Biblia dla dzieci. Lektura na każdy dzień - B.J. van Wijk - ebook
Wydawca: LOGOS MEDIA Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2013

Biblia dla dzieci. Lektura na każdy dzień ebook

B.J. van Wijk

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 573 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 16 godz. 35 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Biblia dla dzieci. Lektura na każdy dzień - B.J. van Wijk

Unikalna pozycja na polskim rynku. Nie ogranicza się do prezentacji kilkudziesięciu najbardziej znanych historii, ale w barwny sposób przedstawia wszystkie główne wydarzenia i postacie Pisma Świętego ‒ od pierwszej księgi, po ostatnią. Zawiera 365 opowiadań, po jednym na każdy dzień. Doskonale nadaje się do indywidualnego czytania, ale może również stanowić wspaniałą przygodę dla całej rodziny.

Na kartach „Biblii dla dzieci” młodzi czytelnicy spotkają prawdziwych ludzi i poznają prawdziwe historie. Zobaczą miłość, wierność i troskę, ale także nieposłuszeństwo, nienawiść, bunt. Znajdą ostrzeżenia przed złymi życiowymi wyborami, ale także zachęcające przykłady, godne naśladowania. Przede wszystkim jednak, spotkają Boga, który troszczy się o ludzi i daje się poznać każdemu, kto Go szuka.

Opinie o ebooku Biblia dla dzieci. Lektura na każdy dzień - B.J. van Wijk

Fragment ebooka Biblia dla dzieci. Lektura na każdy dzień - B.J. van Wijk




































Przedmowa

Nikt z nas nie miał wpływu na dzień swoich urodzin. Wtedy jednak rozpoczęła się wędrówka naszego życia. Co spotka nas w przyszłości? Tego nikt nie wie. Nikt nie może odgadnąć losu człowieka.

Życie jest pełne zagadek i niewiadomych. Jak ułoży się moje życie? Jak ułoży się życie każdego z nas? Co będzie w nim najważniejsze? Wielu ludzi obawia się takich pytań.

Książka, którą trzymasz w ręku, zawiera dobrą nowinę – na każdy dzień! Znajdziesz w niej odpowiedzi na pytania, które będzie ci stawiać życie. Czytając kolejne historie, odkryjesz pożyteczne rady i słowa dodające otuchy. Książka ta opowie ci o stworzeniu ludzi i o ich Stworzycielu. Pozwoli ci prześledzić historię człowieka – od jego szczęśliwego pobytu w raju, do smutnego upadku w grzech.

Dowiesz się z niej także o wielkiej Bożej miłości, która uratowała grzesznego człowieka od śmierci, darując światu Zbawiciela – Jezusa Chrystusa.

Dzięki tej książce masz okazję osobiście poznać Tego, który cię odkupił, który cię kocha i może podarować ci życie wieczne.

Niech lektura tej książki stanie się bezcennym skarbem dla twojej duszy i błogosławieństwem dla życia wiecznego.

Wydawcy

Spis treści

Polecane


Dzień 1: Boże stworzenie

W Księdze ksiąg napisano: „Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię”.

Nikt nie jest w stanie w pełni tego zrozumieć, ale wierzymy w to, ponieważ tak zostało napisane w Biblii, Bożej księdze. Wszystko, o czym w niej czytamy, jest prawdą.

Dawno, bardzo dawno temu nie było ani nieba, ani ziemi. Nie było ludzi, zwierząt, roślinności. Nic nie istniało. Tylko Bóg. On był zawsze.

Bóg chciał uczynić coś pięknego i w ciągu sześciu dni stworzył niebo i ziemię. Dookoła ziemi były woda i ciemność. W ciemności niczego nie widzimy, więc światło to coś najlepszego, co może istnieć. Pan Bóg powiedział: „Niech się stanie światłość!” i stała się światłość. Pan Bóg nazwał ją dniem, a ciemność nazwał nocą.

Gdy w szkole masz wykonać jakąś pracę plastyczną, potrzebny jest ci kolorowy papier, nożyczki, klej i inne rzeczy. Bóg nie potrzebuje niczego. Rzeczy powstają na Jego słowo. Każdego poranka rozlegał się głos Boga: „Niech się stanie...” i stawało się.

Pierwszego dnia Pan Bóg stworzył światło. Drugiego dnia – błękitne niebo, po którym czasem płyną szare, deszczowe chmury. Następnego dnia znów rozległ się głos Boga. Nagle powstał szum, a gdy nastała cisza, pojawiły się szczyty gór i rozległe doliny.

To wszystko Pan Bóg nazwał ziemią. Wody otaczające ziemię nazwał morzami. Ziemia była jeszcze nieprzyjazna i mroczna, więc Pan Bóg rozkazał, aby wyrosły na niej rośliny: kwiaty i drzewa ze smacznymi owocami. Każdego wieczoru Pan Bóg zachwycał się swoim dziełem i widział, że to wszystko było dobre.

Czwartego dnia na niebie pojawiły się dwa światła: większe – słońce, ogrzewające ziemię, i mniejsze – księżyc, wraz z milionami migoczących gwiazd, rozświetlających łagodnym światłem ciemność nocy. Kwiaty wyciągały swoje główki w stronę ciepłego słońca i wszystko stawało się jeszcze piękniejsze.

Piątego dnia Pan Bóg stworzył ryby i ptaki, które śpiewały przy akompaniamencie bzyczących na kwiatach pszczół.

Inne zwierzęta, od słonia po najmniejszego robaczka, zostały stworzone w szóstym dniu. Tego samego dnia, wieczorem, Pan Bóg stworzył człowieka. Uczynił go w szczególny sposób. Ukształtował jego ciało z prochu ziemi, ale nie było w nim życia. Dopiero gdy tchnął w nie dech życia, człowiek stał się żywą istotą.

Wiatr i fale szumią, ptaki śpiewają, a człowiek potrafi rozmawiać. Może opowiadać o Tym, który wszystko stworzył w tak cudowny sposób. Tak, człowiek to najpiękniejsze stworzenie, ponieważ nosi w sobie Boże podobieństwo.

1 Księga Mojżeszowa 1:16;
Psalm 104


Dzień 2: Najpiękniejszy ogród

Gdy Bóg zakończył swoją pracę, widział, że wszystko było bardzo dobre. Siódmego dnia po stworzeniu Pan Bóg odpoczął. Nie dlatego, że się zmęczył, bo Stwórca nigdy się nie męczy. On po prostu cieszył się swoim stworzeniem.

W ten sposób Bóg dał nam przykład, że po sześciu dniach pracy powinniśmy siódmego dnia odpoczywać. Odpoczynek nie jest nam dany tylko po to, byśmy nic nie robili, ale po to, abyśmy ten dzień poświęcili naszemu Stworzycielowi i dziękowali Mu za Jego troskę o nas. Dlatego w niedzielę chodzimy do kościoła, aby słuchać Bożego Słowa, śpiewać pieśni na Jego chwałę i modlić się o błogosławieństwo dla Jego ludu. Pan Bóg stworzył człowieka po to, by oddawał Mu cześć.

Tak bardzo ukochał swoje stworzenie, że umieścił człowieka w pięknym ogrodzie. Był to najpiękniejszy ogród, jaki kiedykolwiek istniał na ziemi – ogród Eden. Czasem nazywamy go także rajem. Był to bardzo hojny prezent od Boga. Przez wszystkie dni pobytu w ogrodzie Eden człowiek sławił swojego Stwórcę.

Przez ogród przepływały duże rzeki i małe strumyki. Żyły w nich małe i wielkie ryby. Na brzegach rosła jedwabista, zielona trawa. Lwy i wilki wygrzewały się w ciepłym słońcu razem z krowami i owcami. Przychodziły nad rzekę, piły czystą, chłodną wodę i miały pod dostatkiem pożywienia.

Człowiek bez obaw spacerował pomiędzy zwierzętami, które były mu posłuszne. Zachwycał się różnokolorowymi motylami i kwiatami, słuchał przyjemnego świergotu ptaków. Najsmaczniejsze owoce rosły tak nisko, że można je było bez trudu zrywać. Nie było smutku ani cierpienia. Tam, gdzie jest miłość, Pan Bóg zsyła swoje błogosławieństwa.

Bóg Stwórca żyje w niebie ze swoimi aniołami, ale często przychodził do ogrodu Eden, żeby spotykać się z człowiekiem. Człowiek z uwagą słuchał Bożych nakazów i dziękował Stwórcy za Jego łaskę. Bardzo dobrze żyło mu się w tym ogrodzie, gdyż widział we wszystkim miłość i troskę Stworzyciela.

1 Księga Mojżeszowa 2:1-18;
Psalm 133


Dzień 3: Pierwsi ludzie

Pierwszym stworzonym człowiekiem był mężczyzna. Biblia nazywa go Adamem. To imię oznacza „człowiek z ziemi”. Pan Bóg stworzył go bowiem z prochu ziemi. Obdarował go też wielką mądrością i rozumem. We wszystkim, co Adam robił, pragnął oddawać cześć swojemu Stwórcy. Ale nie myśl, że Adam tylko spacerował po ogrodzie. On także z wielką przyjemnością pracował. Zwierzęta, które tu żyły, nie miały imion. Pan Bóg przyprowadził więc je wszystkie do Adama, aby odpowiednio je nazwał. Mężczyzna tak dobrze wykonał to zadanie, że Pan Bóg był z niego bardzo zadowolony.

Każde zwierzę miało swoją parę – a więc był samiec i samica. Człowiek był sam. Pan Bóg widział, że to nie jest dobre i postanowił stworzyć dla Adama kobietę. Wyjął śpiącemu Adamowi żebro i stworzył dla niego żonę.

Bóg może uczynić wszystko, co zechce.

Biblia nazywa pierwszą kobietę Ewą. Gdy Adam się obudził, Pan Bóg przyprowadził do niego Ewę. Z radości i wdzięczności dla Boga Adam zaczął śpiewać przepiękną weselną pieśń, wysławiając w niej Pana, który w taki sposób zatroszczył się o niego. Bóg z przyjemnością słuchał tego śpiewu.

Od tej pory Adam i Ewa mieszkali razem w ogrodzie Eden, a Adam opowiadał żonie o wszystkim, co stworzył Bóg. To był cudowny czas dla ludzi. Adam nie był już sam, a Pan Bóg, odwiedzając ludzi w ogrodzie, okazywał im swoją miłość i troskę.

Adam i Ewa robili wszystko, co Pan Bóg im polecił. Ty także, jeśli kogoś bardzo kochasz, pragniesz go słuchać. W rozmowie z Adamem Stwórca powiedział: „Możesz jeść z każdego drzewa, ale z drzewa, które rośnie w środku ogrodu nie wolno ci jeść. Jeśli zjesz z niego, to okażesz nieposłuszeństwo i będzie to oznaczało, że twoja miłość do mnie nie jest prawdziwa. Kto mnie nie słucha, nie może żyć. Jeśli więc zjesz z tego drzewa, umrzesz”.

Adam i Ewa obiecali, że nie będą jedli z tego drzewa, ponieważ kochali Boga. Zresztą w ogrodzie było mnóstwo innych smacznych owoców i wydawało się, że łatwo im będzie dotrzymać słowa.

Pan Bóg patrzył na swoje stworzenie z wielką miłością, a ludzie żyli szczęśliwie.

1 Księga Mojżeszowa 2:19-25;
Psalm 8


Dzień 4: Wielki grzech

Adam i Ewa byli bardzo szczęśliwi, ale nagle wszystko się zmieniło. W ogrodzie pojawił się szatan. Kiedyś był on posłusznym aniołem mieszkającym w niebie, ale pewnego razu zapragnął zasiąść na tronie Boga. Został za to wyrzucony z nieba. Teraz, przepełniony złością, szatan postanowił sprowadzić do raju nieposłuszeństwo. Wykorzystał do tego węża, który był najbardziej przebiegłym ze wszystkich zwierząt. Wąż ukrył się pomiędzy liśćmi zakazanego drzewa i czekał na ludzi. Ewa, przechodząc obok, usłyszała nagle przyjemny głos: „Czy to prawda, że Pan Bóg zabronił wam jeść owoce z drzew w raju?”. „Ależ skąd? – odpowiedziała Ewa. – Możemy jeść owoce z wszystkich drzew, za wyjątkiem tego. Jeśli zjemy z niego, umrzemy”.

Wąż wyszeptał: „Czy ty w to wierzysz? Oczywiście, że nie umrzecie. Bóg wie jednak, że gdy zjecie ten owoc, staniecie się mądrzy jak bogowie, a On tego nie chce”.

Ewa powinna była odpowiedzieć: „Kłamiesz! Nie chcę być nieposłuszna Bogu. Wierzę Jemu, a nie tobie!”. Tak jednak nie powiedziała. Popatrzyła na owoce zakazanego drzewa, potem zerwała jeden i zjadła. Gdy opowiedziała Adamowi o rozmowie z wężem, zaproponowała mu, żeby też spróbował. Szkoda, że Adam nie powiedział: „Ależ Ewo, przecież Pan Bóg nam tego zabronił!”. Niestety, on także skosztował owocu.

Zaraz potem oboje poczuli się nieszczęśliwi i ogarnął ich strach. Dlaczego posłuchali szatana? Wcale nie stali się tacy jak bogowie. Przeciwnie, stracili radość. Usłyszawszy szum wiatru, zrozumieli, że to Pan Bóg chce z nimi porozmawiać. Zdając sobie jednak sprawę ze swojego grzechu, Adam i Ewa ukryli się, próbując uniknąć Bożego gniewu. Ale Bóg wszystko widzi. Adam i Ewa usłyszeli głos Pana Boga: „Adamie, gdzie jesteś?”. Głos wydawał im się zagniewany, więc z drżeniem stanęli przed swoim Stwórcą. I wtedy Adam, próbując okłamać Boga, powiedział: „Jestem nagi i dlatego się ukryłem”. Pan Bóg jednak wiedział, że to nieprawda. Wiedział, że Adam zjadł zakazany owoc, popełniając grzech. Wtedy Adam spróbował obwinić za to Boga: „Żona, którą mi dałeś, przyniosła mi owoc i zjadłem”.

Pan Bóg z wyrzutem zwrócił się do Ewy: „Co ty zrobiłaś?”. Ona, nie chcąc się przyznać, obwiniła węża. Wszystkie ich usprawiedliwienia były jednak daremne. Zostali ukarani za swoje nieposłuszeństwo. Na zawsze musieli opuścić ogród Eden.

I wszystko się zmieniło. Zwierzęta zaczęły ze sobą walczyć, z ziemi wyrosły kłujące ciernie, a wszystko to z powodu nieposłuszeństwa Bogu.

1 Księga Mojżeszowa 3:1-15;
Psalm 14


Dzień 5: Niezmierzona Boża miłość

Adam i Ewa zagłębiali się coraz dalej w las. Nigdzie nie było ścieżki, która ułatwiłaby im wędrówkę, nie było także drogi powrotnej. Przed zamkniętą bramą raju stanął Boży anioł z ostrym mieczem, lśniącym jak błyskawica.

Im bardziej oddalali się od ogrodu Eden, tym większe mieli pragnienie, by do niego powrócić. Wspominali wspaniałe chwile wypełnione Bożą miłością i troską.

Niestety, teraz ponosili ciężką karę za swoje nieposłuszeństwo. W pocie czoła musieli pracować na chleb. Ich życie było pełne smutku i nieszczęść, a w końcu czekała ich śmierć. Ale czy mieli prawo się skarżyć? Przecież uwierzyli szatanowi i odwrócili się od Boga. Ich przyszłość została okryta ciemnością grzechu.

Serca Adama i Ewy wypełnił gniew wobec „niesprawiedliwego” Boga. Wydawało im się, że niczego nie można już zmienić, że nie da się wrócić do Boga i żyć blisko Niego. Wtedy jednak wydarzyło się coś wspaniałego. W swojej wielkiej miłości Pan Bóg obiecał posłać na świat Zbawiciela, który weźmie na siebie ich grzechy. Boża miłość znów rozgrzała ich zimne serca.

Uznając swój grzech i wspominając Boży gniew, Adam i Ewa z pokorą przyjmowali teraz karę za swoje nieposłuszeństwo. Za łzami rozpaczy w ich oczach teraz widać było również radość i nadzieję. Przecież Bóg był dla nich taki dobry!

Gdy zaczęło się ściemniać, musieli szukać bezpiecznego miejsca na nocleg, a w ogrodzie zawsze było tak bezpiecznie... Wraz z grzechem pojawił się również strach.

Budząc się w ciepłych promieniach słońca, dziękowali jednak Bogu za każdy nowy dzień. Widzieli też troskę Stwórcy o nich. Z wdzięcznością opowiadali o tym, jak uczynił dla nich ciepłe ubrania ze skór zwierząt oraz o tym, że przedłużył im życie, bo przecież za popełniony grzech mieli umrzeć.

Musieli ciężko pracować, ale ważne, że żyli. Niezależnie od tego, co się wydarzyło, Adam i Ewa kochali się, ale już nie tak mocno, jak w ogrodzie Eden. Teraz w ich sercach był także grzech.

Wysławiali jednak Boga za obiecanego Zbawiciela, który ich uratuje i dzięki któremu będą mogli być kiedyś w raju. Często o tym rozmawiali i śpiewali dla Boga pieśni wychwalające Jego wielką miłość.

1 Księga Mojżeszowa 3:16-24;
Ewangelia Jana 3


Dzień 6: Bracia

Adam i Ewa mieli dużo dzieci. Najpierw urodzili im się Kain i Abel. Gdy synowie dorastali, rodzice widzieli, że mają oni zimne serca. Czy mogło być inaczej, skoro odziedziczyli po rodzicach grzech?

Gdy dorośli, synowie mieli różne zainteresowania. Kain został rolnikiem i uprawiał ziemię, zbierając potem jej plony. Abel został pasterzem owiec. Lubił owce i małe jagnięta, i stale się nimi opiekował.

Bracia różnili się od siebie. Abel bardzo kochał Kaina i zawsze okazywał mu przyjaźń. Był cierpliwy dla starszego brata, ale Kain nie znosił go. Dlaczego tak się zachowywał? Przecież bracia powinni żyć w miłości.

Przyczyna tkwiła w tym, że Abel mocno kochał Boga, a serce Kaina było złe.

Opowiadając dzieciom o tym, co wydarzyło się w ogrodzie Eden, Adam i Ewa mówili im również o Zbawicielu. Kain udawał, że słucha, ale nie wierzył w to. Nie modlił się i nie żałował za swoje grzechy. Abel wierzył we wszystko, co mówił Bóg i kochał Go, a Bóg odnowił jego serce.

Pewnego razu bracia chcieli złożyć Panu Bogu ofiarę. Zbudowali ołtarze z kamieni, by złożyć na nich dary. Kain przyniósł plony ziemi, które wyhodował. Abel zaś przyniósł owieczkę ze swojego stada.

Kain domyślał się, że Pan Bóg nie przyjmie jego ofiary, ponieważ w jego sercu pojawiła się zazdrość wobec brata. Widział, że Abel kocha Boga, a to wywołało w nim nienawiść.

Kain postanowił zabić brata. Pan Bóg, widząc jego złe zamiary, próbował go przestrzec, ale Kain był głuchy na Boże słowa.

Pewnego razu bracia pozostali sami w polu i wtedy Kain rzucił się na brata i zabił go.

„Gdzie jest twój brat?” – zapytał Pan Bóg Kaina, na co Kain odpowiedział: „Nie wiem. Czy jestem stróżem mojego brata?”. Wypowiadając te słowa Kain spuścił wzrok.

Sprawiedliwy Bóg ukarał zabójcę. Przez całe życie Kain miał być uciekinierem. Nigdzie nie mógł znaleźć odpoczynku. Został przeklęty z powodu tego strasznego grzechu, którego się dopuścił.

Rodzice stracili obu synów i byli bardzo nieszczęśliwi. Tragedia ta była jednak następstwem ich własnego grzechu w ogrodzie Eden.

1 Księga Mojżeszowa 4;
1 List Jana 3


Dzień 7: Ogromna łódź

W tamtych odległych czasach ludzie żyli o wiele dłużej niż obecnie. Zanim Adam umarł, na ziemi żyło już wielu ludzi. Wszyscy oni byli wnukami i prawnukami Adama i Ewy, ale ich serca były bardzo złe.

Adam i Ewa mieli jeszcze syna o imieniu Set, którego serce zostało zmienione przez Boga. Było to przejawem Bożej miłości do grzesznego człowieka.

Tymczasem potomkowie Kaina coraz bardziej kochali zło. „Bóg jest nam niepotrzebny! – mówili. – Będziemy robić to, co nam się podoba!”.

Każdego dnia szukali sposobu, by uprzyjemnić sobie życie i udawało im się to. A może to szatan im w tym pomagał? Wszystko im się udawało. Budowali domy, żeby w nich mieszkać, wykuwali miecze, żeby nimi walczyć, wytwarzali instrumenty muzyczne, żeby zachwycać się muzyką. „Widzicie?! – śmiali się. – Sami sobie ze wszystkim dobrze radzimy. Nie potrzebujemy Boga”.

To prawda, niewielu było wtedy ludzi, którzy szanowali Boga. Właściwie tylko rodzina Seta nie sprzeciwiała się Bogu, nie lekceważyła Go i ostrzegała grzeszników przed Bożą karą.

Ich życie było trudne. Gdy urodził się Noe, Lamech, jego ojciec, mówił tylko o jedynym pocieszeniu dla wierzących – o Zbawicielu, który ma w przyszłości nadejść.

Z każdym dniem grzech wnosił na świat coraz więcej zła. Najgorsze jednak było to, że także ci, którzy wierzyli w Boga, czasem czynili zło.

Noe jednak szanował Boga. Widząc, co dzieje się na ziemi, Pan Bóg powiedział Noemu, że nie może już dłużej znosić grzechu ludzi. „Wytępię z ziemi ludzi, ptaki i zwierzęta. Sprowadzę na ziemię potop” – oznajmił. Jednak ze względu na wierność Noego, Pan Bóg obiecał, że uratuje jego i całą jego rodzinę. Kazał mu więc zbudować ogromny statek. Ufając Bogu, Noe zabrał się do budowania arki. Nie było to łatwe – przecież budował statek tam, gdzie nie było wody! Wybudowanie arki, która miała trzy piętra, wymagało wiele trudu i czasu. Przez wszystkie te lata wytężonej pracy Noe opowiadał ludziom o nadchodzącym Bożym gniewie, o potopie i o tym, że wszyscy grzesznicy zginą. Myśl o przyszłej zagładzie wszystkich żywych stworzeń przygnębiała go. Ludzie jednak śmiali się z niego, mówiąc, że stracił rozum. Mimo że zbliżał się dzień kary, nie porzucili zła i nie zwrócili się do Boga.

1 Księga Mojżeszowa 6;
Ewangelia Mateusza 24:29-44


Dzień 8: Potop

Budowa łodzi została ukończona. Noe otworzył drzwi arki i głośno ostrzegał ludzi przed karą, ale oni nadal grzeszyli i drwili z niego.

Nagle do arki zaczęły schodzić się zwierzęta: konie, krowy, lwy, tygrysy i wszystkie inne stworzenia. Przychodziły według gatunku – parami, czyli samiec i samica. Zleciało się także mnóstwo par ptaków. Noe nie zbierał ich po polach, lasach czy stepach. To Pan Bóg kierował wszystkie zwierzęta do arki. Noe zaś tylko wskazywał im miejsce, a było go dosyć dla każdego. Pan Bóg sprawił, że zwierzęta nie robiły krzywdy Noemu i jego rodzinie, ani też nie walczyły między sobą. Pożywienia było dosyć i dla ludzi, i dla zwierząt, ponieważ Noe przygotował wszystko tak, jak polecił mu Bóg.

Na samym końcu do arki wszedł Noe ze swoją rodziną – było ich razem ośmioro. Drzwi do arki zamknął sam Pan Bóg i wtedy nikt nie mógł już do niej wejść. Ludzie jednak nadal nie wierzyli w to, o czym przekonywał ich Noe.

Zaczęło padać. Spadły pierwsze duże krople, które zamieniły się w ulewę. Woda wytrysnęła także ze źródeł w ziemi. Gdy deszcz padał dzień, dwa, trzy dni, ludzie zrozumieli, że Noe miał rację. Woda zalewała ich domy. Szukali ratunku, wspinając się na wzniesienia, gdzie jeszcze było sucho, ale nadzieja ich opuszczała. Woda podnosiła się bowiem coraz wyżej i wyżej.

Nagle zobaczyli arkę, która płynęła po wodzie. Zaczęli krzyczeć i płakać, ale nikt nie mógł im już pomóc. Woda nadal podnosiła się wyżej i wyżej. Teraz oddaliby wszystko, żeby tylko znaleźć się w arce, ale to było już niemożliwe. Arka odpływała coraz dalej.

Ludzie z nadzieją spoglądali w niebo, czekając na zakończenie ulewy. Teraz nikt już się nie śmiał. Wielu płakało ze strachu.

Woda zakrywała wierzchołki gór. Ptaki latały nad powierzchnią, ale nigdzie nie mogły znaleźć miejsca, żeby odpocząć. Cały świat pogrążał się w odmętach potopu. Tylko Noe i jego rodzina oraz wszystkie zwierzęta w arce zostali uratowani zgodnie ze Słowem Pana.

Bóg zawsze spełnia swoje obietnice. Arka jest symbolem Bożego Kościoła, który – dzięki Zbawicielowi – zostanie uratowany w dniu sądu.

1 Księga Mojżeszowa 7;
2 List Piotra 2:1-5;
List do Hebrajczyków 11:1-7


Dzień 9: Kruk i gołąb

W końcu deszcz ustał i nastała cisza. Ludzie i zwierzęta już od czterdziestu dni pływali w arce. Czy potrafisz sobie wyobrazić, jak bardzo chciało im się wyjść na zewnątrz, pooddychać świeżym powietrzem i pospacerować po zielonej trawie?

Musieli jednak poczekać na to jeszcze wiele dni. Patrząc przez okno, Noe widział tylko wodę. Był wdzięczny Bogu za to, że ich uratował. Ze smutkiem myślał o tych, którzy zginęli. Wiedział bowiem, że sam nie był lepszy od nich, a został ocalony tylko dlatego, że zaufał Bogu.

Stopniowo zaczęło ubywać wody. „Pasażerowie” arki cierpliwie czekali na możliwość opuszczenia statku. Nagle odczuli silny wstrząs. Arka natknęła się na wierzchołek góry. Ta góra nazywała się Ararat. Pływanie zakończyło się, ale teraz musieli się dowiedzieć, czy woda już całkowicie zniknęła z powierzchni ziemi.

Noe postanowił wypuścić z arki kruka, ale drapieżny ptak wylatywał i wracał. Później Noe wypuścił gołębia. Nie znalazłszy miejsca do odpoczynku, ptak powrócił.

Po siedmiu dniach Noe znowu wypuścił posłusznego ptaka. Przez cały dzień wszyscy oczekiwali na jego powrót i oto pod wieczór gołąb wrócił, niosąc w dziobie gałązkę drzewa oliwnego. Znaczyło to, że drzewa nie były już pod wodą. Po kolejnych siedmiu dniach gołąb znowu opuścił arkę. Tym razem na zawsze. Znaczyło to, że ziemia była sucha.

Przez cały ten czas Noe i jego rodzina przebywali w arce. Na co czekali? Czyżby nie chcieli znów znaleźć się na lądzie? Chcieli, ale Noe pragnął być posłuszny Bogu. Czekał na wiadomość, czy może już otworzyć drzwi. W każdej sprawie Noe okazywał swoje posłuszeństwo Stwórcy. Tylko w taki sposób możemy podobać się Bogu.

Jeśli nie chcemy być Mu posłuszni, to jesteśmy podobni do tych, którzy zginęli w wodach potopu, i potrzebujemy przemiany serca. Bóg może tego dokonać – może dać nam nowe, czyste i posłuszne serce. Może sprawić, że staniemy się jak Noe, który szanował i słuchał Boga.

1 Księga Mojżeszowa 8:1-14;
Psalm 65


Dzień 10: Tęcza

Gdy Bóg powiedział: „Wyjdź z arki!”, Noego ogarnęło nieopisane szczęście. Cały czas wierzył, że Pan Bóg ich nie pozostawi. A teraz, po długim milczeniu, znów usłyszał przyjazny głos Stworzyciela.

Prawie rok ludzie i zwierzęta spędzili w zamkniętej arce, dlatego bardzo ucieszyli się, znów mogąc stanąć na ziemi.

Najpierw Noe i jego synowie pomogli opuścić arkę zwierzętom i ptakom, które szybko zniknęły im z oczu. Potem cała rodzina wyszła ze statku. Musieli zejść z góry, na której zatrzymała się arka, i znaleźć wygodne miejsce do zamieszkania.

Aby podziękować Bogu za ratunek, Noe zbudował ołtarz. Złożył na nim ofiarę i w szczerej modlitwie poprosił Boga, by przyjął te dary.

Pan Bóg widział serce Noego, które było przepełnione szczerą wdzięcznością dla Stworzyciela. Noe kochał Boga, wierzył Mu i chciał Mu służyć. Pan Bóg oczyścił jego serce i napełnił je szacunkiem do Niego.

Bóg obiecał ludziom, że już nigdy nie będzie na ziemi potopu. Na znak tej obietnicy umieścił na niebie piękną kolorową tęczę.

Ty też czasami możesz zaobserwować tęczę. Gdy będziesz ją widział, przypomnij sobie Bożą obietnicę. Tęcza to symbol wierności Boga – On zawsze dotrzymuje słowa!

1 Księga Mojżeszowa 8:15-22, 9:1-17;
Psalm 66


Dzień 11: Wysoka wieża

Noe ciężko pracował. Jego synowie Sem, Cham i Jafet pomagali mu we wszystkim. Po pewnym czasie ich żony mogły znowu wypiekać chleb. Winnice wydawały dobre plony i mieli pod dostatkiem jedzenia. Pan Bóg obficie im błogosławił.

Ale zdarzyło się coś strasznego. Cham zaczął drwić z ojca i nie okazywał mu należnego szacunku. Sem i Jafet kochali ojca i nie popierali brata. Jego postępowanie świadczyło o braku miłości do Boga.

Noe widział, że w sercach ludzi nadal panuje grzech i zastanawiał się, czy zło po raz kolejny zwycięży. Pamiętając o Bożej obietnicy dotyczącej Zbawiciela, Noe z całego serca pragnął Jego szybkiego nadejścia.

Pan Bóg wiedział o pragnieniach Noego i obiecał mu, że Mesjasz, który wyratuje ludzkość od kary za grzechy, narodzi się w rodzinie potomków Sema. „Niech będzie błogosławiony Pan, Bóg Sema!” – powiedział Noe. Jego serce przepełniała żywa wiara w Boże obietnice.

Noe umarł w podeszłym wieku. Jego synowie mieli własne dzieci, a kiedy te dorosły, także miały dzieci. I znów ziemię zamieszkiwało wielu ludzi. O potopie nikt już nie pamiętał. Ponownie zapanowało zło. Ludzie odwrócili się od Boga i zaczęli robić sobie bożki z drewna i kamienia, aby im się kłaniać.

W tych czasach wszyscy ludzie mówili tym samym językiem i mieszkali w jednym miejscu. Bóg chciał, żeby rozeszli się po całej ziemi, aby mogła wydawać plony. Oni jednak mieli inny pomysł. Postanowili zbudować wysoką wieżę, która sięgałaby obłoków. W ten sposób chcieli pokazać swoją siłę. Z każdym dniem wieża rosła w górę. Patrząc na nieposłusznych ludzi, Pan Bóg postanowił pomieszać ich języki. Ci, którzy budowali wieżę, przestali rozumieć siebie nawzajem, wszędzie zapanował chaos i panika. Praca została zatrzymana. Wieża nie została zbudowana nawet do połowy.

Małymi grupkami ludzie udawali się do nowych miejsc zamieszkania i zaczęli zakładać gospodarstwa. W ten sposób ponownie zaczęli zaludniać ziemię.

A co stało się z wysoką wieżą? Rozsypywała się i popadała w ruinę. Gdy ludzie sprzeciwiają się Bogu, ich dzieła nie mogą przetrwać.

1 Księga Mojżeszowa 9:18-29, 11:1-9;
Dzieje Apostolskie 2:1-13


Dzień 12: Podróż Abrama

Niedaleko niedokończonej i częściowo zburzonej wieży powstało miasto Ur. Ludzie mieszkający w tym mieście kłaniali się księżycowi i gwiazdom, oddając im cześć jako bogom. Za miastem na zielonych polach pasał swoje stada pasterz Terach. Mieszkał on w szałasach, ponieważ nie chciał pozostawiać swoich owiec, krów i kóz.

Terach miał trzech synów: Abrama, Nachora i Harana, którzy pomagali mu w pracy. Tak jak wszyscy w mieście, Terach również oddawał cześć bóstwom Ur, chociaż pochodził z pokolenia Sema, czyli syna Noego.

W mieście tym nie było nikogo, kto pozostałby wierny żywemu Bogu.

Pan Bóg miał jednak pewien plan. Odnowił serce Abrama, który odrzucił fałszywe bożki i zaczął modlić się wyłącznie do prawdziwego Boga, który stworzył niebo i ziemię.

Pewnego dnia Pan Bóg polecił Abramowi, aby wyszedł ze swojego miasta i udał się do innego kraju. „Co to za nowy kraj?” – zastanawiał się Abram. Opowiedział też o tym Bożym poleceniu swojemu ojcu i żonie Sarze. Potem, zwinąwszy swoje namioty, rodzina udała się w podróż w nieznane. To była niezwykła podróż, ponieważ nie wiedzieli, dokąd idą. Jednak Abram wierzył, że Pan Bóg pokaże im właściwą drogę.

Zanim jeszcze wyruszyli, zmarł Haran. Jakże mogliby zostawić jego syna samego? Lot z radością zgodził się iść do nieznanego kraju ze swoim stryjem, Abramem.

Po długiej wędrówce dotarli wreszcie do miasta zwanego Haran. Terach nie chciał już iść dalej i pozostał w tym mieście, a razem z nim i Nachor.

Abram był posłuszny Bogu we wszystkim, dlatego po pewnym czasie wyruszył w dalszą drogę. Nie było to łatwe. Abram był bogaty. Posiadał dużo złota, srebra i wielkie stada owiec, krów i kóz. Rodzina i słudzy, i cały jego dobytek stanowili tłum, który wolno się przemieszczał, a nieznany kraj wydawał im się nieosiągalny. W końcu jednak wszyscy oni dotarli do ziemi Kanaan.

W okolicach miasta Sychem znajdowały się wspaniałe pastwiska dla stad Abrama, dlatego postanowił, że zatrzymają się tutaj, aby trochę odpocząć i posłuchać kolejnych wskazówek Boga.

Wtedy Pan Bóg przemówił do Abrama: „Oddam tę ziemię twoim potomkom!”. Radość Abrama i Sary była ogromna. Zrozumieli bowiem, że Pan Bóg da im syna, a do tej pory nie mieli jeszcze dzieci. Abram zbudował w tym miejscu ołtarz i oddał chwałę Panu, który tak go błogosławił. Jak będzie wyglądała przyszłość? Tego Abram nie wiedział, ale wierzył, że Pan dotrzyma słowa.

1 Księga Mojżeszowa 12;
5 Księga Mojżeszowa 34


Dzień 13: Stryj i bratanek

W nowym kraju Abram zamieszkał pośród innych narodów. Ludzie robili tam sobie posążki z drewna, kamienia i często ogłaszali święta na cześć swoich bożków. Abram unikał tych uroczystości i dlatego uważany był za dziwaka.

Mieszkańcy miasta zauważyli jednak, że Bóg Abrama jest mocny i ochrania go, więc nie czynili mu nic złego.

Jako właściciel wielkich stad, Abram musiał żyć jak koczownik, przenosząc się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu nowych pastwisk dla swoich zwierząt. Gdy w pobliżu pastwisk nie było wody, pasterze kopali głębokie studnie, aby napoić swoje krowy, owce i kozy.

Czas mijał. Stada powiększały się i coraz trudniej było wyżywić wszystkie zwierzęta Abrama i Lota. Zdarzało się, że pasterze zaczynali kłócić się między sobą, a nawet bić się, chcąc zdobyć lepsze pola i wodę dla swoich stad. Niepokoiło to Abrama. Obawiał się, że niedługo wszyscy będą ze sobą skłóceni, dlatego postanowił, że się rozdzielą. „Jeśli ty pójdziesz w lewo, to ja pójdę w prawo”, powiedział do Lota.

Niestety, Lot, który był młodszy, nie powiedział: „Nie stryju, ty powinieneś wybrać pierwszy”. Nie okazał szacunku starszej osobie. Długo oglądał okoliczne pola, sprawdzając, które są lepsze. Najbardziej spodobały mu się pastwiska na wschodzie. Dokonał wyboru, nie myśląc o Bogu, który był dla niego taki dobry. Nie myślał też o stryju, który tak bardzo się o niego troszczył. Lot myślał tylko o sobie.

Powiedział więc do Abrama: „Tam chciałbym zamieszkać!” i zabrawszy swoją rodzinę oraz ogromne stada zwierząt, skierował się w stronę bogatej ziemi.

Jego wybór był trafny – zielone pastwiska i czysta, chłodna woda. Były to jednak tereny położone niedaleko bezbożnego miasta Sodomy. Mieszkali tu ludzie nieposłuszni Bogu, a Lot musiał spotykać się z nimi każdego dnia. Nie podobało mu się to, jak żyli, ale nie reagował, ponieważ jego celem było powiększenie swego majątku.

Pewnego razu, w czasie wojny, nadciągnęły obce wojska i zabrały Lota, jego żonę i córki do niewoli. Wrogowie zabrali także jego krowy, owce i kozy. Lot stracił wszystko...

Jak zareagował na to Abram? Zebrał silnych mężczyzn i pokonał wrogów Lota. Odzyskał też wszystko, co mu zabrali. Ale nawet po tych wydarzeniach Lot nie opuścił Sodomy. Prawda, że było to niemądre? Jednak Bóg strzegł Lota i nie zostawił jego rodziny.

1 Księga Mojżeszowa 13;
List do Rzymian 4


Dzień 14: Radość Abrama

Abram i Lot rozstali się w zgodzie, jak przyjaciele. Ich pasterze nie mieli już powodów do kłótni. Nie jest dobrze, gdy gniewasz się na bliźniego, a jeszcze gorzej, gdy wciąż nosisz w sercu urazę. Nie wiesz przecież, czy jeszcze kiedyś go spotkasz, a jutro może być już za późno, żeby się z nim pogodzić. Dlatego warto pojednać się z wszystkimi, z którymi jesteś skłócony, zanim zakończy się dzień.

Abram cieszył się z tego, że może myśleć o Locie bez złości. Kochał swojego bratanka i troszczył się o niego. Wspominał czasy, gdy razem rozpoczynali każdy dzień, prosząc Boga o błogosławieństwo dla ich pracy, a wieczorem uwielbiali Go za Jego łaskę i dobroć.

Czy tam, w Sodomie, Lot pamięta, aby się modlić? Czy pamięta ich rozmowy o życiu dla Boga? Czy ma obok siebie ludzi, z którymi mógłby porozmawiać o Stwórcy? Czy przypadkiem nie pokochał bogactw bardziej niż Boga?

Takie myśli nachodziły Abrama, gdy odpoczywał po pracy. Pan Bóg widział, że Abram martwi się o swojego bratanka, postanowił więc odwiedzić go i pocieszyć.

„Spójrz na północ i na południe, na wschód i na zachód. Wszystko, co widzisz, dam tobie. Nie na jakiś czas, ale na zawsze” – powiedział Bóg. Abrama bardzo ucieszyły te słowa. Jednak najbardziej uradowała go kolejna obietnica: „I dam ci dzieci, wnuków i prawnuków. Będzie ich tylu, że nie da się ich policzyć”.

Teraz Abram przekonał się, że Pan Bóg nie zapomniał o swojej obietnicy. Nie mógł jednak zrozumieć, jak on i jego żona będą mogli mieć syna, skoro oboje są już starzy. I w tej chwili przypomniał mu się jego ulubiony sługa Eliezer. Może Pan Bóg, mówiąc o dzieciach, miał na myśli właśnie jego? Wiele pytań nurtowało Abrama, z szacunkiem zapytał więc Boga, czy miał na myśli Eliezera. „Nie, Abramie! – odpowiedział Bóg. – Eliezer nie będzie twoim następcą. Sara zostanie matką i będziesz miał własnego syna. Właśnie od niego będzie pochodził obiecany Zbawiciel”. Cóż za wspaniała wiadomość! Potem Pan Bóg dodał: „Popatrz na gwiazdy, Abramie. Czy możesz je policzyć? Nie ma nikogo, kto mógłby to zrobić. Tak wielu będziesz miał potomków”.

Abram nie zrozumiał tego, ale wierzył, że tak się stanie, bo przecież obiecał to sam Bóg.

1 Księga Mojżeszowa 15;
List do Galacjan 3


Dzień 15: Ismael

Mijały lata, a Abram i Sara nadal nie mieli dzieci. Bardzo ich jednak pragnęli. Zanosili do Boga wiele modlitw w tej sprawie. Po tylu latach oczekiwania, Sara straciła już nadzieję. „To niemożliwe, jesteśmy już za starzy – myślała. – Moglibyśmy być już dziadkami, ale nie rodzicami”.

Potem Sara powiedziała do Abrama: „Weź za żonę moją służącą Hagar”. W tamtych czasach często zdarzało się, że mężczyzna miał dwie żony. Nikt nie myślał, że to jest złe. Jednak Pan Bóg był temu przeciwny.

Tak więc Abram wziął sobie za żonę Hagar, która odtąd nie chciała już być służącą. Często kłóciła się z Sarą i w końcu doszło do tego, że Hagar chciała odejść na pustynię. Pan Bóg zatrzymał ją jednak i nakazał jej, aby zawróciła. Powiedział jej także, że urodzi syna i da mu na imię Ismael.

Rzeczywiście tak się stało. Abram bardzo się cieszył z narodzin syna. Jednak Hagar nie zmieniła swojego zachowania w stosunku do Sary. Między Sarą a Hagar panowała niezgoda. Nie doszłoby do niej, gdyby Sara cierpliwie czekała na własne dziecko.

Abram kochał syna i starał się go nauczyć wszystkiego, co powinien wiedzieć i umieć dobry pasterz. Ludzie wokół mówili, że Ismael będzie następcą Abrama i odziedziczy cały jego majątek. Pan Bóg miał jednak inny plan.

Gdy Abram miał prawie sto lat, Pan Bóg po raz kolejny go odwiedził i powiedział: „Ja jestem Bogiem wszechmogącym!”. Tak, Abram powinien był o tym pamiętać i wierzyć, że Boża obietnica się wypełni! Pan Bóg ponownie zapowiedział, że Abram będzie miał syna. Powiedział też, że chłopiec będzie miał na imię Izaak i że od niego będą pochodzić całe narody.

Bóg zmienił też imię Abrama na Abraham, co znaczy „Ojciec wielu narodów”.

1 Księga Mojżeszowa 16-17;
Psalm 105:1-9


Dzień 16: Goście u Abrahama

Pewnego dnia, w upalne południe, Abram odpoczywał w cieniu rozłożystego drzewa. Nagle na pokrytej kurzem drodze pojawiły się trzy postacie, które wędrowały w kierunku jego namiotu. Gdy Abram wstał, aby zobaczyć, kto idzie, odkrył, że to jacyś nieznajomi.

Będąc człowiekiem o dobrym sercu, Abraham nie chciał, by ludzie męczyli się w upale, i zaprosił ich do siebie. Nie podejrzewał nawet, że ugościł samego Boga i Jego aniołów. Szybko podał wodę, by wędrowcy mogli obmyć stopy. Sara wzięła najlepszą mąkę i zaczęła piec chleb, słudzy zaś zaczęli przyrządzać smaczny obiad.

Abram starał się jak najlepiej ich ugościć. Wkrótce podano przybyszom wyśmienity posiłek.

Abram nie pytał, kim są, dokąd idą i czym się zajmują. Jednak Sara, jego żona, była tego ciekawa. Stała za rogiem namiotu i przysłuchiwała się rozmowom prowadzonym podczas obiadu. W pewnej chwili jeden z gości zapytał Abrahama: „A gdzie jest twoja żona Sara?”. „Co ja słyszę? Skąd on zna moje imię?” – zdziwiła się Sara. Mężczyzna mówił dalej, obiecując staremu Abrahamowi niezwykłą rzecz: „Dokładnie za rok wrócę tu. Do tego czasu twoja żona Sara urodzi syna”.

Sara zaśmiała się, wiedziała bowiem, że w jej wieku jest to już niemożliwe. Pan usłyszał jej śmiech i powiedział do Abrahama: „Czy jest coś niemożliwego dla Boga? Będę tutaj za rok, a twoja żona Sara będzie miała wtedy syna”. Sara zawstydziła się, widząc, że przed tymi gośćmi nie można niczego ukryć.

Po obiedzie przybysze udali się w dalszą drogę. Abraham, odprowadzając ich, zrozumiał, że gościł u siebie samego Pana Boga. Z wdzięcznością i pokojem w sercu ten wybrany przez Boga człowiek przyjął wszystko, co powiedział mu Bóg.

1 Księga Mojżeszowa 18;
List do Hebrajczyków 11:8-11


Dzień 17: Wielki pożar

W oczach Abrahama widać było smutek. Czy wiesz, dlaczego? Pan Bóg powiedział mu o strasznych grzechach, które miały miejsce w Sodomie. Ludzie żyjący w tym mieście byli źli i zarozumiali. Zapomnieli o Bogu i zaczęli żyć w bezwstydny sposób. Sprzeciwili się Bogu i naśmiewali się z Jego przykazań. Stwórca powinien więc ukarać tych zarozumiałych mieszkańców Sodomy!

Abraham zgadzał się z Bogiem, ale martwił się o Lota, który także mieszkał w Sodomie. Lot przecież znał Boga. Czy on i cała jego rodzina będą musieli zginąć? Abraham modlił się, aby Bóg nie karał sprawiedliwych razem z niesprawiedliwymi. Pan Bóg zgodził się na to, jednak pod warunkiem, że w mieście znajdzie się pięćdziesięciu sprawiedliwych. Niestety, nie znalazło się w Sodomie pięćdziesięciu takich ludzi. Ani czterdziestu, ani trzydziestu, ani nawet dziesięciu! Jakie to smutne!

Kochający Bóg, chcąc ratować Lota i jego rodzinę, posłał do Sodomy dwóch aniołów. Mieszkańcy miasta byli tak źli, że chcieli zaatakować tych wysłanników Boga. Nie udało im się to jednak.

W jednej sekundzie zbuntowani Sodomici, stojący przed domem Lota, zostali oślepieni i nie byli w stanie nawet znaleźć drzwi. Wtedy aniołowie powiedzieli, że przybyli, aby zniszczyć to miasto, a Lotowi i jego rodzinie nakazali je opuścić, aby mogli się uratować. Postawili im również jeden warunek: mieli zostawić dom i niczego z sobą nie zabierać. Niełatwo było pozostawić piękny dom, ładne ubrania i cały dobytek. Wszystko miało spłonąć! Lota i jego żonę nachodziły wątpliwości.

Rankiem anioł wziął Lota, jego żonę oraz dzieci i wyprowadził ich z miasta. „Pospieszcie się, abyście i wy nie zginęli” – powiedział. Potem Boży posłaniec ostrzegł ich, aby idąc nie zatrzymywali się i nie oglądali za siebie. Lot i jego dzieci posłuchali tej rady, ale żona Lota nie. Zrobiło jej się żal domu i bogatego gospodarstwa. Zapragnęła choćby jeszcze raz popatrzeć na swoje rodzinne strony i... odwróciła się! W tej samej chwili nieposłuszna żona zamieniła się w słup soli. Za swoje nieposłuszeństwo zapłaciła wysoką cenę!

Abraham stał na pagórku i ze smutkiem w sercu patrzył na Sodomę trawioną przez wielki pożar, który Pan Bóg zesłał z nieba. Dziękował też Bogu za to, że nawet wtedy, gdy wymierza surową karę, troszczy się o tych którzy Go kochają i ufają Mu.

1 Księga Mojżeszowa 19;
Ewangelia Łukasza 17:20-37


Dzień 18: Święto w namiocie Abrahama

W końcu nadszedł ten cudowny dzień i w namiocie Abrahama urodziło się dziecko. Sara została mamą niezwykłego chłopca, któremu dano na imię Izaak.

Wiele lat temu Bóg obiecał Abrahamowi, że będzie miał wielu wnuków i prawnuków. Zapowiedział, że dzięki jego potomkom będą błogosławione wszystkie narody ziemi. I oto właśnie dzisiaj Pan wypełnił swoją obietnicę, przypominając Sarze, że niepotrzebnie wątpiła. Jednak Bóg dawno już jej wybaczył. Teraz trzymała na rękach cudowne dziecko, którym razem z Abrahamem wprost nie mogli się nacieszyć.

Z narodzin dziecka cieszyli się też wszyscy krewni i bliscy, sąsiedzi oraz ci, którzy mieszkali w tej okolicy. To było prawdziwe święto Bożej miłości i wierności! „Czy jest coś niemożliwego dla Pana?” – mówiono. Z okazji narodzin chłopca wypowiedziano wiele miłych słów. Wyśpiewano też wiele pieśni na cześć Wszechmogącego Stwórcy nieba i ziemi.

Szczególnie wdzięczni Bogu byli Sara i Abraham, który uwierzył, że z rodu Izaaka wyjdzie Ten, który będzie Zbawicielem całego świata.

Izaak rósł i sprawiał radość swoim rodzicom. Wszyscy wokół dostrzegali, że chłopiec jest wyjątkowy.

Tylko Hagar nie podzielała tej radości. „Teraz wszyscy będą interesować się Izaakiem, a o mojego syna nikt się nie zatroszczy” – myślała rozgoryczona.

Oczywiście, Abraham kochał swojego syna Ismaela, ale Izaak był tym, którego wybrał Bóg! Od wczesnego dzieciństwa ojciec opowiadał Izaakowi o Bogu i Jego wielkiej miłości. Mówił mu również o tym, że zawsze powinien słuchać Bożego głosu i dziękować za wszystko Stwórcy.

Izaak słuchał tego z zapałem i był wierny swojemu Bogu.

1 Księga Mojżeszowa 21:1-8;
List do Galacjan 4:1-20


Dzień 19: Ismael i Izaak

Znów świętowano! Izaak skończył właśnie trzy latka! Dom był pełen gości, którzy przyszli złożyć chłopcu życzenia. Był to dzień pełen niespodzianek.

Tylko Hagar była niezadowolona i buntowała swojego syna Ismaela przeciwko Izaakowi. Chłopiec wiele już sam rozumiał, ale ślepo poddawał się swojej mamie, która wmawiała mu, że Abraham nie będzie się o niego troszczył. Hagar uczyła go nienawiści do Sary i jej synka Izaaka. I właśnie w czasie tej uroczystości Ismael – który juz wcześniej dokuczał Izaakowi – próbował go obrazić. Kochającej mamie Izaaka żal było swojego synka, więc poprosiła Abrahama, żeby odesłał gdzieś Hagar i Ismaela.

Abrahamowi niełatwo było spełnić taką prośbę, przecież Ismael też był jego synem i powinien otrzymać swoją część dziedzictwa. Sara upierała się przy swoim i rozgniewała tym Abrahama. Jednak Pan Bóg powiedział mu, aby jej posłuchał. „Ona ma rację, to Izaak będzie spadkobiercą – powiedział Bóg. – To z jego rodu na świat przyjdzie Zbawiciel”. Następnie Pan obiecał Abrahamowi, że zatroszczy się o Ismaela i również będzie go błogosławił.

Wczesnym rankiem Abraham obudził Hagar i Ismaela, dał im chleb, dzban z wodą i polecił, aby wyruszyli w drogę.

Dla Abrahama była to trudna decyzja, ale zawsze słuchał głosu Boga i wypełniał wszystko, co On mu nakazywał. Później zrozumiał, że jeśli jeden z synów będzie służył Bogu, a drugi nie, trudno byłoby im żyć razem.

1 Księga Mojżeszowa 21:9-21;
List do Galacjan 4:21-31


Dzień 20: Trudna wyprawa

Izaak był już duży. Mieszkał ze swoimi rodzicami i byli szczęśliwą rodziną, kochającą Boga. Abraham był bogatym człowiekiem i miał wielkie stada zwierząt. Jego największym skarbem był jednak ukochany syn Izaak.

Bóg widział to i pewnego razu postanowił wypróbować miłość Abrahama. Powiedział: „Weź swojego ukochanego syna Izaaka, udaj się do kraju Moria i tam na jednej z gór, którą ci wskażę, złóż mi go w ofierze”.

Abrahamowi trudno było wykonać to polecenie, ale kochał Boga z całego serca i był gotowy spełnić Jego prośbę. Dlatego wraz z Izaakiem i dwoma sługami wyruszył w drogę. Izaak nieraz już widział, jak jego ojciec składał Bogu ofiary i – podobnie jak on – wierzył, że kiedyś przyjdzie na świat Zbawiciel, który zapłaci za wszystkie grzechy i wtedy nie będzie już potrzeby składania w ofierze owieczek.

Izaak posłusznie szedł ze swoim ojcem w kierunku odległej góry. Podróż zajęła im trzy dni, ale w końcu dotarli do jej podnóża. Tutaj Abraham kazał sługom pozostać, a dalej poszedł się z samym Izaakiem. Gdy zaczęli wchodzić na górę, Izaak zapytał: „Ojcze, skąd weźmiemy owieczkę na ofiarę?”. „Mój synu – odpowiedział Abraham. – Bóg sam znajdzie sobie ofiarę”.

I rzeczywiście tak się stało. Gdy Abraham zbudował ołtarz, nagle usłyszał Boży głos: „Wiem, że mnie kochasz i byłeś gotowy poświęcić dla mnie swojego syna”. Wtedy również dostrzegł barana, który zaplątał się rogami w krzakach. I to jego złożył w ofierze.

Abraham z całego serca dziękował Bogu za to, że „sam znalazł sobie ofiarę”. Pan Bóg zaś także cieszył się, że ten, którego wybrał, okazał mu posłuszeństwo. Właśnie dlatego błogosławił On Abrahamowi i jego potomkom, z których jeden miał się kiedyś stać Zbawicielem wszystkich narodów na ziemi.

1 Księga Mojżeszowa 22:2-13;
List do Hebrajczyków 6


Dzień 21: Wesele

Mijały lata. Sara umarła, Abraham się zestarzał i nadeszła pora, by Izaak poszukał sobie żony.

Abraham przywołał więc sługę i kazał mu wyruszyć do kraju swoich przodków, aby tam znaleźć narzeczoną dla Izaaka. Miał szukać dziewczyny, która wierzy w żywego Boga i pochodzi z tego samego rodu, co Abraham.

Sługa trochę się przestraszył takiego zadania. Jakże on w obcym kraju znajdzie tę właściwą osobę? Abraham jednak uspokoił go, mówiąc, że anioł Pański wskaże mu odpowiednią dziewczynę. Sługa przygotował kilka wielbłądów, wziął ze sobą zapas jedzenia, drogie prezenty i wyruszył do dalekiej Mezopotamii.

Po długiej podróży sługa zatrzymał się przy studni, na skraju miasta Nachora, aby napoić wielbłądy. Wiedział, że wieczorem przyjdą tu dziewczyny, aby naczerpać wody do dzbanów. Zaczął więc się modlić i prosić Boga: „Panie, poślij tu dzisiaj dziewczynę, która ma być żoną Izaaka. Daj mi rozpoznać ją po tym, że da mi pić i napoi moje wielbłądy”.

Ledwo sługa skończył modlitwę, zobaczył nadchodzącą piękną dziewczynę, która zaczerpnęła wody do dzbana, podała mu i zaproponowała, że napoi także jego wielbłądy. Sługa nie miał najmniejszych wątpliwości, że ta kobieta została posłana przez Boga. Miała na imię Rebeka i pochodziła z tego samego rodu, co Abraham. Wtedy sługa podarował jej złoty łańcuszek na szyję oraz bransoletki na ręce. Rebeka pobiegła do domu i opowiedziała o wszystkim swojemu bratu, Labanowi.

Sługa Abrahama został przyjęty w jego domu z wielką radością. A gdy opowiedział, dlaczego odbył tę długą podróż i w jaki sposób Bóg odpowiedział na jego modlitwę, nikt nie miał wątpliwości, że to Pan Bóg wybrał Rebekę na żonę dla Izaaka. Domownicy zdecydowali jednak, że to sama Rebeka musi wybrać, a ona odpowiedziała: „Wyjdę za Izaaka”.

Tymczasem Izaak czekał na powrót sługi. Gdy po wielu dniach dostrzegł w oddali karawanę, pospieszył w jej kierunku. Gdy ujrzał swoją narzeczoną, w jego oczach pojawił się błysk szczęścia. Rebeka zachwyciła go swoją urodą.

Niebawem odbyło się wesele i Izaak był bezgranicznie wdzięczny Bogu za nowe błogosławieństwo.

1 Księga Mojżeszowa 24;
Dzieje Apostolskie 7:1-8


Dzień 22: Pasterz i myśliwy

Pan Bóg sprawił, że Izaakowi i Rebece urodziły się bliźnięta. Ezaw, który urodził się pierwszy, i Jakub, urodzony jako drugi, nie byli jednak podobni do siebie. Skóra Ezawa była owłosiona, jak u małego koziołka, a skóra Jakuba była delikatna i różowa.

Wraz z upływem lat różnice pomiędzy braćmi jeszcze się pogłębiły. Ezaw został myśliwym i rzadko przebywał w domu. Z łukiem i strzałami wędrował górskimi ścieżkami w poszukiwaniu zwierzyny. Był nieuprzejmy i gwałtowny. Ojciec bardzo go kochał. Lubił też jego pyszną potrawę z dzikich zwierząt, w przygotowaniu której Ezaw nie miał sobie równych.

Jakub został pasterzem. Prawie cały czas przebywał blisko domu, opiekując się swoimi owcami. Nie był tak porywczy jak jego brat. Ale największa różnica pomiędzy braćmi polegała na ich stosunku do Boga. Jakub Go kochał, a Ezaw - nie.

Właśnie z tego powodu Rebece bliższy był Jakub. Opowiadała mu o obietnicach, które Bóg dał ich ojcu i dziadkowi. Jakub wiedział także o nadejściu zapowiedzianego Mesjasza.

Rozmyślając nad tym wszystkim, Jakub żałował, że nie był pierworodnym synem. Przecież wszystko to, co posiada jego ojciec, dostanie się Ezawowi. I to Ezaw otrzyma od ojca błogosławieństwo jako pierworodny syn. Jakub bardzo chciał zająć miejsce brata i służyć niebiańskiemu Ojcu, podczas gdy Ezawowi było to obojętne.

Pewnego dnia Jakub, siedząc w namiocie, przygotował posiłek. Potrawa miała piękny, czerwony kolor i przyjemnie pachniała. Była to zupa z soczewicy, za którą przepadał nie tylko Jakub, ale także Ezaw, który właśnie wrócił z polowania. Był zmęczony i bardzo głodny. Widząc na ogniu swoją ulubioną potrawę, poprosił brata, by mu ją odstąpił. Jakub przypomniał sobie, że Ezaw, jako pierwszy syn, ma prawo do błogosławieństwa ojca. Postanowił więc potargować się z bratem: „Odstąp mi prawo do błogosławieństwa przez ojca, a będziesz mógł zjeść swoją ulubioną zupę z soczewicy” – zaproponował.

Ezaw długo się nie zastanawiał. Powiedział, że błogosławieństwo ojca nie ma dla niego żadnego znaczenia, zwłaszcza teraz, kiedy prawie umiera z głodu. Tak więc za chleb i zupę z soczewicy Ezaw sprzedał swoje prawo do bycia pierworodnym synem i pogardził Bożym błogosławieństwem.

Postępowanie Jakuba również było złe. Zawierając taką umowę, postawił Boże błogosławieństwo na równi z miską zupy.

Gdy Ezaw zjadł, wstał i odszedł, jak gdyby nic się nie stało. Jego zachowanie było jednak poważnym grzechem, który nie mógł być przebaczony. Ezaw stracił Boże błogosławieństwo.

1 Księga Mojżeszowa 25:19-34;
List do Rzymian 9:7-18


Dzień 23: Oszust

Izaak był już stary i prawie niewidomy. Cały czas leżał w łóżku i myślał o tym, że jego dni są policzone. Dlatego wezwał swojego starszego syna, Ezawa i nakazał mu, żeby wyszedł w pole, upolował dzikie zwierzę i przygotował z niego jego ulubioną potrawę. Po posiłku ojciec chciał pobłogosławić starszego syna.

„Co się teraz stanie? Przecież sprzedałem prawo do tego błogosławieństwa Jakubowi?” – pomyślał Ezaw.

Długo się jednak nad tym nie zastanawiał i wyruszył na polowanie. Nie podejrzewał, że matka słyszała jego rozmowę z ojcem. Rebeka czuła w sercu, że to Jakub jest wart błogosławieństwa, ale nie pytała o to Boga i sama postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.

Nie rozumiała wtedy, że oszustwo przyniesie synowi tylko cierpienie. Przecież Bóg mógł i bez jej udziału błogosławić Jakubowi!

Rebeka poleciła Jakubowi, aby przyprowadził dwa koziołki i przygotowała z nich potrawę dla Izaaka. Gdy powiedziała Jakubowi, że ma zanieść jedzenie ojcu i powiedzieć mu, że jest Ezawem, on przestraszył się. Rebeka zapewniła go jednak, że ojciec jest już niewidomy i nie zobaczy jego twarzy. „Ale przecież ręce i szyja Ezawa są owłosione, a moje nie” – powiedział Jakub. Zapobiegliwa Rebeka pomyślała i o tym. Owinęła szyję i ręce syna koźlęcymi skórami i pospiesznie wysłała go do Izaaka.

Gdy młodszy syn stanął przy łóżku ojca, Izaak zapytał: „Kim jesteś?”. „Jestem Ezaw. Pan Bóg sprawił, że szybko wróciłem z polowania i przyniosłem ci twoją ulubioną potrawę” – skłamał Jakub. Wtedy Izaak pogładził ręce i szyję syna, mówiąc: „Ręce i szyja Ezawa, ale głos Jakuba. Czy ty na pewno jesteś Ezaw?”. „Tak, ojcze! To ja, Ezaw” – skłamał po raz kolejny Jakub. Wtedy ojciec pocałował go i udzielił mu błogosławieństwa, które należało do Ezawa.

Izaak szybko zrozumiał, że został oszukany, ale było już za późno. Pan Bóg dopuścił do tego, że ojciec pobłogosławił Jakuba, ponieważ Ezaw nie cenił swojego prawa do ojcowskiego błogosławieństwa.

1 Księga Mojżeszowa 27;
List do Hebrajczyków 12:1-7


Dzień 24: Uciekinier

Ezaw płakał ze złości. Dopiero teraz zrozumiał, że stracił coś cennego – coś, co pochodziło od samego Boga!

„Ojcze, a może masz jeszcze jedno błogosławieństwo?” – zapytał zrozpaczony Ezaw. „Udzieliłem już go Jakubowi” – współczująco odpowiedział Izaak.

Jakże przykro było Ezawowi! W jego sercu kipiała złość, a jego wygląd podobny był do wyglądu Kaina, gdy zamierzał napaść na swojego brata Abla.

Rebeka, przerażona wściekłością Ezawa, błagała Jakuba, aby uciekał do dalekiego kraju, do jej brata Labana. Jakub nie chciał opuszczać domu, matki i ojca, ale teraz musiał zapłacić za oszustwo! Pożegnał się z bliskimi i w tajemnicy przez bratem wyruszył w daleką drogę.

Dzień już się kończył, gdy zmęczony Jakub zatrzymał się, by odpocząć. W ręku miał tylko kij, a do pasa przywiązany dzban z oliwą. „Oto całe moje bogactwo, nawet nie mam gdzie przenocować” – myślał Jakub. W pobliżu były tylko krzewy i kamień, jednak Jakub postanowił tutaj przenocować, podkładając sobie kamień pod głowę. Był bardzo zmęczony, dlatego szybko zasnął.

Tej nocy miał dziwny sen. Zobaczył drabinę, która stała na ziemi i sięgała do nieba. Po drabinie schodzili i wchodzili aniołowie, a na samej górze był Bóg. Powiedział on do Jakuba: „Ja jestem Pan – Bóg Abrahama i Bóg Izaaka. Ziemię, na której leżysz, dam tobie i twoim potomkom. I dzięki tobie będą błogosławione wszystkie narody ziemi”.

Jakub nagle się obudził. Nie było już ani drabiny, ani aniołów, ale wszystko dokładnie zapamiętał. Zrozumiał, że naprawdę przemówił do niego Bóg. Był zaniepokojony, ale jednocześnie cieszył się. Teraz miał pewność, że Bóg jest z nim i że go nie opuści. Jakub uwierzył, że to miejsce jest miejscem obecności żywego Boga. Dlatego wziął kamień, na którym spał, polał oliwą i postawił go jako ołtarz. A miejsce to nazwał Betel, co znaczy: „Dom Boży”.

Przepełniony miłością i wdzięcznością do Boga, kontynuował swoją podróż do Labana.

1 Księga Mojżeszowa 28;
Ewangelia Jana 1:35-52


Dzień 25: Bogaty Jakub

Jakub bardzo długo mieszkał u wujka Labana – aż dwadzieścia lat! Wujek często oszukiwał Jakuba i zmuszał go do ciężkiej pracy.

Pewnego dnia Pan Bóg powiedział Jakubowi, że może już wracać do swojego kraju. W tym czasie Jakub miał już rodzinę i był bardzo bogatym człowiekiem – był właścicielem dużych stad zwierząt.

Im bardziej zbliżał się do Kanaanu, tym częściej myślał o Ezawie. Czy brat zapomniał już o jego oszustwie? Był coraz bardziej zaniepokojony. Gdy po kilku dniach usłyszał, że Ezaw wraz z czterystoma żołnierzami idzie mu na spotkanie, ogarnął go strach. Kto go ochroni przed silnym Ezawem? Może tego dokonać tylko Pan Bóg. Tego Jakub był pewien, ale czy Bóg zechce mu pomóc?

Jakub polecił swoim sługom, by przyprowadzili do Ezawa całe stado krów, owiec, osłów i wielbłądów. „Być może to złagodzi gniew Ezawa” – myślał Jakub, ale strach go nie opuszczał.

Nastała noc. Jakub przez cały czas modlił się do Boga, prosząc o pomoc i ochronę. Pan Bóg widział sytuację Jakuba, słyszał jego modlitwy i postanowił do niego przyjść. Jakub liczył na pogodzenie się z Ezawem, ale Pan Bóg chciał, aby Jakub przede wszystkim pogodził się z Nim. Przecież oszukując swojego ojca oraz brata, Jakub przede wszystkim zgrzeszył przeciwko Bogu. Pan uświadomił mu to, pytając go, jak ma na imię. Jakub, wypowiadając swoje imię, przypomniał sobie jego znaczenie – „oszust” – i zrobiło mu się wstyd. Tej nocy Pan Bóg zobaczył żal w sercu Jakuba i z miłości do niego przebaczył mu wszystkie grzechy. Jakub bardzo się z tego ucieszył!

Rankiem, gdy wzeszło słońce, Jakub zobaczył, że do jego karawany zbliża się Ezaw. Wyszedł mu na spotkanie. Co zrobi starszy brat? Czy się zemści? Nie, Ezaw bardzo się ucieszył ze spotkania z bratem, podbiegł do niego i ucałował go, płacząc z radości.

„Kto to jest?” – zapytał Ewaw, widząc rodzinę Jakuba. „To moje dzieci, które podarował mi Pan Bóg” – usłyszał w odpowiedzi.

Ezaw nie chciał przyjąć od Jakuba podarunków. „Mój bracie, mam wszystkiego pod dostatkiem” – tłumaczył. Wtedy Jakub powiedział: „Nieważne, przyjmij ode mnie ten prezent. Bóg mi to darował i mam wszystko, czego potrzebuję”. To prawda! Jeśli kochasz Pana Boga, On się o ciebie zatroszczy.

Ezaw chciał towarzyszyć Jakubowi w drodze, aby go chronić. Jakub stwierdził jednak, że jego cielęta i jagnięta nie mogą iść tak szybko jak wielbłądy Ezawa. Nie potrzebował pomocy Ezawa, bo chronił go sam Bóg.

Po jakimś czasie Jakub dotarł do Betelu, gdzie złożył ofiarę Panu, który go uratował i przebaczył mu grzechy.

1 Księga Mojżeszowa 32, 33:1-4;
Psalm 7


Dzień 26: Niewolnik Józef

Jakub miał dwunastu synów. Każdy na swój sposób był cenny dla ojca, ale przedostatni syn, Józef, zyskał jego szczególną miłość i względy, bo kochał Boga i bliźnich.

Starsi bracia nie lubili Józefa i zazdrościli mu. Gdy ojciec podarował swojemu ukochanemu synowi piękną, kolorową szatę, bracia jeszcze bardziej zaczęli mu zazdrościć. Józef jakby nie zauważał ich wrogości i kochał wszystkich swoich domowników.

Pewnego razu Józef zobaczył we śnie, jak on i jego bracia pracują przy żniwach i wiążą snopki. I oto snop Józefa stał wyprostowany, a snopy braci stanęły wokół i kłaniały mu się.

Gdy bracia usłyszeli o tym śnie od Józefa, byli oburzeni: „Czyżbyś ty miał królować nad nami?”. Po tym wydarzeniu jeszcze bardziej znienawidzili swojego brata. Józef wkrótce miał kolejny dziwny sen i opowiedział go swoim braciom oraz ojcu: „Śniło mi się, że słońce, księżyc i jedenaście gwiazd pokłoniło mi się”. Wtedy ojciec oburzył się i zganił syna: „Czy ja, twoja matka oraz twoi bracia mamy składać ci pokłon?”.

Pewnego dnia Jakub poprosił Józefa, aby zaniósł jedzenie braciom pasącym stada daleko od domu. Józef z radością zgodził się spełnić tę prośbę.

Po długich poszukiwaniach, Józef w końcu znalazł swoich braci. Oni jednak mieli bardzo złe zamiary. Widząc, że nadchodzi, zaczęli się zastanawiać, jak go zabić. Ich nastawienia nie zmieniły nawet pełne miłości i radości oczy Józefa. Zazdrość i nienawiść zaślepiły ich serca. Tylko jeden z braci, Ruben, przestraszył się i powiedział: „Nie róbcie mu krzywdy, wrzućcie go tylko do wyschniętej studni na pustyni”. Wtedy bracia zabrali Józefowi kolorową szatę i wrzucili go do pustej studni. Nie zwracając uwagi na jego jęki i cierpienie, źli bracia zasiedli do posiłku, który przyniósł im Józef.

Nagle w oddali zobaczyli karawanę wielbłądów i ludzi, którzy zmierzali w kierunku Egiptu, aby sprzedawać tam balsam i wonne korzenie. Wtedy Judzie – jednemu z braci – przyszła do głowy myśl, żeby sprzedać im Józefa za dwadzieścia srebrników. Pozostali bracia zgodzili się i w ten sposób Józef został sprzedany jako niewolnik.

Potem, gdy już pozbyli się Józefa, zabili koziołka, ubrudzili w jego krwi szatę Józefa i posłali ją ojcu. Jakub uznał, że Józefa rozszarpał dziki zwierz. Gorzko zapłakał i nikt nie był w stanie go pocieszyć.

Bracia Józefa żyli w strasznym grzechu. Nie myśleli o tym, że Pan Bóg wszystko widzi i może ukarać tych, którzy Go nienawidzą, a błogosławić tych, którzy Go kochają i są Mu wierni.

1 Księga Mojżeszowa 37;
Psalm 105:10-17


Dzień 27: W więzieniu

Faraon, król Egiptu, miał dworzanina, który nazywał się Potyfar. To właśnie on kupił Józefa jako niewolnika. Widząc pracę i zdolności Józefa, Potyfar nie wysyłał go do pracy w polu, ale pozostawił go w swoim domu, by był jego służącym. Tak mu ufał, że po pewnym czasie ustanowił Józefa zarządcą swojego domu i wszystkiego, co posiadał.

Żona Potyfara była bardzo złą kobietą. Chciała nakłonić Józefa do grzechu, ale nie udało jej się. Widząc, że Józef unika zła, że nie chce oszukiwać swojego pana i że kocha Boga, niesłusznie oskarżyła go o przestępstwo. Wszyscy uwierzyli jej kłamstwu i Józef został wtrącony do więzienia

Było tam wielu ludzi, którzy popełnili poważne przestępstwa, a Józef znalazł się wśród nich, chociaż nie zrobił niczego złego. Nie zamknął jednak swojego serca i nadal kochał Boga. A On opiekował się Józefem, nawet w więzieniu. Po pewnym czasie, Józef – sam będąc więźniem – został zarządcą więzienia!

Wtedy do lochu wtrącono więźniów z pałacu królewskiego, którzy zawinili przeciwko samemu faraonowi. Wśród nich byli podczaszy i piekarz. Pewnej nocy obaj mieli dziwne sny. Podczaszemu śnił się krzew winnej latorośli z trzema gałązkami pełnymi winogron, z których wycisnął on sok, przelał go do kielicha i podał faraonowi. Józef wyjaśnił mu ten sen i powiedział, że trzy gałązki to trzy dni. „Za trzy dni wrócisz do pałacu i znowu, jak dawniej, będziesz podawał kielich swojemu panu” – przepowiedział Józef. Podczaszy bardzo się ucieszył z tej wiadomości! Wtedy Józef poprosił go, aby nie zapomniał o nim, gdy już będzie wolny i aby poprosił faraona o uwolnienie go.

Piekarz także poprosił Józefa o wyjaśnienie jego snu. W tym śnie trzymał na głowie trzy kosze z pieczywem dla faraona, a ptaki przylatywały i wyjadały z nich chleb.

Józef powiedział: „Trzy kosze, to trzy dni. Za trzy dni zostaniesz stracony”.

Po trzech dniach sny podczaszego i piekarza spełniły się! Niestety, niewdzięczny podczaszy zapomniał o Józefie. Jednak Pan Bóg nie zapomniał o swoim wiernym słudze! Cały czas troszczył się o niego a już niedługo miał sprawić, że podczaszy przypomni sobie o Józefie.

1 Mojżeszowa 39, 40;
Psalm 105:18-19


Dzień 28: Władca Egiptu

Minęły dwa lata. Wszyscy zapomnieli już o Józefie. Wszyscy, oprócz Pana Boga! Z Jego woli, królowi Egiptu przyśnił się sen, który go bardzo zaniepokoił. W tym śnie faraon widział siebie stojącego nad rzeką, z której wyszło siedem tłustych krów. Następnie z rzeki wyszło siedem chudych i brzydkich krów, które stanęły obok tych tłustych. Nagle, w jednej chwili, chude krowy pożarły te tłuste. Faraon przebudził się i po chwili znowu zasnął. I znów zaczął śnić. Zobaczył łodygę, z której wyrosło siedem kłosów – pełnych i pięknych, a potem wyrosło siedem kłosów pustych i wysuszonych przez wiatr. I nagle puste kłosy pochłonęły te pełne i piękne.

Rano faraon był bardzo niespokojny. Wezwał do siebie wszystkich mędrców Egiptu, żeby wytłumaczyli mu znaczenie jego snów. Niestety, w całym kraju nie było nikogo, kto potrafiłby te sny wyjaśnić.

Wtedy podczaszemu przypomniało się, że zna kogoś, kto może wytłumaczyć sny faraona, ponieważ Bóg darował mu taką zdolność. Władca natychmiast posłał służących do więzienia, aby przyprowadzili Józefa.

Gdy faraon opowiedział Józefowi sen, on zaczął wyjaśniać jego znaczenie: „Siedem krów tłustych, to siedem lat, a siedem kłosów pełnych, to także siedem lat. Zaś siedem chudych krów i siedem pustych kłosów oznacza siedem lat głodu. Przez pierwszych siedem lat będzie wielki urodzaj w całym Egipcie. Po nich nastanie siedem lat głodu. Dlatego Bóg uprzedza o tym faraona i podpowiada mu, aby znalazł mądrego człowieka, którego ustanowi w całym Egipcie nadzorcą nad zbiorami w latach urodzaju, tak aby zebrać zapasy żywności na te lata, w których nastanie głód”.

Słysząc te słowa, faraon opowiedział: „Skoro Pan Bóg objawił ci to wszystko, to znaczy że nie ma nikogo tak mądrego jak ty. Ciebie ustanawiam zarządcą nad moim domem i cały naród będzie słuchał twoich rozkazów”. Wtedy faraon zdjął pierścień z palca i dał go Józefowi, a na jego szyi powiesił mu złoty łańcuch.

W taki cudowny sposób Pan Bóg pobłogosławił swojemu słudze Józefowi, który niczego sobie nie przypisywał, a wszystkie swoje sukcesy, mądrość i wiedzę wykorzystywał dla chwały wielkiego Boga.

1 Księga Mojżeszowa 41;
Psalm 105:20-22


Dzień 29: Przestraszeni bracia

Zgodnie z zapowiedzią Józefa, po siedmiu latach nastał głód. Wówczas mieszkańcy Egiptu zaczęli wykorzystywać obfite zapasy zgromadzone podczas lat urodzaju. Głód nastał także w ziemi Kanaan, gdzie mieszkał Jakub. Wszyscy słyszeli jednak o tym, że w Egipcie jest mnóstwo zboża. Jakub posłał więc swoich synów do tego dalekiego kraju, aby kupili ziarno. Zostawił przy sobie tylko najmłodszego syna, bojąc się go stracić, tak jak niegdyś Józefa.

Bracia przybyli do Egiptu. Nadeszła ich kolej i zostali zaprowadzeni do zarządcy kraju. Oczywiście nie rozpoznali w nim Józefa, ale Józef rozpoznał swoich braci!

Zaczął z nimi surowo rozmawiać: „Jesteście szpiegami i przyszliście wyszpiegować słabo strzeżone miejsca naszego kraju”. Bracia zaczęli przekonywać Józefa, że są uczciwymi ludźmi i przyszli tutaj po zboże. Jednak zarządca upierał się przy swoim i powiedział, że nie wierzy ani jednemu ich słowu. Na dodatek zapowiedział: „Nie wyjedziecie stąd, jeśli nie przyjedzie tu także wasz najmłodszy brat. Poślijcie jednego z was i niech przyprowadzi tutaj waszego najmłodszego brata”. Po trzech dniach Józef zdecydował, że zostawi jako zakładnika tylko Symeona, a pozostałym pozwoli odjechać ze zbożem do ojca. Ostrzegł ich jednak, że jeśli Beniamin – najmłodszy brat – nie przybędzie do Egiptu, starszy brat nigdy nie wyjdzie na wolność.

Bracia wrócili do ojca z workami pełnymi ziarna. Serce Jakuba ogarnął jednak smutek, gdy zobaczył, że brakuje jednego z synów. Czy teraz miałby wypuścić także Beniamina? Nigdy w życiu na to nie pozwoli! Jego ukochany, najmłodszy syn zawsze będzie blisko niego!

Czas mijał, zapasy zboża wyczerpały się. Co robić? Przyjdzie im umrzeć z głodu. W Egipcie jest zboże, ale podróż bez Beniamina nie ma sensu. A co się dzieje z Symeonem? Pewnie siedzi w więzieniu i ma nadzieję, że bracia w końcu wrócą i zostanie uwolniony.

Juda zaczął namawiać ojca, by puścił z nimi Beniamina. Powiedział, że ręczy za niego własnym życiem. W końcu ojciec zgodził się. Jakub usilnie modlił się do Boga i miał nadzieję, że wszyscy jego synowie powrócą do domu.

Po długiej podróży synowie Jakuba przybyli do Egiptu. Bardzo się bali, ale tym razem wszystko przebiegało inaczej. Zostali uprzejmie przyjęci i zaproszeni do pałacu. Jednak strach ich nie opuszczał. Obawiali się, że spotka ich coś złego. Spodziewali się, że poniosą zasłużoną karę za swoje grzechy. Żałowali tego, co się stało w przeszłości, i teraz wstydzili się prosić Pana Boga o pomoc. Nie domyślali się jednak, że już niedługo spotka ich wspaniała niespodzianka.

1 Księga Mojżeszowa 42;
Psalm 111


Dzień 30: Znowu razem

Wszystko wyglądało jak w cudownym śnie. Bracia znaleźli się w pięknym pałacu, gdzie stały odświętnie nakryte stoły z mnóstwem smacznych dań i dobrych napojów. Panowała uroczysta atmosfera. Jakież było zdziwienie braci, gdy zobaczyli tutaj Symeona – całego i zdrowego. Bardzo ucieszyli się ze spotkania. Z radości obejmowali się, a po ich policzkach płynęły łzy szczęścia.

I nagle wszedł zarządca. Strach ponownie opanował ich serca. Co im teraz powie? Czy coś im grozi? Ku ich zaskoczeniu, zarządca zaczął jednak wypytywać o ich ojca: „Czy żyje? Czy jest zdrowy?”. Potem spojrzał na Beniamina i szybko wyszedł do drugiej komnaty, ponieważ nie mógł powstrzymać łez. Gdy Józef wrócił, usiedli do posiłku. Braciom trudno było zrozumieć, co się dzieje. Jedli smaczne dania i pili drogie napoje w pałacu zarządcy Egiptu. Wciąż nie wiedzieli, że zarządcą tym jest ich brat Józef.

Czas uczty szybko mijał i nadszedł moment pożegnania. Z workami napełnionymi po brzegi zbożem szczęśliwi bracia wracali do domu, aby pocieszyć swojego ojca.

Jeszcze nie zdążyli ochłonąć ze szczęścia, gdy usłyszeli, że ktoś ich woła: „Hej, wy, zaczekajcie!”. To był sługa z pałacu, biegnący za ich karawaną.

Nagle bracia usłyszeli straszne słowa: „Dlaczego ukradliście srebrny kielich mojego pana?”.

„Nie, to niemożliwe!” – zapewniali sługę synowie Jakuba. Bracia od dawna już żałowali za swoje grzechy i byli pewni, że żaden z nich niczego takiego by nie zrobił. Śmiało zaproponowali więc: „Ten, u którego znajdziesz kielich, niech zginie, a my wszyscy zostaniemy tu jako niewolnicy twojego pana”. Sługa Józefa odpowiedział: „Nie! Tylko ten, u którego znajdę kielich, zostanie tu jako niewolnik, pozostali zaś będą wolni”.

Żołnierze zaczęli przeszukanie. Sprawdzono prawie wszystkie worki i w żadnym nie było kielicha. Jeszcze tylko ostatni – worek Beniamina. O, nie! To właśnie w jego worku znaleziono kielich.

Starszy brat chciał zostać niewolnikiem zamiast Beniamina, ponieważ obiecał ojcu, że jego najmłodszy syn wróci do niego cały i zdrowy.

Józef bardzo się ucieszył widząc, że jego bracia zmienili się, że martwili się o brata i byli gotowi go chronić. Widział również, że teraz kochali ojca.

Zdecydował, że powie im, kim naprawdę jest.

Gdy bracia dowiedzieli się, że tym wielkim zarządcą Egiptu jest ich brat, którego tak skrzywdzili, opanował ich ogromny strach. Myśleli, że Józef będzie chciał się zemścić. Ten jednak uspokoił ich, mówiąc: „Nie martwcie się tym, że mnie sprzedaliście. To Bóg posłał mnie tutaj przed wami, żeby uratować wam życie”. Bracia płakali ze szczęścia, obejmowali się i wzajemnie pocieszali. Przekonali się, jak wielki i potężny jest ich Bóg.

1 Księga Mojżeszowa 43-45;
Psalm 112


Dzień 31: Do Egiptu

Jakub niepokoił się czekając na powrót swoich synów z Egiptu, dlatego bardzo się ucieszył, gdy w końcu zobaczył w oddali ich karawanę. „Dlaczego tak się spieszą? – zastanawiał się. – Czyżby dlatego, żeby powiedzieć, że Beniamin i Symeon nie wrócą do domu?”. Wkrótce byli na tyle blisko, że mógł ich policzyć. Wszyscy jego synowie żyli i w dodatku wyglądali na niezwykle szczęśliwych! Wymachiwali rękami i już z daleka wołali: „Ojcze! Józef żyje! On żyje!!! Jest zarządcą w Egipcie!”.

„To niemożliwe – pomyślał Jakub. – Przecież Józef zginął dawno temu”.

Teraz, chociaż nie było to łatwe, bracia musieli przyznać się ojcu do tego, jak kiedyś postąpili z Józefem.

W domu Jakuba zapanowała radość i szczęście. Zanim umrze, będzie mógł zobaczyć swojego syna! A pozostali synowie pogodzili się i wyznali grzechy przed ojcem i przed Bogiem.

Jakubowi jakby ubyło lat! Poczuł się młodo i szybko zaczął przygotowywać się do dalekiej drogi, żeby jak najszybciej zobaczyć swojego ukochanego syna. Nie zapomniał też zapytać Boga, czy jest to Jego wolą, aby opuścili Kanaan. Stary Jakub zawsze słuchał głosu Boga i szedł tam, dokąd Bóg mu kazał. Tak było i tym razem. „Nie bój się iść do Egiptu, ponieważ tam uczynię z ciebie wielki naród – powiedział Bóg do Jakuba. – Ja pójdę tam z tobą, a kiedyś przyprowadzę tu twoich potomków z powrotem”.

Następnego ranka Jakub z całą swoją rodziną i dobytkiem wyruszył w drogę. Nie czuł zmęczenia, cały czas żyjąc nadzieją na spotkanie ze swoim ukochanym synem Józefem.

Gdy Józef dowiedział się, że ojciec jest już blisko, zaprzągł konie do rydwanu i wyjechał na jego spotkanie, a zobaczywszy go, rzucił mu się na szyję i długo płakał z radości.

Wszystkich przepełniało szczęście. Józef zadbał o to, żeby cała jego rodzina żyła bezpiecznie i miała wszystkiego pod dostatkiem.

Teraz Jakub mógł spokojnie umrzeć, ale żył jeszcze siedemnaście lat, mieszkając ze swoimi dziećmi, ciesząc się spokojną starością i oczekując spotkania z Panem. Przed śmiercią Jakub polecił, aby pochowano go w grobie obok Abrahama i Izaaka. Synowie spełnili jego prośbę, a sami żyli, pokładając wszystkie swoje nadzieje w Bogu.

1 Księga Mojżeszowa 46;
Księga Izajasza 52


Dzień 32: Wypalanie cegieł

Minęło wiele lat. W Egipcie umarł Józef, jego bracia, faraon... Ale dwunastu synów Jakuba miało wielu potomków. Synowie żenili się, córki wychodziły za mąż. Rodziły się dzieci. W taki sposób, po wielu latach, w ziemi egipskiej wyrósł nowy naród – naród żydowski, czyli Izraelici. Nazwa „Izraelici” pochodzi od Jakuba, który nazywany był także Izraelem.

Pan Bóg dotrzymał obietnicy, która mówiła, że Abrahan będzie miał wielu potomków.

Izraelitom dobrze żyło się w Egipcie. Niektórzy z nich dziękowali za to Bogu i chwalili Go, ale byli też tacy, których miłość do Boga stygła. Wielu z nich zaczęło modlić się do obcych, fałszywych bogów.

Pan Bóg smucił się, widząc grzechy swojego narodu, ale błogosławił go i miał w opiece ze względu na tych, którzy Go kochali.

Egiptem zaczął rządzić nowy, zły faraon. Nie podobało mu się, że w jego kraju mieszka tak wielu Żydów. Niepokoiło go to, że lud ten szybko się rozrasta i może kiedyś pokonać Egipcjan.

Faraon chciał utrudnić życie ludowi i zarządził, że Izraelici mają wykonywać najcięższe prace.

Odtąd każdy Żyd musiał pracować przy budowie wielkich miast lub w polu. Miasta budowano wtedy z cegieł, które trzeba było wypalać w ogniu, aby były suche i trwałe. Każdego dnia trzeba było wypalić bardzo dużo cegieł i przenieść je na miejsce budowy. Od wczesnego ranka, do późnego wieczora Izraelici pracowali dla faraona. Gdy w upalny dzień, podczas robót, ludzie padali ze zmęczenia i głodu, nadzorcy podnosili ich, bili i zapędzali z powrotem do pracy.

Nadzorcy faraona znęcali się nad Izraelitami, a mimo to naród ten stawał się silny i coraz liczniejszy. Faraona dziwiło to i niepokoiło. Nie mógł zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Taki jednak był plan Boga.

Wiedział o tym szatan i wszelkimi sposobami starał się temu przeszkodzić. Sprawił on, że serce faraona stało się jeszcze bardziej nieczułe. Szatan wiedział, że z tego narodu w przyszłości ma przyjść na świat obiecany Zbawiciel, dlatego podsuwał władcy różne sposoby zniszczenia Izraela.

Faraon był coraz bardziej okrutny. Rozkazał Izraelitom, aby nie tylko wypalali cegły, ale także mieszali glinę i pracowali w polu. Nic jednak nie zdołało złamać tego narodu. Kochający Bóg obiecał kiedyś Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi, że ochroni i rozmnoży swój naród. I chociaż wielu narzekało, oburzało się i zapominało o Bogu, On nie zapomniał o swoim ludzie i pozwalał mu rosnąć w siłę.

2 Księga Mojżeszowa 1;
Dzieje Apostolskie 7:9-19


Dzień 33: Podstępny plan

Zły faraon długo zastanawiał się, jak zniszczyć naród izraelski, i wymyślił coś strasznego. Powiedział do swoich ludzi: „Każdego nowo narodzonego chłopca żydowskiego wrzucajcie do rzeki, ale dziewczynki mogą pozostać przy życiu”. Biednych Izraelitów ogarnął wielki smutek. Nie mogli uwierzyć, że na świecie możliwe jest aż takie okrucieństwo!

Wcześniej zapominali o Bogu, ale teraz zaczęli prosić Go o pomoc.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.