A...symetria umowy - Waldemar Jasiewicz - ebook
Wydawca: A...Symetria Umowy Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2006

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka A...symetria umowy - Waldemar Jasiewicz

Normal 0 21 Przeczytaj zanim podpiszesz umowę na projekt architektoniczny.

Jak określić przedmiot i zakres umowy o projekt architektoniczno-budowlany? Na co powinien zwrócić uwagę architekt, a na co inwestor negocjując i podpisując taką umowę? Co ryzykują strony i jak zapewnić sobie symetryczną współpracę?

A...symetria umowy” ukazała się w wersji drukowanej w listopadzie 2006r. i od początku wywołała duże zainteresowanie Czytelników odnosząc sukces wydawniczy. Trudno się dziwić - jest pierwszą na naszym rynku książką na temat procesu negocjacji i podpisywania umowy o prace projektowe pomiędzy architektami a ich klientami, napisaną przez architekta-praktyka i opartą na autentycznych doświadczeniach polskiego rynku budowlanego.

A...symetria umowy” to książka prekursorska. W literaturze prawnej, jak i architektonicznej, problem umów o prace architektoniczne praktycznie nie występuje. Nieliczne pozycje poruszające ten problem, pisane są przez prawników, a więc z definicji „nie do czytania dla normalnego człowieka”.

Tymczasem problem istnieje. Klienci architekta nie zdają sobie sprawy ze złożoności i stopnia skomplikowania wykonywania zawodu architekta oraz procesu projektowego. Z kolei architekci, przez wrodzoną awersję do formalistyki, popełniają błędy natury prawnej, za które przychodzi im słono płacić.

A...symetria umowy” w nietypowy sposób porusza aspekty prawne rządzące negocjacjami przed podpisaniem umowy na projekt architektoniczny. Autor, ze swadą i niezwykle przyjaznym językiem, omawia długą drogę do powstania projektu umowy planowanej inwestycji. Całość ilustrują anegdotyczne przykłady nie zawsze uczciwej współpracy pomiędzy architektem a jego klientem. Drastyczne, groteskowe, a czasami smutne w swojej wymowie nie przynoszą chluby żadnej ze stron, ośmieszając i obnażając przy okazji system zamówień publicznych, jak i nowobogacki świat biznesu.

W książce znajdziemy też wiele „złotych myśli” – krótkich porad, wartych zapamiętania zarówno przez inwestorów zamawiających projekty, jak i architektów.

A...symetria umowy” adresowana jest do: inwestorów, architektów, inżynierów budownictwa, prawników, urzędników, studentów architektury i prawa

KSIĄŻKA ZAWIERA WZÓR UMOWY POMIĘDZY ARCHITEKTEM A KLIENTEM

Podsumowaniem książki jest przykładowy wzór uniwersalnej umowy, gwarantującej stronom symetryczną współpracę, bez ryzyka pominięcia istotnych punktów w trakcie negocjacji klient - architekt. Uniwersalność tego wzoru pozwala podpisać diametralnie różne kontrakty nawet na bliźniaczo do siebie podobne typy zleceń. I można to zrobić dla niemal każdego typu obiektów od domku jednorodzinnego zaczynając na spektakularnych zamówieniach o wielomilionowych budżetach kończąc.

Zawarty w książce wzór został w 2006 roku przyjęty przez Izbę Architektów RP jako rekomendowany wzór umowy o wykonanie projektu architektonicznego.

Zainteresowanych odsyłamy do fragmentów książki, które można przeczytać w poświęconym jej serwisie internetowym: www.asymetriaumowy.pl.

 

 

Opinie o ebooku A...symetria umowy - Waldemar Jasiewicz

Fragment ebooka A...symetria umowy - Waldemar Jasiewicz







Strona redakcyjna


Motto

Szczęśliwie mądrzeje, kto mądrym się staje
przez cudze, a nie przez własne niebezpieczeństwa.

Plautus


I. OD AUTORA

Pomysł napisania tej książki zrodził się kilka lat temu, gdy ze zdumieniem stwierdziłem, że – prowadząc pracownię architektoniczną – nie mogę ustalić jednego uniwersalnego wzoru umowy na usługi architekta, korzystając z powszechnie przyjętej i stosowanej prawnej metodologii pisania umów. Co ciekawe, jednolity algorytm budowania takiego szablonu umowy praktycznie nie był i nie jest możliwy nawet w przypadku zleceń o bliźniaczej tematyce. Wielokrotnie zadawałem sobie pytanie, jak długo uda się prowadzić pracownię architektoniczną w oparciu o nie do końca przeanalizowane umowy oraz – często jednostronne – przyjmowanie dyktatów klientów, szczególnie tych instytucjonalnych. Ponadto, każdorazowe przygotowywanie umów pochłaniało olbrzymią część czasu, który mógłby być wykorzystany z pożytkiem dla inwestorów. Stąd pojawił się pomysł zbudowania uniwersalnego wzorca, ułatwiającego pod względem organizacyjnym funkcjonowanie pracowni. Wieloletnie doświadczenia pokazały mi, czego należy w negocjacjach unikać, a o co bezwzględnie walczyć. Zasada uczciwości i partnerstwa stron umowy wymaga pełnej symetrii, a określenie i sposób zapisania przedmiotu umowy stają się tu kluczem do rozwiązania problemów.

W literaturze prawnej, jak i architektonicznej, problem umów o prace architektoniczne praktycznie nie istnieje. Można, co prawda, znaleźć w księgarniach nieliczne pozycje poruszające ten problem, ale są to publikacje pisane przez prawników, czyli z założenia nie nadające się do czytania. Nie ma bowiem nic gorszego, jak opisywanie problemu innej profesji za pomocą suchej litery prawa, przy jednoczesnym zastosowaniu nieczytelnego dla innej profesji slangu.

A problem istnieje. Klienci architekta nie zdają sobie zupełnie sprawy ze złożoności i skomplikowania wykonywania zawodu architekta, a z kolei architekci, poprzez wrodzoną awersję do przepisów, popełniają błędy natury prawnej, za które wielokrotnie przychodzi im słono płacić.

Należy zwrócić uwagę, że świadomość, na czym w ogólnym pojęciu polega wykonywanie naszego zawodu jest nikła, by nie powiedzieć – zerowa. Daje to przyczynek do wielu nieporozumień na linii Klient – Architekt.

Dla kogo zatem jest ta książka ?

Zarówno dla inwestorów, jak i samych architektów. Inwestorzy, dzięki poniższej lekturze, zdobędą trochę wiedzy o wykonywaniu zawodu architekta i, mam nadzieję, zweryfikują – negatywne często – opinie o naszej grupie zawodowej. Architektom – wiedza z zakresu wykonywania zawodu jest zbędna. Znają ją wystarczająco dostatecznie z codziennej mozolnej pracy. Jednak w kwestiach związanych z oceną… własnego bezpieczeństwa bywają niesłychanie beztroscy. Zarówno doświadczeni, jak i młodzi architekci, dowiedzą się, jakich prawnych pułapek w relacjach z klientami można się spodziewać, oraz jak ich uniknąć. W książce zawarte są również przestrogi dla każdej ze stron.

Może to się wydać karkołomne, ale wiele spostrzeżeń zawartych w książce adresowanych jest do prawników. Współczesny świat zmierza w kierunku całkowitej liberalizacji wolnego rynku. W teoriach ekonomicznych wszystko jest produktem. Wszystko jest wymierne i ma swoją wartość. Prawnicy i ustawodawcy na całym świecie próbują każdy rodzaj działalności gospodarczej „złapać” w artykuły i paragrafy. Nie zawsze to się udaje, a rezultat pracy prowadzi do „kafkowskich” sytuacji. Życie jest bowiem znacznie bogatsze, jeśli chodzi o kreowanie rzeczywistości. Zatem i prawnicy, szczególnie związani z ustawodawcą, czyli parlamentem, Polskim Komitetem Normalizacyjnym czy też z ministerstwami, powinni zrozumieć mechanizmy, które rządzą procesem projektowania architektonicznego, aby uniknąć lapsusów legislacyjnych. Tych, niestety, nigdzie nie brakuje.

Kolejną grupą potencjalnych czytelników są urzędnicy odpowiedzialni za zamówienia publiczne. W książce przytacza się wiele niewłaściwych zjawisk występujących w sektorze zleceń na projektowe prace architektoniczne. Jako architekt, przez wiele lat współprowadzący pracownię projektową, miałem to szczęście, iż tylko raz doszło do poważniejszego spięcia z zamawiającym na etapie prac. Wszystkie przytoczone przykłady o negatywnym zabarwieniu wzięte są z doświadczeń innych koleżanek i kolegów architektów, którzy nie mieli tyle szczęścia, co ja sam. Urzędnicy nie powinni się obrażać za niektóre ostre sformułowania zawarte w niniejszej pracy pod ich adresem. Jestem przekonany, że ci, którzy odkryją, pewne analogie we własnej praktyce urzędniczej, zweryfikują swój pogląd dotyczący zawodu architekta, i przyszłe warunki konkursów lub specyfikacje istotnych warunków zamówienia opracują w sposób wzorcowy. Jeśli ta książka chociaż w minimalnym stopniu przyczyni się do tego, będzie to potwierdzeniem, iż czas, poświęcony na jej napisanie, nie był czasem zmarnowanym.

I w końcu ostatnia grupa odbiorców – studenci wydziałów architektury (a może i studenci… prawa?). W trakcie nauki studenci uzyskują ogólną wiedzę dotyczącą przyszłej profesji. Niestety, zderzenie z rzeczywistością po zakończeniu edukacji bywa bolesne. Prawda o tym, jak wygląda codzienna praktyka zawodowa architekta, niemal całkowicie jest pomijana w procesie dydaktycznym na uczelniach architektonicznych. Być może powodem tego stanu jest brak dostatecznej kadry architektów praktyków, posiadających stosowną równoległą wiedzę i doświadczenie z dziedziny prawa, a być może przyczyny są bardziej prozaiczne. Brak możliwości czasowych w cyklu nauczania.

Czego w tej książce nie znajdziecie?

W poniższym tekście nie ma ani jednego odniesienia do jakichkolwiek konkretnych przepisów prawa. Brakuje cytatów z Kodeksu Cywilnego, Prawa Budowlanego, Prawa Autorskiego lub innych aktów prawnych (poza wyjątkiem). Poszczególne rozdziały opierają się na powszechnie uznanych i uniwersalnych zasadach prawnych, występujących niemal pod każdą szerokością geograficzną. Sam warsztat pracy, związany bezpośrednio z twórczością architektoniczną, zarówno w Polsce jak i w USA czy w Japonii, jest niemal identyczny. To, co nas różni – to… status społeczny i procedury prawno-administracyjne, wynikające z różnic legislacyjnych poszczególnych państw.

I, jeszcze jedna, istotna uwaga. Książka adresowana jest również do osób, które zarówno z prawem jak i pracą projektanta mają niewiele wspólnego. Piszę o tym, ponieważ wiele użytych w książce sformułowań może drażnić „purystów” języka stosowanego powszechnie w obu zawodach. Istotą jest, zrozumienie mechanizmów umożliwiających sprawne przeprowadzenie negocjacji. Powyższa uwaga nie dotyczy jednak załączonego wzoru umowy, który w stu procentach przestrzega dyscypliny językowej, jak i merytorycznej.

Na początku 2002 roku problem moich rozważań nad zasadami budowy umów architektonicznych powrócił. Stało się to przy okazji powołania przez Izbę Architektów Rzeczypospolitej Polskiej Komisji ds. Opracowania Regulaminu Honorariów i Standardów, w której pracach miałem zaszczyt uczestniczyć. Za sprawą jednego z kolegów, w łonie komisji rozgorzała prawdziwa wojna. Otóż, wetknął on „kij w mrowisko”, poddając pod dyskusję jako jeden z dokumentów „Wzór Umowy Standardowej”. Po przeczytaniu tej propozycji zadumałem się po stokroć. Czy przez wszystkie lata mojej praktyki byłem aż tak nieświadomy ilości zagrożeń czyhających na architekta, czy też kolega lekko przesadził? Przyznam, że przebrnięcie przez cały tekst umowy stanowiło już samo w sobie wyzwanie. Zastosowany szablon, powszechnie lansowany przez prawników, powodował, że trudno było w wielu momentach zrozumieć poszczególne zapisy. A przecież nie o to w szablonie do ogólnego stosowania chodzi. Dyskusja, która rozgorzała i rozgrzewała skrzynki e-mailowe, przeszła nasze oczekiwania. Takiej lekcji wymiany doświadczeń, wyrażanej przez architektów praktyków, nikt z nas się nie spodziewał. Efektem kilkumiesięcznej pracy były dwa teksty szablonów umów – rozszerzona i „odchudzona”. Oba wzory były próbą kompromisów wynikających z różnych doświadczeń każdego z nas. Oba dokumenty miały jednak wspólny mianownik. Były trudne do zrozumienia dla „nieprawnika” oraz nie były uniwersalne. Problem nadal był otwarty, a powyżej wspomniane wzory miały stanowić inspirację do prac nad wzorem uniwersalnym, które kontynuowałem już w nieco innym składzie osobowym przez kolejny rok. Powstał dokument, być może zawierający błędy, ale przybliżający próbę rozwiązania problemu, w jaki sposób można zawierać umowy zarówno na wykonanie projektów domu jednorodzinnego, jak i międzynarodowego portu lotniczego. Pamiętać należy, że tak, jak w przyrodzie nie występują dwa jednakowe organizmy, tak w architekturze nie ma dwóch identycznych zamówień.

Pragnę podkreślić, że inspiracja, którą odczułem ze strony kolegów w trakcie pisania wyżej wspomnianego szablonu (wzoru) umowy, spowodowała, iż treść tej książki nasycona jest naprawdę życzliwymi i ciekawymi anegdotami z ich dotychczasowej kariery zawodowej. Praktycznie każdej linijce tekstu patronuje „dobry duch” moich Szanownych Kolegów. Pragnę niniejszym podziękować im za to bardzo serdecznie, zaznaczając, iż – być może – nie ze wszystkimi zapisami w tej książce zgodzą się bezwarunkowo. Jednakże przywilej autorskiej propozycji ma pewne prawa.

Nie byłoby również niniejszej publikacji bez pomocy, jaką uzyskałem w trakcie prac nad izbowym dokumentem od radców prawnych Izby Architektów Rzeczypospolitej Polskiej.

Konsultanci tej książki – Pani Mecenas Violetta Loos (w zakresie prawnym), Pani Barbara Piechowska (w zakresie redakcji polonistycznej) oraz Kolega Architekt Janusz Kołaczkowski (w zakresie merytorycznym) – wykonali ogromną i niewdzięczną pracę, całkowicie bezinteresownie. Nie wiem, czy znajdą się słowa, które są w stanie wyrazić moją wdzięczność. Zatem, najprościej, DZIĘKUJĘ!

Oddzielne podziękowanie kieruję w stronę Kolegów Architektów, którzy w trakcie powstawania „A…Symetrii Umowy”, wspierali moje działania i szczególnie motywowali do dokończenia tej książki.

Z „ostrożności procesowej” zmuszony jestem uprzedzić, iż przedstawiony poniżej przykład konkretnych postanowień umownych nie jest wzorem obowiązującym i może być przyjmowany jedynie jako materiał wyjściowy do rozpoczęcia negocjacji pomiędzy stronami. Zalecam daleko idącą ostrożność w uznawaniu poszczególnych przykładów jako jedynych i nieomylnych wzorców.

Waldemar Jasiewicz


II. PROLOG

Początek jest zawsze ten sam. Plan i wizja inwestycji oraz kilka denerwujących pytań:

  • Po co PROJEKT?
  • Dlaczego muszę wynająć architekta?
  • Dlaczego trzeba za kilka rysunków w ogóle płacić?
  • A jeżeli już musi być ten architekt – to jak go wybrać?

Pytania połączone ze złością na prawo, że znowu coś się niedemokratycznie narzuca. Przecież każdy sam jest „najlepszym architektem”. Jeżeli dodamy, że wskazane jest jeszcze zawarcie pisemnej umowy z architektem, to wewnętrzna agresja potencjalnego klienta zdecydowanie wzrasta.

Wyciąg z Dyrektyw Międzynarodowej Unii Architektów oraz Zasad Etyki Zawodowej Architekta Izby Architektów formułuje:

  • architekt zawiera umowy w formie pisemnej.

Czytelnicy tej książki znajdą wiele przykładów potwierdzających tezę o konieczności zachowania pisemnej formy wzajemnych relacji pomiędzy stronami. Mnogość nieprawidłowości występujących w procesach inwestycyjnych jest olbrzymia. Udawanie, że te problemy nie występują, byłoby klasycznym chowaniem głowy w piasek i ocierałoby się o hipokryzję. Istotą wszelkich umów jest przeciwdziałanie potencjalnym nieprawidłowościom, które mogą wystąpić we wzajemnej współpracy.

W następnych rozdziałach zostaną poruszone bardzo drażliwe problemy związane ze wzajemnymi relacjami uczestników procesu inwestycyjnego. Jeżeli czytelnicy poczują się urażeni prezentacją niektórych faktów – trudno. Świat nie jest idealny, a wszelkie kodeksy i regulacje prawne, mające na celu przeciwdziałanie patologiom życia codziennego, nie są wymysłem naszych czasów.

Poniższe opracowanie próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak powinna wyglądać optymalna konstrukcja umowy architektonicznej w zależności od specyfiki zamówienia i jego wielkości, przy jednoczesnej zgodności z przepisami prawa; czy umowa taka powinna być lapidarnie krótka, ale „uzbrojona” w cały plik załączników, czy może szczegółowo regulująca wszelkie zawiłe przypadki, jakie mogą wystąpić w trakcie realizacji usługi projektowej? A może – pomimo wszelkich zawiłości – istnieje możliwość, aby całą tę skomplikowaną materię zmieścić w jednym uniwersalnym dokumencie? W przypadku prac, gdzie twórczość leży u podstaw świadczeń, suche i sztywne regulacje prawne nie zawsze zdają egzamin. Stąd wielokrotnie pojawi się sformułowanie ZDROWY ROZSĄDEK.

Usługa architektoniczna poprzez swoją specyfikę powoduje, że już na wstępie inwestor, czyli osoba zamawiająca, musi wykazać się sporą odpornością psychiczną.

Umowa pomiędzy inwestorem a architektem jest umową o szczególnym znaczeniu. A jako że ma związek z inwestycją budowlaną, trzeba sobie otwarcie powiedzieć:

USŁUGA ARCHITEKTA NIE JEST PRZEZNACZONA DLA OSÓB BIEDNYCH!

Nadrzędnym aktem prawnym każdej umowy o charakterze cywilnoprawnym jest Kodeks Cywilny lub jego odpowiednik w innych państwach. Oznacza to, że w przypadku niezapisania czegoś istotnego w umowie, w razie wystąpienia sporu pomiędzy stronami, rozstrzygające znaczenie dla sądu powszechnego będą miały właśnie przepisy Kodeksu Cywilnego.

Umowy architektoniczne są umowami o dzieło, zawierającymi w swojej strukturze elementy zobowiązań wzajemnych. Bierze się to stąd, że zamawiający dzieło u architekta zawsze, w każdym przypadku, obowiązany jest spełnić wiele czynności wynikających z innych przepisów, ze szczególnym uwzględnieniem Prawa Budowlanego. Wedle umowy architektonicznej strona zamawiająca zobowiązana jest dostarczyć architektowi pewien pakiet (każdorazowo ustalany indywidualnie w zależności od złożoności zamówienia) dokumentów, bez których architekt nie będzie w stanie wywiązać się należycie i terminowo z przyjętego zlecenia. Zamawiający, podpisując umowę z architektem, przyjmuje na siebie część zobowiązania o charakterze wzajemnym. Tym samym zawarta umowa wiąże pod względem właściwego wywiązania się z umownego terminu obie strony. Opisana powyżej sytuacja jest wystarczającym argumentem przemawiającym za koniecznością pisemnej formy takiej umowy. Forma ustna, jakkolwiek dopuszczalna prawem, w przypadku wystąpienia sporu pomiędzy stronami nie jest wystarczająca do szybkiego rozstrzygnięcia w postępowaniach polubownych przed sądem polubownym (arbitrażem) lub sądem powszechnym.

Przedmiotem umowy prac projektowych może być z jednej strony projekt elementu małej architektury, a z drugiej projekt lotniska czy zakładu przemysłowego. Specyfika zamówień architektonicznych i stopień ich złożoności każdorazowo wymaga indywidualnych ustaleń (negocjacji) pomiędzy architektem i zamawiającym.

W każdym przypadku zamówienie na projekt wiąże się z konsekwencjami finansowymi dla zamawiającego. W potocznym języku używanym w środowisku architektów, zamawiający określany jest mianem Inwestora. Inwestor to osoba, która – poprzez podjęcie decyzji o zainwestowaniu pewnych środków finansowych na wybudowanie mniejszego lub większego obiektu architektonicznego – będzie chciała w jak najkrótszym czasie zdyskontować wyłożone środki, czyli zwrócić poniesione na inwestycję nakłady. Podjęcie decyzji inwestycyjnej stawia przed zamawiającym wiele problemów natury techniczno-organizacyjnej. Już w początkowej fazie analiz pojawia się konieczność zatrudnienia architekta. W powszechnej opinii wykonanie projektów architektoniczno-budowlanych jest kolejnym zbędnym utrudnieniem na wyboistej drodze związanej z planowaną przyszłą inwestycją. Z tym sposobem rozumowania najczęściej architekci mają do czynienia przy tzw. małych inwestycjach, typu: domy jednorodzinne, małe pawilony handlowe itp. Niestety, również coraz powszechniej taką zasadę, wynikającą z fałszywie rozumianego liberalizmu gospodarczego, wyznają administracyjne jednostki samorządowe, nie rozumiejące istoty i złożoności problemu. Należy podkreślić, że tacy inwestorzy są najtrudniejszymi partnerami architektów.

Pojawia się pytanie: KIM DLA ZAMAWIAJĄCEGO JEST ARCHITEKT I JAKĄ ROLĘ W PROCESIE INWESTYCYJNYM MA DO SPEŁNIENIA?

W powszechnej świadomości coś, co jest nam odgórnie narzucone jest złem. Tymczasem, dobór właściwego architekta może uchronić inwestora przed olbrzymimi stratami finansowymi. Dobra współpraca obu stron, tzn. inwestora, który ma pomysł na właściwe wykorzystanie swoich pieniędzy oraz architekta, który swoim profesjonalnym działaniem przyczyni się do:

  • minimalizowania kosztów inwestycyjnych
  • szybkiego dyskonta wyłożonych środków inwestycyjnych
  • poszanowania przestrzeni publicznej

pozwoli w końcowym efekcie na stworzenie obiektu o charakterze zgodnym z obopólnymi zamierzeniami, posiadającego przy tym indywidualne i unikalne cechy utworu artystycznego, przy jednoczesnym zachowaniu wszystkich elementów sztuki inżynierskiej.

Zamawiający projekt powinien mieć świadomość, że właściwy dobór architekta to nie wymuszona konieczność, a zatrudnienie profesjonalnego doradcy finansowego, który – dzięki zdobytej wiedzy – jest w stanie OCHRONIĆ zamawiającego przed istotnymi (w finansowych skutkach) problemami w trakcie użytkowania wybudowanych obiektów. Powyższa teza może szokować, lecz architekt nie jest we współczesnym świecie li tylko twórcą rysującym przyszły kształt otaczającej przestrzeni. Poprzez swoją interdyscyplinarną wiedzę architekt pełni rolę poważnego doradcy finansowego, który już we wczesnych fazach analitycznych jest w stanie przyjąć najkorzystniejszy kierunek dalszej pracy zarówno pod względem przestrzennym jak i ekonomicznym.

DOBRY ARCHITEKT JEST PRZEDE WSZYSTKIM PRZYJACIELEM SWOJEGO KLIENTA, A NIE ZŁEM KONIECZNYM.

Zrozumienie istoty tego problemu pomoże właściwie formułować zapisy umowne, chroniące interesy obu stron w wyważony i spójny sposób.


III. ARCHITEKT I JEGO PRACA

Marzeniem każdego architekta byłby zamawiający, który ma pełną świadomość tego, na czym polega praca nad projektem, i co właściwie architekt w ramach usługi projektowej tak naprawdę robi. Bibliografia dotycząca architektów jest bardzo bogata. Rzadko jednak można spotkać pozycje bezpośrednio opisujące warsztat pracy architekta. W niniejszym rozdziale ten problem zostanie krótko scharakteryzowany. Wiedza ta powinna być inwestorom na tyle wystarczająca, by choć w części mogli zrozumieć argumenty architekta w trakcie negocjacji.

Przed dokonaniem zlecenia większość inwestorów nie jest, niestety, przygotowana do rozmów z architektem. Najczęściej odbywa się to na zasadzie: chcę dom, a pan mi go narysuje. NARYSUJE! Te słowa potrafią doprowadzić niemal do wściekłości i świadczą niezbyt pochlebnie o inwestorze, który – tym samym – podkreśla swój arogancki stosunek do współpracy z architektem. Niestety, pieniądze w rękach niektórych inwestorów to istna gehenna dla współpracowników. Spotkania architektów z brakiem kultury klientów – to praktycznie norma automatycznie wpisana w wykonywanie zawodu.

Należy jednak pamiętać, że słowa o „narysowaniu” padają zwykle z ust inwestorów, którzy zlecają usługę po raz pierwszy, i „mają prawo” do gafy (używając bardziej dyplomatycznego języka). Jeżeli natomiast takie słowa architekt słyszy od developera, osoby odpowiedzialnej za inwestycje w administracji samorządu lokalnego lub nowobogackiego biznesmena – to współpraca, jak i finalny efekt nie rokują zbyt obiecująco.

Trzeba wreszcie wyraźnie wyartykułować: ARCHITEKT NIE RYSUJE, A PROJEKTUJE. Rysować można dopiero wtedy, jak się coś zaprojektuje. Kiedy już architekt przebrnie w rozmowie przez ten „etap”, to w dalszej części usłyszy: dom musi mieć „zrobione” wnętrza z meblami włącznie, ma być wyposażony technologicznie w systemy ogrzewania słonecznego w połączeniu z odzyskiem np. gruntowej energii naturalnej, a poza tym byłoby dobrze, gdyby zaprojektowany basen miał na lato automatycznie rozsuwany dach. Zaś wszystko powinno być wkomponowane w wykreowany krajobraz z takich a nie innych roślin (pomimo że w tej strefie klimatycznej takie rośliny rosnąć najzwyczajniej nie mogą). Niejeden architekt krzyknąłby w tym momencie: super! Ale zamówienie! Najczęściej ta radość niknie w chwili rozpoczęcia rozmowy o pieniądzach. Tu zdziwienie zamawiającego jest przeogromne, gdy słyszy proponowane przez architekta honorarium. Jak to? Dlaczego? Takie pieniądze? Przecież jego znajomy, któremu ten sam architekt zaprojektował wcześniej dom, zapłacił cztery razy mniej! To nieważne, że dom znajomego był dwa razy mniejszy, ogrzewanie załatwiała konwencjonalna kotłownia olejowa lub gazowa, a o basenie, projekcie zieleni czy projekcie wnętrz też nie było mowy. Oburzenie wobec architekta jest wielkie i… najczęściej współpraca kończy się na tym etapie. A przecież wystarczyłoby, gdyby decyzja o inwestycji nie była obarczona jedynie konsumpcyjnym podejściem zamawiającego do problemu zainwestowania jego ciężko zapracowanych pieniędzy, lecz w minimalnym stopniu również wynikała z analizy własnych potrzeb i próby zrozumienia oferty architekta.

Prowadząc rozmowy z architektem, inwestor bardzo rzadko ma okazję obserwować kulisy pracowni projektowej. Rozmowy te mają zwykle charakter kameralny. Architekt (główny projektant) występuje przeważnie pojedynczo lub w obecności najbliższych współpracowników. Czasami wspomagany jest – jeśli tego wymaga sytuacja – specjalistami z innych dziedzin inżynierskich. Niejednokrotnie nad projektem zlecanym przez inwestora pracuje cały sztab specjalistów. Największe i najbardziej renomowane pracownie zatrudniają nawet kilkuset pracowników. To dotyczy jednak małego procentu, by nie powiedzieć, promila całej populacji architektonicznego świata. Powszechnym zaś standardem są małe autorskie pracownie architektoniczne, zatrudniające podstawowy zespół obsługi technicznej, ściśle związanej z architektem, zlecające specjalistyczne opracowania branżowe innym wydzielonym biurom, których obecność w trakcie opracowywania dokumentacji projektowej jest niezbędna do uzyskania stosownych rozwiązań technicznych. Idzie generalnie o to, aby inwestor otrzymał w pełni wartościowy produkt, czyli kompletny projekt, na podstawie którego zrealizowany obiekt będzie całkowicie funkcjonalny, bezpieczny i estetyczny.

I w tym momencie pojawia się pytanie: skąd zamawiający ma wiedzieć, jakie projekty specjalistyczne powinien mu architekt przekazać w komplecie z dokumentacją, czyli jakich świadczeń od architekta powinien oczekiwać? Odpowiedź zamyka się w STANDARDACH, które można podzielić na trzy grupy:

  • świadczenia podstawowe (P)
  • świadczenia dodatkowe (D)
  • świadczenia wydzielone (W)

Podział ten być może niewiele mówi inwestorowi. Należy wręcz być pewnym, że to, co dla architekta jest np. świadczeniem wydzielonym, to dla inwestora będzie pracą podstawową. Stąd środowiska architektoniczno-inżynierskie wprowadziły dodatkowe zaszeregowania planowanych inwestycji, a mianowicie „kategorie trudności” (dalej w skrócie nazywane KT).

1. Kategorie trudności

KT są stosowane do wyznaczania zakresu świadczeń podstawowych w zależności od stopnia złożoności przedmiotu zamówienia. Zaszeregowanie KT w każdym kraju wygląda inaczej, jednak można pokusić się o wprowadzenie pewnego wspólnego mianownika. Przeważnie ilość takich kategorii jest ograniczona i mieszczą się one w przedziale od 4 do 6. Ciekawą właściwością tych kategorii jest to, że jeden typ obiektu można przyporządkować do kilku KT. Należy jednoznacznie też powiedzieć, że KT stanowią o technicznych utrudnieniach w zadaniu projektowym. Nie mają one nic wspólnego z architektonicznym wyrazem projektowanych obiektów. I jeszcze jedna, ale istotna uwaga: to, że obiekt przypisany jest do wyższej kategorii, nie oznacza automatycznie, że pewne świadczenia należą do zakresu podstawowego. KT wyznaczają jedynie stopień skomplikowania technicznego, jak np. znacznie utrudniona koordynacja międzybranżowa (z uwagi na wystąpienie elementów, z którymi architekt nie spotyka się w kategoriach niższych). Oznaczać to również może konieczność opracowania projektu technologicznego. I tu dochodzimy do istoty rzeczy. Czy opracowanie tego projektu jest obowiązkiem (świadczenie podstawowe), czy pracą, która wcale nie musi być przez architekta wykonana (świadczenie wydzielone)?

Najprościej można ująć to tak: jeżeli, w wyniku zaszeregowania projektowanego obiektu do kategorii wyższej, wykonanie specjalistycznego projektu JEST WYMAGANE przepisami prawa budowlanego, to taki projekt automatycznie staje się ŚWIADCZENIEM PODSTAWOWYM. Inwestor, chcąc niechcąc, musi taki projekt posiadać i taką technologię wbudować. W przeciwnym razie nie otrzyma pozwolenia na budowę lub, jeśli uda mu się „obejść problem” w urzędzie, nie otrzyma pozwolenia na użytkowanie obiektu.

Może wystąpić również inna sytuacja, w której zamawiający ma życzenie, aby w jego budynku została zaprojektowana i wykonana dana technologia. Architekt wówczas ma prawo zaszeregować projektowany obiekt do kategorii wyższej, uznając wprowadzenie życzeń klienta za dodatkowe utrudnienie techniczne. Nie oznacza to wcale, że życzenie klienta staje się pracą podstawową. Jeżeli, w wyniku zaszeregowania projektowanego obiektu do danej kategorii trudności, wykonanie specjalistycznego opracowania NIE JEST WYMAGANE przepisami prawa budowlanego, to taki projekt jest ŚWIADCZENIEM WYDZIELONYM.

W tym drugim przypadku pojawia się dodatkowy problem w procesie negocjacji. Kto ma opracować projekt? Pracownicy architekta, czy sam klient we własnym zakresie? W powyższej sytuacji taka technologia może, ale nie musi być pracą należącą do architekta. Wykonanie projektu może po negocjacjach wziąć na siebie zamawiający. Zagadnienie to ma o tyle istotny charakter, że decyzje podjęte przez strony w trakcie negocjacji będą miały swoje konsekwencje i w wyższym honorarium architekta, i w terminach opracowania projektu, a także w wyborze tzw. „niezależnych specjalistów”. Rozwiązanie tych problemów na etapie negocjacji pomoże w uniknięciu wszelkich późniejszych sporów sądowych.

Poniższa tabela przedstawia przykładowe „kategorii trudności” opracowane przez Izbę Architektów RP dla obiektów mieszkalnych.

Jak widać sama tylko funkcja mieszkalna może być przypisana do wielu KT. Dla przykładu: pozycji „b – budynki jednorodzinne z garażami, domy bliźniacze” w tabeli KT są przyporządkowane aż trzy kategorie. Czarna kropka oznacza dom o tzw. funkcji podstawowej i ogólnie przyjętej za normę (jest to projekt domu o świadczeniach podstawowych). Białe kropki oznaczają, iż dom o określonej funkcji może być przyporządkowany do wyższych kategorii w zależności od indywidualnych życzeń klienta. I tak, np. projekt domu jednorodzinnego z projektem wnętrz nie będzie już zaliczony do kategorii 3, a np. do 4. Jeżeli jednak klient życzyłby sobie indywidualne projekty mebli użytkowych (kanapy, fotele, regały), to – ze względu na stopień skomplikowania – architekt ma pełne prawo do uznania takiego zlecenia jako zamówienia z kategorii 5. Przez analogię można przyjmować, że stopień skomplikowania wzrasta w przypadku wspomnianego basenu, projektu ogrodu itp. Dla tego ostatniego przykładu została zresztą – jak ilustruje tabela w wierszu „e” – przypisana oddzielna klasyfikacja dla rezydencji o najwyższym standardzie.

KT stanowią jeden z wyznaczników trudności zadania projektowego i pozwalają architektowi ocenić, czy inwestor życzy sobie standardowe opracowanie (czarna kropka), czy też zamówienie wykracza poza pewien wyznaczony model. Wielu inwestorów zadaje sobie zapewne w tym miejscu pytanie o regulacje prawne KT. Otóż, jak wcześniej wspomniano, KT opracowują w różnych krajach organizacje architektoniczne i inżynierskie indywidualnie, jako materiały pomocnicze dla projektantów. Nie regulują tego praktycznie żadne normy techniczne czy przepisy prawa (poza nielicznymi wyjątkami). Kategorie te określają stopnie skomplikowania technicznego zadania projektowego. Z tym wiąże się dodatkowy nakład pracy, potrzebny do szerszej analizy zlecenia, i dodatkowy wysiłek całego zespołu projektowego. Trzeba przypomnieć czytelnikowi, iż nie jest kategorią trudności to, że architekt nadmiernie rozczłonkuje bryłę budynku czy zaprojektuje okrągłe okno. Szklany dom w sercu Afryki nie będzie problemem technicznym, ale już życzenie Eskimosa, pragnącego mieć taki budynek za kołem polarnym, stanie się wyzwaniem nie tylko dla architekta, ale dla całego sztabu ludzi odpowiedzialnych w pracowni architekta za zabezpieczenia energetyczne budynku. Dom z przykładowym basenem niesie za sobą konieczność opracowania wielu dodatkowych projektów technologicznych, które nie występują w standardowym budynku.

Wielu zamawiających nadal będzie sądzić wedle zasady: płacę – wymagam, i nie interesują mnie żadne kategorie trudności. Tak, święta prawda. Tyle że jeżeli zamawiający trafi w swoim wyborze na amatorskiego architekta, to faktycznie może mieć „szczęście” otrzymania projektu domu z basenem w cenie usługi przynależnej do KT 1. Co z tego wyniknie, łatwo można przewidzieć.

Wcześniej wskazane zostały akty prawne regulujące procesy projektowe. Dodatkowe, specjalne życzenia klienta, powodujące podwyższenie KT, wymuszają opracowanie dodatkowych projektów zgodnie z szeregiem przepisów technicznych, które – przy standardowym opracowaniu projektu (czarna kropka) – nie miałyby miejsca. A są to np. problemy związane z uzdatnianiem wody, lokalną oczyszczalnią ścieków, innym projektowaniem systemów kanalizacyjnych, całkowicie odmiennym podejściem do całego systemu grzewczego, stosowaniem rozwiązań wentylacji mechanicznej lub klimatyzacji. Wszystkie tego typu elementy trzeba, po prostu, technicznie rozpracować i połączyć funkcjonalnie z całym architektonicznym rozwiązaniem projektowanego domu. Ponadto, jak wcześniej zostało zasygnalizowane, te szczególne opracowania nie muszą być wykonane w pracowni architekta. Prace te może wykonać np. specjalistyczna firma dostarczająca systemy technologii basenowej. Jednak aby projekt został właściwie skoordynowany, architekt musi uzyskać od autora takiej technologii opracowanie z naniesionymi istotnymi elementami rzutującymi na projekt budowlany, i do tego uzgodnionymi z konstruktorem oraz pozostałymi projektantami branżowymi. Prace te w slangu projektantów nazywane są uzgodnieniami międzybranżowymi. W gruncie rzeczy jest to istota całego procesu projektowania odbywającego się „za zamkniętymi drzwiami” pracowni architektonicznych.

Inwestor powinien zachować wyjątkową czujność wobec architekta nie potrafiącego na wstępie właściwie ocenić skali trudności zamówienia i zbyt łatwo zgadzającego się na przyjęcie pracy, charakteryzującej się znacznie większym stopniem skomplikowania niż zlecenie standardowe. Inwestor zamiast się cieszyć, powinien zacząć się martwić w przypadku, gdy:

  • architekt nie potrafi właściwie ocenić skali trudności zadania projektowego;
  • architekt nie zna przepisów szczególnych dotyczących rozwiązań technicznych wynikających ze zlecenia;
  • architekt „zapomina”, że sam nie rozwiąże problemów technicznych bez udziału dodatkowych specjalistów;
  • architekt w ramach honorarium, za które zgadza się zrealizować zamówienie klienta, nic nie zarobi (zwykle dowiaduje się o tym po otrzymaniu rachunków od zatrudnionych specjalistów).

Zamawiający powinien mieć świadomość, że przyszły budynek wzniesiony na bazie tak realizowanego projektu może:

  • nie posiadać odpowiednich parametrów technicznych;
  • być drogi w realizacji;
  • być drogi w eksploatacji.

Oczywiście może, ale nie musi. Inwestor zlecając projekt architektowi, który w swoim w dorobku projektowym ma wiele podobnych realizacji, może spodziewać się, że architekt o zawężonej specjalizacji jest w stanie znacznie sprawniej i dokładniej niż inni koledzy „po fachu” zrealizować zamówienie. Jednak zwykle architekci o wąskiej specjalizacji są znacznie drożsi. W zamian, ich wiedza pozwala na optymalizację projektu, i to do tego stopnia, że całkowity koszt inwestycji jest dużo niższy od projektów wykonanych przez architektów, którzy dopiero pierwszy raz stykają się z danym problemem technicznym. Oszczędności z tego tytułu są zdecydowanie większe, aniżeli honorarium za całą pracę projektową.

Jednak inwestor może powiedzieć: Mnie jest wszystko jedno. Jeżeli projekt, a w ślad za nim realizacja nie spełnią oczekiwań – architekta można pozwać do sądu, i to on pokryje straty, które poniosę. OK. Tyle że ta droga nie dość, że nie jest miła dla żadnej ze stron, to bywa czasochłonna. Udowodnienie architektowi świadomego popełnienia błędu w takim przypadku jest bardzo trudne, a w razie, gdy w zrealizowanym obiekcie nie występują zniszczenia mechaniczne -praktycznie niemożliwe.

Zatem, jak z powyższego wynika, złożoność tego problemu jest ogromna. Dość powiedzieć, że bardzo często doświadczeni architekci mają problemy z właściwym zaszeregowaniem oczekiwań niestandardowych życzeń klientów. Zagadnienie to zasługuje na bardzo poważne potraktowanie. Wspomniane standardy stają się w takiej sytuacji koniecznością. I nie są tylko kaprysem środowisk architektonicznych. Jeśli nawet sami architekci mogą mieć z tym problemy, to co dopiero mówić o klientach, nawet tych z doświadczeniem inwestycyjnym.

Sama tabela zaszeregowania projektowanego zadania inwestycyjnego to za mało. Istnieje realna potrzeba szczegółowego rozpisania „czarnych kropek” i scharakteryzowania „białych kropek” z tabeli KT. Tak stworzone standardy pozwolą zarówno architektom, jak i klientom uniknąć wielu niepotrzebnych dyskusji w trakcie negocjacji.

Poniżej czytelnik zapozna się z trzema podstawowymi typami standardów pracy wykonywanej przez architekta, czyli świadczeniami.

2. Świadczenia podstawowe (P)

Poniższe rozważania będą szczegółowym omówieniem poprzednich akapitów. Powtarzające się zwroty, czy nawet przykłady, nie są przypadkowe. Kwestie związane z podstawowym zakresem prac architekta – to klucz do zrozumienia istoty problemu prawidłowych relacji klient – architekt.

W każdym kraju funkcjonuje wiele przepisów prawa określających, w jaki sposób należy projektować obiekty budowlane, by mogły one właściwie funkcjonować, i nie oddziaływać negatywnie na bezpośrednio sąsiadujące otoczenie. Zwykle są to: prawo budowlane, prawo o planowaniu przestrzennym, warunki techniczne, jakim powinny odpowiadać budynki, oraz techniczne normy budowlane. W sytuacjach szczególnych ustawodawcy wielu państw tworzą dodatkowe akty prawne, do których projektanci muszą się stosować w całym procesie projektowania. To cechy rzutujące bezpośrednio na opisane wyżej kategorie trudności (KT). Przywołanie aktów prawnych we wstępie tego rozdziału nie jest przypadkowe (to przeważnie w jednym z takich dokumentów szczegółowo opisana jest forma i treść projektu architektonicznego lub budowlanego). Zawierają one podstawowe standardy projektowe, których spełnienie jest warunkiem dopuszczenia obiektu do wybudowania i użytkowania. Można zatem śmiało powiedzieć, że świadczeniem podstawowym architekta jest spełnienie w minimalnym stopniu wymogów właściwych przepisów prawa regulującego procesy budowlano-inwestycyjne. Inwestor mógłby dodać: oraz spełnieniem moich życzeń. Oczywiście, tyle tylko, że życzenia te bardzo rzadko kończą się w ramach świadczeń podstawowych.

Głównym dylematem zamawiających, z którym przychodzi się zmierzyć architektom w negocjacjach, jest sprecyzowanie zakresu świadczeń podstawowych. I choć wyżej wspomniane regulacje prawne próbują te kwestie porządkować, to postęp technologiczny współczesnego świata powoduje, że prawo zawsze pozostaje gdzieś w tyle za rzeczywistością. Czy ktoś w roku 1990 myślał o powszechnym stosowaniu technologii typu BMS (Building Managing System)? Opisy tzw. domów inteligentnych stanowiły barwne urozmaicenie książek typu science fiction. Jednak wraz z powszechnym i galopującym rozwojem technik elektronicznych fikcja powoli stała się rzeczywistością, i z całą pewnością w połowie XXI w. będzie standardem w projektowaniu obiektów o najprostszej nawet funkcji. Póki co, dzisiaj jest to ciągle nowość, i o świadczeniu podstawowym nie może być mowy.

Posłużmy się przykładem: czy przy projektowaniu np. kuchni masowego żywienia, projekt wentylacji mechanicznej jest świadczeniem podstawowym, czy nie? Prawo w większości krajów stanowi jednoznacznie: projekt wentylacji należy bezwzględnie wykonać i to niejednokrotnie przy udziale rzeczoznawcy ds. sanitarnych. Jak więc problem traktować? Jako świadczenie podstawowe czy wydzielone? Odpowiedź nie jest taka prosta. W grę wchodzą pieniądze, a inwestor z założenia nie lubi ich wydawać. Zatem architekt musi być przygotowany na utrudnione negocjacje umowne.

Przy klasyfikowaniu świadczeń zawsze będą rozbieżności pomiędzy umawiającymi się stronami. Spróbujmy wnikliwiej rozeznać się w temacie, przy jednoczesnym założeniu, iż poniższe stwierdzenia są subiektywną opinią autora i nie muszą być zgodne z opinią innych architektów. Otóż: inwestor pragnie zamówić projekt obiektu, w którym wg zaszeregowania do kategorii trudności należy zaprojektować wentylację mechaniczną. Tak bowiem wynika z przepisów budowlanych. Czy projekt takiej wentylacji jest świadczeniem podstawowym? TAK! Kategoria trudności, dla której przypisany jest taki rodzaj obiektu, zakłada wystąpienie technicznego utrudnienia. Zatem, z założenia, honorarium architekta wzrośnie. Ale tu istotna uwaga. Honorarium wzrośnie dlatego, że dla każdej kategorii trudności przyporządkowane są inne stawki w tabelach kalkulujących honorarium. Zatem, jeżeli nie występują inne życzenia inwestora w ramach tego zamówienia, to honorarium należy obliczać bez specjalnych dodatków, a wartości przyjmować, jak dla danej kategorii.

Kiedy wynika, że z przypisania kategorii trudności nie trzeba opracowywać danego projektu, to architekt wcale nie ma obowiązku go robić. Zatem, jeżeli inwestor ma „kaprys” i chce mieć mechanicznie wentylowane pomieszczenia – to architekt może podjąć się tego zadania, ale… za dodatkowym honorarium. Istota sprawy tkwi w kwestiach finansowych. Architekt ma dwie możliwości. Pierwsza: zaszeregować „kaprys” klienta do wyższej KT („biała kropka”) i policzyć honorarium wg stawek przypisanych dla tej kategorii. Druga: pozostawić główną wycenę projektu w „czarnej kropce”, a „kaprys” klienta ująć w wycenie dodatkowej. To nie jest koniec tego dylematu. Jak w starej anegdocie – zawsze są dwie nowe możliwości. Otóż, kiedy architekt ma prawo podwyższyć KT, a kiedy dodać wycenę za takie opracowanie? Wydaje się rozsądnym przyjęcie następującego postępowania: jeżeli świadczenie wydzielone pozwala się ująć w ramy jakichkolwiek odrębnych specjalistycznych tabel szacowania wartości, to nie powinno być wskazań „przeskoku do białej kropki” w tabeli KT. Jeśli jednak dodatkowe życzenia są na tyle niekonwencjonalne, że nie ma możliwości znalezienia jednoznacznej metody oszacowania tych prac, to nie pozostaje nic innego, jak zmienić zaszeregowanie zadania projektowego w tabeli KT. I kolejna uwaga. Czasami wystąpi zjawisko łączne: dodanie do honorarium oferty cenowej wykonanej w oparciu o inne dokumenty kalkulacyjne, aniżeli te, którymi posługuje się architekt z równoległą zmianą zaszeregowania KT (wyjaśnianie tego problemu ma już charakter tyleż specjalistyczny co marginalny, więc pozostaniemy na jego zasygnalizowaniu). Taki projekt uzyskuje status świadczenia wydzielonego. Chyba proste ?

Nie do końca, niestety. Życie i potrzeby klientów architekta są znacznie bogatsze i skomplikowane. Kolejny problem pojawi się w chwili, kiedy inwestor powie architektowi: OK., wiem, że projekt wentylacji musi być zrobiony, ale ja zlecę go niezależnie innemu projektantowi i chcę, aby Pan obniżył mi honorarium o to opracowanie. (Pamiętamy, że w tym wariancie projekt wentylacji mechanicznej jest obowiązkowy). Architekt ma dwa wyjścia powiedzieć: nie wraz z argumentacją, że posiada własnych specjalistów, lub zgodzić się na propozycję klienta. W negocjacjach słowo „nie” działa zawsze jak czerwona płachta na byka, więc lepiej go unikać i skorzystać z angielskiej grzecznościowej formy: obawiam się, że… Zgadzając się zaś na sugestię zamawiającego, architekt powinien poinformować go, że:

  • honorarium, owszem, pomniejszy, ale dodaje pewien procent za zewnętrzną koordynację branżową;
  • zastrzega sobie weryfikację takiego projektu, bowiem elementy w nim zawarte muszą współgrać z całością dokumentacji technicznej;
  • projekt musi zostać architektowi dostarczony we wskazanym terminie, ponieważ, w przeciwnym razie, całość zamówienia ulegnie niezawinionemu przez architekta przeterminowaniu, czyli opóźnieniu;
  • architekt nie odpowiada za prawidłowość rozwiązań technicznych oraz za ewentualne błędy popełnione przez wynajętego projektanta.

Bez tych zabezpieczeń architekt może mieć poważne kłopoty, jeżeli zamawiający okaże się – nazwijmy go delikatnie – „twardym człowiekiem” . Takich wynajętych przez inwestorów projektantów nazywa się „niezależnymi specjalistami”. W rozdziale opisującym elementy umowy, obecność niezależnych specjalistów zostanie nieco rozszerzona.

3. Świadczenia wydzielone (W)

Powyżej pojawiło się pojęcie świadczeń wydzielonych, czyli prac architekta, które mogą stanowić niezależne zlecenie, oraz mogą być wykonywane niezależnie od świadczeń podstawowych (np. wydzielony projekt zagospodarowania terenu, wydzielony projekt wnętrz, projekty specjalistyczne itp.; tu właśnie mieści się nasza przykładowa wentylacja mechaniczna). Należy zwrócić uwagę na pewien istotny niuans. W pojęciu świadczeń wydzielonych mowa jest o opracowaniach projektowych stanowiących niezależne zlecenie lub, jak kto woli, „kaprys” inwestora. Projekt wnętrz nie jest świadczeniem podstawowym. Architekt – jako projektant budynku – wyznacza w pracy o podstawowym charakterze wytyczne do projektu wnętrz. Ale inwestor, zwłaszcza taki, który buduje z zamiarem dalszej odsprzedaży części lub całości obiektu, nie wie, jaka będzie ostateczna funkcja użytkowa. Samo hasłowe określenie np. „bar szybkiej obsługi” to za mało, aby stwierdzić, czy mówimy tu o kawiarni czy o „pubie”, lub może o innej formie prostej gastronomii. Architekt projektuje zatem dla danej funkcji podstawowe media (oświetlenie, wodociąg, kanalizację etc.) i pomieszczenia sanitarne bez wnikania w część użytkowej technologii, o której posiadanie winien zadbać przyszły użytkownik pomieszczeń, a która na etapie projektowania obiektu nie została jednoznacznie zdefiniowana. W takim przypadku trudno jest na architekcie wymuszać (w ramach świadczenia podstawowego) zakres projektu, który najprawdopodobniej nie będzie po myśli finalnego użytkownika. Jeśli jednak – jak już wspomniano – z KT wynika, że w danym obiekcie istnieje konieczność zaprojektowania pewnego typu technologii, to trudno, należy uznać to świadczenie za podstawowe. Przykładowa wentylacja mechaniczna dotyczyć w tym przypadku będzie jedynie instalacji o charakterze ogólnym i niezbędnym do prawidłowego funkcjonowania obiektu jako całości. Technologie indywidualne, to już sprawa oddzielna. Godzi się w tym miejscu zwrócić uwagę inwestorom, że jednak najlepszym rozwiązaniem – z praktycznego punktu widzenia – byłoby powierzenie tych dodatkowych, czy – jak zostało nazwane – świadczeń wydzielonych zespołowi specjalistów architekta, który zaprojektował obiekt od podstaw. Jeśli inwestor decyduje się powierzyć zlecenie innemu projektantowi, to praca taka powinna zostać w pełni skonsultowana z architektem budynku i projektantami branżowymi. Projekty wydzielone nie mogą naruszyć struktury funkcjonowania innych części budynku.

4. Świadczenia dodatkowe (D)

I wreszcie trzeci rodzaj świadczeń, który znajduje się w zasięgu aktywności zawodu architekta: prace o charakterze dodatkowym. W tym względzie nie ma dylematów podobnych do opisanych powyżej. Są to bowiem prace, które mogą zostać zlecone architektowi, ale wcale nie muszą. Takimi pracami są:

  • analizy przedprojektowe;
  • studium programowo-przestrzenne;
  • pomoc w uzyskaniu pozwolenia na budowę;
  • opracowanie dokumentacji przetargowej i specyfikacji technicznej;
  • opracowania kosztorysowe (nie mylić z przedmiarem robót);
  • powiernictwo w zakresie przeprowadzenia przetargu;
  • uczestnictwo w pracach przekazania obiektu do użytkowania;
  • prace uzupełniające do zadania głównego, takie jak:

– szczegółowe projekty wnętrz;

– makiety;

– wizualizacje komputerowe;

– dokumentacje fotograficzne;

– materiały o charakterze marketingowym dla zamawiającego;

– inne, których inwencja zależy od zamawiającego.

Jak przedstawia powyższe zestawienie, spektrum prac o charakterze dodatkowym jest stosunkowo szerokie. Należy dodać, że każda niemal z powyższych kwalifikacji posiada swoje szczegółowe rozwinięcia. Kwestie te zostaną dokładniej opisane w rozdziale „Rodzaje Umów”. W tym miejscu należy czytelnikom zwrócić uwagę, że niektóre z prac o charakterze ponadpodstawowym w innych krajach zaliczane są do grupy prac podstawowych. Nie jest to jednak standard ogólnoświatowy, gdzie podstawową pracą architekta jest projektowanie architektoniczne, w zgodzie z przyjętymi w danym kraju standardami wykonywania zawodu.

5. Podsumowanie dotyczące zakresu prac

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com