowanie innej osoby jako narzędzia do osiągania jakichkolwiek celów czysto osobistych. Dojrzałość w tym kontekście oznacza: zdolność do empatii, wrażliwość na cudze cierpienie i cudzą krzywdę, chęć świadczenia dobra innym ze względu na nich samych. Oznacza też gotowość do solidarnego dźwigania ciężarów, do udzielenia wsparcia w sytuacjach trudnych. Szalenie ważna jest tu umiejętność zrozumienia drugiego człowieka. To znaczy, że osoba dojrzała potrafi patrzeć na problemy życiowe drugiego człowieka nie tylko ze swojego punktu widzenia. Konsekwencją tego jest tolerancja wobec inności myślenia, widzenia, postępowania, co nie oznacza, że dzieje się to kosztem własnych przekonań. Człowiek dojrzały unika niepotrzebnych konfliktów z innymi. Brak zgody na czyjeś postępowanie w przypadku osoby dojrzałej wiąże się z poszanowaniem godności przeciwnika.

Poruszając społeczne aspekty dojrzałej osobowości trzeba nieco szerzej nawiązać do dojrzałości emocjonalnej. Pisałem już o tym we wcześniejszych swoich publikacjach, ale pozwolę sobie jeszcze wracać do tego w innych, kolejnych tekstach tego zbioru. Dojrzałość emocjonalna wydaje się szczególnie istotna w kontekście bliskich relacji, jakie zachodzą w małżeństwie i rodzinie, stąd celowość przypomnienia tej problematyki w tym miejscu.

Wgląd w motywy własnego postępowania

Taki wgląd wymaga poznania samego siebie w sposób prawdziwy. Bez retuszu i bez „ozdobników”, z którymi nam do twarzy. To nie jest proste. Nie wystarczy umiejętność zaszeregowania się do określonego typu osobowości czy też określenia charakterystycznych dla siebie cech. Tu trzeba czegoś więcej. Taka znajomość siebie jest próbą odpowiedzi na trudne pytania: Co mnie ukształtowało? Czym faktycznie kieruję się w życiu? Co jest naprawdę ważne przy dokonywaniu wyborów? Czy i jak głęboko potrafię kochać? Te i tym podobne pytania są bardzo trudne. Nie sądzę, żeby nawet dojrzałe osoby potrafiły na nie odpowiedzieć zawsze w sposób prawdziwy. Nie, tu nie idzie o kłamstwo. Przyczyną tego zafałszowania są nieświadome motywy naszych zachowań, które – mimo nawet dosyć dobrej znajomości siebie – ciągle w nas są. Mowa tu o całej gamie mechanizmów obronnych, z których istnienia często nie zdajemy sobie sprawy. Występują one u ludzi niezależnie od ich inteligencji, wykształcenia, kultury czy wieku. Większość z nich funkcjonuje poniżej progu świadomości, stąd dotarcie do nich, przynajmniej częściowo, wymaga niełatwej umiejętności zwanej wglądem w siebie. W ten sposób można dostrzec ich istnienie i dotrzeć do nieco głębszej prawdy o sobie.

Na koniec warto jeszcze poczynić istotną uwagę. Dojrzałość osobowości jest jakimś ideałem, punktem odniesienia, do którego człowiek świadomy zmierza, ale też jest świadomy, że tego ideału nigdy w pełni nie osiągnie. On jest potrzebny po to, byśmy mieli punkt odniesienia, do którego zmierzamy. Dojrzałość, ta nasza, przez nas wypracowana, pomaga żyć. Gdy stajemy się dojrzalsi, jest nam łatwiej z sobą i innym z nami.

1 Zdzisław Chlewiński, Dojrzałość: osobowość, sumienie, religijność, Wyd. „W drodze”, Poznań 1991, str. 13-32.


Przyjaźń w małżeństwie

W kontekście problematyki małżeńskiej jako „słowo klucz” pojawia się raczej miłość niż przyjaźń. To miłość – cokolwiek ludzie rozumieją przez to określenie – stanowi podstawę dobrych i trwałych relacji małżeńskich. Miłość lub jej brak decydują o obrazie związku małżeńskiego. Miłości, nawet jeżeli wprost o tym nie mówią, oczekują wzajemnie od siebie młodzi ludzie, którzy decydują się na zawarcie małżeństwa. No dobrze. A co z przyjaźnią w małżeństwie? Czy jest ona potrzebna w związku? Czy można być dobrym partnerem/partnerką życiową, nie będąc jednocześnie przyjacielem?

Trudno definiowalne pojęcia

Obydwa określenia, zarówno „miłość”, jak i „przyjaźń”, należą do pojęć powszechnie znanych, bardzo często używanych, a jednocześnie szalenie trudnych do precyzyjnego, powszechnie akceptowanego ich zdefiniowania. Trzeba się zgodzić z faktem, że nie ma jednej jedynej, z którą by się wszyscy zgadzali, definicji pojęcia miłość, podobnie jak nie ma takiej definicji dla określenia przyjaźni. Każdy, kto pisze o miłości lub przyjaźni, przyjmuje jakąś swoją, własną definicję, która oczywiście nie musi być do końca przez wszystkich akceptowana. Bezpieczniejszym i być może bardziej obiektywnym sposobem opisywania tych zjawisk jest przytoczenie najważniejszych atrybutów miłości i przyjaźni, z których występowaniem większość ludzi się zgadza. Posłużę się tym rozwiązaniem. Ważnymi atrybutami miłości małżeńskiej w moim rozumieniu są: wzajemne okazywanie sobie pozytywnych uczuć i mówienie o nich, mówienie o wzajemnej atrakcyjności seksualnej i okazywanie jej, dążenie do wzajemnych kontaktów seksualnych, dbałość o satysfakcjonujące obydwie strony kontakty w sytuacjach intymnych, świadczenie miłych gestów i zachowań będących wyrazem ogromnego przywiązania i silnej, żywej więzi emocjonalnej. Małżonkowie, których łączy miłość, całą swoją postawą pokazują, jak ważna jest dla nich osoba kochana, chcą jej dobra, nie chcą wyrządzać jej przykrości. Szczególnie w sytuacjach trudnych są bardzo blisko siebie, pokazując swoją lojalność, solidarność i absolutną chęć wsparcia. Na pewno nie jest to kompletny wykaz wszystkich atrybutów miłości małżeńskiej. Każda prawdziwie kochająca się para ludzi ma najprawdopodobniej jakieś swoje własne, specyficzne atrybuty świadczące o miłości wzajemnej. Wydaje się jednak, że te wymienione w wystarczającym stopniu podkreślają istotną treść tego, co ludzie, szczególnie ci bardziej refleksyjni, nazywają miłością. Sądzę, że mówiąc o najważniejszych atrybutach przyjaźni w ogóle, można by wymienić wszystkie te, które odnoszą się do dojrzale rozumianej miłości małżeńskiej, z wyjątkiem tych dotyczących sfery seksualnej. Przyjaźń, w rozumieniu ogólnym, jest aseksualna.

Integralna część Miłości

W moim rozumieniu przyjaźń małżonków stanowi integralny element dojrzale rozumianej miłości małżeńskiej. Trudno mi wyobrazić sobie prawdziwie kochających się ludzi, którzy nie są jednocześnie przyjaciółmi. Wymienione wcześniej atrybuty miłości małżeńskiej w zasadniczym stopniu pokrywają się z tym, co ludzie uważają za przejawy przyjaźni. A zatem miłość małżeńska i przyjaźń – w przypadku dojrzałego związku dwojga ludzi – w pełni się pokrywają. Małżonkowie, którzy dojrzale się kochają, wiedzą, że w każdej sytuacji, zwłaszcza trudnej, mogą na siebie liczyć. Wiedzą, że w sposób świadomy żadna ze stron nie chce drugiej wyrządzić jakiejkolwiek przykrości. Potrafią rozmawiać ze sobą, również o sprawach trudnych i przykrych. Pozwalają sobie na odmienność opinii i poglądów w różnych sprawach. Potrafią uszanować różnicę zdań, nie przekonując na siłę do swoich racji. W sprawach ważnych dla domu, rodziny starają się wypracowywać wspólne stanowisko, nie zastrzegając sobie wyłączności na posiadanie racji. Potrafią powiedzieć drugiej stronie o dostrzeganych błędach, pomyłkach i zachowaniach, których nie akceptują. Ale robią to w formie akceptowalnej przez przyjaciela. Potrafią też przyjąć zwrotną informację na temat swoich niedociągnięć. Nie obrażają się na siebie nawzajem, nawet wtedy, gdy od najbliższej osoby usłyszą gorzkie słowa krytyki. Życzliwie wypowiedziana krytyka staje się okazją do wspólnej, spokojnej analizy przedmiotu krytyki, a nie bodźcem do wyzwolenia agresji i szukania odwetu. Tak w moim rozumieniu wygląda dojrzała, prawdziwa przyjaźń i taką też posiadam wizję dojrzałego związku małżeńskiego. Stąd uważam, że prawdziwa przyjaźń stanowi integralną część dojrzałej miłości małżeńskiej.

Kłopoty z przyjaźnią w małżeństwie

Przyjaciół, obok wielu innych, wcześniej wymienionych atrybutów, cechuje pełna wzajemna otwartość na siebie, mówienie sobie prawdy, nawet tej trudnej. Z praktyki zawodowej jako psycholog wiem, że w tym zakresie małżonkowie miewają czasem pewne kłopoty. Niejednokrotnie zdarza mi się, że moi rozmówcy zastrzegają sobie wybiórczo, by niektórych spraw nie ujawniać w rozmowie z partnerem. Przyczyny tych zastrzeżonych przemilczeń mogą być bardzo różne, od zupełnie błahych, po znacznie poważniejsze. U podłoża niemówienia prawdy czy niemówienia całej prawdy leży niejednokrotnie zwykła obawa, by współmałżonka niepotrzebnie nie martwić drobiazgami. Czasem przyczyną zatajenia prawdy jest obawa przed nieadekwatnymi do bodźca reakcjami współmałżonka. Jest to zatem przejaw swoistej strategii. Jeżeli przedmiotem tych sytuacji są rzeczy drobne, nieważne, przyjaźń i wzajemna miłość małżonków nie dozna z tego powodu większego, a właściwie żadnego uszczerbku. Problem może się pojawić w sytuacji, gdy nieprawda dotyczy rzeczy ważnych, wręcz istotnych i jej ujawnienie mogłoby zburzyć nie tylko przyjaźń, ale i związek. Taka sytuacja pojawia się w przypadku zdrady lub jakiejś innej formy nielojalności wobec współmałżonka. Zwykle idzie tu nie tyle o zatajenie faktu samej zdrady, ile raczej o pewne szczegóły, które niekoniecznie są istotne dla całej sprawy. Moim zdaniem każda taka sprawa wymaga głębokiej, wnikliwej, indywidualnej analizy. Jeżeli sam fakt zdrady nie stanowi tajemnicy i osoba zdradzona, wiedząc o fakcie, potrafi sobie z tym poradzić (jakoś wybaczyć), zwłaszcza gdy widzi i czuje autentyczne poczucie winy u swojego partnera, to oszczędzenie być może „pikantnych” szczegółów, jest w takim przypadku uzasadnione i rozsądne. Sprawą honorową dla osoby, która zdradziła, będzie zadośćuczynienie partnerce czy partnerowi wyrządzonej krzywdy. Forma i jakość tego swoistego „aktu pokutnego” będzie zależeć przede wszystkim od stopnia wrażliwości moralnej „winowajcy”. Cały ten problem powoduje na pewno dość bolesną ranę zadaną przyjaźni (o czym niekiedy wie tylko jedna strona – ta zatajająca prawdę). Jest to niewątpliwie problem dyskusyjny, ale w imię wyższej wartości, jaką jest ratowanie dobrego związku, warto się nad tym poważnie zastanowić, nie traktując tego dylematu moralnego w kategoriach „czarno-białych”. Tu proponowałbym odwołać się do rozsądku, dogłębnego zastanowienia się i – być może – odwołania do zasady mniejszego zła.


Więź seksualna

Podobnie jak więź emocjonalna, tak i więź seksualna stanowi istotny element udanego związku małżeńskiego. Trudno wyobrazić sobie dwoje ludzi zadowolonych ze swojego małżeństwa, bez dobrych relacji w sferze emocji czy seksu. Warunkiem powstania jakiejkolwiek więzi między ludźmi jest gotowość otwarcia się na siebie, dążenie do bliższych relacji, wzajemna akceptacja i w konsekwencji – chęć nawiązania więzi. Każdy rodzaj więzi między ludźmi raz zadzierzgniętej, nawet najsilniejszej, nie stanowi gwarancji trwałości. Więź będąca relacją między dwojgiem żywych ludzi jest tworem dynamicznym, dlatego wymaga stałej aktywnej postawy z obydwóch, związanych ze sobą stron.

Intymność

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com