Apokalipsa Z. Poczatek końca  - Manel Loureiro - ebook
Wydawca: MUZA SA Kategoria: Fantastyka i sci-fi Język: polski Rok wydania: 2013

Apokalipsa Z. Poczatek końca ebook

Manel Loureiro

4.25925925925926 (27)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 486 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 14 godz. 7 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Apokalipsa Z. Poczatek końca - Manel Loureiro

* pierwsza część rewelacyjnej trylogii o zombie, osadzonej we współczesnym świecie

* fenomen Internetu - powieść pisana najpierw w formie blogu , odniosła ogromny sukces w Internecie, przeczytało ją kilkaset tysięcy osób na całym świecie i wśród internautów zyskała opinię kultowej; przebój Amazonu

* na jej podstawie powstał również komiks

 

Cywilizacja już nie istnieje.

Nie ma Internetu. Ani telewizji. Ani telefonów komórkowych.

Nie ma niczego, co przypominałoby ci, że jesteś ludzką istotą.

Zaczęła się apokalipsa. Pozostał tylko jeden cel:

PRZEŻYĆ!

 

W należącym do Federacji Rosyjskiej Dagestanie dochodzi do ataku ekstremistów islamskich na jedną z poradzieckich baz wojskowych. Napastnicy przypadkowo uwalniają przechowywane tam wirusy dziwnej choroby, która pustoszy coraz większe tereny, odcinając je od reszty świata. Temat ten zaczyna dominować w światowych serwisach informacyjnych, ale nikt nic nie wie na pewno. Mówi się o żywych trupach, które polują na ludzi. Poszczególne państwa wprowadzają spóźnione środki zaradcze: stan wyjątkowy, godzinę policyjną, blokadę informacji, zamknięte Bezpieczne Strefy dla zdrowych obywateli.

O tym wszystkim dowiaduje się stopniowo bohater powieści, hiszpański prawnik mieszkający pod miastem Pontevedra. Od pierwszego dnia na prowadzonym przez siebie blogu, a później w zwykłym notatniku spisuje swoje spostrzeżenia o tej odległej katastrofie. Jeszcze nie wie, że to dopiero początek apokalipsy... W poszukiwaniu bezpiecznego schronienia odbędzie wędrówkę po terenach, które kiedyś znał jako Galiciię.

 

Opinie o ebooku Apokalipsa Z. Poczatek końca - Manel Loureiro

Cytaty z ebooka Apokalipsa Z. Poczatek końca - Manel Loureiro

Dostałem niezłą nauczkę. Wykończyć mnie mogą nie tylko tamci, Nieumarli. Nadal możliwe są wszystkie normalne przyczyny śmierci: wypadki, choroby, głód. One nie zniknęły, przyczaiły się tylko w cieniu, czyhając
Dostałem niezłą nauczkę. Wykończyć mnie mogą nie tylko tamci, Nieumarli. Nadal możliwe są wszystkie normalne przyczyny śmierci: wypadki, choroby, głód. One nie zniknęły, przyczaiły się tylko w cieniu, czyhając na okazję. Dopadną mnie, jeśli nie będę ostrożny. W ostatnich dniach myślałem tylko o moich prześladowcach i prawie zapomniałem o fundamentalnej prawdzie: człowiek jest bardzo, ale to bardzo kruchą istotą.
Jeśli ktoś ma na tej wyspie kłopoty, to bardzo mi z tego powodu przykro. Będzie musiał (albo musiała) sam sobie dać radę. W tym nowym świecie tylko ten, kto potrafi zadbać o własną dupę, ma szansę zobaczyć kolejny wschód słońca.
musiał wystrzelić co najmniej dwa pełne magazynki ze swojej służbowej broni, po której, ma się rozumieć, nie zostało śladu. Kiedy tamci go dorwali, po prostu wypuścił ją z rąk. Ciekawe, gdzie ona teraz jest. Plecak okazał się prawdziwym skarbem. W środku znalazłem śpiwór, znakomitą pelerynę w kolorach maskujących noszoną przez hiszpańskie wojska lądowe, kompas, mapę z zaznaczonymi różnymi pozycjami (to pewnie stanowiska – teraz opuszczone – na linii obrony, która powstrzymywała tamtych podczas ewakuacji), tytoń, apteczkę pierwszej pomocy z trzema ampułkami morfiny oraz najcenniejszy łup: kilka
nie zna słowa po hiszpańsku, miałem więc dużo czasu, żeby przemyśleć całą sytuację i uświadomić sobie, że nad niczym nie panuję. Właśnie pisałem, kiedy Uszakow osobiście pojawił się w mojej kabinie i kazał mi pójść za sobą. Weszliśmy schodami na pokład, gdzie czekali na mnie członkowie mojej „grupy”. Byli wśród nich mały Wiktor Asterix Pritczenko, którego nie widziałem od naszego ostatniego spotkania (myślę, że jest takim samym więźniem jak ja), drugi oficer z giwerą wiszącą u pasa i czterech marynarzy „Zaren Kibish” wyglądających na Pakistańczyków. Wszyscy w grubych marynarskich ubraniach w ciemnym kolorze i z wypchanymi plecakami. Wszyscy, z wyjątkiem Wiktora, trzymali w rękach kałasznikowy, wyglądało na to, że nie dali mu broni. W jego spojrzeniu widać było coś pomiędzy rezygnacją a przerażeniem.