Akordy jesienne - Kasprowicz, Jan - ebook
Wydawca: Fundacja Nowoczesna Polska Kategoria: Edukacja Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 12 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Przeczytaj fragment ebooka

Opinie o ebooku Akordy jesienne - Kasprowicz, Jan

Fragment ebooka Akordy jesienne - Kasprowicz, Jan

Jan Kasprowicz

Akordy jesienne

Publikacja zrealizowana w ramach projektu WolneLektury.pl

Na podstawie: Kasprowicz, Jan (1860-1926), Krzak dzikiej róży, Towarzystwo Wydawnicze, Lwów, 1898

Ten utwór nie jest chroniony prawem autorskim i znajduje się w domenie publicznej, co oznacza, że możesz go swobodnie wykorzystywać, publikować i rozpowszechniać

Akordy jesienne

I

Wiatr w pożółkłych huczy drzewach
niebo pełne czarnych chmur,
A z ich kłębów kotłujących
księżycowy, martwy blask
Spłynie czasem ponad ziemię,
co spoczywa niby twór,
Ulepiony z mgieł i błota,
od promiennych z dala łask.
 
Nieodrodne dziecko ziemi,
jej słabości nikły wzór,
Sam się wlokę, jak ów rycerz,
gdy mu wzięto tarcz i kask
W jakimś strasznym, ciężkim boju
lub jak ptak, odarty z piór,
Tak się wlokę, ogłuszony,
w tej wichury szum i trzask.
 
Ktoś mi szepce widać, jakiś
odrętwieniu wrogi duch —,
Że ta ziemia pierś podnosi
i że jęczy na swój los
Nic nie widzę! nic nie słyszę!
na to–m stracił wzrok i słuch.
 
Tylko zmilknie wichr na chwilę,
księżyc chmur rozpędzi tłok,
Wówczas jakbym pierś widział
i rzęrzący słyszał głos
I przeklinam wichr i księżyc,
żem miał znowu słuch i wzrok.
 
WolneLektury.pl

II

Cóż, że jestem dziś samotny,
jak smagany wichrem głóg?
Cóż, że barwną swą koronę
pośród zimnych tracę burz?
Wszak naturze, matce wielkiej,
zaciągnięty–m spłacił dług —
I jam z pola wszak nie schodził,
jak leniwiec albo tchórz!
 
Niech mi syczy głos zawistny:
więdniejące liście złóż!
Niech odpycha mnie od siebie
znikczemniałe plemię sług!
I jam rzucił plonne[1] ziarna,
z których wzrosną pęki zbóż,
By wzbogacić człowieczeństwa
ten otwarty, wielki bróg[2]!
 
Szalej, wichrze! zrywaj liście!
mieć śnieżycą! dżdżami pluj:
Siecz po skroni! włos rozwiewaj!
aż do ziemi krzyże gnij!
Płaszcz potargaj na łachmany,
z rąk podróżny wytrąć kij!
 
Mogę stanąć, jak wylękły,
mogę jęknąć na ten znój,