Biblia dla dzieci. Stary i Nowy Testament - Murray Watts - ebook
Wydawca: Wydawnictwo Jedność Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2011

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 391 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Biblia dla dzieci. Stary i Nowy Testament - Murray Watts

Wspaniały prezent na uroczystość I Komunii Świętej.

Niniejsze dzieło to ponad 200 poruszających historii ze Starego i Nowego Testamentu, które mówią o Objawieniu Bożym i Bożej obietnicy zbawienia ludzkości. Autor połączył swoją wiedzę o Biblii i miłość do niej z wielką umiejętnością opowiadania, aby wprowadzić młodych czytelników w dramat, tajemnicę i cud tej niezwykłej Księgi. Jego wciągające opowieści, dotyczące biblijnej historii i głoszenia Ewangelii Chrystusowej, pisane są językiem trafiającym do wyobraźni dzieci i dającym im radość z lektury. W książce nie zabrakło również cytatów z Psalmów oraz pochodzących ze Starego Testamentu przepowiedni i słów mądrości. W ten sposób powstała zwarta całość, uzupełniona ponadto o indeks osób i miejsc, mapy oraz pożyteczny słowniczek niektórych pojęć związanych z Pismem Świętym. Stylowe, barwne ilustracje – pełne szczegółów i wymowne – wprowadzają w klimat odległych czasów i pozwalają lepiej zrozumieć ludzi, którzy wtedy żyli, zaś nowoczesna szata graficzna całej książki daje poczucie obcowania ze sztuką współczesną.

Opinie o ebooku Biblia dla dzieci. Stary i Nowy Testament - Murray Watts

Fragment ebooka Biblia dla dzieci. Stary i Nowy Testament - Murray Watts


























Imprimatur


Tytułowa

BIBLI A

dla dzieci

STARY I NOWY TESTAMENT

Opowiada Murray Watts

Ilustracje Helen Cann


Redakcyjna

Tytuł oryginału: Bible for Children

Text copyright © 2008 Murray Watts

Illustrations copyright © 2008 Helen Cann

This edition copyright © 2008 Lion Hudson

Original edition published in English under the title

The Lion Bible For Children by Lion Hudson plc, Oxford, England

For the Polish edition copyright © 2009 Wydawnictwo JEDNOŚĆ

Przekład z języka angielskiego

Piotr Żak

Redakcja i korekta

Joanna Pisiewicz

Konsultacja

ks. dr Jan Nowak

Opracowanie graficzne okładki

Justyna Kułaga-Wytrych

Redakcja techniczna

Marcin Satro

ISBN 978-83-7660-833-4

WYDAWNICTWO „JEDNOŚĆ”

25-013 Kielce, ul. Jana Pawła II nr 4

Dział sprzedaży tel. 041 349 50 50

Redakcja tel. 041 368 11 10

www.jednosc.com.pl

e-mail: jednosc@jednosc.com.pl

StartFragment

Skład wersji elektronicznej:

Marcin Satro

© Copyright Wydawnictwo JEDNOŚĆ

EndFragment

Wstęp

Wstęp oznacza początek podróży dla czytelnika, ale jej koniec dla pisarza. To ostatnia strona do napisania, a dla mnie najtrudniejsza ze wszystkich. Jak mogę opisać radości, lęki, wyzwania i niespodzianki towarzyszące owej niecodziennej wyprawie? Mam tylko nadzieję, że niektóre z wymienionych doświadczeń będą przebłyskiwały w tych wspaniałych historiach, opowiadających o Objawieniu Bożym i Bożej obietnicy zbawienia ludzkości. Dla mnie pisanie tej książki było pasjonującą przygodą i myślę, że podobne uczucia będą towarzyszyły każdemu, kto ją przeczyta.

Często poruszały mnie zmagania i niepowodzenia biblijnych bohaterów, tak samo jak radujące serce przykłady ich wiary, odwagi i szlachetności. Mężczyźni, kobiety i dzieci pojawiający się w Piśmie Świętym są tacy jak my, zaś podejmowane w nim tematy – ponadczasowe. To historia niezwykłej urody: przejmująca a zarazem pouczająca opowieść o Bożej miłości do świata, widocznej w całej jego cudowności i ułomności. Pełno w niej piękna i nadziei, ale też prawdy o ludziach i konsekwencjach ich działań.

Biblia to nie jedna księga, to biblioteka wspaniałych dzieł powstałych na przestrzeni setek lat, gromadzących doświadczenia wielu różnych ludzi i ich czasów. W tej „Biblii dla dzieci” próbowałem oddać ich rozmach, wyrażający się w nieprzebranym bogactwie historii, przypowieści i pieśni. Według mnie, nie powinno się ograniczać młodych czytelników do ostrożnej czy sentymentalnej wersji Pisma. Niech wniosą do tej niekiedy trudnej, lecz budującej lektury własne spostrzeżenia, pytania i odpowiedzi.

Ta książka pokazuje również, jak ludzka znajomość Boga pogłębiała się i rozwijała przez wieki – jest duża różnica między surowym i nierzadko wojowniczym światem niektórych ksiąg Starego Testamentu a miłością i przebaczeniem, jakie widzimy wiele pokoleń później, w życiu Jezusa opisanym w Nowym Testamencie. Jednakże istnieją niezwykle mocna ciągłość i głęboka jedność biblijnych opowieści, które wpływały także na moją relację.

Miałem ogromne szczęście, że moi rodzice bardzo cenili Biblię, ucząc mnie miłości do tej szczególnej Księgi, a także zachęcając do czerpania z niej nauk. Mam nadzieję, że nowe pokolenie dzieci otrzyma ten sam przywilej od swoich rodziców, krewnych lub przyjaciół, którzy podzielą się z nimi skarbnicą przygód, wielkich dramatów, tragedii, radości i miłości.

Murray Watts

Wtedy Bóg rzekł:

„Niechaj się stanie światłość!”

Księga Rodzaju 1,3


STARY TESTAMENT


Stworzenie

Księga Rodzaju 1, 2

Na początku Bóg stworzył niebiosa i ziemię. Ziemia była bezkształtna i pusta, ciemność panowała nad głębokimi oceanami, a Duch Boży unosił się nad powierzchnią wód.

Wtedy Bóg rzekł: „Niechaj się stanie światłość!” I stała się jasność. Bóg zobaczył, że jest ona dobra. Światłość nazwał więc dniem, a ciemność nocą. Tak minął wieczór i poranek dnia pierwszego.

I Bóg powiedział: „Niech stanie się przestrzeń ponad oceanami i niech oddzieli niebiosa od ziemi”. I tak się stało, a Bóg nazwał tę przestrzeń niebem. Tak minął wieczór i poranek dnia drugiego.

A potem Bóg rzekł: „Niech sucha powierzchnia wynurzy się z głębiny wód”. I stało się tak. Bóg nazwał tę powierzchnię ziemią, a wody morzami. Bóg popatrzył na wszystko, co uczynił, i zobaczył, że było dobre.

Wtedy Bóg powiedział: „Niech ziemia rodzi rośliny i plony, i drzewa owocowe wszelkiego rodzaju”. I tak się stało. Tak minął wieczór i poranek dnia trzeciego.

Bóg powiedział: „Niech światła na niebie oddzielają dzień od nocy, wyznaczając dni, pory roku i zmiany lat, i niech świecą wprost na ziemię”. I tak się stało. Bóg stworzył słońce, aby świeciło w dzień, i księżyc, aby świecił w nocy. Potem Bóg stworzył gwiazdy. I zobaczył, że wszystko, co uczynił, było dobre. Tak znowu przeminęły wieczór i poranek, i to był dzień czwarty.

Potem Bóg rzekł: „Niech wody zrodzą życie i zapełnią się żywymi stworzeniami, i niech ptaki przemierzają swoje drogi po niebie”. Tak stworzył Bóg mnóstwo morskich stworzeń i każdą żywą istotę, która pokonywała wodne przestrzenie, i wszystkie gatunki ryb, a także wszystkie gatunki ptaków, które latały w powietrzu. I zobaczył Bóg, że to, co uczynił, było dobre. Pobłogosławił wszelkim stworzeniom i powiedział: „Bądźcie płodne i rozmnażajcie się, zapełniajcie morza i powietrze!” Tak znowu przeminęły wieczór i poranek, i to był dzień piąty.

I Bóg powiedział: „Niech ziemia zrodzi wszystkie rodzaje zwierząt, wszystkie rodzaje żywych stworzeń, bydła i gadów, i dzikich bestii”. Tak się stało. I widział Bóg, że były dobre.

Wtedy Bóg rzekł: „Stworzę istoty ludzkie na Nasz obraz, na Moje podobieństwo. Niech rządzą królestwem zwierząt i będą odpowiedzialne za całą ziemię”.

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, tworząc kobietę i mężczyznę.

Bóg pobłogosławił rodzajowi ludzkiemu i powiedział: „Zapełnijcie ziemię swoim potomstwem i opiekujcie się tym, co stworzyłem”.

Bóg popatrzył na wszystko, co stworzył, i widział, że jest dobre. I tak przeminęły wieczór i poranek, i to był dzień szósty.

W ten sposób niebiosa i ziemia zostały ukończone w całej swojej wspaniałości.

Gdy Bóg dopełnił dzieła stworzenia, siódmego dnia odpoczywał. Pobłogosławił ów dzień i uczynił go świętym, ponieważ był to dzień Jego odpoczynku.


Ogród Eden

Księga Rodzaju 2

Oto jak Bóg stworzył mężczyznę. Wziął proch ziemi, ulepił jego ciało i tchnął w nozdrza oddechem życia. Tak mężczyzna stał się żywą istotą.

Wtedy Bóg posadził piękny ogród na wschodzie, w krainie Edenu, a potem przeniósł tam mężczyznę, aby go uprawiał. W ogrodzie były wszystkie gatunki drzew, rodzących mnóstwo kwiatów i owoców doskonałych do jedzenia, i kolorowe, pachnące kwiaty i rozmaite krzewy wspaniałe dla oczu. A w jego centrum Bóg posadził dwa drzewa – drzewo życia oraz drzewo poznania dobrego i złego.

Bóg powiedział do mężczyzny: „Możesz jeść z każdego drzewa w tym ogrodzie, ale nie wolno ci jeść z drzewa poznania dobrego i złego. W dniu, w którym to uczynisz, umrzesz”.

Mężczyzna był samotny w Edenie, więc Bóg przyprowadził do niego wszystkie zwierzęta. Mężczyzna nazwał każdy gatunek, od bydła i dzikich bestii na ziemi po ptaki na niebie. Ale między nimi nie było towarzystwa dla niego.

„Nie jest dobrze dla mężczyzny, aby był sam; uczynię mu zatem odpowiednią pomoc”, powiedział Bóg i sprawił, że mężczyzna pogrążył się głębokim śnie. Podczas gdy spał, Bóg wyjął mu jedno żebro, wyleczył ranę, a z żebra stworzył kobietę.

Bóg obudził mężczyznę, a on zobaczył, iż przed nim stoi kobieta i uradowany krzyknął: „Oto wreszcie jest ktoś z mojego rodzaju, kość z mojej kości i ciało z mojego ciała!”

I tak mężczyzna i kobieta szczęśliwi spacerowali w rajskim ogrodzie, otoczeni najpiękniejszą roślinnością i łagodnymi niczym baranki zwierzętami. Byli nadzy, ale nie wstydzili się. Żyli w harmonii ze sobą i z całym światem.


Upadek pierwszych ludzi

Księga Rodzaju 3

Wąż był najbardziej przebiegły spośród wszystkich istot stworzonych przez Boga. Zobaczył, że kobieta siedzi sama, i zbliżył się do niej, pełzając po trawie.

„Czy Bóg rzeczywiście powiedział: «Nie możecie jeść z żadnego drzewa w tym ogrodzie?»”

Kobieta spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami, zdziwiona, że takie stworzenie ma moc mówienia – ale każdy dzień w Edenie pełen był nowych odkryć.

„A więc?” – wąż, bacznie się w nią wpatrywał.

„Możemy jeść z każdego drzewa za wyjątkiem tego...” i kobieta wskazała okazałe drzewo w głębi ogrodu.

„Z tego drzewa?”, zapytał wąż udając zdumienie.

„O tak” odpowiedziała. „Bóg rzekł: «Jeśli zjecie owoc z tego drzewa – umrzecie!»”

„Nie, nie”, odparł wąż. „Nie umrzecie. Bóg wie, że spożywając owoc z tego drzewa, staniecie się tacy sami jak On”.

Wąż wypełzł zza korzeni i byskawicznie wdrapał się na drzewo poznania dobrego i złego.

Kobieta podążyła za nim. Owoc spadł, pełny i soczysty. Wyglądał tak smakowicie. Wyciągnęła rękę. Zawahała się. Rozejrzała wokół.

„No, dalej”, kusił wąż. „Spróbuj choć odrobinę”.

Kobieta nagle schwyciła owoc zatapiając zęby w słodkim miąższu.

Wąż zniknął w poszyciu ogrodu, ponieważ nadszedł jej mąż. Był zaniepokojony widząc kobietę przy zakazanym drzewie poznania dobrego i złego, ale ona podała mu wyborny owoc i mężczyzna również go spróbował.

Natychmiast oboje poznali, że są nadzy. Nagle wszystko w Edenie zaczęło wyglądać inaczej – tak jakby cień padł na ogród, a oni zaczęli splatać liście figowe, aby zrobić dla siebie ubrania.

Wtedy usłyszeli kroki Boga, który przechadzał się w chłodzie wieczoru. Uciekli i schowali się między drzewami.

„Gdzie jesteście?”, zapytał Bóg.

Mężczyzna wyszedł z mroku, zawstydzony.

„Usłyszałem, że jesteś w ogrodzie”, tłumaczył, „ale obawiałem się, bo byłem nagi, i ukryłem się”.

„Kto ci powiedział, że jesteś nagi?”, zapytał Bóg. „Czy zjadłeś owoc z tego drzewa?”

„Kobieta”, jąkał się mężczyzna, „kobieta – to ona dała mi jakiś owoc, a ja go zjadłem”.

„Dlaczego to zrobiłaś?”, Bóg zapytał kobietę, która powoli wyszła z krzaków, nie śmiejąc podnieść głowy.

„To wąż”, odpowiedziała, „to jego wina. Skusił mnie i zjadłam”.

Wtedy Bóg odwrócił się do węża, który czaił się w głębi ogrodu, i powiedział: „Ponieważ to zrobiłeś, będziesz przeklęty między zwierzętami”.

Następnie zwrócił się do mężczyzny i kobiety i powiedział im, że z powodu ich nieposłuszeństwa na świecie pojawi się ból. Od tej pory życie będzie naznaczone trudem i cierpieniem.

Mężczyzna i kobieta stali drżący, pogrążeni w gorzkim smutku. Bóg ulitował się nad nimi i dał im odzież ze skór zwierząt, aby chroniła ich przed zimnem. Potem wygnał ich z ogrodu na zawsze, a u wejścia postawił anioły z ognistymi mieczami.


Rodzinna tragedia

Księga Rodzaju 4

Mężczyzna stał się znany jako Adam, zaś jego żona otrzymała imię Ewa. Adam i Ewa zbudowali swój dom niedaleko Edenu. Żyło im się ciężko, ale wśród swoich smutków odnaleźli radość. Ewa urodziła dwóch synów – pierwszemu dała na imię Kain, zaś drugiemu Abel.

Abel został pasterzem. Spędzał życie w górach, pilnując stad owiec bez względu na pogodę, chroniąc je w czasie ostrych burz czy wiosną przed polującymi wilkami.

Kain był rolnikiem, który uprawiał ziemię i zbierał plony. Pracował na równinach daleko w dole, kopiąc i orząc ziemię w pocie czoła, aby spulchniona przyjęła ziarno i obrodziła.

Czas mijał i bracia zdecydowali się złożyć Bogu specjalną ofiarę. Kain wybrał niektóre spośród swoich zbiorów – kilka warzyw i trochę owoców. Być może nie ofiarował tego, co miał najlepszego, ale dokonał uczciwego wyboru. W końcu Bóg miał cały świat, więc co może Mu złożyć w ofierze mały człowiek?

Abel myślał inaczej. Wierzył, że wszystko, co ma, należy do Boga, więc na ofiarę przeznaczył owcę najpiękniejszą w całym stadzie.

Bóg był zadowolony z ofiary złożonej przez Abla, lecz Kain poczuł zazdrość. Owładnięty gniewem i nienawiścią na młodszego brata chodził ponury ze ściśniętym sercem. Pan zobaczył, co się dzieje, i powiedział do Kaina: „Czemu jesteś zły? Jeśli zrobisz to, co należy, wtedy także zyskasz Bożą aprobatę.

Uważaj, bo grzech czai się u drzwi twojego serca jak zwierzę, gotowe, aby cię zaatakować, a przecież ty masz nad nim panować”.

Kain jednak nie chciał słuchać słów Pańskich. Odnalazł Abla i powiedział do niego: „Chodź, pójdziemy na spacer po polach”. Gdy zostali sami, Kain z wściekłością rzucił się na brata i zabił go.

Potem szybko wykopał dół i pochował ciało. Nakrył grób kamieniami i ziemią, ale Bóg zapytał go: „Kainie! Gdzie jest twój brat, Abel?”

„Skąd mam wiedzieć?”, Kain wzruszył ramionami. „Nie jestem jego strażnikiem”.

„Cóż uczyniłeś?”, zapytał Bóg przygnębiony, a Jego głos był potężny niczym poszum gwałtownego wiatru. „Krew twojego brata woła do Mnie z ziemi!”

Kain upadł na kolana. Jego straszna zbrodnia nie mogła zostać ukryta przed Panem, który powiedział do niego: „Teraz jesteś przeklęty. Musisz opuścić to miejsce, które już nigdy nie będzie rodziło dla ciebie plonów. Od dzisiaj będziesz bezdomnym tułaczem i zbiegiem”.

Kain zadrżał ze strachu na myśl o tej karze, ale miłosierny Bóg ulitował się nad nim. „Będę cię strzegł, gdziekolwiek pójdziesz”, obiecał. Kain więc na zawsze opuścił swój dom i rodziną ziemię i wyruszył w daleką podróż.


Potop i tęcza

Księga Rodzaju 6–9

Przez wieki, które minęły od czasów Kaina i Abla, ludzie rozmnożyli się. Wśród licznych pokoleń coraz więcej było osób, które niestety wzięły przykład z Kaina i stały się przestępcami. Nic więc dziwnego, że gdy Bóg spojrzał na ziemię, wypełniły Go ból i smutek.

„Nigdy nie powinienem stworzyć rodzaju ludzkiego”, pomyślał. „Tak wiele czynią sobie nawzajem zła”. Cały świat pełen był nikczemnych ludzi. Bóg zdenerwował się upadkiem stworzonych przez siebie istot i powiedział: „Usunę ludzi z oblicza ziemi – zniszczę na zawsze ich niegodziwość”.

Był jednak jeden, jedyny człowiek, którego Pan darzył życzliwością. Miał na imię Noe i żył uczciwie w przyjaźni z Bogiem. Dlatego Pan zdecydował, że ocali Noego i jego rodzinę przed zagładą.

Bóg wezwał Noego i powiedział mu: „Zamierzam zniszczyć wszystkich ludzi na ziemi z powodu ich okrucieństwa i nienawiści. Musisz zbudować arkę z drzewa żywicznego, wielki statek z mnóstwem pomieszczeń nakrytych szczelnie dachem. Potem powlecz ją smołą wewnątrz i zewnątrz”.

Noe z wielkim zdumieniem słuchał o budowie statku tak daleko od morza, ale zapamiętał każde słowo Pana, który dokładnie objaśnił mu, jak ma wyglądać arka: „W bocznej burcie masz zrobić drzwi i zbudować dolny, środkowy i górny pokład”. A potem Bóg rzekł: „Sprowadzę powódź na całą ziemię i zniszczę żywe istoty. Wody przykryją świat i wszelkie stworzenie zginie. Ale dotrzymam obietnicy, którą ci dałem, i zawrę wieczne przymierze z tobą i twoją rodziną. Kiedy wejdźcie do arki, będziecie bezpieczni. Powódź nie zrobi wam krzywdy”.

Noe wstał z lękiem i wielką obawą przed karą, którą Pan zamierzał zesłać na ziemię. A Bóg powiedział: „Musisz zabrać ze sobą po dwie istoty z każdego gatunku żyjącego na ziemi, każdego gatunku ptaków i zwierząt – samca i samicę. W parach zaprowadź je na arkę. I zabierz żywność dla siebie i dla wszystkich stworzeń, które zabierzesz. W ten sposób zachowasz to, co stworzyłem”.

Noe uczynił więc wszystko tak, jak kazał mu Bóg. On i jego synowie – Sem, Cham i Jafet – zaczęli budować arkę na pustyni, niedaleko miejsca, w którym żyli. Noe kontynuował budowę, choć wielu ludzi szydziło z niego i uważało za szalonego. Wreszcie ogromny, najdziwniejszy na świecie statek był gotów. Ale wciąż nie było deszczu.

Słońce błyszczało na bezchmurnym niebie. Ludzie, którzy nie mieli respektu dla Boga, a tym bardziej dla Noego, wciąż się śmiali. Choć Noe ostrzegał ich, nie zważali na to, a gdy zaczął gromadzić setki zwierząt, byli przekonani, że już całkiem stracił zmysły.

Ale zwierzęta chętnie przychodziły do Noego i jego rodziny. Wyczuwały burzę na długo przed pierwszym jej grzmotem, wywąchały w powietrzu powódź. Śpiesznie biegły parami w bezpieczne miejsce i Noe witał je wszystkie w arce, w której miały pod dostatkiem paszy i wody w swoich stajniach, zagrodach i klatkach.

Wreszcie, gdy Noe i cała jego rodzina – żona, synowie i ich żony – i wszystkie zwierzęta byli zgromadzeni w arce, Bóg zatrzasnął potężne drewniane drzwi. Z nieba poleciały potoki wody.

Lało przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy. W niebiosach otworzyły się tamy i źródła z głębokości wylały się na pustynię, zaś strumienie i rzeki wezbrały i wystąpiły z brzegów. Burza była przerażająca. Świat pogrążył się w nieskończonej ciemności, wody mórz podniosły się na niewyobrażalne poziomy i zakryły szczyty najwyższych gór – tak że każda istota, która nie znalazła się na arce, zginęła w potopie. Przetrwali tylko pasażerowie arki.

Przez sto pięćdziesiąt dni, które upłynęły od ustania deszczu, arka pływała po wodach przykrywających ziemię i nigdzie nie było widać suchego lądu. Ale Bóg nie zapomniał o swoim wiernym słudze, Noem, i zesłał wielki wiatr, który cofnął powódź. Powoli wody zaczęły opadać.

Wciąż nie było widać lądu, ale ciemność zaczęła znikać. Arka płynęła powoli, aż wreszcie Noe i jego rodzina nagle poczuli wstrząs. Wszyscy podskoczyli, gdy łódź zaskrzypiała, zachwiała się i znieruchomiała. Arka osiadła na wierzchołku góry Ararat.

Noe otworzył okno arki i spojrzał na bezmiar wód. Ich powierzchnia błyszczała jak srebro pod poszarzałym niebem. Nie widział żadnych oznak życia, nic nie słyszał. Wypuścił więc kruka nad wody, żeby zobaczyć, czy ptak znajdzie miejsce do zbudowania gniazda, ale on powrócił do arki.

Wtedy Noe wziął gołębicę i wypuścił ją w powietrze, aby zobaczyć, czy znajdzie miejsce, na którym będzie mogła usiąść. Gołębica krążyła po niebie, a potem poleciała aż do horyzontu i z powrotem. Wróciła po długiej chwili. Noe wyciągnął rękę i posadził ją w bezpiecznym miejscu.

Czekał następne siedem dni i znowu wypuścił gołębicę – przyleciała jeszcze tego samego wieczoru, trzymając w dziobie gałązkę oliwną.

Noe wiedział, że wody w końcu cofną się, wysłał więc gołębicę jeszcze raz. A kiedy nie wróciła, wypuścił jej partnera. Wtedy otworzył drzwi i wszyscy zobaczyli, że wody powróciły do rzek i mórz, a wszędzie wokół był suchy ląd.

Bóg powiedział do niego: „Wyjdźcie z arki, ty i twoja żona, i twoi synowie, i ich żony! Wypuść wszystkie zwierzęta, każde żywe stworzenie, i daj im wolność na ziemi. Bądźcie płodni, wzrastajcie i zapełnijcie ziemię swoim potomstwem!”

Więc zwierzęta biegły, skakały, pełzały i truchtały do wolności, a ptaki leciały i nurkowały, i sięgały nieba, śpiewając i wołając się nawzajem, zaś Noe i jego najbliżsi klęknęli na górze Ararat, aby sławić Pana.

Wtedy Bóg rzekł: „Daję wam obietnicę i każdemu stworzeniu, które było na arce: nigdy nie przykryję całej ziemi wodami, nigdy nie zniszczę jej potopem, który zatopi wszystko co żywe. Jak długo będzie trwał świat, tak długo będzie czas i pory roku. Będzie sianie i zbieranie, będzie zimno i gorąco, lato przemieni się w zimę, noc nastąpi po dniu. Na znak przymierza między Mną a ziemią, położę tęczę na niebie”.

W tym momencie pojawił się najpiękniejszy, najbardziej błyszczący wachlarz tęczy i zawisł na ciemnym aksamicie nieba. Noe i jego rodzina patrzyli w zdumieniu, maleńkie postaci pod wspaniałym łukiem kolorowego światła.

„Moja tęcza”, powiedział Bóg, „będzie przypominać o Mojej obietnicy wam i każdemu żywemu stworzeniu. Będę widział to i będę pamiętał wieczną więź, jaką uczyniłem między Mną a wszystkim, co żyje na ziemi”.

W następnych latach Noe spoglądał na tęczę i pamiętał o Bożym przymierzu. Służył Bogu przez wszystkie dni swojego bardzo długiego życia.

Ludzie stopniowo zapełniali ziemię, ale niepomni tego, co się stało, kolejny raz sprzeniewierzyli się Panu. Przyszedł znów czas, kiedy rodzaj ludzki stał się zbyt dumny i nie pamiętał o mocy Boga albo jej nie szanował.


Wieża Babel

Księga Rodzaju 11

Po wielkiej powodzi nastał wiek, w którym mieszkańcy ziemi mówili tym samym językiem i wszyscy doskonale się rozumieli.

Wędrując ze wschodu, natknęli się na szeroką równinę w kraju Szinear, gdzie postanowili zbudować wielkie miasto.

„Chodźmy”, krzyczeli, „rozsławimy nasze imię i stworzymy najwspanialsze miasto na ziemi!”

„Będziemy kopać glinę i robić cegły”.

„Wypalimy je w najbardziej gorących piecach i użyjemy smoły jako zaprawy”. Byli bardzo pewni swoich umiejętności.

„Zbudujmy wieżę najwyższą na świecie, sięgającą niebios!”

„Nasza wieża będzie wznosić się nad chmury i stanie się bramą do nieba! W ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi”

Wszyscy zebrali się w jednym miejscu i zaczęli pracować.

Bóg postanowił odwiedzić ich miasto.

„Patrzcie no”, powiedział. „Wszyscy ci ludzie budują wieżę. Niedługo pomyślą, że wszystko mogą. Będzie im się wydawało, że nie ma rzeczy niemożliwych. Pomieszam więc ich mowę. Od dzisiaj będą mówić wieloma językami, nie jednym”.

Zapanował chaos. Nagle budowniczowie wieży nie rozumieli ani słowa, które słyszeli od towarzyszy. Biegali tam i z powrotem, krzycząc wściekle i machając rękami. Byli zupełnie zdezorientowani, zagubieni i przerażeni.

Musieli zrezygnować ze swoich wygórowanych planów i nie ukończyli budowy ani miasta, ani wieży, zwanej odtąd Wieżą Pomieszania albo Babel

Wieża stała się sławna, ale nie jako najwyższy obiekt wzniesiony ludzką ręką, lecz miejsce, z którego zadufani w sobie ludzie, w strachu i wzburzeniu, zostali rozproszeni przez Boga po całym świecie. Tak Pan ukarał ich pychę.


Abraham i Sara

Księga Rodzaju 11

Przyszedł czas, w którym Bóg okazał miłość i życzliwość jednemu człowiekowi, a poprzez niego dał błogosławieństwo całej ziemi.

Abraham żył w mieście Charan ze swoim ojcem, Terachem, bratankiem, Lotem, i jego rodziną. Miał wiele powodów, żeby być szczęśliwym – piękną i kochającą żonę Sarę, wygodny dom oraz wiele posiadłości i niewolników. Ale była jedna niezwykle cenna rzecz, na której im zbywało. Abraham i Sara na próżno oczekiwali dziecka.

Jako młoda kobieta Sara często płakała w poduszkę, gdy nie mogła sobie poradzić z przepełniającą jej serce samotnością i smutkiem. Widziała inne rodziny, w których było wielu synów i wiele córek, bawiących się razem beztrosko albo pomagających na polach przy owcach, i każdego dnia widziała swojego męża, Abrahama, który w milczeniu samotnie wracał do domu.

„Nie ma dla nas przyszłości”, mówiła. „Co się stanie, gdy pomrzemy i odejdziemy. Nie mamy dziecka, które przedłużyłoby nasz ród”.

Dla Sary jej życie było tyle warte, co liść fruwający na wietrze, zerwany z drzewa, bezużyteczny. Abraham próbował ją pocieszać. Bardzo lubił swojego bratanka, Lota, i zwykł mawiać: „On jest dla nas jak syn”. Ale spoglądanie na Lota, który miał swoje własne dzieci, tylko napełniało Sarę rozpaczą.

„Syn...”, mówiła. „Och, gdyby tylko...”

A teraz minęło już zbyt wiele lat. Sara i Abraham zestarzeli się. Nadzieja znikła niczym słońce zachodzące nad dachami Charanu. Każdy dzień był jak krok ku najbardziej gorzkiemu rozczarowaniu, ku końcowi ich marzeń.


Bóg przemawia do Abrahama

Księga Rodzaju 12

Pewnej nocy Abraham wrócił z doglądania swoich stad pasących się na pastwiskach wokół Charanu.„Mam wszystko”, mówił do siebie. „Dlaczego więc czuję się tak, jakbym nie miał nic?” Rozmyślał przez chwilę patrząc, jak słońce znikało za horyzontem, a potem zamigotało i utonęło w granatowym chłodzie wieczoru.

Wciąż zastanawiał się nad dobrymi stronami swojego życia, zdrowiem i wygodą, i bezpieczeństwem swojego domu w Charanie. Miał siedemdziesiąt pięć lat. Nie było sensu dłużej tkwić w żałobie po dziecku, które nigdy się nie narodziło.

Gdy usiadł, aby posłuchać swoich własnych myśli i spróbować przemówić sobie samemu do rozsądku, wydało mu się, że jeszcze jakiś głos mówi do niego. Był jednak tak delikatny, że uznał, iż to tylko działanie jego wyobraźni. Być może zasnął na chwilę i miał sen. Być może to był wiatr szumiący w liściach palm daktylowych, które otaczały stare studnie Charanu.

„Abrahamie”, głos był wyraźniejszy. Nie dobiegał z głębi jego umysłu; pochodził z zewnątrz. Był głęboki, mocny, otaczał go ze wszystkich stron i był też nad nim.

„Jestem Panem, twoim Bogiem”, powiedział głos. Abraham wstał, ogarnął go strach. Co to było? W Charanie ludzie wierzyli w różnych bogów; wszędzie były ołtarze i posągi, i niewielkie świątynie, poświęcone licznym bóstwom Wschodu. Ale to mówił „Pan, twój Bóg”!

„Abrahamie, opuść twój kraj”, zalecał tajemniczy głos.

Abraham rozejrzał się, ale nic i nikogo nie zauważył, tylko noc i odległe światła miasta, i gwiazdy błyszczące nad nim w mroźnym wieczorze.

„Opuścić?”

„Musisz zostawić twoją ziemię rodzinną, gospodarstwo ojca – i wyjechać”.

Abraham szeptem powtórzył sobie to polecenie, już czując, że będzie posłusznym.

„Udaj się do krainy, którą ci wskażę”. Teraz głos Boga śpiewał w jego sercu. „Postawię cię na czele wielkiego narodu i pobłogosławię ci”.

Sara wyglądała z domu, drżąc. Gdzie jest jej mąż? Czy stało się coś okropnego? Jeśli go straci, nie zostanie jej już nic oprócz smutku i śmierci. Nagle dostrzegła jego postać daleko w dole ulicy. Biegł. Machał rękami. „Saro! Saro! Musimy jechać!”

„Jechać?”, nie miała pojęcia, o czym mówi.

„Opuścić. Musimy opuścić Charan”.

„Opuścić nasz dom? Dlaczego? Co się stało? Dlaczego?”

Abraham był już w domu. „Musimy wezwać służących. Musimy im powiedzieć, aby wszystko przygotowali”.

„Co to za szaleństwo? Opuścić nasz dom, nasz kraj, naszą rodzinę?”

„Tak powiedział Pan”.

Sara spojrzała na męża, a on spojrzał na nią i zrozumieli się bez słów. Znała go i kochała od pięćdziesięciu lat, a teraz dostrzegła w jego oczach płonący ogień, i poczuła obecność Pana nieba i ziemi. Sara wiedziała, że Bóg rzeczywiście przemówił.


Kłótnia o ziemię

Księga Rodzaju 13

Abraham opuścił Charan, tak jak mu przykazał Bóg, i zabrał ze sobą swojego bratanka Lota oraz jego rodzinę.

Podróżowali na południe przez pustynię ku krainie zwanej Kanaan. Gdy tam przybyli, pasterze stad Abrahama i Lota zaczęli się kłócić między sobą, kto ma zająć najlepsze pastwisko.

„Niedługo zamieni się to w wojnę między dwoma plemionami!”, powiedział Abraham. „To nie powinno się nigdy zdarzyć w bliskich sobie rodzinach – wszystkie te zaciekłe kłótnie i krzyki. Mamy przed sobą cały kraj”.

Lot przytaknął. On i Abraham byli krewnymi. Obca była im myśl, że mieliby walczyć miedzy sobą o władzę nad tą krainą.

„Czemu nie osiedlimy się w różnych miejscach?”, zapytał Abraham.

Lot uznał to za dobry pomysł. Marzył o wielkich posiadłościach i pomnażaniu swojego majątku, a teraz mógł swobodnie wybrać najlepsze ziemie. Abraham zaproponował mu pierwszeństwo w wyborze. Lot dostrzegł w oddali szerokie równiny nad Jordanem. Kraina położona wzdłuż rzeki była bardzo urodzajna, tak zielona i bujna, że mogłaby uchodzić za ogród Eden.

„Wybieram równiny nad Jordanem”, powiedział Lot, czując pot na ramionach.

„Bardzo dobrze”, odparł Abraham bezinteresownie i skierował się ku stromym ścieżkom i dzikim górom widocznym w oddali. „Idę więc dalej do kraju Kanaan”. Oto dlaczego Lot i Abraham poszli różnymi drogami.


Bóg daje Abrahamowi obietnicę

Księga Rodzaju 13, 15

Gdy tylko Lot i jego towarzysze oddalili się, Bóg znowu przemówił do Abrahama. Powoli, ale pewnie, Abraham wyczuł Bożą obecność, a wewnątrz siebie usłyszał głos brzmiący tak wyraźnie: „Spójrz i rozejrzyj się! Spójrz na północ, na południe, na wschód i na zachód. Wszystko, co widzisz, dam tobie i twoim dzieciom, i dzieciom twoich dzieci. Twoi potomkowie będą jak ziarna pyłu ziemi. Jeśli ludzie będą liczyć te ziarnka, to policzą też i twoje potomstwo!

Abraham spojrzał na swoje stopy i pył leżący na sandałach, ale nie mógł policzyć tych drobin.

„Zatem idź!”, powiedział Bóg. „Przejdź ten kraj wzdłuż i wszerz. Daję go tobie i twojemu potomstwu”.

Abraham poszedł więc dalej i wreszcie osiadł niedaleko dębów Mamre w pobliżu Hebronu. Sara i Abraham żyli tam przez kilka lat, ale Sara po cichu wciąż zastanawiała się nad tym, co im się przytrafiło. Mieli nową ojczyznę, ich stada powiększały się. Ich służący i służące mieli coraz więcej dzieci. Tylko ona wciąż była bezdzietna.

Pewnego dnia Bóg przyszedł do Abrahama w postaci widzenia. Abraham usłyszał słowa dźwięczące w powietrzu. „Nie obawiaj się, Abrahamie”, głos był silny, władczy, zmuszający do zachowania zaufania, bo choć Abraham tak bardzo się starał, czasami czuł, że traci nadzieję. Mijał rok po roku, a on nadal nie miał potomka.

„Nie obawiaj się”, rzekł Bóg. Jestem twoją tarczą i dam ci wspaniałą nagrodę”.

Ale Abraham odpowiedział: „O, Panie mój i Królu, po co mi ona, skoro wciąż nie mam dzieci?”

Zwiesił nisko głowę i żalił się: „Nie mam syna... Nie mam syna, który odziedziczyłby moje ziemie, wszystkie posiadłości... Jedynym spadkobiercą jest mój sługa Eliezer”.

Obecność Boża otoczyła go i ukoiła jego ból. „Abrahamie! Ten człowiek nie będzie twoim następcą. Nie, będziesz miał spadkobiercę, który będzie pochodził od ciebie. Będziesz miał syna...”

Abraham poczuł, że Bóg wyprowadził go z namiotu. Wysoko nad nim niebo błyszczało od gwiazd, niezliczonych, rozrzuconych po całych niebiosach.

„Czy możesz je policzyć?”, zapytał Bóg. Abraham potrząsnął głową w najgłębszym zdumieniu. „Jeśli potrafisz je policzyć, to poznasz liczbę swoich potomków, którzy kiedyś zapełnią ziemię”.

Abraham uwierzył w słowo Pańskie, a Bóg radował się jego wiarą i poczytał mu to za zasługę.


Niewolnica i jej syn

Księga Rodzaju 16

Lata mijały, a Abraham i Sara wciąż nie mieli syna. Sara była zakłopotana. Gdzie jest Bóg? Co się dzieje z Jego obietnicą, że da im syna?

Pewnego dnia zobaczyła swoją służącą Hagar, klęczącą i piorącą ubrania przed namiotem Abrahama. Widok pięknej kobiety podsunął jej pewien pomysł.

„Bóg nie pozwala mi mieć dzieci”, powiedziała do Abrahama. „Weź więc Hagar zamiast mnie. Być może w ten sposób będziemy mieli rodzinę”.

Abraham był zdumiony, ale Sara nie zmierzała ustąpić: „Hagar jest moją służącą, mogę więc z nią zrobić, co tylko zechcę. Może więc urodzić nam nasze dziecko”.

Z czasem Abraham zgodził się i wziął Hagar do swojego namiotu, a ona stała się brzemienna.

W pierwszej chwili Sara była szczęśliwa, że jej plan się powiódł, ale potem sprawy przybrały zły obrót.

Hagar nie potrafiła ukryć radości i triumfu, że to ona – nie Sara – obdarzy Abrahama potomstwem.

Wreszcie Sara nie mogła tego dłużej znieść. Wpadła do namiotu Abrahama i powiedziała: „To twoja wina! Skrzywdziłeś mnie, biorąc tę kobietę w ramiona i dając jej dziecko! Teraz okazuje mi pogardę w każdym spojrzeniu i w każdym słowie!”

„Saro”, Abraham wstał i wyciągnął rękę do żony. „Hagar jest twoją służącą. Zrobisz z nią to, co uznasz za stosowne”.

Wtedy Sara zaczęła traktować Hagar tak źle, że młoda kobieta uciekła na pustynię.

Słońce płonęło nad Hagar. Po wielu godzinach marszu upadła wyczerpana. Wtedy usłyszała głos: „Hagar, sługo Sary, dokąd idziesz?”

„Uciekam od mojej pani”, zaszlochała dziewczyna.

Hagar podniosła wzrok. Przed nią stał anioł zesłany przez Boga. To anioł mówił do niej z taką miłością, że przestała się bać. Otarła łzy.

„Musisz wrócić do swojej pani”, powiedział. „I choć to ciężkie, będziesz jej posłuszna. Wkrótce porodzisz syna i nadasz mu imię Izmael – co oznacza «Bóg słucha» – ponieważ Pan wysłuchał twojej rozpaczy. Izmael będzie miał liczne potomstwo, które stanie się wielkim ludem”.

Tak więc Hagar wróciła do Abrahama i Sary, a wkrótce potem urodziła syna. Abraham dał mu imię Izmael, dokładnie tak jak powiedział anioł, i stary człowiek trzymał chłopczyka w ramionach z prawdziwą dumą.

Ale Izmael nie był tym dzieckiem, które Bóg obiecał Abrahamowi.


Tajemniczy goście

Księga Rodzaju 18

Znów minęło wiele lat, aż wreszcie nadszedł czas, w którym miała się spełnić Boża obietnica. Gdy Abraham ukończył 99 lat, Bóg ukazał mu się niedaleko wspaniałych dębów Mamre. Było południe i patriarcha siedział w cieniu przed wejściem do swojego namiotu, spokojnie czekając, aż skończy się upał.

Abraham drzemał w duszącym gorącu, ale wydało mu się, że kogoś widzi. Zamrugał pod wpływem ostrego światła. Czyżby śnił? Zobaczył stojące przed nim trzy postacie. Szerzej otworzył oczy. W blasku południowego słońca nie mógł dostrzec ich twarzy, ale coś mu mówiło, że jego goście nie są zwykłymi ludźmi. Wstał pospiesznie, podszedł do nich i pokłonił się im nisko.

„Panowie”, powiedział. „Jeśli moje towarzystwo wam odpowiada, proszę nie idźcie już dalej. Zostańcie tutaj, a ja każę przynieść wody, żebyście mogli obmyć swoje stopy. Spocznijcie w cieniu”.

Gdy spojrzał na postać stojącą w środku, nagle pojął, że to sam Bóg go odwiedza i zadrżał w głębi serca.

„Pozwólcie, że przyniosę coś do jedzenia, abyście mogli odpocząć przed dalszą podróżą”, powiedział.

„Dobrze”, zgodzili się przybysze. „Uczyń, jak powiedziałeś”.

Abraham pobiegł do namiotu Sary. „Szybko!”, krzyknął. „Zagnieć ciasto z trzech miar najczystszej mąki. Upiecz kilka bochenków dla naszych gości!” Potem Abraham pobiegł do stada krów, wybrał tuczone cielę i kazał służącemu przyrządzić je.

Podał posiłek przybyszom, a kiedy jedli, Abraham stał z szacunkiem na uboczu. Nie ośmielił się usiąść w ich towarzystwie.

„Gdzie jest twoja żona, Sara?”, zapytali go.

„Jest w swoim namiocie”, odpowiedział.

Wtedy Bóg rzekł do niego: „Dokładnie za rok przyjdę do ciebie, a twoja żona będzie miała syna”.

Sara stała w wejściu do swojego namiotu i wszystko słyszała. Ona i Abraham byli już w sędziwym wieku. Roześmiała się więc w duchu: „Oto ja, pomarszczona i stara kobieta mam urodzić dziecko”.

Bóg usłyszał sekretny śmiech w sercu Sary. Obrócił się do Abrahama i zapytał: „Dlaczego Sara śmieje się i mówi: «Jakże ja mam mieć dziecko, skoro jestem taka stara?»”

Abraham nic nie słyszał. Ze zdumieniem spojrzał na swoich tajemniczych gości.

Gdy wstali, aby ruszyć dalej, Bóg powiedział cicho i stanowczo: „Czy jest coś, co byłoby niemożliwe dla Pana? Wrócę tu dokładnie za rok i Sara porodzi syna”.

Stojąca w cieniu swojego namiotu Sara nagle przestraszyła się. Szybko do nich podeszła. „Nie śmiałam się”, skłamała.

„Owszem”, odpowiedział Bóg. „Śmiałaś się”.


Dwaj synowie

Księga Rodzaju 21

Bóg był dobry dla Sary i spełnił wszystko, co przyrzekł. Zaszła w ciążę i w następnym roku urodziła Abrahamowi syna. Abraham nadał mu imię Izaak – co oznacza „on się śmieje” – i Sara śpiewała z radości: „Bóg postawił Izaaka w moim życiu, Więc ja też mam powód do śmiechu. Wszyscy, którzy słyszą o moim synu, będą się śmiać!”

Abraham i Sara kochali swoje dziecko i zachwycali wszystkim, co zrobiło. Abraham wyprawił wielką ucztę na cześć Izaaka. Ale gdy Sara zobaczyła, że Izmael, syn Hagar, bawi się z Izaakiem, wpadła w gniew.

„Pozbądź się tej niewolnicy i jej syna”, zażądała. „Nie pozwól mu zbliżać się do Izaaka!”

Wściekła, kazała Hagar i Izmaelowi zniknąć jej z oczu.

Abraham był bardzo zakłopotany, bo kochał Izmaela. Pan jednak przemówił do Abrahama i powiedział mu, aby pozwolił Hagar i jej synowi odejść. Bóg obiecał, że będzie się obojgiem opiekował. I następnego dnia wcześnie rano, gdy goście jeszcze głęboko spali i Izaak także był pogrążony we śnie w ramionach Sary, Abraham odprowadził Hagar i Izmaela na skraj pustyni. Dał im jedzenie i wodę.

Chłopiec z zakłopotaniem spojrzał na ojca, który mocno go uścisnął. Potem Abraham odszedł od nich powoli, zgięty cierpieniem, ale już się nie odwrócił.

Kilka dni Hagar wędrowała przez pustynię. Teraz była pewna, że Abraham zostawił ją na zawsze. Woda, którą od niego dostała, skończyła się i zaczęła się obawiać, że jej syn umrze, bowiem Izmael bardzo osłabł z pragnienia. Zrozpaczona położyła go pod krzewem, a sama oddaliła się, by nie patrzeć na śmierć dziecka.

W tym momencie Anioł Pański zawołał z niebios: „Nie obawiaj się, Hagar! Bóg usłyszał jęk chłopca. Podnieś go i weź za rękę. Bowiem uczyni go ojcem wielkiego narodu!”

Hagar powoli wstała, przetarła oczy i wtedy zobaczyła, dokładnie naprzeciw siebie, głęboką studnię.

Natychmiast napełniła bukłak wodą i pobiegła z nim do Izmaela. Wprost w gardło chłopca wlała strumień zimnej, czystej wody i umyła mu twarz. Chłopiec uśmiechnął się do niej. Pomogła mu wstać i poszli dalej, aż znaleźli miejsce, w którym mogli zamieszkać w spokoju.

I tak Izmael dorastał w pustynnym kraju. Bóg był z nim. Izmael stał się łucznikiem, odpornym na trudy mężczyzną, który przetrwał w dzikim rejonie i nie bał się nikogo. Później matka znalazła mu żonę w Egipcie, swoim ojczystym kraju. Izmael miał wiele dzieci i, tak jak przyrzekł Pan, został ojcem wielkiego narodu.

Tymczasem Izaak dorastał pod opieką Abrahama i Sary, ale zanim spełniła się Boża obietnica i przyszłość stała się rzeczywistością, Abraham stanął przed najtrudniejszą w życiu próbą.


Bóg sprawdza Abrahama

Księga Rodzaju 22

Kilka lat po tych wydarzeniach Bóg sprawdził wiarę Abrahama. „Abrahamie!” Abraham słyszał już wiele razy głos Pana, delikatny jak deszcz, potężny jak wicher biegnący przez równinę, spokojny i czysty pod nocnym niebem. Ale tym razem głos był inny.

Dochodził z jego wnętrza, z tajemnego miejsca w sercu, w którym były wszystkie jego nadzieje i lęki, w którym chował miłość do swojego syna Izaaka.

„Abrahamie!”, głos był stanowczy. Trzeba było go wysłuchać.

„Oto jestem”, odpowiedział Abraham. Był posłuszny już na początku, w Charanie. Zostawił wszystko i wyruszył w podróż ku nieznanej krainie, uwierzył w niemożliwą obietnicę, że będzie ojcem wielkiego narodu.

„Weź swojego syna Izaaka”, powiedział Bóg, „i idź do kraju Moria. Tam złóż go dla Mnie w ofierze”.

Złożyć w ofierze jedynego syna? Wziąć go, przywiązać do ołtarza i zabić? Tak przecież robili poganie. Swoje małe dzieci składali w ofierze bożkom zrobionym z kamienia. Ale oni nie znali Boga i Jego miłości.

Przerażenie ogarnęło serce Abrahama, ogromny zamęt jak huragan wywrócił wszystko, co Abraham wiedział. W tym momencie świat jakby zapadł się w czarną dziurę.

Ale głos był wyraźny i polecenie pochodziło od samego Boga, więc Abraham usłuchał.

Bardzo wcześnie rano osiodłał osła i włożył na jego grzbiet wiązki chrustu. Wziął ze sobą dwóch służących i ukochanego Izaaka, a potem wyruszył do kraju Moria. Abraham powiedział swoim towarzyszom podróży, że idzie wielbić Boga, tak że nikt poza nim nie znał prawdziwego celu podróży.

Trzeciego dnia ujrzeli góry Morii.

„To jest to miejsce”, powiedział Abraham. Zwrócił się do sług: „Zostańcie tu. Dalej pójdę tylko z Izaakiem”. Przerwał. Spojrzał na służących, a potem na Izaaka, który uśmiechał się do niego. „Wkrótce do was wrócimy”, dodał.

Nie wiedział, jak wszystko się stanie. Jego umysł był całkowicie pogrążony w ciemnościach, działał jak w transie, ale ufał Panu. Dał Izaakowi chrust do niesienia, a sam wziął nóż i pochodnię.

Gdy tylko zostali sami, Izaak obrócił się do ojca. „Ojcze?”, zapytał.

„Tak, mój synu”, odparł Abraham.

„Mamy ogień i drzewo, ale gdzie jest jagnię, które złożymy w ofierze?”

„Sam Bóg da nam jagnię na ofiarę, synu”, odpowiedział Abraham i spojrzał w milczeniu na górę. Szli dalej.

Weszli na szczyt i zaczęli budować ołtarz z kamieni oraz układać na nim drewno. Żaden z nich się nie odzywał. Wtedy Abraham usiadł. Od długiego czasu trzymał w ręce nóż. W rozpaczy wołał do Boga w swoim sercu, ale On nie odpowiedział. Łzy wzbierały w jego oczach, gdy odwrócił się do syna.

„Izaaku, synu mój...”

Słowo „syn” powiedział tak miękko, z takim drżeniem w głosie i strachem w oczach, że Izaak zrozumiał, dlaczego tu przyszli i co Bóg kazał zrobić jego ojcu.

Abraham przywiązał Izaaka do ołtarza, a chłopiec leżał zupełnie spokojny.

Abraham rozejrzał się. Popatrzył w górę na bezchmurne niebo. Daleko jego służący pilnowali osła – malutkie figurki spowite niebieską mgiełką. Tutaj ojciec i syn, samotni na szczycie góry pod pustym niebem.

Abraham nie patrzył na Izaaka, podniósł jednak nóż i przez chwilę trzymał wysoko, przygotowując się do uderzenia.

Nagle usłyszał głos: „Abrahamie, Abrahamie!”

Odwrócił się. Znał ten głos, głos Anioła Pana: „Abrahamie!”

„Oto jestem”, rzekł patriarcha.

A Anioł Pański nakazał mu: „Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego, ponieważ teraz wiem, że boisz się Boga”.

Abraham osunął się na kolana. Nóż zadźwięczał o kamienie leżące wokół ołtarza.

„Nie odmówiłeś Mi bowiem twojego syna, twojego jedynego syna!”, zadźwięczał głos.

Wtedy Abraham rozejrzał się i zobaczył barana, który zaplątał się w kolczaste krzewy. Wziął więc barana i złożył go w ofierze zamiast Izaaka. Abraham nazwał to miejsce „Pan widzi”.

Wówczas Anioł Boży znów się do niego odezwał: „Oto, co Pan chce ci powiedzieć: «Dlatego, że nie odmówiłeś Mi swojego jedynego, ukochanego syna, będę ci błogosławił. Twoi potomkowie będą liczni jak gwiazdy na niebie i ziarna piasku na wybrzeżu morza, i poprzez nich będę błogosławił wszystkim narodom, ponieważ byłeś Mi posłuszny”.

A potem Abraham i Izaak wrócili do domu.


W poszukiwaniu żony

Księga Rodzaju 24

Bóg błogosławił Abrahamowi, a ten z radością obserwował, jak Izaak wyrasta na silnego i mądrego młodzieńca.

Po śmierci Sary patriarcha wiedział, że i jego dni są policzone, bardzo więc chciał, aby ukochany syn założył rodzinę. Posłał po nadzorcę służących i zlecił mu znalezienie żony dla Izaaka wśród ludu, z którego pochodził.

Sługa wziął dziesięć wielbłądów swojego pana i objuczywszy je drogocennymi podarkami, ruszył do Charanu, w którym Abraham przedtem mieszkał. Dotarł na miejsce w chłodny wieczór, gdy kobiety przychodzą do studni po wodę.

Kiedy przygotowano wielbłądy do odpoczynku, sługa Abrahama modlił się: „Wszechmogący Boże, proszę, pozwól mi ją dzisiaj spotkać i okaż miłość mojemu panu, Abrahamowi. Kiedy powiem do dziewczyny: «Opuść dzban, ponieważ chcę się napić», a ona odpowie: «Pij – zaczerpnę jeszcze wody dla twoich wielbłądów», niech to będzie ta, którą wybrałeś”.

Wtem piękna dziewczyna o imieniu Rebeka podeszła do niego, niosąc na ramieniu dzban. Sługa zwrócił się do niej: „Proszę, daj mi trochę wody do picia”.

„Pij, panie”, odpowiedziała i natychmiast zdjęła dzban z ramienia. A potem dodała: „Pozwól, że nabiorę wody dla twoich wielbłądów” i szybko pobiegła do studni.

Sługa uważnie jej się przyglądał. W skupieniu patrzył na każdy jej ruch, nie ośmielając się odezwać. Gdy skończyła, wyjął złoty kolczyk i dwie złote bransolety, a potem położył je przed nią. Dziewczyna spojrzała na niego ze zdumieniem.

„Czyją jesteś córką?”, zapytał. „Powiedz, proszę, czy w domu twojego ojca jest miejsce, gdzie moglibyśmy spędzić noc”.

„Panie”, powiedziała łagodnie i z szacunkiem. „Jestem córką Betuela, syna Milki i Nachora. U nas jest dość słomy i paszy oraz miejsca do przenocowania”.

„Nachor!”, imię brata Abrahama aż odebrało słudze oddech. Bóg poprowadził go wprost do rodziny jego pana.

„Niech Pan będzie błogosławiony!”, wykrzyknął, ogarnięty radością.

Rebeka słyszała o Abrahamie, wuju swojego ojca, który wyruszył w nieznane, który porzucił wszystko, aby spełnić polecenie Boga, na długo przed jej narodzinami. To była opowieść snuta przy ognisku, śpiewana przez pieśniarzy pod zimnymi gwiazdami. Imię Abrahama poruszyło jej serce.


Poszukiwanie zakończone

Księga Rodzaju 24

Rebeka szybko wróciła do rodziny i opowiedziała, co jej się przydarzyło. Gdy jej brat, Laban, wysłuchał opowieści i zobaczył wspaniały kolczyk i bransolety na rękach siostry, pobiegł do studni, aby przyprowadzić sługę Abrahama.

Posiłek był już przygotowany, ale gość powstrzymał się od jedzenia.

„Nie będę jadł, dopóki nie wyjaśnię, z czym przybywam”.

„Mów więc!”, zachęcił go Laban.

„Jestem sługą Abrahama”, powiedział mężczyzna patrząc na zgromadzonych: na Betuela i na Labana, i na wszystkich mężczyzn w rodzinie. Spojrzał też na Rebekę która stała cicho w cieniu. „Bóg błogosławi mojemu panu i darzy go dobrym zdrowiem. Dał mu owce i bydło, srebro i złoto, służących i służące, wielbłądy i osły. I sprawił, że Sara, żona mojego pana, urodziła mu syna, gdy była już stara. Ma na imię Izaak...”

Stary człowiek zawahał się. Jak ma mówić o kimś, kto jest najwspanialszym darem dla Abrahama, błogosławionym skarbem, wartym więcej niż zdrowie i sukcesy, nie dającym się opisać słowami?

„Izaak”, powiedział w końcu, „odziedziczy wszystko po swoim ojcu. I z jego powodu tu przybyłem”.

Zamilkł na chwilę, tylko płomienie z ogniska skakały i tańczyły, a ich odbicie płonęło w oczach Rebeki, która zauważyła, że spojrzenie mężczyzny wędruje ku niej za każdym razem, gdy wspomina o Izaaku.

Sługa Abrahama opowiedział Betuelowi i Labanowi całą historię: jak modlił się do Boga o znak i jak Rebeka dała mu wody, a potem napoiła wielbłądy. A gdy to mówił, wszyscy przysłuchiwali mu się z wielkim zainteresowaniem i w całkowitej ciszy.

Kiedy skończył, Laban i Betuel skinęli głowami do siebie. Obrócili się do niego i powiedzieli: „To znak od Boga. Nie możemy powiedzieć „tak” albo „nie”. To znak od samego Pana i to On wybrał. Oto Rebeka...”

Dziewczyna podeszła. Z pozoru była spokojna, ale jej serce biło szybko, a uroda promieniała bardziej niż kiedykolwiek.

„Weź Rebekę i jedź”, powiedział Betuel. „Niech zostanie żoną Izaaka, skoro Pan tak powiedział”.

Wtedy sługa Abrahama podziękował Bogu. Wstał i poszedł wraz z innymi sługami do wielbłądów, by przynieść dary – złote i srebrne pierścienie, bogato zdobione ubrania dla Rebeki i drogie prezenty dla jej rodziny.

A potem zaczęła się uczta.


Żona dla Izaaka

Księga Rodzaju 24

Uczta przeciągnęła się długo w noc. Rankiem Laban, brat Rebeki, i jej matka powiedzieli: „Jesteśmy szczęśliwi, że Rebeka pojedzie z tobą, aby zostać żoną Izaaka, ale pozwól jej pozostać jeszcze z nami przez dziesięć dni – wtedy będziesz mógł ją zabrać”.

„Proszę, nie zatrzymujcie mnie”, zaprotestował sługa. „Bóg pozwolił mi dopiąć celu mojej podróży i nadszedł czas, abym wrócił do mego pana, Abrahama”.

„Zawołamy zatem dziewczynę”, odpowiedzieli mu. „Posłuchamy, co ona powie”.

Rebeka przyszła do nich, a oni ją zapytali: „Czy pojedziesz z tym człowiekiem?”

„Pojadę”, zdecydowała.

Pobłogosławili ją więc i pozwolili odjechać.

Izaak mieszkał teraz w Negebie. Pewnego wieczoru szedł przez pola, samotnie rozmyślając, gdy słońce znikło za horyzontem. Rozejrzał się i zauważył karawanę wielbłądów zbliżającą się do niego.

W tym samym momencie Rebeka zobaczyła Izaaka. Zeszła z wielbłąda i zapytała sługę: „Kim jest ten mężczyzna idący ku nam przez pole?”

„To Izaak, syn Abrahama”, odpowiedział.

Zadrżała. Przywołała służące, aby zgromadziły się wokół niej. Opuściła welon zasłaniając twarz. Czekała.

Izaak pozdrowił sługę Abrahama, a ten opowiedział mu wszystko, co się wydarzyło. Wtedy Izaak zabrał Rebekę do swojego namiotu i wziął ją za żonę. I pokochał ją.

Wkrótce potem Abraham umarł w spokoju, szczęśliwy, bo wiedział, że jego ukochany syn Izaak znalazł kochającą żonę.


Bliźniacy

Księga Rodzaju 25

Przez wiele lat Rebeka nie mogła mieć dzieci, ale Izaak gorąco modlił się w jej intencji do Boga.

Pan Bóg wysłuchał jego próśb i Rebeka stała się brzemienna. Dwaj chłopcy w jej łonie tak mocno walczyli ze sobą, że wydawało jej się, iż umiera, i wołała do Boga. On zaś przemówił do niej: „Dwa wrogie plemiona będą się wywodzić od twoich synów. Jeden naród będzie silniejszy od drugiego i twój starszy syn zniewoli młodszego!”

Wreszcie bliźnięta przyszły bezpiecznie na świat. Pierwszy narodził się Ezaw. Jakub zaraz po nim chwytając brata za piętę. Mieli zupełnie różne charaktery – Ezaw był człowiekiem czynu, silnym i sprytnym myśliwym, który kochał otwarte przestrzenie. Jakub miał spokojną naturę. Był bardziej cichy i zamyślony. Lubił zostawać w domu, szczęśliwy, że może przebywać z Rebeką i sługami.

Izaak, ich ojciec, bardziej kochał Ezawa. Był dumny z udanych polowań syna, bo sam je lubił – a zauważył, że z trudem rozumie młodszego syna. Jakuba z kolei bardziej kochała Rebeka.

Pewnego dnia Jakub gotował soczewicę, gdy Ezaw wrócił z pól. Był tam przez kilka dni i czuł straszny głód.

„Szybko”, krzyknął, „daj mi trochę tej zupy!”

„Poczekaj...”, odparł Jakub, trzymając w górze chochlę. „Co mi dasz w zamian?”

Ezaw zniecierpliwił się żartem brata: „Daj mi wreszcie coś do jedzenia!”

„A co z twoim pierworództwem?”, zapytał Jakub. „Czy odstąpisz mi je za miskę zupy?” Jako starsze dziecko, Ezaw otrzymałby pewnego dnia specjalne błogosławieństwo od ojca i odziedziczył największą część rodzinnego majątku. Jakub prowadził niebezpieczną grę, ale Ezaw był tak wygłodniały, że prawie w ogóle nie dbał o to, co robi.

„Popatrz”, powiedział. „Czy nie widzisz, że prawie umieram z głodu? Cóż teraz dla mnie znaczy moje pierworództwo?”

Wtedy Jakub podszedł do niego, zasłaniając kociołek z zupą, i powiedział przebiegle: „Daj mi słowo. Przysięgnij, że oddasz mi swoje pierworództwo”.

Ezaw pochopnie złożył przysięgę, odpychając brata i pożerając soczewicę. Zjadł wszystko, poprawiając chlebem i najadając się do syta. Potem wstał zadowolony i odszedł.

Tak to Ezaw zlekceważył przywilej pierworództwa.


Oszukany Izaak

Księga Rodzaju 27

Czas płynął. Izaak zestarzał się, był coraz słabszy i zaczął ślepnąć. Wezwał więc do siebie starszego syna Ezawa.

„Ezawie, posłuchaj mnie! Niebawem umrę. Zapoluj więc jeszcze raz. Weź łuk i strzały i przynieś mi trochę ulubionej dziczyzny do jedzenia. Dam ci moje błogosławieństwo przed śmiercią”.

Rebeka, żona Izaaka, słyszała wszystko. Poczekała, aż Ezaw pójdzie na polowanie, a wtedy wezwała do siebie Jakuba, swojego ukochanego syna. „Zrób wszystko, co ci powiem, a ty, nie Ezaw, otrzymasz błogosławieństwo należne pierworodnemu”.

Jakub spojrzał na nią. Widział, że jest zdeterminowana, aby to on przybył pierwszy, i że nic ani nikt jej nie powstrzyma.

„Ezaw wyruszył na polowanie, po dziczyznę dla twojego ojca”, powiedziała. „Weź teraz dwa najlepsze koźlęta z naszego stada. Przyrządzę z nich smaczną potrawę. Wiem, jak bardzo ją lubi. A potem będziesz mógł mu podać jedzenie!”

„A jeśli mnie rozpozna?”

„Nie rozpozna!”

„Wystarczy, że mnie dotknie! Moja skóra jest gładka, a Ezawa owłosiona”.

Rebeka spojrzała mu twardo w oczy: „Pośpiesz się, abyś zdążył przed powrotem Ezawa!”

Jakub pobiegł więc i przyniósł koźlęta. Rebeka przyprawiła mięso najlepszymi przyprawami i ugotowała. Wzięła następnie ubranie Ezawa i założyła je na Jakuba, a kozią skórą przykryła jego ramiona oraz plecy.

Wreszcie Jakub był gotowy.

„Jestem ojcze!”, powiedział wchodząc do namiotu i próbując naśladować głos Ezawa.

„Kto tu jest?”, zapytał Izaak.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.