Biznes Ci ucieka - Marcin Osman - ebook
Wydawca: OSM Consult sp. z o. o. Kategoria: Nauka i nowe technologie Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 163 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 4 godz. 41 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Biznes Ci ucieka - Marcin Osman

Książka "Biznes Ci ucieka" jest zapisem doświadczeń Marcina Osmana, refleksji, spostrzeżeń i najważniejszych cennych lekcji, jakie odebrał od życia na przestrzeni lat. Były wśród nich doświadczenia niezwykle burzliwe, pełne sukcesów, ale i trudne niekiedy do przyjęcia porażki. Autor dzięki sukcesom nabrał pewności siebie oraz utwierdził się w tym, iż ma ogromną moc sprawczą. Dzięki porażkom nabył pokory, która pozwala mu pamiętać, że nie mam monopolu na rację ani też nie potrafi zawsze przewidywać przyszłych zdarzeń.

Z TEJ KSIĄŻKI DOWIESZ SIĘ:

Czym jest filozofia „lekkiego plecaka"?

Będziesz mógł sprawdzić, czy w swoim „plecaku” nosisz tylko to, co chcesz, czy raczej to, co wydaje Ci się, że powinieneś w nim mieć.

Dlaczego warto ćwiczyć „mięsień kreatywności”?

Dzięki temu treningowi poczujesz, jak zamienisz się w „maszynę do generowania pomysłów”.

Jak zachować pogodę ducha?

Sztuką jest zachowanie pogody ducha w sytuacjach, gdy wydaje się to wręcz niemożliwe. A jednak to możliwe – możesz się tego nauczyć.

Jak przetrwać porażkę i „wygrać" ją na swoją korzyść.

Dowiesz się, co zrobić możesz zrobić, gdy wszystko poszło nie tak, jak sobie to planowałeś i jakie działania podejmować, by mimo wszystko odnieść korzyść.

Jak walidować pomysły.

Jak bezkosztowo weryfikować skuteczność swoich pomysłów biznesowych- ograniczając ryzyko niepowodzenia, niemal do zera.

Jakie korzyści daje kwestionowanie status quo?

Czasami pójście pod prąd, wbrew temu co mówią wszyscy wokół, prowadzi do miejsc, o których nigdy wcześniej nawet nie śniłeś i otwiera przed Tobą zupełnie nowe możliwości.

Opinie o ebooku Biznes Ci ucieka - Marcin Osman

Cytaty z ebooka Biznes Ci ucieka - Marcin Osman

Connecting dots , czyli „łączenie kropek”, o którym mówił Steve Jobs w swoim słynnym przemówieniu na Stanford University, jest możliwe jedynie wstecz. Nie możemy tych kropek łączyć „do przodu”. Dlaczego? Bo nie znamy ich położenia, wielkości, odległości od innych doświadczeń. Nie próbuj więc „łączyć kropek” zanim zobaczysz je wszystkie (zanim się pojawią, zanim powstaną), tylko działaj, podejmuj wyzwania, stwarzaj okazje, korzystaj z nich, bądź aktywny. „Kropki” połączą się same, kiedy będziesz spoglądał wstecz na to, co zrobiłeś i jaką drogę przeszedłeś.
A co właściwie rozumiem przez samo słowo research ? Zebranie wystarczającej porcji informacji na dany temat, w jak najkrótszym czasie. Mój research nie ma nic wspólnego z generowaniem stosu wydruków czy masy plików. Jego celem jest zebranie informacji o: • osobie, z którą mam się spotkać po raz pierwszy (nie ma znaczenia, czy jest to potencjalnie moja nowa fryzjerka, czy prezes korporacji, czy też sprzedawca w salonie samochodowym, w którym planuję kupić auto), • firmie, instytucji, grupie, którą chcę poznać w celu nawiązania szeroko rozumianej współpracy, • nowym miejscu czy nieznanej mi kulturze, • case study wdrożonych, wynalezionych czy przeprowadzonych działań, które potencjalnie można zaimplementować na lokalnym rynku, bazując na zagranicznych doświadczeniach.
Różna perspektywa patrzenia na życie i różne postrzeganie. Nawet jeśli opowiesz komuś całe swoje życie, nawet jeśli usiądziecie obok siebie i będziecie patrzeć na to samo – nie będziecie tak samo odbierać tej rzeczywistości. Twój odbiór, tak samo jak mój, zawsze będzie subiektywny. Podczas rozmowy z guru nigdy nie będziecie mieć tej samej perspektywy,
Bardzo często pomaga uświadomienie sobie tego, że niepokój, strach, obawa, lęk, nie są reakcjami na zaistniałą sytuację, a jedynie na nasze projekcje (wyobrażenia) tego, jakie dane zdarzenie może mieć konsekwencje. Tak naprawdę nie przeraża to, co się wydarzyło, a jedynie coś, co jeszcze nie miało miejsca! Gdy uświadomisz sobie, że zamartwianie się tym, co tak naprawdę się jeszcze nie wydarzyło jest śmieszne, automatycznie poczujesz przynajmniej lekką ulgę.
Pisz – samo przelanie na papier wewnętrznego dialogu, jaki toczysz w swojej głowie, powinno spowodować ulgę, ponieważ dajemy ujście temu, co przeszkadza umysłowi funkcjonować ze spokojem. Dodatkowo często dopiero wtedy możemy zobaczyć, jak nielogiczne i niespójne bywają te nasze „strachy”.
Notowanie swoich sukcesów – to pozwala stworzyć jasną i czytelną listę dowodów na to, że potrafisz wychodzić z opresji i radzić sobie z trudnościami, więc i z tą sytuacją sobie poradzisz. W chwilach trudności będziesz mógł do tej listy wracać i przypominać sobie, że nie jest z Tobą tak źle, jak właśnie myślisz.
wszystkie (zanim się pojawią, zanim powstaną), tylko działaj, podejmuj wyzwania, stwarzaj okazje, korzystaj z nich, bądź aktywny. „Kropki” połączą się same, kiedy będziesz spoglądał wstecz na to, co zrobiłeś i jaką drogę przeszedłeś.
Proponuję Ci wyrobienie sobie nawyku polegającego na tym, by każdego dnia przez dowolnie określony czas (wystarczy kwadrans dziennie) ćwiczyć ów „mięsień kreatywności”. Każdego dnia zadawaj sobie inne kreatywne wyzwanie. Zadania wcale nie muszą być poważne. Absolutnie nie chodzi o to, by były one za każdym razem idealnie wykonane. Oto przykłady:
Bardzo często pomaga uświadomienie sobie tego, że niepokój, strach, obawa, lęk, nie są reakcjami na zaistniałą sytuację, a jedynie na nasze projekcje (wyobrażenia) tego, jakie dane zdarzenie może mieć konsekwencje. Tak naprawdę nie przeraża to, co się wydarzyło, a jedynie coś, co jeszcze nie miało miejsca!
krok po kroku: • wycieczka do najbliższych serwisów samochodowych i rozmowa z osobami decyzyjnymi (właściciel, manager, kierownik), • zbadanie prawdziwości hipotezy biznesowej, iż tego typu firmy potrzebują takiej usługi, • weryfikacja poprzez pozyskanie pierwszych kilku klientów, którzy zapłacą za proponowaną usługę lub za projekt kwotę odpowiadającą wartości 60%-70% tego, ile będzie kosztowała ukończona aplikacja; brak tej minimalnej liczby klientów oznaczałby, iż postawiona hipoteza jest błędna (wówczas trzeba postawić kolejną hipotezę i ponownie ją sprawdzić). Dodatkową wartością takiego zderzenia pomysłu z rynkiem jest to, że klient jest nam w stanie powiedzieć o swoich innych potrzebach biznesowych, do których nie bylibyśmy w stanie dotrzeć, gdyby nie chęć sprawdzenia pierwotnej hipotezy. Mogłoby się okazać, iż dany serwis samochodowy nie jest zainteresowany oprogramowaniem, ale bardzo chętnie zmienią dostawcę kawy, gąbek, oleju silnikowego etc. lub zatrudnią nowego pracownika. To moment, gdy pojawia się nowa szansa biznesowa.
Niesie to za sobą jednak określone konsekwencje: • trzeba znaleźć sposób na to, jak sprzedawać i promować jego produkt (zatrudnienie sprzedawcy, partnerstwo, „wrzucenie” produktu w istniejące już kanały sprzedaży), • należy pozyskać finansowanie na czas tworzenia produktu (od miesiąca do roku, w zależności od projektu). Bez powyższego mamy do czynienia z działaniem obarczonym bardzo dużym ryzykiem – zupełnie zbędnym, bo bardzo łatwym do zniwelowania już na etapie researchu lub planowania.
oni przeceniają rolę sprzętu, narzędzi, właściwego oprogramowania, logotypu czy nawet wizytówek. Oni, tak samo jak prezesi wielu dużych firm (nie tylko informatycznych), zbyt dużą wagę przywiązują do kształtu produktu, zamiast do budowania relacji i w finale – sprzedaży swoich usług.
Posiadanie takich środków zabezpieczających przedsięwzięcie na kilka miesięcy powoduje, że traci on czujność i zazwyczaj wpada w bardzo złudne poczucie bezpieczeństwa. Dodatkowo fakt posiadania dużych pieniędzy kusi niektórych, by wydawać małe kwoty poza pierwotnym harmonogramem i pieniądze się „rozchodzą” w niezwykle krótkim czasie.
Wyróżnij się. Badaj, jak postępuje tłum i rób odwrotnie. Jeśli wszyscy idą w lewo, Ty idź w prawo. A gdy ktoś Cię zapyta, dlaczego idziesz pod prąd, to po prostu pozwól mu odpłynąć, bo i tak nie zrozumie…
Zatrzymanie się, przeanalizowanie sytuacji, wyciągnięcie wniosków, obranie nowej strategii i drogi, a dopiero potem działanie, nabieranie maksymalnej prędkości w tym działaniu – czy to nie jest rozsądne? Dlaczego to tak niezwykle istotne? • Brak takiej przerwy może spowodować, iż popełnisz ten błąd raz jeszcze, generując jeszcze większe konsekwencje niż za pierwszym razem. • Raz jeszcze wyruszysz w tę samą podróż, a przecież dla Ciebie jako miłośnika przygód nie jest to interesujące w dłuższej perspektywie. • Nie będziesz miał czasu na to, aby po prostu pomyśleć. Jeżeli na przykład nagle stracisz pracę, która pochłaniała ogrom Twojego czasu, to zostaniesz
Prawo Parkinsona Według teorii Parkinsona (potwierdzonej moimi licznymi eksperymentami), im mniej czasu masz na wykonanie jakiejś czynności, tym lepsza jest jakość jej wykonania. Już od kilku lat „żyję w bardzo dobrych stosunkach
filozofii życia jest to najważniejszy z wszystkich punktów! W dążeniu do spełniania swoich marzeń, po prostu odważ się, aby pozwolić sobie na osiągnięcie swojego celu czy marzenia. Zatrzymaj się, proszę, chwilę przy tym zdaniu, przeczytaj je kilka razy. Jeśli chcesz wyjechać na egzotyczne

Fragment ebooka Biznes Ci ucieka - Marcin Osman







Posmakuj życia (zamiast wstępu)

O napisaniu książki myślałem od bardzo dawna. Do tego myślenia dodałem prowadzenie dziennika. To dziś już czternaście stukartkowych zeszytów formatu A4. Początkowy plan zakładał, że przepiszę ich treść i wzbogacę o nowe komentarze. Stało się inaczej.

Książka, którą trzymasz w ręku, jest zapisem moich doświadczeń, refleksji, spostrzeżeń i najważniejszych, cennych lekcji, jakie odebrałem od życia na przestrzeni lat.

Były wśród nich doświadczenia niezwykle burzliwe, pełne sukcesów, ale i trudne niekiedy do przyjęcia porażki. Dzięki sukcesom nabrałem pewności siebie oraz utwierdziłem się w tym, iż mam ogromną moc sprawczą. Dzięki porażkom nabyłem pokory, która pozwala mi pamiętać, że nie mam monopolu na rację ani też nie potrafię zawsze przewidywać przyszłych zdarzeń.

W pewnym momencie zacząłem mieć trochę dość ekspertów, guru, doradców komunikujących, iż wiedzą, co mam robić, aby moje życie było szczęśliwe. Książka stała się zatem także sposobem na to, by podzielić się z Czytelnikami doświadczeniami, aby KAŻDY SAM mógł zdecydować, z czego chce skorzystać i kiedy, co zastosować, a co zakwestionować, co przyjąć, a co nawet całkowicie odrzucić.

Podejdź do tej książki, jak do szwedzkiego stołu, na którym znajdują się różnorodne potrawy z kuchni całego świata. Na swój talerz nałóż tylko to, co sam chcesz, co Ci się podoba – to, co jest dla Ciebie dobre i smaczne. Łącz i komponuj nowe smaki. Zapraszaj do stołu swoich przyjaciół i razem twórzcie jeszcze lepsze i wspanialsze potrawy.

Jeśli jednak na tym stole nie odnajdziesz niczego dla siebie, to zawsze pozostaniesz z doświadczeniem, dzięki któremu po prostu zweryfikowałeś, co Ci nie smakuje, a przez sam proces próbowania Twoje kubki smakowe poznały nowe smaki.

Mam nadzieję, że na kartach tej książki odnajdziesz inspirację do tego, by eksperymentować ze swoim życiem i sprawdzać, czy można z niego wycisnąć jeszcze więcej soku o smaku, który najbardziej lubisz.

Smacznego!

Marcin


Ile waży Twoje życie?

Ogromne biuro w centrum miasta. Kilkanaście, a może i kilkadziesiąt stanowisk pracy, a przy nich w najgorętszych momentach kilkanaście czy kilkadziesiąt osób. Dziesiątki spotkań. Tysiące godzin spędzonych w samochodzie i tysiące przejechanych kilometrów. Problemy i „pożary” niemal każdego dnia. Mnóstwo zobowiązań, jeszcze więcej wymagań. Presja, zarówno z zewnątrz, jak i od środka… Ciebie samego. Wdawanie się w toksyczne relacje, nie tylko w obszarze prywatnym. Godzenie się na dziesiątki kompromisów dla osiągnięcia tzw. wyższego celu.

Brzmi znajomo? Potrafisz utożsamić się choćby z niektórymi z powyższych zdań?

A co, gdyby życie mogło wyglądać inaczej?

Sam szukałem odpowiedzi na to pytanie. Pomógł mi ją odnaleźć George Clooney, dzięki kreacji, jaką stworzył w filmie Up in the Air, a szczególnie dzięki przemowie, którą w całości cytuję poniżej.

Do plecaka zapakuj wszystko, co masz.

Zacznij od drobiazgów – od rzeczy, które trzymasz na półkach, w szafkach i w szufladach. Wrzuć do niego wszystkie bibeloty, świecidełka i pamiątki, które udało Ci się zgromadzić do tej pory. Pewnie już samo to trochę waży.

A teraz dorzuć nieco większe rzeczy. Ubrania. Sprzęt, który trzymasz na biurku. Lampkę nocną i pościel. Telewizor też.

Plecak powinien już być dosyć ciężki, ale nie przestawaj. Kanapa, łóżko i stół z kuchni też niech się w nim znajdą. Spokojnie, upchniesz jeszcze swój samochód, ba, swój dom – niezależnie od tego, czy to malutka kawalerka, czy willa z balkonem i ogródkiem.

Wszystko to ma się zmieścić w tym jednym plecaku. Gotowe? To teraz spróbuj zrobić krok. Nie takie to proste, co?

A czy nie to właśnie sobie robimy każdego dnia? Co dzień wkładamy na swoje barki nasz życiowy bagaż i dokładamy do niego kolejne ciężary. I nie przestajemy, dopóki nie wgniotą nas w ziemię. A nie możemy przy tym przestać iść, bo na tym polega życie.

Co więc teraz? Spójrz: zaraz podpalę Twój plecak.

Zastanów się, co chcesz z niego wyjąć i uratować, zanim stanie się kupką popiołu. Zdjęcia? Zdjęcia są dla ludzi, którzy nie pamiętają. Weź lecytynę czy coś podobnego, a zdjęcia zostaw. Niech spłoną. Właściwie to niech wszystko spłonie. Czemu nie?

Wyobraź sobie, że jutro obudzisz się i nie będziesz mieć absolutnie niczego. Czyż to nie zabawne? Chociaż odrobinę?

Teraz dopiero będzie trudno. Ale nie uciekaj. Masz nowy plecak. Pusty. Tym razem wypełnij go ludźmi!

Zacznij od swoich znajomych, od znajomych swoich znajomych, od ludzi z pracy czy ze studiów. Potem przejdź do swoich bliskich, naprawdę bliskich – takich, którym możesz zaufać. Zaproś do plecaka swoich krewnych, ciotki i wujków, braci i siostry, Twoich własnych rodziców. I w końcu również najbliższą Ci osobę – męża lub żonę, chłopaka lub dziewczynę. Niech ta osoba też wejdzie do Twojego plecaka. Nie musisz się bać, tego plecaka nie będziemy podpalać.

Skup się na tym, jak ciąży Ci na plecach. Nic w tym dziwnego, w końcu relacje z innymi ludźmi to bardzo istotny element naszego życia. Czy czujesz, jak paski wrzynają Ci się w ramiona? To właśnie są wszystkie te trudne rozmowy czy kłótnie, które macie za sobą, te tajemnice i te kompromisy, na które przystałeś. Wcale nie musisz tego dźwigać! Czemu nie zdejmiesz tego plecaka?

Niektóre zwierzęta już tak mają, że muszą dźwigać siebie nawzajem jako brzemię. Tak zostały stworzone, że całe życie żyją w symbiozie. Łabędzie, gdy raz połączą się w pary, trwają w nich do śmierci. Kochankowie są bez szans na wspólne szczęście. Ale my nie jesteśmy łabędziami!

Im wolniejsze są nasze kroki, tym szybciej giniemy. My nie jesteśmy jak łabędzie – jesteśmy jak rekiny!

Czy czujesz moc powyższych słów?

W moim życiu wielokrotnie następował czas, w którym musiałem przepakowywać swój plecak. Miałem w nim zbyt dużo przedmiotów, zbyt dużo toksycznych relacji, zbyt dużo niepotrzebnych wymagań czy zbędnych sprzętów.

Wielokrotnie rozpoczynałem od początku, ale za każdym razem dbałem o to, aby mój plecak, a raczej uciążliwy bagaż, był coraz lżejszy. A im był lżejszy, tym łatwiej było mi biec – no, chyba że w danym momencie miałem ochotę tylko spacerować.

Powyższy tekst jest oczywiście przenośnią, ale jakże wymowną! Potraktowałem go bardzo serio, niemal dosłownie, do tego stopnia, że mój prawdziwy plecak (25 litrów) waży jedynie pół kilograma.

Moment, w którym uświadomiłem sobie, że swoje życie mogę projektować w taki sposób, jak sam chcę, był jednym ze wspanialszych zdarzeń. Świadomość tego, że do swojego plecaka mogę zabierać tylko to, co jest dla mnie dobre, pozbywając się wszystkiego, co zbędne, niekorzystne, przestarzałe – to daje siłę do sięgania po jeszcze lepszą jakość, także w odkrywaniu samego siebie.

Inwestowanie w przeżycia, w doświadczenia, a nie w zbędne graty, pozwala na skuteczniejsze modelowanie własnego życia tak, aby stawało się ono jeszcze pełniejsze.

Jeśli mój plecak jest lekki, umożliwia mi niemal natychmiastową zmianę kierunku podróży w sytuacji, gdy w trakcie drogi okazuje się, iż miejsce, do którego dotarłem (albo sama droga), wcale mi się nie podoba. Nie muszę tu tkwić tylko dlatego, że wybudowałem dom, zainwestowałem w samochód, że nie mam jak przenieść mojego drogiego sprzętu audio-video czy też dlatego, że mieszkają tu moi znajomi.

Będę w tej książce wracał (bezpośrednio lub pośrednio) do opowieści o „lekkim plecaku”. Tobie, Drogi Czytelniku, gorąco polecam obejrzenie tego filmu.

A teraz zapraszam Cię do mojego świata.


W poszukiwaniu wiedzy i doświadczeń

Jak zdobywać nową umiejętność i stawać się w niej ekspertem? Gdzie zdobywać wiedzę i doświadczenie biznesowe?

A jeśli Ci powiem, że nigdy nie jest tak, aby była tylko jedna odpowiedź na zadane pytania czy jeden sposób rozwiązania problemu? Jest ich nieskończenie wiele i wszystkie są prawdziwe.

Moja odpowiedź jest następująca:

Poprzez wchodzenie w przeróżne interakcje, z najprzeróżniejszymi osobami, w najprzeróżniejszych kontekstach.

Dlaczego? Ponieważ nigdy nie jesteś w stanie dokładnie zaplanować ani przewidzieć tego, co może wyniknąć z nowego kontaktu, z zawartej znajomości.

W swoim życiu miałem bardzo dużo takich momentów, gdy zupełnie niebiznesowe sytuacje, kontakty, relacje zamieniały się w bardzo interesujące projekty, wyjazdy lub innego rodzaju przygody. Przykład? Proszę bardzo:

Gdy byłem na studiach, dosyć szybko zauważyłem, że to, co ma mi do zaoferowania uczelnia, nie do końca jest tym, czego chcę, potrzebuję czy też pragnę. Zacząłem się więc rozglądać za zajęciami, które pozwoliłyby mi jeszcze lepiej odkryć i rozwijać mój potencjał.

Nie miałem pojęcia od czego zacząć, więc zrobiłem research najszybciej dostępnych opcji (w tym przypadku listę organizacji studenckich, działających na mojej uczelni). Od razu zacząłem je testować. Na pierwszy ogień poszedł AZS, który, jak się okazało, miał więcej wspólnego z imprezowaniem aniżeli ze sportem.

Dzięki temu pierwszemu krokowi zupełnie przypadkiem dotarłem do innego stowarzyszenia, jakim było Toastmasters Public Speaking Club (TPSC), a dokładniej – pierwsza anglojęzyczna grupa, która właśnie rozpoczynała swoją działalność w Krakowie. Misja TPSC to nauka przemawiania publicznego. Poszedłem na pierwsze spotkanie, zupełnie nie znając nikogo i nie do końca wiedząc, czego mogę się tam spodziewać (tak, to zdecydowanie było wyjściem poza strefę mojego komfortu). Już po dwóch godzinach poznałem fantastyczne osoby, dzięki którym nauczyłem się nie tylko przemawiać publicznie, ale od których po raz pierwszy usłyszałem o public relations, marketingu czy consultingu.

Ludzie, których tam poznałem, byli tak fantastyczni, iż zaczęliśmy się widywać poza regularnymi środowymi spotkaniami klubu. Ta jedna mała zmiana spowodowała, że zacząłem się interesować nowymi zagadnieniami i coraz lepiej zgłębiać tajniki marketingu, sprzedaży itd.

Miało to też pozorne minusy, ponieważ coraz bardziej traciłem kontakt z większością ludzi z mojego roku. Różniła nas „jedna rzecz”: dokładnie wszystko!

Ale wracam do tematu wchodzenia w przeróżne interakcje. W miejscu, gdzie odbywały się spotkania TPSC, zauważyłem plakat informujący o spotkaniach o tematyce biznesowej. Gośćmi tych spotkań byli ludzie, którzy już osiągnęli ogromny sukces w biznesie. I właśnie to, jak się później okazało, było przysłowiowym strzałem w dziesiątkę! Poszedłem na spotkanie tegoż klubu biznesowego i wsiąkłem na dobre, w dość krótkim czasie zmieniając się ze zwykłego uczestnika w jedną z kluczowych osób tej organizacji. Przygotowałem nawet największy projekt szkoleniowo-biznesowy o wdzięcznej nazwie „BOSS”!

Piszę te słowa w kafejce. Popijam latte, uderzam palcami w klawiaturę i nie mogę przestać się uśmiechać do siebie. Wróciły do mnie niesamowite wspomnienia. Teraz wyraźnie widzę, jaką przedziwną, ale jednocześnie wspaniałą i pozytywnie pokręconą podróż odbyłem, aby dojść do miejsca, w którym teraz jestem!

A najlepsze jest to, że ta podróż nigdy nie będzie miała końca. Wiele rzeczy, które robiłem, bardzo często na pozór nie miały sensu, oczywiście w krótkiej perspektywie. W tej długiej wszystko układa się w logiczną całość, mającą swój początek, rozwinięcie i zakończenie.

Connecting dots, czyli „łączenie kropek”, o którym mówił Steve Jobs w swoim słynnym przemówieniu na Stanford University, jest możliwe jedynie wstecz. Nie możemy tych kropek łączyć „do przodu”. Dlaczego? Bo nie znamy ich położenia, wielkości, odległości od innych doświadczeń.

Nie próbuj więc „łączyć kropek” zanim zobaczysz je wszystkie (zanim się pojawią, zanim powstaną), tylko działaj, podejmuj wyzwania, stwarzaj okazje, korzystaj z nich, bądź aktywny. „Kropki” połączą się same, kiedy będziesz spoglądał wstecz na to, co zrobiłeś i jaką drogę przeszedłeś.


Kwestionuj, poddawaj w wątpliwość

Być może słyszałeś już o doświadczeniu dotyczącym wyznaczania sobie celów i znaczenia tegoż dla przyszłej ich realizacji. Na wszelki wypadek przypomnę:

W latach osiemdziesiątych na Yale University przeprowadzono pewien eksperyment. Poproszono absolwentów o zapisanie na kartce swoich celów na kolejne dwadzieścia lat życia. Po latach skontaktowano się ze wszystkimi uczestnikami tego doświadczenia, aby sprawdzić, jak ułożyło się ich życie. Otóż osiemdziesiąt procent z tych osób, które na kartce zapisały swoje cele, miało znacznie lepsze i ciekawsze życie niż Ci, którzy nie zapisali swoich celów. Byli bogatsi, charakteryzowali się lepszą kondycją fizyczną, ich rodziny były szczęśliwsze.

Na podstawie tego doświadczenia wysnuto wnioski, iż sam fakt zapisywania na papierze swoich celów znacznie zwiększa szanse na ich realizację.

Powyższe doświadczenie stało się jednym z bardziej popularnych przykładów podawanych na szkoleniach i treningach. Uczestnicy szkoleń i treningów wyznaczają sobie w związku z tym długoterminowe cele i zapisują je. Prawdopodobnie, dzięki temu jednemu eksperymentowi, dziesiątki, jeśli nie setki milionów ludzi na całym świecie zapisało swoje cele, wierząc, że to pomoże im w ich osiągnięciu. A Ty?

Jest jednak rzecz, o której niewiele osób wie i jeszcze mniej głośno mówi. Otóż to doświadczenie nigdy nie miało miejsca! Tak. Dobrze przeczytałeś. Takiego eksperymentu nigdy nie przeprowadzono! Możesz to sprawdzić, odwiedzając sekcję FAQ na stronie Yale University: http://goo.gl/eppgyY.

Zdaję sobie sprawę z tego, iż w tym momencie mogę niszczyć czyjś obraz świata, jednak to fakt i warto się z tym pogodzić.

Jaki z tego płynie wniosek i lekcja?

Kwestionuj wszystko i wszystkich, którzy mówią Ci, co będzie dla Ciebie dobre czy pożyteczne. Zwróć uwagę, że piszę „kwestionuj”, a nie „neguj”. Zakwestionowanie status quo pozwala szukać takich rozwiązań i strategii, które będą najbardziej odpowiednie dla nas, a nie dla kogoś innego.

Pojawiają się w tym kontekście ważne pytania:

Czy określanie celów ma znaczenie i sens?

Czy określanie celów i ich zapisywanie jest ważne?

Na ile powyższe działanie może być pomocne?

Na ile powyższe działanie może być ograniczające?

Na te pytania odpowiedź prawdopodobnie w przypadku każdego z nas będzie inna.

Przyjrzyjmy się teraz zagadnieniu, jakim jest tzw. research.

Gdyby jeszcze kilka lat temu ktoś mi powiedział, że moim głównym zajęciem, jako przedsiębiorcy, będzie robienie ogromnych ilości researchu, to bez sekundy wahania odesłałbym taką osobę z kwitkiem. Jednak teraz, na podstawie moich doświadczeń i przemyśleń, stwierdzam, iż dobry research jest podstawą w odniesieniu do:

skutecznej sprzedaży,

negocjacji,

odnajdywania kolejnych, nowych nisz,

budowania wartościowych relacji,

coraz lepszego poznawania siebie.

A co właściwie rozumiem przez samo słowo research? Zebranie wystarczającej porcji informacji na dany temat, w jak najkrótszym czasie. Mój research nie ma nic wspólnego z generowaniem stosu wydruków czy masy plików. Jego celem jest zebranie informacji o:

osobie, z którą mam się spotkać po raz pierwszy (nie ma znaczenia, czy jest to potencjalnie moja nowa fryzjerka, czy prezes korporacji, czy też sprzedawca w salonie samochodowym, w którym planuję kupić auto),

firmie, instytucji, grupie, którą chcę poznać w celu nawiązania szeroko rozumianej współpracy,

nowym miejscu czy nieznanej mi kulturze,

case study wdrożonych, wynalezionych czy przeprowadzonych działań, które potencjalnie można zaimplementować na lokalnym rynku, bazując na zagranicznych doświadczeniach.

Myślę, że życie każdego pracodawcy znacznie by się poprawiło, gdyby kandydaci biorący udział w rozmowach rekrutacyjnych zadali sobie odrobinę trudu i przeprowadzili chociaż podstawowy research na temat firmy, do której aplikują. Efekty rekrutacji dla tych poszukujących pracy byłyby również zdecydowanie lepsze.

Możesz się zastanawiać, co ma wspólnego research, z kwestionowaniem ogólnie przyjętych norm i praktyk. Otóż ma i to bardzo dużo! Dopiero gdy masz komplet informacji na temat danego działania, możesz się z nim nie zgadzać, bo poznałeś ich genezę i istotę. Jest to niezwykle ważne. W przeciwnym wypadku możesz wyjść na… nieprzygotowanego ignoranta… Dlatego rób dokładny research i kwestionuj – w tej kolejności.


Parking przeciętności

Niemal na każdym szkoleniu, w którym uczestniczyłem, doświadczeni trenerzy i prelegenci bez cienia wątpliwości wykładali o niezwykle ważnej roli mentorów i tzw. guru w drodze „na szczyt”. Być może i Ty kojarzysz zdania typu: „Znajdź kogoś, kto już zrobił to, co Ty zamierzasz zrobić, zapytaj go o radę i podążaj drogą, która doprowadziła go do osiągnięcia wyznaczonego celu”. Brzmi znajomo?

Na swojej drodze miałem przyjemność spotkać wielu bardzo doświadczonych ludzi, którzy – jak sam ich nazwałem – byli moimi GURU. Byli przewodnikami, pokazującymi rzeczy, których sam nie byłem w stanie zobaczyć, odkrywającymi przede mną to, z czego nawet nie zdawałem sobie sprawy, uświadamiającymi mi, iż mogę osiągnąć X czy Y.

W pewnym momencie zauważyłem, że niektórzy z kolei mnie zaczęli traktować jako guru, a nawet zwracali się do mnie per „guru”.

Dlaczego tak wielu osobom zależy na tym, aby mieć „swojego guru”? Przyczyn jest pewnie bardzo wiele. Poniżej te, które w moim przekonaniu i według moich obserwacji występują najczęściej:

potrzeba znalezienia kogoś, kto ma doświadczenie w interesującej nas dziedzinie (potrzeba wsparcia),

chęć poznania kogoś, kto osiągnął już to, do czego my dopiero zmierzamy (potrzeba autorytetu i wzorca),

potrzeba wsparcia własnego autorytetu siłą autorytetu ludzi będących w otoczeniu,

potrzeba dowartościowania się – poprzez fakt samego przebywania w otoczeniu guru automatycznie czujemy się lepsi,

uleganie „magnetyzmowi” – guru zwykle posiada doskonałe umiejętności interpersonalne, a przez to charakteryzuje go swoisty magnetyzm,

chęć poznania przyszłości, konsekwencji naszych decyzji i wyborów – o guru często myśli się, że posiada umiejętność przewidywania przyszłości, bywa, że nieświadomie mu taką umiejętność przypisujemy,

chęć słuchania rad osoby, która wie, co robi i może to potwierdzić konkretnymi osiągnięciami,

chęć i potrzeba, by czuć się „wybranym” (wybranym, wyróżnionym przez guru) i korzystania z zaszczytu, przywileju obcowania z kimś wyjątkowym (pośrednio to realizowanie też marzeń i celów wielu innych osób).

Od guru odróżnia Cię jednak „jedna rzecz”: ABSOLUTNIE WSZYSTKO!

Z moich obserwacji wynika, że wielu młodych ludzi pytanie o to, w jaki sposób osiągnąć sukces w biznesie, zadaje osobom starszym od siebie o trzydzieści czy czterdzieści lat. Oczywiście można z uzyskanych odpowiedzi wyłuskać wartościowe informacje i uniwersalne prawdy, ale jak mają się one do aktualnej sytuacji rynkowej?

Ty i Twój guru czy doradca jesteście zupełnie różnymi osobami, macie prawdopodobnie różne talenty, osobowości, predyspozycje,

charakteryzuje Was zupełnie odmienny networking (znacie zupełnie inne osoby).
Aby lepiej zobrazować ten ostatni punkt, posłużę się przykładem. Podczas jednego z odcinków brytyjskiej edycji programu Dragon’s Den (który w moim odczuciu z polską edycją ma wspólną jedynie nazwę), swój pomysł biznesowy zaprezentował wesoły Jamajczyk Levi Roots. Ideą Leviego było uruchomienie produkcji sosu według własnej, domowej receptury. Jego wystąpienie przypominało bardziej koncert aniżeli biznesowy pitch (krótka mowa sprzedażowa). Jurorzy pogratulowali mu talentu muzycznego, ale nie byli zainteresowani inwestycją w pomysł o nazwie „Reggae Souce”. Ci jurorzy są niekwestionowanymi liderami w swoich dziedzinach i mogą uchodzić za doskonałych guru. Dlaczego więc pomysłem Leviego jako jedyny zainteresował się Peter Jones? Otóż, jak okazało się później, wśród ówczesnych partnerów biznesowych Jonesa była osoba odpowiedzialna za dział zakupów w sieciówce Sears’a. I właśnie dzięki tej znajomości Johns dostrzegł możliwość wprowadzenia na półki sklepowe produktu „Reggae Souce”. Inni jurorzy nie mieli takich odniesień i kontaktów.

Różna perspektywa patrzenia na życie i różne postrzeganie.
Nawet jeśli opowiesz komuś całe swoje życie, nawet jeśli usiądziecie obok siebie i będziecie patrzeć na to samo – nie będziecie tak samo odbierać tej rzeczywistości. Twój odbiór, tak samo jak mój, zawsze będzie subiektywny.
Podczas rozmowy z guru nigdy nie będziecie mieć tej samej perspektywy, ponieważ w danym momencie widzicie zupełnie inne rzeczy. Twój guru nie wie, jakimi dokładnie talentami dysponujesz, nie wie, przez co dokładnie przeszedłeś ani nie zna Twojej aktualnej sytuacji finansowej, zdrowotnej czy rodzinnej. A przecież wszystko to na siebie oddziałuje i ma ogromny wpływ na Ciebie, na Twoje decyzje, Twoją gotowość zmian, na to, jak działasz. A jeśli nawet mu o tym powiesz – on nigdy nie będzie w stanie poczuć tego, co Ty czujesz. Może sobie to jedynie wyobrażać, niemniej to wyobrażenie może nie mieć z Tobą nic wspólnego. Bo on nie jest Tobą!

Niedawno miałem przyjemność brać udział w międzynarodowej konferencji dla ponad czterech tysięcy osób, a prelegentami było blisko dwudziestu światowej klasy mówców. Mieli swoje stoiska w tzw. strefie networkingowej i większość z nich sporo czasu przebywała właśnie tam. Dzięki temu można było łatwo do nich dotrzeć, „przybić piątkę” i porozmawiać.

Podczas takiej rozmowy do jednego z mówców podszedł z boku nieznajomy człowiek i zaczął mniej więcej tak:

– Przepraszam bardzo, że przeszkadzam, ale czy mogę chociaż uścisnąć Ci dłoń? – prelegent oczywiście podał dłoń.

– Bardzo się cieszę, że mogłem uścisnąć Twoją dłoń. Bardzo dużo to dla mnie znaczy. Dla tej chwili warto było przyjechać dzisiaj kilkaset kilometrów – aby Cię spotkać.

Takie sytuacje widziałem wielokrotnie, ale za każdym razem jestem zaskoczony.

Jak bardzo niskie poczucie własnej wartości trzeba mieć, aby do osoby takiej samej jak ja, Ty czy on podchodzić z tak dużym namaszczeniem i uniżeniem?

W czym miało pomóc owemu człowiekowi samo uściśnięcie dłoni prelegenta?

Dlaczego, skoro jego guru (prelegent) był dostępny, miał czas, gotów był rozmawiać, on zadowolił się jedynie uściskiem dłoni i odszedł, zamiast skorzystać z dostępnej za darmo wiedzy (o samym budowaniu relacji nie wspomnę)?

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.