Biznesmen i dziennikarka  - Carol Marinelli - ebook
Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Biznesmen i dziennikarka ebook

Carol Marinelli

(0)

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Biznesmen i dziennikarka - Carol Marinelli

Amelia Jacobs chce zrobić karierę dziennikarską. Pewnego dnia znienacka trafia jej się nie lada gratka -wywiad z Vaughanem Masonem, słynnym milionerem unikającym kontaktów z prasą. Amelia idzie na spotkanie kompletnie nieprzygotowana. Nic dziwnego, że zbija ją z tropu nie tylko aparycja Masona, ale także niekonwencjonalna oferta, jaką jej składa...

Opinie o ebooku Biznesmen i dziennikarka - Carol Marinelli

Fragment ebooka Biznesmen i dziennikarka - Carol Marinelli







Carol Marinelli

Biznesmen i dziennikarka

Tłumaczyła Małgorzata Fabianowska

Harlequin


Tytuł oryginału: In the Rich Man’s World

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2005 Harlequin Presents, 2005

Redaktor serii: Małgorzata Pogoda

Opracowanie redakcyjne: Małgorzata Pogoda

Korekta: Maria Kaniewska






© 2005 by The SAL Marinelli Family Trust

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin ˙ycie są zastrzeżone.


Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4

Skład i łamanie: COMPTEXT®, Warszawa Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona


ISBN 978-83-238-4426-6
Indeks 389994
ŚWIATOWE ŻYCIE – 59

Konwersja: Nexto Digital Services


Droga Czytelniczko!


Witam serdecznie w marcu. W tym miesiącu akcja wszystkich opowieści w serii Światowe Życie rozgrywa się w świecie ludzi żyjących w luksusie, bogatych, ale... czy bardzo szczęśliwych?Oto nasze propozycje:

Narzeczona bankiera – opowieść o miłosnych perypetiach Lucy i jej chłopaka sprzed lat, obecnie znanego bankiera...

Biznesmen i dziennikarka – historia związku pewnej dziennikarki. Dylemat: praca czy uczucie?

Idol z telewizji i W świecie luksusu (Światowe Życie Duo) – szczęśliwy związek pragnie zniszczyć ktoś trzeci...


Zapraszam do lektury


Małgorzata Pogoda

















Harlequin. Każda chwila może byćniezwykła.



Czekamy na listy! Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21


PROLOG






W łóżku.

Sam.

Myśl o kuszącym brzmieniu tych słów sprowadziła na usta Vaughana cierpki uśmiech.

W przypadku Vaughana Masona bycie samemu w łóżku to niemal sprzeczność. Przynajmniej zdaniem dziennikarzy, którzy śledzili każdy jego krok, tropiąc sensację w kontaktach zawodowych i usiłując wściubić nos w jego prywatne życie – co wprawiało Vaughana w cyniczne rozbawienie.

Krzywiąc się, zaaplikował sobie łyk mocnej, czarnej jak smoła kawy.

W ciągu ostatnich trzydziestu sześciu godzin prawie nie zmrużył oka, przekroczył kilka stref czasowych i wchłonął dość kofeiny, by podnieść o kilka procent giełdowe notowania ziaren kawy. Teraz zaś marzył tylko o tym, aby wreszcie zasnąć i zakończyć ten niewiarygodnie długi dzień. Niestety, musiał stawić czoło dziennikarzom, z którymi łączyły go jedyne w jego życiu prawdziwe więzy miłości pomieszanej z nienawiścią.

Z rozmyślań wyrwało go energiczne pukanie do drzwi. Rozparł się w fotelu i ziewnął, gdy do gabinetu wparowała z przymilnym uśmiechem jego asystentka Katy Vale. Pochyliła się nad biurkiem – demonstrując odrobinę za głęboki dekolt i spódniczkę za krótką, jak na piątkowe popołudnie – i wręczyła mu listę.

– Dziś ma pan szczęśliwy dzień – oznajmiła.

– Szkoda, że nie powiedziałaś mi tego trzydzieści sześć godzin temu – zripostował Vaughan.

Ten dzień zaczął się o jakiejś nieludzkiej porze w Japonii i ciągnął poprzez zebranie w Singapurze, a potem kilka męczących godzin oczekiwania na tamtejszym lotnisku, by zakończyć się w jego biurze w Sydney. Miał wrażenie, że słońce wlecze się wokół Ziemi w odwrotnym kierunku. Jego wewnętrzny zegar całkiem się rozregulował, gdy w końcu dopadło go znużenie, wywołane długimi lotami i zmianą stref czasowych. Nie miał najmniejszej ochoty na udzielanie żadnych wywiadów, ale ujrzawszy listę z wykreślonymi czerwonym atramentem nazwiskami reporterów, niemal zdołał się uśmiechnąć.

– Zanosi się na nowe wybory – a przynajmniej takie chodzą słuchy – wyjaśniła Katy. – Wszyscy ważni reporterzy odwołali wywiady z panem i polecieli do Canberry łowić sensacyjny materiał...

– To znaczy, że mogę się wreszcie przespać.

Odwołanie wywiadów bynajmniej nie dotknęło Vaughana – przeciwnie, przyniosło mu nieoczekiwaną, lecz miłą ulgę. Premier rządu był jedną z niewielu osób zdolnych wyprzeć go z nagłówków gazetowych stron poświęconych gospodarce i Mason z radością ustąpił mu miejsca. Cała przyjemność po mojej stronie, pomyślał.

Zakręcił wieczne pióro, wstał i przeciągnął się. Lecz zaraz potem westchnął z rozczarowaniem, ponieważ Katy potrząsnęła głową i rzekła:

– Obawiam się, że jeszcze nie. „Tribute” przysłało kogoś w zastępstwie.

Vaughan przyjrzał się liście i zmarszczył brwi.

– Co, u licha, skłoniło Amelię Jacobs do przeprowadzenia ze mną wywiadu?

– Słyszał pan o niej?– spytała Kate z wyraźnym zdziwieniem. – Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić pana przy lekturze stron dla kobiet.

– Jest dobra – odparł Mason, wzruszając ramionami, ale Katy zmarszczyła nos.

– Przereklamowana, gdyby pytał mnie pan o zdanie.

Nie pytałem, niemal mu się wyrwało, lecz ugryzł się w język. Doprawdy, był nazbyt zmęczony, aby dać się wciągnąć w długą rozmowę z Katy.

Długie rozmowy z nią stawały się ostatnio zbyt częste. Pod byle pretekstem sadowiła swój zgrabny tyłeczek w krześle naprzeciw niego, krzyżowała doskonale wydepilowane nogi, obdarzała go olśniewającym uśmiechem i rozpoczynała pogawędkę.

A gadać umiała jak mało kto!

Co stało się z tą dyskretną i kompetentną urzędniczką, którą zatrudnił jako swoją asystentkę?Gdzie się podziała sumienna biuralistka, która bez wysiłku radziła sobie z jego nieprawdopodobnie przeładowanym rozkładem zajęć?Kobieta promieniejąca z dumy, gdy zauważył jej pierścionek zaręczynowy, i płoniąca się z radości, kiedy przychodził po nią narzeczony?

– Chodzi mi o to – plotła dalej Katy, ani trochę niestropiona jego wymownym milczeniem – że pomimo całego szumu wokół tej Amelii jej artykułom zupełnie brakuje głębi. Nie potrafi wywlec żadnych brudów, żadnych skandali dotyczących sław, z którymi przeprowadza wywiady – niczego, o czym można by przeczytać w brukowcach...

Vaughan skrył znużony uśmiech – i tym razem przyszło mu to łatwiej. Katy po prostu tego nie chwyta. Skoro nie potrafi wyczytać między wierszami treści, które Amelia Jacobs tak zręcznie przemyca, on nie czuje się na siłach, by ją tego uczyć.

Amelia Jacobs jest prawdziwym mistrzem w swoim fachu.

Albo mistrzynią.

Czy jakiego tam poprawnego politycznie określenia należałoby użyć.

Pisała dla „Tribute” zaledwie od kilku miesięcy, lecz zyskała już sporą grupę wiernych czytelników, którzy chłonęli jej artykuły z zapartym tchem, być może niekiedy wymieniając między sobą porozumiewawcze uśmieszki znad egzemplarzy gazety w jakiejś restauracji lub holu lotniska.

Zdaniem Masona, zazwyczaj nieskorego do pochwał, Amelia Jacobs trzymała rękę na pulsie bieżących wydarzeń, lecz w razie potrzeby nie wahała się odejść od zwykłych rutynowych pytań i sięgnąć nieco głębiej. Dzięki temu udawało jej się skłonić swych opornych rozmówców do potwierdzenia bądź zdementowania niepochlebnych plotek, krążących na ich temat. Jej wywiady stanowiły osobliwą mieszaninę cynizmu i współczucia.

– Dlaczego chce przeprowadzić wywiad akurat ze mną?– zapytał ponownie, po czym zreflektował się.

Przecież wydaje się, że każdy dziennikarz po tej stronie równika pragnie zdobyć o nim choćby strzęp informacji. Niemniej fakt, że Vaughan nie nosił dredów, nie przekłuwał brwi ani nosa kolczykami, jadał regularnie trzy posiłki dziennie i nie zwracał ich natychmiast, a w dzieciństwie nie był wykorzystywany seksualnie przez ojca, sytuował go poza zwykłą kategorią rozmówców Amelii Jacobs.

– Ponieważ w mediach zawsze było głośno o pańskich skandalach – odparła rzeczowo Katy. – Najpierw romans z tą supermodelką, potem z aktorką...

– Ale przynajmniej nie z biskupem – odciął się Vaughan, lecz nawet ironia nie pozwoliła mu uniknąć tej drażliwej kwestii.

Drażliwej, gdyż omawianie z Katy własnego erotycznego życia wydało mu się bardzo niefortunnym pomysłem.

– To już dawne dzieje – rzekł wreszcie z niezbyt przekonującą miną niewiniątka, przyglądając się chłodno Katy, która znów założyła nogę na nogę i uśmiechnęła się do niego słodko.

– Owszem – westchnęła. – Ale wie pan, jacy są dziennikarze, kiedy raz już się czegoś uczepią. A nie muszę panu przypominać, że i ostatnio nie był pan pupilkiem prasy.

– I nadal nie jestem – odparł Vaughan z ledwo uchwytną ostrzegawczą nutką w głosie.

Katy odchrząknęła i powiedziała:

– Na ostatnim zebraniu zarządu uzgodniono,

że przy pierwszej sprzyjającej okazji powinien pan pokazać się mediom od lepszej strony.

– Nie mam takiej. – Wzruszył ramionami. – Jestem, jaki jestem i już.

– Nieprawda – rzekła ciszej i odgarnęła kosmyk włosów z ładnej twarzy. Vaughan poczuł niepokój – po raz pierwszy zauważył brak zaręczynowego pierścionka na jej palcu. – Przecież był pan dla mnie taki miły, kiedy zerwałam z Andym.

– Nie miałem pojęcia, że się rozstaliście – odparł z wymuszonym uśmiechem, obserwując z przerażeniem lekko zabarwionym nudą, jak asystentka uśmiecha się do niego, trzepocząc rzęsami.

Wyczuwał w niej nieznaczną zmianę, która umknęłaby większości mężczyzn. Jednak Vaughan potrafił czytać w kobietach równie łatwo jak w książce kucharskiej i widział jasno, że pod jego nieobecność Katy zgromadziła wszystkie niezbędne składniki, a teraz mieszała je już w garnku i miała zamiar dać mu do skosztowania!

– Zerwaliśmy ze sobą przed kilkoma tygodniami. Ciężko to przeżyłam, ale chyba zaczynam już dochodzić do siebie. – Śmiało wytrzymała jego spojrzenie. – Może wpadłbyś do mnie dziś wieczorem na kolację, Vaughan?Jestem pewna, że nie masz teraz głowy do gotowania, a z pewnością zbrzydło ci już jadanie w restauracjach.

– Dzięki, ale nie – odrzucił bez wahania jej propozycję, całkowicie przekonany, że nie ma apetytu, w żadnym sensie! – Marzę jedynie o tym, by znaleźć się w łóżku.

Boże, ona naprawdę śmiało sobie poczynała! Gdy tylko padło to słowo, uśmiechnęła się znacząco. I wciąż wpatrywała mu się w oczy. Vaughan wiedział dobrze, co jest w menu. Wiedział, że jeśli skorzysta z jej zaproszenia, nie zaczną od przystawek, lecz ominą nawet główne danie, by przejść od razu do deseru.

Potrząsnął stanowczo głową, widząc, jak rzednie jej mina, i ujął wieczne pióro. W gruncie rzeczy wyświadczam jej przysługę, pomyślał. Gdybym się z nią przespał, skończyłoby się na tym, że musiałbym ją zwolnić.

– Przyślij tu pannę Jacobs, skoro tylko się zjawi... A potem – dodał zdecydowanym tonem – możesz już iść do domu.

– Mogłabym zaczekać – spróbowała raz jeszcze, lecz Vaughan był nieubłagany.

– Idź do domu. – Nie złagodził swej odmowy uśmiechem, nie podniósł nawet wzroku znad papierów. Pragnął uniknąć wszelkich dwuznaczności. – Zobaczymy się w przyszłym tygodniu w Melbourne.


ROZDZIAŁ PIERWSZY




„Wyślij”.

Palec Amelii zawisł nad klawiaturą komputera, a potem cofnął się.

Pokłusowała do łazienki i odetchnęła rozkosznym zapachem bergamoty zmieszanej w doskonałej proporcji z żywicą olibanową i odrobiną lawendy. Jej rozkład zajęć na piątkowe popołudnie był niezmienny, niczym wyryty w kamieniu:

Przeczytać swój artykuł możliwie najbardziej bezstronnie.

Sprzątnąć mieszkanie, powtarzając jednocześnie artykuł na głos i dodając w myśli przecinki i wykrzykniki.

Pójść do domu towarowego, wciąż opracowując w myślach artykuł.

Zanieść ubrania do pralni chemicznej.

Wpaść na kawębardzo mocną, ze śmietanką i trzema łyżeczkami cukru.

Wrócić do domu.

Dokończyć artykuł, wstawiając przecinki i wykrzykniki.

Odłożyć słuchawkę telefonu z widełek i napuścić wody do wanny.

Na koniec nacisnąć klawisz „wyślij” i gdy jej artykuł wdryfuje w cyberprzestrzeń, zanurzyć się w aromatycznej kąpieli i poddać kojącemu działaniu olejków zapachowych. Lawenda podobno bajecznie pomaga na migreny, które od pół roku nękają ją w każdy piątek o czwartej po południu.


Pewnie, że zmieści się w terminie, nawet jeśli wyśle go o piątej. Lecz potrzebowała tej godziny w cudownej pienistej kąpieli, podczas gdy jej krew, pot i łzy, przelane w ciągu siedmiu dni harówki, spłyną przez cyberprzestrzeń do skrzynki mailowej naczelnego redaktora Paula. Musiała odreagować mękę minionego tygodnia.

Oczywiście, większość ludzi marzyłaby o dobrze opłacanej pracy, polegającej na przeprowadzaniu wywiadów ze sławnymi osobami podczas kolacji w eleganckich restauracjach. Lecz dla Amelii stanowiło to jedynie środek do osiągnięcia celu.

Zatrudniona na umowie zleceniu na czas dziewięciomiesięcznego urlopu macierzyńskiego stałej dziennikarki, Amelia przyjęła tę pracę wyłącznie po to, by wyrobić sobie nazwisko i nawiązać kontakty z odpowiednimi ludźmi, a także w nadziei, że otrzyma etat w dziale na pierwszym piętrze – uświęconym tradycją miejscu rezydowania reporterów ekonomicznych. Wówczas nie będzie pisała o wzlotach i upadkach jednodniowych sław ani o ich najnowszych przelotnych romansach, lecz o daleko bardziej intrygujących skutkach wzlotów i upadków na światowych rynkach giełdowych albo o wpływie kursu amerykańskiego dolara na gospodarkę Australii. Zaś przy odrobinie szczęścia pewnego dnia zdobędzie poufny sensacyjny materiał na temat jakiejś wielkiej transakcji handlowej, dzięki czemu przypieczętuje swoją pozycję poważnej dziennikarki. A może nawet zyska aprobatę ojca!

Jednak jak dotąd nic takiego się nie wydarzyło. Owszem, redaktor naczelny Paul twierdził, że prowadzi w jej sprawie zakulisowe rozmowy. Lecz efektów nie było widać, a ponieważ koniec urlopu macierzyńskiego Marii zbliżał się w galopującym tempie, Amelia zaczynała się coraz bardziej niepokoić. Nie tylko dlatego, że w jej sprawie nic nie drgnęło, lecz także dlatego, że przywykła już do regularnych zarobków w kapryśnej profesji dziennikarskiej. Musiała też w duchu przyznać, że z żalem porzuci pracę, którą zdążyła już pokochać...

Z zamkniętymi oczami przywołała z pamięci strapione oblicze ojca, zbulwersowanego faktem, że córka Granta Jacobsa, szanowanego dzienni karza politycznego, mogłaby polubić pisywanie takich artykułów, znajdować satysfakcję w przeprowadzaniu wywiadów ze sławami, potwierdzającymi lub negującymi pieprzne plotki na ich temat, i w zaspokajaniu nienasyconego apetytu publiczności na szczegóły z życia australijskiej śmietanki towarzyskiej.

On nigdy nie nazwałby tego dziennikarstwem!

Amelia zakręciła kurki, gdyż woda z pianą dochodziła już do brzegów wanny, i wybiegła do saloniku, służącego jej również za jadalnię i gabinet, gdzie przy dźwiękach ulubionego kompaktu z Robbiem Williamsem odzyskała w końcu spokój.

Słuchawka była odłożona – jak zawsze po skończeniu pracy – horoskop czekał pod ręką, a obok wanny stała szklanka chłodnego białego wina. Zgodnie z ustalonym rytuałem zbliżyła palec do klawisza, zamknęła oczy i nacisnęła go. Potem, jak każdego piątku, wbiegła pędem do łazienki, zanurzyła się w ciepłej wodzie i chciwie sięgnęła po horoskop.

Czekał ją fantastyczny tydzień. Osoby spod znaku Panny powinny spodziewać się niespodzianek i wielkich zmian, skorzystać z szalonych propozycji i pozwolić, by jakiś mały flirt rozświetlił ich życie.

Tym razem jednak astrolog Louis nie trafił.

Z okładki magazynu wyjrzała chmurna twarz Taylora Deana, stuprocentowego gwiazdora pop, wychodzącego z eleganckiej restauracji z jakąś nieodłączną pięknością uczepioną jego ramienia. Amelia z trudem potrafiła sobie uzmysłowić, że pół roku temu to ona znajdowała się na jej miejscu.

Być może Louis przez pomyłkę powtórnie zamieścił w połowie stycznia jej lipcowy horoskop. Bo przed sześcioma miesiącami istotnie czekał ją fantastyczny okres. Szalona propozycja randki z Taylorem spadła niespodziewanie, jak z nieba, a ona okazała się na tyle głupia i naiwna, że ją przyjęła i pozwoliła, aby niewielki flirt rozświetlił... i tak dalej. Tylko dokąd ją to zaprowadziło?

Wpatrując się w brązowe oczy Taylora, z upokorzeniem wspomniała niepowetowane szkody, jakie ich szalony romans wyrządził w jej życiu prywatnym, a zwłaszcza zawodowym. Odtąd koledzy dziennikarze z satysfakcją zakładali, że każdą sensacyjną wiadomość, każdą poufną informację na pewno zdobyła w łóżku.

Lecz wyciągnęła nauczkę ze swego błędu.

Przez następnych pięć miesięcy pracy w „Tribute” stała się uosobieniem profesjonalizmu. Starannie przygotowywała się do wywiadów, oddawała je przed terminem i – choć przyjazna i miła – zachowywała wobec swych rozmówców pełen szacunku dystans, pomimo paru dość nieoczekiwanych prywatnych propozycji. Miała nadzieję, że do czasu powrotu Marii z urlopu Taylor Dean będzie jedynie mglistym wspomnieniem.

Przynajmniej dla jej naczelnego redaktora Paula!

Przełknęła łzy i cisnęła pismo na podłogę. Jednakże rany, zadane jej sercu, tak niegdyś ufnemu, były wciąż żywe i bolesne. Toteż zrezygnowała z kąpieli, wyjęła zatyczkę z wanny i poczłapała do bawialni.

– O nie!

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com