Anioł Stróż - Julia Deja - ebook
Wydawca: Miasto Książek Kategoria: Humanistyka Język: polski

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Anioł Stróż - Julia Deja

Debiutanckie opowiadanie fantastyczne autorstwa Julii Deji.

„Po jakimś czasie zatrzymałam się, żeby złapać oddech. Oparłam się plecami o jakieś grube drzewo i zaczęłam łapczywie chwytać powietrze. Już dawno nie byłam zmuszona do takiego wysiłku, dlatego moja kondycja była na beznadziejnym poziomie. Z przerażeniem rozejrzałam się wokół, czekając, aż ktoś wyskoczy na mnie z ciemności i będę zmuszona do dalszej ucieczki. W lesie jednak było wyjątkowo cicho, co mnie nieco uspokoiło; zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście widziałam te żółte oczy, czy po prostu je sobie ubzdurałam. Miałam nadzieję, że już niedługo będę mogła wyjść zza tych drzew; w tej chwili marzyłam tylko o tym, by położyć się w swoim łóżku i zakopać w pościeli. Zaczęłam nerwowo grzebać w torebce w poszukiwaniu telefonu. Kiedy wreszcie komórka trafiła do mojej dłoni, zobaczyłam, że ekranik lśni czernią. Szlag, padła bateria. Poczułam się całkowicie bezbronna, pozbawiona jakiegokolwiek kontaktu z cywilizowanym światem, choć tak naprawdę już niedużo brakowało mi do wyjścia z lasu. Potrząsnęłam telefonem w nadziei, że może się jednak uruchomi, ale nic z tego nie wyszło. Schowałam aparat komórkowy z powrotem do torebki i właśnie wtedy do moich uszu dotarł donośny, mrożący krew w żyłach ryk.”

Opinie o ebooku Anioł Stróż - Julia Deja

Fragment ebooka Anioł Stróż - Julia Deja



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tym, którym na mnie zależało,

zależy i zależeć będzie.

 

 

 

 

 

Nazywam się Vienna Henderson. Moje życie to plątanina szarych, pozbawionych sensu dni, których nie można powstrzymać jak rozpędzonego na torach pociągu. Mimo tego nie grozi mu wykolejenie. Siedzę w pierwszym wagonie i wyglądam przez okno, patrząc, jak kolejne doby przeciekają mi przez palce.

A krajobraz wciąż pozostaje taki sam.

 

Ze złością zamknęłam zeszyt z fioletową okładką, a ulubiony długopis rzuciłam na podłogę. Rozpoczynanie kolejnego pamiętnika było przecież bezcelowe. Jak zawsze miałam umieścić w nim jedynie kilka wpisów, po czym zapomnieć o jego istnieniu aż do momentu, w którym znalazłabym go przypadkowo w szafce, z pokrytą kurzem okładką. Zawsze miałam słomiany zapał do takich rzeczy. I nie tylko do nich.

Zeskoczyłam z łóżka, mając już dość oglądania fioletowych ścian swojego pokoju. Kiedyś to wnętrze bardzo mnie cieszyło, zwłaszcza że zaprojektowałam go sama: dobrałam kolory, zaproponowałam odpowiedni komplet mebli, paneli, samodzielnie kupiłam nawet firany oraz kolorowy, mięciutki dywanik, który rozpościerał się pod moimi stopami. Uwielbiałam patrzeć na miejsce tuż nad poduszką, gdzie podpisali się na ścianie moi najbliżsi znajomi; czarnym, trudnym do zmycia markerem napisali swoje imiona, ulubione cytaty, kilka słów skierowanych bezpośrednio do mnie. Tak, kiedyś to wszystko mnie cieszyło – teraz miałam już po dziurki w nosie niezmiennego otoczenia. Pragnęłam jakiejś zmiany w swoim życiu, przełomowego momentu, czegokolwiek; jak dotąd nic takiego się nie wydarzyło.

Kiedy zarzucałam na ramię szkolną torbę, zerknęłam przelotnie w wysokie lustro ustawione w kącie pokoju. Nawet mój własny wygląd mnie irytował. Ciemnobrązowe, proste włosy, zielonkawe oczy, jasna cera, szczupła sylwetka: wszystko zwyczajne aż do bólu. Pokręciłam głową z dezaprobatą i zbiegłam na dół do kuchni, by wypić swoją codzienną szklankę soku pomarańczowego.

Słysząc natarczywy dźwięk dzwonka do drzwi, rzuciłam się w ich kierunku, po drodze zakładając czarne trampki. Czarnowłosa osóbka stojąca na progu potupywała nerwowo nogą.

- Czy ty chociaż raz nie możesz być gotowa na czas? – zapytała poirytowana, machając ponaglająco ręką. – Od kilku minut stoję pod twoim domem jak idiotka, a ciebie jak nie widać, tak nie widać.

- Ja też się cieszę, że cię widzę – mruknęłam sarkastycznie, zatrzaskując za sobą drzwi i ruszając w kierunku furtki. Dziewczyna podreptała za mną.

- Spóźnimy się do szkoły – marudziła, kiedy znalazłyśmy się na ulicy. – Dorian obiecał, że będzie na nas czekał przy bramie, ale chyba nie można tego od niego wymagać, skoro znajdziemy się tam już po dzwonku.

Wzniosłam oczy do nieba.

- Po prostu rusz tyłek, a wtedy zdążymy – poleciłam jej rozsądnie, również przyspieszając kroku.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com