Achaja - tom 3 - Andrzej Ziemiański - ebook
Wydawca: Fabryka Słów Kategoria: Fantastyka i sci-fi Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 423 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 12 godz. 32 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Achaja - tom 3 - Andrzej Ziemiański

Cesarstwo Luan atakowane jest przez królestwo Troy i armię niewielkiego Arkach. Wydawałoby się, że z oddziałami tego ostatniego rozprawi się bardzo szybko. Nikt w Luan nie sądzi, że cokolwiek może zachwiać potęgą Tradycji i Zakonu. Nikt oprócz tych, którzy już przeszli na stronę Biafry i Zaana…

Achaja sądzi, że odnalazła swoje miejsce. Ale Biafra ma wobec niej inne plany: jej ręka, ręka księżniczki Arkach i Troy, stanie się kartą przetargową w politycznej grze z Zakonem, cesarstwem i księciem Orionem.

Stary świat legł w gruzach. Jaki będzie nowy?

Opinie o ebooku Achaja - tom 3 - Andrzej Ziemiański

Cytaty z ebooka Achaja - tom 3 - Andrzej Ziemiański

To jest droga, po której musimy iść. Teraz już się nie wycofamy. Jeśli wyjmiesz jeden kamyczek z mozaiki, to cała się posypie. Kiedyś wyjęliśmy najmniejszy kamyczek. Teraz musimy rozwalić całą mozaikę, bo inaczej kamienie runą
Popatrz na Oriona – przerwał świątynny skryba. – Wie, że jesteśmy oszustami. A jednak opowiedział się po naszej stronie. Tak go wychowano. On po prostu nie widzi ludzi. Widzi straty i zyski. Po naszej stronie większe zyski i mało strat. Spodziewałeś się czegoś takiego? Kiedykolwiek? – Ta droga sama każe ci iść coraz dalej. – No i dobrze. Trzeba być konsekwentnym. – Ale... ty chcesz teraz zmienić dosłownie wszystko. – No i co z tego? – Kim jesteś, żeby o tym decydować? – Nikim. – Zaan wstał nagle. – Ja jestem nikim. Lecz teraz cały wielki świat będzie się musiał liczyć z nikim! – Daleko zaszedłeś tym dziwnym gościńcem. – Posłuchaj. – Zaan przytrzymał poły czarnego płaszcza
Nie mogła poradzić sobie z własnymi uczuciami. Twarda kobieta, zabójca, miękła nagle, kiedy ten sukinsyn choćby żartował sobie, że się z nią ożeni. Chyba zwariowała. Taka świnia, taki maleńki gnojek upaprany w niezliczonych aferach. A tam – aferach! Tego nie można nawet tak nazwać. Upaprany w mętnych aferkach gdzieś na końcu świata, w zupełnie nieważnym królestwie, o którym w Troy wiedzieli jedynie najbardziej oświeceni bibliotekarze i najbardziej zajadli agenci wywiadu. Pijak, drań... Zatraceniec pierdolony. Takie nic! Taki śliczny, tchórzliwy mężczyzna. Takie gówno, które przykleja się do buta. Taki pieprzony ideowiec, który potrafi, jeden z nielicznych, zrealizować swoje dzieło, nie cofając się przed niczym, przed żadnym świństwem. Kłamca. Bajerant. Mimoza. Tchórz. Maminsynek. Morderca. Skurwiel. Wyrafinowany intelektualista zapijający swoje żale w
pogrzebania. Ta tutaj – znowu wskazał Achaję – parę razy zarobiła w dupę. Nie sprawiło to, że jakoś szczególnie zmądrzała, jednak jeśli ktoś powie jej „kocham cię”, to ona już teraz trzy razy się zastanowi, co tamten naprawdę ma na myśli. W przeciwieństwie do mojej kochanej mamusi. Suhren zagryzł wargi. – No dobrze... – syknął wściekły. – Maszerujemy
potrafiła kląć bardziej wulgarnie niż najgorszy żołnierz. Ktoś, z kim Suhren, być może po raz pierwszy w życiu, mógł się porozumieć, ale tak dziwna, że rzadko próbował. Inteligentna, naiwna, wrażliwa, dzika, nieobliczalna, śliczna dziewczyna o oczach potwora zasłoniętych czarnymi szkłami. Doszli do drogi w milczeniu. Czekała ich niespodzianka. Pluton Achai zgromadzony wokół
Posłuchaj mnie uważnie – pierwsza nałożnica cesarstwa cedziła słowa, jakby bojąc się mówić szybciej. – Każdy donosiciel jest gównem, które przykleja się do buta. Są tacy, którzy wykorzystują zdrajców, którzy słuchają donosicieli, ale... to jest babranie się w gównie! A te dwie – kiwnęła w stronę dziewcząt z Arkach – to żołnierze regularnej armii. Mają być ścięte przez kata. A nie powieszone jak złodzieje. – Annamea podeszła tak blisko setnika, że musiał czuć jej oddech. – Ale powiem ci jeszcze coś. Każdy, kto słucha donosiciela, kto go usprawiedliwia... sam staje się donosicielem. Sam staje się gównem. Czy donosisz, czy słuchasz donosów, wszystko jedno. Jesteś gównem, które przykleja się do buta! Jeśli chociaż raz w życiu dopuścisz możliwość, że donosiciel mógłby mieć rację... w jakichkolwiek warunkach, w dowolnej sprawie... to sam jesteś gównem! Rozumiesz? Setnik nie śmiał się odezwać. – I jeszcze jedno... Armia Luan nie jest
życie. Zawsze odrzucona, zawsze niemogąca znaleźć sobie miejsca, ciągle sama. To już nie boli... – powtarzała sobie w myślach. To już nie boli! Już nie boli. Za wiele się wypaliło gdzieś w jej wnętrzu. Zbyt wiele razy przegrała. Zbyt wielu ludzi pozostawiło w niej piętno krzywdy. Tyle przesranych spraw. Tyle świństw, które uczyniła innym i przede wszystkim samej sobie. Ta wieczna wojna, którą prowadziła z taką dziwną dziewczyną o imieniu Achaja. Te gówniane kary, które sobie wymierzała przez całe życie. Szamotanie się, ciągłe lęki, wieczny strach. – To już nie boli, piesku – powtarzała jak zaklęcie. – To już nie boli – usiłowała przekonać samą siebie. Dlaczego wszyscy, których spotkała, chcieli ją zranić? Tylko Shha i ten malutki piesek byli wyjątkami. Całe życie otoczona przez potwory. Tak długo, aż sama stała się potworem. Dołączyła do stada. A jednak jakaś myśl nie dawała Achai spokoju. Przecież jest inna. Przecież jest bardziej wrażliwa. Dlaczego dała się zwieść i przystała na cudze reguły gry? Dlaczego
Nikt nie każe ci iść dalej – powiedział Wirus. – Można siedzieć i czekać na śmierć. Można przez całe życie siedzieć i czekać na śmierć. To też jest godne, jest honorowe, może być przyjemne, jeśli ktoś potrafi czerpać z tego przyjemność. Nikt nigdy nie powiedział, że tylko kiedy się idzie naprzód, to dopełnia się los człowieka. Można korzystać z chwili, można sobie popijać winko czy wódkę. Można tak siedzieć. Można tak siedzieć aż do śmierci... I nikt nie ma prawa zarzucić komukolwiek, że robi źle, że nie tak, że powinno się robić inaczej. To nie jest niczyja sprawa. Można siedzieć na trotuarze i czekać... Wszystko w porządku. Wszystko w najlepszym porządku. Robisz dobrze, robisz, jak chcesz, robisz, co chcesz. Bo nie ma idealnej recepty na życie. Każda recepta dobra. Każdy może robić, co chce, i nie będzie żadnych pretensji. Każdy jednak... każdy może też wstać i ruszyć dalej. Można siedzieć i czekać, co przyniesie los, można też pójść za najbliższy róg i zobaczyć, czy tam jest coś ciekawego. Każdy może ruszyć dalej i w tym wypadku również nikt nie może mieć żadnych pretensji... Sirius zerwał nareszcie z głowy